Zdjęcie w tle
Vampiress

Vampiress

Fenomen
  • 163wpisy
  • 1376komentarzy

Matrix: Remanent

1778 + 1 = 1779


Tytuł: Na psa urok

Autor: Kevin Hearne

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

Format: audiobook

ISBN: 9788375104967

Liczba stron: 296

Ocena: 4/10


Nikt nie wie, że Atticus O’Sullivan, na oko 20-letni właściciel sklepu ezoterycznego połączonego z kawiarnią, działającego w mieście Tempe w stanie Arizona, to tak naprawdę celtycki druid mający na karku 2100 lat. Nikt, oprócz rzecz jasna wszystkich nadnaturalnych istot zamieszkujących okolice Tempe. Atticus żyje spokojnie, nie wadząc nikomu, do czasu, aż w okolicy pojawia się celtycki bóg Aengus, dawny wróg druida, wciąż pałający do niego nienawiścią za zdobycie pradawnego miecza o wielkiej mocy i zdeterminowany, by ów artefakt odzyskać. Atticus wraz z nadnaturalnymi sprzymierzeńcami szykuje się do konfrontacji z bóstwem.


Moje lata nastoletnie przypadły na peak popularności urban fantasy i jak już kiedyś pisałam o tym na hejto, przeczytałam wówczas sporo książek z tego podgatunku. Z kilku powodów nie zapałałam jednak miłością do tej odmiany fantastyki i w dorosłym życiu praktycznie przestałam sięgać po powieści urban fantasy. Na lekturę pierwszego tomu Kronik Żelaznego Druida dałam się namówić jednemu znajomemu i chociaż znając mniej więcej standardy podgatunku nie obiecywałam sobie wiele po tej pozycji, finalnie i tak czuję się lekko zawiedziona.


Największym mankamentem powieści jest kreacja głównego bohatera. Atticus to typowy dla urban fantasy Gary Stu – z wyglądu i zachowania to współczesny chad badboy (niby gość jest starszy od Jezusa, a ma mental typowego amerykańskiego studenta - żeby bohater był wiarygodny jako postać żyjąca millenia, nie wystarczy napisać parę razy, że wieki wcześniej brał udział w jakichś tam wydarzeniach historycznych), na którego lecą wszystkie fajne dziunie w okolicy (w tym przypadku wiedźmy i boginie), z każdego zagrożenia wychodzi obronną ręką, statystyki i umiejętności ma wymaksowane i właściwie nie wiadomo, czemu nie wpadł do tej pory na celtycki Olimp i nie zrobił zmierzchu bogów, sam zostając jedynym bóstwem, bo byłby to w stanie zrobić z palcem w dvpie. Z tym ostatnim wiąże się drugi problem tej powieści, czyli dziurawy system magiczny, nieprzemyślany i działający według widzimisię autora.


Trzeba jednak spropsować Hearne’a za oparcie książki o dość rzadko spotykane nawet w anglosaskiej fantastyce celtyckie wierzenia. Doceniam także poboczne wątki polskiego sabatu (propsy za wyjątkowe, jak na twórcę z USA, research i szacunek dla odmiennej kultury) oraz kelnerki i jej niezwykłej lokatorki. Szczerze mówiąc, chętniej poczytałabym serie będące rozwinięciem tych dwóch wątków, a nie generyczne przygody zajedwabistego Gary’ego Stu.


Generalnie, książka to typowe czytadełko urban fantasy, powielające najpopularniejsze schematy podgatunku. Polecam tylko jak ktoś ma sentyment do czasów Zmierzchu i Czystej krwi.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

a0ef5977-81c2-4bed-9427-13a95ff57d96

Zaloguj się aby komentować

Czokowoko

Ej tego zdjęcia nie widziałem xD

korfos

@Czokowoko jakoś trump musiał dojść do władzy i jak widać wybrał taki sposób który się zawsze sprawdza.

A_I

@korfos @Czokowoko oh shit, wyglądają na zakochanych XD

Zaloguj się aby komentować

NiebieskiSzpadelNihilizmu

@Vampiress tak zwany efekt papatora

Zaloguj się aby komentować

1756 + 1 = 1757


Tytuł: Rybie oko

Autor: Dominika Słowik

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: książka papierowa

ISBN: 9788308084908

Liczba stron: 248

Ocena: 7/10 (dobra)


Słodko-gorzka powieść o dorastaniu w dysfunkcyjnej rodzinie w biedackiej Polsce B przełomu tysiącleci.


O istnieniu tej książki dowiedziałam w zeszłym roku z recenzji @KatieWee https://www.hejto.pl/wpis/1232-1-1233-tytul-rybie-oko-autor-dominika-slowik-kategoria-literatura-piekna-wy Dość długo trwało, zanim powieść trafiła w moje ręce.


Gdybym miała ją porównać do jakiegoś innego dzieła kultury, powiedziałabym, że to książkowy odpowiednik filmu Sztuczki. Bardzo udana literacka „imitacja życia” – kolejne epizody z życia bohaterek miały w sobie na tyle dużo realizmu, iż podejrzewam, że powieść jest do pewnego stopnia autobiograficzna. Autorka doskonale zbalansowała klimat książki – Rybie oko nie jest ani słodkopierdzącym copium „hurr, kiedyś to było”, ani nie epatuje patologią i nie daje minorowego vibe jakby stary właśnie powiesił się w kiblu niczym w filmach Smarzola.


Może nie jest to głęboko poruszające i silnie zapadające w pamięć dzieło, ale pozycja zdecydowanie warta uwagi.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

ab9699de-55f3-4616-a06e-ea9e08dd65b6
WujekAlien

Co to jest Bildungsroman?

Vampiress

@WujekAlien powieść o dorastaniu.

Btw, wywaliłam już to słówko z recenzji, bo mi się zrobiło trochę masło maślane w pierwszym zdaniu

Zaloguj się aby komentować

zed123

@Vampiress Kitku się szanuje. Nie ma saszety, nie ma dotykania

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

mannoroth

@Vampiress kiedyś się mówiło że żeby zrobić sałatkę z buraków należało wrzucić granat do PKSu. Dzisiaj należałoby cisnąć go w okolice lodówek z karpiem w promocji

Rozpierpapierduchacz

@Vampiress ja jestem człowiekiem robiącym zakupy wkurwionym, że ludzie robią zakupy, święta nie mają nic do rzeczy XD


W sumie ja jestem człowiekiem wkurwionym że ludzie XD

Fafalala

O, to ja w Lidlu. 😄

Zaloguj się aby komentować

1729 + 1 = 1730


Tytuł: Żar

Autor: Sándor Márai

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Czytelnik

Format: audiobook

ISBN: 9788307034379

Liczba stron: 168

Ocena: 4/10


Lektura na jutrzejsze spotkanie #klubczytelniczy


Dwóch dawnych przyjaciół z C.K. armii, Polak i Węgier, spotyka się u progu II WŚ w dworku tego drugiego by rozliczyć się z przeszłością.


Nie będę ukrywać, nie cierpię literatury, której autorzy skupiają się przede wszystkim na popisach erudycyjnych, a ciekawą historię traktują raczej jako zbędny dodatek - ja tam uważam, że powinno być zawsze na odwrót. Tutaj pomysł na fabułę był intrygujący, interesująca była dynamika relacji między bohaterami, ciekawie zostało również przedstawione otoczenie, w którym mieszkał Generał, jednak utwór ten lepiej sprawdziłby się jako sztuka teatralna, a nie powieść.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

4d09725a-ae0b-4d92-92bc-3af8c7df518c
l__p

@Vampiress ktoś jeszcze przeczytał! Ja ma podobnie ja ty, cenię sobie dobrze opowiedzianą historię. Niestety tutaj był przerost formy nad treścią.

Zaloguj się aby komentować

chuck84

9cm to i tak całkiem spory.

Czokowoko

Z tymi Niemcami to bywało różnie jeszcze kiedyś, za cholerę nie chcieli po angielsku. Teraz wydaje mi się że sporo sie poprawiło jesli o to chodzi.

We Francji raz w życiu udało mi sie znaleźć kogoś kto mówi i chce komunikować sie po angielsku

Zaloguj się aby komentować

1005 + 1 = 1006


Tytuł: Zgiń kochanie

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Dramat / Psychologiczny

Reżyseria: Lynne Ramsay

Czas trwania: 1h 58m

Ocena: 4/10


Młoda matka ma depresję poporodową i dostaje pierdolca, ale tak naprawdę to wszyscy w tym filmie są pie⁎⁎⁎⁎⁎ięci.


Z arthousem jest tak, że albo wychodzi sztos (Drapieżcy ), albo mega gunwo. Jak widać po ocenie i opisie powyżej, temu filmowi bliżej, niestety, do gunwa.


Czwóreczka głównie ze względu na zdjęcia i ścieżkę dźwiękową.


Pattinson w tym filmie był po prostu poprawny. J. Law miała przez większość czasu minę srającego kota , co koniec końców jakoś wpisało się w postać.


Nie polecam tego filmu w kategorii "dramat o depresji poporodowej", bo Zgiń kochanie to trochę amerykański ekwiwalent polskiego Bejbi blues, tylko z lepszą warstwą audiowizualną. Właściwie to mogę polecić to dzieło tylko tym, co chcą zobaczyć, jak Jennifer Lawrence czochra bobra, lata nago i uprawia seks z Murzynem. Aczkolwiek tutaj uprzedzam, że od czasu sławetnego Fappeningu J. Law przybrała w biedrach jak Wisła na Bugu we Włodawie.


Aktualnie leci w kinach.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #wieczorzwampirem

585c26d7-e6a5-495d-9cca-c77344cc4d13
onpanopticon

@Vampiress

Jennifer Lawrence czochra bobra, lata nago i uprawia seks z Murzynem

Pierwsze widziałem, drugiego nie chcę. Czyli nie ma po co włączać.


Chociaż nieprędko pojawiłoby się na mojej liście do obejrzenia, bo obsada odrzucająca.

MostlyRenegade

Właściwie to mogę polecić to dzieło tylko tym, co chcą zobaczyć, jak Jennifer Lawrence czochra bobra, lata nago i uprawia seks z Murzynem. Aczkolwiek tutaj uprzedzam, że od czasu sławetnego Fappeningu J. Law przybrała w biedrach jak Wisła na Bugu we Włodawie.


@Vampiress w sumie mogę rzucić okiem

cyberpunkowy_neuromantyk

@Vampiress

A czy Pattinson pokazuje coś więcej?

Vampiress

@cyberpunkowy_neuromantyk widać jego tyłeczek, ale niestety z boku w Lighthouse miał więcej momentów

cyberpunkowy_neuromantyk

@Vampiress


O, nawet nie wiedziałem. Muszę w końcu nadrobić.

Zaloguj się aby komentować

1718 + 1 = 1719


Tytuł: Biały głód

Autor: Aki Ollikainen

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: ArtRage

Format: książka papierowa

ISBN: 9788367515047

Liczba stron: 108

Ocena: 3/10


Finlandia, rok 1867. W kraju panuje klęska głodu, spowodowana słabymi zbiorami we wcześniejszych latach, powodem których były z kolei były ciężkie i długotrwałe zimy. Wieśniaczka Marja porzuca umierającego męża i wraz z dwójką dzieci wyrusza pieszo do Sankt Petersburga w nadziei na znalezienie tam jakiejś pracy i, przede wszystkim, jedzenia.


Nie sugerujcie się blurbami, które porównują tę książeczkę z Drogą i pieją z zachwytu, że autor był nominowany do Bookera. Biały głód to typowa przeintelektualizowana literatura dla niezbyt lotnych Juleczek alternatywek z MISH. Temat wydawał się odpowiedni dla mrocznej, wstrząsającej opowieści, czegoś w duchu Terroru Simmonsa, tymczasem wyszła historia miałka i równie emocjonująca, co grzybobranie. Narracja poszatkowana, dużo fragmentów, które się powtarzają, dwa pozostałe główne wątki – Teo i jego brata Larsa oraz Senatora – właściwie nie wiadomo po co umieszczone w tej powieści, żeby pokazać, że głód dotknął tylko biedotę, ale burżuazji i arystokracji siedzącej w dużych miastach już nie? Wow, odkrycie stulecia. No ale czego się spodziewać po powieści, gdzie już na pierwszych stronach mamy scenę, w której lekarz podczas badania ginekologicznego pacjentki strzela jej przy okazji palcówkę?


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

92e743de-f711-43eb-9842-c4d5b1f1d7d9
ciszej

@Vampiress sroga recenzja, ja często mam tak z Bookerami że no nie trafiają do mnie zupełnie

Vampiress

@ciszej to nie jest najostrzejsza recenzja, jaką popełniłam na hejto, no ale pojazd, niestety, zasłużony

WujekAlien

@Vampiress też mi ta książka nie podeszła

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

LondoMollari

@Vampiress PSA: Sól jest bardzo niezdrowa dla kotów. Już lepiej dać surowe mięso (albo nic) niż kiełbasę.

eloyard

@LondoMollari nie przekonujesz mnie

e001656c-a15f-4b18-99ed-413e9cdf3f80
Czokowoko

W moim wypadku było by : " nie będę gryzł cię po pietach o 6 rano"

GARN_

@Vampiress mój by nie tknął kiełbasy

Zaloguj się aby komentować

1702 + 1 = 1703


Tytuł: Saga rodu Forsyte'ów (tom 1)

Autor: John Galsworthy

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Świat Książki

Format: audiobook

ISBN: 9788368350203

Liczba stron: 448

Ocena: 2/10 (bardzo słaba)


Saga rodu Forsyte’ów to dość zapomniany już dzisiaj klasyk – nie znajdziecie tej trylogii na listach pokroju „100 książek, które musisz przeczytać”, ja sama dowiedziałam się o istnieniu cyklu z fragmentu którejś powieści Musierowicz, jak Borejkowe dyskutowały o literackich truloffach.


Po przesłuchaniu audiobooka doskonale wiem już, czemu trylogia Galsworthy’ego popadła w zapomnienie. Ba, dziwię się, że kiedykolwiek była przez kogokolwiek ceniona!


Skąd taka opinia? Ano stąd, że książka cierpi na niemal całkowity zanik fabuły. To zbiór obrazków z życia codziennego angielskiej burżuazyjnej rodziny u schyłku XIX wieku, opowiedziany narracją typu totalne pierdololo. Powiedziałabym, że to swego rodzaju literacka telenowela, ale w telenowelach często pojawiają się intrygi z jakąś konkretną akcją, a tu cały czas wieje nudą. Wnoszę, że miała to być pełna ironii satyra na konserwatywne mieszczaństwo, jednak ktoś zapomniał autorowi powiedzieć, że satyra powinna być choć trochę zabawna (bez porównania chociażby z Błękitnym zamkiem).


Jedynym wyraźnie rysującym się wątkiem jest historia małżeństwa Soamesa Forsyte’a i Ireny. Niestety, jest to element, który w oczach współczesnego czytelnika powieść tę może jedynie pogrążyć. Irena to kobieta, do której wszyscy naokoło spermią z powodu jej urody i której wszyscy współczują nieudanego małżeństwa z Soamesem. Ja tę postać odebrałam jako głupią i antypatyczną. Głupią, bo laska wyszła za mąż wyłącznie dla kasy, a potem dawała wszystkim do zrozumienia, jak bardzo cierpi. Antypatyczną, ponieważ ani przez moment nie starała się poprawić relacji z małżonkiem – od początku jest on jedynie zapchajdziurą, betabankomatem, którego można łatwo rzucić, gdy tylko w pobliżu pojawi się chad dynamiczniak. Na nieudolność autora trzeba zwalić fakt, że Soames, który od początku rysowany jest jako szwarccharakter, do pewnego momentu budzi jedynie współczucie, bo chociaż traktuje małżonkę powierzchownie, to jednak bez szemrania spełnia jej zachcianki i stara się, aby żyło się jej jak najwygodniej. Chyba sam Galsworthy zorientował się w środku pisania powieści, że powinno wyjść inaczej (Bubblesmeme.jpg), skoro z dvpy zafundował plot twist wręcz wrzeszczący do czytelnika „Soames to świnia!!!11oneone!!1!”.


Kompletna strata czasu, nawet świetny Marcin Popczyński nie zdołał odczarować tej ramoty.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

779b30d3-d221-426d-b826-bdf8116d0eb8
Hoszin

chyba jakaś ekranizacja była.

Vampiress

@Hoszin wiki mówi, że nawet kilka

42ab02b4-7d01-45ec-9ace-1444cd716731

Zaloguj się aby komentować

1701 + 1 = 1702


Tytuł: Ostatnie królestwo

Autor: Bernard Cornwell

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Otwarte

Format: e-book

ISBN: 9788375154955

Liczba stron: 488

Ocena: 7/10 (dobra)


Pierwszy tom trzynastotomowego cyklu Wojny wikingów rozgrywającego się za panowania angielskiego króla Alfreda Wielkiego. Główny bohater sagi, małoletni Uhtred, syn eldormana Bebbanburga, podczas najazdu Duńczyków trafia do niewoli. Ze względu na wrodzoną brawurę, chłopak dość szybko staje się ulubieńcem jarla Ragnara, który w następnych latach zastępuje małemu Anglikowi ojca. Pod okiem Ragnara, Uhtred przyswaja sobie zwyczaje najeźdźców i szkoli się na wikińskiego wojownika. Nie spodziewa się, że nabyte umiejętności przyjdzie mu w dorosłym życiu wykorzystać w walce przeciwko Duńczykom…


Jeśli przed sięgnięciem po tę powieść ktoś czytał Trylogię arturiańską tego samego autora, mieć może coś w rodzaju deja vu. Oto bowiem kolejna historia osadzona na Wyspach Brytyjskich w burzliwych czasach zmagań z potężnym najeźdźcą, opowiadana z perspektywy starca, który wychowywał się zarówno w kulturze lokalsów, jak i wrogów, a jako dorosły służył mieczem i włócznią potężnemu władcy pragnącemu zjednoczyć kraj.


Niestety, Ostatnie królestwo nie porwało mnie tak, jak retelling legend arturiańskich. To dobra powieść (Cornwell raczej fuszerki nie odwala), ze świetnie oddanym tłem historycznym, ale nie wciągnęłam się w nią tak mocno, że wręcz nie mogłam się doczekać, kiedy znowu otworzę książkę, a postacie były co najwyżej spoko i nie wzbudzały we mnie tak skrajnych emocji, jak bohaterowie Trylogii arturiańskiej. Dla mnie historia Uhtreda to raczej taka generyczna powieść o wikingach (podejrzewam, że na podobnym poziomie stoją wikińskie powieści polskich autorów), trochę typu „przeczytać i zapomnieć”.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

d5741805-d0e7-404c-94ef-7c0696050908
Hoszin

jakoś zatrzymałem się na 4 tomie.

Zaloguj się aby komentować