Zdjęcie w tle

Społeczność

Kawiarnia "Za Firewallem"

80

"Mnie to się marzy, żeby ona była miejscem wszelkich swawoli słownych" @George_Stark #naczteryrymy #nasonety #naopowiesci #klubczytelniczy

Szybko! Gazu! Miałem atak poezji! Muszę, bo się uduszę...




Dzień dobry, szanowny panie doktorze!

Wsparcia potrzebuję, niech mi pan pomoże!


Rozchodzi się o tuning dziury w otworze,

Żona pół roku o ten temat mnie orze!

Odmawia pieszczot, wspomina o odorze,

Już rozwodem mi grozi, dobry mój Boże!


Fochy mi strzela, pieszczotą nie wspomoże,

Sprawa rozchodzi się tu już na noże!

Ułagodziłem ją wycieczką nad morze

Pomocy więc szukam, w panu profesorze!


Żeby ratować nieużywane łoże,

Szukam gdzie problemu leży podłoże,

Wszystkie me złe nawyki wnet umorzę.


A nawet jak elfik wyskoczę w zboże!

Wszystko, by nie wyrosło mi poroże!

Oddaję się panu w pełnej pokorze.




#kawiarenka #kawiarenkazafirewallem #tworczoscwlasna #poezja

sireplama userbar

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Zróbcie sobie przerwę od świątecznych przygotowań, bo razem z kolegą @Endrevoir podrzucamy świeżutkie rymy:


Temat: Baba na Wielkanoc

Rymy: rodzynki - kłótnie - cytrynki - rozrzutnie

Zasady:

  • Masz podany temat i rymy

  • Ogarniasz wierszyk mniej lub bardziej w tej tematyce i z podanymi rymami.

  • Oczywiście rymy powinne być użyte z zachowaniem podanej kolejności

  • Szerzysz radość z tworzenia

  • Et voilà


#naczteryrymy #poezja #tworczoscwlasna #zafirewallem

Znowu dokazują kochane rodzynki,

Znów nastały nasze przedświąteczne kłótnie,

Znowu budzą myśli kwaśne jak cytrynki,

Znów pragnę w wielki świat ruszyć rozrzutnie.

No dobra, @Kaligula_Minus świntuchu, idziemy twoim tropem


Jej stanik to marketing, pod spodem rodzynki

Kto prawdę poznał, ten wszczynał kłótnie

Liczył na melony, no, chociaż cytrynki

Darząc prezentami damę tę rozrzutnie.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Kolega @George_Stark zakończył był poprzednią edycję naszej zabawy #naopowiesci, w której - jak sam zauważył - moje opowiadanie okazało się "bezkonkurencyjne". Głównie dlatego, że literalnie nie miało żadnej konkurencji. Z tego też powodu mam teraz przyjemność otworzyć edycję kolejną - oznaczoną numerem XXVI (słownie: 26). Edycja ta będzie miała tylko jedną zasadę. Zgłoszone opowiadanie musi zaczynać się od słów:


Monika otworzyła oczy. Oślepiona intensywnym światłem zamrugała i…


Wydawałoby się, że narzucam Państwu w ten sposób postać głównego bohatera, czy może raczej głównej bohaterki, a nawet jej imię. No więc nic podobnego. Bardzo mnie ciekawi jak może rozwinąć się taki początek, czy faktycznie opowiadanie będzie o jakiejś Monice, czy może uda się Wam zgrabnie podmienić bohatera, albo nawet bohaterów.


Nie proponuję żadnej konkretnej formy, żadnego gatunku ani żadnej objętości. Gorąco za to zachęcam - piszcie! Naprawdę wystarczy raptem kilka akapitów, albo nawet kilka zdań. A wiem, że potraficie Najtrudniej jest zacząć.


Na koniec kilka formalności:

  • bawimy się do końca kwietnia

  • zwycięzcę wybierzemy na podstawie zdobytych piorunów

  • zwycięzca otrzyma nagrodę książkową, którą będzie mógł sam sobie wybrać (budżet ~100pln)


Have fun!


#zafirewallem #naopowiesci

Zaloguj się aby komentować

I więc nastąpił zwrot akcji niespodziewany,

Gdy żart niewybredny dał skutki żenujące.

Przeciągnięty dowcip zrodził słowa karzące,

A ostatni trefniś został hejtem zalany.

I nadszedł ten dzień (nie)spodziewany

zwiastuje on czyny śmieszno - żenujące

dopiero dzień po aktywuje się ramię karzące

ale przed nami jeszcze poniedziałek lany

Zaloguj się aby komentować

Życząc Państwu (ale również - a może i przede wszystkim - sobie) więcej weny, ochoty, a nade wszystko więcej jednak czasu (nadzieją niech będą zbliżające się święta) ogłaszam co następuje:


zwycięzcą XXV edycji zabawy #naopowiesci w kawiarni #zafirewallem zostaje kolega @fonfi! - gratuluę!


Kolega, który napisał wspaniałe (już się nim zachwycałem, ale zachwycę się jeszcze raz) opowiadanie o Rzesiu (pod tytułem Rzesio) okazał się w tej edycji bezkonkurencyjnym. Jakiego bym więc kryterium nie obrał, no to według niego i tak i tak wygrywa właśnie on. Nie obieram więc kryterium żadnego, albo obieram je wszystkie - proszę sobie wybrać. Efekt i tak będzie ten sam.


Dziękuję za uwagę, koledze dziękuję za udział i jeszcze raz gratuluję. Ze swojej strony ponownie zaś wyrażam już raz wyrażoną na początku tego wpisu nadzieję.


#podsumowanienaopowieści

@George_Stark niby człowiek widział, a jednak się łudził.

"okazał się w tej edycji bezkonkurencyjnym" - fakt, literalnie nie miałem żadnej konkurencji. Ale przynajmniej mogę sobie teraz bezkarnie zakupić książkę w ramach nagrody


Pozostaje mi podziękować za słowa uznania i przystąpić do dumania nad tematem kolejnej edycji, którą postaram się rychło otworzyć.

Zaloguj się aby komentować

Walczył z nieprzyjemnym zapachem

I pewna myśl napawała go strachem

Że będąc z panną pod prysznicem

Obnaży przed nią swą małą tajemnicę ( ͡° ͜ʖ ͡°)

@CzosnkowySmok

Dwa lata paruję leciutkim zapachem

Ukrytej dywersji i patrze ze strachem,

Poruszę publikę, jak zimnym prysznicem?

A może przetrzymam jeszcze tajemnicę?

Zaloguj się aby komentować

Chcę podziękować koledze @fonfi ,

że słowa dotrzymał (w com i nie wątpił)

i za to, co mi się napisać zdarzyło

dostałem nagrodę. I jest mi miło.


A będzie mi jeszcze być może milej,

kiedy butelkę przechylę za chwilę,

choć zrobię to jednak dopiero za moment,

bo najpierw proszę pozdrowić żonę.


#zafirewallem

i #naopowiesci chyba, bo to w tym konkursie nagroda

4fcfaac0-2d32-4e83-952a-8814aea7ad62

@George_Stark Uff, czyli dotarło w całości. Cieszę się, przepraszam za zwłokę i życzę smacznego. No i pozdrawiamy, że się tak wyrażę "vice versa"

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry się z Państwem,

Skoro prawie miesiąc temu, przy okazji otwarcia XXV edycji zabawy #naopowiesci, zostałem przez kolegę @George_Stark wywołany do tablicy, to niezręcznie byłoby po raz kolejny robić uniki. Jako że temat opowiadania miał nawiązywać do "porażki, nieporozumienia, albo innego pszypału", to zapraszam Państwa do lektury krótkiego opowiadania (~1170 słów) o Rzesiu, które dodatkowo nawiązuje do tematu edycji XXIII (Sekrety małych miejscowości/wsi - mroczne, pozytywne, jakie tylko chcecie), czym mam nadzieję zmniejszę sobie o 1 (słownie: jeden) liczbę zaległych prac.


Pozwolę sobie jeszcze dodać, że historia Rzesia (a dokładnie sama jej końcówka) oparta jest na "faktach autentycznych".




Rzesio


Cześć. Mam na imię Rzesiek i mam 19 lat. Mam też dziewczynę. To znaczy jeszcze wczoraj wieczorem miałem. Miałem też przestać być prawiczkiem. Niestety prawiczkiem jestem nadal, ale za to nie mam już dziewczyny. Mam natomiast chwilę, żeby opowiedzieć Wam jak to się stało, że jest czwarta nad ranem, a ja siedzę na przystanku pod jednym z warszawskich szpitali czekając na nocny autobus. Ale zacznijmy od początku.


A więc, tak jak mówiłem, mam na imię Rzesiek. Tak - właśnie Rzesiek. To zdrobnienie od Rzegosz. I tak - macie rację - takie imię nie istnieje. A przynajmniej w żadnym znanym mi spisie, co nie zmienia faktu, że tak właśnie zostałem ochrzczony. Ale do genezy mojego oryginalnego imienia zaraz dojdziemy, bo jest ono tylko jedną z serii wielu pomyłek i porażek, z których składa się całe moje życie.


Zaczęło się dość wcześnie, bo już w dniu moich narodzin. Matka moja, Halina, prowadziła dwa domy: swój własny i plebanię, gdzie była gospodynią u proboszcza. Przyzwyczajona do codziennych trudów, nieważne — gorączka, grypa czy ostatnie tygodnie ciąży — wszystko musiało być poprane, posprzątane, a obiad ugotowany.


Dlatego też, na tydzień przed wyznaczoną datą porodu, matka uznała, że umyje okna na plebanii, no bo “co by też ludzie powiedzieli jakby na Wielkanoc brudne zostały”. Okna były wysokie, więc żeby do nich dosięgnąć, wdrapała się na drabinę.


Czy to lekarz źle oszacował termin, czy matce nie wyszły obliczenia w kalendarzyku — faktem jest, że kiedy siedziała na tej drabinie, wody odeszły jej prosto na stojącego pod spodem, a często towarzyszącego jej w pracach domowych, wikarego.


Kiedy w szpitalu, po wielu godzinach, w końcu matka wydała mnie na świat, resztką sił zrobiła lekarzowi awanturę, że jej dziecko podmienił. Była święcie przekonana, że spodziewa się córki, bo przecież wszystko zaplanowała dokładnie tak, jak radziły jej własna matka i babka. Poczyniła odpowiednie pomiary, wyniki zanotowała w kalendarzyku, nie dała się ojcu do siebie dobrać inaczej niż “po misjonarsku”, założyła kalosze, zostawiła otwarte okno, a pod łóżkiem schowała siekierę.


Za to ojciec na wieść, że ma syna, przez trzy dni upajał się w domu szczęściem. I alkoholem. Po czym, trwając w tym stanie, pojechał zarejestrować mnie w Urzędzie Stanu Cywilnego, gdzie przy pomocy długopisu i szwagra wypełnił wniosek, wpisując w rubrykę “imię” - Rzegosz. Kiedy zaskoczona urzędniczka próbowała się upewnić, czy nie chodzi przypadkiem o Grzegorza, oburzony ojciec czknął i odpowiedział:


– No pszesiesz yba wyraśśnie napisałę, żże Rzegosz!


A że imię spełniało wszystkie wymogi polskiego prawa - nie było ośmieszające, nie było nieprzyzwoite, pozwalało jednoznacznie określić moją płeć i było, przynajmniej teoretycznie, zgodne z polską pisownią - urzędniczka z rezygnacją przybiła na wniosku pieczątkę. Czym, nomem omen, przypieczętowała mój los.


Zresztą historię tę znam jedynie z opowieści matki i jej brata, wujka Andrzeja, bo ojca w zasadzie nie pamiętam. Kilka miesięcy po moich narodzinach zostawił nas, wyjechał za granicę i słuch po nim zaginął. A to wszystko przez włosy. Moje włosy.


Kiedy się urodziłem, miałem na głowie czarną jak węgiel czuprynę. Jednak po kilku miesiącach te miękkie włoski, jak u wszystkich dzieci, całkowicie się wytarły, a w ich miejsce zaczęły wyrastać nowe - rude. Zupełnie jak u młodego wikarego. Ojciec doszedł do - prawdopodobnie słusznych - wniosków, że matka zbyt mocno zaangażowała się w “pracę” na plebanii. Co mogłoby też tłumaczyć, dlaczego wszystkie jej starania o córkę, podejmowane w domowej alkowie, zakończyły się fiaskiem.


No więc nie dość, że Rzesio - to na dodatek rudy.


Po odejściu ojca matka wzięła na siebie wszelkie obowiązki związane z utrzymaniem rodziny i dwóch domów, więc na wychowywanie mnie nie starczało jej już ani czasu, ani sił. Dlatego plątałem się między domem - gdzie doglądała mnie babka, a plebanią - gdzie potykali się o mnie proboszcz z wikarym.


Z tego okresu najbardziej utkwiły mi w pamięci tradycyjne metody lecznicze babki. Za każdym razem, kiedy się przeziębiłem i miałem dreszcze, zamiast zabrać mnie do lekarza, zamykała mnie na “trzy zdrowaśki” w piekarniku. Żeby mieć pewność, że jej modlitwy zostaną usłyszane i - co ważniejsze - zrozumiane, odmawiała je bardzo starannie. Czyli głośno i powoli. Z powodu tej babcinej pobożności do dzisiaj mam na plecach i pośladkach blizny po oparzeniach.


Dla odmiany, kiedy dostawałem gorączki smarowała mnie całego spirytusem i nacierała czosnkiem, a do czoła przykładała ziemniaki. Czy to skutecznie zwalczało gorączkę? Nie wiem. Wiem za to, że pachniałem wtedy zupełnie jak wujek Andrzej, kiedy wracał wieczorem od księdza proboszcza.


Pamiętam też, że kiedy miałem jakieś siedem czy osiem lat - w każdym razie gdzieś na początku szkoły - wikary nakrył mnie z córką sąsiada, Ludmiłą, w składziku na szczotki. Ze spuszczonymi do kolan majtkami sprawdzaliśmy, czym różnią się chłopcy od dziewczynek. Zaciągnął mnie za ucho do babki, krzycząc przez całą drogę, że mnie diabeł opętał. Babka bardzo się wtedy tym diabłem przejęła, przez co musiałem przez całe popołudnie stać nago w progu, z nogami w misce z zimną wodą, żeby “złe ze mnie wyszło”.


Chyba faktycznie ta niezdrowa ciekawość na długo ze mnie wyszła, bo do dzisiaj na samą myśl o dziewczynach pieką mnie uszy i pocą się stopy.


Ale zastanawiacie się pewnie, dlaczego opowiadam Wam to wszystko o czwartej nad ranem, na przystanku pod szpitalem. Dlatego że wszystkie te - i wiele innych, na które pewnie zabrakłoby mi czasu - epizody, z których składa się całe moje życie, doprowadziły mnie właśnie tutaj.


Jakieś dwa miesiące temu zostałem zaproszony na klasową imprezę. Imprezę, która okazała się przebieraną, o czym — oczywiście — dowiedziałem się dopiero na miejscu. Na szczęście wyjściowy, błyszczący garnitur po wujku Andrzeju, w którym według babci jestem najprzystojniejszym kawalerem w okolicy, wpasował się idealnie w konwencję. To tam poznałem Krystynę.


Od słowa do słowa zaczęliśmy się spotykać. Na kawie, na spacerach, aż w końcu wczoraj poszliśmy do kina. Po seansie, kiedy odprowadziłem ją do domu, zaprosiła mnie do środka. Powiedziała, że na herbatę. Ale kiedy weszliśmy do mieszkania, okazało się, że „herbata” to tylko taka figura retoryczna i… ujmę to tak: kiedy zaprowadziła mnie do swojego pokoju, nagle bardzo zaczęły mnie piec uszy.


– Masz gumki?

– Co mam? - nie zrozumiałem

– No prezerwatywy, zabezpieczenie. Jeśli nie masz, to zejdź na dół i kup w Żabce.


Zrobiłem, jak prosiła, i już po chwili byłem z powrotem na górze. Zaprowadziła mnie do łóżka, rozebraliśmy się, po czym powiedziała:


– Daj tę gumkę.

– Nie trzeba, już użyłem.

– Jak to użyłeś?

– No tak, jak kazała ta pani w Żabce.


Krystyna przyjrzała mi się zaintrygowana. Szczególnie długo przyglądała mi się tam, na dole.


– A możesz mi powiedzieć, co dokładnie ci ta pani powiedziała?

– Oczywiście. Kiedy płaciłem, zapytałem nieśmiało, czy może mi powiedzieć, jak się tego używa. Spojrzała na mnie zaskoczona i powiedziała, że niezły ze mnie żartowniś. Na koniec, ciągle się śmiejąc, dodała, że można połknąć. (*) Więc dokupiłem wodę i zażyłem przed drzwiami.


Dalej wypadki potoczyły się już bardzo szybko: taksówka, SOR, przedstawienie dyżurnemu lekarzowi mojej niezręcznej sytuacji, a potem ponowne jej przedstawienie szerszemu gronu, bo lekarz powiedział, że jemu nikt nie uwierzy…


I tak oto jest czwarta nad ranem, siedzę na przystanku, czekając na autobus, z informacją, że jeśli mój układ pokarmowy w ciągu dwóch dni sam sobie nie poradzi w naturalny sposób, to mam wrócić na konsultację.


(*) Tak się jakoś stało, że moja mama jest (a raczej była, bo teraz jest już na emeryturze) farmaceutką, więc w swoim dość długim życiu i aptekarskim otoczeniu nasłuchałem się przeróżnych, mniej lub bardziej, zabawnych "historii z apteki". Wśród nich te ze speszonymi panami próbującymi nabyć prezerwatywy były niemalże na porządku dziennym. Od niewinnych nieporozumień, kiedy zamiast "poproszę paczkę prezerwatyw" ktoś usłyszał "poproszę paczkę białej waty", po tę o "można połknąć" wspomnianą w opowiadaniu powyżej. I o ile ta historia dzisiaj wydaje się może mało prawdopodobna, to pamiętajcie, że pochodzi ona z czasów, kiedy nie było internetu, w telewizji były tylko dwa kanały, a edukację seksualną zdobywało się na podwórku. W każdym razie idealnie mi się to wpasowało w temat bieżącej edycji #naopowiesci.


#zafirewallem #naopowiesci

Chciałem powiedzieć, że zanim jeszcze na dobre zacząłem czytać no to już się skończyło.


Za to ogromnie mi się spodobało, już na samym początku, że wikary miał śmigus-dyngus kawałek przed Wielkanocą.


A tak serio, to przeczytałbym dłuższą formę o takim Rzesiu. Może sobie tę postać kiedyś ukradnę, jak to niektórzy z wielkich literatów mieli w zwyczaju? Tym bardziej, że postać, ale i forma narracji, od razu skojarzyły mi się z Bomblem od Mirosława Nahacza, a ta książka też mi się bardzo kiedyś podobała (właśnie! – miałem też inne pozycje od tego autora przeczytać, cholera…).

Zaloguj się aby komentować

Gdzie tam ja i poezja miłosna

to jak połączenie piła plus sosna

zatem moja odpowiedź nie będzie płodna

nie zdziwi reakcja kawiarenki... chłodna

Niczym w najlepszych filmach scena milosna, Las, a w glebi on, ona i rozgrzana od nich sosna, On liczył na raz ale ona była tego dnia płodna, Erupcja tak gorąca ale na test reakcja chłodna.

To nie będzie historia miłosna

Choć panna wysoka i prosta jak sosna

A pełne biodra sugerują że płodna

Ale wyniosła i jak marzec chłodna.

Zaloguj się aby komentować

Piętnastometrowy apartament w bloku

Sąsiad znów robi remont, jak co roku

Drugi imprezę potęgując uszu cierpienie

Zimą mróz odczuwam za to latem wrzenie.

Gniję i się rozpuszczam zamknięty w tym bloku,

Gdzie perspektyw i celu nie doznałem od roku,

Gdzie przeżuwa mnie ja sam, żywi mnie me cierpienie,

Krzyczeć chcę gdy rozrywa mnie wewnętrzne wrzenie.

Zaloguj się aby komentować

Tak mi się ogromnie spodobało sformułowanie użyte przez koleżankę @Kaligula_Minus, że aż poczułem się zmuszony do tego, żeby je sobie ukraść i to w dodatku ukraść je natychmiast! W sprawie zaś tego komentarza, jeśli koleżka planowałaby to sformułowanie wpleść w jakiś wiersz po swojemu, to bardzo bym do tego zachęcał. Jestem niesamowicie ciekaw tego, jaki efekt dałoby zestawienie pomysłów dwóch różnych osób w sprawie wykorzystania tego samego sformułowania.


A, no i kolejność dwóch ostatnich wersów znów byłem zmuszony zmienić. ;)

***


Owoc chorego drzewa


Choć dąb w zagajniku ze starości chory,

owoc wciąż co roku wydawał obfity;

syn dębowy – żołądź, jakby z miasta Korynt,

nim na ziemię upadł, już był w środku zgnity.


Z racji jego wieku czyniono honory –

w płaszcz nietykalności dąb został owity,

choć niektórzy ostrzyć chcieli już topory

żeby chore drzewo uczynić zabitym.


Cykl życia wciąż płynął, jak najmonotonniej –

niejeden z żołędzi zgniłych wykiełkował,

dąb zaś w końcu umarł, lecz niebezpotomnie,

w korze swych potomków chorobę zachował.


Teraz las dębowy rośnie tu, koło mnie,

chory owoc rodząc ciągle i od nowa.


***


#nasonety

#zafirewallem

To się nazywa expressowa kradzież, nie dość, że ukradł to baaardzo szybko wykorzystał. Bravo. Piękny wiersz przyrodniczy. Podoba się dla mnie. Aktualnie pracuję nad powiastka o zabarwieniu erotycznym, ale może tam wplote drzewo xD

Zaloguj się aby komentować

Końcówka mi się nie zgodziła, więc chyba nie mogę otagowac #diproposta xdddddd Ale większość się pokrywa. Przed wami owoc chorego drzewa:


Pleśń


Cóż za ohydne w mej głowie potwory 

Mają członki długie jak włócznia hoplity 

Z jakiejż to ciemnej wypełzły nory

By uwłaczać myśli poczciwej kobity...


Czemuż te plugawe, wulgarne upiory 

W towarzystwie nędznej obszarpanej świty 

Zasnuwają umysł już do szczętu chory 

Czyniąc brzydkim świat ten, tak niesamowity


Chciałby kobieta kiedyś wiekopomne 

Dzieło stworzyć, na którym się wychowa 

Wiele dusz zacnych, lecz nadzieje płonne 


Bo każdy jej wytwór przy większych się chowa

Jak człowiek za drzwiami, gdy puka "Jehowa"

A kolejne wiersze bardziej są ułomne 


#nasonety #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Dawno w sumie erosomańskiego nie było. Aż prawie zapomniałem jak się je pisze.


Dwa ostatnie wersy mi rymami nie pasowały, to je wypieprzyłem z wiersza. Proszę mnie za to zdyskwalifikować.


***


Niedzielny poranek


Ależ mnie zebrało nagle na amory! –

Żona leży obok, tyłek ma odkryty;

zrobiłem się twardy, jak Stefan Batory,

aż ze dwa bym na niej wykonał audyty.


Gdyby nie te nasze za ścianą bachory,

gdybym chociaż trochę przed snem był umyty,

może i otworem stałyby otwory,

może mógłbym liczyć na jakieś ri-ti-ti.


Nie mam się co łudzić – me nadzieje płonne,

choćbym ją próbował pieścić i całować,

nie wiem czy wciąż umiem – nawet już nie pomnę

ostatniego razu, gdym z żoną spółkował.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Życie


Jesteś tu na chwilę, patrząc z jednej strony.

Czas już się odlicza, krótkiej Twej wizyty.

Po co jest to wszystko? Można toczyć spory.

Sens jednak niejasny, przed nami ukryty.


Trzeba się uśmiechać, stwarzać wciąż pozory.

Do społecznych ról dostajesz rekwizyty.

Wszyscy ciągle grają, jak jakieś aktory.

Wystep Twój ocenia Twój wewnętrzny krytyk.


Jeszcze jedna prawda, teraz Cię w nią popchnę.

Śmierć Cię w końcu czeka, jakbyś się nie chował.

Twoim celem trumna, katakumby chłodne.


Losu nie oszukasz - taki jest tu morał.

Dla mnie to nie wyrok, tylko życia powab.

Smak ono nabiera, przez to że ulotne.


#nasonety #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Dwa ostatnie wersy mi rymami nie pasowały, to se zmieniłem kolejność. Proszę mnie za to zdyskwalifikować.


***


Dziewczynka z zapałkami


Co drugi w Gorzowie leżał w łóżku chory

podczas zeszłorocznej epidemii grypy;

wirusy szalały tam w grudniu, jak zmory –

a więc aspiryna, łóżko, kocyk, Wi-Fi.


A ona? – na stopach w zniszczone buciory,

połatanym płaszczem grzbiet był jej okryty

i wczesnym wieczorem – w porze na nieszpory

trudniła się – biedna! – handlem obwoźniczym.


„– Jeśli po zapałki, no to tylko do mnie!

Ogień wam przynoszę, mieszkańcy Gorzowa!

Ogień, który siarką w nos uderza wonnie!”


Gorzowianie zaś woleli zapalniczek powab –

dziewczę żyć musiało skromniej niźli skromnie,

w akcie zemsty za to wywołało pożar.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Będąc (zupełnie niezrozumiale) uznanym przez kolegę @sireplama za zwycięzcę poprzedniej CXIX (słownie: 119) edycji zabawy #nasonety, przypadło mi w obowiązku, zaszczycie i przyjemności otwarcie edycji kolejnej - oznaczonej numerem (no kto by się spodziewał?) CXX (słownie: 120). Niniejszym edycję tę otwieram. A otwieram ją utworem #diproposta autorstwa pana Adama Asnyka o uroczym tytule Stokrotki.

Stokrotki


Jakże żałuję tej szczęśliwej pory,

Kiedy stokrotki, kwiatek pospolity,

Zdał mi się w cudne ubranym kolory,

I budził w sercu dziecinne zachwyty,


I kiedy długie majowe wieczory

Spędzłem, patrząc w jasnych ócz błękity,

Cichego szczęścia pełen i pokory,

Bijący sercem, a nigdy niesyty.


A choć to było kwiecie takie skromne,

Nigdym się z prawdą marzeń nie rachował,

Bom miał rozkoszą serce nieprzytomne.


I kiedym usta różane całował,

Tom nic nie pragnął i nic nie żałował,

I dziś drżę jeszcze, gdy tę chwilę wspomnę...


Krótkie przypomnienie zasad:

Układamy sonet lub jakikolwiek utwór rymowany, albo nawet nierymowany (jak kto woli), w którym rymy (o ile w nim są) w poszczególnych wersach zgadzają się (albo nie) z rymami w tych samych wersach w powyższym utworze #diproposta.


Kwestie formalne:

Zwycięzcę wybiorę zupełnie jeszcze nie wiem jak (jest taka możliwość, że odbędzie się to na podstawie liczby zdobytych piorunów), ale wiem, że na pewno zrobię to w najbliższą sobotę, czyli 04.04.2026.


Powodzenia, udanego rymowania i najważniejsze - bawcie się dobrze!


#zafirewallem #nasonety #diproposta

Zaloguj się aby komentować

Czy się raduje czy się li zlości?

Czy jeśli się spyta, to się pogniewa?

Bóg ledwie im zesłał fale namiętności

A już dla Adama zagadką jest Ewa


Rzadko to mówię, ale ten mi kurcze wyszedł!

Kto nigdy w rybie nie znalazł ości

ten się na kelnera nie gniewa

owoce morza, później namiętności

kolacją z Anią, w sypialni czeka Ewa

Zaloguj się aby komentować

Wszystko co się zaczyna, musi się dać w końcu opodatkować!


W związku z tym oficjalnie kończę CXIX edycję #nasonety !




Do edycji, poprzez użycie tagu, zgłoszono:

  • Wyznanie piromana od @George_Stark

  • Zmora z otwora od @Kaligula_Minus

  • Mucho - mory od @Kaligula_Minus

  • Bezwład od @fonfi

  • Wiersz dla bibliotekarki od @George_Stark




Subiektywną decyzją jednoosobowej komisji (która była bardzo gotowa na przekupstwa BTW!) za zwycięzce CXIX edycji uznaje się...


@fonfi !!!


Gratulacje!

sireplama userbar

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry się z Państwem,

Mamy taki rodzinną tradycję, że co roku, na tydzień przed świętami jeździmy sobie do Kazimierza Dolnego, żeby spędzić wspólnie weekend. Definicja słowa "rodzinną" jest dość szeroka bo obejmuje nas, dzieciaki, dziadków i jeszcze ich (dziadków) kilkoro najbliższych znajomych. Co roku też, z tej właśnie okazji powstaje jakiś pamiątkowy wierszyk odczytywany zazwyczaj już rozochoconemu towarzystwu do przysłowiowego "kotleta". A, że w tym roku wierszyk idealnie pasuje do #hejto40plus, to pozwalam sobie go również Państwu zadedykować:

Weź polej


Znowu kolejny, okrągły rok minął,

Więc tradycyjnie (bo już przedwiośnie),

Nam w Kazimierzu z całą rodziną,

W gronie przyjaciół czas mija radośnie.


To tu rozpieszczamy swoje podniebienia,

Mocą specjałów z menu w Dwóch Księżycach,

Albo plackami co je dają w Podcieniach,

A później serniczek, lody oraz… miażdżyca.


I tak nam mijają leniwe godziny,

Na rynku, w wąwozach, oraz przy stole,

Gdzie wspólnie prawimy o „d⁎⁎ie Maryny”,

A gromkim głosem ktoś woła: “weź polej”!


Lecz tutaj pozwólcie mi rzec moi mili,

Że chociaż wyście się nic nie zmienili,

To dzisiaj “weź polej” częściej niż wódeczki,

Dotyczy rosołku, by popić tableteczki.

Z pozdrowieniami z Kazimierza Dolnego


#zafirewallem #wolnewiersze #endorfiki

650d8bda-21ce-4bdb-831f-ac44627ca805

Zaloguj się aby komentować