Hejto.pl

Strona główna Hejto

Zyskujące popularność

Zobacz więcej

Gorące dyskusje

Zobacz więcej
Na podstawie zebranych doświadczeń, moich i cudzych, w ostatnich miesiącach, chciałbym się podzielić kilkoma doświadczeniami "mieszkaniowymi" i jednocześnie zapytać Was o opinię. Historii jest kilka i postaram się je rozłożyć na kilka dni. Mają różny stopień ładunku emocjonalnego, który postaram się stopniować. Dzisiaj wrzucę temat, który był chyba taką kroplą, która przepełniła czarę a wydarzył się w miniony weekend i mnie uruchomił. Ale zacznę od postawienia pytań: Jak jest z dostępem do Waszych domów/mieszkań? W jaki sposób organizujecie odwiedzanie Was przez rodzinę lub znajomych? Do minionego weekendu szykowaliśmy się od kilku ładnych tygodni. Zaprosili nas przyjaciele, bliscy nam ludzie, z którymi niestety widujemy się rzadko - mają nawał pracy i innych obowiązków. Kilka tygodni temu zaprosili nas na cały weekend u siebie pod miastem - sielaneczka, piękna chałupa, ogród, grill, pożegnanie lata no i jeszcze inna okazja, ale mniejsza o to. Mieliśmy taki luksus, że koleżanka zabrała nas z domu i w niedzielę miała odwieźć. Luksus. Sobota, pora obiadu, ja z kumplem delikatnie napoczynamy szkocką i wspominamy, koleżanka szykuje obiad, moja różowa jej pomaga. Dostaję telefon. Wujek: -No cześć, będziemy u Was za jakieś pół godziny. No tak k...a. Jak zawsze. Po co zaproszenie, po co uprzedzać. Koleś, który ma do mnie niemal 2 godziny jazdy informuje mnie łaskawie, że będzie za pół godziny w moim domu. Tyle razy prosiłem, i nie tylko jego, pół żartem pół serio - uprzedzaj, zapowiadaj się. To samo miałem z rodzicami, którzy kiedyś potrafili mi zadzwonić domofonem do mieszkania, że byli na spacerku i wpadają na kawę - np. w sobotę rano, jak leżę nieprzytomny, a mieszkanie na przyjmowanie gości średnio się nadaje. Bo moi rodzice są nauczeni, że się do nich wchodzi jak do siebie, tak samo jak do moich dziadków na wsi - tam nikt drzwi nie zamykał, sąsiad, listonosz - wchodzili jak chcieli. A dla mnie to nie jest normalne. Mi się w głowie nie mieści, że można kogoś informować, że zaraz się u niego będzie mając w poważaniu jego czas, prywatność i plany. Teściowie? To samo. Wpadli kiedyś do nas w niedzielę na obiad i byli zdziwieni, że nie bardzo mamy ich czym przyjąć - musiałem zasuwać po pizzę xD Jakoś na przestrzeni lat udało się wypracować, że jednak rodzice do nas dzwonią, zanim do nas wpadną. Nie wiem, co Wy na to, ale według mnie, niezależnie od stopnia pokrewieństwa, tak powinno być. Ale wujo wie swoje... Jw, będziemy u Was za jakieś pół godziny. Kręcę głową z niedowierzaniem i krótko i na temat odpowiadam: -Nie ma nas. -O! Słyszę wielkie zdziwienie w głosie, bo kto to widzioł, żeby w sobotę po południu nie być w domu. A gdzie jesteście? -U znajomych pod miastem, wyjechaliśmy na weekend. -A.... Bo wiesz, na kawę chcieliśmy wpaść, i cośtam mi w komputerze trzeba zrobić. -Mhm, no lipa... Darowałem sobie komentarz, że jakby zadzwonił przed wyjazdem, to by sobie oszczędzili jazdy, ale wujo wie lepiej. -To gdzieś za ile możecie być? KUR******AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! No pie***ony, wiem, że żyje w innych normach społecznych i za słuszne uznaje tylko te, które wyznaje sam, ale to było przegięcie pały. Mamy wszystko rzucać, olać, że kumpela się szykuje z obiadem, tylko wracać do domu. Nope. -Nie możemy być, bo po pierwsze nawet nie mamy samochodu, a po drugie zaraz siadamy do obiadu. Koleżanka się przejęła, że przecież może nas zawieźć jak coś pilnego, ale zacząłem spieprzać ze słuchawką i machać ręką, byle tylko wujo tego nie usłyszał xD -A to ja mogę po Was podjechać. -No nie, wujek, nie. Wracamy jutro wieczorem. -AHA! Pretensja w głosie słyszalna, ale mam to gdzieś. Pozwoliłem sobie na delikatnego prztyczka: -Także następnym razem tylko zadzwoń wcześniej żebyśmy w domu byli, hehe #pdk Różowa się przejęła, że może to coś pilnego, ale nie. Rozmowa się skończyła, niesmak pozostał, ale go spłukałem Ja wiem, że kiedyś było inaczej, ale ja nie żyję kiedyś tylko teraz i mnie nie obchodzi jak mi mama opowiada że kiedyś sąsiad do sąsiada to bez pukania wchodził a teraz mi opowiada jak to do niej koleżanki wpadają bez zapowiedzi, ale co mnie to? Nie znam ludzi z mojego pokolenia, u których by to w taki sposób funkcjonowało. A jak Wy uważacie? #przemyslenia #mieszkanie #dom #niewiemjaktootagowac #gownowpis

Najpopularniejsze artykuły

Popularne artykuły

Zobacz więcej