Pobiłem swój rekord dystansu na rowerze i przejechałem 150km po #gravel . Nie sądziłem, że jestem gotowy na takie dystanse ale zegarek mnie podpuścił "masz ponad 300W FTP mordo, dasz radę". My nie wiedzieli, że to kundel zakłamany, my podpisali, pojechali w góry a potem trza było pedałować XD
W efekcie odhaczyłem niesamowicie piękną, górską trasę z mojej bucketlisty, pobiłem też rekord dystansu i przewyższeń. Mimo chłodu (zakres temperatur 2-11°C) i przelotnego deszczu bawiłem się nieźle a forma miejscami dopisywała na tyle, że na dwóch segmentach wpadłem w top10 co w sumie cieszy otyłego pana. Dobry to był dzień.
#norwegia #rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@Stashqo moja ulubiona temperatura na jazdy do 50km, to 0 stopni, a 11 to ideolo na 200. Nie wiem czemu wszyscy się tak chowają w takie temperatury. Dla mnie powyżej 20 to za dużo, nie lubię jeździć goły, lubię coś zarzucić na siebie
3dniowy wypad pod namioty, pierwsza noc w lesie na zwl, druga na dzialce, kebaby wpadły, troche pokręcone, test toreb na widelec, ale niestety trzeba wracac do normalności #gravel #kebab
#rowerowyrownik #rower
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@Furto 13 o ile pamietaj dobrze, wchodzi tam sporo xd wrzucilem tam namiot, materac, poduszke dmuchana, kubek, okulary i kosmetyczke, a miejsca jeszcze bylo troche.
@bori po prostu mieć stravę, do niej dane jak tam chcesz, mi zrzuca garmin, a do niej podpiąć statshunters albo squadrats.com i to się samo wszystko zrzuca, nic nie musisz robić.
A potem jak chcesz planować trasę pod kwadraty, to są różne nakładki do stron do kreowania tras, w samej stravie też ci się wyświetlą.
po prostu mieć stravę, do niej dane jak tam chcesz, mi zrzuca garmin, a do niej podpiąć statshunters albo squadrats.com i to się samo wszystko zrzuca, nic nie musisz robić.
"Ja to proszę pana mam bardzo dobre połączenie. Wstaję rano, za piętnaście trzecia. Latem to już widno”.
@wonsz @npnptcn @trixx.420 Zainstalowałem w końcu Squadrants, ale żeby wrzucać do niego automatycznie aktywności z Samsung Health to to była droga przez mękę. Ile ja się nakombinowałem żeby to zadziałało...
@wonsz Niestety Samsung Health od wersji 7.X ma jakieś większe problemy z eksportem danych do Stravy, nawet Health Connect nie pomaga. A nie chciałem zmieniać apki wyjściowej
– Hej Fonfi, co robisz w weekend? - wiadomość od Rdzy zastała mnie w środowy wieczór z żoną na kanapie.
– Żona?! Co robię w weekend, bo Rdza pyta, czy mogę na rower?
– W sobotę ogarniasz tuje w ogródku, a w niedzielę idziemy na koncert.
– Aha… Rdza, żona mówi, że mogę jechać!
Szybko ustaliliśmy, gdzie chcemy pojechać, jeszcze szybciej PKP zweryfikowało nasze plany, i tak kupiliśmy ostatnie dwa bilety z miejscem na rowery na nocny piątkowy pociąg do Gdańska. W ten sposób, całkiem przez przypadek, wyszło, że będziemy realizować mój niedoszły plan przejechania Zielonej Siódemki sprzed kilku tygodni.
Plan był prosty: po dotarciu na stację Gdańsk Główny wystarczy przesiąść się z pociągu na rower i pojechać w dół jakieś 384 km do Warszawy. Czyli zdążyć na późną kolację w domu.
Tyle tylko, że w przeciwieństwie do mojego skromnego upośledzenia psychicznego obejmującego zbieranie „kwadratów” (takie zbieranie Pokémonów dla pedalarzy), paleta schorzeń Rdzy jest zdecydowanie szersza, więc:
najpierw moja trasa została wydłużona z 384 do 400 kilometrów, no bo przecież “żal tych kliku kilometrów nie dojechać”.
później została przeorana pod kątem odwiedzenia wszystkich znajdujących się gdzieś w pobliżu pomników papieża. Tego papieża.
W tym miejscu należy się słowo wyjaśnienia. Koleżanka choruje na złośliwą i nieuleczalną postać “Papieżaka”. To takie schorzenie, które każe jej jeździć po całym kraju (nie tylko naszym) i kolekcjonować wszelkie formy miejskiej twórczości artystycznej związane z Janem Pawłem II (nie, to nie ten z serialu na Netflixie), zwłaszcza pomniki, murale i tablice upamiętniające oarz publikować efekty tego zbieractwa na profilu papieze.na.rowerze , który swoją drogą gorąco Państwu polecam.
Dlatego też zaraz, jak wysiedliśmy z pociągu, rozpoczęliśmy coś, co właściwie z czystym sumieniem mogę nazwać pielgrzymką.
Pierwszego „papę” znaleźliśmy na drzwiach kościoła św. Elżbiety, zaraz naprzeciwko dworca Gdańsk Główny.
Na kolejnego trafiliśmy w Nowym Dworze Gdańskim. A w każdym razie na rondo jego imienia, co podobno też się zalicza. Tutaj też opróżniliśmy pęcherze na Orlenie tylko po to, żeby natychmiast uzupełnić powstałe miejsce kawą.
Trzeci był mural stworzony przez dzieci z lokalnego liceum plastycznego w Elblągu, z groźnie brzmiącym napisem “Lękajcie się”. Pomyślałem sobie, że niby dzieci, a już takie mądre. Jednak po bliższej inspekcji okazało się, że bujna roślinność przykryła fragment napisu, który w całości brzmiał “Nie lękajcie się”. No cóż, polemizowałbym…
Zaraz potem, już na wylocie z Elbląga, odwiedziliśmy jeszcze Kościół Rzymskokatolicki pw. Błogosławionej Doroty z Mątów, gdzie pod czujnym okiem monitoringu starszych pań, udało nam się sfotografować kolejny monument paputka.
Później był pomnik wraz z tablicą upamiętniającą w Pasłęku, przy Rzymskokatolickim Kościele pw. bł. Jerzego Matulewicza, które zauważyliśmy całkiem przypadkiem zatrzymując się na Snickersa.
Dalej jeszcze Drewniany paputek w Morągu i na koniec Ostróda, gdzie sfotografowany przez nas pomnik przedstawiał chłopca zaglądającego paputkowi pod sutannę.
W Ostródzie załapaliśmy się też na festiwal foodtraków, co pozwoliło nam napełnić brzuchy frytkami i kurczakiem a’la KFC. Dzięki temu, kilkadziesiąt kilometrów dalej zamiast podziwiać dwa nagie miecze pod Grunwaldem zachwycaliśmy się wspaniałą, nowoczesną toaletą w budynku muzeum.
Po całym dniu w upale, którego miało nie być - a był, walki z wiatrem, którego też miało nie być, albo miał nie przeszkadzać - a był i przeszkadzał, kiedy już myśleliśmy, że limit atrakcji został w tym dniu wyczerpany, ni stąd ni zowąd pojawił się on - nazwijmy go Heniek - chociaż na imię miał całkiem inaczej.
Kilka kilometrów przed Glinojeckiem, przedzierając się przez egipskie ciemności w lesie, nagle w świetle lampek mignął nam leżący na poboczu rower. Po dobrych kilku sekundach, procesy myślowe doprowadziły nas do odważnej tezy, że rower zazwyczaj ma właściciela i że może należało by tę tezę empirycznie zweryfikować. No więc zawróciliśmy. Faktycznie - rower był. Był też właściciel. Chociaż na razie oglądaliśmy tylko jego nogi wystające z przydrożnego rowu. Kiedy oczami wyobraźni widzieliśmy już zakrwawione zwłoki, policję i prokuratora, z rowu dobiegł nas głos:
– Anioooołku mój!!
Nie wiem kto był bardziej zaskoczony - ja, tym, że zwłoki gadają, czy Rdza, która ostatnie czego się spodziewała, to że ktoś ją nazwie “aniołkiem”. W tym momencie Heniek raczył zauważyć, że jest nas dwoje:
– Kolego, kolego? Pomoszeszzz? No choś pomusz – bardzo szybko stało się jasne, dlaczego Heniek spoczywa w rowie - No mie nie pomoszzzesz?
Okazuje się, że wyciągnięcie dorosłego, właściwie bezwładnego chłopa z rowu nie jest czynnością prostą. Kombinowaną metodą ciągnięcia, pełznięcia i przekonywania, Heniek znalazł się na poboczu. Po czym zdecydował się znowu położyć. Na asfalcie. Stwierdziliśmy zgodnie, że nie jest to dobre miejsce na odpoczynek i spróbowaliśmy się dowiedzieć, do kogo możemy zadzwonić po pomoc. Jednak jedyne co udało się nam ustalić, to że mamy dzwonić do Waldka, który jest Heńka synem i którego powinniśmy znać, bo przecież każdy zna Heńka, co mieszka w Baranku, a jego numer to przecież każdy ma w telefonie i jak to, że my nie mamy. A to wszystko przeplatane kolejnymi “aniołkami”, “fajnymi chłopami… i dziewczynami oczywiście”. W pewnym momencie Heniek zebrał się w sobie na tyle, że udało mu się nawet wstać. Ale kiedy zamaszystym gestem pokazywał gdzie jest miejscowość Baranek (który to gest obejmował jakieś 360 stopni horyzontu) zachwiał się i ponownie wylądował w rowie. Wtedy to zdecydowaliśmy się zadzwonić po kawalerię, czyli na numer 112. Kawaleria przyjechała zadziwiająco szybko, bo dosłownie po kilku minutach. Na widok mrugających kogutów, Heniek bardzo szybko zapomniał o miłości do nas oznajmiając to słowami:
Spszedaliiiiiście mię!! Spszedaliścieeee!!
Panowie policjanci szybko spisali naszą relację i puścili nas dalej, bo do Warszawy mieliśmy jeszcze jakąś dobrą setkę, która to setka dłużyła się już niemiłosiernie. Na dodatek zmęczenie dawało już na tyle znać o sobie, że zmuszeni byliśmy do odbycia prawie godzinnej drzemki na przystanku w Nowym Mieście.
Do Warszawy dojechaliśmy już za widoku.
Epilog:
Pisząc tę krótką relację, odtwarzałem sobie punkt po punkcie przebieg trasy i przy okazji sprawdziłem, o której znaleźliśmy Heńka, bo jak tylko się zatrzymaliśmy zadzwoniłem do żony, żeby ją poinformować, że mamy nieplanowaną akcję ratunkową, żeby się nie martwiła. Telefon wykonałem o 21:37. Nie ma przypadków. Są tylko znaki.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Eh lata temu jak jeszcze Rdza nie miała szosy zabrałem ja na wycieczkę rowerową na której wjechał w nią mój kolega stare czasy. A gdzie zdjęcie papieza z Mławy?
@mirek1512 nogi w zasadzie luz, dupa boli tylko w okolicach pierwszych 100km (ale kremik na każdym postoju obowiązkowy), plecy to akurat u mnie na rowerze właśnie przestają boleć. Jedyne dolegliwości to bolące poduszki na dłoniach (ale znośnie), chociaż po mazowieckim gravelu to po dwa palce w każdej ręce mi przez miesiąc mrowiły
Nadrabiam sierpniowe jazdy. Miesiąc zaczął się od kwadratów między Serockiem a Pułtuskiem z AbaddonLincoln. W sumie nie takie płaskie i nudne tereny jak się spodziewałem.
Poprzedni przedłużony weekend spędziłem w Bieszczadach. Tam zliczyłem rowerowo Przełęcz Przysłup, szybowisko w Bezmiechowej, następnie przejazd wokół Otrytu oraz ponownie Sine Wiry z dodatkiem Rezerwatu Krywe i Przełęczy nad Roztokami Górnymi. Niedźwiedzi nie zauważyłem, za to na drogach kilka razy natknąłem się na ich odchody. Więc było trochę straszno.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Po całym tygodniu ładowania węgli miałem wyrzuty sumienia. Dlatego dzisiaj, w ramach pokuty, wyruszyłem na lody do Oławy. Ponadprzeciętne tempo zawdzięczam zgromadzonym zapasom.
Były ujeby, były chaszcze, było lądowanie w polnym pyle.
#rowerowyrownik #rower
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin