Złożony system przestępczych gildii nie uczynił Ankh-Morpork miastem bezpieczniejszym, a raczej zracjonalizował zagrożenie i zagwarantował mu stabilne i trwałe podstawy. Najważniejsze gildie pilnowały porządku na ulicach bardziej stanowczo i na pewno bardziej skutecznie, niż kiedykolwiek udało się to straży miejskiej. Faktem jest, że każdy niezależny i nielicencjonowany złodziej, schwytany przez Gildię Złodziei, szybko trafiał do aresztu w celu przeprowadzenia wywiadu środowiskowego i zbicia kolan gwoździami razem.
Przy okazji jakiś tam niedawnych dyskusji wśród znajomych, naszła mnie taka refleksja na temat tego jak różną mamy w dzisiejszych czasach definicję luksusu. Podzielę się tą refleksją dzisiaj z Wami, bo gdybym podzielił się nią wtedy, ze znajomymi uczestniczącymi w dyskusji, to pewnie miałbym dzisiaj trochę mniej znajomych. Cholera, chociaż teraz tak sobie myślę, że może trzeba było się z nimi wtedy podzielić?
Dzień dobry się z Państwem,
Co prawda urodziny mam dopiero za kilka dni, ale już się pochwalę. A co!
Ależ mi żona prezent zrobiła. Najpierw mi w kalendarz wrzuciła wpis na wczoraj na godzinę 16:00 o treści: "urodziny fonfiego", a póżniej przez cały tydzień nie chciała powiedzieć o co chodzi. A wierzcie mi - próbowałem wyciągnąć to z niej albo z dzieciaków na różne sposoby. Ani wrzucane mimochodem, w środek konwersacji, pytania typu "to co my robimy w tę sobotę", ani próba podejścia jej tekstem, że idę na cały dzień na rower. Nawet obudzona o 3 nad ranem zachowała na tyle trzeźwości umysłu, żeby się nie wygadać. Przyznam, że już mi nawet akumulator z kablami po głowie chodził...
W sobotę chwilę po godzinie 15:00 żona wsadziła całą rodzinę do samochodu i kazała zawieźć wszystkich do centrum Warszawy. Samochód dla niepoznaki kazała zostawić na parkingu pod Złotymi Tarasami i dalej spacerem. Aż w końcu stanęliśmy przed drzwiami sklepu. Sklepu z ceramiką Bolesławiec! "Ha! Dostanę nowe talerzyki do kolekcji!" pomyślałem sobie. O jak się myliłem.
Wewnątrz czekały na nas... warsztaty z malowania! Mogłem sobie wybrać dowolny wzór kubeczka (bo talerzyków, miseczek i wazoników chwilowo brak), dostałem zestaw stempelków, pędzelków i krótki instruktaż. Przez półtorej godziny bawiłem się jak małe dziecko na świetlicy a banan nie schodził mi z twarzy.
A już za dwa tygodnie (jak wypalą) to będę miał w szafce taki kubek! Że krzywo pomalowany? ALE MÓJ NIEPOWTARZALNY!!!
Król Teppicymon XXVII usiadł na łóżku i zasłonił rękami uszy, żeby stłumić ryk morskich fal. Dziś były wyjątkowo hałaśliwe.
Zawsze huczały głośniej, kiedy czuł się nieswojo. Musiał się czymś zająć, żeby uwolnić od nich swe myśli. Mógłby posłać po Ptraci, swoją ulubioną podręczną. Była niezwykła. Jej śpiew zawsze dodawał mu otuchy. Życie wydawało się piękniejsze, kiedy milkła.
Zazdrościł kolegom, którzy wierzyli w bogów niedotykalnych, żyjących na szczycie jakiejś góry. W takich to naprawdę można uwierzyć. Ale bardzo trudno jest uwierzyć w boga, którego codziennie rano widuje się przy śniadaniu.
Ojciec Teppica sprawiał, że słońce wschodziło, rzeka wylewała i tak dalej. To podstawa, coś, co faraonowie robili od czasów Khufta, nie można kwestionować czegoś tak oczywistego. Problem w tym, czy sprawiał, że słońce wschodziło w Dolinie, czy wszędzie na świecie? Wschód słońca w Dolinie wydawał się rozsądniejszym założeniem, w końcu ojcu lat nie ubywało; trudno jednak sobie wyobrazić, że słońce wschodzi wszędzie, tylko nie w Dolinie, co z kolei prowadziło do niepokojącego wniosku, że słońce by wzeszło, nawet gdyby ojciec o nim zapomniał, co prawdopodobnie było zgodne z rzeczywistością. Teppic musiał przyznać, że nigdy nie widział ojca zajmującego się wschodem słońca. Można by się spodziewać przynajmniej stęknięcia z wysiłku tuż przed świtem. Ojciec nigdy nie wstawał przed śniadaniem. A słońce wschodziło i tak.
@sireplama dysk się nie kręci i słońce nie wschodzi. To bardzo wysublimowane urzadzenie które ktoś zrobił prawdopodobnie na zaliczenie pracy magisterskiej lub dla żartu
Drzwi sali otworzyły się wolno i Arthur wkroczył tyłem, ciągnąc za sobą dużego i bardzo opornego kozła. Zwierzę opierało się gwałtownie przez całą drogę między dwoma rzędami łóżek.
Chłopcy przyglądali się w milczeniu. Arthur przywiązał kozia do łóżka, wysypał na koc zawartość tobołka, znalazł kilka czarnych świec, pęczek ziół, łańcuch czaszek i kawałek kredy. Z zaczerwienioną twarzą i miną człowieka, który uczyni to, co uważa za słuszne, choćby nie wiem co się działo, wykreślił wokół łóżka podwójny krąg, uklęknął i wypełnił przestrzeń między dwiema liniami zestawem symboli okultystycznych - najbardziej ponurym, jaki Teppic w życiu widział. Kiedy skończył, ustawił świece w strategicznych punktach i zapalił je; płonęły nierówno i wydzielały zapach sugerujący, że człowiek tak naprawdę wcale nie chce wiedzieć, z czego zostały zrobione.
Potem wyciągnął krótki nóż z czerwoną rękojeścią, zbliżył się do kozła...
Poduszka trafiła go w głowę.
– A niech go! Pobożniś się znalazł! Tego już za wiele, zasnąć nie można od całej tej religii. Przecież tylko małe dzieci odmawiają paciorek przed spaniem, a my tu mamy się uczyć na skrytobójców...
Na zawsze miał zapamiętać swoją pierwszą noc we wspólnej sypialni. Była dostatecznie obszerna, by pomieścić osiemnastu chłopców Domu Żmii, i dostatecznie pełna przeciągów, by zmieścić całe wielkie zewnętrze. Jej projektant być może pamiętał o wygodzie, ale jedynie po to, żeby unikać jej, kiedy tylko było to możliwe.
Chryste, jak ja nie lubię zdalnej pracy. Niby fajnie, niby w domku, niby dojeżdżać nie trzeba, ale wszystko się rozsynchro… rozsynchronizowywyuwy… no rozjeżdża się. Tak jak mnie piątkiem zaskoczył koniec tygodnia, tak samo wczoraj, niedzielą zaskoczył mnie koniec weekendu. A zaskoczył mnie przed samą północą słowami małżonki: “chodź spać, bo jutro trzeba wstać do roboty”. Jak to do roboty?! I wtedy dotarło do mnie, że nie dość, że mój sonet na bieżącą CXXXI (słownie: 131) edycję #nasonety leży rozgrzebany (a teraz to już nawet pogrzebany) to jeszcze należałoby tę CXXXI (słownie: 131) edycję zakończyć. Jako że szans na sklecenie podsumowania w kilka minut, a co za tym idzie zakończenie jej w terminie, który sam sobie i Państwu narzuciłem, nie było, więc z poczuciem winy położyłem się spać aby rano podejść do tematu ze “świeżą głową”. Niestety rzeczone poczucie winy spowodowało u mnie zaburzenia snu, więc ze świeżością u mnie dzisiaj na bakier. Ale spróbujmy.
Edycja była długa, bo trwała prawie dwa tygodnie. W tym czasie swój akces zgłosiło trzech (słownie: 3) poetów, którzy napisali w sumie osiem (słownie: 8 ) wytworów. A oto one.
Nessie po Brexicie by @George_Stark ️10
Utwór kolegi @George_Stark operuje bogatą metaforyką. Tytułowy Brexit w zestawieniu z ukrytym pod postacią legendarnej Nessie podmiotem, mówi nam o przekraczaniu granic. Lecz ostrzega jednocześnie, że są granice, których przekroczenie może zderzyć nas z brutalną i twardą rzeczywistością. Na przykład z rzeczywistością o konsystencji krakowskiego smogu. Wychodzi na to, że o losie mitycznych bestii decydują bardziej wskaźniki PM2.5 niż prawa natury. A to jest dla nas kiepska prognoza. Oj kiepska.
Prawie jak Dante by @George_Stark ️8
Kolejny utwór kolegi stanowi interesującą reinterpretację motywu piekła, przenosząc go z obszaru metafizyki do rzeczywistości administracyjno-księgowej. Albo na odwrót - nie jestem pewien. Faktem pozostaje natomiast to, że ani tu, ani tam, na żadne negocjacje miejsca nie ma.
Anetka by @George_Stark ️7
Poprzez postać Anetki autor - zaskoczę Państwa: @George_Stark - podejmuje uniwersalny problem współistnienia ludzi w przestrzeni biurowej. Wygląda na to, że cywilizacja osiągnęła etap, na którym wojny o temperaturę skutecznie wyparły spory ideologiczne. Może to i dobrze?
Anetka II by @George_Stark ️8
Kolejny utwór kolegi @George_Stark, to fenomenalna, intertekstualna synteza dwóch wcześniejszych wizji – dantejskiego piekła oraz biurowej epopei o Anetce, przy czym na szczególną uwagę zasługuje inkluzywny wymiar utworu - Anetkowy „siusiak”, który subtelnie podważa niebinarne schematy interpretacyjne. It’s beautiful!
Prokrastynacja by @George_Stark ️7
O! - a ten wiersz to akurat jest o mnie.
Po śmierci by @splash545 ️18
W swoim utworze Pan @splash545 próbuje pogodzić tradycyjną eschatologię z filozofią stoicką. Charon, piekło i niebo pełnią tu rolę rekwizytów, których znaczenie zostaje skutecznie zneutralizowane przez zdrowy brak zainteresowania: “Powiewa mi wszystko to mocno i lata. Nad życiem po śmierci nie dla mnie debata.” I trzeba przyznać, że trudno z tym dyskutować.
Mewa by @splash545 ️12
Kolejny utwór kolegi @splash545 wchodzi w przewrotny dialog z piosenką „Tupot białych mew” Kabaretu Dudek. Tam mewy zwiastowały romantyczny nastrój, tutaj stają się akustycznym ekwiwalentem młota pneumatycznego i skutecznie dekonstruują marzenie o spokoju. A wszystko opakowane w stoickie refleksje o śmierci nad gnijącym ptasim truchłem.
Sonet o byciu zmęczonym by @Endrevoir ️12
Cytując klasyka - jak kolega @Endrevoir obieca sonet, to nie ma… I to rozumiem. No to przeanalizujmy. Wygląda na to, że autor podejmuje próbę rewizji klasycznej formy sonetu, podporządkowując ją doświadczeniu skrajnego zmęczenia. Herbata oraz mata do masażu przestają pełnić funkcję zwykłych przedmiotów, urastając do rangi ostatnich filarów podtrzymujących współczesną cywilizację. Aż strach pomyśleć, jak wyglądałaby sztuka renesansu, gdyby taki Petrarka z Kochanowskim mieli taki wybór herbat i rzeczone maty masujące.
A teraz najważniejsze. Zwycięzcą obecnej edycji zostaje kolega @Endrevoir.
@fonfi ej! Co to ma być? Dżordzu napisał 5 (słownie PIĘĆ!!!!1111ONEONE), Pajonk 2, ja jeden malutki i ja wygrałem? Toż to skandal! Żądam ponownego przeliczenia głosów!!
@Endrevoir No tak. A to nie napisałem, że wygrywa ten co napisze najmniej sonetów? Chyba pisałem, skoro @splash545 i @George_Stark przysłali po kilka na wszelki wypadek
Wtedy po raz pierwszy odkrył kolory tercjalne, kolory po tamtej stronie czerni, kolory otrzymywane w wyniku rozszczepienia czerni w ośmiościennym pryzmacie. Są praktycznie nieopisywalne w niemagicznym środowisku. Gdyby ktoś próbował, pewnie najpierw poleciłby wypalić coś nielegalnego, a potem dobrze się przyjrzeć skrzydłom szpaka.
Matka, jak ją pamiętał, była miłą kobietą, egocentryczną jak żyroskop. Lubiła koty. Nie tylko je czciła - to akurat robił każdy mieszkaniec królestwa - ale także naprawdę lubiła. Teppic wiedział, że tradycja nakazuje nadrzecznym królestwom cenić koty, podejrzewał jednak, że zwykle zwierzęta te były pełne gracji i stateczne. Koty matki były małymi, złośliwymi, płaskogłowymi i żółtookimi maniakami.
Powszechnie wiadomo, że tuż przed śmiercią zmysły stają się niezwykle wyczulone. Ogólnie uważa się, że mają pomóc właścicielowi wykryć jakiekolwiek możliwe wyjście z trudnej sytuacji, inne niż to najbardziej oczywiste.
To nieprawda. Fenomen ten jest klasycznym przykładem aktywności zastępczej. Zmysły rozpaczliwie koncentrują się na czymkolwiek z wyjątkiem kluczowego problemu.
Jego wysokość słyszał, że tylko jeden student na piętnastu zostaje prawdziwym skrytobójcą. Nie był pewien, co dzieje się z pozostałą czternastką. Podejrzewał jednak, że marnych studentów w szkole skrytobójców spotyka coś więcej niż rzucanie w nich kredą przy tablicy i że szkolne obiady niosą z sobą dodatkowe zagrożenie.
Król Teppicymon XXVII smętnie pokiwał głową i oddalił się, by pomachać synowi na pożegnanie. Nie był tak mocno jak siostra przekonany o okropnościach skrytobójstwa. Z ociąganiem, ale jednak od dawna zajmował się polityką i uważał, że choć skrytobójstwo jest gorsze od debaty, to jednak z pewnością lepsze od wojny, choć pewni ludzie uważają, że wojna to to samo, tylko głośniejsze.
Wielka rzeka zmieniła się w gęstą jak lawa maź pomiędzy Ankh, częścią miasta z lepszymi adresami, i Morpork na drugim brzegu. Morpork nie miało dobrych adresów. Morpork było miastem bliźniaczym dołu ze smołą. Niewiele można było uczynić, by zmienić Morpork w gorsze miejsce. Bezpośrednie trafienie meteorytem, na przykład, zostałoby uznane za renowację.