Zdjęcie w tle

Vampiress

Fenomen
  • 216wpisów
  • 2149komentarzy

Matrix: Remanent

397 + 1 = 398


Tytuł: Iluzjonista

Rok produkcji: 2006

Kategoria: Kostiumowy / Melodramat

Reżyseria: Neil Burger

Czas trwania: 1h 50m

Ocena: 5/10


Wiedeń, przełom XIX i XX wieku. Popularny iluzjonista wkruwia arcyksięcia, który nakazuje swojemu przydupasowi śledztwo w sprawie magika. Wkrótce wychodzi na jaw romans iluzjonisty z narzeczoną arcyksięcia.


Ocena 7,8 na Filmwebie sugeruje wybitny film, a Iluzjonista to owszem, świetnie zrealizowany technicznie, jednak bardzo banalny melodramat, gdzie nawet największy plot twist był wyświechtaną kliszą. Może lepiej by ten film wyszedł, jakby reżyser nie uparł się przepisywać oryginalnego opowiadania i europejskiej historii.


Dostępny na CDA premium.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #wieczorzwampirem

370d418e-8d02-497f-8b54-0d8d12a914a6

Zaloguj się aby komentować

523 + 1 = 524


Tytuł: Poławiacz

Autor: John Langan

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Vesper

Format: książka papierowa

ISBN: 9788377314173

Liczba stron: 341

Ocena: 7/10


Abe’a i Dana łączą trzy rzeczy: obaj pracują w tej samej firmie, obaj przedwcześnie owdowiali i aby poradzić sobie z tragediami w życiu osobistym, w wolnym czasie zaczęli oddawać się wędkowaniu. Na miejscówkę dla kolejnej z wypraw wędkarskich obierają trudno dostępny Potok Holendra. Kiedy od właściciela przydrożnej knajpy słyszą przedziwną i mrożącą krew w żyłach historię, jaka rozegrała się w okolicach Potoku prawie wiek wcześniej, nie przypuszczają, że na miejscu czeka ich o wiele gorszy koszmar…


Klimatyczna historia o dość rzadko spotykanej w gatunku szkatułkowej narracji. Powiedziałabym jednak, że bardziej niż z dorobku Lovecrafta, Poe’go i Melville’a, powieść czerpie inspiracje z twórczości współczesnych amerykańskich mistrzów horroru, Kinga i zmarłego niedawno Simmonsa. Plus, tych inspiracji jest na tyle dużo, że trochę ciężko uznać Poławiacza za objawienie literackie (co usilnie sugeruje wydawca).

W opozycji do recenzentów tej powieści na LC, za najlepszą część książki uważam opowieść Howarda, jak dla mnie jest kompletna i najmroczniejsza, wątek Abe’a i Dana równie dobrze można by wyciąć (mimo iż lepiej spaja historię).


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

7023c076-363d-40b3-befe-de3dfd19e709

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@FriendGatherArena

Jakie roleczki?


Zasadniczo nie rozumiem skąd tyle hejtu dostawałem/dostaje na moje wpisy.

Zarzucam kontent który jest piorunowany, ankiety miały ogromne wzięcie, starałem się nie obrażać użytkowników.¯\_(ツ)_/¯


Ja rozumiem, że hejto nie musi być kółkiem wzajemnej adoracji, ale szczerze uważam, że przyczyniłem się do rozruszania serwisu... Naprawdę nie rozumiem nastawienia pewnych użytkowników. ¯\_(ツ)_/¯


Myślicie że ciekawsze jest np ciągle wołanie @bojowonastawionaowca aby coś o owcach mu pisać?

Zaloguj się aby komentować

515 + 1 = 516


Tytuł: Sekret indygo

Autor: Natasha Boyd

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Format: e-book

ISBN: 9788383716961

Liczba stron: 434

Ocena: 7/10


Karolina Południowa, 1739 rok. Eliza Lucas, 16-letnia córka pułkownika armii brytyjskiej i plantatora, dostała od ojca w zarząd trzy rodzinne plantacje, w tym dwie mocno obciążone hipoteką. W obliczu kłopotów finansowych rodziny Lucasów, potęgowanych dodatkowo przez niezbyt sprzyjającą sytuację gospodarczo-polityczną w brytyjskich dominiach w Ameryce Północnej, panna Lucas zaczęła na jednej z plantacji eksperymentować z uprawą nasion indygowca, używanego w owych czasach do pozyskiwania barwnika indygo. Chociaż sukces w uzyskaniu indygo pomógłby Lucasom odbić się finansowo, młoda plantatorka nie mogła spodziewać się, jak wyboista okaże się droga do sukcesu…


Sprawnie napisana i interesująca powieść historyczna o zapomnianej już dzisiaj postaci, której działalność miała niebagatelny wpływ na rozwój ekonomiczny amerykańskiego Południa.


Chociaż większość wydarzeń opisanych w książce pokrywa się z życiorysem panny Lucas na anglojęzycznej Wikipedii, tak nie mogłam nie zauważyć, że pewne wątki ujęto w zgodzie z obecnymi prądami społecznymi. Największe wątpliwości, zaraz po (z tego, co się zdążyłam później zorientować, całkowicie zmyślonym) wątku niewolnika Bena i jego „relacji” z Elizą Lucas, wzbudziło we mnie podkreślanie co i rusz, jak wielkie kontrowersje wywoływało prowadzenie plantacji przez kobietę i na jak wielki ostracyzm naraziło protagonistkę. Nie doktoryzowałam się z obyczajów XVIII-wiecznego amerykańskiego Południa, wydaje mi się jednak dość naciągane, że kobieta prowadząca plantację pod nieobecność męża bądź ojca była w owych czasach takim kuriozum, jak też że od córek i żon plantatorów oczekiwano, że będą miały zerową wiedzę na temat spraw gospodarskich.


No i wątek romansowy głównej bohaterki i jej przyszłego męża został ukazany w odrobinę niesmaczny sposób, można go było napisać z większym wyczuciem.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

2237da0b-b61d-450b-a2d6-0a7ef82f4106

Zaloguj się aby komentować

@Vampiress Kuźwa, na pierwszy rzut oka to wygląda jak chłop z owłosionymi nogami, ubrany tylko w gacie i kurtkę ortalionową XD

Zaloguj się aby komentować

375 + 1 = 376


Tytuł: Midnight Express

Rok produkcji: 1978

Kategoria: Dramat

Reżyseria: Alan Parker

Czas trwania: 2h 1m

Ocena: 7/10


Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia młodego Amerykanina osadzonego w tureckim więzieniu w latach 70. za przemyt narkotyków.


Film dobrze zrealizowany i dobrze zagrany, z klimatycznym soundtrackiem. Jednak ani przez moment nie było mi żal protagonisty, trzeba mieć ujemne IQ, żeby jechać do bantustanu i przemycać stamtąd narkotyki. Bardziej żal mi było jego starego - typ całe życie ciężko pracował, a wychował bananka mającego problem z kojarzeniem faktów. Trochę mi się ta historia skojarzyła z ostatnią aferą wokół prób wybielania Patryka Perettiego.


Dostępny na CDA i YT pod zmienionym tytułem.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter

#wieczorzwampirem - tag do czarnolistowania

740492b1-76d3-46ad-a924-1785dd6b49c2

@Vampiress 

Jednak ani przez moment nie było mi żal protagonisty


No niby tak, ale dostać dożywocie za to to gruba przesada.

@Mahjong to akurat było podkoloryzowane, z tego co czytałam, to w rzeczywistości miało być 30 lat, plus tak wysoki wyrok był "na życzenie" USA, bo rząd chciał, żeby przypadek Hayesa odstraszał innych dilerów przywożących narko do Ameryki.


Plus, takie było ryzyko jazdy do bantustanów i przemycania z nich narkotyków, jeszcze w czasie, kiedy z powodu zamachów terrorystycznych były wzmożone kontrole na lotniskach. To nie był przypadek, gdzie gościowi podrzucono przemyt na lotnisku, tylko popis ujemnego IQ amerykańskiego banana.

@Vampiress Ok, but still. Każdy był młody i popełniał błędy. Myślę, że typ był "zresocjalizowany" po tych kilku latach i nigdy więcej czegoś takiego by nie zrobił.

Zaloguj się aby komentować

498 + 1 = 499


Tytuł: Gideon Falls. Tom 2: Grzechy Pierworodne

Autor: Jeff Lemire, Andrea Sorrentino, Dave Stewart

Kategoria: komiks

Wydawnictwo: Mucha Comics

Format: książka papierowa

ISBN: 9788365938800

Liczba stron: 136

Ocena: 5/10


Dalszy ciąg losów księdza Freda i Nortona Sinclaira, usiłujących rozwiązać zagadkę tajemniczej Czarnej Stodoły, zagrażającej mieszkańcom miasteczka Gideon Falls.


W drugim tomie akcja zdecydowanie się zagęściła i przez większość czasu z zainteresowaniem śledziłam przygody protagonistów. Niestety, w zeszycie 11. autorzy popełnili rzecz dla mnie niewybaczalną (za co ocena o pkt w dół) – zagadka Czarnej Stodoły została rozwiązana i to w banalny, przemaglowany już wzdłuż i wszerz w horrorach oraz SF sposób. Zbyt szybkie rozwiązanie tajemnicy uniwersum oraz opisy fabuły dalszych części na Lubimyczytać skutecznie zniechęciły mnie do dalszej lektury.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #komiksy

8269f077-e86e-477e-bc25-1a481e9ac762

Zaloguj się aby komentować

497 + 1 = 498


Tytuł: Gideon Falls. Tom 1: Czarna Stodoła

Autor: Jeff Lemire, Andrea Sorrentino, Dave Stewart

Kategoria: komiks

Wydawnictwo: Mucha Comics

Format: książka papierowa

ISBN: 9788365938503

Liczba stron: 168

Ocena: 6/10 (niezła)


Współczesne USA. Wilfred „Fred” Quinn, katolicki duchowny w średnim wieku mający problem z alkoholem, zostaje zesłany do prowincjonalnej parafii Gideon Falls, której poprzedni proboszcz zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Wkrótce w miasteczku dochodzi do kilku brutalnych morderstw, które wydają łączyć się z lokalną legendą Czarnej Stodoły – tajemniczego miejsca objawiającego się co jakiś czas wybranym osobom, powiązanego z niewyjaśnionymi morderstwami i zaginięciami. Równocześnie na trop Czarnej Stodoły wpada Norton Sinclair, chory psychicznie chłopak i maniakalny zbieracz, który wciąga w swoje poszukiwania prowadzącą jego przypadek psychiatrę Angelę.


Po trzech tomach cyklu tudorowskiego z rzędu potrzebowałam krótkiej odskoczni od królewskich klimatów, a że od jakiegoś czasu zbiorcze wydanie Gideon Falls walało się po mojej biblioteczce, uznałam, że komiksy będą idealnym przerywnikiem.


Propsy za posępny wizualny klimat, chociaż fabularnie wypada ciut gorzej – pierwszy tom to historia bardziej w stylu Kinga, niż Twin Peaks (do którego otwarcie nawiązuje), osobiście liczyłam na bardziej oryginalną historię, coś w stylu Fatale duetu Brubaker&Phillips. Niemniej, pierwszy tom zainteresował mnie na tyle, że z rozpędu sięgnęłam po drugi.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #komiksy

1363480c-4707-4e9a-89b0-86e7645c3ad7

Zaloguj się aby komentować

368 + 1 = 369


Tytuł: Czarownice z Eastwick

Rok produkcji: 1987

Kategoria: Fantasy / Komedia

Reżyseria: George Miller

Czas trwania: 1h 58m

Ocena: 6/10


Ekscentryczny bogacz burzy spokój mieszkańców małego miasteczka w Nowej Anglii, w tym trzech przyjaciółek singielek.


Historia dość oryginalna, świetna ekipa aktorska, sprawna realizacja techniczna. Jednak fabuła nie do końca mnie przekonała, mam wrażenie, że psychologia postaci była zbyt naciągana nawet jak na ramy gatunku. Może gdybym obejrzała ten film w dzieciństwie, lepiej bym go wspominała.


Dostępny na prime.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter

#wieczorzwampirem - tag do czarnolistowania

15a5aa42-124c-4f6c-bda4-c975483f7aa1

Zaloguj się aby komentować

495 + 1 = 496


Tytuł: Klątwa Tudorów

Autor: Philippa Gregory

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Książnica

Format: audiobook

ISBN: 9788324581832

Liczba stron: 552

Ocena: 5/10


Dla Małgorzaty Pole, de domo Plantagenet, 8. hrabiny Salisbury, fortuna potoczyła się nie tyle kołem, co kolejką górską. Gdy przyszła na świat mogło się wydawać, że jako córka Jerzego, księcia Clarence, młodszego brata Edwarda IV, i Izabeli Neville, jednej z najbogatszych arystokratek w Anglii (starszej siostry Anny Neville z Córki Twórcy Królów), przeżyje życie wolne od większych trosk. Już we wczesnym dzieciństwie straciła jednak oboje rodziców – matka zmarła w połogu, a książę Clarence został stracony za kolejną zdradę wobec królewskiego brata. Mimo zdrady dokonanej przez Clarence’a, Małgorzata i jej młodszy brat Edward Plantagenet pozostawali w łaskach obu królewskich stryjów.


Gdy po bitwie pod Bosworth  na tron Anglii wstąpił Henryk VII, los rodzeństwa odwrócił się – jako spadkobiercy poprzedniej dynastii, dzieci księcia Clarence stanowiły zagrożenie dla panowania Tudorów. Aby je zneutralizować, świeżo upieczony monarcha wtrącił brata Małgorzaty do Tower (z której młody Plantagenet nigdy nie wyszedł), a ją samą pośpiesznie wydał za nisko urodzonego krewniaka.


Ułożone przez Tudora małżeństwo okazało się niespodziewanie zgodne, jednak tuż po trzydziestce Małgorzata owdowiała. Przez kilka lat po śmierci męża klepała biedę, dopóki los znowu się do niej nie uśmiechnął – wraz z objęciem tronu przez Henryka VIII i jego małżeństwem z Katarzyną Aragońską, lady Pole, dzięki dawnej przyjaźni z młodą królową, z dnia na dzień stała się z ubogiej wdowy żyjącej o łasce w klasztorze jedną z najbogatszych i najbardziej wpływowych osób na dworze. Lecz gdy po latach Henryk VIII postanowił rozwieść się z pierwszą żoną i zerwać z Kościołem katolickim, szczęście ponownie odwróciło się od wiernej królowej i Kościołowi Małgorzaty oraz jej rodziny…


W porównaniu z Wieczną księżniczką pewien spadek poziomu. Klątwa Tudorów przedstawia losy Małgorzaty Pole w sposób, zdaje się, dość wierny, acz nieciekawy. Tempo powieści jest dość nierówne – niektóre wątki są maglowane przez kilkadziesiąt stron, inne toczą się błyskawicznie, ledwie napomknięte. Sporo przełomowych dla dynastii Tudorów i historii Anglii wydarzeń, których hrabina teoretycznie powinna być naocznym świadkiem, jest opowiedzianych czytelnikowi i protagonistce w formie infodumpów przez trzecioplanowych i epizodycznych bohaterów. Wreszcie, zawodzi kreacja głównej bohaterki – sięgając po powieść o losach beatyfikowanej przez KK męczennicy straconej przez tyrana, oczekiwałam portretu silnej, nietuzinkowej kobiety o głębokiej wierze i niezłomnych przekonaniach. Jednak w tym wydaniu cechami bohaterki, które wybijają się na pierwszy plan, są hipokryzja, oportunizm i pewna niezdolność do kojarzenia podstawowych faktów – Małgorzata cały czas klnie na Tudorów, ale kiedy pojawia się 0,2137% szansy, żeby ugrać u króla jakieś korzyści, od razu jest „Uszanowanie Tudorze złoty”; rozpacza nad de facto uwięzionymi w areszcie domowym Katarzyną Aragońską i królewną Marią, lecz równocześnie bez wahania zamyka swoją głęboko zrozpaczoną po śmierci męża i syna synową w klasztorze, by móc bez przeszkód przejąć jej majątek; razem z synami usiłuje spiskować przeciwko Henrykowi VIII, pragnąc usadzić na tronie obok księżniczki Marii swego syna Reginalna, a potem ma Pikachu face, gdy cała rodzina trafia do Tower oskarżona o zdradę. Tak jak przed lekturą, tak i po lekturze nie mam pojęcia, czemu Małgorzatę Pole beatyfikowano, skoro wg Gregory została stracona przede wszystkim za pochodzenie, a nie wierność KK czy nawet wierność dawnej przyjaciółce i jej córce.


Jeszcze karny qtas dla tłumaczki, jak można było przetłumaczyć Geoffreya na Galfryda?!


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

ebc23438-a702-43f0-9d66-5dfd237101f5

Zaloguj się aby komentować

351 + 1 = 352


Tytuł: Mary Reilly

Rok produkcji: 1996

Kategoria: Dramat

Reżyseria: Stephen Frears

Czas trwania: 1h 48m

Ocena: 8/10


Książkę, na podstawie której powstał film, wrzucałam na bookmeter w styczniu https://www.hejto.pl/wpis/72-1-73-tytul-mary-reilly-autor-valerie-martin-kategoria-literatura-piekna-wydaw. Od tamtej pory planowałam seans, ale że życie, które jest nobelon, wjechało za mocno, film odpaliłam dopiero dzisiaj.


Po przeczytaniu o tym, z jaką negatywną reakcją spotkały się ten film i rola Julii Roberts, nie mogę pomyśleć inaczej niż "ale głupi ci Amerykanie". To świetnie zrealizowany, ponury gotycki dramat z klimatycznymi zdjęciami i muzyką oraz świetnymi rolami Roberts i Malkovicha, którym udało się stworzyć silną chemię między swoimi postaciami mimo, iż ponoć nie przepadali za sobą na planie. Rozumiem, że komuś mogło nie przypaść do gustu wolne tempo, ale ocenianie tego na 1/5 i Złota Malina dla Julii to błąd w matrixie.


Dostępny na CDA.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter


#wieczorzwampirem - tag do czarnolistowania

592da55a-73c8-44a0-b334-6d40e4e06843

@Vampiress wrzucam do obejrzenia. Ostatnio obejrzałam Wichrowe wzgórza z 1992. Tyle pochlebnych opinii czytałam, ale dla mnie wyszło takie 6/10... Książka pozostawiła we mnie burzę emocji. Film jedynie satysfakcję, że kolejny klasyk kinematografii zaliczony

@Kaligula_Minus jak Wichrowe Wzgórza z '92 nie przypadły ci do gustu, to nawet nie masz co się brać za resztę ekranizacji, a już na pewno nie za najnowszą abominację.

Jane Eyre miała więcej szczęścia do reżyserów, najlepsza ekranizacja to oczywiście miniserial BBC z 2006 (niestety, trudno dostępny w sieci), chociaż jeśli chodzi o gotycki klimat, to najlepszy miał film z '43 (dostępny w oryginale na YouTube).

@Vampiress no tej erotycznej wariacji to nawet nie miałam w planach oglądać. Już po pierwszym zwiastunie wiedziałam, że to nie będzie coś, czego oczekiwałam

Zaloguj się aby komentować

461 + 1 = 462


Tytuł: Wieczna księżniczka

Autor: Philippa Gregory

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Książnica

Format: e-book

ISBN: 9788324578849

Liczba stron: 552

Ocena: 7/10


Katarzyna (Catalina) Aragońska, najmłodsza córka królów Hiszpanii Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego, była, jak niemal każde królewskie dziecko, pionkiem w rozgrywce politycznej rodziców. Już w wieku 3 lat została zaręczona z następcą tronu Anglii, Arturem Tudorem, najstarszym synem Henryka VII, potencjalnego sojusznika przeciwko Francji. W 1501 roku 15-letnia Catalina opuściła rodzinny kraj i udała się do Anglii, gdzie wyszła za mąż za Artura.


Gdy niecałe pół roku po ślubie następca tronu  niespodziewanie zmarł, zarówno dla rodziców, jak i teścia, Katarzyna stała się śmierdzącym jajem, z którym niewiadomo było, co zrobić, gdy obie strony weszły w konflikt o niewypłacony w całości duży posag infantki. Chociaż księżniczkę zaręczono z młodszym bratem Artura, Henrykiem, przez lata nie było pewne, czy małżeństwo dojdzie do skutku, a infantka popadała w coraz większą biedę, nie mogąc liczyć na lepsze alternatywy. W końcu jednak w 1509 roku Katarzyna i Henryk pobrali się. Nikt nie mógł wówczas przypuszczać, jak dramatycznie potoczą się losy owej pary…


Jak widać po ocenie, po irytującej Białej księżniczce, kolejny tom serii stoi już na znacznie wyższym poziomie. Wieczna księżniczka skupia się młodości Katarzyny – jej pierwszym małżeństwie, wdowieństwie i początkach drugiego małżeństwa z Henrykiem VIII. Pozwoliło to autorce odejść od standardowego ukazania królowej jako archetypicznej Podstarzałej Żony Puszczonej Kantem Dla Młodej Dziuni i stworzyć sugestywny oraz pogłębiony portret inteligentnej, zaradnej, silnej i ambitnej młodej kobiety, mającej wszelkie zadatki na bycie i stopniowo stającą się na oczach czytelnika wybitną władczynią.


Spodobał mi się też wątek jej małżeństwa z Arturem - fakt, miejscami za dużo lukru się posypało, ale to jedna z niewielu powieści, które kojarzę, w której zakochani rozmawiają ze sobą i pracują nad swoją relacją, a nie jedynie chodzą na morenkę albo schodzą się i rozchodzą, kłócąc o byle gunwo. Tutaj muszę nadmienić, że osobiście przychylam się do teorii, że pierwsze małżeństwo Katarzyny Aragońskiej zostało jednak skonsumowane – mam wrażenie, że wielu ludzi zapomina (a o czym przypomina ta książka), że Katarzyna nie była tylko bardzo religijną kobietą, której ciężko byłoby skalać się krzywoprzysięstwem, ale przede wszystkim córką walecznych i sprytnych monarchów, którzy drogę do tronu musieli wyrąbać sobie mieczami, lata panowania spędzili walcząc z zewnętrznym wrogiem i buntującą się przeciwko złapaniu mocniej za mordę szlachtą, i podstawy gry o tron mieli w małym palcu. Ciężko uwierzyć, że córka mężczyzny, który został przez Machiavellego podany jako idealny przykład sprytnego i wyrachowanego władcy w Księciu, nie znała motta owego traktatu „cel uświęca środki”.


Myślę, że to jeden z najlepszych tomów w serii, chociaż niepozbawiony wad. Standardowo obrywa się przedstawicielom dynastii Tudorów – Małgorzata Beaufort została ukazana, podobnie jak w Białej księżniczce, jako opętana obsesją kontrolowania wszystkiego i wszystkich stara jędza, Henryk VII jako podstarzały satyr, Henryk VIII jako bufon i rozkapryszony bachor z pamięcią złotej rybki. Osobiście uważam też, że część poświęconą wdowieństwu Katarzyny można było ciut skrócić.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

17feca20-5282-480a-ba5f-c39c7e433c32

Zaloguj się aby komentować

393 + 1 = 394


Tytuł: Biała księżniczka

Autor: Philippa Gregory

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Książnica

Format: audiobook/ebook

ISBN: 9788324581399

Liczba stron: 464

Ocena: 4/10


22 sierpnia 1485 roku Henryk Tudor, wywodzący się z rodu Lancasterów, pokonał Ryszarda III z dynastii Yorków w bitwie pod Bosworth i objął panowanie w Anglii jako Henryk VII. Aby umocnić swoją władzę i zakończyć toczącą się od kilku dziesięcioleci walkę o tron między spadkobiercami Plantagenetów, Henryk poślubił najstarszą córkę Edwarda IV, Elżbietę York. Para dość szybko doczekała się czwórki dzieci, w tym dwóch zdrowo rosnących synów – potencjalnych dziedziców korony, jednak władza Tudora dalej była niepewna w obliczu pojawiających się co i rusz pretendentów do tronu, podających się za zaginionego w niewyjaśnionych okolicznościach księcia Ryszarda Shrewsbury, młodszego syna Edwarda IV i prawowitego spadkobiercy angielskiej korony.


Po kwiatkach fabularnych, jakie Philippa Gregory zaserwowała w Białej królowej, ociągałam się z sięgnięciem po Białą księżniczkę, wiedziałam bowiem mniej więcej, jakich głupot spodziewać się w tej powieści. Początek potwierdził moje obawy – pierwsza 1/3 tej książki to fail logiczny na failu logicznym. Jednak w połowie historia zrobiła się całkiem ciekawa i wzbudziła moje szczere zainteresowanie. Lecz niestety, kiedy już miałam nadzieję, że wysoki poziom utrzyma się do końca, zaczął się kolejny festiwal robienia kurtyzany z logiki.


Co poszło nie tak?


1. Ryszard III, albo Największy Kochanek Świata.


Nie da się ukryć, że plantagenecka część cyklu królewskiego Philippy Gregory wpisuje się w modną od paru dekad w anglosaskich kręgach intelektualnych narrację proricardiańską. Jej propagatorzy twierdzą, że Ryszard III to w sumie dobry chłopak był, zawsze mówił dzień dobry w krużgankach i nie ma takiego dowodu, że wiedział o Holo… Książętach w Tower.


W Gregoryversum Ryszard III nie tylko nie zabił swoich bratanków, ale także zaliczył gorący romans z najstarszą bratanicą, która to w Białej księżniczce przez pierwszą 1/3 powieści wzdycha z tęsknoty za swym Ashleyem Toliboskim, a małżeństwo z Henrykiem i ogólnie panowanie Tudorów traktuje jako dopust boży.


Zacznę może od tego, że wątek romansu Ryszarda III z Elżbietą York nie jest całkowicie wyssany z d⁎⁎y. Za panowania niesławnego króla krążyły plotki o jego kazirodczym związku i to na tyle silne, że Ryszard publicznie zaprzeczył jakimkolwiek pogłoskom, a gdy po śmierci małżonki Anny Neville (bohaterki wrzucanej już przeze mnie Córki Twórcy Królów) rozpoczął starania o rękę portugalskiej księżniczki i równoczesne wydanie Elżbiety za mąż za króla Portugalii Manuela I, odesłał Yorkównę z dworu.


Cokolwiek rzeczywiście zaszło między tą dwójką, niemożliwe wydaje się jednak, aby Elżbieta pałała gorącym uczuciem do człowieka, który:

- uwięził i najprawdopodobniej zamordował jej dwóch młodszych braci;

- publicznie odarł rodzinę Edwarda IV z majątku i tytułów, ogłaszając ślubne dzieci brata bękartami, a swoją szwagierkę – Elżbietę Woodville – ladacznicą, na podstawie najprawdopodobniej spreparowanych na żądanie dowodów świadczących o rzekomej bigamii, jakiej miał dopuścić się Edward IV żeniąc się z Woodville’ówną;

- kazał uwięzić i stracić wuja księżniczki, Antoniego Woodville’a;

- last but not least, BYŁ JEJ STRYJEM (a Plantageneci nie praktykowali incestu w takim stopniu, jak Habsburgowie).


Tak mnie to spermienie Elżbiety do Ryszarda zirytowało, że miałam szczerą nadzieję (i pewnie sama poprowadziłabym w tym kierunku fabułę, gdybym była autorką tej książki), że na koniec okaże się jednoznacznie, że to Ryszard III zabił Książęta z Tower, co by wielka miłoźdź do stryja dostała w końcu plaskacza na ryj.


2. Henryk VII, albo Zawsze Się Trochę Gwałci.


Skoro z Ryszarda III zrobiono tego dobrego, rola szwarccharakteru przypaść musiała jego rywalowi, Henrykowi VII. Gregory nie zostawiła na nim suchej nitki: Henryk VII został ukazany jednocześnie jako tchórz, maminsynek, okrutnik, gwałciciel, paranoik, nuworysz, i cudzołożnik. Nie, żebym była zdziwiona – znając część tudorowską Gregoryversum doskonale wiem, że autorka żywi silną antypatię do całej dynastii (no, może z wyjątkiem Marii I), logiczne więc było dla mnie, że nawet dobrze ocenianemu przez historyków Henrykowi VII się oberwie.


I wiecie co?


Charakteryzacja Henryka VII na antagonistę wyszła autorce tak nieudolnie, że ze wszystkich bohaterów budzi on paradoksalnie największe współczucie i sympatię. Pozbawiony rodzicielskiej opieki (jego ojciec zmarł przed jego narodzinami, a matkę wydano powtórnie za mąż i wysłano na drugi koniec kraju), jako nastolatek musiał uciekać z Anglii i kilkanaście lat żył na wygnaniu. Wychowywany w przekonaniu, że jest prawowitym spadkobiercą tronu, jednocześnie żył w ciągłym strachu przed potencjalnymi skrytobójcami. Wygrana w grę o tron odbiła mu się sporą czkawką, gdy okazało się, że kraj jest zrujnowany kolejnymi fazami wojny domowej, poddani gotowi byliby go sprzedać za paczkę fajek samozwańcom pretendującym do tronu, a przyszła żona, z którą musiał jak najszybciej począć dziedzica, wesoło skakała wcześniej po bolcu własnego stryja. Krótko mówiąc, facet nie miał lekko i nietrudno uwierzyć w portret, w którym wyraźnie widać, jak lata ciągłego napięcia odbiły się na psychice bohatera. To naprawdę świetnie wykreowana postać i szkoda, że tak rzadko udaje się Gregory stworzyć podobnie pełnokrwistych bohaterów.


3. Perkin Warbeck, albo Książę Wszystkich Serc.


Na początku krótka nota historyczna: Perkin Warbeck był młodym mężczyzną z Flamandii, który pod koniec XV w. wysunął roszczenia do tronu Anglii, podając się za cudownie ocalałego księcia Ryszarda Shrewsbury. Jego losy potoczyły się podobnie do losów znanych z rodzimej historii Dymitrów Samozwańców – chociaż relacja z rzekomego cudownego ocalenia kupy d⁎⁎y się nie trzymała, Warbeck dość szybko znalazł poparcie wśród europejskich władców, którzy planowali wykorzystać go, aby namieszać w Anglii. Hojnie wspierany finansowo przez ościenne państwa Warbeck trzykrotnie próbował dokonać inwazji na Anglię, aż wreszcie został pojmany i po jakimś czasie osadzony w Tower, z której zbiegł, a pojmany ponownie, został wreszcie stracony.


W Białej królowej wyraźnie pokazane jest, że w Gregoryversum Warbeck = książę Ryszard Shrewsbury, ale nawet jak ktoś nie czytał drugiego tomu cyklu, to podczas lektury Białej księżniczki prędko zrozumie, że w zamierzeniu autorki młody samozwaniec to prawdziwy książę, Gregory bowiem nieustannie i z subtelnością radzieckiego czołgu podkreśla, jaki z Warbecka prawdziwy królewicz. Młody, przystojny, czarujący, inteligentny, po latach spędzonych na obczyźnie w przebraniu chłopca z gminu na każdym kroku ukazuje swą wyższość moralną i mentalną nad „nuworyszami” Tudorami. A gdy umiera, jego największy wróg przeżywa po nim głęboką żałobę. Jak więc widać, w kontrze do Henryka VII, Warbeck to postać całkowicie wyidealizowana, klasyczny Gary Stu.


A jak reaguje na Księcia Ludzkich Serc główna bohaterka? Oczywiście nie ma wątpliwości, że to jej zaginiony brat (chociaż bezpośrednio nie wiedziała, pod jakim mianem braciszek trafił na obczyznę), kocha go i popiera całym sercem i do głowy jej nie przyjdzie, że gdyby samozwaniec rzeczywiście pokonał Tudora, to w trymiga znalazłaby się z dziećmi wraz z Tower i sama po pewnym czasie „zaginęłaby w akcji”. Co prowadzi do stwierdzenia:


4. Elżbieta York, albo Jelonek Bambi.


… że Elżbieta York w tym wydaniu to zwyczajna idiotka. Zwykła głupia gąska, która, jak to nawet wyrzuca jej w pewnym momencie fabuły mąż, nigdy nic nie wie i tak naprawdę nie ma własnego zdania, ponieważ jej uczucia i nastawienie zmieniają się w zależności od widzimisię autorki. Gregory potraktowała protagonistkę dzieła nie jak pełnoprawną postać, a naczynie dla kolejnych imperatywów narracyjnych – najpierw Elżbieta rozpacza za Ryszardem, potem całkowicie o nim zapomina i zakochuje się w mężu (który wcześniej wymuszał na niej seks i na każdym kroku okazywał jej swoją pogardę), potem tak samo bezrefleksyjnie przestaje kochać męża i zaczyna wspierać rzekomego brata, a na końcu tak samo bezrefleksyjnie wybacza Tudorowi skazanie na śmierć ukochanego braciszka.

Długi to był wpisów i pełen spoilerów, TL;DR: nie polecam tej powieści. Widziałam, że Alison Weir popełniła powieść o Elżbiecie York, mam nadzieję, że tamta okaże się znacznie lepsza od wypocin Gregory.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

33abde83-0569-4ca4-9ad5-b90c79538b47

Zaloguj się aby komentować

Pytanie z kategorii #elektronika


Od dwóch lat jestem posiadaczką #laptop Acer Aspire 7. Czas pracy #bateria od zawsze był mierny, ale teraz to już wgl nieśmieszny żart - na odpalonej samej tylko przeglądarce nie pociągnie dłużej, niż godzina bez zasilacza, a ostatnio lapek wyłączył mi się z d⁎⁎y na 52% baterii i bez podłączenia do zasilania nie chciał włączyć się ponownie.


Mam wrażenie, że bateria dokonuje swojego żywota i należałoby ją wymienić. Niestety, oprócz jakichś podejrzanych ofert na Amazon, nie idzie znaleźć oryginalnych baterii, same #greencell, polion i tego typu zamienniki. W necie znalazłam info, że można jeszcze baterię oddać do regeneracji.


I teraz pytanie, czy bawić się w wysyłanie baterii do regeneracji, czy generalnie gunwo to da i lepiej kupić i zamontować zamiennik ze Świata Baterii czy innego Alledrogo?


#laptopy #kiciochpyta

Jak lepiej w wyżej opisanym przypadku rozwiązać problem z wysiadającą baterią?

102 Głosów

@Vampiress bierz greencella, wymieniałem 5 lat temu w dellu i dopiero teraz czuję, że powoli słabnie. A, i wymieniłem na taką o większej pojemności, niż fabryczna, super sprawa :)

@Vampiress Baterie w laptopach są nierozbieralne, są celowo tak robione, żeby nie były rozbieralne i żeby wymiana ogniw to nie była atrakcyjna opcja, bo Li-Ion jest zwyczajnie niebezpieczny. Jakaś "regeneracja" to duże ryzysko, że jakiś Mariusz elektryk "da młodemu do lutowania", nie wiadomo na jakich ogniwach.


Efekt? IMO dramatycznie zwiększasz ryzyko pożaru u siebie w domu, za efekt, z którego nawet możesz nie być zadowolona.


Swoją drogą - jeżeli takie słabe wyniki masz od początku to to jest jakiś laptop gamingowy? Żaden nowy laptop nie żre tyle prądu, z wyjątkiem gamingowych.


Greencell jest ok, trwałość tyle co oryginały w zasadzie. Z 10 baterii od nich przerobiłam przez ostatnie -naście lat.

@otoczenie_sieciowe tak, to gamingowy, ale ostatnio rzadko odpalałam na nim gry (ostatnią chyba w kwietniu) i moje korzystanie z niego kończyło się praktycznie na korzystaniu z neta

@Vampiress Takie procesory są niestety energożerne nawet, gdy nic nie robią. Tzw. "wysokonapięciowy" Dużo więcej wyciągnie, gdy jest potrzeba, ale kosztem wysokiego poboru w zasadzie cały czas.


Dlatego laptop gamingowy jako codzienny sprzęt to zły pomysł, też przez to przechodziłam parę lat temu. I też mało grałam.


Swoją drogą - kupiłam niedawno z lombardu jakiegoś bieda HP-ka za 1100zł chyba. Okazuje się, że procesor jest lepszy jak w laptopie za 8k, który kupiłam jako świeża nowość ~2,5 roku temu. Oba niegamingowe, oba trzymają nieźle.


Może warto pójść tą drogą? Co prawda koszt wyższy niż zwykła wymiana baterii w obecnym, ale długofalowo jest szansa, że przyjemniej się będzie z tego korzystać.

Czasami jest taki bug w Windowsie, że ma problem z odczytywaniem poziomu baterii. U mojej w laptopie lenovo przy np. 30-50% się wyłączał i odpalał tylko z zasilacza. Zwykle pomaga zostawienie laptopa żeby rozładował się totalnie do 0.

Zaloguj się aby komentować

346 + 1 = 347


Tytuł: Dom zła

Autor: Jakub Rutka

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Znak JednymSłowem

Format: audiobook

ISBN: 9788383671437

Liczba stron: 368

Ocena: 5/10


Pewnego dnia Jacek Gadowski, prezenter ostrołęckiego radia i podcaster true crime, otrzymuje podczas autorskiej audycji telefon, w którym słuchacz przedstawiający się jako Karol opowiada mu o potrójnym morderstwie, które zdarzyło się w mieście 30 lat wcześniej. Gadowski zaczyna się interesować tematem i miejscem zbrodni, domem przy ulicy Nowomiejskiej. Także Karol nie odpuszcza tematu i podczas następnych audycji informuje Jacka o niewyjaśnionych zgonach, które miały mieć miejsce w opuszczonym domu dokładnie w rocznicę potrójnego morderstwa, a także ostrzega prezentera przed kolejną tragedią i rzeczywiście, w ruderze przy Nowomiejskiej wkrótce dochodzi do zabójstwa młodej dziewczyny. Jacek rozpoczyna amatorskie śledztwo, w którym pomaga mu młoda policjantka z lokalnej komendy.


Topografia Ostrołęki wiernie oddana, Kurpsie moment przeżyty w pełni. Jako kryminał ta książka to średniak bazujący na oklepanych schematach, chociaż dość sprawnie napisany (mniej tu było wątków obyczajowych niż w "Wołaniu kukułki") i momentami nawet wciągający. Może nawet dałabym 6/10, gdyby nie ultrabanalny grande finale i parę wątków (choćby ten dotyczący porzuconego dziecka), których prawdopodobieństwo wzbudziło we mnie za duże wątpliwości.


Fanom kryminałów na pewno przypadnie do gustu, ja tego gatunku prawie wgl nie ruszam, bo mnie nudzi, więc nie skuszę się na kontynuację.


A teraz bonus: pod Ostrołęką rzeczywiście jest opuszczony dom, ochrzczony przez lokalsów jako nawiedzony. Na szczęście nie wiąże się z nim żadna makabryczna historia, ot pustostan, który przechodził z rąk do rąk i na którego zagospodarowanie kolejni właściciele nie mieli nigdy pomysłu. Inna taka rudera stoi we wsi Kołaki (po drodze z Ostrołęki do Warszawy). Myślę, że nawet dla fanów #urbex to nie będzie jakaś szczególna gratka, bo nigdy nie był wykończony ani zamieszkały. Więcej info znajdziecie w następujących artykułach:

https://ostroleka.naszemiasto.pl/wakacje-z-duchami/ar/c15-10104687

https://podroze.gazeta.pl/podroze/7,114158,22518435,wszedl-do-srodka-nawiedzonego-domu-podobno-wybudowano-go.html

https://kompendium-potworow.blogspot.com/2019/06/dom-za-zotowke-nawiedzony-dom-pod.html?m=1


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

35989cf6-7dd2-4be4-95aa-353a5f8767b2

Zaloguj się aby komentować

342 + 1 = 343


Tytuł: Słońce w Chwale

Autor: Sharon Kay Penman

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: audiobook/ebook

ISBN: 9788377856710

Liczba stron: 484

Ocena: 4/10


Ci, którzy czytają moje wypociny, pamiętają zapewne, jak przy okazji recenzowania książek o królowych z czasów Wojny Dwóch Róż autorstwa Philippy Gregory pisałam, że chciałabym przeczytać wielowątkową serię historyczną o tym konflikcie. Zrobiłam wówczas mały research i odkryłam, że w języku angielskim opublikowano obszerną powieść o Wojnie Dwóch Róż, z licznymi POV, powszechnie chwaloną, zatytułowaną "The Sunne in Splendour". Dość szybko znalazłam jej polskie tłumaczenie i od razu wkurzyłam się na decyzję wydawnictwa Zysk i S-ka o podzieleniu książki na trzy części.


Jednak po przeczytaniu pierwszego tomu cieszę się, że zostało mi oszczędzone brnięcie przez ponad tysiącstronicową knigę.


Na pochwałę na pewno zasługuje dogłębny research, jaki wykonała autorka. Szkoda jednak, że w tym wydaniu burzliwe koleje konfliktu Lancasterów i Yorków stały się kanwą dla drętwej opowieści, bardziej przypominającej monografię, niż powieść historyczną. Niestety, jest to książka napisana zgodnie z zasadą "tell, don't show". Poza rozdziałami dotyczącymi bitw pod Burnet i Tewkesbury, akcji i intrygom brak dynamiki, przełomowe wydarzenia są opowiadane w formie rozwleczonych infodumpów, czy to ze strony narratora, czy samych bohaterów.


Osobiście zabrakło mi też w tej książce... krwi. Zachowanie bohaterów wydawało mi się za często zbyt ugrzecznione i stonowane, nawet główny antagonista tej części - earl Warwick - sprawiał wrażenie, jakby wcale nie chciał walczyć z Yorkami i tylko z rozpędu ciągnął wojnę. Jednak po bohaterach historii osadzonej w czasie wojny domowej oczekiwałabym więcej bezwzględności i skrajnych emocji, jak np. u Abercombiego.


Zirytowało mnie też trochę nierówne tłumaczenie, dokonane przez Jerzego Łozińskiego, autora wzbudzających w fandomach kontrowersje przekładów "Diuny" i "Władcy pierścieni". W "Słońcu w Chwale" imiona bohaterów raz były tłumaczone, raz nie (z jednej strony np. Jerzy i Ryszard York, z drugiej strony Isabel i Anne Neville), dodatkowo przydomek Warwicka "Twórca Królów" został przetłumaczony na "Królodzieja" wbrew polskiej historiografii.


Niestety, ta książka utwierdziła mnie w przekonaniu, które żywię od lektury "Korony śniegu i krwi", że kobiety zwyczajnie nie nadają się do pisania wielowątkowych sag historycznych, wypełnionych bezwzględnymi intrygami i krwawymi wojnami. Nawet utalentowane pisarki nie czują, zdaje się, klimatów gry o tron i odnoszę wrażenie, że przeciętny pisarz fantasy z Fabryki Słów lepiej poradziłby sobie z tą historią. Teraz już rozumiem, czemu Philippa Gregory wolała się skupić na POV pojedynczych bohaterek, zwyczajnie znała swoje limity.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

9ec8d5fb-54f6-4540-b7d4-2df9922d2f3e

Zaloguj się aby komentować

306 + 1 = 307


Tytuł: Pragnienie

Autor: Marina Yuszczuk

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Echa

Format: książka papierowa/audiobook

ISBN: 9788383820286

Liczba stron: 208

Ocena: 3/10


XIX wiek. Mająca już na karku parę stuleci wampirzyca z Europy Południowo-Wschodniej ucieka ze Starego Kontynentu w obawie przed łowcami wampirów i trafia do dynamicznie rozwijającego się Buenos Aires. Przez kilka dekad bezkarnie poluje na ludzi, jednak gdy pewnego dnia zabija młodzieńca z wpływowej rodziny, sama staje się zwierzyną i musi wycofać się do bezpiecznego schronienia.


Ponad 100 lat później Alma, młoda rozwódka z dzieckiem, przeżywająca powolną śmierć matki, przypadkowo wybudza wspomnianą wyżej wampirzycę. Bestia znów rozpoczyna polowanie na mieście. Podczas gdy mieszkańcy Buenos Aires odczuwają strach przed niezidentyfikowanym seryjnym mordercą, Alma pragnie jedynie ponownie spotkać się z wampirzycą...


Jeśli ten opis zachęcił kogokolwiek z was do przeczytania tej powieści, mam smutną wiadomość - zmęczona po całym tygodniu roboty, w parę minut stworzyłam o wiele lepszy tekst, niż pani Yuszczuk w trzy lata. "Pragnienie" to powieść pozująca na ambitną literaturę, jednak literackie nagrody dostaje jedynie za modny w libkowych kręgach intelektualnych wątek lesbijski, bo poza tym zwyczajnie ssie.


Pierwszym głównym mankamentem powieści jest fabuła. Historia wampirzycy jest nudna i nic nie wnosi do wampirzego lore, co nie dziwi, bo stanowi zlepek (tak, zlepek - nie luźne nawiązania, nie trawestację) kanonicznych wampirycznych historii - czarnej legendy Elżbiety Batory, "Draculi", "Carmilli" i "Wywiadu z wampirem". W tej części na plus wyróżnił się jedynie krótki wątek Leonory, nie na tyle jednak, bym miała podwyższyć powieści ocenę końcową - motyw zamordowanej i zmienionej mimo woli w wampirzycę dziewczyny, która swoją nową naturę wykorzystuje do zemsty na dawnych oprawcach, lepiej przedstawiła Stephenie Meyer w "Zaćmieniu" https://m.youtube.com/watch?v=IHWw3kx4OWA . Druga część powieści, skupiająca się na życiu codziennym Almy, jest jeszcze gorsza - do połowy nudna obyczajówka, zamienia się w festiwal robienia kurtyzany z logiki, gdy tylko na horyzoncie pojawia się wampirzyca.


Jak można się spodziewać po powyższym akapicie, kreacja bohaterek stoi na tym samym, bardzo niskim poziomie, co fabuła. Wampirzyca to takie tamagotchi z piosenki Taco, tylko że zamiast "pić, jeść, spać", działa w trybie "pić, roochać". Nie jest więc ani ciekawą protagonistką, której można kibicować, jak np. Selena z "Underworld", ani wzbudzającą fascynację antagonistką jak Dracula. Alma zaś to zwyczajna bezrefleksyjna idiotka, może lepiej by wypadła, gdyby autorki nie piliło jak najszybciej spiknąć ją z lesbijską wampirzycą, bez względu na sens fabuły i prawdopodobieństwo psychologiczne postaci.


Autorka tak jak nie potrafiła stworzyć dobrej historii ani interesujących bohaterów, tak nie zdołała też przenieść na papier klimatu rodzinnego miasta - jeśli ktoś myśli, że czytając tę książkę poczuje klimat Buenos Aires tak, jak u Zafona można było poczuć klimat Barcelony, to się srogo zawiedzie.


Naprodukowałam się, żeby zjechać tę powieść, a prawda taka, że użytkownik Goodreads o nicku H.Sapiens w dwóch zdaniach lepiej podsumował tę książeczkę, cytując:


"Szukacie ciekawej historii o wampirach?

Szukajcie dalej "


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

6344c1d1-9d1d-4928-a2da-87be07dd4ba8

Zaloguj się aby komentować

215 + 1 = 216


Tytuł: Wołanie kukułki

Autor: J. K. Rowling

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Format: audiobook

ISBN: 9788327159250

Liczba stron: 456

Ocena: 4/10


Mieszkający we współczesnym Londynie Cormoran Strike, prywatny detektyw ledwo wiążący koniec z końcem, nieoczekiwanie dostaje lukratywne zlecenie od brata zmarłego kolegi ze szkoły i zaczyna badać okoliczności z pozoru samobójczej śmierci supermodelki Luli Landry, przyrodniej siostry zleceniodawcy. Razem z zatrudnioną na czarno asystentką Strike zagłębia się w sprawę i odkrywa, że podejrzenia klienta, które początkowo zbywał jako wyraz zrodzonej z głębokiego żalu paranoi, mają pokrycie w rzeczywistości…


Przegadana i rozwleczona generyczna obyczajówka z wątkiem kryminalnym. Można przeczytać z nudów, ale podczas spontanicznego wypadu do Empiku da się wyhaczyć znacznie lepsze kryminały. Gdyby nie nazwisko Rowling, książka (i nie oszukujmy się, reszta serii pewnie też) nie osiągnęłaby nawet 1/3 swojego późniejszego rozgłosu.


4 tylko za Cormorana, który, trzeba to przyznać, rzeczywiście jest interesującą personą, aż szkoda go na taką słabą literaturę.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

5718854f-a14d-4ab1-abf7-626fa759446c

@adsozmelku skoro jeszcze przed premierą wyszło na jaw, że Robert Galbraith to Rowling, to nie wiem, po co używać dalej tego pseudonimu

Zaloguj się aby komentować