I was today years old jak się dowiedziałam że curry to nie taka przyprawa tylko mieszanka z innych przypraw xD To tłumaczy dlaczego zawsze kiedy robiłam marynatę do kurczaka to wychodziło za słone, bo tam już jest sól xDD #jprd #brawoja


Czytam 📚 jeżdżę rowerem 🚲 i jem pizzę 🍕
I was today years old jak się dowiedziałam że curry to nie taka przyprawa tylko mieszanka z innych przypraw xD To tłumaczy dlaczego zawsze kiedy robiłam marynatę do kurczaka to wychodziło za słone, bo tam już jest sól xDD #jprd #brawoja

Zaloguj się aby komentować
Heeejka
Mateusz na chillu po nocnej ucieczce z domu #koty #pokazkota

Zaloguj się aby komentować
Witam w ten szary smutny poniedziałeczek
Prognozy wskazują że pogoda zmierza ku lepszemu a i poniedziałek nie będzie trwał wiecznie ♥️
Spieszę z przypomnieniem, że widzimy się już za niecałe 2 tygodnie na ogniskowym #hejtopiwowroclaw więc jeśli jeszcze nie dodaliście do kalendarza to najwyższy czas 😁
W tym tygodniu przejadę się po miejscówkach i wrzucę wam zdjęcia z ankietą, która z nich będzie najlepsza 🔥🔥🔥
Jeśli ktoś ma ochotę coś zorganizować to śmiało, @yoowki wstępnie zadeklarował przyniesienie drewna, ja wezmę małego grilla, aby była opcja nie tylko na kiełbę z ogniska - tak więc karkówka też wchodzi w grę 😉
#wroclaw #hejtopiwo

Zaloguj się aby komentować
Pytałam was ostatnio o ciekawe połączenia smakowe na pizzę i jako pierwsze zainspirowałam się propozycją @fisti chociaż z pewnymi modyfikacjami Oprócz bazowego sosu i mozarelli dodałam gruszkę, orzechy włoskie i miód, natomiast zamiast gorgonzoli która jest dla mnie trochę zbyt słona, wybrałam ricottę Na koniec dodałam siekany czosnek w oliwie
Połączenie smaków mistrzowskie, w niedzielę będzie powtórka bo ślinię się dziś na samo wspomnienie tej pizzy xD
#pizza #gotujzhejto #dziennikpizzy

Zaloguj się aby komentować
Jakiś czas temu pisałam o swojej pracy sprzątaczki i obiecałam @sireplama że opiszę swoją przygodę z pracą w pizzerii. Zapinajcie pasy, bo oto wzięło mnie na pisanie xD
#praca #pracbaza #wspomnienia #pizza i podepne się też pod #niemakolaczy
***
Czasy przed rozpoczęciem kariery sprzątaczki były jeszcze bardziej szalone.
Mieszkałam wtedy z rodzicami, więc posiadanie pracy nie było jeszcze krytyczne.
Od poprzedniej roboty, z której mnie wyjebali minęło kilka miesięcy pasożytowania, w dzień spałam a w nocy czytałam joemonstera, wykop i rysowałam.
Ale nie było na fajeczki i imprezy więc trzeba było zacząć wstawać wcześniej i dźwigać większy ciężar.
Odezwali się do mnie z pewnej sieciowej pizzerii, a że pizza to już wtedy było moje love to ochoczo poszłam na rozmowę.
Do tego nie było to zwykłe stanowisko na zmywaku tylko jako SZEF ZMIANY.
W myślach już liczyłam mamonę i wyobrażałam sobie swoją karierę menagerską.
Nie ważne, że w ogóle się do tego nie nadawałam, ale wtedy jeszcze wierzyłam, że chcieć znaczy móc.
Na rozmowę poszłam w kanciastej koszuli, czysta i pachnąca, jakbym nigdy nie była tym trollem nierobem z poprzednich miesięcy.
Rozmowa miała się odbyć w jednej z pizzerii (na tamten czas było ich kilka we Wrocławiu).
Na miejscu okazało się, że nie jestem jedyną kandydatką zaproszoną na to spotkanie xD było nas chyba z 10 osób, zrobili nam wstęp na temat pracy, warunków i wymagań, gdzie już kilku kandydatów zostało odsianych, bo jak możecie się spodziewać, nie była to praca marzeń xD
Mieliśmy do wykonania jakieś testy na kompetencje i inne bzdety, które miały odsiać kolejnych osobników. Na końcu obiecali, że się odezwą i wręczyli nam kupon ze zniżką do wykorzystaniu w lokalu.
I oto zdarzył się cud, przeszłam pierwszy etap! Zaprosili mnie na kolejną rozmowę, tym razem już w lokalu, w którym potencjalnie miałam pracować.
I to spotkanie poszło wyjątkowo dobrze, co zaowocowało moim awansem z bezrobotnej kanalii na potencjalnego SZEFA zmiany.
A dlaczego potencjalnego? Bo to była poważna firma, pizza sirius biznes i to nie tak hop siup, że wbiję do lokalu jak do siebie i będę wydawać rozkazy niższym karaluchom, bo od pozycji karalucha miałam startować aby nauczyć się thug life w pizzerii.
Pizzeria nie była duża, położona na obrzeżach Wrocławia, na szczęście dojazd miałam dobry, nawet nocnymi, bo często zostawało się dłużej.
Oczywiście na początek minimalna krajowa, po czym po zdaniu EGZAMINU na SZEFA zmiany, podwyżka o jakieś 200 zł brutto. Niestety nie dane mi było spróbować jak smakują te lepsze parówki z biedronki, ale o tym później.
Oprócz pizzerów, pracowała tam szefowa lokalu oraz tymczasowo szef zmiany, którego miałam zastąpić. Kierownikiem był ziomek, który posiadał kilka lokali, nasz był najmniej dochodowy i rzadko u nas bywał.
***
Na początek dostałam gruby plik ze wszystkim czego miałam się nauczyć do egzaminu, były tam informacje o wagach kulek, składnikach, datach ważności, no wszystkim co powinnam wiedzieć, w bardzo szczegółowej formie. Zaczęłam od nauki obsługi kasy i kręcenia placka, nie było to nic trudnego więc trzeba było przejść do bardziej skomplikowanych zadań jak zamawianie towaru na podstawie analizy jego schodzenia, przyjmowanie towaru, otwarcie i zamknięcie lokalu, sprawy pracownicze oraz odbieranie telefonów z zamówieniami.
***
Dlaczego wymieniłam to ostatnie? Ponieważ miałam (i do dziś częściowo mam) problem z rozmową przez telefon. A doliczając do tego fakt, że taka rozmowa wymagała wypowiedzenia skomplikowanej formuły na podstawie algorytmu tego co powiedział klient, to był dla mnie koszmar i autentycznie bałam się tego, aż będę musiała zacząć odbierać te telefony.
Oczywiście formułek nauczyłam się na pamięć, ale w sytuacji stresowej naturalnie moja pamięć łapie errora.
Ale stało się, telefon zadzwonił akurat w chwili, gdy koleżanka była zajęta i spojrzała na mnie wymownie (wszyscy widzieli, że unikam telefonu jak ognia). Oczywiście wyszła klapa i kompromitacja, może i przyjęłam zamówienie, ale formułkę totalnie zjebałam, klient nie został poinformowany o hiper promocjach i nie doszło do próby wciśnięcia dodatkowej sałatki do zamówienia. Ledwo odłożyłam słuchawkę, dzwoni znowu, ten sam głos, ale przedstawia się jako kierownik i dostaję zjebę, że nie poprowadziłam rozmowy należycie xD no nie powiem, trochę mnie to wkurwiło robić takie podchody, co dało mi kopa motywacyjnego do wypadnięcia następnym razem lepiej niż ustawa przewiduje. Finalnie się udało, ale telefonu wciąż unikałam xd
***
Pewnie myślicie, że pracując w pizzerii spełniło się moje marzenie o żywieniu się wyłącznie pizzą. Haha, co prawda w ramach pracowniczych benefitów mogłam zrobić sobie raz dziennie małego placka z sosem i serem za 3,50 zł (za dodatkowe składniki płacić musiałam normalnie), ale wcale nie dawało mi to wymarzonego szczęścia, bo pizza była najzwyczajniej ch⁎⁎⁎wa. Nie wiem czy to była kwestia słabych składników czy ciasta, ale wielokrotnie w przerwie na szamę, zamawialiśmy placki z pizzerii nieopodal. Ja nie wiem jak ludzie mając wybór, decydowali się na tą sieciówkę.
***
Co do samej pracy to do najprzyjemniejszych nie należała. Zwykle miałam drugie zmiany bo jak już byłam tylko ja i kierowniczka z ekipy zarządzającej to musiałam być zawsze kiedy jej nie było albo przysługiwała jej pierwsza zmiana. Jedynki były fajne, bo niewiele się z rana działo, a otwarcie lokalu to był banał i mógł to zrobić szeregowiec. Dopiero od drugiej połowy dnia zaczynał się sajgon, a zamknięcie lokalu było tematem najgorszym.
Że weekendy w pizzerii są intensywne to nie muszę mówić. Opowiem za to jakie fajne było zamknięcie lokalu.
Był na to z góry określony czas, powiedzmy, że ostatnie pół godziny zmiany. Pracownicy wtedy sprzątali lokal a ja siedziałam w biurze o wielkości metra kwadratowego i robiłam rozliczenia.
Trzeba było zważyć ile składników zeszło, sprawdzić czego zabrakło, rozliczyć kasę, pracowników którzy zajmowali się dostawami, wszystko musiało być logiczne i system nie pozwalał zdać raportu i zamknąć lokalu jeśli były jakieś nieprawidłowości. A jeśli były to trzeba je było rozwiązywać. Zamknięcie lokalu nigdy nie przebiegło u mnie w wyznaczonym czasie, a co jeśli go przekraczałam? Siedziałam za darmo i walczyłam z systemem. W przeciwieństwie do szeregowych, nie miałam tam nadgodzin, to że siedziałam dłużej niż trzeba to moja wina, bo powinnam już to wszystko umieć rozwiązać xD a nie dało się rozpocząć raportu przed określonym czasem aby się wyrobić bo system nie pozwalał xD
***
Z heheszków to któregoś wieczoru wychodząc z lokalu, zapomniałam uzbroić alarmu. Byłam już na mieście ze znajomymi, kiedy kierowniczka zadzwoniła, że miała telefon z ochrony dlaczego alarm o tej godzinie jeszcze nie włączony xD Tata musiał mnie ratować, bo przecież z szefowej pensji nie stać mnie było na taksę, i pośród nocy odbierał mnie z centrum i wiózł na zadupie abym włączyła ten cholerny alarm xD
***
A tak poza tym to pracowali ze mną różni dziwni ludzie i jeden złodziej. Ale zabawa początkowo była wyborna.
Często po zakończeniu wieczornej zmiany, zostawaliśmy dłużej w lokalu, lał się browar i jarał joint. Prawdopodobnie jeden z dostawców nie czekał z jointem do końca zmiany, ale nic nie udowodniliśmy. Poza tym, mimo że ziomek notorycznie 'gubił' hajs za dostawy (zapisywaliśmy na kartce a potem ściągało mu się to z wypłaty), kierowniczka go trzymała bo nikt inny nie chciał u nas pracować xD raz mnie wkurwił z krętactwem do tego stopnia, że dostałam pozwolenie na wystawienie mu wypowiedzenia umowy. Oczywiście, po kilku dniach kierowniczka błagała MAĆKU (imię zmienione) WRUĆ, bo ostatni ostały dostawca nie wyrabiał z zamówieniami.
Inni też byli dobrzy.
Jedna typka dojeżdżała z wiochy koło wro autem, bo inaczej się nie dało. Oczywiście nie stroniła od pozmianowych używek, po czym wsiadała do auta i wracała na⁎⁎⁎⁎na. Za mojej pracy tam, tylko raz po drodze za⁎⁎⁎⁎ła w słup.
Natomiast kierowniczka to była taka, hmm, grzeczna paniusia, ale widać znudzona życiem.
Chętnie bawiła się z nami po godzinach i przymykała oko na wiele rzeczy, liczył się tylko supervisor, który czasem nas odwiedzał, to była jej sekretna miłość i potrafiła cały dzień o nim pi⁎⁎⁎⁎lić. Noo, chyba że akurat odwiedzał nas jej mąż to robiła się dziwnie cicha.
Były jeszcze dwie laski, takie całkiem spoko, lubiłam je.
***
Wspomniałam o złodzieju wcześniej, pewnie pomyśleliście, że chodzi o Maciusia dostawcę. Otóż nie i tak na prawdę nie mogę na 100 procent powiedzieć, kto. Ale się domyślam.
***
Oczywiście jako szef, odpowiadałam za kasę. Nie pamiętam dokładnie jak to było ze szczegółami, ale załóżmy że kiedy uzbierało się 1000 zł w kasie, to miałam je zanotować, włożyć do podpisanej moim nazwiskiem koperty, oraz zanieść od razu do sejfu, do którego dostęp miałam tylko ja i kierowniczka. W rzeczywistości nauczono mnie mieć na to lekko wyjebane i całość składało się w koperty na koniec zmiany i hurtem zanosiło do sejfu.
Jak już mówiłam, końce dnia były bardzo intensywne pod względem zamówień i formalności. Pewnego razu pod natłokiem roboty, przyjęłam propozycję koleżanki (co pisałam że ją lubię) aby za mnie zaniosła do sejfu koperty z kasą.
Pewnie co było dalej, mówić nie muszę.
Sejf był opróżniany przez uprawnione osoby z zewnątrz raz na jakiś czas. I potem gdzieś w centrali było to przeliczane, czy jest zgodne z raportami.
Pewnego dnia przychodzę do pracy, a tam czeka na mnie supervisor i kierowniczka z nie zachęcającymi minami.
Okazało się, że w sejfie brakowało jednej koperty na moje nazwisko i że muszę zwrócić kasę.
Była to kwota, która pokrywała prawie całe moje miesięczne zarobki na ten czas, a ledwo dostałam pierwszą wypłatę po podwyżce o 200 zł xD
Cóż mogę rzec, rozryczałam się tam jak po⁎⁎⁎⁎na, tłumaczyłam że to nie ja jestem złodziejem, że popełniłam błędy ale kraść to nie ja. Oczywiście wiedziałam że jestem w d⁎⁎ie, sprawa nie do udowodnienia, brak kamer itp, poza tym złamałam regulamin pozwalając koleżance odnieść te koperty.
I tak zakończyłam moją cudowną karierę. Z miejsca rzuciłam papierami i więcej się tam nie pojawiłam.
Dostałam za to bardzo cenną nauczkę od życia, dzięki której niczego podobnego już nie odwaliłam.

Zaloguj się aby komentować
Dawno nie widziałam dziwniejszej pogody #wroclaw #apokalipsa

Zaloguj się aby komentować
Placki przerużne #dziennikpizzy
Cóż mogę rzec, ciasto już wychodzi przewidywalne, dokładnie takie jak sobie wymarzyłam 🤤 Muszę się przejść do jakiejś pizzerii bo dawno nie byłam, a może coś mnie zainspiruje do jakichś eksperymentów. Muszę przyznać że proces uczenia, eksperymentowania jest bardzo uzależniający i chętnie wrócę do nawet nieudanych testów, aby znowu móc obserwować jak rosną skille. Myślę też nad piecem opalanym drewnem, ale nie wiem czy będzie mi się chciało bawić z tym, jednak piec elektryczny jest bardzo wygodny.
Pytanie do was, macie jakieś fajne, sprawdzone kompozycje pizz bezmięsnych z dodatkami z serów, warzyw, owoców, orzechów czy takich mniej oczywistych jak miód itp? Chciałam pobawić się różnymi smakami w przyszły weekend i szukam inspiracji 😀
Na zdjęciu jeden placek nie pasuje do reszty, pewnie widać 😄 bo zaszła potrzeba wypieku w jeden dzień i zastosowałam stary, sprawdzony przepis. Oczywiście udał się ale to jednak nie to samo co na cieście wyczekanym
#pizza #gotujzhejto

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Najbardziej pożądanym terminem wrocławskiego ogniska został 27 czerwca
Tak więc zapiszcie sobie w kalendarzu i oczekujcie kolejnych wpisów ze szczegółami spotkania
Jeśli tego dnia pogoda nie dopisze (upraszam o nie mycie aut przed tym terminem), przesuniemy ognisko na kolejną sobotę
Jeśli chodzi o miejscówkę to na 99 będą to okolice Rędzina/Osobowic/Kozanowa, możecie wrzucić w komentarze swoje potrzeby, wstępnie przydałoby się:
- przystanek MPK w pobliżu
- możliwość dojazdu autem jak najbliżej
- w pobliżu miejsce gdzie można podejść za potrzebą
- trawka aby można było rozłożyć kocyk, lub ławki aby co najmniej 15 osób się zmieściło
#hejtopiwo #hejtopiwowroclaw #wroclaw

Zaloguj się aby komentować
Stać bo szczelam!
Polak zwyczajny długo-weekendowy dziś na pełen etat (a nie po godzinach jak zwykle xd)
A jak wy święcicie dzień święty?
#heheszki #dlugiweekend #remontujzhejto

Zaloguj się aby komentować
Witam w ten piękny długo-weekendowy dzionek
Jeśli jeszcze ktoś przegapił ankietę z terminami na #hejtopiwowroclaw to zapraszam do wpisu https://www.hejto.pl/wpis/uwaga-ankieta-fire-bangbang-hejtopiwo-hejtopiwowroclaw-wroclaw-kto-nie-widzial-p
Dziś wieczór lub jutro najpóźniej zamykam ankietę i ogłaszam termin
Pzdr
#wroclaw #hejtopiwo

Zaloguj się aby komentować
Uwaga ankieta
#hejtopiwo #hejtopiwowroclaw #wroclaw
Kto nie widział poprzedniego wpisu:
Zapraszam wszystkich na letnie #hejtopiwo we Wrocławiu, na którym będziemy skakać przez płomienie, śpiewać piosenki harcerskie i odprawiać sobótkowe rytuały
Nie tak miało być? Eh, no ale zostaniemy przy ognisku, wypijemy piwko i MOŻE zjemy pitce xd
Chętnych na spotkanie nie brakowało, musimy tylko uzgodnić najlepszy termin na spotkanie, z tym jak wiadomo zawsze najtrudniej xd
Hejto nie obsługuje ankiet wielokrotnego wyboru, więc w komentarzach wrzucam propozycje
Dajcie piorunka do każdego pasującego wam terminu

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Siemka hejtooo 👋🏻 Sporo #hejtopiwo się ostatnio dzieje a oczywiście w #wroclaw jak zwykle cisza 😅
Może to zmienimy i spotkamy się w końcu na #hejtopiwowroclaw ? Jak widzieliśmy się na jesieni to padł pomysł spotkania w plenerze. Co powiecie na grilla lub ognisko? Ze swojej strony mogę zaproponować termin na końcówkę czerwca lub lipiec Oczywiście ogarnę też jakąś szamę, ale to byśmy się zgadali jak będzie zainteresowanie takim spotkaniem Dajcie znać czy jesteście chętni 😀 Oczywiście zapraszam nie tylko Wrocław, wszyscy są mile widziani 😊
Co wy na to? 🔥🔥🔥

Zaloguj się aby komentować
878 + 1 = 879
Tytuł: Oskar i pani Róża
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Znak
Format: książka papierowa
Liczba stron: 88
Ocena: 9/10
Krótka, ale kompletna, pełna, wystarczająca.
Książka dla odważnych, lub tych co szukają ujścia we własnym bólu.
Na pewno nie jest przerysowana, nie próbuje na siłę grać na emocjach.
Sam temat przynosi emocje: ostatnie dni życia śmiertelnie chorego chłopca. Od początku sprawa jest przesądzona, nie trzeba już walczyć, trzymać się nadziei, udawać że będzie dobrze.
Został określony czas, bardzo krótki. Co Ty z nim zrobisz?
Oskar miał dobrą przewodniczkę. Zaproponowała taką zabawę: 12 dni do końca roku, a każdy z tych dni to 10 lat twojego życia. Czy da się przeżyć całe życie w 12 dni? Pierwszy spędzić na nieogarnieciu, drugi na błędach młodości i pierwszej miłości i podobnie kolejne?
W pewnym sensie, tak.
Jest to ciekawy zbiór refleksji na temat życia i śmierci, nie ma tu nic odkrywczego, żadnej tajemnicy. Tylko zwykłe, proste prawdy o których wszyscy zapominamy.
Tak, poryczałam się.
#bookmeter

Zaloguj się aby komentować
869 + 1 = 870
Tytuł: Trzy Diamenty
Autor: Janusz Meissner
Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Iskry
Format: książka papierowa
Liczba stron: 220
Ocena: 5/10
Nic ciekawego nie jestem w stanie o tej książce powiedzieć. Jest sobie młody człowiek, doszkala się w swojej pasji, czyli lotami szybowcem i z czasem osiąga duże sukcesy. Podoba mu się jakaś dziewczyna, ale okazuje się, że to nie ta i wybranką zostaje ta 'niepozorna'. Ma ciekawą pracę i fach w ręku po ojcu, ale marzy mu się więcej, co oczywiście się spełnia.
Wszystko jest mocno przewidywalne, duża część książki jest dość monotonna.
Wydaje mi się, że fanom lotnictwa mogłoby się spodobać, mnie nigdy tematyka nie ciągnęła, może dlatego się wynudziłam.
Podobał mi się za to krótki dodatek na końcu książki: lotnictwo szybowcowe od strony teoretycznej, wraz z charakterystyką rozmaitych wiatrów i ukształtowania terenu. W sumie mogłam to przeczytać na początku xd
#bookmeter

Zaloguj się aby komentować
#praca #pracbaza #wspomnienia
Natchniona wpisem https://www.hejto.pl/wpis/bez-pracy-nie-ma-kolaczy-part-4-sprzataczka-w-podstawowce-przyznam-ze-ta-praca-o oraz za pisemnym pozwoleniem @Cori01 postanowiłam dorzucić coś od siebie do tagu #niemakolaczy konkretnie w temacie pracy na stanowisku Konserwatora Powierzchni Płaskich. Jako że wciąż siedzę udupiona i czasu mam w nadmiarze, to nie będę pisać skrótowo, tylko zamierzam opisać swoje przygody w full HD, premium extended edition xD
Tytułem wstępu
Zarówno moja edukacja jak i zatrudnienia, były początkowo mocno burzliwe. Próbowałam bardzo wielu rzeczy, ale z czasem zaczęłam obierać konkretne kierunki, w których czułam się najlepiej. Za czasów, w których jeszcze nie miałam odpowiednich kwalifikacji i zostawały mi prace fizyczne, dla mnie i mi podobnych, pracami 'premium' wydawały się te w znanych, ładnie się prezentujących firmach. Mam tu na myśli przykładowo Media Saturn czy Empik, gdzie pracownik był 'ładnie' ubrany, raz w roku szedł na imprezę firmową gdzie dostawał bon świąteczny na 100 zł (tylko do wykorzystania w naszym sklepie!), oraz miał 5% zniżki na niektóre towary. Jak się ktoś pytał, siema shiva, gdzie pracujesz, to mogłam z godnością odpowiedzieć, że jestem Doradcą Fachowym w Dziale AGD w Media Saturn. Prawda, że brzmi dumnie? Za to jak możecie się domyślić, pracownik taki był zwykłą ścierą do podłogi, którą kierownictwo i klienci na zmianę wycierali d⁎⁎ę, a on przy tym musiał się ładnie uśmiechać i dziękować za skorzystanie z jego usług. Może o pracy w sklepach też kiedyś opowiem. W porównaniu do takiego pachnącego doradcy fachowego, praca na miotle wydawała się obciachem i zajęciem dla starych bab z brakiem ambicji. Miałam podobne przekonanie, do momentu aż przypadkiem nie trafiłam do pierwszej takiej pracy. Ale po kolei, bo miało być o wszystkim ;)
Nieopodatkowane praktyki małolata
Zaczęło się jeszcze za czasów mojej niepełnoletniości. W wakacje czasu miałam nadmiar, o koloniach i innych wyjazdach mogłam zapomnieć, bo się nie przelewało. Tata zaproponował mi, abym dorobiła sobie u niego w robocie. Tata zajmował się wykończeniami i remontami wnętrz (po nim mam do tego słabość), a moim zadaniem miało być sprzątanie po tych remontach. Izi, tak mi się wydawało, bo wtedy jeszcze jedyne doświadczenie w sprzątaniu, miałam ogarniając pokój wspólnie z bratem. Ogółem zapierdziel był zacny, ale tata był ze mnie zadowolony i obskoczyłam z nim sporo mieszkań, nie tylko tych jednych wakacji. Z czasem dostałam j⁎⁎⁎ny awans i tata pozwolił mi malować grzejniki, a nawet dostałam jedną ścianę. Niestety nigdy nie dostałam pozwolenia na gładź, dlatego teraz robię średnio, ale kto robi dobrze, jak tata już nie żyje. Noooo, w każdym razie to była moja pierwsza pieniężna robota na sprzątaniu, jeszcze na spokojnie, potem było coraz lepiej. Słuchajcie tego...
Gołębie i złodziej
Właściwie była to również praca u taty przy remoncie, różniło się to tym, że mieszkanie należało do znajomej mojej mamy i skrywało paskudne tajemnice 🫣 Mieszkanie było ogromne i bardzo wysokie, ulokowane w starej, przedwojennej kamienicy na ostatnim piętrze. Zamieszkiwały je dwie starsze kobiety i jeden facet, nie pamiętam kto był synem kogo, w każdym razie facet był trochę młodszy i miał jakąś chorobę psychiczną. Poza mieszkańcami były zwierzaczki. Jedna z kobiet KOCHAŁA ZWIERZACZKI, dlatego miała pieska i połowę osiedlowej populacji GOŁĘBI. Nie wiem jak zimą, bo sprzątałam tam latem, w każdym razie okna były cały czas otwarte, a gołębie non stop wlatywały i wylatywały z tego mieszkania. Wszystko było zasrane, śmierdzące, odrzucało mnie okrutnie, bo latających szczurów nigdy nie darzyłam sympatią. I WEŹ TO K⁎⁎WA SPRZĄTAJ Co do wariatów nic nie mam, sama normalna nie jestem. Ale wtedy, mój nastoletni umysł nie miał jeszcze tyle empatii do drugiego człowieka, a obecność gołębi dodatkowo podnosiła mój poziom kortyzolu. Pan, oprócz innych dziwnych zachowań, miał niemiły zwyczaj przenoszenia różnych rzeczy w losowe miejsca. Pewnego razu, zaliczka którą dostałam od właścicielki, zmieniła miejsce na nieokreślone. Ulało mi się wtedy mocno, cała wściekłość, która kumulowała się we mnie z powodu tych gołębi i wiecznie ginących rzeczy, uszła ze mnie w obecności moich rodziców. Zrobiłam giga aferę, po czym zabrałam manatki I wyszłam trzaskając drzwiami. Zwykle dostałabym za to srogi opierdol od rodziców, ale tym razem zbyli to milczeniem, widocznie powiedziałam na głos, to co sami czuli.
Stary człowiek i morze alkoholu
Wtedy już byłam pełnoletnia. Moja mama miała starszą przyjaciółkę, mieszkającą z mężem piętro niżej. Kiedy zmarła, sąsiad został sam w tym sporym mieszkaniu, na pewno było to trudne przeżycie. Pewnego razu przyszedł do moich rodziców z pytaniem, czy nie chciałabym sobie dorobić sprzątając mu mieszkanie. No ba. W przeciwieństwie do mieszkania z gołębiami, a nawet do zwykłego zadbanego mieszkania, było tam czysto. Wiadomo, kurz osiadał, jakieś brudy z codziennego użytku, ale ogółem sprzątało się szybko i przyjemnie, oczywiście słuchawki na uszach, sąsiad nie przeszkadzał w pracy. A praca ta zapadła mi w pamięć, ponieważ z każdym razem (sprzątałam u niego parę razy), po skończonej robocie, zapraszał mnie do salonu abym z nim usiadła i otwierał barek pełen najróżniejszych alkoholi z przewagą rumów. Polewał i opowiadał. A miał o czym. Teraz już tych opowieści nie pamiętam, pamiętam za to, że nie chciałam wyjść na słabiaka, więc piłam ten rum na równi z nim, gadać nie musiałam, bo ten biedny, samotny człowiek czuł dużą potrzebę mowy, a ja potem wracałam na swoje pięterko nawalona w cztery d⁎⁎y xD rodzice zadowoleni nie byli xd
I to by było na tyle sprzątania w ramach dorobienia sobie. Jak wyprowadziłam się od rodziców, zaczęłam łapać się zupełnie innych prac, a do sprzątania, już na pełnoprawnej umowie wróciłam później, już przetyrana przez linie produkcyjne i sklepy.
Spanko opierdalanko w klimacie postapo
Tą pracę załatwiła mi koleżanka. Ja byłam wtedy na bezrobociu studenckim, a ona musiała rzucić tą pracę. Skusiła mnie opowieściami o zarobkach i obijaniu się. Była to hala produkcyjna, pracująca na jedną zmianę, od początku było wiadomo że lada chwila mają się zamykać, ale jeszcze trochę miesięcy roboty było. Wszystko tam było stare, większość budynków na terenie firmy była już nieużywana. Teren zmierzał do wyburzenia, obecnie stoi tam nowe osiedle mieszkaniowe. Kochałam klimat tego miejsca, piękne postapo, pomału przechodzące w gruz i zapomnienie. W pracy musiałam siedzieć 6-14, tak jak reszta pracowników. Samej roboty każdego dnia miałam 2-3 godzin, w zależności od dnia, czy szłam dodatkowo na drugi budynek. Co tam było do roboty? Łazienki, stołówka, gdzie trzeba było oblecieć szmatą stoły i wymopować podłogi. Sama hala produkcyjna była ogarniana przez garstkę pozostałych pracowników. Z rzeczy śmiesznych, był tam taki stary Janusz, który bardzo pilnował DODATKOWEGO obowiązku sprzątaczki, jakim było wstawienie ogromnego gara wody o odpowiednim czasie, aby zagotował się akurat na czas przerwy pracowników, aby mogli sobie zrobić herbatę. Facet był psychiczny na tym punkcie, sam codziennie doglądał czy wstawiam gar o właściwej godzinie i minucie, tak miał j⁎⁎⁎ny wszystko wyliczone. Najbardziej lubiłam sprzątać na drugim budynku, rzadko kiedy szło tam kogokolwiek spotkać, samo przebywanie tam to było czyste urban exploration. Miałam tam do ogarnięcia tylko podłogi w szatni i łazienkę, które prawie wcale nie były używane. Wlóczyłam się tam po przeróżnych pomieszczeniach z dziwną aparaturą, starymi maszynami, próbówkami, fantazjowałam o tym co tu kiedyś było robione, że może było to tajemne rządowe laboratorium, w którym pracowano nad rzeczami, które nie mieściły się w głowie. Tak wyglądała moja praca tam. Miotła, słuchawki, a pomiędzy spanko w swojej kanciapie, gdzie nikt mi nie przeszkadzał. Byłam tam jedyną kobietą, co dodatkowo sprawiało, że miałam tam prawdziwy spokój. Łezka się kręci w oku na wspomnienie tej roboty. Wtedy też zrozumiałam, jaka praca daje mi spokój i szczęście, bo wtedy jeszcze o kasie za bardzo nie myślałam, kasa miała przyjść wraz z kwalifikacjami. Pracowałam tam do samego końca, z wielkim żalem szukałam kolejnej roboty, ale skupiałam się już tylko na sprzątaniu.
Błyszczące krany i ludzkie tkanki
Tym razem nie trafiłam zbyt dobrze xD Myślałam, że gdziekolwiek pójdę sprzątać, będzie dobrze. Prywatna premium klinika medyczna na początku nie wzbudziła moich podejrzeń xD jedyne co od początku nie się nie podobało, to to że nie byłam tam jedyną sprzątaczką, był cały ZESPÓŁ sprzątaczek, ze sprzątaczką naczelną, a jak xD ale przyzwyczaiłam się już, że mogę opłacać studia za własny hajs, więc do roboty! Struktura ważności była oczywista, właścicielka kliniki, lekarze, pielęgniarki, recepcja, sprzątaczka naczelna i MY - karaluchy ze ścierami. Panował tam iście schizofreniczny klimat, na każdej przerwie karaluchy opowiadały za co dostały opierdol, na co trzeba zwracać uwagę i co jest dla mnie najważniejsze (bo świeżaka trzeba było straszyć aby nie miał lepiej niż one). Jednym z ważniejszych obowiązków, było pucowanie kranów I innych elementów błyszczących w łazienkach dla kliento-pacjentów. W miarę możliwości po każdym pacjencie, należało wbić do łazienki i wypucować wszystko czego dotknął. Jednocześnie ważne było aby pacjenci nas NIE WIDZIELI. Mieliśmy przemykać tak, aby nikt z nie musiał narażać się na nasz widok. W klinice była sala zabiegowa. Nie była używana często i zanim padła moja kolej na sprzątanie, nasłuchałam się jakież ludzkie kawałki przyjdzie mi sprzątać, że lepiej abym była odporna na widok krwi itp. Oczywiście było to karaluchowe bajkopisarstwo, bo nawet sale po zabiegu lśniły tam czystością. Odeszłam, bo czułam się tam jak sprzedawca w Empiku, czy innym elektro media. Ja marzyłam o pracy samodzielnej, z minimalnym kontaktem z ludźmi, a tam byłam pod wiecznym wzrokiem kamer i ciągłą krytyką tego co robię. Serio, non stop ktoś się tam na coś oburzał a jedyną osobą z którą dało się normalnie pogadać była... właścicielka. Parę razy jak sprzątałam jej gabinet, zagadnęła mnie i były to owocne rozmowy jak równy z równym. Widać byłam zbyt mało karaluchowata, dlatego postanowiłam pokierować swoją karierę sprzątaczki spowrotem na halę produkcyjną.
Oszuści, zdziwiony pikaczu i marihuaen
Tym razem robotę znalazłam na gumtree i był to powrót na halę produkcyjną. Tak jak poprzednio, zatrudniona nie byłam bezpośrednio przez fabrykę, tylko pośrednictwo pracy o nazwie Robot 1, czy jakoś tak (reklama im się należy). Od początku śmierdzieli januszexem, ale chciałam tą robotę więc zgodziłam się na lipne warunki. W ofercie na gumtree załóżmy, że rzucili stawkę 5 zł na godzinę brutto. Jak przyszło do podpisania umowy, okazało się że było tam 3 zł na godzinę, plus premia, że niby miało się zgadzać z ofertą z gumtree, bo premia miała być ZAWSZE i obiecali, że dostanę tyle na rękę jakby umowa była za piątaka. Wiadomo, oni sobie lepiej opodatkują, a karaluchy i tak nie potrafią liczyć i zgodzą się na wszystko. Dobra, do roboty. Pierwszego dnia dowiedziałam się że ja odpowiadam za wszystkie hale (łazienki, kuchnie itp) plus portiernię dla załadunków, a dodatkowo raz w tygodniu pomagam dwóm sprzątaczkom od sprzątania biur, które miały swoją siedzibę osobno ode mnie, więc ogółem byłam samodzielna. Na wstępie zostałam ostrzeżona, że na portierni są dwie wredne, wymagające baby. Ogółem nie jestem bardzo rozmowna i kontaktowa, ale odpalił mi się jakiś przekór i postanowiłam wbić na tą portiernię z piękną gadką, wysprzątać im wszystko na błysk i nie dać małpom się czepiać. I tymi swoimi działaniami, niechcący sprawiłam że miałam z 'wredotami' super sztamę, okazały się bardzo fajne w rzeczywistości i uśmiechały kiedy tylko mnie wypatrzyły. A starsze sprzątaczki nie wierzyły własnym oczom. Heh. Ale znajomości miałam tam więcej, było parę fajnych chłopaków, którzy zawsze niezobowiązująco zagadywali, a skończyło się na tym że w mojej kanciapie urządzaliśmy regularne sesje z jointami, bo było to jedyne bezpieczne miejsce na terenie firmy gdzie można było bez pszypau zajarać. Fajnie było, klimat inny niż na poprzednim prodzie, ale też fajnie wspominam. To teraz przejdźmy do tego co tam było nie tak xD W każdym miejscu znajdzie się ktoś, kto musi się dla zasady prz⁎⁎⁎⁎⁎⁎olić. A ja kiedy wiem, że jestem niewinna, to pokazuję kły xD O tym że w jednym z budynków jest ziomek, co wiecznie narzeka, że przykazane sprzątanie raz w tygodniu się nie odbywa, wiedziałam na samym wstępie. Tak więc pewność, że jego włości nie ominęłam, miałam całkowitą. No i tak jak mnie ostrzegano, dzień później zaczepił mnie kierownik, że tamten się skarży, że u niego nie posprzątałam xD zagotowałam się momentalnie, wygarnęłam kierownikowi co wiedziałam, że ziomek się dla zasady przypierdala, a ja z pełną świadomością dnia poprzedniego ładnie sprzatnelam, na co mam świadków i że nie życzę sobie takich uwag bo wszystko robię dobrze xD kierownika zamurowało, przyszedł przygnieść karalucha, a ten urósł ponad niego i nie pozostało nic jak przeprosić i więcej się nie odezwać xD Żeby nie było, pofatygowałam się osobiście do sprawcy zamieszania i powtórzyłam mu wszystko co mówiłam kierownikowi, i że w skrócie ma się odpierdolić ode mnie i zająć swoją robotą xD Boże, czułam się wtedy jak BOGINI, z jednymi miałam twardą sztamę, a reszta co najwyżej szeptała za plecami, ale nikt nie odważył się więcej do mnie przyjebać. Nie tylko na miejscu zdziwili się, że karaluch umie szczekać i pokazywać kły. Nadszedł dzień wypłaty. Jako studentka kierunku ścisłego coś tam potrafiłam liczyć. Na przykład policzyć ile powinnam dostać przelewu za przepracowane godziny. Jak się domyślacie było dużo mniej niż w ofercie, niby te 3zł/godz plus premia ale nie zbliżało się to do 5zl z oferty. Zaczęłam wydzwaniać do pośrednictwa z żądaniami wyrównania do kwoty z oferty. Oczywiście zaczęli się wykręcać, przekierowywać mnie od jednej osoby do drugiej. Ale ja się wkurwiłam i stwierdziłam, że nie odpuszczę. Oczywiście oferta zdążyła zniknąć z gumtree, miałam w historii link do tej oferty i skontaktowałam się z gumtree, a oni powiedzieli, że w razie czego na wniosek nie pamiętam, sądu? policji? Mogą udostępnić szczegóły tej oferty, a ja z żądzą mordu wybrałam się osobiście do januszexu i zaczęłam robić dym, grożąc że sprawa będzie eskalowana i mam do tego narzędzia xD Zakładam, że nigdy wcześniej, ani nigdy później, nie trafili na tak problematycznego karalucha, z pewnością ludzi na takich stanowiskach bardzo łatwo oszukać i nie jeden to wykorzystuje. Wkrótce nadeszło na konto wyrównanie, może było to 100 zł, może 200, nie wiem. Ale walczyłam dla ZASADY i dla tych wszystkich, którzy nie potrafią się bronić. My job here is done
[reszta wpisu w komentarzu]





Zaloguj się aby komentować
Jaki jest limit znaków na wpis? #hejto
Zaloguj się aby komentować
Mały żalipost bo czemu by nie Pierwszy weekend po zabiegu - nic poważnego, ale jednak O ile w tygodniu łatwo to było przeboleć, po prostu skupiłam się na pracy na przemian ze spankiem, to teraz już mnie trochę nosi Po 14 godzinach snu, już więcej nie wyciągnę, więc leżę na kanapie i patrzę jak farba schnie, bo niemal nic mi nie wolno Nie mogę się przemęczać, przez co musiałam przerwać remont, który tak fajnie mi szedł. Z domu nie wyjdę, bo jestem opuchnięta i nie chcę aby ktoś się gapił. Jedzenie to męczarnia, i w ogóle to mało co mi wolno. Używki wiadomo out, a bez nikotynowego olejku nosi mnie do kwadratu. A jak na złość za oknem pogoda piękna, pojechało by się gdzieś, zrobiło gryla, ale nie 🤕 Całe szczęście wolno mi herbatkę i książki, ale jakoś trudno się na książce skupić, chyba przeciwbólowe trochę mi mącą w głowie. Takie tam, dziękuję za uwagę
Dla równowagi dorzucam memeski
#zdrowie #nieheheszki #memy


Zaloguj się aby komentować