Zdjęcie w tle

Vampiress

Fenomen
  • 181wpisów
  • 1743komentarzy

Matrix: Remanent

393 + 1 = 394


Tytuł: Biała księżniczka

Autor: Philippa Gregory

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Książnica

Format: audiobook/ebook

ISBN: 9788324581399

Liczba stron: 464

Ocena: 4/10


22 sierpnia 1485 roku Henryk Tudor, wywodzący się z rodu Lancasterów, pokonał Ryszarda III z dynastii Yorków w bitwie pod Bosworth i objął panowanie w Anglii jako Henryk VII. Aby umocnić swoją władzę i zakończyć toczącą się od kilku dziesięcioleci walkę o tron między spadkobiercami Plantagenetów, Henryk poślubił najstarszą córkę Edwarda IV, Elżbietę York. Para dość szybko doczekała się czwórki dzieci, w tym dwóch zdrowo rosnących synów – potencjalnych dziedziców korony, jednak władza Tudora dalej była niepewna w obliczu pojawiających się co i rusz pretendentów do tronu, podających się za zaginionego w niewyjaśnionych okolicznościach księcia Ryszarda Shrewsbury, młodszego syna Edwarda IV i prawowitego spadkobiercy angielskiej korony.


Po kwiatkach fabularnych, jakie Philippa Gregory zaserwowała w Białej królowej, ociągałam się z sięgnięciem po Białą księżniczkę, wiedziałam bowiem mniej więcej, jakich głupot spodziewać się w tej powieści. Początek potwierdził moje obawy – pierwsza 1/3 tej książki to fail logiczny na failu logicznym. Jednak w połowie historia zrobiła się całkiem ciekawa i wzbudziła moje szczere zainteresowanie. Lecz niestety, kiedy już miałam nadzieję, że wysoki poziom utrzyma się do końca, zaczął się kolejny festiwal robienia kurtyzany z logiki.


Co poszło nie tak?


1. Ryszard III, albo Największy Kochanek Świata.


Nie da się ukryć, że plantagenecka część cyklu królewskiego Philippy Gregory wpisuje się w modną od paru dekad w anglosaskich kręgach intelektualnych narrację proricardiańską. Jej propagatorzy twierdzą, że Ryszard III to w sumie dobry chłopak był, zawsze mówił dzień dobry w krużgankach i nie ma takiego dowodu, że wiedział o Holo… Książętach w Tower.


W Gregoryversum Ryszard III nie tylko nie zabił swoich bratanków, ale także zaliczył gorący romans z najstarszą bratanicą, która to w Białej księżniczce przez pierwszą 1/3 powieści wzdycha z tęsknoty za swym Ashleyem Toliboskim, a małżeństwo z Henrykiem i ogólnie panowanie Tudorów traktuje jako dopust boży.


Zacznę może od tego, że wątek romansu Ryszarda III z Elżbietą York nie jest całkowicie wyssany z d⁎⁎y. Za panowania niesławnego króla krążyły plotki o jego kazirodczym związku i to na tyle silne, że Ryszard publicznie zaprzeczył jakimkolwiek pogłoskom, a gdy po śmierci małżonki Anny Neville (bohaterki wrzucanej już przeze mnie Córki Twórcy Królów) rozpoczął starania o rękę portugalskiej księżniczki i równoczesne wydanie Elżbiety za mąż za króla Portugalii Manuela I, odesłał Yorkównę z dworu.


Cokolwiek rzeczywiście zaszło między tą dwójką, niemożliwe wydaje się jednak, aby Elżbieta pałała gorącym uczuciem do człowieka, który:

- uwięził i najprawdopodobniej zamordował jej dwóch młodszych braci;

- publicznie odarł rodzinę Edwarda IV z majątku i tytułów, ogłaszając ślubne dzieci brata bękartami, a swoją szwagierkę – Elżbietę Woodville – ladacznicą, na podstawie najprawdopodobniej spreparowanych na żądanie dowodów świadczących o rzekomej bigamii, jakiej miał dopuścić się Edward IV żeniąc się z Woodville’ówną;

- kazał uwięzić i stracić wuja księżniczki, Antoniego Woodville’a;

- last but not least, BYŁ JEJ STRYJEM (a Plantageneci nie praktykowali incestu w takim stopniu, jak Habsburgowie).


Tak mnie to spermienie Elżbiety do Ryszarda zirytowało, że miałam szczerą nadzieję (i pewnie sama poprowadziłabym w tym kierunku fabułę, gdybym była autorką tej książki), że na koniec okaże się jednoznacznie, że to Ryszard III zabił Książęta z Tower, co by wielka miłoźdź do stryja dostała w końcu plaskacza na ryj.


2. Henryk VII, albo Zawsze Się Trochę Gwałci.


Skoro z Ryszarda III zrobiono tego dobrego, rola szwarccharakteru przypaść musiała jego rywalowi, Henrykowi VII. Gregory nie zostawiła na nim suchej nitki: Henryk VII został ukazany jednocześnie jako tchórz, maminsynek, okrutnik, gwałciciel, paranoik, nuworysz, i cudzołożnik. Nie, żebym była zdziwiona – znając część tudorowską Gregoryversum doskonale wiem, że autorka żywi silną antypatię do całej dynastii (no, może z wyjątkiem Marii I), logiczne więc było dla mnie, że nawet dobrze ocenianemu przez historyków Henrykowi VII się oberwie.


I wiecie co?


Charakteryzacja Henryka VII na antagonistę wyszła autorce tak nieudolnie, że ze wszystkich bohaterów budzi on paradoksalnie największe współczucie i sympatię. Pozbawiony rodzicielskiej opieki (jego ojciec zmarł przed jego narodzinami, a matkę wydano powtórnie za mąż i wysłano na drugi koniec kraju), jako nastolatek musiał uciekać z Anglii i kilkanaście lat żył na wygnaniu. Wychowywany w przekonaniu, że jest prawowitym spadkobiercą tronu, jednocześnie żył w ciągłym strachu przed potencjalnymi skrytobójcami. Wygrana w grę o tron odbiła mu się sporą czkawką, gdy okazało się, że kraj jest zrujnowany kolejnymi fazami wojny domowej, poddani gotowi byliby go sprzedać za paczkę fajek samozwańcom pretendującym do tronu, a przyszła żona, z którą musiał jak najszybciej począć dziedzica, wesoło skakała wcześniej po bolcu własnego stryja. Krótko mówiąc, facet nie miał lekko i nietrudno uwierzyć w portret, w którym wyraźnie widać, jak lata ciągłego napięcia odbiły się na psychice bohatera. To naprawdę świetnie wykreowana postać i szkoda, że tak rzadko udaje się Gregory stworzyć podobnie pełnokrwistych bohaterów.


3. Perkin Warbeck, albo Książę Wszystkich Serc.


Na początku krótka nota historyczna: Perkin Warbeck był młodym mężczyzną z Flamandii, który pod koniec XV w. wysunął roszczenia do tronu Anglii, podając się za cudownie ocalałego księcia Ryszarda Shrewsbury. Jego losy potoczyły się podobnie do losów znanych z rodzimej historii Dymitrów Samozwańców – chociaż relacja z rzekomego cudownego ocalenia kupy d⁎⁎y się nie trzymała, Warbeck dość szybko znalazł poparcie wśród europejskich władców, którzy planowali wykorzystać go, aby namieszać w Anglii. Hojnie wspierany finansowo przez ościenne państwa Warbeck trzykrotnie próbował dokonać inwazji na Anglię, aż wreszcie został pojmany i po jakimś czasie osadzony w Tower, z której zbiegł, a pojmany ponownie, został wreszcie stracony.


W Białej królowej wyraźnie pokazane jest, że w Gregoryversum Warbeck = książę Ryszard Shrewsbury, ale nawet jak ktoś nie czytał drugiego tomu cyklu, to podczas lektury Białej księżniczki prędko zrozumie, że w zamierzeniu autorki młody samozwaniec to prawdziwy książę, Gregory bowiem nieustannie i z subtelnością radzieckiego czołgu podkreśla, jaki z Warbecka prawdziwy królewicz. Młody, przystojny, czarujący, inteligentny, po latach spędzonych na obczyźnie w przebraniu chłopca z gminu na każdym kroku ukazuje swą wyższość moralną i mentalną nad „nuworyszami” Tudorami. A gdy umiera, jego największy wróg przeżywa po nim głęboką żałobę. Jak więc widać, w kontrze do Henryka VII, Warbeck to postać całkowicie wyidealizowana, klasyczny Gary Stu.


A jak reaguje na Księcia Ludzkich Serc główna bohaterka? Oczywiście nie ma wątpliwości, że to jej zaginiony brat (chociaż bezpośrednio nie wiedziała, pod jakim mianem braciszek trafił na obczyznę), kocha go i popiera całym sercem i do głowy jej nie przyjdzie, że gdyby samozwaniec rzeczywiście pokonał Tudora, to w trymiga znalazłaby się z dziećmi wraz z Tower i sama po pewnym czasie „zaginęłaby w akcji”. Co prowadzi do stwierdzenia:


4. Elżbieta York, albo Jelonek Bambi.


… że Elżbieta York w tym wydaniu to zwyczajna idiotka. Zwykła głupia gąska, która, jak to nawet wyrzuca jej w pewnym momencie fabuły mąż, nigdy nic nie wie i tak naprawdę nie ma własnego zdania, ponieważ jej uczucia i nastawienie zmieniają się w zależności od widzimisię autorki. Gregory potraktowała protagonistkę dzieła nie jak pełnoprawną postać, a naczynie dla kolejnych imperatywów narracyjnych – najpierw Elżbieta rozpacza za Ryszardem, potem całkowicie o nim zapomina i zakochuje się w mężu (który wcześniej wymuszał na niej seks i na każdym kroku okazywał jej swoją pogardę), potem tak samo bezrefleksyjnie przestaje kochać męża i zaczyna wspierać rzekomego brata, a na końcu tak samo bezrefleksyjnie wybacza Tudorowi skazanie na śmierć ukochanego braciszka.

Długi to był wpisów i pełen spoilerów, TL;DR: nie polecam tej powieści. Widziałam, że Alison Weir popełniła powieść o Elżbiecie York, mam nadzieję, że tamta okaże się znacznie lepsza od wypocin Gregory.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

33abde83-0569-4ca4-9ad5-b90c79538b47

Zaloguj się aby komentować

Pytanie z kategorii #elektronika


Od dwóch lat jestem posiadaczką #laptop Acer Aspire 7. Czas pracy #bateria od zawsze był mierny, ale teraz to już wgl nieśmieszny żart - na odpalonej samej tylko przeglądarce nie pociągnie dłużej, niż godzina bez zasilacza, a ostatnio lapek wyłączył mi się z d⁎⁎y na 52% baterii i bez podłączenia do zasilania nie chciał włączyć się ponownie.


Mam wrażenie, że bateria dokonuje swojego żywota i należałoby ją wymienić. Niestety, oprócz jakichś podejrzanych ofert na Amazon, nie idzie znaleźć oryginalnych baterii, same #greencell, polion i tego typu zamienniki. W necie znalazłam info, że można jeszcze baterię oddać do regeneracji.


I teraz pytanie, czy bawić się w wysyłanie baterii do regeneracji, czy generalnie gunwo to da i lepiej kupić i zamontować zamiennik ze Świata Baterii czy innego Alledrogo?


#laptopy #kiciochpyta

Jak lepiej w wyżej opisanym przypadku rozwiązać problem z wysiadającą baterią?

101 Głosów

@Vampiress bierz greencella, wymieniałem 5 lat temu w dellu i dopiero teraz czuję, że powoli słabnie. A, i wymieniłem na taką o większej pojemności, niż fabryczna, super sprawa :)

@Vampiress Baterie w laptopach są nierozbieralne, są celowo tak robione, żeby nie były rozbieralne i żeby wymiana ogniw to nie była atrakcyjna opcja, bo Li-Ion jest zwyczajnie niebezpieczny. Jakaś "regeneracja" to duże ryzysko, że jakiś Mariusz elektryk "da młodemu do lutowania", nie wiadomo na jakich ogniwach.


Efekt? IMO dramatycznie zwiększasz ryzyko pożaru u siebie w domu, za efekt, z którego nawet możesz nie być zadowolona.


Swoją drogą - jeżeli takie słabe wyniki masz od początku to to jest jakiś laptop gamingowy? Żaden nowy laptop nie żre tyle prądu, z wyjątkiem gamingowych.


Greencell jest ok, trwałość tyle co oryginały w zasadzie. Z 10 baterii od nich przerobiłam przez ostatnie -naście lat.

Czasami jest taki bug w Windowsie, że ma problem z odczytywaniem poziomu baterii. U mojej w laptopie lenovo przy np. 30-50% się wyłączał i odpalał tylko z zasilacza. Zwykle pomaga zostawienie laptopa żeby rozładował się totalnie do 0.

Zaloguj się aby komentować

346 + 1 = 347


Tytuł: Dom zła

Autor: Jakub Rutka

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Znak JednymSłowem

Format: audiobook

ISBN: 9788383671437

Liczba stron: 368

Ocena: 5/10


Pewnego dnia Jacek Gadowski, prezenter ostrołęckiego radia i podcaster true crime, otrzymuje podczas autorskiej audycji telefon, w którym słuchacz przedstawiający się jako Karol opowiada mu o potrójnym morderstwie, które zdarzyło się w mieście 30 lat wcześniej. Gadowski zaczyna się interesować tematem i miejscem zbrodni, domem przy ulicy Nowomiejskiej. Także Karol nie odpuszcza tematu i podczas następnych audycji informuje Jacka o niewyjaśnionych zgonach, które miały mieć miejsce w opuszczonym domu dokładnie w rocznicę potrójnego morderstwa, a także ostrzega prezentera przed kolejną tragedią i rzeczywiście, w ruderze przy Nowomiejskiej wkrótce dochodzi do zabójstwa młodej dziewczyny. Jacek rozpoczyna amatorskie śledztwo, w którym pomaga mu młoda policjantka z lokalnej komendy.


Topografia Ostrołęki wiernie oddana, Kurpsie moment przeżyty w pełni. Jako kryminał ta książka to średniak bazujący na oklepanych schematach, chociaż dość sprawnie napisany (mniej tu było wątków obyczajowych niż w "Wołaniu kukułki") i momentami nawet wciągający. Może nawet dałabym 6/10, gdyby nie ultrabanalny grande finale i parę wątków (choćby ten dotyczący porzuconego dziecka), których prawdopodobieństwo wzbudziło we mnie za duże wątpliwości.


Fanom kryminałów na pewno przypadnie do gustu, ja tego gatunku prawie wgl nie ruszam, bo mnie nudzi, więc nie skuszę się na kontynuację.


A teraz bonus: pod Ostrołęką rzeczywiście jest opuszczony dom, ochrzczony przez lokalsów jako nawiedzony. Na szczęście nie wiąże się z nim żadna makabryczna historia, ot pustostan, który przechodził z rąk do rąk i na którego zagospodarowanie kolejni właściciele nie mieli nigdy pomysłu. Inna taka rudera stoi we wsi Kołaki (po drodze z Ostrołęki do Warszawy). Myślę, że nawet dla fanów #urbex to nie będzie jakaś szczególna gratka, bo nigdy nie był wykończony ani zamieszkały. Więcej info znajdziecie w następujących artykułach:

https://ostroleka.naszemiasto.pl/wakacje-z-duchami/ar/c15-10104687

https://podroze.gazeta.pl/podroze/7,114158,22518435,wszedl-do-srodka-nawiedzonego-domu-podobno-wybudowano-go.html

https://kompendium-potworow.blogspot.com/2019/06/dom-za-zotowke-nawiedzony-dom-pod.html?m=1


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

35989cf6-7dd2-4be4-95aa-353a5f8767b2

Zaloguj się aby komentować

342 + 1 = 343


Tytuł: Słońce w Chwale

Autor: Sharon Kay Penman

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: audiobook/ebook

ISBN: 9788377856710

Liczba stron: 484

Ocena: 4/10


Ci, którzy czytają moje wypociny, pamiętają zapewne, jak przy okazji recenzowania książek o królowych z czasów Wojny Dwóch Róż autorstwa Philippy Gregory pisałam, że chciałabym przeczytać wielowątkową serię historyczną o tym konflikcie. Zrobiłam wówczas mały research i odkryłam, że w języku angielskim opublikowano obszerną powieść o Wojnie Dwóch Róż, z licznymi POV, powszechnie chwaloną, zatytułowaną "The Sunne in Splendour". Dość szybko znalazłam jej polskie tłumaczenie i od razu wkurzyłam się na decyzję wydawnictwa Zysk i S-ka o podzieleniu książki na trzy części.


Jednak po przeczytaniu pierwszego tomu cieszę się, że zostało mi oszczędzone brnięcie przez ponad tysiącstronicową knigę.


Na pochwałę na pewno zasługuje dogłębny research, jaki wykonała autorka. Szkoda jednak, że w tym wydaniu burzliwe koleje konfliktu Lancasterów i Yorków stały się kanwą dla drętwej opowieści, bardziej przypominającej monografię, niż powieść historyczną. Niestety, jest to książka napisana zgodnie z zasadą "tell, don't show". Poza rozdziałami dotyczącymi bitw pod Burnet i Tewkesbury, akcji i intrygom brak dynamiki, przełomowe wydarzenia są opowiadane w formie rozwleczonych infodumpów, czy to ze strony narratora, czy samych bohaterów.


Osobiście zabrakło mi też w tej książce... krwi. Zachowanie bohaterów wydawało mi się za często zbyt ugrzecznione i stonowane, nawet główny antagonista tej części - earl Warwick - sprawiał wrażenie, jakby wcale nie chciał walczyć z Yorkami i tylko z rozpędu ciągnął wojnę. Jednak po bohaterach historii osadzonej w czasie wojny domowej oczekiwałabym więcej bezwzględności i skrajnych emocji, jak np. u Abercombiego.


Zirytowało mnie też trochę nierówne tłumaczenie, dokonane przez Jerzego Łozińskiego, autora wzbudzających w fandomach kontrowersje przekładów "Diuny" i "Władcy pierścieni". W "Słońcu w Chwale" imiona bohaterów raz były tłumaczone, raz nie (z jednej strony np. Jerzy i Ryszard York, z drugiej strony Isabel i Anne Neville), dodatkowo przydomek Warwicka "Twórca Królów" został przetłumaczony na "Królodzieja" wbrew polskiej historiografii.


Niestety, ta książka utwierdziła mnie w przekonaniu, które żywię od lektury "Korony śniegu i krwi", że kobiety zwyczajnie nie nadają się do pisania wielowątkowych sag historycznych, wypełnionych bezwzględnymi intrygami i krwawymi wojnami. Nawet utalentowane pisarki nie czują, zdaje się, klimatów gry o tron i odnoszę wrażenie, że przeciętny pisarz fantasy z Fabryki Słów lepiej poradziłby sobie z tą historią. Teraz już rozumiem, czemu Philippa Gregory wolała się skupić na POV pojedynczych bohaterek, zwyczajnie znała swoje limity.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

9ec8d5fb-54f6-4540-b7d4-2df9922d2f3e

Zaloguj się aby komentować

306 + 1 = 307


Tytuł: Pragnienie

Autor: Marina Yuszczuk

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Echa

Format: książka papierowa/audiobook

ISBN: 9788383820286

Liczba stron: 208

Ocena: 3/10


XIX wiek. Mająca już na karku parę stuleci wampirzyca z Europy Południowo-Wschodniej ucieka ze Starego Kontynentu w obawie przed łowcami wampirów i trafia do dynamicznie rozwijającego się Buenos Aires. Przez kilka dekad bezkarnie poluje na ludzi, jednak gdy pewnego dnia zabija młodzieńca z wpływowej rodziny, sama staje się zwierzyną i musi wycofać się do bezpiecznego schronienia.


Ponad 100 lat później Alma, młoda rozwódka z dzieckiem, przeżywająca powolną śmierć matki, przypadkowo wybudza wspomnianą wyżej wampirzycę. Bestia znów rozpoczyna polowanie na mieście. Podczas gdy mieszkańcy Buenos Aires odczuwają strach przed niezidentyfikowanym seryjnym mordercą, Alma pragnie jedynie ponownie spotkać się z wampirzycą...


Jeśli ten opis zachęcił kogokolwiek z was do przeczytania tej powieści, mam smutną wiadomość - zmęczona po całym tygodniu roboty, w parę minut stworzyłam o wiele lepszy tekst, niż pani Yuszczuk w trzy lata. "Pragnienie" to powieść pozująca na ambitną literaturę, jednak literackie nagrody dostaje jedynie za modny w libkowych kręgach intelektualnych wątek lesbijski, bo poza tym zwyczajnie ssie.


Pierwszym głównym mankamentem powieści jest fabuła. Historia wampirzycy jest nudna i nic nie wnosi do wampirzego lore, co nie dziwi, bo stanowi zlepek (tak, zlepek - nie luźne nawiązania, nie trawestację) kanonicznych wampirycznych historii - czarnej legendy Elżbiety Batory, "Draculi", "Carmilli" i "Wywiadu z wampirem". W tej części na plus wyróżnił się jedynie krótki wątek Leonory, nie na tyle jednak, bym miała podwyższyć powieści ocenę końcową - motyw zamordowanej i zmienionej mimo woli w wampirzycę dziewczyny, która swoją nową naturę wykorzystuje do zemsty na dawnych oprawcach, lepiej przedstawiła Stephenie Meyer w "Zaćmieniu" https://m.youtube.com/watch?v=IHWw3kx4OWA. Druga część powieści, skupiająca się na życiu codziennym Almy, jest jeszcze gorsza - do połowy nudna obyczajówka, zamienia się w festiwal robienia kurtyzany z logiki, gdy tylko na horyzoncie pojawia się wampirzyca.


Jak można się spodziewać po powyższym akapicie, kreacja bohaterek stoi na tym samym, bardzo niskim poziomie, co fabuła. Wampirzyca to takie tamagotchi z piosenki Taco, tylko że zamiast "pić, jeść, spać", działa w trybie "pić, roochać". Nie jest więc ani ciekawą protagonistką, której można kibicować, jak np. Selena z "Underworld", ani wzbudzającą fascynację antagonistką jak Dracula. Alma zaś to zwyczajna bezrefleksyjna idiotka, może lepiej by wypadła, gdyby autorki nie piliło jak najszybciej spiknąć ją z lesbijską wampirzycą, bez względu na sens fabuły i prawdopodobieństwo psychologiczne postaci.


Autorka tak jak nie potrafiła stworzyć dobrej historii ani interesujących bohaterów, tak nie zdołała też przenieść na papier klimatu rodzinnego miasta - jeśli ktoś myśli, że czytając tę książkę poczuje klimat Buenos Aires tak, jak u Zafona można było poczuć klimat Barcelony, to się srogo zawiedzie.


Naprodukowałam się, żeby zjechać tę powieść, a prawda taka, że użytkownik Goodreads o nicku H.Sapiens w dwóch zdaniach lepiej podsumował tę książeczkę, cytując:


"Szukacie ciekawej historii o wampirach?

Szukajcie dalej "


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

6344c1d1-9d1d-4928-a2da-87be07dd4ba8

Zaloguj się aby komentować

215 + 1 = 216


Tytuł: Wołanie kukułki

Autor: J. K. Rowling

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Format: audiobook

ISBN: 9788327159250

Liczba stron: 456

Ocena: 4/10


Mieszkający we współczesnym Londynie Cormoran Strike, prywatny detektyw ledwo wiążący koniec z końcem, nieoczekiwanie dostaje lukratywne zlecenie od brata zmarłego kolegi ze szkoły i zaczyna badać okoliczności z pozoru samobójczej śmierci supermodelki Luli Landry, przyrodniej siostry zleceniodawcy. Razem z zatrudnioną na czarno asystentką Strike zagłębia się w sprawę i odkrywa, że podejrzenia klienta, które początkowo zbywał jako wyraz zrodzonej z głębokiego żalu paranoi, mają pokrycie w rzeczywistości…


Przegadana i rozwleczona generyczna obyczajówka z wątkiem kryminalnym. Można przeczytać z nudów, ale podczas spontanicznego wypadu do Empiku da się wyhaczyć znacznie lepsze kryminały. Gdyby nie nazwisko Rowling, książka (i nie oszukujmy się, reszta serii pewnie też) nie osiągnęłaby nawet 1/3 swojego późniejszego rozgłosu.


4 tylko za Cormorana, który, trzeba to przyznać, rzeczywiście jest interesującą personą, aż szkoda go na taką słabą literaturę.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

5718854f-a14d-4ab1-abf7-626fa759446c

Zaloguj się aby komentować

210 + 1 = 211


Tytuł: Córka Twórcy Królów

Autor: Philippa Gregory

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Książnica

Format: audiobook

ISBN: 9788324580897

Liczba stron: 440

Ocena: 5/10


Izabela i Anna Neville, córki Ryszarda Neville’a, 16. hrabiego Warwick, który do historii przeszedł pod przydomkiem „Twórcy królów”, na własnej skórze doświadczyły wygórowanych ambicji ojca. Po tym, jak Warwick zwrócił się przeciwko Edwardowi IV, którego pomógł wynieść na tron, Neville’ówny stały się pionkami w politycznej rozgrywce starego i zostały wydane za potencjalnych pretendentów do angielskiej korony – Izabela za Jerzego Yorka, księcia Clarence, młodszego brata Edwarda IV, a Anna za księcia Edwarda Westminstera, jedynego syna zdetronizowanego Henryka VI.


Porażka Neville’a i Lancasterów sprawiła, że Anna znalazła się w tarapatach. Była wdową po przegranym wrogu i sierotą po zdrajcy, co czyniło z niej w rodzinnym kraju personę non grata. Ze względu na dość jeszcze młody wiek, trafiła pod opiekę królewskiego szwagra, która to bardzo szybko zamieniła się w areszt domowy, gdyż Clarence zaczął robić podchody, aby przejąć znaczny majątek owdowiałej szwagierki. Kiedy wydawało się, że pozbawiona jakiegokolwiek wsparcia Anna zostanie okradziona przez siostrę i jej męża i zamknięta na resztę życia w klasztorze, w jej życiu niespodziewanie pojawił się kolega z lat dziecinnych Ryszard, książę Gloucester, przystojny młodzieniec, sprawiający wrażenie szczerze zainteresowanego Anną…


Tak jak się tego spodziewałam, po dobrej Czerwonej królowie, w kolejnym tomie królewskiej sagi spadek poziomu. Córka Twórcy Królów nie wyrasta ponad przeciętność, a to dlatego, że autorka, mając ponownie dobry materiał na ciekawą, niejednoznaczną moralnie postać – żonę niesławnego Ryszarda III – nie podołała kreacji pełnokrwistej protagonistki. Losy i postać Anny są ciekawe jedynie do momentu, w którym wychodzi za mąż za Gloucestera, bo potem nasza heroina zamienia się w zabobonną histeryczkę, w każdym pierdzie węszącą uroki rzucane przez szwagierkę, „złą” królową Elżbietę Woodville. Nawet w ostatniej części przedstawiającej królewski etap życia Anny, ta bardziej była zajęta mentalnym robieniem w gacie ze strachu przez szwagierką i jej najstarszą córką, niż rządzeniem albo intrygami.


Muszę przyznać, że oprócz Czerwonej królowej, plantagenecka część cyklu historycznego Philippy Gregory okazała się pewnym rozczarowaniem. Na razie robię sobie przerwę od tej autorki, wrócę do niej za jakiś czas.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

f046da58-63ff-4e15-a3e4-b071bd2fe4f2

Zaloguj się aby komentować

RIP https://www.hejto.pl/uzytkownik/myrmekochoria


Szkoda tomka, bo robił ciekawe wrzuty, ale z drugiej strony sam kiedyś uznał, że mu na hejto i vikop atencja się nie zgadza jak na reddicie, więc ziobro zdziwienia, że odszedł


#nekroblog #znikajacyuzytkownicy #zniknieciuserzy

@Vampiress hmmm... ja rozumiem, że udzielamy się tu po coś. Łechtamy swoje ego itd. Ale, żeby aż takie parcie mieć, żeby usuwać konto, bo jest za mała atencja? Ja trochę z tego powodu straciłem połowę szacunku do moll. Bo jednak wyszło na to, że woli być na vikop, bo ma tam więcej uwagi. A lubiłem ją ehhh

@Vampiress Ciekawi mnie jak te wirtualne plusiki przekładają się na sukces w życiu osobistym i zawodowym Albo nawet internetowym.


Wrzucanie czyichś fotografii z krótkim opisem nie jest atencją wobec użytkownika, tylko wobec treści którą w sumie tylko przekleja. Nie rozumiem co za różnica czy to zbierze 10 plusów czy 2 tysiące.


Sam używam reddita i upvotuję dużo rzeczy, w tym historyporn, ale jakbym miał wymienić z pamięci jednego użytkownika, to nie wymienię. Tyle z tej ich atencji. To prędzej na takich hejto ciężej ich zastąpić, a na reddicie nie on, to kto inny wrzuci, nikt tam w nick nie patrzy.

Zaloguj się aby komentować

@Vampiress Ja wiem, że turecki chlebek taki prosto z pieca jest rewelacyjny, ale jak można żreć ponad pół kilo chleba dziennie xD

@Vampiress Niektóre różnice mogą wynikać z definicji chleba. Nie chce mi się wierzyć, że hindusi zjadają średnio 1.75kg rocznie, jeśli wliczyć w to popularne chlebki niewyrastające w rodzaju naan czy roti.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

W związku z ostatnią aferą na #wykop i obecnie skromną jeszcze falą imigrantów z tamtego portalu zauważyłam, że w komentarzach pod postami nowoprzybyłych potrafi się robić taki pasywno-agresywny klimat. Tutaj przykład https://www.hejto.pl/wpis/vikop-ru-wprowadzil-rozne-quot-weryfikacje-quot-kont-i-trzeba-na-koncu-podac-num


Teraz jest dobra okazja, żeby przyciągnąć nowych użytkowników i rozwinąć portal, ale taka jawna pogarda do dawnych wykopków w komentarzach za to tylko, że siedzieli na wykopie i napisali, co tam się odjaniepawla, raczej nie zachęci nikogo do przeniesienia się tutaj na stałe. Prędzej utwierdzi tych, co tam jeszcze pozostali, w przekonaniu, że hejto to ksenofobiczny krąg wzajemnej adoracji i nie warto tutaj zaglądać ani tym bardziej zakładać konta. Nie wspominając o tym, że trąci to hipokryzją, jak użytkownicy, co sami byli aktywni na vipok przed 2.0 i przeszli tutaj podczas wielkiej emigracji, przywalają się do innych, że są z wypoku.


Dlatego taki apel, dopóki nie widzicie wpisów i komentarzy nowych użytkowników naruszających wszelki rigcz, wstrzymajcie konie i nie wyskakujcie do ludzi z pretensjami, że piszą o albo są z wykopu. Nie chcecie widzieć wzmianek o portalu biaukova, to wrzućcie powiązane tagi na czarno i elo.


#przemyslenia #hejto

No hej, jestem wykopowiczem, który założył tutaj konto na samym początku istnienia portalu, ale przyznaję, że nie korzystałem jakoś specjalnie. Z powodu strajku próbuję na nowo wsiąknąć w hejto, ale nie potrafię nawigować po tej stronce na komputerze. Jest dla mnie strasznie nieczytelna. Jak wy sobie z tym radzicie? Nawet nie chodzi mi o porównania z wykopem, bo jak sobie wejdę na jakieś losowe obce fora to takiego problemu z nawigowaniem i przyswajaniem treści nie mam, a tutaj jednak takie zjawisko występuje.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Update do mojego ostatniego wpisu o Eleven Reader https://www.hejto.pl/wpis/ktos-tu-korzysta-z-eleven-reader-jak-wrazenia-z-uzytkowania-na-codzien-odpalilam o który nikt nie prosił i nikt nie potrzebował, ale może i tak się komuś przyda.


Dzisiaj przesłuchałam sobie ok. 2 h audiobooka czytanego przez AI Fronczewskiego i nawet daje radę. Poziom Gosztyły i Kosiora albo audioserali to to nie jest, wiadomo, ale już takich przeciętnych lektorów pokroju Żołądkowicza tak. Potrafi się wykrzaczać na nazwach własnych, które raz czyta poprawnie, a raz nie, oraz gdy ebook jest dziwnie sformatowany.


Jak ktoś ma potężną listę do przeczytania, złożoną głównie z pozycji niedostępnych na #audioteka #storytel #bookbeat, to abonament nawet się opłaca. A jak ktoś woli szukać audiobooków na chybił trafił, to lepiej zostać przy ww. appkach.


#audiobooki #ksiazki #czytajzhejto

Z głosów oprócz Fronczewskiego, jeszcze John Wayne się u mnie przyjął. Gdyby to kosztowało dychę miesięcznie, to byłbym abonentem. Niestety kosztuje tyle, co abonament storytel, a to trochę bez sensu.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Jakiś czas temu Łukasz Orbitowski, pisarz dość chętnie dzielący się przemyśleniami w social mediach, nawiązał współpracę z Lubimyczytać i zaczął wrzucać tam w formie felietonów swoje refleksje o życiu, wszechświecie i całej reszcie. No i ostatnio popełnił felieton o tym, że czytanie na siłę określonej liczby książek, bo się chce zwyciężyć w jakimś internetowym rankingu, to w sumie słabe jest, bo nie pozwala się cieszyć lekturą. I zrobiła się z tego drama, bo się użytkowniczki tego portalu poczuły urażone implikacją, że czytają na akord i teraz jeżdżą po autorze w komentarzach.


Normalnie beka z typiar xDD Bo Orbitowski ma rację, są osoby, dla których czytanie dużej liczby książek jest naturalne (pozdrawiam Wujka ), ale takie zesrańsko o parę słów prawdy świadczy o tym, ile na LC jest pokemonów, co czytają 2137 książek na rok pod publiczkę.


Link: https://lubimyczytac.pl/aktualnosci/22659/jak-nie-czytac-ksiazek?editor_preview=0


#gownowpis #ksiazki #lubimyczytac

Według mnie ma rację, tyle co się na cieciówie naczytałem nie ma żadnego przełożenia na to kim jestem i jak skończyłem, kumpel w podobnej sytuacji do mojej tak samo, ot hobby dla zabicia czasu jak każde inne.

Zaloguj się aby komentować

147 + 1 = 148


Tytuł: Czerwona królowa

Autor: Philippa Gregory

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Książnica

Format: e-book

ISBN: 9788324579211

Liczba stron: 384

Ocena: 7/10 (dobra)


Małgorzata Beaufort nie miała łatwego życia. Osierocona przez ojca w niemowlęctwie, ze względu na swoje królewskie pochodzenie stała się pionkiem w rozgrywce rodziny panującej. W wieku 12 lat została wydana za mąż za walijskiego arystokratę również będącego królewskiego pochodzenia, Edmunda Tudora. Rok później, już jako wdowa, Małgorzata urodziła syna, Henryka, co nawet w średniowiecznej Europie było uznawane za zbyt wczesne macierzyństwo (z reguły czekano ze skonsumowaniem małżeństwa do czasu, aż dziewczyna osiągnie mniej więcej 15 rok życia – to wiek, w którym organizm kobiety staje się na tyle silny, by podołać trudom porodu). Jakkolwiek Małgorzata Beaufort byłaby w tym wieku gotowa psychicznie na macierzyństwo, nie dane jej się było nim nacieszyć, bowiem szybko została wydana ponownie za mąż i na lata rozdzielona z synem. Nikt wówczas nie przypuszczał, że w wyniku bratobójczej Wojny Dwóch Róż młody Tudor zasiądzie w przyszłości na tronie…


Już przy okazji czytania części tudorowskiej zauważyłam, że poziom tomów cyklu o władcach Anglii autorstwa Philippy Gregory przypomina trochę sinusoidę. I tak po słabej i w wielu miejscach obrażającej inteligencję czytelnika Białej królowej, Czerwona królowa trzyma wysoki poziom. Największa w tym zasługa kreacji postaci. Małgorzata Beaufort to antybohaterka, wobec której ciężko przejść obojętnie. Religijna fanatyczka, jednocześnie ambitna i pazerna na władzę jak Lady Makbet, od początku marzy by rządzić, wpierw samodzielnie, później poprzez syna. W decydującym momencie gry o tron nie waha się przed krwawymi intrygami. Ciekawy kontrapunkt dla jej manii wielkości i machinacji stanowią równie barwne postaci jej dwóch kolejnych mężów – Stafforda, melancholijnego pacyfisty o dużej przenikliwości, bohatera bardzo podobnego do Ashleya z Przeminęło z wiatrem, oraz Stanleya, kutego na cztery nogi cwaniaka i intryganta zawsze umiejącego się znaleźć na fali.


Postacie wyszły świetnie, lecz niestety, przez większość czasu akcji brak większej dynamiki, prawdziwie rozkręca się dopiero pod koniec. Wynika to trochę z pomysłu na całą serię – ostatecznie historia opowiadana jest z perspektyw kobiet, które w części dotyczącej Wojny Dwóch Róż znalazły się na drugim planie. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że za temat tego konfliktu powinien się wziąć ktoś, kto rozpisałby od razu całą sagę. Najlepiej mężczyzna, bo imho kobiety nie umieją w tematykę bitewną


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

e18c47a3-4225-4171-a405-f29393b51cdf

Zaloguj się aby komentować

@Vampiress na tym pierwszym można zmienić z psa na dziecko i będzie identycznie xD


Możesz mieć milion zabawek a i tak najlepszy okaże się klapek, folijka jakaś itp

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować