Kiedy przy okazji którejś tam wygranej przeze mnie edycji stwierdziłem, że nie bardzo mi to zwycięstwo na rękę bo nie mam na prowadzenie czasu, to nie wiedziałem o czym mówię. No ale poprzednią, CXXV edycję zabawy #nasonety wygrałem trochę jakby na własne życzenie (znaczy: podłożyłem się jak głupi) i cóż mi z tego przyszło? Ano, przyszło mi otworzyć edycję kolejną, czyli CXXVI. Oto i proszę!
Rymować będziemy do wiersza autorstwa niejakiego Jerzego Ostrowskiego, który to jest wierszem okazjonalnym, diarystycznym niemal, bo napisanym na podstawie wrażeń z dnia dzisiejszego i wielu dni poprzednich, tak krótkich i jakoś bardzo do siebie podobnych. Kolega z przykrością uświadomił sobie ostatnio, że w zeszłym roku stuknęły mu już drugie osiemnaste urodziny i że po pierwszych to się – niestety! – nie zeruje jak licznik w Fiacie 126p po stu tysiącach kilometrów, więc może czas przestać myśleć o tym, że „kiedy już będę duży”, tylko pogodzić się z tym, że – niestety – dużym jest się już.
***
Dorosłość
Gdy wszystkie naraz walą się sprawy
i głowa ci mówi, że nie da już rady
to można by się z głową wykłócać.
No, tylko po co? Skoro wciąż głupia.
Zamiast więc myśleć co trzeba zrobić
myśli należy wygonić z głowy
i lecieć! I sprawy załatwiać w locie!
Najlepiej chyba na autopilocie.
Wieczorem głowę przynosisz styraną,
a tu za nocą już czeka jutrzejsze rano
i wszystkie z nim razem sprawy zaległe
co dziś nie zdążyłeś… Choć przecież biegłeś.
To kiedy w końcu odpoczniesz sobie?
Ja myśleć zaczynam, że chyba w grobie.
***
Zasad nie podaję, bo jeszcze nie wiem jakie będą. Podaję za to termin, a nawet terminy. Żeby powrócić do cykli niedzielnych, bo one są spoko, podsumowanie napiszę albo 24 maja wieczorem albo 25 maja rano, bo wtedy będę miał czas odpocząć (choć planuję być tylko na urlopie, a nie w grobie). Jeśli natomiast wierszy będzie mało (albo ich nie będzie wcale, bo nawet nie wiem, czy coś o Gorzowie mi się w tym tygodniu uda), to przedłużymy ją sobie o tydzień, a ja we wymienionym wyżej terminie opublikuję przypomnienie albo jakiś apel.
@George_Stark słusznie się uniósł, zatem biję się w pierś i ogłaszam, że w bieżącej edycji udział wzięli:
@splash545 ze Skywalker
@George_Stark z O tytanie
@George_Stark z Impresja wiosenna
@George_Stark z Do ekspertów od wszystkiego
@Cybulion z sonetem a la disco polo
@Kaligula_Minus z Krótki Roman (s)
@fonfi z Lęk
Ponieważ zostałam sama, jak patyk w postanawiam, co następuje:
głosami hejtowiczów wygrałam ja, ale grzechem pychy byłoby nagrodzić samą siebie, biorąc pod uwagę, że tę edycję popchnął @George_Stark , dlatego też ogłaszam Cię, drogi kolego, wygranym CXXV edycji #nasonety i wręczam Ci laur zwycięzcy, z życzeniami bardziej udanej edycji, niż moja i @splash545
PS do każdego utworu było łącze, ale nie wiedzieć czemu, pousuwały się. Wybaczcie
Przysnąłem sobie przed chwilą, jak na starszego pana przystało, z książką na kanapie. Otwieram oczy, patrzę - a to już 20:00. Nie dość, że 20:00, to jeszcze okazuje się, że to mnie dzisiaj wylosowało. No więc jak się nie zerwałem...
Temat: Chrup!
Rymy: kanapy - łupie - japy - d⁎⁎ie
Zasady:
Masz podany temat i rymy
Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z tymi rymami.
Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności
Szerzysz radość z tworzenia
Piorunujesz jak najęty
Wiersz z największą liczbą piorunów do 20:00 wygrywa, a jego autor wrzuca własny temat i rymy
Inspirację stojącą za poniższym opowiadaniem pozwolę sobie przemilczeć.
***
Defron
– A to weź zrób trochę grubsze – powiedział Księciunio wskazując ręką na nie do końca określony punkt monitora.
– W wytycznych było, że mam wszystkie ścianki pocienić – powiedziałem ja, przenosząc wzrok na stojącego obok Tołdiego.
– Ja się nie będę wtrącał – powiedział Tołdi.
To nie jest opowieść o Gumisiach. Nie będzie tutaj Zamiego i Grafiego, nie będzie Kabiego i Sami. Nie będzie nawet Buni. Musiałem jednak jakoś nazwać swoich bohaterów, musiałem jakoś ich zanonimizować i w taki właśnie sposób Księciunio został Księciuniem – to on ma tutaj władzę, a Tołdi został Tołdim dlatego, że – no cóż – zachowuje się dokładnie tak, jak w Gumisiach zachowywał się Toudi.
To właśnie wtedy coś we mnie pękło – dłoń zaczęła mi pulsować w tym miejscu, w którym poprzedniego dnia oparzyłem się przez przypadek dotykając mocno rozgrzanego pieca.
Cóż, tak to już bywa, że życie okazuje się prozaiczne. Mnie nie ugryzł żaden radioaktywny pająk (nie ugryzł mnie nawet żaden zwykły, choćby z takiego, dajmy na to, Grudziądza), nie zostałem napromieniowany w wyniku nieszczęśliwego wypadku (raz tylko miałem RTG klatki piersiowej), nie przybyłem z odległej planety Krypton (choć ci, którzy nie wątpią w moją męskość mogą przebąkiwać coś o jakimś Marsie, ale nawet jeśli, to Mars nie jest przecież wcale aż tak daleko), nie zostałem nawet, jak pewien inny Stark, zainfekowany X-wirusem (mnie to nawet SARS-CoV-2 chyba ominął) – ja po prosu dotknąłem gorącego pieca.
Stali więc nade mną Księciunio i Tołdi, a mnie pulsowała dłoń. Pulsowała coraz mocniej i mocniej. Pulsowanie rozchodziło się stopniowo przez przedramię do ramienia i dalej, rozchodziło się po całym ciele, a wraz z tym pulsowaniem rozlewała się po mnie frustracja. Ta poparzona dłoń była jak stygmat. Była jak znak. I może rzeczywiście była znakiem tego, co miało stać się za chwilę. Bo ja za chwilę umarłem.
„Umarł król, niech żyje Król”, jak to mawiali Francuzi, tylko że w tej historii żaden król nie umarł. Jeśli ktoś miałby być w tej historii królem, to zapewne byłby nim Księciunio, ale Księciunio nie umarł. Umarłem ja, zwykły prostak, a o tym, jak świat traktuje umieranie prostaków pisał choćby, skoro już jesteśmy przy Francuzach, pan Emil Zola w swojej króciutkiej, choć bardzo treściwej książce „Jak ludzie umierają”.
Ja więc umarłem, a kiedy już umarłem, wtedy narodził się on – narodził się Defron.
Defron był wspaniały. Był wysokim, przystojnym, dobrze zbudowanym mężczyzną absolutnie bez żadnego zwisającego znad paska spodni brzuszka. Oczy miał jak sokół – pozbawiony był jakiejkolwiek wady wzroku, która zmuszałaby go do noszenia okularów, a grzywę miał jak lew – żadnych zakoli z przodu, żadnej łysiny z tyłu. Defron był potężny. Jego wspaniale wyrzeźbione ciało kryło w sobie (choć nie kryło do końca, kryło tak, żeby trochę jednak było widać) siłę i zwinność, a jago umysł cechował się wyjątkową bystrością. Defron był Übermenschem, żeby tym razem sięgnąć nie do Francji, a bliżej, bo tylko do Niemiec. To właśnie z powodu tego jego nadczłowieczeństwa Defron nie promieniował, jak zwykły człowiek, tylko w zakresie podczerwonym, ale promieniował również w zakresie nadczerwonym, co, tłumacząc z fizycznego na ludzki, oznacza tyle, że otaczały go płomienie.
Ze względu na ograniczoną w tej edycji liczbę znaków nie będziemy wymieniać wszystkich wspaniałych cech naszego superbohatera, tym bardziej że, ze względu na konstrukcję opowiadania, należałoby każdą z tych cech dodatkowo uwypuklić poprzez jakieś na przykład porównanie, a na to, niestety, nie ma tutaj miejsca. Ograniczymy się więc tylko do tych cech (choć i tak nie wszystkich) wymienienia, a będą to: inteligencja, ogłada, uprzejmość i charyzma. Żeby jednak nie pozostawać gołosłownym postąpimy zgodnie z biblijną maksymą „po owocach ich poznacie” i wszystkie wymienione (a także niewymienione) cnoty Defrona zobrazujemy opisując to, co wydarzyło się chwilę później.
– Ty, k⁎⁎wa, jesteś normalny!? – zrywając się z krzesła Defron wykrzyknął do Księciunia. – Czwarty raz mi zmieniasz, debilu j⁎⁎⁎ny, wytyczne projektowe! A ty, debilu i przydupasie debila w jednym – tutaj Defron zwrócił się do Tołdiego – przyjdziesz jutro i się będziesz, k⁎⁎wa, głupio pytał dlaczego ten projekt idzie tak powoli?!
Powiedziawszy, co miał do powiedzenia, Defron od słów przeszedł do czynów („i słowo ciałem się stało”) i wy⁎⁎⁎ał prawą ręką lutę Księciuniowi a lewą (którą miał tak samo silną i sprawną jak prawą, niczym Leonardo da Vinci) wy⁎⁎⁎ał lutę Tołdiemu.
Książę i Tołdi zostali zatrzymani przez dwie przeciwległe ściany biura, po których się zsunęli i zalegli pod nimi bez przytomności. Pozostali obecni tego dnia w biurze natomiast wstali i zaczęli klaskać.
– Dobrze zrobił! Od dawna im się należało! – rozległy się głosy.
Defron natomiast odwrócił się w kierunku drzwi i wyszedł podśpiewując po drodze, jak na człowieka w świecie obytego przystało, zwrotkę jednego z amerykańskich standardów:
"If you see me coming, better step aside,
a lot of men didn't, a lot of men died;
one fist of iron, the other of steel
if the right one don't get you, then the left one will"*
. . . . .
To wszystko powyżej oczywiście nigdy się nie wydarzyło i pewnie nigdy się nie wydarzy. To wszystko powyżej to bujda – literacka fantazja albo wylew frustracji, którą bezpieczniej jest wylać w taki właśnie a nie inny sposób, bo inny sposób mógłby nieść za sobą utrudniające życie konsekwencje. To wszystko powyżej zostało więc całkowicie zmyślone. No, może poza pierwszym akapitem.
– A to weź zrób trochę grubsze – powiedział Księciunio wskazując ręką na nie do końca określony punkt monitora.
– W wytycznych było, że mam wszystkie ścianki pocienić – powiedziałem ja, przenosząc wzrok na stojącego obok Tołdiego.
– Ja się nie będę wtrącał – powiedział Tołdi.
Przez chwilę milczeliśmy. Nie patrzyliśmy na siebie nawzajem, wszyscy patrzyliśmy w monitor. W końcu to ja przerwałem tę niezręczną ciszę:
– No dobra – powiedziałem. – Poprawię. Powinno być gotowe do końca tygodnia.
Księciunio uśmiechnął się i odszedł zadowolony. Tołdi od razu podreptał za nim.
EDIT: Dalej mnie straaaasznie irytuje brak możliwości formatownia tekstu. Odpowiednie formatowanie bardzo pozwoliłoby w tym opowiadaniu odpowiednio zaakcentować akcenty w akapitach, ech.
@George_Stark Ja pierniczę, kartka żywcem wyrwana z mojego pamiętnika, którego nigdy nie pisałem i pewnie nie napiszę. Tylko u mnie bohaterem byłby pewnie Safetron albo jakiś inny Safeman... Piękne w treści i piękne w formie, nawet pomimo barku możliwości formatowania.
Słuchajcie, ja wiem, że kolejna edycja #nasonety powinna być zamknięta, ale jeśli @splash545 nie ma nic przeciwko, to bym chciała ją przedłużyć. Raz, że aktualnie nie za bardzo mam głowę nad tym przysiąść, bo życie prywatne trochę ruszyło, a dwa jeszcze nie ma wszystkich sonetów. Co wy na to? Macie jakieś wąty?
Niniejszym ogłaszam że ostatnią edycję #naczteryrymy wygrał @Endrevoir Gratuluję Tobie i pozostałym uczestnikom. Świetnie poradziliście sobie z tym tematem