Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

295 888 + 77 = 295 965


Mam to ! Drugi rowerowy cel na ten rok zrealizowany :) Max powiększony o 2 :)


Chyba dwa lata minęły od ostatniego powiększenia. Niestety mieszkanie nad morzem mocno utrudnia szybki przyrost :P


#kwadraty

Max square: 28x28 (+2)

Max cluster: 2183 (+49)

Total tiles: 4577 (+49)


#rowerowyrownik #rower


Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

e51e37c6-3e40-4c0d-85f6-59d8ecb1a9f3

@jakibytulogin zależy w jakim miejscu Polski mieszkasz bo możesz mieć przeszkody terenowe (woda) wojskowe (poligony, jednostki), czasem brak sensownych dróg ale to akurat najmniejszy problem


No i też zależy jak masz okolice zjeżdżoną nim pierwszy raz odpalisz stronę z kwadratami, łatwiej załatać luki niż wszystko zdobywać po kolei.


W każdym razie mwidzę u siebie w aktywnościach, pierwszy wpis z kwadratami z lipca 2021, także mogę powiedzieć, że rozszerzenie go do rozmiarów 28x28 zajęło mi 5 lat

@Gilgamesh widać dlugą i ciężką pracę Na razie przeszkód terenowych nie było, raczej tylko odpowiednie kombinowanie i w 2 lata wpadło 17x17. Pozostaje mi gonić i trzymać kciuki za Twoje kolejne

Zaloguj się aby komentować

804 + 1 = 805


Tytuł: Odległe życie

Autor: M.L. Stedman

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 480

Ocena: 8/10


Po "Świetle między oceanami" spodziewałem się po M.L. Stedman przede wszystkim emocjonalnej historii i bardzo "ludzkiego" dramatu. "Odległe życie" daje nam to wszystko, a nawet więcej, ale mam wrażenie, że robi to w znacznie mroczniejszy sposób. Już scena otwarcia ustawia ton całej książki - wypadek samochodowy, śmierć ludzi i zwierząt (owiec) w ogniu, chaos i poczucie, że życie może rozpaść się dosłownie w jednej chwili. A później jest tylko ciężej.


To książka mocno zanurzona w stracie, żałobie i konsekwencjach decyzji podejmowanych pod wpływem emocji. Śmierć przewija się tu praktycznie cały czas i zdecydowanie nie jest związana jedynie z naturalnym biegiem życia. Stedman bardzo dobrze pokazuje, jak tragedie rozchodzą się po rodzinach i społecznościach niczym fale - nawet jeśli ktoś nie był bezpośrednio ich częścią, i tak zostają nimi naznaczone.


Bardzo ciekawie działa też motyw owiec, który wraca przez całą książkę. Z jednej strony to element mocno wpisany w realia świata przedstawionego - bohaterowie zajmują się ich wypasem, na ogromnych pastwiskach, z drugiej staje się symbolem kruchości życia i pewnej bezbronności bohaterów wobec losu. Razem z nimi obserwujemy pełny krąg życia zwierząt, od narodzin, po śmierć. Już sam początek z martwymi zwierzętami pokazuje, że autorka nie będzie budować ładnej opowieści, tylko historię, w której natura i śmierć są czymś bardzo namacalnym. Jak dołożymy do tego Australijskie odludzie, to mamy już pełny obraz kruchości życia w obliczu ogromu świata.


Największą siłą książki pozostają jednak emocje i relacje między bohaterami. Stedman świetnie pisze o poczuciu winy, przemilczeniach i o tym, jak ludzie próbują żyć dalej mimo rodzinnych tragedii. Nie ma tu wielkich zwrotów akcji - bardziej powolne osuwanie się bohaterów pod ciężarem wydarzeń. I właśnie to działa najmocniej. Piękna jest też przyjaźń małego chłopca i geolożki, która pokazuje, że wiek i pochodzenie nie ma znaczenia, gdy łączy Was wspólna pasja.


To co moim zdaniem było tu niepotrzebne, to wątek queerowy, który zabrał może 3-4 strony, a jednocześnie nie miał jakiegoś wielkiego wpływu na całość historii, po za 2 wyjazdami jednego z bohaterów.


Mam wrażenie, że "Odległe życie" stoi bardzo blisko "Światła między oceanami" pod względem jakości, choć jest od niego bardziej przygnębiające i mniej "romantyczne" w emocjonalnym odbiorze. To książka ciężka, melancholijna, ale bardzo dobrze napisana i zostawiająca po sobie sporo refleksji.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

99b9cc21-51c5-4e39-9904-a7ca50c1c3ff

Zaloguj się aby komentować

#emilcin #podroze #ufo

Zostałam poproszona o relacje z Emilcińskiego Pikniku Ufologicznego przez @Ten_typ_sie_patrzy , tak też więc jak Kolonko-powiem jak jest! Podkreślę od razu, że pojechałam tam trochę ironicznie, a trochę z chęci doświadczenia czegoś nie standardowego jak na Polskie poletko. Moje kumpele są bardziej zajarane tematem, a ja tylko z tym popłynełam.

Dzień 1 - sobota.

Od razu jak zawitalaliśmy na ziemi Emilcińskiej zadziwiła nas ilość zaparkowanych samochodów. Pomyślałyśmy wow, będzie grubo. Jakiś gostek z Pomorza obdarował nas po drodze na teren pocztówkami i breloczkami z upamietnieniem wydarzenia, za frajer! XD Po co nie wiem, ale miło. Może właśnie tym sposobem oddałam duszę istotom pozaziemskim? Wokół lokalski, młodzież (XD) taka jak my i masa fikuśnych strojów. Fajno.

Teren pikniku no był... wiejski. Bele siana owinięte czarnym streczem z  zielonym ryjkiem ufoka, a pod Jan Wolski - główny bohater całego zamieszania, wyluzowany, uradowany i cały wypchany. Jakby nic się nigdy nie stało. Wizualnie to wyglądało mega chaotycznie, ale zarazem adekwatnie do koncepcji: papierowe miseczki zawinięte w folię spozywczą jako spodki, flagi i plakaty z ufokami z AI, namiot do zdjęć z podpisem "Pułapka na UFO" i mój ulubiony blaszak- już bez podpisu strzeżony przez ufoki zrobione (chyba) z pianki montażowej. XDD Oczywiście znalazła się również scena, parę stoisk z merchem kosmicznym, dmuchańce, trampoliny, pole namiotowe o dziwo i gastro ze słynną "kosmiczną kiełbasą", która wyglądała na zwyczajną kiełbasę, ale nie jadłam więc nie będę oceniać. W centrum dumnie stoi pomnik upamietniający incydent Emilciński. Ludzie stali w kolejce do zdjęć, w tym ja ofc. XDDD

Na otwarcie po drodze ruszyła procesja za wozem konnym na którym siedziały dzieciaki w czarnym dresie i buziami pomalowanymi na zielono. Z tyłu przygrywał gostek na lirze korbowej dzieląc się śpiewanie historią Wolskiego i jego kosmiecznej konfrontacji. Bardzo, bardzo fajna inicjatywa. Ludzi była masaaa serio, długo się ciągął tłum za wozem. W tamtym momencie już czułam że siedzę w sekcie po uszy i było mi z tym bardzo dobrze.

Same prelekcje mało mnie interesowały, ale poziom merytoryczny z tego co zasłyszałam z tła powiedzmy że był okołonałkowy. W tle kręcił się oblegany przez młode fanki naczelny szurostwa Pan Bernatowicz (nie wiem czy dobrze pamiętam nazwisko, ale to ten od Nautilusa), w którym zobaczyłam prawdziwą pasję/manię w opowiadaniu o tym w co wierzy. Trochę imponujące, trochę martwiące. Potem nuda więc kupuje szybciutko magnes na lodówkę i wracamy do hotelu. Wrócimy tutaj później.

Pragnąc kosmicznej integracji wieczorem wybraliśmy się na koncert wieczoru Oliviera Fiodora, który poetycko rapował o tym, że ziemię powinna rozdupcyć bomba, tkwimy w cierpieniu i ten co ma kamienie w ręku rzuca kamieniami. Przetańczyłam cały koncert i to nie sardonicznie. Czasem dołączyło do mnie więcej osób, a ziomeczek tak mi zrobił dzionek, że aż zdjęcie sobie z nim pierdolnełam. XD Po nim wszedł mocno reklamowany na plakacie DJ NOISE, który chyba był w formie nie materialnej, bo konsoleta stała, disco-pop leciał w tle, ale człowieka na scenie brak. Nie przemówiło to do nas. Kolejny powrót do stacji matki. Było fajnie idziemy pić w Poniatowie.

Dzisiejszy dzień (na którym nadal jestem :p) opiszę jutro, bo kurde jak to u mnie, wyszło dużo. Staram się jak najbardziej obrazowo opisywać zdarzenia i tak to się kończy. Mea culpa.

1fe686f8-5c2a-4711-9bd8-21fe96f920b5
1bca7869-1895-4e59-b4f1-abd99f9e2315
b3ef5a51-2c9c-46d3-ab9b-2fc0c6d794e3
6c63cd3d-9a28-4bca-9d88-b15edeedf592
76dac872-0fe9-4d33-93f7-1451587d7424

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

803 + 1 = 804


Tytuł: Kiedyś były tu wilki

Autor: Charlotte McConaghy

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Filia

Format: ebook

Liczba stron: 304

Ocena: 7/10


Charlotte McConaghy ponownie zabiera czytelnika do świata natury, samotności i ludzi próbujących odnaleźć się gdzieś na granicy cywilizacji. Tym razem trafiamy do szkockich Highlands, z biolożką Inti Flynn, jej siostrą bliźniaczką i zespołem badaczy, których zadaniem będzie wpuszczenie do lokalnego ekosystemu, niemal wymarłego gatunku, wilka szarego. Bardzo szybko okazuje się jednak, że mieszkańcy nie są zachwyceni obecnością drapieżników, a napięcie między ludźmi i naturą zaczyna prowadzić do tragedii. Gdy dochodzi do śmierci jednego z mieszkańców, historia zaczyna skręcać niebezpiecznie w stronę kryminału.


I właśnie z tym mam największy problem. Dla mnie ten mariaż kryminału i obyczajówki wypada co najmniej średnio. Wątek śledztwa niby buduje napięcie, ale nigdy nie staje się pełnoprawnym kryminałem, a jednocześnie trochę rozmywa to, co u McConaghy działa najlepiej - emocjonalną i refleksyjną warstwę opowieści o naturze, traumie i relacjach między ludźmi.


Najbardziej doceniam tutaj język i sposób prowadzenia narracji. Autorka bardzo umiejętnie operuje słowem i klimatem. Jest w tej książce dużo melancholii, ciszy i poczucia obcowania z czymś pierwotnym. Highlands, lasy i same wilki nie są tylko tłem - mają własną obecność i wpływają na bohaterów niemal tak samo mocno jak inni ludzie. Możemy je śledzić dzięki nadajnikom, co też obrazuje ich naturę i jednoczenie się z nowym "domem". Widać też, że McConaghy lubi bawić się formą i sposobem opowiadania historii, dzięki czemu książka ma momenty naprawdę piękne literacko.


Jednocześnie emocjonalnie ta historia trafiła do mnie słabiej niż "Dziki mroczny brzeg". Tam miałem poczucie większej intensywności i lepszego połączenia człowieka z naturą. "Kiedyś były tu wilki" wydaje mi się bardziej wykalkulowane i momentami trochę zbyt świadome swojej poetyckości.


To nadal dobra książka, szczególnie dla osób lubiących literaturę opisującą naturę z mocnym tłem emocjonalnym, ale w moim odczuciu autorka potrafi lepiej połączyć piękny język z naprawdę poruszającą historią.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

6550a4e3-230e-40d9-8de5-443e2f7f6f4e

Zaloguj się aby komentować

Od dobrze ponad tygodnia zamawiamy kanapki z subwaya na obiad, bo kuchnia wylaczona nadal z uzytku (nie ma zalogi).

Wiec codziennie zamawiamy 25 kanapek, ciasteczka i napoje.

Dzisiaj sie okazalo, ze subwayowi skonczyly sie bulki xD czaicie te przedsiebiorczosc? Macie takiego klienta, ktory jeszcze ze 2 tyg, albo i wiecej zamawialby od was tyle zarcia, a wam sie k⁎⁎wa bulki koncza xD to jest dopiero mysl biznesowa

#malezja #subway #jedzenie

Dobrze ogarnięty kierownik burdelu musi tam być. Jak w pracy drugi dzień z rzędu zamawiamy obiady w takiej samej ilości, to od razu pytają czy w następnych dniach też będą zamówienia i do kiedy, to się przygotują.

@bartek555 przecież to sieciówka, dlaczego tym studentom co tam pracują ma niby zależeć skoro mają stałą stawkę za godzinę? Pewnie się cieszą że bułki się skończyły

@EerieAlligator raczej franczyza niz lokal nalezacy bezposrednio do subwaya, wiec moze studentom nie, ale wlascicielowi powinno zalezec zeby wyciagac jak nalepsze wyniki, bo od tego zalezy jego zysk.

Zaloguj się aby komentować

802 + 1 = 803


Tytuł: Strefy Zerowe

Autor: Bohdan Petecki

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 187

Ocena: 6/10


Po odebraniu podejrzanych sygnałów z układu Alfy Centauri zostaje wysłana z Ziemi wyprawa badawcza. Kontakt z nią urywa się jednak wkrótce po osiągnięciu układu. Wysyłamy kolejne dwa statki - giną również bez wieści. "Tak być nie będzie" stwierdzają nasi potomkowie i wysyłają wyprawę tym razem złożoną z trzech członków "Korpusu Informacyjnego". Formacja ta, zwana w skrócie "Infropolem" złożona jest z quasi-żołnierzy, nieco podrasowanych - wszczepy, kontrola odruchów i takie tam. Na miejscu okazuje się że obca cywilizacja owszem istnieje, ale wcale nie pragnie z nami kontaktu, co jest policzkiem w twarz całej ludzkości - jak to tak, z nami nie chcą się kontaktować? Żeby chociaż nas zaatakowali to przynajmniej wiedzielibyśmy na czym stoimy, a oni tylko się odsuwają. Trzeba przyznać że przy tym korzystając z dość ciekawych rozwiązań, ale tu już może bez spoilerów.


Typowe SF jest typowe. Trochę space opera, trochę akcji i nieco dumania nad kontaktem z obcymi, a w zasadzie nad brakiem możliwości porozumienia się z całkowicie obcą rasą. Zakończenie nijakie, postacie też. Można przeczytać, ale nic odkrywczego tutaj nie znajdziemy. Jest OK - ale bez szału.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

045c6c47-3e89-44be-aaa0-e7e772105c87
trixx.420 userbar

Zaloguj się aby komentować

@Koloalu mój też w tym modelu brązowieje, a smaruje go co 2-3 jazdy wystarczy na niego tak często nie patrzeć i jakoś tak lżej na serduszku się robi

Zaloguj się aby komentować

Za⁎⁎⁎⁎sta tęcza nad fontanną.

Na żywo była jeszcze lepsza bo taka dojebana aura była nad całym stawem, ale nie dało się temu zrobić zdjęcia


#mojezdjecie #tecza

13b55930-be92-428e-a144-eeb96419e7ec
entropy_ userbar

Zaloguj się aby komentować

Spytam żony jak to jest. Jestem nierobem, ostatnio dosłownie bo nie pracuję, a mimo to całkiem szczęśliwie sobie żyjemy.

@kim_jestesmy_dokad_zmierzamy żona nie chce powiedzieć a ja nie mogę tu snuć domyslow bo jest ryzyko ze byłbym nieobiektywny

Najpierw jest zauroczenie - wiadomo, motylki w brzuszku itd. Wtedy się idealizuje obiekt wrstchnień i nie widzi jego wad. Potem jest etap szaleńczego ruchańska i wtedy się w ogóle nie widzi nic poza tym. A potem to się już siedzi razem dalej z przyzwyczajenia i lenistwa.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować