#memy #heheszki #humorobrazkowy #walaszek #wampirytoswiry


Matrix: Remanent
#memy #heheszki #humorobrazkowy #walaszek #wampirytoswiry

Zaloguj się aby komentować
Ktoś tu korzysta z Eleven Reader? Jak wrażenia z użytkowania na codzień?
Odpaliłam sobie na próbę ebooka czytanego przez AI Fronczewskiego i jak na AI nie było źle, nie wiem, czy to już czas pozbyć się #audioteka i #storytel.
#audiobooki #lektor #ai #elevenlabs #ksiazki
@Vampiress Ehh, ja się niestety umęczyłem. W teorii jest bardzo dobrze, puszczając fragmenty czasami się człowiek nie może nadziwić, że tak dobrze to działa. Ale, niestety zawsze jest ale.
Nie płynie się przez utwór. Czytanie jest monotonne, jednostajne, bez rytmu. Czasami mam wrażenie, że zupełnie ignoruje istnienie przecinków, bo leci jak głupie, a akcentuje tylko zdania. Najbardziej boli jednak wymawianie wszelkich imion postaci, miejsc, krain, gatunków, no zwyczajnie nazwy własne kuleją. Nie mają też żadnej spójności, jak mu się wymyśli tak czyta. A potrafi tą samą nazwę deklamować na różne sposoby, wystarczy że pojawi się apostrof. Przesłuchałem tak pół tomu Wiedźmina i się zmęczyłem. Od razu wróciłem do normalnej wersji. Niemniej im mniej fikcyjnych nazw tym lepiej powinien ogarniać.
Te małe gówna tak mnie wybijają z rytmu, że zauważyłem skupianie się właśnie na tym "co i jak mówi", a nie na treści.
Lata temu jak oglądałem 10 razy każdą złotówkę korzystałbym pomimo tych niedogodności. Bo nie jest to dyskwalifikujące, a tylko nieco wybijające i irytujące czasami. Dzisiaj wolę nie i czasami poczekam sobie na jakąś książkę dopóki nie omiotę obecnej subskrypcji z interesujących mnie pozycji, żeby przejść w drugą. Ewentualnie czasami wspomogę się piratem, a jak mnie ściśnie to już c⁎⁎j, odpalę trzecią subskrypcję jednocześnie xd
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
105 + 1 = 106
Tytuł: Carol
Rok produkcji: 2015
Kategoria: Melodramat
Reżyseria: Todd Haynes
Czas trwania: 1h 58m
Ocena: 5/10
W Ameryce lat 50. młodziutka kasjerka nawiązuje romans ze szczupłym milfem.
Nieciekawy film, swego czasu wynoszony na piedestał tylko dlatego, że opowiadał o romansie dwóch lesbijek, no i Weinstein hojnie sypnął na promocję tego dzieła. Historia ani przez moment nie wzbudza większych emocji, no może poza wkurzeniem na główną bohaterkę - Carol to lesbijski odpowiednik matki Karyny, która co chwila zmienia konkubentów, a potomstwem z kolejnych związków traci zainteresowanie ledwie nowy fagas pojawi się na horyzoncie.
Technicznie poprawny, aktorsko też, tylko z karnym qtasem dla Cate Blanchett za przerysowanie tytułowej postaci.
Po seansie tak sobie myślę, że 10 lat temu powinien był powstać wreszcie porządny biopic Audrey Hepburn, bo kandydatkę do roli mieli idealną - Rooney Marę. To byłby film wart obejrzenia. Niestety, nie powstał, a obecnie Rooney jest już po 40. i szansa na rolę Audrey minęła.
Dostępny na CDA.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #wieczorzwampirem

No jest to dzieło, zresztą najlepsze filmy Haynes nakręcił gdy inspirował się klasycznym melodramatem amerykańskim jak w 'Daleko od nieba" i "Carol". Akurat Haynes po prostu brał nieprzyjemne tematy dla klasy średniej z lat 50./60. i kręcił na kanwie tego fabułę - w "Daleko..." to był romans z czarnoskórym, a tu romans z kobietą.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
113 + 1 = 114 - naprawa licznika
Tytuł: Biała królowa
Autor: Philippa Gregory
Kategoria: powieść historyczna
Wydawnictwo: Książnica
Format: e-book
ISBN: 9788324578818
Liczba stron: 480
Ocena: 4/10
W 1464 roku Elżbietę Grey de domo Woodville ciężko było uznać za dobrą partię – miała już 27 lat, dwóch osieroconych synów i żyła na garnuszku rodziców, bowiem majątek po zmarłym mężu zagarnęła jej teściowa. Niespodziewanie jednak Elżbieta zwróciła na siebie uwagę Edwarda IV, świeżo ukoronowanego króla z rodu Yorków, który pod wpływem gorącego uczucia zdecydował się na czyn w owej epoce niewyobrażalny, mianowicie poślubił zubożałą wdowę. Ożenek ów wywołał nie tylko skandal na dworze królewskim, ale też stał się przyczynkiem do nowej fazy Wojny Dwóch Róż, bowiem dotychczasowy zwolennik Yorków, earl Warwick, zmienił strony i zaczął wspierać zdetronizowanego Henryka VI. Chociaż ostatecznie w tej fazie konfliktu między Plantagenetami Edward IV znów zatriumfował, nikt nie spodziewał się, jak szybko skończy się pokój…
Z dotychczasowo przeze mnie przeczytanych tomów cyklu o Plantagenetach i Tudorach, Biała królowa jest najsłabsza.
Przede wszystkim, autorka nie dowiozła do końca kreacji głównej bohaterki. Elżbieta Woodville oceniana jest przez historyków raczej negatywnie, jako nadambitna parweniuszka, która królową została umiejętnie manipulując napalonym młokosem, a jako monarchini dbała przede wszystkim o interes własnej rodziny i była na tyle krótkowzroczna, że zraziła do siebie i rodu Wooville’ów większość angielskiej arystokracji. Był więc materiał na stworzenie wzbudzającej silne emocje antybohaterki, takiej jak Anna Boleyn w Kochanicach króla tej samej autorki. I owszem, chociaż nadmiaru ambicji protagonistce odmówić nie można, to poza tym nie budzi ona w czytelniku żadnej reakcji, ani pozytywnej, ani negatywnej, ciężko jej kibicować, ale też zżyć się z nią na tyle, by współczuć jej straty kolejnych członków rodziny. Elżbieta Woodville trochę jest bo jest, i tyle.
Biała królowa jest też ogólnie kiepsko napisana. Dużo irytujących powtórzeń, ze wzmianek o Meluzynie albo nienawiści protagonistki do braci męża można by sobie było zrobić alkoholowe bingo. Strasznie mnie irytuje, jak autor zakłada, że potencjalny czytelnik to emeryt z demencją i powtarza wszystko po 2137 razy – jeśli na pierwszych stronach dostaję jakąś informację, to pamiętam o tym przez resztę powieści!
Zirytowało mnie też znaczne (o wiele większe, niż we Władczyni rzek) rozdmuchanie wątków fantastycznych, tutaj zakrawające już o robienie z czytelnika debila, gdyż kobiety z rodu Woodville zostały przedstawione niemal jak czarodziejki w Wiedźminie, zabrakło im tylko, by ciskały kulami ognia. Ogólnie, jeśli chodzi o logikę świata przedstawionego i wydarzeń, to Biała królowa jest z nimi na bakier. O ile są wątki, w których licentia poetica Philippy Gregory była w miarę sensowna, tak były też takie, na które można było zareagować jedynie facepalmem (np. nienawiść Cecylii York do pierworodnego syna tak wielka, że kobieta była gotowa rozgłaszać, iż król był bękartem, byle koronę dostał jej drugi syn).
Jedyne, co tę książkę ratuje, to tocząca się na drugim planie Wojna Dwóch Róż. Podczas lektury pomyślałam sobie, że historia tego konfliktu zbrojnego byłaby świetnym materiałem na wielowątkowy cykl historyczny w stylu Królów przeklętych Maurice’a Druona. Sprawdziłam Google i niestety, wydaje się, że oprócz Gregory i leniwego grubasa Martina żaden autor nie dostrzegł w „wojnie kuzynów” wystarczającego potencjału na stworzenie historycznej sagi.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter

Matko bosko, ile ona tych książek napisała, wszystko o historycznych kobietach?
@JapyczStasiek 15 tomów cyklu o ostatnich Plantagenetach i Tudorach, trylogia Wideacre, trylogia (w PL) Zakon Ciemności i 5 standalones https://pl.wikipedia.org/wiki/Philippa_Gregory#Tw%C3%B3rczo%C5%9B%C4%87 Trochę tego jest xD
Ja czytałam 1 tom Wideacre i 7 tomów o Tudorach, a teraz nadrabiam część o Plantagenetach, więc jeszcze będzie 6 wpisów odnośnie tej autorki na tagu
Zaloguj się aby komentować
@Vampiress #3 U mnie to jeszcze: "nagrasz mi Hostages na dyskiekę?"
Zaloguj się aby komentować
88 + 1 = 89
Tytuł: La La Land
Rok produkcji: 2016
Kategoria: Melodramat / Musical
Reżyseria: Damien Chazelle
Czas trwania: 2h 6m
Ocena: 5/10
W oczekiwaniu na sławę i bogactwo początkująca aktorka i pianista grający do kotleta wchodzą ze sobą w związek.
Pamiętam jeszcze hype towarzyszący tej produkcji w czasie jej premiery i później, gdy zgarnęła parę Oscarów.
Zapewne widać to po ocenie, imo jeden z najbardziej przehype'owanych filmów tego wieku (ofc do chwili obecnej).
Największą zaletą tego dzieła są oczywiście przepiękne, przywodzące na myśl obrazy zdjęcia.
A co do reszty:
Fabuła i akcja - historia tak banalna, że bardziej już się nie dało, w dodatku z końcówką naciąganą jak guma od gaci - myślę, że takie samo przesłanie filmu można by zapodać bez maxowania karier głównych bohaterów, czyli np. w sytuacji, gdzie ona nie jest gwiazdą kina, ale ma stałą rolę w serialu Netflixa, a on jest dalej miszczem keyboardu.
Romans - nie dość, że banalny do granic jak reszta scenariusza, to jeszcze zagrany bez szczypty chemii. Na dodatek kończy się nie z winy kolei losu, a prezentowanej przez Mię toksycznej logiki różowych pasków.
Wstawki musicalowe - patrząc okiem laika, to numery dobrze zatańczone, jednak powiązane z nimi piosenki nie zapadają w pamięć. Sceny śpiewu i tańca były wplatane do filmu na rympał, co było aż na zbyt dobrze widoczne i co odjęło dziełu naturalności - Chazelle naoglądał się starych musicali, ale nie wyniósł z nich nauki, że śpiewanie i taniec powinny wyglądać na spontaniczne popisy postaci. Najnaturalniej i najlepiej wyszły pozbawione pląsania sceny jazzowe. Dodatkowo muszę zauważyć, że Stone i Gosling raczej nie mają warunków wokalnych do musicali - może nie miauczą jak Sanah, ale gdyby mieli zagrać w podobnym dziele w latach 50., wytwórnia na bank załatwiłaby zawodowych wokalistów by podłożyli głosy w postprodukcji.
W pewnej scenie na początku pojawiła się kobieta, którą mylnie wzięłam za Ditę von Teese i weszłam sobie na stronę La La Land na angielskiej Wiki sprawdzić obsadę. Przy okazji zerknęłam też na resztę artykułu i zdziwiłam się czytając, jak to film ten uznawany jest za "współczesnego klasyka" i doczekał się czczącego go fandomu. Jakoś nie spotkałam jeszcze osoby, która autentycznie jarałaby się tym filmem i myślę, że za parę dekad przepadnie on w mrokach niepamięci. A to dlatego, że La La Land zdaje się cierpieć na podobną przypadłość, co recenzowany już przeze mnie na łamach tagu Mank Finchera - Chazelle tak mocno zapatrzył się w kino Złotej Ery (w tym przypadku musicale) i tak mocno do niego nawiązywał w swoim dziele, że wyszedł mu w tym względzie niewypał, nijak nie mogący rywalizować z dziełami, dla których jest hołdem.
Dostępny na filmanie.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #wieczorzwampirem

Te wampiry to w ogóle uczuć nie mają ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
@starszy_mechanik no oczywiście że nie, nie oglądałeś Van Helsinga?
Jezu ten film to dla mnie był jeden z większych WTF - wszyscy z zachwytu pierdzieli a to taki gniot, że aż zęby bolą. I nigdy nie zapomnę tych fatalnie zdubbingowanych fragmentów wokalnych XD
Też nie kumam popularności tego filmu wtedy - może ceniony za klasyczne podejście, bo przecież pop-jazz to taka awangarda dla Amerykanów? Nie wiem, zgaduję. Nie zamierzam powtarzać seansu, pamiętam jak się męczyłam by obejrzeć całość - chyba z trzy razy podchodziłam zanim udało się skończyć.
Zaloguj się aby komentować
#ciekawostki #wiadomoscipolska #biedronka #lidl

@Vampiress
Lidlowi wystarczyłoby pokazać zdjęcia porównawcze zastawionych alejek w Biedronce i porządku w Lidlu.
@cyberpunkowy_neuromantyk ten porządek w Lidlu to już niestety przeszłość, ostatnio zaczynają się ścigać z Biedronką także pod względem syfu na sklepie.
@Vampiress
Chyba mam szczęście, ponieważ „mój” został niedawno otwarty i zachowuje standard, do którego jestem przyzwyczajony. : )
Zaloguj się aby komentować
Dziś dobre. Ten pierwszy, to o moim łokciu jest.
Zaloguj się aby komentować
#memy #heheszki #humorobrazkowy #wampirytoswiry
I trochę #czarnyhumor





OP delivered. Again.
@Earl_Grey_Blue Today OP was not a faggot.
Atak typu prompt injection 😅
4. Kąpał bym się. Wygląda przytulnie
Zaloguj się aby komentować
73 + 1 = 74
Tytuł: Służąca (oryg. Ah-ga-ssi, ang. The Handmaiden)
Rok produkcji: 2016
Kategoria: Czarna komedia / Erotyczny
Reżyseria: Chan-wook Park
Czas trwania: 2h 24m
Ocena: 7/10
Korea, lata 30. Młoda złodziejka zgadza się pomóc sprytnemu oszustowi uwieść japońską arystokratkę, by potem oboje mogli przejąć jej majątek, i w ramach owej pomocy zatrudnia się jako pokojówka wybranej ofiary. Sytuacja komplikuje się, gdy obie panie zaczynają czuć do siebie miętę.
Porypany, co nie powinno mnie było zaskoczyć, bo to koreańskie kino xD Sama intryga lvl 10/10, ale ten lesbijski romans trochę za grubymi nićmi szyty. Żal mi było Hrabiego.
Dodatkowe propsy za piękne zdjęcia i retro egzotykę.
Dostępny na filmanie.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #wieczorzwampirem

@Vampiress to na podstawie powieści brytyjskiej pisarki od les-branżówek Sarah Watsan, więc niesprawiedliwie zrzucasz wszystko na koreańskie kino
@Mahjong wiem, niemniej sam wybór tekstu do adaptacji można podciągnąć pod zakręcenie koreańskiego kina xD
A tak na poważnie, to całkiem udana adaptacja tekstu źródłowego z totalnie odmiennej kultury, chociaż podczas seansu czuć było nawiązania do europejskiej literatury.
Drugim filmem z tego rodzaju, który tak udanie przenosi tekst napisany w innych realiach kulturowych na realia kultury kraju produkcji filmu jest Ładunek 200.
Zaloguj się aby komentować
Kiedy zaczęli sprawdzać, na co poszły pieniądze z KPO, więc jesteś zmuszony podzielić się czymś z robakami pracownikami.
Link do oferty: https://www.pracuj.pl/praca/wsparcie-w-dziale-ksiegowosci-warszawa,oferta,1004549082
#pracbaza #januszebiznesu #januszex #panieareczku

@Vampiress Jak powiazales ten jacht z KPO?
Firma zajmuje sie leasingowaniem m.in. takiego sprzetu.
Sam polaczyles kropki? To pochwal się jak to zrobiłeś.
@Mikel ale się zesrałeś typie. To zwykła beka z absurdalnego benefitu na portalu z twarogiem.
@Vampiress To zjebales typie bo w tym gownie brakuje tagu #heheszki
Wyglada jak pocisk polityczny psychoprawicy na Tuska.
Wolam @bojowonastawionaowca zeby dodal note albo brakujacy tag bo zaraz sie to zrobi wpis polityczny, skoro zahacza o temat KPO. Aktualnie to klamliwe gowno urojone przez autora.
@Vampiress może śmieszne, ale u nas wyjazdy są głównie na jachty. Jakbyśmy mieli swój, to naprawdę gruby hajs by został w kieszeni.
A integracja jak się z kimś mieszka przez tydzień na 15 metrach kwadratowych, to jednak jest całkiem niezła.
@Amhon jak ja bym się zaczął integrować z ludźmi z pracy na jachcie to po kilku dniach, do portu wrócił bym sam
Ja w dwóch poprzednich pracach też miałem taki benefit.
Zaloguj się aby komentować
@Vampiress przedostatni, powinno być: "Whore, but it's pussying".
@eloyard bardziej cunting, chyba że ktoś rzeczywiście mówi że strasznie cipkuje xd
@Endrevoir kurde, nie rozumiem. Jakie to niby powiedzenie miało by być?
@Vampiress do tego pierwszego widzę jeszcze tekst, że cieszysz się na pójście do liceum, bo będziesz zaliczał Mature xd
@onpanopticon specjalisty od milfów zawsze warto posłuchać w tych kwestiach ^^
O 2 o mnei5
Zaloguj się aby komentować
67 + 1 = 68
Tytuł: Milczenie
Rok produkcji: 2016
Kategoria: Dramat historyczny
Reżyseria: Martin Scorsese
Czas trwania: 2h 41m
Ocena: 5/10
Japonia, XVII w. Dwóch portugalskich misjonarzy przybywa na wyspy by odnaleźć księdza, który w czasie prześladowań chrześcijan wyparł się swojej wiary.
Na Milczenie czaiłam się już jakiś czas, ale niestety, film mnie zawiódł. Piękne zdjęcia, ciekawa historia, lecz nudny jak flaki z olejem. Scorsese zrobił kino artystyczne, ale bez artyzmu, który zrekompensowałby niepotrzebnie wydłużoną o dobre 30-45 min historię.
Jest to moje osobiste wrażenie, ale ani przez moment nie odczułam dramatyzmu wydarzeń. Dla mnie równie dobrze na początku mogli zaszlachtować obu jezuitów, tyle mnie obchodzili. Dodatkowo, irytowała mnie gra Andrew Garfielda - w roli Sebastiana, jak na początku pobytu w Japonii się rozkleił, tak całą resztę filmu zagrał na tej samej, płaczliwej nucie. Może to właśnie sprawiło, że nie odczułam tak jego osobistej tragedii, gdy przyszło mu dokonać wyboru, który zaważył na reszcie jego życia, bo typ niemal cały czas miał łzy w oczach.
Jeśli szukacie filmu, po którym się nawrócicie, to na pewno nie będzie nim Milczenie.
Dostępny na filmanie.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #wieczorzwampirem

@Vampiress krytyczna ocena. U mnie ma 7/10 minimum, doceniam historię i rozterki głównego bohatera, nie było dla mnie dłużyzn, choć fakt, że film się lekko ciągnie, jest długi, też sądzę, że parę cięć nie zaszkodziłoby ale to mistrz Scorsese, więc w sumie oglądanie więcej jego twórczości to nie minus. Sama w sumie w trakcie oglądania zastanawiałam się czy to film o wierze, czy może bardziej o uporze,.
Zresztą zawsze to ciekawie zobaczyć represje wobec katolików, a nie na odwrót jak np. w "Misji".
Zaloguj się aby komentować
@Vampiress moralność to konstrukt społeczny Jak mawiał Nietsche. Każdy ma inną.
Oni są stówę do przodu - tak się buduję bogactwo.
Kilka takich rzeczy w miesiącu i tysiąc złotych się uzbiera. x 12 I jest 12k rocznie. Kupa siana.
@maly_ludek_lego mmm nietzsche, bohater przegrywów z syndromem głównego bohatera, dobry autorytet na życie
@Umypaszka Wiem o co Ci chodzi i poniekad sie zgadzam. Ale to tez autorytet wszelkich chujków co to kręcą wały. Just sayin'
W sensie tylko wyjaśniam 'lifehack', który odkryło wielu średniomoralnych ludzi.
Zaloguj się aby komentować
72 + 1 = 73
Tytuł: Mary Reilly
Autor: Valerie Martin
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Format: książka papierowa
ISBN: 8386530278
Liczba stron: 205
Ocena: 7/10 (dobra)
Retelling Doktora Jekylla i Pana Hyde’a opowiedziany w formie pamiętników spisanych przez tytułową bohaterkę, młodą służącą pracującą w domu Jekylla.
Parę tygodni temu TVP Kultura przypomniała ekranizację tej powieści. Niestety, natrafiłam tylko na urywek, obiecałam sobie jednak obejrzeć film w całości, zaś przed seansem sięgnąć po literacki pierwowzór.
Mary Reilly należy do tych bardzo rzadkich retellingów/fanfików klasyki, które znacznie przewyższają wartością literacką powieść, do której nawiązują. Doktora Jekylla recenzowałam już kiedyś na Hejto i powtórzę teraz to samo, co wówczas pisałam: chociaż doceniam nowatorski pomysł, to niestety, w dzisiejszych czasach styl Stevensona czyni z tej książki niemiłosierną ramotę. Pani Martin ma znacznie lepsze pióro i nie musiała się zbytnio wysilać, by stworzyć dojrzałą, realistyczną prozę, nie tylko świetnie portretującą życie służby u schyłku epoki wiktoriańskiej, ale też lepiej przedstawiającą postać samego Jekylla.
Przyznam jednak, że paru rzeczy mi w tej pozycji brakowało. Przede wszystkim dusznego, gotyckiego klimatu, który, jak zdążyłam zauważyć, miała ekranizacja. Inaczej został przedstawiony wątek miłosny – w filmie już po obejrzeniu paru minut można się było zorientować, że będzie stanowił główną siłę napędową, w powieści pozostał całkowicie w sferze platonicznej i mam wrażenie, że ucierpiał przez to dramatyzm książki, cały czas podczas lektury spodziewałam się naprawdę dramatycznego finału, który koniec końców nie nastąpił. Z tego względu moja ocena to tylko "dobra", gdyby fabuła była bardziej wyrazista, dałabym pewnie bdb.
Mimo to, uważam Mary Reilly za ciekawą pozycję, godną polecenia, zwłaszcza dla fanów opowieści o życiu służby, jak Służące do wszystkiego, czy (stricte brytyjskich) Downton Abbey albo Schodami w górę, schodami w dół. Wielka szkoda, że zarówno powieść Martin, jak i film z Malkovichem i Roberts zostały niemal całkowicie zapomniane.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter

Wow, film znam na wylot, ale nie wiedziałam o istnieniu książki. Dzięki za informację, będę szukać, lubię retellingi powieści gotyckich
Zaloguj się aby komentować
#heheszkipolityczne #usa #ropa #wampirytoswiry

I uprowadzili kotleta...
@Dzemik_Skrytozerca teraz go można znaleźć gdzieś na Mazurach
Zaloguj się aby komentować
53 + 1 = 54
Tytuł: Zwyczajna dziewczyna
Rok produkcji: 2016
Kategoria: Komediodramat
Reżyseria: Lone Scherfig
Czas trwania: 1h 57m
Ocena: 7/10
UK, czasy II WŚ. Młoda mężatka zatrudnia się jako scenarzystka. Razem z uprzedzonymi do niej (z wzajemnością) dwoma scenarzystami zaczyna pracować nad scenariuszem hitu kina wojennego.
Po ostatniej akcji trochę się cykałam wrzucać cokolwiek na filmowe tagi, no ale że film nie był o dymaniu milfów, to co może się stać
Przyzwoicie nakręcone i zagrane dzieło. Po opisach w necie można się spodziewać, że główna bohaterka to typowa dla współczesnego kina "silna i niezależna" feminazi, są to jednak obawy całkowicie bezpodstawne, bo reżyserka zapodała feministyczne wątki w strawnej formie.
Bruździło mi jedynie poprowadzenie wątków miłosnych tak, że kończyły się one i zaczynały w trybie instant i nawet wahałam się, czy nie powinnam przez to dać -0,5 pkt mniej, z czego ostatecznie zrezygnowałam, bo szkoda mi było zaniżać temu filmowi ocenę.
Dostępny na filmanie.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #wieczorzwampirem

Zaloguj się aby komentować
@Vampiress zacne memiki, milady.
Zaloguj się aby komentować