#fafasiezaburza #hejtojointclub
TLDR: Pizganie, smakowanie i wszystkiego wpierdalanie.
65. Chcę się podzielić opowieścią z najlepszego gastro w moim życiu. Po co? Nie wiem, o tak o. Myślę że to zabawne. Zresztą to co przeczytacie jest wiadomością, która wysłałam do swojego Niebieskiego więc właściwie tekst gotowy, mam fajrant i pora na CS'a. Dajcie mi znać, czy mieliście kiedyś takie gastro, że pamiętacie je do dzisiaj. XD
"Trochę się naciumkałyśmy z T. Miałyśmy tylko jedną paczkę ciastek. Wzięłam te pyszne, biszkoptowe z Milka. Zjedzone. Były przecudowne, jakby aniołek dawał tysiące całusków w podniebienie.
Gastro nie mija. Godzina późna, ale znajdujemy Biedronkę otwartą do 22 na tym wypizdówku. Boże, dziękuję za Twę dobroć! Zamiatamy jakbyśmy brały udział w Wielkim Marszu. Ekscytacja poziom milion, aż szykujemy strategie, aby jak najszybciej obskoczyć półki. Klaszczemy i podskakujemy jak drzwi rozsuwają się przed nami. W sklepie przed półkami dyskusje nad produktami niczym na debacie. Od tego zależy nasze życie. Nasz dobrostan psychiczny. Musiałyśmy dokonać właściwych wyborów i skończyłyśmy chodząc wzdłuż półek, analizując chrupkość, miekkość i czekoladowość. Podkreślam, że wszystko co się działo nie miało charakteru ironicznego.
Po bardzo koślawym korzystaniu z kasy samoobsługowej wracamy z pełnym plecakiem i bagietką czosnkową w ręku do hotelu wzdłuż deptaku. Wyposzczone uznałyśmy, że w sumie tak po jednym ciasteczku to nie zbrodnia. Jak podekscytowanie gówniaki co ukradły plecak koledze aby mu 20 zł zakosić, tak i my otwieramy nasz słodyczowy skarbiec. Siedząc na ławeczce przy jakimś zalewie, dosiegnełyśmy poziomu doznań smakowych najlepszych kucharzy. Wszystko po kolei próbowałyśmy, odkrywając tę paletę tonów i form smaku. W końcu zrozumiałam, jak to jest widzieć w produktach pojedyńcze nuty, które w rękach mistrza potrafią zamienić się w niezapomnianą symfonie. Tak się skoczyło, że połowę zasobów na tej ławce owaliłyśmy. W końcu T. przypomniała nam o M., która czeka w hotelu. Czas wracać.
U nich w pokoju rozłożyłyśmy na podłodze całość tego co mamy. M. zamula w łóżku, nie płynie z nami na tej samej fali, więc jestemy tylko Ja, T. i One - skurwiele słodzone. Co to było! Łączyłysmy chrupki z ciastkiem, czekoladę z bagietką. Nie było żadnych uprzedzeń, tylko ciekawość i potrzeba nowych smakowych doznań. Czułyśmy nawet różnice w temperaturze (jak się zje ciastko piegusek z chrupkiem zielona cebulka, to chrupek robi się zimy, a ciastko wydziela ciepło) i nie wiem jak to się stało że byłyśmy w stanie tak samo to odczuć. T. wgryzała się w chrupka na bułce czosnkowej jak w najlepszego burgera. Na koniec szczerze dziękowałyśmy sobie za tą cudowną wieczerzę podając sobie ręce właściwie ze łzami w oczach. Niesamowita sprawa i cieszę się że choć raz mogłam przeczyć takie UltraTurboPlatiniumPremium Gastro."
PS Powtórzyłam później coś co mi mega smakowało, ale jednak bułka czosnkowa z czekoladą, to nie jest ta sama bułka czosnkowa z czekoladą co wtedy.








































