
Shivaa
- 564wpisów
- 4798komentarzy
Czytam 📚 jeżdżę rowerem 🚲 i jem pizzę 🍕

Czytam 📚 jeżdżę rowerem 🚲 i jem pizzę 🍕
Zaloguj się aby komentować
Zrobiłam pizzę z twarogiem 🫣
Po licznych wnioskach o przygotowanie tej niestandardowej kreacji, postanowiłam sprawdzić, czy będzie to w ogóle zjadliwe. Zapobiegawczo dodatek wylądował tylko na połowie kawałków xD Twaróg przygotowałam wraz ze śmietaną i szczypiorkiem, pozostałe składniki na pizzy to mozarella, pieczarki, kukurydza i habanero.
Jeśli chodzi o ocenę smaku 🤔 not great not terrible xD pozostawię to sobie w strefie ciekawostek, ale spróbować było warto 😅
Wołam @AdelbertVonBimberstein do oceny prawilności placka xD
#dziennikpizzy #pizza #gotujzhejto #twarog

Zaloguj się aby komentować
Nie wiem czy się liczy ale...
Samodzielnie ugotuj bądź spróbuj sezonowego dania z pobliskiej restauracji
Nie byłabym sobą jakbym nie potraktowała tematu po swojemu xD Idealna jesienna kompozycja na pizzę składa się dla mnie z: gruszki, orzechów włoskich i miodu. Kiedy spróbowałam takiej pizzy pierwszy raz, dosłownie rozwaliło mi system, bo to byli czasy, w których raczyłam się głównie kaprikosom i dodawanie orzechów czy słodkich dodatków było dla mnie zbyt udziwnione xD Co do wczorajszej picki, to już nawet nie to, że poprzedni posiłek jadłam 18 godzin wcześniej xD ale od pierwszego do ostatniego gryza była taka dobra, że aż pitok odlatywał (foodemperorowane) xD Idealnie przygotowane ciasto i wypiek dopieszczony co do jednej sekundy ♥️
#jesiennewyzwania #pizza #dziennikpizzy #gotujzhejto


Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Ja: tłumaczę rano moim kotom że mają wydupcać z fotela bo ja tu muszę pracować Moje koty:
#koty #heheszki #smiesznekotki

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
W kontrze do #pizza którą wrzucam zazwyczaj, będę (być może) co jakiś czas publikować recenzje swoich najbardziej nieudanych, według mnie, placków na przestrzeni lat
Odczucia się oczywiście subiektywne, dzieci w Afryce na pewno wcinałyby aż miło, ja natomiast jadłam z łezką w oku i zamówieniem z dostawą w głowie
Pizzę będę oceniać po następujących parametrach: - prezentacja ogólna: czyli hot or not - kształt: jak bardzo daleko odbiega od koła - parametry ciasta: czyli składniki i procedura przygotowania - wypieczenie: czy nie zapomniałam że czeka na wyjęcie z pieca - składniki: kompozycja i jej jakość - smak: może nie będę pamiętała każdej dokładnie ale po wyglądzie jako tako ocenię xD
Oceny od najgorszej do najlepszej: - 💩💩💩💩💩 - tragedia na miarę Sofoklesa - 💩💩💩💩 - hejtowicz płakał jak oglądał - 💩💩💩 - every day we stray further from God - 💩💩 - kiedy nakłamałeś w CV - 💩 - dobre ale więcej nie rób - 👍 - bez zastrzeżeń/spełnia oczekiwania
Post ma charakter humorystyczny, nie róbcie tego w domu i nie bierzcie na zbyt poważnie xD
---
To na start pozycja, która najbardziej mnie traumatyzuje kiedy scrolluję stare zdjęcia. Może na pierwszy rzut oka nie wydaje się takim syfem, ale uwierzcie, że była xD
Prezentacja ogólna: 💩💩💩💩 - ten kieliszek z nieznaną zawartością i ładnie przygotowane sztućce xD co ja sobie myślałam
Kształt: 💩💩
Parametry ciasta: 💩💩💩💩💩 - to po prostu widać: blade, niewyrośnięte brzegi, zero bombelków w polu widzenia, w środku lekko niedopieczona. Ale czego się spodziewać po placku robionym w godzinę, bez zaczynu, na mące tortowej, w zwykłym piekarniku, który niedomagał xD oczywiście bez kamienia i jeszcze jakiegokolwiek pojęcia na temat wypiekania pizzy. Do ciasta nawalone drożdży i cukru aby cokolwiek się to podniosło, być może zahacza to o czasy jak jeszcze dodawałam do ciasta mleko xD
Wypieczenie: 💩💩💩💩💩 - d⁎⁎a blada, piekarnik na korbkę, stara blaszka zamiast kamienia i pieczone na środku piekarnika, który dociągał do 220 stopni za komuny i tylko przy pierwszym teście na produkcji
Składniki: 💩💩💩💩 - gorzej nie ocenię bo kukurydza i jalapeno. Na składniki ciasta już ponarzekałam, teraz muszę wspomnieć o super duper autorskim sosie na pizzę zrobionym z saszetki Knorr Spaghetti Bolonese xDD ponadto zero mozzarelli w zasięgu wzroku, tylko smutna, tania, tłusta gouda, starta na tarce rozpaczy
Smak: 💩💩💩💩 - dałabym gorszą ocenę, ale w sumie zjadłam i nie zwróciłam xD
Podsumowanie: 24/30 w skali 💩
---
Nie wiem czy chce wam się takie rzeczy czytać i oglądać, więc jeszcze zobaczymy czy będzie kontynuacja xD
Zakładam tag #dziennikbrzydkiejpizzy i podpinam się pod #pizza xD

Zaloguj się aby komentować
#nightdrive w #wroclaw ulubioną traską na podratowanie dzisiejszych nerwów 🫠 Trochę słabej jakości zdjęcie wyszło, ale warunki nie najlepsze

Zaloguj się aby komentować
Pizza z siusiaczkiem 😅 Trochę osłodziła wieczorny kryzys, ale tylko trochę
Tym razem wjechały 3 sery: mozarella, gouda i ricotta, miał być i cheddar ale ktoś mi go podwędził z lodówki 🧐 poza tym habanero, orzechy włoskie, czosnek w oliwie i szczypiorek
#dziennikpizzy #pizza #gotujzhejto


Zaloguj się aby komentować
Znowu weekend zleciał za szybko 😐 Co prawda o godzinkę dłuższy, ale to tylko rozwala mi system, szczególnie że zachód jest wcześniej...
Weekendowy wyjazd był fajny, ale w piątek dotarłam tak późno, że już nic nie szło ogarnąć, a dziś jak na złość w Karpaczu był armageddon pogodowy i moje plany poszły się tentegować. Cieszę się, że chociaż sobota była piękna i spędziłam ją cudownie ☺️
Trzymajcie się w tą niedzielę wieczur! ♥️
#niedzielawieczur #weekend

Zaloguj się aby komentować
Ale zrobiłam sobie dzisiaj super wycieczkę po Karpaczu i okolicach
Parę godzin na prawdę intensywnej wędrówki, pewnie jutro wjadą zakwasy xD sporo chodzenia po stromych zboczach oraz krótkie odwiedziny czeskiej strony. Znalazła się też przestrzeń na mały #urbex na opuszczonym torze saneczkowym
Dzień oceniam na za⁎⁎⁎⁎sty, ale jeszcze jutro się coś pokręcę xD
#alonetrip #wycieczki #gory #karpacz





Zaloguj się aby komentować
Opowiem wam historię z morałem i zaskakującym zakończeniem
Jadę sobie wczoraj na weekend w górki, z dużym poślizgiem bo auto późno odebrałam od mechanika, ale na spokojnie, bo góry nie uciekną, nie?
Byłam już w połowie trasy jak trafiłam na zawalidrogę. No auto przede mną jechało notorycznie 10-20 km poniżej limitu, a nie bardzo miałam okazję wcześniej wyprzedzić bo ciemno jak w d⁎⁎ie, a drogi niebezpiecznie kręte, więc czekałam na bezpieczną okazję, na spokojnie. Oczywiście za nami sznurek aut, mam nadzieję że byli tak samo ZEN jak ja.
W pewnym momencie pojawiła się okazja, rondo na dwa pasy, co prawda w remoncie, jakieś barierki, zmiana orientacji ruchu. Ale zamulające auto wjechało na środkowy pas, na ja prawy i łogiń. Mój zjazd był dozwolony tylko z mojego pasa, ale zamulacz okazał się też nieogarniaczem i postanowił zjechać razem ze mną przecierając mi bok auta, bo wjebał się na mój pas. Co najlepsze dało się tego uniknąć, wystarczyło przyhamować bo prędkość nie była duża.
No ale z 'ja pi⁎⁎⁎⁎le' w głowie stanęłam od razu za rondem, a tamten samochód za mną. Pierwsze co to obczaiłam otarcia u siebie, przejechałam ręką, stwierdziłam, że mała szkodliwość czynu bo niewiele widać tak na prawdę i podeszłam do tamtego auta aby powiedzieć, że się nie gniewam i możemy się rozjechać w swoje strony bo przecież wina była oczywista a ja chciałam już być na miejscu. xDDD
Podchodzę do drugiego auta a tam wyskakuje stara baba czerwona ze złości i do mnie z ryjem, że jak ja k⁎⁎wa jeżdżę, zapierdalam, wyprzedzam ją na pałę i że rozjebałam jej auto xD już wiedziałam że będzie grubo. Ale szczerze mówiąc trochę zwątpiłam i podeszłam na to rondo aby upewnić się co do oznaczenia, czy ja przypadkiem nie dałam ciała. No nie, wina ewidentnie baby. Podbijam i mówię, spokojnie oczywiście, że niech podejdzie ze mną to jej pokażę, że wymusiła pierwszeństwo. Jak możecie się domyślić, ona dalej z ryjem i pokrętną logiką drze się na mnie, że mam jej dawać swoje dane, będę bulić za jej auto xD
Wiedziałam, że z takim człowiekiem nie ma w ogóle możliwości dyskusji, więc zadzwoniłam po policję, ze świadomością że prawdopodobnie na przyjechanie służb na to zadupie mogę z parę godzin poczekać, ale co mogę zrobić? Oczywiście powiedziałam jej, że lepiej abyśmy po prostu machnęli na to ręką, bo jak policja przyjedzie to przecież ona dostanie mandat, ale zupełnie nie chciała o tym słyszeć, chciała się napierdalać i wolała abym zadzwoniła po psy xD
Podczas oczekiwania baba do mnie podeszła i jeszcze raz próbowała wyłudzić dane argumentem że będziemy czekać nie wiadomo ile, że wina jest przecież oczywista (moja) i że lepiej pały odwołać, bo szkoda czasu. Meh.
Byłam już w c⁎⁎j zmęczona, było strasznie zimno i chciało mi się siku xD na szczęście czekaliśmy chyba z pół godziny aż przyjechali.
Określenie winnych zajęło pałkarzom 2 minuty, gdzie ja powiedziałam dwa zdania i pokazałam zarysowania a tamta się darła, wykłócała i machała rękami jakby to miało pomóc xD serio, zero rozkminy, zero ogarnięcia.
Cała akcja z policją trochę zajęła, gdyby tamta tak nie świrowała to poszłoby szybciej, ale nie, trzeba zrobić dramę, biedna, uciśniona przez brutalny reżim. Pałkarze też poszarpali se nerwy, bo tłumaczą tamtej jak krowie na rowie, imo mogli se darować te bezsensowne dyskusje.
I teraz najlepsze xD baba dostała 10 punktów i 1500 zł mandatu xDDD a można było nie zapomnieć mózgu z domu i przyjąć do pustego łba, że to nie wstyd się pomylić, szczególnie że ja chciałam tą sprawę zamknąć bez żadnych konsekwencji xD co prawda dotarłam na miejsce ze strasznym opóźnieniem ale humor poprawion, bo sprawiedliwość została wymierzona w trybie ekspresowym.
A morał z tego taki, aby nie zostawiać mleka w lodówce bo wam piwnicę zaleje
#heheszki #polscykierowcy

@Shivaa A po tym wszystkim babka jutro zaginęła
Zaloguj się aby komentować
@Shivaa kiedyś zamówiliśmy ze znajomymi pizzę rosyjska ruletka. Jeden kawałek był z jakimś turbo pikantnym sosem , jak pokazywali skalę mocy to to było aż z ostrzeżeniem żeby do szpitala iść w razie czego xD
No i kolega wysolował a my beka z niego xD bo dosłownie ogień z tyłka mu leciał tak piekło.
Ale jednak lepiej by było jakby osoba nakładającą ten sos się k⁎⁎wa synchronizowala z osobą krojącą pizzę, bo potem my tez dostalismy z innym kolegom po kawałku xD 2 godziny w pubie pod kranem spędziłem bo nie dało się mleka kupić nigdzie już xS
Zaloguj się aby komentować
Hej hej! Spieszę aby poinformować was, że oto nadszedł pjonteczek, mordęgi koniec, weekendu początek Nie przemęczajcie się tam już, co macie zrobić dziś zróbcie w poniedziałek
Miłego weekendu wszystkim! ♥️
#piatekpiateczekpiatunio #weekend #smacznejkawusi #pracbaza

@Shivaa to ja. Jeszcze tylko jakieś spotkanie o 14 (kto, kurde robi spotkanie w piątek o 14?) i cyk.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
@Shivaa Jak przyjadę na pizzę to możesz pokazać
Zaloguj się aby komentować
Jak już wspomniałam nie lubię poniedziałków 😛 Od rana ciemno, szaro i jakoś tak smutno, dlatego włączyła mi się nostalgia i wjechały wspomnienia bardziej sielskich dni. A co może być bardziej sielskie od wakacji za dzieciaka?
Uwaga, jak zwykle długie i nudne, ale jak chcecie sobie pochillować to zapraszam xd
#nostalgia #wspomnienia #dlugieopowiescidziwnejtresci
Tylko raz w życiu byłam na wakacjach na koloniach, wspominam je dobrze, ale to nie one zapisały się w mojej pamięci tak wyraziście. Jako że w domu się nie przelewało to z rodzicami na wakacje nie jeździliśmy. Oznaczało to dla mnie i brata 2 miesiące spokoju od szkoły, ale wypełnione nudnym siedzeniem na chacie na przemian z zabawami na podwórku, o którym wspominałam w jednym z wpisów.
Miałam max z 10 lat, kiedy moja babcia zaproponowała abym spędziła u niej całe wakacje. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że stanie się to coroczną tradycją i da mi jedne z najlepszych wspomnień z czasów dzieciństwa.
Jeśli pamiętacie mój wpis o historii pewnych schodów, to dom mojej babci będzie wam znajomy, a jeśli nie, to napiszę o nim parę słów na wstępie.
Babcia mieszkała w jednym z nieistniejących już drewnianych baraków na przeciwko jednostki wojskowej, gdzie wcześniej pracował mój dziadek. Mieszkanie było podzielone na część babci oraz mojej młodszej kuzynki i jej rodziców, więc nawet kiedy pogoda nie pozwalała wyjść na zewnątrz, to uskuteczniałyśmy domowe zabawy. Mimo że baraki te znajdowały się w granicach Wrocławia, to miejsce określałam wtedy jako wieś xD bo wokół pola uprawne, działki ROD a do najbliższego sklepu daleka droga. Po więcej szczegółów odsyłam do wpisu z wiosny xD
Dlaczego było to dla mnie ciekawsze od siedzenia w domu? Oprócz oczywistej zmiany środowiska, ja na codzień mieszkałam w bloku, a te baraki, gdzie wokół prócz jednostki wojskowej i zajezdni autobusowej, były pośrodku niczego, było dla mnie fajną odmianą od ciasnego blokowiska. W sąsiedztwie było sporo dzieciaków do zabaw, a latanie po pobliskich polach było dla mnie niesamowitą zabawą w odkrywanie nieznanego.
Babcia miała 3 działki na pobliskich RODach oraz ogród z przodu i tyłu domu. Wiadomo, że byłam już na tyle duża, że rodzice na te wakacje nie sprzedawali mnie za darmo xD musiałam jakoś na miskę świeżych owocków zapracować. Tak więc niemalże każdego dnia (poza świntą niedzielą, kiedy musiałam dźwigać największy ciężar i wstać na poranną mszę) chodziłyśmy na te działki i zasuwałyśmy po wiele godzin. Możecie teraz zapytać o kuzynkę, ciocię, wujka, dlaczego oni nie pomagali (jedynie korzystali z owoców natury)? To już spieszę z odpowiedzią:
Nie wiem xD
W każdym razie urabiałyśmy się po pachy, bo wiadomo jak to z ogródkiem: trzeba odchwaścić, przekopać, nawozić, sadzić, palić, zale... em nie tak, podlewać, pozbywać się szkodników, głównie w postaci stonek ziemniaczanych, a na końcu zbierać plony. A jak już wspomniałam były 3 działki i dwa mniejsze ogródki przy domu! Jedna z działek znajdowała się trochę dalej i zwykle jeździłyśmy tam na niebieskim składaku babci, w tamtą stronę jechałam na bagażniku, a kiedy miałyśmy zbiory to trzeba było wracać na piechotę, pchając rower obwieszony wiaderkami z owocami i warzywami.
Ale nie myślcie, że babcia wymagała ode mnie tyle co od siebie. Zawsze dawała mi czas na zabawę, a ja nie narzekałam na znajdowanie zajęć na ogrodzie. Jak sobie teraz myślę, to oddałabym miesięczny przydział pitcy aby znów móc sobie siąść tam w ogrodzie, bez pracowych stresów, zobowiązań, podatków i kopać dołek w ziemi w poszukiwaniu skarbów i na końcu zalać go wodą i cieszyć się z dobrze przygotowanej w ten sposób zupy 🥹
A skarby znajdowane w przekopanej ziemi potrafiły być na prawdę ekscytujące. Znajdowałam stare monety, kawałki porcelany, sztućce i inne cuda. Te kawałki porcelany były szczególnie cenne, jeśli znalazły się na nich malowane ozdoby. Zabierałam to wszystko do domu i miałam tego pokaźną kolekcję, dorośli członkowie rodziny nie popierali moich śmieciowych upodobań.
Dodatkowo każdy z tych skarbów miał w mojej głowie własną historię. Babcia bardzo dużo opowiadała mi o wojnie, przez co zaczęłam przypisywać przykładowo potłuczoną porcelanę jakiejś bombie, która musiała wybuchnąć w miejscu znalezienia skarbu.
Pewnego dnia spotkała mnie duża przykrość. W przerwie od pracy na ogrodzie, dostałam pozwolenie na eksplorację terenów działkowych. Takie samotne odkrywanie nowych ścieżek za dzieciaka było jeszcze bardziej ekscytujące niż teraz. Dotarłam do końca ścieżki, gdzie ogródki sąsiadowały z jednostką wojskową, był tam wysoki mur i sporo krzaków oraz zajefajne przejście skrót pomiędzy oficjalnymi ścieżkami. Oczywiście nie zważając na ostre krzaczory wlazłam tam na pełnej i tak przeciskając się między nimi coś pojawiło mi się na drodze. Ja wiem, że dla dorosłego to nic wielkiego, ale ja do końca dnia byłam straumatyzowana as fuck i do dziś pamiętam to przerażenie. Przede mną leżał spory, martwy i już mocno rozkładający się pies. A ja miałam wtedy psa i bardzo go kochałam, dlatego widok ten tak mną wstrząsnął, że natychmiast zrobiłam zawrót i wracałam stamtąd jak przez mgłę. Ot takie tam dziwne dziecięce traumy, które teraz wydawać się mogą śmieszne.
Poza tym na ogródkach zwykle towarzyszył mi duch dziadka. Dziadek zmarł parę miesięcy przed moimi narodzinami, nigdy się nie poznaliśmy. Ale babcia miała sporo jego zdjęć i dużo o nim opowiadała a opowieści w dużej mierze dotyczyły różnych udogodnień działkowych, które były jego dziełem. Dlatego mimo, że się nie spotkaliśmy, czułam go za każdym razem kiedy wchodziłam do domków na ogródkach, oraz podziwiałam ule jego autorstwa.
Nie chcę za bardzo zanudzać wciąż tymi działkami, ale jeszcze jedno piękne wspomnienie do mnie wróciło. Baaardzo chciałam abyśmy kiedyś zjadły na ogrodzie kolację, nie pytajcie dlaczego, tak sobie ubzdurałam. Wymagało to przyniesienia z domu stołu, krzeseł, zastawy oraz jedzenia. Oczywiście wszystko trzeba było nieść na rękach z domu, bo babcie przecież nie mają samochodów, nie? Przynajmniej za moich czasów nie miały xd Ale dla mnie ten wysiłek był wart jednych z najpiękniejszych kolacji w moim życiu 😍 Rozłożyłyśmy stolik na środku ogrodu, pod starymi wiśniami, na stolik cerata w kratkę, najładniejsze porcelanowe talerzyki na jakie zgodziła się babcia i przygotowane wcześniej potrawy (już nie pamiętam jakie). Było ciepło, środek lata, już wypoczęta od szkoły, ale do września jeszcze daleko, słońce powoli zachodziło i przebijało się przez liście wiśni. Pamiętam te promienie do dziś. Ehh, gdybym mogła robić w życiu sejwy w konkretnych momentach, ten byłby jednym z nich 🥺
Ogródki przy domu też były fajne, do tego z tyłu baraku lubiłam wychodzić oknem, bo inaczej trzeba było obejść budynek naokoło xD Ogółem z przodu babcia hodowała przeróżne kwiaty, natomiast z tyłu były wiśnie, szczypiorek i jeszcze coś, nie pamiętam. W każdym razie przestrzeń wypełniona na 100% jeszcze z przodu domu była duża jabłoń na którą uwielbiałam wchodzić i to był jedyny czas w moim życiu kiedy lubiłam jabłka, ale tylko te świeżo zerwane z drzewa, jedzone parę metrów nad ziemią.
Pewnie zastanawiacie się co babcia robiła z tymi wszystkimi owocami i warzywami. Oczywiście jak to babcia, głównie przetwory, sporo było też jedzonych na świeżo, zdrowego jedzenia całej rodzinie nie brakowało. Natomiast zawsze był jakiś nadmiar. Na szczęście niedaleko nas znajdowało się spore targowisko (istnieje do dziś), gdzie na rowerze woziło się wiaderka pełne warzyw i owoców i sprzedawało. Nie zawsze zeszło wszystko i trzeba było wracać obładowanym spowrotem. Mam z tym związane jedno wspomnienie jak już miałam lat naście. Wraz z kuzynką i bratem zostaliśmy wysłani sami na to targowisko aby sprzedać wiśnie. Stanęliśmy gdzieś między tirami wypchanymi podobnym towarem i staliśmy jak ciołki czekając na klientów, co jednak było najgorszą częścią tej całej historii z ogródkami. Ale trochę nam się poszczęściło, bo stojąca obok babka pozwoliła nam wdrapać się na pakę jej tira i sprzedawać z bardziej komfortowego poziomu. Mi tam było dobrze, mogłabym do końca dnia tak siedzieć. Niestety kuzynka i brat jako młodsze dzieciaki dostawali kurwicy z nudy i zaczęli roznosić wnętrze tego tira. Ja bez jakichkolwiek zdolności wychowawczych nie byłam w stanie nad nimi zapanować, więc zostaliśmy z tego tira szybko wyjebani, bo babce cierpliwość po prostu się skończyła.
Dobra, tyle na temat ogródka i jego darów. Bo jednak nie tylko wokół tego kręciły się te wakacje.
Może nie była to rzecz charakterystyczna dla wakacji, bo całkowicie całoroczna, ale kiedy byłam u babci, mogłam brać w tym udział xd jako rodzina katolicka, nie jedliśmy mięsa w piątki, zamiast tego ZAWSZE, ale to ZAWSZE w piątki babcia robiła pierogi ruskie dla całej rodziny (8 osób), które potrafiły starczać na 2-3 dni. Roboty było sporo, a po robocie, babcia zawsze jechała pół miasta aby zawieźć te pierożki do mojego mieszkania. Taka tradycja, jak ja i pitca. Oczywiście lepienie pierogów ani wtedy ani teraz nie należało do moich ulubionych zajęć, ale wyobraźcie sobie ten smak babcinych pierogów scybulko i ziemniaczkami z własnego ogródka. Ehh...
Napiszę jeszcze ze dwa słowa o aktywnościach u babci. Bo kompanów do zabawy tam nie brakowało. Zwykle spotykaliśmy się z innymi w małym parku obok, który jest terenem starego cmentarza żydowskiego. No w sumie to chyba tylko mnie ten fakt kręcił, bo lubiłam creepy historie i straszenie się duchami. W każdym razie, zwykle tam zaczynały się nasze przygody. Siadaliśmy na ławce, zjawiali się kolejni i kiełkowały pomysły na nowe przygody. Absolutnie najfajniejsze i najbardziej emocjonalne były zabawy w wojnę. Dzieliliśmy się zwykle na dwie grupy, w których zawsze byłam osobno z typem który mnie okrutnie nerwował, m.in dlatego bo wystarczyło szturchnąć go patykiem, a już leciał z płaczem do swojej świrniętej matki, która przychodziła z ryjem do mojej biednej babci. Mimo wszystko nasze grupowe walki i podchody były epickie i żadne paintballe czy laser tagi nie są mi w stanie teraz tego zastąpić.
Wspominałam też (kiedyś), że ciągałam dzieciaki po różnych zapuszczonych miejscach. W skrócie: odkrywałam że jeszcze gdzieś mnie nie było, podjudzałam dzieciaki aby tam ze mną polazły, włóczyliśmy się po różnych chaszczach, pozostałościach budynków, hal i innych, wracaliśmy po długim czasie, brudni, z poniszczonymi ubraniami, a na miejscu zastawaliśmy dorosłą ekipę poszukiwawczą, po czym zgarniałam opierdol za wszystkich xD no wyrobiłam twardą d⁎⁎ę.
W jednym z takich opuszczonych terenów przemysłowych zorganizowałam kiedyś biwak. Na wielkiej żelbetowej płycie zrobiliśmy sobie ognisko i smażyliśmy jajka na dużej pokrywce od słoika xD pamiętam że wyszły niejadalne, ale nie wiem czy z powodu nieprzystosowanej do tego pokrywki czy z braku umiejętności kucharskich xD W pobliżu tego miejsca znalazłam kiedyś hełm wojskowy, ale stwierdziłam że pewnie będzie pszypau brać to do domu więc zostawiłam gdzie leżał. Było tam dużo różnych skarbów.
Nie tylko teren i znajomi sprawiali, że lubiłam być u babci. Kocham koty, od kiedy pamiętam, mam pierdolca na ich punkcie xD niestety rodzice nigdy się nie zgodzili na kota. Ale wiecie, w bloku w centrum to co innego, a u babci na barakach to trochę inna sytuacja, można przecież zajmować się jakimś wolnożyjącym. Kiedyś na barakach wypatrzyłam takiego jednego czarnuszka z pięknym białym krawacikiem. Oswajanie go, choć zajęło mi wiele czasu, było wspaniałym przeżyciem. Małe, piękne stworzonko z czasem zaczęło mi ufać, dawać się karmić i głaskać. O zabraniu go do bloku nie było mowy, więc tylko na czas wakacji i babci mogłam się z nim bawić. Wyobraźcie sobie tą radość na początku wakacji, jak przyjeżdżałam, czekałam na niego, a on na mój widok po dłuższym czasie leciał do mnie podskakując radośnie 🥹 W imiona dobra kiedyś nie byłam, nazwałam go więc Ogonek (ale mój kanarek był lepszy - nazywał się Biały Kieł xDD). Kotek niestety zaczął chorować, babcia się ulitowała i nawet zabrała go do weterynarza i dostał jakieś leki. Któregoś dnia już się nie pojawił, a po dłuższym czasie mojej rozpaczy, babcia powiedziała, że widziała go potrąconego przez auto przy drodze. Tak, to był dla mnie szok, ale jakoś to przetrawilam z czasem. Ale laaaaaata później, a właściwie wcale nie tak dawno od dnia dzisiejszego, pojawił się plot twist, dowiedziałam się od cioci, że tak na prawdę kot był na tyle chory, że babcia zabrała go do weta na uśpienie, a mi powiedziała o potrąceniu bo uznała, że będzie to dla mnie mniejsze zło ¯\_(ツ)_/¯
Kuuuuurła, znowu się rozpisałam bardziej niż planowałam a jeszcze tyle chciałam wspomnieć xD no cóż, streszczę się, gratulacje jeśli tu dotarłeś xD
Muszę wspomnieć o jeszcze jednej miejscówce. Niedaleko domu, przy RODach stała dość spora (a przynajmniej tak ją zapamiętałam) drewniana szopa mojej babci. Głównie trzymała tam węgiel na zimę, ale leżały tam też różne stare graty, między innymi zabawki z dzieciństwa mojej mamy. Uwielbiałam buszować po tej szopie, wspinać się na górę węgla, aby móc dosięgnąć do wysokiej półki na której stały różne worki i kartony ze skarbami. Abyście zrozumieli moją radość w tym, to muszę wyjaśnić, że ja od zawsze uwielbiałam starocie, rzeczy z jakąś historią, tajemnicą, a jeśli dotyczyły mojej rodziny to było jeszcze bardziej ekscytujące. Poza tym oczywiście dorabiałam sobie historie do znalezionych przedmiotów. Dlatego ta szopa była dla mnie takim cennym miejscem, niestety nie mogłam eksplorować jej za dużo bo babcia mnie poganiała 😛
A co robiłam kiedy padał deszcz? No właściwie wszystko co robią dzieciaki kiedy się nudzą. Poza oczywistymi rozrywkami, miałam z kuzynką zabawę w mapki, niestety przez to, że była młodsza i mniej ogarnięta, nie było to z jej strony dobrze rozplanowane, ale ja zawsze starałam się do bólu. Polegało to na tym, że robiło się mapy całego mieszkania albo przynajmniej jednego pomieszczenia i chowało je. Wiecie, dostajecie mapę na której zaznaczone jest gdzie znajdziecie kolejną mapę i były poszukiwania. A na końcu, jeśli ktoś dotarł i znalazł wszystkie mapy, dostawał skarb. Mogły być to np słodycze, albo jakaś mała zabawka, którą chciało się oddać. Często się w ten sposób wymieniałyśmy rzeczami. Moglyśmy się w to bawić całe dnie, choć rysowanie map było trochę upierdliwe.
Z takich bardziej durnych zabaw to lubiłyśmy wkurzać sąsiadkę zza ściany odbijaniem się z kanapy wprost na ścianę, która zrobiona była z desek i jakichś wiór pomiędzy, więc musiało być to głośne. W reakcji na to babka waliła w ścianę i darła się, że mamy się uspokoić, a w ostateczności przychodziła z aferą xD
Z samotnych aktywności w domu, lubiłam szperać po szafach, zawsze znajdowałam jakieś starodawne cuda. Najlepszym znaleziskiem okazała się stara mapa Wrocławia. Tak stara, że zaznaczony na niej był jeszcze pobliski cmentarz zanim został przekształcony w park. A ja mapy bardzo lubiłam, do dziś zresztą przeglądam jakieś archiwalna w poszukiwaniu ciekawych, nieistniejących już obiektów. Ale to inna historia.
Wiadomo że wszystko co dobre szybko się kończy i co gorsza nie ma powrotu, bo czasu nie cofniemy. Po kilku takich wakacjach mój brat był już na tyle duży, że dostał możliwość spędzania u babci połowę wakacji, natomiast ja miałam już tylko drugą połowę. Z czasem zaczęłam dorastać i interesować się piciem wina pod mostem z punkami i wakacje u babci straciły swój magnetyzm.
Fajnie było przez chwilę do tego wrócić myślami i dodatkowo spisać najciekawsze w moim mniemaniu perypetie. Teraz do końca dnia będę sobie wspominać i poniedziałek pomału odchodzi do historii.
Załączam zdjęcie z pokoju mojej babci przedstawiające moją wyblurowaną rodzinę wraz ze mną trzymającą Ogonka, to jedyne zdjęcie jakie z nim mam

Zaloguj się aby komentować
Witajcie w ten szary, paskudny dzień
Aby trochę go rozjaśnić, cofniemy się do niedzieli wieczur, kiedy to poczyniłam takiego oto platska
Tym razem wjechały: mozarella, cheddar red, czerwona cebula, hababanero i orzechy włoskie, a na koniec świeża bazylia, miód i ricotta
Mimo standardowej hydratacji ciasto wydawało się lekko podeschnięte z góry; ostatnio wrzuciłam pojemnik fermentacyjny do zmywarki na zbyt dużą temperaturę i teraz wieczko jest lekko wygięte, zapewne to jest tego przyczyną 😅 ale nic się nie stało, placek był standardowo łatwy w obróbce, a w smaku taki że jprdl xD tak więc dzisiejszy dzień żyję wspominkami i odliczam dni do kolejnego weekendu 😛 a Wy jak tam żyjecie dziś w tej pracy?
Pzdr 600
#dziennikpizzy #pizza #gotujzhejto

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Gratulacje! Dotarłeś do piąteczku 🥳
To ten, miłego weekendziku wszystkim życzę ♥️
Obrazek niepowiązany bo tu sami sędziwi ludzie 😆
#piatekpiateczekpiatunio #smacznejkawusi

Zaloguj się aby komentować