Zdjęcie w tle
George_Stark

George_Stark

Osobistość
  • 110wpisy
  • 1467komentarzy
Wczorajsze #naczteryrymy mam wygrane
choć żona ciągle męczy się z kranem.

W związku z tym dziś bawicie się tak:

rymy: kołysała – grzywa – skała – pływa
a temat: różowe klapki.

Zachęcam również osoby postronne do wzięcia udziału w zabawie. Oto skrócone zasady:

Układamy cztery wersy, lub wielokrotność jeśli ktoś ma ochotę.
Każdy wers musi kończyć słowem zadanym przez OPa dokładnie w tej kolejności, która jest we wpisie.
Rymowanka powinna, przynajmniej luźno, nawiązywać do tematu zadanego przez OPa.
W nagrodę, kolejnego dnia zwycięzca wymyśla rymy oraz temat i w miarę możliwości publikuje wpis między godz 20 a 21.

Pełen opis zasad znajduje się o TUTAJ.

Dobrej zabawy!

#zafirewallem #tworczoscwlasna no i może pojawić się też #poezja
plemnik_w_piwie

@George_Stark 

Gruba baba stąpała i się tak kołysała,

Że jej twarz oplotła jej własną grzywa.

Się w basen wjebała, na dno poszła jak skała,

Ślad po niej zaginął, jeno klapek se pływa.

PaczamTylko

Wakacje Seby


Już wódeczka Sebę wykołysała

lecz cóż on widzi, to fali grzywa

ależ to byłby skok, może tamta skała

no i siup, po Sebku tylko klapek pływa

conradowl

Do snu już niemal go uKołysała

Już na bok zsunęła się grzywa...

Zasnął jak kamień, śpi twardo jak skała

A z pyska na myśl o klapku ślina spływa


Zdjęcie poglądowe

9e1fe214-6173-4b8f-8c83-4a050c5ab25c

Zaloguj się aby komentować

W temacie tej wspaniałej, acz nietagowanej zabawy od kolegi @em-te jeszcze takie mi się napisało:

Woda z kreską

Nad zlewem, opodal płynu
leciała woda strużyną
bo kran, miast wstrzymać jej bieg
na darmo puszczał ją w ściek.

Posłano wpierw po strażaka:
– Nie dla nas robota taka!
My kranów nie naprawiamy!
My z drzew koty ściągamy!

Wezwano więc marynarza:
– Nie co dzień mi się to zdarza
by kran naprawić proszono!
Ja wodę znam, ale słoną!

Ściągnięto później pływaka:
– Płytka ta woda jest jakaś.
Pracować możecie ze mną,
kiedy w basenie jest pełno.

W końcu księdza wezwano:
– Mocą przez Kościół nadaną
jedyne co zrobić mogę
to wam poświęcić tę wodę.

A gdy się wszyscy poddali
przyszła nas wtedy ocalić
młodsza siostra, Weronika:
– Wezwijcie hydraulika?

Hydraulik, ksywa: Bolec
czy też Kolec albo Stolec.
Tata mówi: – Słuchaj, Bolek
kasa żadną gra tu rolę!
Ja zapłacę ile trzeba,
tylko niech się nie rozlewa!

Bolec wziął ten kran w swe dłonie,
w dłoniach mu robota płonie
coś popatrzył, krzyczy: – O nie!
Ależ macie syf w syfonie!
Nucić zaczął on symfonię…
… wreszcie mówi: – No to koniec!

Mama była coś marudna
bo woda leciała brudna.
Tata był zadowolony
bo leciał to Łolkier Dżony.

***

I to chyba dość na dziś.

#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna
George_Stark

Na ratunek kogo chcieć?

Może parkingowy cieć?

Bardzo groźną zrobił minę

Splasz, gdy przyszedł z karabinem.

Moose

Powiedziała nam kucharka

Że zapchana w kranie szparka

Jednak więcej nam nie powie

No i drapie się po głowie


edit: będzie lepiej:


Powiedziała nam kucharka

Że nasz kran zapchała skwarka

Jednak więcej nam nie powie

No i drapie się po głowie

Zaloguj się aby komentować

Kolega @em-te rzucił fantastyczny pomysł, który ogromnie mi się spodobał i znalazłem mnóstwo przyjemności bawiąc się w tę "poezję zaangażowaną" (i dalej się wspaniale bawię, bo to jeszcze nie koniec pomysłów!), ale opublikował go poza naszą społecznością kawiarenki. Powiadomienia ostatnio działają jak działają, więc nie do wszystkich mogło to dotrzeć, w związku z czym efekty dalszej swojej twórczości w tym temacie zostawię tutaj jako ten osobny wpis. Jeśli taka zabawa spodoba się Wam tak jak mnie się podoba, to możemy sobie wymyślić jakiś tag, zasady pojawią się pewnie same w trakcie i będziemy mieć kolejną zabawę. Jeśli się nie spodoba, to opublikuję pewnie co najmniej jeszcze jeden wierszyk w tym temacie cieknącego kranu, bo mnie się ta zabawa niesamowicie podoba!

***

Nad Zlewem

A nad Zlewem w dzień naprawy
takie się porusza sprawy:
– Może wreszcie pan przestanie?
Tak pan cieknie, panie Kranie?
– Cóż się dziwić, ma Gąbeczko,
gdy mam problem z Uszczelką?
Rzecze na to Płyn Do Naczyń:
– To z Kurkami problem raczej!

– Niech to szlag! –
rzekł pan Durszlak.

Kurki już się rozkręciły:
– Czemu pan taki niemiły?
Czemu pan tak na nas szczeka?
Płyn się rozlał, bo miał pH.
Gąbka wrzeszczy: – Nie ma rady!
Płyn ma pH i zasady!
Lecz to ja, gdy on się uprze,
Muszę radzić sobie z tłuszczem!

– Niech to szlag! –
rzekł pan Durszlak.

Gąbka, gdy wyszorowała
na Suszarkę się udała:
– Ależ wszystko mam wyżęte!
Choć do Płynu czuję miętę…
Płyn się na to spienił aż:
– Mogę trysnąć ci na twarz.
Wtrącił na to się pan Zlew:
– Spróbujcie tu zrobić chlew!…

– Niech to szlag! –
rzekł pan Durszlak.

Odezwała się Suszarka:
– Spójrz na Ścierkę, ta ma farta!
Wisi sobie tam na Drzwiczkach
i ją głaszcze Rękawiczka!
A Ściereczka rzecze smutnie:
– Moi drodzy, po co kłótnie?
Po co wasza głupia walka?
Wnet zastąpi nas Zmywarka!

– Niech to szlag! –
rzekł pan Durszlak.

***

#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna
CzosnkowySmok

@George_Stark no nie nadrobię tego czytania. Nie mam czasu, niby mało osób mamy w kawiarence ale wszyscy płodni.

Zaloguj się aby komentować

Nie bardzo mi te dissy pasują, więc sobie odpuściłem. Ale że rymów natłok pojawił mi się kiedy analizowałem tekst di proposta, to postanowiłem pobawić się w jakiś taki karabin słowny i ułożyłem co następuje. Niekoniecznie chodziło mi o treść, ale żeby to się dobrze czytało. I mnie czyta się dobrze. Oto przed Wami to co mi tam wyszło:

Pierwszy raz Agatki

Agatka. Śliczna dziewczynka, niczym malinka – krzywa jej minka: łyknęła winka!
To winko, pod straż oddane nikomu, do głowy jej uderzyło z potęgą gromu: – O! W to mi graj!
Przez chwilę poczuła na ziemi raj: – Skoro tak działa, to więcej dawaj!
Lecz gdy szklaneczek wypiła już siedem, to wtedy w jakąś wkopała się biedę: – Wszystko wiruje! Aj, aj, aj, aj!
Wstąpiła w nią, biedną, jakaś wariatka: zbluzgała bratka, zerwała kwiatka, aż w końcu, nasza ta aparatka, na co dzień jednak nie bita w ciemię, z hukiem dość głośnym runęła na ziemię.

Czy to sumienie, czy też cierpienie,
głowy bolenie, żołądka skurczenie?
A może po prostu przed karą drżenie, kiedy rodzice w tej oto scenie
się pojawili. Wytłumaczenie? Czy jakąś jej można dać na to radę, gdy na podłodze wylądowało wypite winko z w pół przetrawionym od mamy obiadem?

A mama już z tatą w pokoju staje! Agatka wstaje. – Strułaś się, złotko, mym dewolajem? – pyta ją mama, bo tak się jej zdaje.
Ni tłumaczenia ani też żale z ust córki żadne nie padły tam wcale bo grawitacji porwały ją fale i znów pozycja horizontale.
– Poczekaj mamo, już zaraz wstanę – Agatki słowa wybełkotane u mamy gniewu wzbudziły parę: – Agatka pijana! Dacie wy wiarę?!

Mama już w szale, Agatka się maże,
a tylko tata do swoich wrażeń
z młodości z uśmiechem wraca i córki nie łaje:
– „Sam przecież kiedyś tak zaczynałem”.

***

No, to jest tekst di risposta, który stworzyłem sobie w ramach zabawy w zabawie #nasonety , która odbywa się w najwspanialszej (bo istniejącej wyłącznie w wyobraźni) kawiarence #zafirewallem .

#poezja #tworczoscwlasna
UmytaPacha

@George_Stark już myślałam że znowu erosomaństwo będzie xd

Piechur

Świetne Ale to już nie karabin, tylko gatling

George_Stark

@splash545 Dziękuję. Z pozycji verticale jednak.


@UmytaPacha No ja już nic nie poradzę na to, że wszędzie się erosomaństwa spodziewasz.


@Piechur Dziękuję również. Aż musiałem sprawdzić co to ten gatling. No i przez Ciebie czegoś się dowiedziałem.

Zaloguj się aby komentować

270 + 1 = 271

Tytuł: Posłowie
Autor: Wit Szostak
Kategoria: literatura piękna
Ocena: 8/10

#bookmeter

Zazwyczaj potrzeba trzech dni, by uświadomić sobie koniec i przejść przez ciemność, a potem spakować całe swoje dotychczasowe życie aż do najdrobniejszego szczegółu najmniej istotnego napomknienia i wyruszyć w nieznane, w podróż do innego świata wobec którego żywi się zupełnie nieuzasadnioną nadzieję, że będzie lepszy od starego, ale też równie silne oczekiwanie, że zastanie się wszystko znane i oswojone, bez konieczności konfrontowania się z obcością, bez przymusu nauki nowych reguł, bez całej tej niepewności podróży, która może kusi, ale zarazem sprawia, że trzymamy się na dystans [...]

Jakby to tak napisać żeby potencjalnym czytelnikom nie zepsuć przyjemności z lektury tego – bo ja wiem? – eksperymentu literackiego może? Jakiegoś rodzaju prowokacji? Do zastanowienia się na przykład nad zupełnie bezsensownymi z praktycznego punktu widzenia, i może właśnie dlatego tak pociągającymi, sprawami? Takimi jak relacja w literackim trójkącie (kolejność przypadkowa, bo nikt tutaj nie jest uprzywilejowany): Autor – Redaktor – Czytelnik. Albo nad tym gdzie w książce (powieści? opowiadaniu? opowieści? historii?) jest początek a gdzie koniec? W każdym razie Posłowie to nie jest książka zwykła, nie jest to fabuła w swoim klasycznym znaczeniu, choć może się na początku taką wydawać.

Sama opowieść Posłowie, o której treści nie będę się rozwodził, bo w zasadzie nie ma jej dużo, albo nie ma jej nawet prawie wcale, ale to nic nie szkodzi, bo napisana jest językiem urzekającym. Pięknym, wspaniałym, płynącym i niosącym tym swoim spokojnym prądem czytelnika. To przykład na to najcudowniejsze z możliwych użycie języka do pieszczenia zmysłów samym swoim brzmieniem, rytmem, snuciem myśli, przy czym w zasadzie bez znaczenia jest czego te myśli dotyczą. To jest coś, co w literaturze uwielbiam.

Po opowieści Posłowie natomiast, jak przystało na zakończenie książki, następuje Posłowie. Napisane przez Redaktora. Albo może Autora? Nie wiem, autor Posłowia, nawet jeśli tym autorem był Redaktor, nie podpisał się. Mogę tylko domniemywać, że Autor opowieści Posłowie był też Redaktorem Posłowia do opowieści Posłowie. Albo Redaktor opowieści Posłowie był też Autorem Posłowia do powieści Posłowie. Albo jeszcze jakoś inaczej. Choć w zasadzie dla mnie, jako Czytelnika, nie ma to raczej większego znaczenia.

Zabrałem się za tę książkę przypadkiem, bo miałem wczoraj ochotę coś przeczytać, a nie bardzo mam czas zabierać się za coś dłuższego, więc spojrzałem sobie co tam z wolnychlektur mogę sobie ściągnąć i kiedy zauważyłem nazwisko pana Szostaka, nie zastanawiałem się nawet chwili. Ta króciutka książeczka, 36 stron przy moim formatowaniu ebooków, niecała godzina czytania lewie, urzekła mnie dwa razy. Po pierwsze formą, w swojej pierwszej części, czyli opowieści Posłowie. Po drugie treścią, w swojej drugiej części, czyli Posłowiu do opowieści Posłowie. Mnie się niesamowicie podobała. Ale ja uwielbiam takie pięknie, jałowe rzeczy jak opowieść Posłowie i bezsensowne, akademickie (a może jeszcze bardziej bezsensowne, bo filozoficzno-literackie) rozważania, które zwykle do niczego, poza samą przyjemnością z rozważania rozważanej kwestii, nie prowadzą.
45dc5fb0-4c83-43e1-b0f2-8b9a6dc5f5f1

Zaloguj się aby komentować

266 + 1 = 267

Tytuł: Nadberezyńcy
Autor: Florian Czarnyszewicz
Kategoria: powieść historyczna
Ocena: 6/10

A o Dowborze wcale nie słychać?
Nie spotykałem nigdy w gazecie, musi jednak przy Piłsudskim być.
Lepiej żeby był, bo ten Piłsudski może wcale i nie wiedzieć, że my tu jesteśmy.

Kiedyś Polska kończyła się na Dnieprze. Później były rozbiory, ale polskość na tych ziemiach pod obcym berłem między Dnieprem a Berezyną nie zanikła przecież. Trwała i trwa dalej aż do teraz. Aż do początku XX wieku, kiedy to akcja utworu pana Czarnyszewicza rozpoczyna się sceną najazdu mołojców na majątek Rogi, który to w arendę wzięła rodzina Bałaszewiczów. Bo tak, polskość tam nie zanikła, ale z tą polskością nie każdemu jest tam po drodze. Są tacy, który ona przeszkadza. Tacy, którzy woleliby, żeby tej polskości tam nie było. I nie są to wcale wielcy władcy, których głowy zajmują myśli o tym, jak to przyłączyć do swojej ojczyzny (własności?) kolejne jeszcze obszary albo wyplenić obcą kulturę i zastąpić ją swoją. To są prości ludzie. Sąsiedzi. I to właśnie im ta polskość przeszkadza. A może nie tyle polskość, co po prostu inność?

Książka zaczyna się sceną kolejnego napadu na Polaków przez ludność białoruską. Wierną carowi i wyznającą lepszą wiarę. Później ta polskość również jest tępiona, w różnych miejscach i na różne sposoby. Na przykład w szkole, do której rodzice wysyłają Stacha Bałaszewicza. Autor zajął się opisem tej małej polskości, tej codziennej, którą w tamtym czasie czuli mieszkańcy ziem nad Berezyną. I ta część wyszła mu nadzwyczaj dobrze, ogromnie mi się podobała. A jeśli dodać do tego fakt, że pan Czarnyszewicz właśnie stamtąd pochodził i postać Stacha Bałaszewicza oparł na własnych przeżyciach, to pierwszy tom tej powieści jest naprawdę smakowitym kąskiem (nie wspominając tego, że można go traktować jako pewien rodzaj literackiego dokumentu, zapisu tamtych czasów w tamtym rejonie oglądanych przez pryzmat codziennego życia). Tak, ten pierwszy tom Nadberezyńców był smakowitym kąskiem. Przynajmniej jeśli chodzi o mój literacki apetyt.

Później sytuacja na świecie zmienia się. Upada carat, przychodzą bolszewicy, tylko Polski dalej nie ma tam, gdzie kiedyś była i gdzie ciągle jeszcze są Polacy. I właśnie ci Polacy znad Berezyny sprawie polskiej chcą się przysłużyć jak mogą. To młodzi chłopcy, nastolatkowie jeszcze, ale kto walczy w wojnach, jeśli nie młodzi chłopcy właśnie? Realizację tej utrudnia im kilka spraw. Po pierwsze represje, które spadają na tych, których młodzi chłopcy pozostawili. Na ich matki, siostry, młodszych braci, starszych mężczyzn – ojców i dziadków, którzy walczyć już nie mogą. Dochodzi do tego brak organizacji własnej, choć nadrabianej chęciami i ambicją – to była piękna scena, kiedy chłopcy chcieli założyć pułk ułanów dysponując wyłącznie sobą w liczbie dziewiętnastu dusz i koniem w liczbie jeden. Iście ułańska fantazja. Na przeszkodzie staje też sama armia z jej hierarchią i decyzjami zapadającymi gdzie indziej. Kolejna piękna rzecz z tomów dalszych: opis tego, jak szybko rozpalały się nadzieje kiedy polskie legiony wkraczały na okoliczne tereny i jak te nadzieje szybko gasły, kiedy te legiony się z nich wycofywały.

***

Naczytałem i nasłuchałem się o tej powieści dużo dobrego. Uwierzyłem na słowo i zabrałem się za nią w końcu (bo długo na swoją kolej czekała) nie sprawdzając co to w ogóle jest. Miało to być, według tych informacji, które do mnie docierały, coś pokroju Na wschód od Edenu. Miała to być ogromna powieść; miała być saga. No ale nie była.

I ja nie twierdzę wcale, że ta książka była zła. Bo nie była. Była dobra, a wręcz bardzo dobra, to przyznaję. Tylko nie opowiadała o tym, o czym ja chciałbym czytać. Traktowała o rzeczach, które mało mnie zajmują, stąd może ten mój brak nad nią zachwytu. Tak, to opinia bardzo subiektywna, ale chyba właśnie tutaj jest takie miejsce, gdzie mogę swoją bardzo subiektywną opinię napisać. Dla mnie za dużo w tej książce było polskości, Polski i Polaków, a za mało ludzi. Owszem, były wątki traktujące o przyjaźni czy miłości, ale one dla mnie albo wyglądały na tło, albo służyły pokazaniu, że miłość czy przyjaźń, owszem, są ważne, ale Ojczyzna przede wszystkim. Nadberezyńcy to piękny moim zdaniem opis niepodległościowych zrywów na wschodzie i, jeśli ktoś taką tematyką jest zainteresowany, to powinno mu się podobać. Mniej piękny jest w tej książce opis bohaterów, bo są oni dużo mniej wyraźni niż ich Sprawa. To przede wszystkim jest mój zarzut do treści. Jeszcze raz: oparty wyłącznie na tym, czego ja oczekuję od lektury.

***

Jeszcze słowo o kolejnej rzeczy, za którą ta książka jest chwalona. Chodzi o język, jakim jest napisana. To, jak gdzieś czytałem, utrwalona na piśmie mowa ludzi z tamtych rejów i czasów i, o ile lubię słuchać mowy z tym wschodnim zaśpiewem, z tymi rusycyzmami, tak w piśmie nie tylko nie zrobiła na mnie wrażenia, ale też momentami powodowała irytację i utrudnienie odbioru. Może to przez moją lichą raczej znajomość rosyjskiego?

Podobało mi się natomiast, bo to pierwsza od dawna książka, którą przeczytałem na papierze, wydanie, jakie miałem w rękach. Czytałem tom opublikowany przez wydawnictwo FIS z 1991 roku i wpadłem w zachwyt, kiedy uświadomiłem sobie, że ta książka została chyba wydana sposobem tradycyjnym. To znaczy była składana przez zecera i drukowana na prasach drukarskich. Tak domniemywam, bo świadczyć o tym mogą drobne nierówności czy to w układzie tekstu na stronie, czy nierówności w samych liniach. Nie przeszkadzały mi one wcale, tak jak i częste literówki czy braki ogonków przy „ą” i „ę”. Więcej! Zachwycał mnie sam krój czcionki i uświadomiłem (albo przypomniałem) sobie, jaka to przyjemność obcować z tak wydanym dziełem. I to mi się w tych Nadberezyńcach, których ja czytałem, też bardzo podobało.

#bookmeter
5480f10c-3b0d-4d6d-8f6f-98f617e33390

Zaloguj się aby komentować

Drogie Poetki, drodzy Poeci!

W momencie publikacji tego wpisu XV edycja naszego konkursu #nasonety dobiegła końca, a więc czas na jej podsumowanie! I oto przed Państwem #podsumowanienasonety ! – pamiętałem o tagu!; jestem z siebie dumny!

Zanim jednak ogłoszę zwycięzcę tej właśnie zakończonej edycji, zanim też zdradzę jakie to kryteria sobie przyjąłem żeby tego zwycięzcę spośród nas wyłonić, krótkie przypomnienie tego co stworzyliśmy w tym tygodniu:
Trudnym (dla wszystkich oprócz Splasha) utworem di proposta w tej edycji zabawy był tekst muzyczny, refren utworu Jeśli Bóg istnieje ze wspaniałej płyty Kayah i Bregović .

Do konkursu przystąpili (kolejność chronologiczna):
@splash545 z tekstem To w co wierzę , który zebrał 10 piorunów;
@moll z tekstem bez tytułu , który zebrał 15 piorunów;
@Piechur z tekstem bez tytułu , który zebrał 13 piorunów;
@George_Stark z tekstem bez tytułu , który zebrał 12 piorunów;
@moll z tekstem Rodzina , który zebrał 19 piorunów;
@KatieWee z tekstem Chmury nad nami , który zebrał 15 piorunów;
@Moose z tekstem Stracony czas , który zebrał 14 piorunów;
@splash545 z tekstem Kiedy sonet Twój? , który zebrał 11 piorunów;

Do konkursu nie przystąpili: @UmytaPacha i @DiscoKhan .

EDIT: Do konkursu nie przystąpił też @bojowonastawionaowca.

Kryterium przyznania zwycięstwa, jaką sobie wymyśliłem w momencie otwarcia tej edycji, ale nie ogłosiłem go publicznie jest najmniejsza liczba otrzymanych piorunów. Tak że sorry, Splasz…

Panie i Panowie! Poetki i Poeci! Zwycięzcą XV edycji konkursu #nasonety ogłaszam kolegę @splash545 , który pod względem najmniejszej liczby zebranych piorunów zajął w tej edycji zaszczytne i pierwsze i drugie miejsce! Gratulacje!

#zafirewallem #tworczoscwlasna #poezja
splash545

Chciałem tylko dodać, że oba sonety, które napisałem miały najmniej piorunów, więc należało mi się podwójnie!

UmytaPacha

@George_Stark nie mogę XDDD pierwsza edycja w której @DiscoKhan miał realne szanse wygrać - i nie wziął udziału XDDDD


Do konkursu nie przystąpili: @UmytaPacha i @DiscoKhan .

A w ogóle co to za Ścianą wstydu : P

Wielu innych kawiarenkowiczów też nie wzięło udziału

DiscoKhan

Akurat padło jak mam takie twórcze zaparcie, że mi nawet ciężko coś wykrzesać w naczterechrymach...


@UmytaPacha wygrałbym na bank, bo poetycka nędza za mną w tym tygodniu kroczy xD

Zaloguj się aby komentować

No i tak to jest, że bawić chciałby się każdy, a wygrywać to nie ma komu. I wtedy ja muszę. Ale wspomógł mnie @splash545 i oto co tam wspólnymi siłami wydukaliśmy:

rymy: proszę – realnie – grosze – bezkarnie
temat: kulki

I teraz proszę
zupełnie realnie!
– to moje wtrącone trzy grosze –
nie lecieć w kulki i nie wygrywać bezkarnie!

Dobrej zabawy!

#naczteryrymy #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna
CzosnkowySmok

Co to leży, kulki szklane, o proszę!

Czy prawda to czy jest to realne?

To nie są jakieś marne grosze!

W świat marzeń lecę bezkarnie.

George_Stark

Ogrodnik


Łąkę zroszę, ależ proszę.

Nie reale! Real: nie!

Bo reale gorsze aniżeli grosze.

A choć płacisz marnie, zerwę też bez.

Karnie.

jakibytulogin

"Dzień dobry, dwie kulki poproszę",

I kładę na ladzie real. "Nie,

Przyjmuję złotówki i grosze",

Więc zbliżam Revolut bezkarnie.

Zaloguj się aby komentować

Zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że trudne zadałem. Ale nie przepraszam, z trudów też może się coś ładnego urodzić, a w tym przypadku fajnie mi się eksperymentowało z rytmem i tym, żeby to wszystko jakoś brzmiało. I nawet uważam, że całkiem mi wyszło. Proszę bardzo:

***

W deszczu na ulicach mienią się kałuże
i lśni bruk miasta, bo mokro jest wszędzie
a po tych ulicach w górę się pnie
Zapalacz Latarni. Idzie i niesie nowinę
że noc, tak jak szybko zapadła, tak też i szybko minie.
On światłem jasnym rozproszy jej cień;
on strachy wszelkie wygoni zeń;
on wreszcie ogniem rozpali swym
to miasto deszczowe, co jakby pić
chciało, tak pragnie by na jego ramiona
móc złożyć swoich koszmarów moc.
A ty? Ty możesz już bezpiecznie, pod koc,
bo on zadość uczyni twojej potrzebie
i wyrwie cię z tej ciemności, jakbyś był w Erebie.

***

#nasonety #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

A tutaj tekst di proposta.

I, jako bonus, rysunek Zapalacz Latarni autorstwa pana Władysława Podkowińskiego.
66740d9a-cc2f-4729-be83-33a8d9272693
splash545

No wyszło, całkiem fajny

Zaloguj się aby komentować

Ależ mi nie pasuje ta wygrana! No ale trudno.

Dobrze, narzeknąwszy, przechodzę do rzeczy:

w kolejnej już, piętnastej (XV), edycji konkursu #nasonety znów, wbrew nazwie zabawy, odejdziemy od układania do sonetu, a będziemy układać wiersze nasze do tekstu muzycznego. Tym razem będzie trudniej, bo układ rymów jest dziwny, same rymy niedokładne, a i nie wszystkie wersy kończą się rymem. Ale sobie poradzimy, prawda? A nawet jeśli nie, to zmarnujemy tylko jeden tydzień. Czyli nie za dużo.

Ponieważ w zeszłym tygodniu miałem olbrzymią przyjemność posłuchać na żywo pana Gorana Bregovicia z jego Wedding and Funeral Orchestra i cały czas gdzieś za mną te bałkańskie rytmy chodzą, to postanowiłem wybrać tekst do któregoś z utworów, które ten muzyk wspaniały nagrał z polskimi wokalistami. Chciałem nawet pozostać w temacie różanym i zaproponować tekst do Byłam różą (oryginał: Ružica si bila w wykonaniu kapitalnego zespołu Bijelo Dugme), ale uznałem, że to już przesada, bo tam się mało co rymuje. Wybór padł więc na fragment utworu Jeśli Bóg istnieje . Jest to miks dwóch piosenek Bijelo Dugme: Ako ima Boga i Te noći kad umrem, kad odem, kad me ne bude . I właśnie do polskiego przekładu tej drugiej będziemy układać nasz wytwory. A oto i tekst utworu (choć nie sonetu) #diproposta w XV edycji konkursu #nasonety w kawiarence #zafirewallem :

***

A kiedy odejdziesz, kiedy umrzesz
gdy cię nie będzie
nocy tej wtem przebudzą się kobiety dwie.
Jedna to matka, wyleje łez lawinę
druga to ja, ja przeklnę twoje imię
i roześmieję się,
przeklinając każdy dzień
gdy przy boku twym
nie mówiąc nic
stałam sto lat jako żona
i się śmieję w głos
przeklinając każdą noc,
a na końcu przeklnę samą siebie
za to, że kochałam ciebie.

***

Sprawy organizacyjne jeszcze:
- konkurs trwa do piątku 15.03.2024; godziny nie podaję bo będę mocno zajęty i nie wiem o której dam radę napisać, jeśli nie dopiero w sobotę albo w niedzielę - najwyżej dam zwycięzcy dać znać wcześniej, jak to tym razem zrobiła @UmytaPacha , choć niewiele to pomogło, bo przeczytałem dopiero przed chwilą;
- z tagowaniem podsumowań to dobry pomysł i użyję tego tagu (jeśli nie zapomnę);
- zasady przyznawania zwycięstwa będę inne niż dotychczas - ja już wiem jakie, ale nie powiem!
- piszę z telefonu, bo nie mam innej możliwości, a cholernie nie lubię i nie umiem, więc przepraszam za błędy i nieskładności.

Dziekuję i bawcie się dobrze!
splash545

@George_Stark jakoś se poradzimy, najwyżej będzie byle jak, ale będzie

Zaloguj się aby komentować

No, to jeszcze jeden. Dziś rano czytałem artykuł, widać że tłumaczony maszynowo z angielskiego i w związku z tym mnie natchnęło. Bo wcale mi się nie podoba to, w którym kierunku zmierzamy w tym maszynowym pędzie i lenistwie i wygodzie własnej i może dlatego połączyło mi się to w tym wytworze z kolejnym tematem. Po prostu poszedłem krok dalej w kierunku tego, co mi się nie podoba jeszcze bardziej niż tłumaczenia maszynowe. Powstał z tego taki oto sonet di risposta, czyli kolejna odpowiedź na sonet di proposta zaproponowany przez koleżankę @UmytaPacha w ramach XIV edycji zabawy #nasonety w kawiarence #zafirewallem. I, tak, ta moja #poezja (?), jak i każdy inny mój wytwór to jest #tworczoscwlasna. I inaczej nie będzie.

***

Sztuczna głupota

Dziennikarz, który pisać jest chyba nie do końca zdolny
– cóż zrobić? – tak chyba jego „wykształcono”? –
by artykuł dostarczyć to musi wspomagać się stroną
z tłumaczeniami. Prasa – najlepiej zagraniczna – czyni przecież wolnym!

Skopiować cudzy artykuł do DeepL no i już! Zrobione!
Albo: jeszcze lepiej!: zgodnie z nową modą
użyć GPT-Chatu można, zamiast ruszyć głową.
Tylko, gdy toto czytam, aż z żenady płonę.

Język maszynowy jakiś jest nieskładny:
płaski, sztywny, bez porównań, wcale nie bogaty.
I jeszcze te błędy!: już nie ładne kwiatki! , ale brzydkie kwiaty!

Na koniec wygenerować obraz – co z tego że może i jest ładny? –
lecz jak tu bez niepokoju patrzeć w stronę jutra
kiedy treści nam kreuje inteligencja (czy głupota?) sztuczna?

***

Nie wiem czy to będzie wytwór uwzględniony przez naszą jurorkę jako konkursowy, bo kilka reguł zabawy złamałem żeby wcisnąć w te czternaście wersów taką treść, jaką chciałem tam wcisnąć. Ale do liczby (nie ilości!) złamanych przez kolegę @DiscoKhan zasad, to w sumie bardzo mi jeszcze daleko.
moll

@George_Stark inteligencja sztuczna, za to stoi za nią naturalna głupota... Młotka też trzeba umieć używać

DiscoKhan

@George_Stark generalnie to jest kwestia tego, że w dziennikarstwie jest znacznie mniej pieniędzy do zarobienia. Korekta, edytorzy tutaj jest tłumacz - to są oddzielni ludzie do opłacenia. Teraz każdy ma być człowiekiem-orkiestrą ale jakoś nie za bardzo to wychodzi zwłaszcza, że ta osoba jest kiepsko opłacana.


Zaś co do łamania zasad przeze mnie to jest mocna nadinterpretacja! To jest takie mocne słowo, tam może je lekko przydeptałem ale bez szkody permentnej dla tychże reguł! Zaś złamanie sugeruje jakoby zwichnięcie zasadowe całkiem je nadwyrężyło i je przestawiło.

Pan_Buk

@George_Stark W ostatnich latach jesteśmy zalewani miałkimi treściami. Ciężko z tego wyłowić wartościowe rzeczy. Chciałbym, żeby kiedyś sztuczna inteligencja doradzała mi: "Panie Buku, polecam pana uwadze ten artykuł. George Stark napisał interesujący komentarz, proszę zwrócić uwagę. Na YouTube właśnie pojawił się wartościowy materiał o kulturze japońskiej".

Aby odsiewała dla mnie ziarno od plew, pełniła rolę seksownie inteligentnej asystentki.

Zaloguj się aby komentować

No i jeszcze jedna di risposta do sonetu di proposta wyszperanego gdzieś tam ze spuścizny pana Żuławskiego przez koleżankę @UmytaPacha w ramach tej XIV edycji konkursu #nasonety w kawiarence #zafirewallem . Taka tam #tworczoscwlasna , która aspiruje być może nawet do zaszczytnego miana zostania zaklasyfikowaną przez kogoś jako #poezja.

***

Drugie imię Sprawiedliwości

i weszła wówczas ta pani, krokiem swoim dostojnym,
a ciasno miała na oczach opaskę założoną,
do sali, gdzie rebeliantów sądzono
przegranych. Bronić się już niezdolnych.

Już wiedzą, że wszystko stracone,
że "Winni!" – wystarczy to słowo
i przyjdzie zapłacić im głową
za ten ich sprzeciw przed tronem.

Lecz przyjrzał się jej bliżej człowiek jakiś uważny
i ujrzał, że miecz jej to był cokolwiek szczerbaty,
a też i szala oskarżeń dociążeń miała stygmaty.

Długo litanię prawiła, ponoć to w imię Prawdy,
ale ni słowa w niej o tych, co król je popełnił, brudach.
Sprawiedliwość? To może było jej imię? Nie. Raczej to była Obłuda.

Zaloguj się aby komentować

To jest generalny problem autorów, w tym i mnie, że wszystko w zasadzie to zostało już napisane i nic nowego napisać się chyba już nie da, więc należy sięgać do starych, znanych, ale również sprawdzonych motywów. Tak zrobiłem i tym razem i postanowiłem odświeżyć i trochę uwspółcześnić historię o zaklęciu w żabę…

W żabkę…

W Żabce!

***

Księżniczka z Żabki

Zielona forteca, strzeżona czasami przez zbrojnych,
choć z niepełnosprawnością stwierdzoną,
a w niej księżniczka cudowna; ta co ją tam uwięziono…
Uwolnić ją jestem ja zdolny?

Żądzą ja ku niej tak płonę!
I wizję roztaczam już błogą:
z jej ręką i zamku połową…
Ach! Pojmę księżniczkę za żonę!

I, jak w opowieściach pradawnych,
słyszanych od mamy i taty:
ruszyłem! Nie bacząc na żadne straty.

Złożyłem usta do pocałunku, co urok odczynić władny,
na co zwróciła się do mnie księżniczka ta moja ruda
z pytaniem: – Wariacie, to jaka będzie parówa?

***

To jest moja kolejna odpowiedź na sonet di proposta koleżanki @UmytaPacha w XIV edycji zabawy #nasonety w naszej wspaniałej kawiarence #zafirewallem .

#poezja #tworczoscwlasna
George_Stark

@Hoszin: Dziękuję


@Piechur: Również dziękuję.

dradrian_zwierachs

Nie wszystko zostało napisane. Branża jest mocno elastyczna i daje nieskończone możliwości kreacji.

splash545

Śmiechłem w szczególności ze zbrojnych z niepełnosprawnością stwierdzoną

Zaloguj się aby komentować

Pan Jerzy
czyli ostatni slam w Gorzowie

***

Od Autora

Drodzy Najmilsi!

Hoy ist wielki grande finale van mijn opus magnum! Przynajmniej so far. Z racji tego, że chwila jest co najmniej podniosła to, żeby podnieść ją jeszcze bardziej, a także zapozować na autora nie tylko płodnego, ale i elokwentnego, a i we świecie obytego, to dzisiejszy wstęp postaram się okrasić znaczną liczbą wtrąceń in externis linguis. One zawsze dodają speechowi splendoru.

Ta księga, w odróżnieniu od wcześniejszych, została zaplanowana. Nie żeby jakoś skrupulatnie, bo to przecież by mi się nie chciało, no ale pisząc całą tę opowieść zbierałem sobie pointy poszczególnych wątków, zapisywałem na boku i w zasadzie pisanie tej części polegało wyłącznie na ułożeniu ich w kolejności i połączeniu w jakąś w miarę sensowną całość. Jak to wyszło? Nie mnie to oceniać. Mam nadzieję, że będzie się Wam podobać, bo gdyby nie Wy, to byłbym kimś, kto robi coś dla nikogo, jak to czasami powtarzają chłopaki z mojej ulubionej warszawskiej grupy improwizacyjnej Klancyk! – mocno polecam się wybrać, jeśli będziecie kiedyś we Warszawie!

Skoro już o improwizacji, to słowo o technicznej części powstawania tego wysrywu. Pisałem toto gówno korzystając z narzędzi, jakimi posługuje się to cudowne zjawisko artystyczne, jakim jest teatr improwizacji. To znaczy bez żadnego planu, a kolejne części powstawały wyłącznie na podstawie tego, co zostało opublikowane już wcześniej oraz tego co zdarzało się na bieżąco w naszej wspaniałej kawiarence. Jedyna decyzja, jaką musiałem podjąć, dotyczyła tego jak to wszystko zakończyć. Plany na zakończenie były dwa: albo happy end albo sad end, czyli totalna rozpierducha. Choć ten drugi był kuszący, wybrałem jednak pierwszy. Dlaczego? To znów rzecz, której nauczyłem się przy okazji warsztatów improwizacyjnych, gdzie jeden z instruktorów zawsze nam powtarzał: Postarajcie się w scenach przemycić trochę dobra, niech świat po waszym występie będzie choć odrobinę lepszy. Uważam, że jest to słuszna droga przy tworzeniu czegokolwiek, stąd zakończenie jest jakie jest. A jakie jest? O tym przekonacie się czytając zamieszczony poniżej tekst. Zaspoileruję tylko, bo mi się taka zgrabna fraszka ułożyła, która tego zakończenia dotyczy i nie umiem się nią nie podzielić. A brzmi ona tak:

Co by tam po drodze się nie wydarzyło
to niechże na sam koniec i tak wygra miłość.

No i właśnie: ta opowieść, która właśnie się kończy, mimo że w znacznej części mocno posrana, była jednak o miłości. W tej miłości przydarzały się naszym bohaterom rozmaite rzeczy, jak to w miłości bywa – lepsze, gorsze, ale miłość je wszystkie przetrwała, bo była to miłość wymyślona, a nie prawdziwa. Bo to tak już jest z tą miłością, przynajmniej książkową, że najważniejsze to żeby być razem ze sobą, razem cieszyć się z tego co się udaje i razem śmiać z tego co się nie udaje. A na koniec to i tak wszystko zależy od autora, więc po co bohater ma się w ogóle starać?

Dobrze. Koniec tego sentymentalnego bullshitu, czas przejść do rzeczy, czyli do tekstu właściwego. Tylko jeszcze jedna fraszka na sam koniec, bo też uważam, że całkiem zgrabnie mi wyszła:

Ponoć czekaliście Jerzego, tak jak kania dżdżu.
A Pan Jerzy już jest! Jerzy już jest tu!

Przyjemności, śmiechu i czego tam jeszcze sami chcecie!
A czytać ten poemat polecam w klozecie.

Wasz Autor.

***

Spis treści

Księga I – Zwycięstwo
Księga II – Do Grecji!
Księga III – W Grecji
Księga IV – Nadal w Grecji
Księga V – Ciągle w Grecji
Księga VI – Jeszcze chwilę w Grecji, ale dłużej już w Nowej Soli
Księga VII – W nadodrzańskich lasach
Księga VIII – Pod czerwonym butem
Księga IX – Nadal pod czerwonym butem
Księga X – Ciągle pod czerwonym butem
Księga XI – Jeszcze pod czerwonym butem

***

Księga XII
Kochajmy się!

Wygrana – Przygotowania – Ojczyzna wyzwolona – Noc przedślubna – Ślub – Wesele – Kochajmy się!

Pacha, gdy z Okęcia Uberem wróciła,
to bardzo mocno wtedy przygnębiona była:
– Problem finansowy, mójże Dżordżu, nas zżera,
bo majątek musiałam wydać na Ubera
i jakby było mało, jeszcze na dodatek
od spadku, za ten zamek, przyszedł mi podatek.
I tak się zastanawiam, co zrobimy teraz,
gdy stan naszego konta już poniżej zera?
Pomógłbym ochoczo w jakimś rozwiązaniu
lecz gdy na nią patrzę, to tylko o przyssaniu
umiem wtedy myśleć. Więc z twardym mym młotem
dodaję: – I ślub nasz jeszcze jest w sobotę!
A po ślubie – wreszcie! – czeka nas poślubna noc
choć ze ślubem to się wiąże też wydatków moc…
– Zaraz! – przerywa Pacha – Głupku, zapomniałeś?!
To znowu twoja wina! Dziś jest poniedziałek!
Co oznacza, że niedziela już była. Wczoraj.
Niedziela – losowanie, więc może kasiora
wygrana na nas czeka i nie wiemy sami
że na powrót jesteśmy znów milionerami?
I z torebki pomięty wyciągnęła los
i gdy sprawdziła liczby, zaśmiała się w głos,
bo liczby zwycięskie były, niech czytelnik zna:
liczba cztery, liczba sześć, i liczba – jakże! – dwa!
I właśnie takie liczby Pacha zaznaczyła
bo tylko do sześciu się liczyć nauczyła
i na moje pytanie: – Powiedz, moja muzo,
ile żeśmy wygrali? Odpowiada: – Dużo.

Ten tydzień do wesela to na tym nam zleciał
że Pacha w zakupowy wpadła wtedy szał
i zakupy zrobiła przeogromnie duże
aż w powiecie wszystkie wykupiła róże!
Więcej nic ciekawego raczej się nie działo
no, może poza tym, że każde z nas srało.
A więc w tym miejscu, w celach statystycznych,
my, Autor, podajemy adekwatne liczby:
Pacha, jak to pisklę, co opuściło gnieździe,
gdzieś po szaletach srała, czyli na wyjeździe,
i oddała przez ten czas tylko cztery stolce;
bolesne: jadła róże, a te mają kolce;
@moll , jako ta ptaszyna, maleńki wróbelek
srała zaś wtedy często, lecz na raz niewiele:
chodziła więc po kuchni i puszczała gazy
i w te pięć dni ona srała dziewięć razy
(jakby swoje trawienie mogła kontrolować
ażeby móc na palcach stolce porachować);
Splash, mężczyzna o jelit pojemności wielkiej,
to świata bić rekordy postanowił wszelkie:
dwa razy tylko wysrać jemu się zdarzyło
lecz za to każda kupa ważyła pięć kilo;
ja, przejęty kawalerskiego stanu końcem,
przez tydzień obeszłem się jednym tylko stolcem;
objętością i wagą nie równym Splashowi:
nie ma na świecie zucha, co mógłby to zrobić!

Wiemy, że róż wtedy zabrakło w powiecie,
lecz zobaczmy co jeszcze działo się na świecie:
w gdańskiej stoczni (trochę czasu to zabrało)
Wałęsie przez mur wreszcie skoczyć się udało
i przybył on do nas na wesele w gości,
a choć miał swoją Dankę, Pachy mi zazdrościł!
Po Jałcie za Bugiem krasnoarmijcy stali
a wraz z nimi stał tam sam towarzysz Stalin.
Na tym Zabużu wówczas doszło do zatargu
bo na wycieczkę tam, wprost z Nowego Targu,
dzielnych się cała armia wybrała górali.
Wynik starcia: Stalin w kosmos się oddalił.
I, jak leciał, gdzieś koło Jowisza to było,
to tam ze złości zesrać mu się przydarzyło.
Beria, co z nim leciał, nie był gorszy wcale
bo miał przed Uranem gacie całe w kale.
Tak lecieli Stalin z Berią obesrani
do karła czerwonego: Proximy Centauri.
Tylko w Watykanie pojawił się wakat
chociaż po Stalinie nikt przecież tam nie płakał.
Kardynałowie szybko rozwiązali sprawę
i nowoczesne, on-line, zwołali konklawe.
Tylko, jakby Polakom to zrobili na złość,
bo na Tronie Piotrowym zasiadł z Niemiec gość.
Polacy to zawsze pod górkę jakoś mają
ale się, mimo wszystko, nigdy nie poddają:
nie dotknął nas ten ponury purpuratów żart
bo ten, jak się okazało, wybór to nasz fart.
Niemiec się przejęzyczył, omskła mu się morda,
i zamiast reparacji, to zerwał konkordat.
Ojczyzna wolna! – spełnione marzenie pasze
i z radością ona na ręce mi skacze.
Wałęsa rzekł: – Cieszyć możem się wolnym krajem!
Dżordż, my obaj nobliści! – rękę mi podaje.
Ja, bo Pachę trzymam, to podać mu nie mogę
więc, zamiast podać rękę, podaję mu nogę.
A dzień tamten pamiętny, gdy kraj nam oddano
była to wilia ślubu, czyli piątek rano.

Kiedy nadszedł już wieczór przedślubny, piątkowy,
to poszliśmy spać wcześniej, żeby być gotowym
na jutrzejszy ślub. Pacha, gdy się położyła
obok, takimi słowy do mnie się zwróciła:
– Mam do ciebie prośbę, mój drogi Dżordżu Starku,
bo kark mnie trochę swędzi. Podrap mnie po karku!
Drapałem długo, aż dodrapałem się do krwi,
a Pacha na mnie spojrzała, dziwnie marszcząc brwi
i rzekła: – No dobrze, niezdarne me kochanie,
powiem wprost: dzisiaj chęć mam na twoje przyssanie!
Ale, mój Dżordżu, jeszcze mam tam trochę sucho:
jeśli chcesz mnie rozgrzać, to ugryź mnie w ucho.
A chcesz bym skończyła z bardzo głośnym achem?
To na koniec możesz ugryźć jeszcze w pachę!
I byłbym się przewrócił, dobrze, że leżałem
kiedy te świńskie słowa pasze usłyszałem.
– „Co będzie, jeśli zadość uczynię jej woli?!”
Więc mówię: – Gryźć nie mogę! Ósemka mnie boli!
Wtedy ona rzekła: – To do stomatologa
iść ty powinieneś. Ja: – Boli mnie też noga! –
tak jej odpowiadam. – Oj ciężkie ty masz życie!
Jeszcze ci na dodatek skończyło się picie! –
takie to słowa Pacha odrzekła mi na to
patrząc na mój pusty kubeczek z herbatą.
(Gdy w poprzednim zdaniu błąd zauważacie,
macie rację! Bo pusty tylko po herbacie
może być ten kubek; kubek bowiem z płynem
to zawsze przecież pełny, chociaż odrobinę)
A z ust Pachy także takie padły słowa:
– I coś cię jeszcze boli? A ja na to: – Głowa.
Co też tu dużo mówić? Troszeczkę speniałem
i, gdy mogłem się przyssać, to się nie przyssałem.

Uroczystość mieliśmy przy słońca zachodzie
w pobliskim rozarium, czyli róż ogrodzie.
Przede ołtarzem Pacha mocno się puszyła
bo sukienkę różową na się założyła,
i różowy welon, i buty (ciut za duże),
w ręce niosła jeszcze różowiutkie róże.
Ja wyglądałem jak knur niezaspokojony:
mój garnitur różowy to był zmechacony.
Stąd też to skojarzenie, że Jerzy to świnia:
te włoski wyglądały trochę jak szczecina.
Później na ślubie trochę zrobiła się draka
bo celebrował go ksiądz, co zalał robaka.
Mowa tego kapłana niewyraźna była:
bełkotał. Pani młoda aż się zawstydziła
i wyrzekła natenczas takie oto słowa:
– Czy nasza ceremonia może być tekstowa?
W zasadzie to ja nie miałem nic przeciwko,
lecz ksiądz jednak odmienne zajął stanowisko
i rzekł: – Musicie na głos wypowiedzieć słowa
żebym wasze małżeństwo mógł zaaprobować
powagą Kościoła. A później, rozumie się,
podjechać musicie jeszcze wy do USC
i tamże ten ślub wasz potwierdzicie pisemnie
lecz zrobicie to, moi mili, już beze mnie
bo konkordat, niestety, nie obowiązuje
i urzędnik kapłana już nie potrzebuje.
A gdy mówił, to z oczu leciały mu łzy
i płacząc, zapytał Pachy: – Więc, Pacho, czy ty
bierzesz sobie tego tutaj Dżordża za męża?
Na to Pasze na twarzy każdy mięsień się natęża
i nawet zza welonu widać jak jej głowa
znanych nam barw nabiera: już jest fioletowa!
– Tak! – odpowiada księdzu, jakoś niecierpliwa
i nogami przebiera, na boki się kiwa.
– Przyrzekam jemu wierność, miłość wręcz nieziemską…
Co tam jeszcze było?… A! Uczciwość! Małżeńską!
I przyrzekam trwanie w zdrowiu i chorobie,
tylko proszę o przerwę! Muszę ulżyć sobie!
I sprzed ołtarza nagle wyrwała jak strzała,
na pozwolenie księdza wcale nie czekała.
A że ta moja Pacha nawyk miała taki,
nie do toalety, lecz pobiegła w krzaki.
Ale ja ją rozumiem, pamiętam jej słowa,
że wysrać się w krzakach, to jednak swoboda!;
i to też jest element zgodnego pożycia
by nawzajem swobody swej nie ograniczać.
A gdy stamtąd wróciła moja prawie żona
twarz jej była grymasem jakimś wykrzywiona.
I rzekła: – Tren sukni wpadł mi trochę w kupę
a jeszcze i róże pokłuły mnie w dupę!
Teraz tę mą część tylną bardzo mam bolącą
a więc całe wesele będzie na stojąco!
Ja znów sprzeciwów żadnych na to nie wnosiłem
bo od samego rana już stojący byłem.
Wtem ksiądz przetrzeźwiał i spytał: – A ty Dżordżu Stark…?
A że i mnie srać się chciało, więc przerwałem: – Tak!
– No dobrze – ksiądz powiedział – jeśli tego chcecie
to od dziś srać będziecie na wspólnym sedesie.

Gdy wróciłem do Pachy po oddanym kale
to na weselną razem wkroczyliśmy salę.
Tam, w tych drzwiach sali, @moll na nas już czekała.
Witała suchym chlebem: sól się rozsypała.
Pacha na ten widok aż wychodzi z siebie:
– Dżordż! – zwraca się tak do mnie – To wszystko przez ciebie!
Nie chcę awantury. Choć oszczerstwo mnie boli,
nic jednak nie mówię i jem chleb sam. Bez soli.
– Małżeństwo to twierdzenie, że to drugie chrapie;
w Piątym Elefancie tak pisał pan Pratchett –
takimi słowy @moll Pachę ułagodziła
i na sam środek sali nas zaprowadziła.
A gości to tam przybyło ogrom! I dobrze!
Było ich tam tyle, co ryb śniętych w Odrze!
I koleżanka @moll , co nie tylko w gości,
a i pomoc niosła w całej rozciągłości
weselnego zaplecza. Tak więc gotowała,
gdy się coś rozlało, wtedy to ścierała,
naczyń było mało – na bieżąco zmywała,
w szatni także gości kurtki przyjmowała,
a gdy zespół się zmęczył, wtedy przygrywała.
Skoro o zespole: na nasze weselisko
słoń King opuścił swoje leśne legowisko
i na trąbie najdziksze wyczyniał swawole
jak jego imiennik, pianista Nat King Cole.
Z naszą @moll był też mąż jej @splash545 :
sonet, co dla nas napisał, przeczytać miał chęć.
Recytował go godnie: uniesiona głowa,
głos mocny! Takie stoickie k’nam padły słowa:
choć ślub to rzecz jedna z piękniejszych na świecie,
pamiętajcie też wszakże, że kiedyś umrzecie!
Byli też wśród gości, sam zaświadczam uczciwie,
dwaj panowie: @Piechur oraz @plemnik_w_piwie .
Groźny ich wygląd, twarze zdobiły im blizny
przynieśli nam oni też pieczeń z dziczyzny.
Tylko trochę ta pieczeń pachniała padliną,
a zalatywała też z lekka benzyną.
– Mięso – pytam – w jaki zdobyliście sposób?
– A, zwyczajnie – rzekli. – Łoś wpadł nam pod samochód.
I wcinaliśmy pieczeń ze skrzywionym nosem:
takim to sposobem był z nami i @Moose .
I jeszcze jeden prezent mieli nam do dania:
kurs zaoferowali dzieci usypiania.
Na to aż twarz Pachy rumieńcem zapłonęła:
– Za rodzenie dzieci przecież @moll już się wzięła!
I teraz wszyscy liczą, że urodzi malców
ona co najmniej tylu, ile też ma palców.
A @moll na takie słowa głaszcze się po brzuchu,
nie że z przejedzenia, choć zjadła racuchów,
i oznajmia: – Splash, mężu, ma decyzja taka:
jeśli syn, imię Jerzy; jeśli córka: Pacha!
A na naszym weselu także inni byli,
ci, co nie komentowali, ale grzmocili:
moderator: @bojowonastawionaowca
ten, który to uchodzić chciałby za fachowca,
ale ewolucji rang zatrzymać niewładny!
Jaki to jest fachura? Odpowiadam: żadny!
Była też z nami (jak jej nick czytać – kto wie?)
schowana gdzieś tam za drzewem pani @KatieWee .
A przy Odrze, co wartkim tam płynęła prądem
to biesiadował cały kajakarski związek!
I ksiądz, co ślub odprawił: płonęły mu lica
gdy ujrzał, że na stole to stoi Soplica.
Na tym naszym weselu i ja się zesrałem
kiedy to gdzieś wśród gości Zorbę tam ujrzałem.
Pacha zaś tego nie zauważyła człeka
no to ja, jak gdyby nic, udawałem Greka.
Gdy spytała mnie: – Czy kał ja od ciebie czuję?
Rzekłem: – Tak. Aż się zesrałem, tak cię miłuję.
I jeszcze @DiscoKhan krzyczał, gdzieś zza pomarańcz.
Chyba krzyczał do Pachy? Krzyczał: Tańcz, głupia, tańcz!
Lecz nim nastąpił pierwszy młodej pary taniec
wzięła się za prezentów-kopert oglądanie
moja Pacha. Sporo ich, choć goście to sknery
bo w każdej złotych DWIEŚCIE SZEŚĆDZIESIĄT CZTERY!
Na pierwszego naszego małżeńskiego tańca
to Pacha ma wybrała Różanego walca.
Tańczyliśmy ten taniec, co go Pacha chciała
i dlatego ze szczęścia ona się zesrała.
Ja zaś, kiedy w końcu tak blisko ją miałem
to też szczęśliwy byłem. Ejakulowałem.
@moll , widząc me spodnie, poplamione w kroku,
po tańcu mnie zabiera, szepcze mi na boku:
– „Żonę swą zaspokajaj” – to jest jedenaste
przykazanie – powiedziała mi, Polskim Chwastem
obdarowując. By po tańcu od hałasu
weselnego odpocząć, poszliśmy do lasu.
– Wiesz Dżordż – powiedziała mi ma @UmytaPacha
ja bardzo lubię ptaki. Chcę zobaczyć ptaka!
Na to ja namiętnie szepnąłem jej do uszka:
– Patrz tam miła! W krzakach siedzi jemiołuszka!
Pachę nie ucieszyła ta odpowiedź wcale.
Rzekła: – Ech… Chodź. Wrócimy już lepiej na salę!
A na sali wesele dobiegało końca
nie ze wschodem, lecz zaraz po zachodzie słońca.
Nie mieliśmy już czym podzielić się z ludem:
Splash, razem z księdzem, całą wypili już wódę
i się, po stoicku, zdążył zalać w trupa;
Pacha aż usiadła. Z krzykiem: – Moja dupa!
I z tym bólem dupy, co ją wtedy palił
to żeśmy na spoczynek wszyscy się udali.

W nocy to się nic specjalnego nie działo:
byliśmy zmęczeni i to drugie chrapało.
Rano poprowadziłem Pachę, moją żonę,
do Poloneza Caro – u Żyda kupiony;
bo w Nowej Soli komisów było wiele,
lecz żaden równać się nie mógł tam z Jankielem!
Ten to komisant-muzyk to się znał na rzeczy!
Nic nie stuka, nie puka, nawet nic nie skrzeczy!
Więc wsiedliśmy do auta, Pacha prowadziła
choć ból dupy nie przeszedł: trochę się krzywiła.
I odjechaliśmy, żeby było do rymu
nie do Grecji teraz, ale w stronę Rzymu.

A jak z nią jechałem, wiersza se pisałem,
co mi się tam skrobnęło – tutaj postowałem.
Wyszło ksiąg dwanaście. I dość! Czas kończyć ten smark!
Więc kłaniam się Wam do ziemi. Wasz autor: @George_Stark .

***

Epilog: zachęta

A jak jest wśród nas jakiś – jak pan Fredro – hrabia,
niechże księgę trzynastą czem prędzej dorabia!

***

Posłowie

W sprawie technicznej, dla ewentualnych przyszłych recenzentów: jeśli nie podomykałem jakichś wątków, to trudno; widocznie nie były tego domknięcia warte; jeśli narracja zmieniała się z pierwszoosobowej na trzecioosobową nagle, bez żadnej przyczyny ani zapowiedzi, albo w ogóle bez sensu, to był to efekt narracyjny. Niekoniecznie zamierzony. W końcu: licentia poetica!

W sprawie lirycznej, dla Miłych Czytelników: wypadałoby chyba na koniec komuś podziękować? Więc dziękuję Wam za to, że przez te kilkanaście tygodni chciało Wam się toto czytać, że byliście wspaniałą inspiracją dla tego poematu zasranego, że nadawaliście mu (czasem być może nieświadomie) kierunek. Że śmialiśmy się razem z siebie samych, bo to cenna umiejętność. Dla mnie była to fantastyczna przygoda i za to, że mogłem taką przygodę z Wami przeżyć, również dziękuję. W dobrym tonie jest chyba jeszcze czegoś życzyć na samo już zakończenie, więc, pozostając w temacie głównych wątków Pana Jerzego, czyli srania i miłości (w takiej kolejności) życzę na koniec (pozostając w dobrym tonie), żeby Wasze (tam Wasze!: nasze!) jelita były zawsze w porę puste, za to serca nieustająco pełne.

No i to chyba na tyle.

Wasz Autor.

***

Stopka redakcyjna

Oficyna Wydawnicza Kawiarnia #zafirewallem
Internet, 2024

@George_Stark , 2024
Redakcja: @George_Stark
Korekta: @George_Stark

#tworczoscwlasna #poezja

***

A, dodam jeszcze tag, jakby kiedyś komuś (po co?) zachciało się do tego gówna wrócić: #panjerzy .
Moose

@George_Stark drogi kolego z internetów. Było mi niezmiernie miło uczestniczyć w tej zacnej podróży jaką był Pan Jerzy. Wyszla z tego wspaniała historia, którą czytałem z zapartym tchem, i na którą czekałem za każdym razem w ogromnym napięciu. Było to niezapomniane przeżycie literackie. Dziękuję


Chciałbym również z tego miejsca docenić Twój kunszt pisarski. Pisałem o tym już w komentarzu do poprzedniej księgi ale to było tak dobre, że chciałem to Tobie przypomnieć. Jest to napisane lekko, widać ogromny zasób wiedzy, spostrzegawczość ale również umiejętność poprowadzenia fabuły.

Doceniam również warsztat. Nie liczyłem wszystkich wersów ale widać, że trzymałeś rygor dwunasto i trzynastozgłoskowa. Trzymało to dobry rytm przez co odbiór tym bardziej do mnie trafił. Dzięki


I kończąc już ten przydługi komentarz pochwalny, chociaż sobie nie żałuję wiedząc, że to koniec już, chciałbym tylko dodać, że wzruszyłem się na sam koniec. Wierz lub nie, pisząc ten komentarz, oczy mi się zaszkliły. Nieoficjalnie z radości, że mogłem uczestniczyć w takim przedsięwzięciu oraz trochę ze smutku, że to już koniec. Oficjalnie kroiłem cebulę bo kto to widział wzruszonego łosia! Ale może nikt oprócz Ciebie nie doczyta do tego momentu.


Chapeau bas!

UmytaPacha

@Moose ja tu widzę plus dla łosia - sam skoczył pod koła bo znalazł sposób, by być w wielu kobietach na raz xd

bojowonastawionaowca

@George_Stark co to tu się...

UmytaPacha

dobra, gniazdko uwite i zaczynam

34e3be23-aa27-45f4-9af2-88cb202367b6
UmytaPacha

przy ślubie zapach wylewajacych się kontenerów moczu i kału sąsiednich kabin zaczął drapać w gardło, więc kontynuuję w innym miejscu

Zaloguj się aby komentować

Ostatnio zajmuje mnie trochę tematyka ludowa, więc w zasadzie nic dziwnego, że taki temat mi do głowy przyszedł. No i jeszcze wzorem kolegi @Piechur i jego wspaniałego wiersza Niepamięć z poprzedniej edycji, chciałem zachować trochę umiaru, pobawić się trochę zwięzłością i użyć możliwie jak najmniejszej liczby słów. Wyszło mi się tak:

***

Chłopski rapsod

Na skrzyżowaniu dróg polnych
nad łączką, w maj ukwieconą,
krzyż stanął drewniany, co ponoć
Jaśkowi był poświęcony.

Jaś stanął tam kiedyś z rezonem,
z w górę zadartą brodą,
na czele tych, co nie mogą
równać się z panem baronem.

Ujęli, choć chłop był postawny,
wymierzyć kazali mu baty
tylko trochę za bardzo za niego wzięli się katy.

Obrzęd za niego odprawmy
i jeszcze za wolność dla luda.
Niech znajdzie się jakiś bohater. Jaśkowi już się nie uda.

***

No, to to jest moja di risposta w XIV edycji zabawy #nasonety w kawiarence #zafirewallem , czyli jednocześnie #tworczoscwlasna a może nawet i #poezja ? A na pewno odpowiedź na różany sonet di proposta który wygrzebała koleżanka @UmytaPacha .

Zaloguj się aby komentować

Dziś wiersz bardzo osobisty, a i prośba do Was, bo mam takie marzenie i możecie mi pomóc je spełnić. Niedużo trzeba zrobić, tyle co lajka na Facebooku zostawić:

***

Czesi żądają dostępu do morza a ja Murmuyo w Oleśnicy

Jest taki Artysta – dla mnie największy na świecie.
Na każdym jego występie ja z radości szczerzę swoje zęby.
To też mój przyjaciel, bratnia dusza – wiecie?
Dawno się nie widzieliśmy i tęsknotą jakąś jestem mocno wzięty.

Sezon zimowy to czas w ulicznej sztuce pominięty
w tym roku na ten czas Murmuyo to do Chile leci.
Lecz jest możliwość by do Polski go znów ściągnąć na występy!
Drodzy Kawiarnkowicze! Czy nam pomożecie?

Obiecałem mu kiedyś, że gdy odwiedzi ten nasz kraj nad Wisłą
tak jak on mi mówił mi o Chile, tak pokażę mu i ja
jak moja kultura wygląda, co się tu je, co pija.

Tak jak Czesi morze chcieliby mieć blisko
tak i ja w Oleśnicy zobaczyć chciałbym to klaunisko!
Dacie zdjęciu lajka? Będziecie nam sprzyjać?

***

No, to konkurs polega na tym, żeby polajkować zdjęcie pod wpisem Festiwalu Owca. Konkretne zdjęcie, to dokładnie . Żeby nie było, że żebram o te lajki, to możemy je potraktować jako zapłatę artyście za ten powyższy wiersz. A konkurencja jest zacięta, bo w Oleśnicy to każdy chciałby wystąpić, więc chwytam się każdego sposobu żeby jednak wystąpił Murmuyo. Więc jeśli macie jakieś matki, żony lub kochanki, które mogłyby też zagłosować, to też ładnie proszę.

No i przy okazji to kolejny wiersz di risposta w konkursie #nasonety w kawiarence #zafirewallem . Czyli #poezja i #tworczoscwlasna w moim wykonaniu.

No i jeszcze dołączam do wpisu moje zdjęcie z jednego występów Murmuyo. Żeby nie było, że se wymyśliłem całą tę historyjkę.
cf7e3385-deb8-4a59-838e-c58d90bb42d3
cebulaZrosolu

@George_Stark czego się z nim całujesz?

George_Stark

@splash545


Dziękuję bardzo. Jesteśmy znów na prowadzeniu!


@cebulaZrosolu


Z zaskoczenia mnie wtedy wziął!

splash545

@George_Stark dawaj znać jak będzie szło to głosowanie

George_Stark

@splash545 


Jasne.


A jak wygramy, to zapraszam do Oleśnicy. Bo ja będę na pewno.

ErwinoRommelo

Zalajkowane, chociaz na fb nie bylem od dawna, nie za bardzo kumam o co chodzi ale fajna zajawka tak przyklaunic.

Zaloguj się aby komentować

Po wyposzczeniu – wiadomo – chce się bardziej. Również w dziedzinie poezji. Ponieważ aktualnie znajduję się w okresie kiedy zdradliwa wena raczej jest, niż jej nie ma, to proszę bardzo następny:

***

Bawarkę Miał Waldek

Waldek jedzie po osiedlu, felga mu się świeci;
ręcznym operuje, gdy wchodzi w zakręty.
Opony mają ćwierć wieku, tłumik wnet odleci
ale znaczek bawarski z przodu ma przypięty!

Gdy dziewcząt pod trzepakiem mija on zastępy
każda z nich na widok auta na bank się podnieci.
A kolegom to z wrażenia aż opadną gęby
kiedy zobaczą Betę wśród swoich rupieci.

Problem był z parkowaniem, bo to blokowisko
i każda miejscówka już od dawna „czyjaś”.
On jednak jest kozakiem no i „chuj w to wbija”:
zaparkował jak mu wygodnie, tak żeby mieć blisko.

Rano auto nadawało się już na złomowisko
a Waldek na dodatek jeszcze dostał w ryja.

***

To powyżej to kolejny (pewnie nie ostatni, bo rymy wdzięczne i pomysłów mam jeszcze kilka) wytwór, jakim mam zamiar zaspamować Was w tej edycji, trzynastej już, konkursu #nasonety . Jest to wytwór di risposta w odpowiedzi na wiersz di proposta.

#zafirewallem #tworczoscwlasna #poezja
splash545

Aż mi się przypomniało jak kiedyś miałem 12 letnie audi na 16 letnich oponach xd

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry! Jeszcze jeden machnąłem wytwór di risposta (tagowany niepoprawanie jako #diriposta ), do sonetu di proposta (nietagowanego niepoprawnie, być może dlatego, że nietagowanego wcale) w ramach XIII edycji konkursu #nasonety w kawiarence #zafirewallem .

Chciałem tylko powiedzieć, że poniższym wytworze Zosia jest wyłączni symbolem, tak samo zresztą jak i jej odchudzanie. No to o czym jest ten tekst? Ano, dobrego tekstu tłumaczyć nie trzeba, a ten jest dobry, więc tłumaczył go nie będę. Miłej lektury.

***

Wina babci

– No to ziemniaczki zostaw, ale zjedz kotlecik –
tak babcia skwitowała obiadek nietknięty.
Bo Zosia się odchudzała. Chyba już rok trzeci?
Tylko, droga Zosiu, gdzie też są efekty?

Sweterek różowy na Zosi ciągle był opięty;
nosiła się więc na czarno, tak jak czeski Krecik.
Bo czarny wyszczupla! Optycznie. Niestety:
waga od czarnego to w dół nie poleci.

Z diety wyeliminowała co tuczące: wszystko!
Tylko ta jej dieta coś niezbyt babci nastrojowi sprzyja.
Zosia dobra wnuczka: zjadła ten kotlecik. Zosię to dobija.

W przygnębienie wpadła Zosia. Zosia – biedaczysko!
Z żalu zjadła tabliczkę czekolady – wielką jak lotnisko.
– Gdyby nie ten kotlecik… Babci wszystko wina! No bo przecież czyja?!

***

#poezja #tworczoscwlasna
moll

Nikt tak nie zrozumie kobiety jak tabliczka czekolady

PlatynowyBazant20

@moll zieloną czekoladę z lidla z całymi orzechami robię w 15 minut, przez te ich promocje znowu latem będę się ubierał w luźne maskujące

moll

@PlatynowyBazant20 coś za coś. Zacznij teraz spacerki

George_Stark

@Piechur


Dziękuję.


@splash545


Też dziękuję.


@moll


I kosztuje mniej niż godzina u psychoterapeuty!

moll

@George_Stark dokładnie!

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ jestem stary, ale bywalcy nasze kawiarenki też raczej do młodych, z tego co mi wiadomo, to nie należą, to śmieszą mnie memy, które były memami zanim jeszcze memy memami nazwano. Myślę, pewien niemal tego jestem, że większość z Was zna tę piękną scenę i nie będzie miała problemu z odgadnięciem skąd tym razem przyszła do mnie inspiracja.

***

Ten wiersz to nie ja, to raczej Bareja

Połączenie mam bardzo dobre: wstaję w pół do trzeci;
latem to już nawet jasno za oknami wszędy;
śniadanie jadłem na kolację: chlebek i pasztecik,
a po wszystkim, przed spaniem, to umyłem zęby.

Pięć kilometrów stąd ledwie, czyli niemal tędy,
co rano Pekaes przepełniony leci.
Wiem, że się nie zatrzyma, no to ja w te pędy
do mleczarni! Podrzucą mnie mleko wożący faceci.

Z nimi do Szymanowa, stamtąd mam już blisko.
Spacerkiem wracam do pętli, gdzie w tramwaj puściutki się wbijam.
Wracam, bo dalej tłok się robi taki, że nie idzie wcisnąć nawet kija.

I jeszcze, jeśli w drodze dobrze pójdzie wszystko,
to mam też czas na obiad z panią bufecistką!
Po wszystkim, o siódmej, na zakładzie kartę swą odbijam.

***

Ten wytwór powyższy to wytwór di risposta w XIII (podobno) edycji konkursu #nasonety . Utwór di proposta można zaleźć tutaj .

#zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna
moll

Bareja by się nie powstydził

George_Stark

@moll 


Bateria by się nie powstydził


No! Mógłby to deklamować na spotkaniach baterii AA.


EDIT: Zdążyłem przeczytać przed edycją! I czepić też się zdążyłem!

moll

@George_Stark już poprawiłam! Widocznie autokekta jest młoda, bo z Barei baterię zrobiła

DiscoKhan

@George_Stark ta scena to jest niezapomniany klasyk.


Ale nawet jak widzislem głupią drogę do szkoły mojej matki... No cóż, te opowieści o tych super trudnych drogach do szkoły pod górkę w dwie strony się z powietrza nie brały jak ktoś na wsi mieszkał xd

Piechur

Świetny pomysł, a wykonanie - jeszcze lepsze Pokażę to rodzicom, będą mieli ubaw

Zaloguj się aby komentować

Tak mnie coś wzięło, bo łysieję, na tęskne wspominanie moich długich włosów i wszystkiego co się z tym długowłosym okresem wiązało. No i taki oto wytwór z tego wspominania tęsknego powstał:

***

Młodych taniec ze śmiercią w bramie

Chodziliśmy wszyscy ubrani na czarno
i każdy z nas mrocznej muzyki słuchał:
plecak typu kostka, na kostce kostucha
a w sercach mrok ciągły, jak nocą polarną.

Nad wiek poważną byliśmy ferajną
gdy inni się śmiali od ucha do ucha,
naszywki nasze, z wizerunkiem trupa,
symbolem były, że życie to marność.

Gdy na to patrzę z perspektywy dzisiejszej
wspomnienia te raczej wydają się śmieszne,
bo choć młody, o śmierci niejeden z nas prawił.

Skończyło się, choć każdy się tą śmiercią zachwycał,
na piciu wina w bramach, gdzieś przy kamienicach.
Nikt nie był true. Nikt się nie zabił.

***

#nasonety #zafirewallem #poezja #tworczoscwlasna

To powyżej to di risposta, di proposta tutaj .
splash545

Zakończenie najlepsze

DiscoKhan

@George_Stark brak kultury, ja to wina po parkach i większych odludziach jednak preferowałem jeżeli się nie zdarzyło tak, że u kogoś było wolne miejsce.


Zaś za cholerę nie mogę pojąć czemu się upierałem na kostkę, bo ten placek był tak cholera niepraktyczny i niewygodny...


Ale żeby nie było że tylko k negatywach: z okresu metalowego to mi został piękny żołnierski krok przy powłóczeniu nogami od noszenia glanów xD

bejonse

To następnym razem sprawdź co się rymuje ze slowem "minoksydyl" i zdaniem, "mam nadzieję, że jestem w 60%"?


Może ci się poezja zmieni na bardziej optymistyczną.

Zaloguj się aby komentować

Następna