#relacje

2
71

Co Wy na to? 09.01.2026


Ostatnie lata, mimo najlepszych w historii możliwości kontaktu z innymi ludźmi, przysparzają coraz więcej pytań o doświadczanie samotności. Chodzi nie tylko o zmniejszającą się liczbę relacji partnerskich (obecnie około 8 mln osób w Polsce jest uważanych za singli, zarówno z braku możliwości, jak i z wyboru), ale również o osłabianie się relacji pozapartnerskich: przyjacielskich czy sąsiedzkich. Według badania przeprowadzonego na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu 68 proc. dorosłych Polaków odczuwa samotność, natomiast do izolacji społecznej przyznaje się 23 proc. ankietowanych.


Nie jest to bynajmniej jedynie polska domena - w międzynarodowym badaniu, przeprowadzonym przez Gallupa, o ile osoby ankietowane z krajów europejskich na pytanie czy odczuwały poprzedniego dnia samotność, odpowiedziały twierdząco jedynie w kilku czy kilkunastu procentach przypadków, tak w krajach afrykańskich czy innych rozwijających się ten odsetek sięgał aż 48% na Madagaskarze.

Pytanie na dziś: Czy współczesnemu człowiekowi grozi kryzys relacji międzyludzkich?

Zapraszam do oddawania głosów w ankiecie oraz kulturalnej dyskusji w komentarzach. Zastrzegam, że treści niezgodne z polskim prawem i obraźliwe wobec innych użytkowników będę usuwał niezależnie od poglądów.


PS. Przy okazji zachęcam do obserwowania @SzukamLudzia , który pomaga w nawiązywaniu wszelkiego rodzaju relacji :)

#cowynato #samotnosc #relacje #ankieta

#owcacontent

Czy współczesnemu człowiekowi grozi kryzys relacji międzyludzkich?

376 Głosów

@bojowonastawionaowca Oczywiście, że nie tylko grozi, ale ten kryzys już postępuje. Niemal na każdym poziomie te relacje się rozluźniają albo zrywają. A proteza w postaci łatwości kontaktu zdalnego, jeszcze mocniej te więzi pruje. Prościej jest udawać i tworzyć iluzję, podczas gdy koniec końców to są tylko znajomości. Rodziny też się rozbijają, ludzie swobodniej niż niegdyś rozjeżdżają się po kraju i świecie, widując się tylko od święta, albo i w ogóle.


Dla człowieka jako istoty z natury stadnej - jest to problem.


Sam tkwię w takim zawieszeniu. Choć chyba się już przyzwyczaiłem. W obu wersjach mi coś nie pasuje. Z jednej strony bycie sam, rodzina raczej na uboczu, przyjaciele się rozjechali po świecie, albo zdechło. Z drugiej, coraz częstsze zwykłe rozczarowanie ludźmi i wcale nie lepsze odczucia po tej całej próżnicy z nimi. Stąd to zawieszenie to obecnie stan w którym mi wygodnie. Trochę tego, trochę tamtego i skończę zapewne jako symbol rozpadających się relacji międzyludzkich, bo ani nie wypełnię swojego paska potrzeb towarzyskich, ani też nie przekroczę rubikonu i nie poczuję się samotny, bo te protezy w miarę dobrze na mnie działają. Dziwnie nie chcieć w sumie ani jednego ani drugiego, a jednocześnie chcieć i jedno i drugie. Poza tym człowiek tyle razy się sparzył, czy to w związkach, czy w rodzinie, czy przyjaźniach - że z wiekiem trudniej zbudować zaufanie do kogokolwiek i nawet jak kogoś lubię, to jest dla mnie jakby za szybą.

Zaloguj się aby komentować

#relacje #nowyrok


Chciałbym opisać sytuację, która z pozoru wydaje się niewinna, a w praktyce od lat powoduje u mnie narastające napięcie i poczucie braku akceptacji. Chodzi o relację z moją matką, osobą głęboko wierzącą, oraz o to, jak jej wiara wpływa na sposób, w jaki komentuje moje życie, moje wybory i moją relację partnerską.

Jestem osobą niewierzącą. Moja partnerka również. Nie żyjemy według zasad katolickich. Moja matka tego nie akceptuje, choć rzadko mówi to wprost. Zamiast otwartych konfliktów pojawiają się "miękkie" komunikaty, życzenia, uwagi, zdania wypowiadane niby z troski. I właśnie jeden z takich komunikatów stał się dla mnie punktem zapalnym.

Cytat:

"synku kocham Cię tak jak potrafię po ludzku najmocniej. Niech nowy rok będzie samą miłością ale od kogoś kto w Bogu jest zakorzeniony bo tylko taka miłość przetrwa wszystko."

Na pierwszy rzut oka: miłość, troska, życzenia noworoczne. Bez krzyku, bez wprost wypowiedzianego osądu.

Problem zaczyna się wtedy, gdy spojrzymy na kontekst.

gdzie jest problem?

Dla osoby wierzącej ten przekaz może być oczywisty i "dobry". Dla mnie, w kontekście tego, że:

jestem niewierzący,

mam niewierzącą partnerkę,

moja relacja od lat jest przez matkę kwestionowana,

to zdanie:

"b o tylko taka miłość przetrwa wszystko"

nie jest neutralne.

Jest wartościowaniem. I to bardzo konkretnym.

W praktyce odbieram je jako komunikat:

moja relacja nie jest pełnowartościowa,

moja partnerka nie jest w stanie dać mi prawdziwej, trwałej miłości,

moje życie jest „

jakieś, ale nie takie, jakie powinno być.

Najtrudniejsze jest to, że nie jest to jednorazowe. Takie przekazy pojawiają się regularnie, od lat, w różnych formach. Nigdy wprost. Zawsze miło. Zawsze "z troski". I właśnie dlatego są tak trudne... bo nie da się na nie normalnie zareagować bez wyjścia na niewdzięcznego syna.

Dla mnie to jest forma podświadomego uświadamiania mi, że żyję źle. Bez powiedzenia tego wprost, ale z jasnym przekazem: "to, co masz, to nie jest to","nie pokocha Cię jak Bóg".

W tym momencie poczułem, że czara goryczy się przelała.


w efekcie działa to jak ocena życia syna i jego relacji,

i zamiast zbliżać - oddala.


Nie piszę tego posta, żeby jechać po wierzących ani po rodzicach. Piszę go, bo jestem ciekaw

czy ktoś był w podobnej sytuacji,

gdzie według Was przebiega granica między wiarą a narzucaniem jej innym,

i czy da się budować zdrową relację, gdy akceptacja jest warunkowa.

Dzięki za przeczytanie i za ewentualne opinie

Jak oceniasz treść takich życzeń w kontekście relacji matka–dorosły syn, który jest niewierzący i ma niewierzącą partnerkę?

129 Głosów

Ona mówiąc te słowa powiedziała ci że kocha ciebie na tyle ile może, ale wiedząc że ty i twoja partnerka jesteście niewierzący to chce wam przekazać że miłość twoja i twojej dziewczyny jest nieprawdziwa ponieważ mimo intencji nie łączy jej wiara. Prawdopodobnie uważa ona też że miłość do ciebie jest jednostronna bo tylko jej miłość jest prawdziwa. W skrócie. Ty według niej utraciłeś zdolność do okazywania prawdziwej miłości odwracając się od wiary.

Można też powiedzieć że twoja matka ma wyprany wiarą mózg i próbuje dla swojego komfortu tobą manipulować. Dla niej po prostu trudno jest zaakceptować i kochać kogoś kto nie wierzy w Boga.

Niestety wiara ma to do siebie że lubi tworzyć fanatyków, którzy niszczą życie sobie i innym wokół siebie nie zdając sobie z tego sprawy. Zwykle robią to delikatnie, zarzekając się że nie są fanatycznymi wyznawcami dopóki nie odwalą czegoś konkretnego gdzie zwykle kontakt z taką osobą się urywa lub jest mocno ograniczony.

@Kambodza1 tak jak inni piszĄ. Jest to pasywno-agresywne. Ale skoro nie jesteś wierzący, nie powinno to Ciebie emocjonalnie dotykać. A jednak.


Zastanów się dlaczego to cie triggeruje. Bo idę o zakład, że matka / partnerka / inni ludzie nie raz mówią pasywno-agresywne głupoty, które masz zwyczajnie w d⁎⁎ie. Przykładowo: ktoś naśmiewa się, że jesteś libkiem a przecież Tusk to i tamto (to hipotetyczny przykład).

Ale to jest taka typowa katolicka miłość I wdzięczność. Wszystko jest z pozoru pełne miłości, ale w rzeczywistości przesiąknięte jadem I toksycznością.

Dlatego trzymam się z dala od tego środowiska.

To są po prostu źli ludzie. Serio źli.

Zawsze jest ocenianie, potepianie. Zamiast bezwarunkowej miłości i wybaczania.

Ileż Ja miałem podobnych sytuacji - z pozoru miły ksiądz a między słowami gorycz, toksyk i potępienie. ZAWSZE.

Typowe Katolstwo jest takie typowe..

Zaloguj się aby komentować

wychodze wczoraj z ojcem z bloku, stoi mercedes, jakas 10 letnia C klasa, z blachami UK


i nawiazuje sie rozmowa

O(ojciec): "patrz jaka fura ukrainiec jezdzi, ciekawe czemu nie jest u siebie"
S(sweet): "po pierwsze to brytyjskie blachy a po drugie co cie boli ze ukrainiec jezdzi fura za max 70k, fortuna normalnie kto to widzial w polsce takie pieniadze"
O: "bo do siebie ukrainy powinni jak ich stac (oburzonym tonem)
S: "jak bys zobaczyl czym po warszawie jezdza to bys sie zesral chyba na stojaco"
O: "(pierdolenie w jezyku prawakow)... milionerzy to nie musza wyjezdzac bo ich tam nikt nie wiezmie UGA BUGA"
S: "ale zony moga wyslac, wolal bym aby moja nie siedziala w miescie na ktorym spadna bomby"
O: "za ojczyzne walczyc a nie UGA BUGA"
S "przez takie pierdolenie jak twoje wojny istnieja, ja mam to w d⁎⁎ie, jak by na polske bomby spadaly to tak samo jak oni bym spierdalal za granice
O: "no ciekawe gdzie bys uciekal no widzial ot kto"
S: "do czech przez gory a potem nie wiem, moze portugalia"
O: "a jak by tam tez ruscy doszli UGA BUGA"
S: "to mam pomysl, dajmy ukrainie kazde pieniadze i kazde wsparcie aby do tego nie doszlo"
O: "UGA BUGA KORPUCJA UGA BUGA UGA BUGA TO NIE NASZA WOJNA UGA BUGA"
S: "to wkoncu przyjda tu ruscy czy nie nasza, bo sie gubie w narracji"
O: "(czerwony jak rura wylotowa od rozhajcowanego piecyka typu koza) ty mnie w ogóle nie słuchasz"
S: "nie slucham cie czy poprostu oczekuje od ciebie spojnej narracji a nie powtarzanie youtubowego pierdololo"
O: "(argumentum ad wiekum) A BO WY MŁODZI"
S: "no co my młodzi? nie chcemy umierac za nacjonalistyczne pierdololo? tak ci to przeszkadza ze jakis ukrainiec nie chce umierac za kraj ktory nic mu nie oferuje? ja tez za polskie umierac nie zamierzam bo niczego tu dla mnie specjalnego nie ma"
O: "to wyjedz juz teraz po co tu siedzisz"
S: "aktualnie nie chce ani nie mam takiej potrzeby, bo urkaincy sobie swietnie z ruskimi radza"



i tak w nieskonczonosc, az poprosiłem go (chyba juz 1000 raz) aby przestał przy mnie pi⁎⁎⁎⁎lić swoje prawackie smieci bo nie zgodzimy sie nigdy na co on

NIE BĘDZIESZ MI MÓWIĆ CO MAM ROBIĆ A CZEGO NIE

i taka rozmowa

dzisiaj znowu, przyjebal sie ze brzydko pisze(tak samo brzydko jak zawsze) i znowu

S: "i co z tego, i tak praktycznie juz nie uzywam pisma innego niz elektroniczne"
O: "ci mlodzi wszyscy teraz nikt sie podpisac nawet nie potrafi"
S: " i co z tego na c⁎⁎j im to przeciez niedlugo nie bedzie wcale potrzebne, bo wszystko bedzie internetowo"
O: "a co jak wam ten internt wylacza"
S: "nie wylacza bo nikogo na to nie stac, cala swiatowa cywilizacja jest na tym zbudowana"
O: "kazda cywilizacja kiedys upada"

KAPLICA K⁎⁎WA NO NIE WYTRZYMALEM

i zaczalem sie pytac czy go juz pojebalo do reszty i o c⁎⁎j mu wlasciwie chodzi czy ma jakis problem ze soba czy co sie dzieje i czy to juz ten wiek ze musi sie przypierdalac dla samej idei przypierdalania



do sedna

ktoś wie jak sobie z tym poradzić, co mam z nim zrobić, prośba o to aby nie zaczynał tematu nie działa, a ja mam problem żeby zamknąc morde i osrać go jak zaczyna (bo mam gdzieś w serduszku potrzebe aby mój ojciec nie był taki zjebany)

mam go zamknac na 2 tygodnie w piwnicy, i zrobic mu przymusowy detoks jak narkomanowi?

#rodzice #rodzicielstwo #rodzina #relacje

@Sweet_acc_pr0sa ja jestem prawakiem i nacjonalistą ale smiechłem z rozmowy bo z tobą się zgadzam nie z twoim starym (tyle że ja pierwszy bym rwał stukać się z kacapami)


A z tymi autami to jeszcze jest taka akcja jak kiedyś ludzie tłumaczyli: u nich jest czesta taka mentalność że zastaw się a postaw się, auto gites, a w domu pół ziemniaka i ocet.

I jeszcze (to mi ludzie opisywali ja się nie znam) w Ukrainie był podobno problem z autami przez wysokie cła na używki, więc wybór był między nówka z salonu albo lokalnym złomem. Podobno.

Zaloguj się aby komentować

T.Mobile wypuściło fajny raport o rozmowach z bliskimi. Raczej ciekawostki niż twarda wiedza, ale jest sporo fajnych porad dla ludzi którzy uchodzą za trudnych rozmówców.


Metodologia: Badanie jakościowe metodami wywiadów pogłębionych i eksploracji etnograficznych N=22, badanie ilościowe metodą CAWI N=1005


#ciekawostki #badaniaspoleczne #relacje

6004644a-dbfe-4b7f-ac44-4e73bac4f529

Zaloguj się aby komentować

@Half_NEET_Half_Amazing zapytał o ghosting o tu: https://www.hejto.pl/wpis/dobra-troche-powazniejszy-temat-chce-z-wami-skonsultowac-co-myslicie-o-ghostowan

A ja chciałbym zapytać o to czy próbowaliście kontaktować się z dawnymi znajomymi /przyjaciółmi (ze szkoły, studiów, byłej pracy) z którymi kiedyś mieliście częsty kontakt i czy te ponowione relacje ponownie ożyły tj. czy spotkaliście się przynajmniej drugi raz lub więcej?

Osobiście próbowałem kilkukrotnie jako pierwszy się odzywać do kilku osób z dawnego otoczenia. Spotkania były mniej lub bardziej udane ale nigdy nie doszło do ponownego spotkania zainicjowanego przez drugą stronę. Biorę pod uwagę, że może to być z przyczyny mojego charakteru ale niekoniecznie musi tak być 😉 oczywiście argumentem są też dzieci, obowiązki i rodzina. Czy też macie podobne doświadczenia?

#zapytajhejto #relacje

Spotkałem się że znajomym z czasów studiów, nie widziałem się z nim koło 11 lat. Był przelotem w moim mieście, poszliśmy na piwo, skończyło się na 5. Mamy kontakt na messengerze, mamy grupę w parę osób, większości nie widziałem na żywo od paru lat ale codziennie idzie wymiana wiadomości.

@bishop też się nad tym zastanawiałem ale tak po prostu jest.


Znajomości powstają przy okazji dlatego że jesteśmy w jednym miejscu w jednym czasie.


Jeśli znajomość się kończy w momencie gdy ta wspólnota miejsca i czasu się skończyła, to znaczy że nie ma żadnego innego powodu dla którego powstała i istniała.


Wiem że to przykre ale tak jest.

@bishop 2 lata temu kumpel zaaramżował spotkanie z klasy z kilkoma osobami, było udane i wesołe. Umówiliśmy się na następny rok ale już bez niego xD no i w tym roku mieliśmy już dwa takie spotkania a kolejne zaplanowane na grudzień w większym gronie o jedną koleżankę. Nie jest źle jak na to że jesteśmy 19 lat po maturze. Ja tam akurat sam się nie odzywam do starych znajomych bo nie widzę w tym sensu

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Są ludzie określani jako demiseksualni, którzy nie odczuwają pobudzenia seksualnego dopóki nie stworzą relacji z partnerem, a poza tym są aseksualni. Dało mi to do myślenia, bo mam wrażenie że istnieją dwa podejścia do związków i intymności - sprawdźmy.


#zwiazki #seks #relacje



#ankieta

Jakie masz podejście do seksu i relacji?

135 Głosów

@M_B_A OP to pedał, ale tak poza tym to potrzebuję więzi. Przy każdej dziewczynie, w której się kochałem, zauroczenie przychodziło z czasem.

Większość ludzi działa tak samo i działa "normalnie", w zależności od tego, co jej normą dla jakiej płci, reagują poprawnie na wydzielane podczas seksu (i nie tylko) hormony i się buzzwordami nie przejmują. Jeśli z dostępnych opcji w ankiecie któraś jest prawdziwa, to trzecia.

Zaloguj się aby komentować

Kiedyś, siedząc na #emigracja rozważałem sobie o sprawach natury raczej ważnej na tym ziemskim padole. Nieodłącznym elementem rozważań była też chłodna kalkulacja - bo jak się okazało (przynajmniej w moim przypadku) - była ona jednym z najsilniejszych narzędzi w procesie podejmowania decyzji. Na pewno wielu z Was tak robi i/lub czasem się nad tym zastanawia, ale uważam, że warto wziąć dwie rzeczy na ruszt - śmierć i czas, nieco częściej niż to robimy. Nawet gwoli ćwiczenia uważności.


Jestem dzieckiem raczej starszych rodziców (dziś już po 70), co niekoniecznie współgrało z moim hedonistycznym, a nie rodzinnym trybem życia. Jak się jest hedonistą 2000km od domów (rozwód rodziców - mieszkają 800km od siebie w Polsce) to raczej ciężko o dbanie o rodzinne więzi, o czas na rozmowę ze staruszkiem, o dotyk, o prezent.


Jak siedziałem na kiblu i rozważałem kalkulując to moi rodzice mieli po 66 lat. Przeciętna długość życia to powiedzmy 77. Odwiedzałem Polskę (max) dwa razy do roku. Uznajmy realistycznie, że 1,5 raza rocznie. 11 lat x 1.5 = Zobaczę moich rodziców jeszcze 16 razy w życiu. Przy dość dobrych wiatrach. O kurdebele. Dzie hedonizm, dzie gonna be alright?


A ile razy przytulę ukochaną osobę przed narodzinami dziecka, które pewnie pojawi się w przeciągu dwóch lat? Jeśli wybiorę chłodny i zapracowany tryb życia to może 50, jeśli poczuję, że pobyt na tym padole jest jednak łatwo policzalny i odpalę protokuł "tu i teraz" to może 700 razy.


Jak miałem 27 lat to powiedziałem przyjaciołom z dzieciństwa, że zostało nam około 5 spotkań przed 30. Może postarajmy aby się odbyły zamiast robić dwie rzeczy na raz i rodzielać uwagę, a bo praca, a bo inne zobowiązania. Mądrzyłem się samemu będąc wmieszanym w swoistą nieobecność, odkładanie, odraczanie, wiarę w jednorożce, które mówiły że życie jest wieczne i że jutro ogarnę.


Teraz różowy wyszedł gdzieś do miasta, ja pakuję graty i jedziemy na wakacje, jedne z bardzo niewielu, które możemy wspólnie przeżyć. Po drodze odwiedzimy mojego tatę - jedno z niewielu spotkań, które nam zostało. I dobrze, bo życie jest po to aby je przeżyć i umrzeć. Warto jednak dobre decyzje podjąć przed faktem, że zmienić już nic nie możemy. Ja ją podjąłem. Zamieszkałem między mamą, a tatą, a jednorożca hoduje na podwórku. Można podziwiać, nie dotykać.


To tyle. Jeśli tego nie robisz - podlicz - a zdziwisz się jak mało najbardziej wartościowych chwil w życiu Ci zostało. Może zaboli. Uj z tym. Życie w prawdzie jest lepsze.


Elo i udanego weekendu Tosie, Tomki.


#rodzina #relacje #wpiszdupy #gownowpis

e4f36762-4de8-4b3c-8067-c35eac7d422f

@Afterlife Bardzo mądre słowa.


Kiedyś znajomy podrzucił mi metodę liczenia tygodni do końca życia. Nie korzystam, choć ciekawa i czytając Twój wpis mi o niej przypomniałeś.

Chodzi o to że liczenie lat do końca życia jest bez sensu, bo mimo tego że czas zapierdala jeden rok to względnie dużo czasu na zrobienie czegoś. Jeżeli więc pomyślisz że zostało Ci około 35 lat do końca życia - to pomyślisz że mniej więcej tyle już przeżyłeś a to przecież szmat czasu. Niektórzy dopiero rozkręcali firmy w tym wieku

Jeżeli pomyliczysz ile dni zostało Ci do końca - wtedy wyjdzie Ci jakaś abstrakcyjna liczba, tak duża że aż nie ma się czym martwić. Dla 35 lat jest to prawie 13 tysiecy dni - Brzmi jak "w c⁎⁎j"

Natomiast tygodnie są do tego idealne. Ile jesteś zrobić w ciągu tygodnia? Całkiem dużo. Tydzień to taki odpowiedni okres żeby przysiąść i zrobić coś z czego będą efekty. A ile tych tygodni Ci zostało? Dla 35 lat jest to raptem 1820 tygodni. Policz ile tygodni zostało Ci do 40tki, ile do emerytury a ile do śmierci. Ten tysiąc czy dwa tysiące tygodni to względnie nie jest tak dużo.

Paczka zapalek ma 42 sztuki. Tydzien ma 52. Kup wiec kilkadziesiat paczek i kazdego tygodnia spalaj jedna zapalke zastanawiajac sie co w tym tygodniu udalo Ci sie osiagnac i popatrz na te pozostale paczki, z mysla ze nie zostalo ich wcale tak duzo.


Creepy w c⁎⁎j jak ludzki mózg nie ogarnia perspektywy minionego i pozostałego czasu.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Pytanie w kontekście relacji międzyludzkich. Z iloma osobami utrzymujecie regularny kontakt, jeśli chodzi o osoby spoza rodziny - przyjaciół i znajomych. Chodzi np. o spotykanie się minimum raz w miesiącu lub wymienianie wiadomości/smsów.


#zwiazki #relacje #ludzie #ankieta #rozmowy

Z iloma osobami utrzymujesz regularny kontakt?

647 Głosów

@Knight mieszkam za granicą i nie mam tutaj wielu przyjaciół (ludzie wracają do pl, albo wyjeżdżają gdzie indziej), ale mam na szczęście dużą grupę bliskich przyjaciół w PL co jest prawdziwym szczęściem

@Knight U mnie doliczylem sie 9, jakbym mial wiecej czasu to chcialbym sie czesciej spotykac z osobami ktore nie moglem tu wliczyc (kontakt rzadziej niz raz w miesiacu). Tak to widujemy sie pare razy w roku.

Zaloguj się aby komentować

Jak byście ocenili taką sytuację?


Macie dobrego kumpla, nie przyjaciel, ale dużo bardziej zażyła znajomość niż kolega. Znacie się ładnych kilka lat.


Kumpel wraz z żoną żyje głównie z prowadzenia działalności polegającej na organizowaniu imprez dla dzieciaków, w tym przejażdżek motorówką.


I teraz dochodzi do takiej sytuacji, że kumpel ma wypadek, przez jakiś czas jest w gipsie i jest ograniczony ruchowo.


Deklarujecie, że jak coś będzie potrzebował, a żona nie ogarnie, to żeby dzwonił.


No i pewnego dnia dzwoni, że ma akurat imprezę i czy byście nie pomogli i popływali z jakimiś obcymi dzieciakami.


Po krótkim zastanowieniu odmawiacie, bo raz to odpowiedzialność, bo kto idzie do pierdla jak coś się stanie? Dwa, to jest biznes kumpla, więc czemu mielibyście bezinteresownie pomagać, do normalnej pracy też byście za niego poszli?


Od tego momentu relacja wyraźnie się ochłodziła.


#hydepark #relacje #kumple

Co w takiej sytuacji?

144 Głosów

Z tej aniekty wyłania się przygnębiający obraz niemalże połowy społeczeństwa, które nie ma wyobraźni i żadnego pojęcia o odpowiedzialności. Hurr durr i jakoś to będzie.

Zapytałbym grzecznie, czy go przypadkiem nie popierdoliło, i czy wypadek nie spowodował upośledzenia mózgu, a zwłaszcza obszarów odpowiedzialnych za zdrowy rozsądek i wyobraźnię. Pozdrawiam cieplutko!

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować