Zdjęcie w tle

Shivaa

Gruba ryba
  • 387wpisów
  • 2883komentarzy

Czytam 📚 jeżdżę rowerem 🚲 i jem pizzę 🍕

Zaloguj się aby komentować

Jeździliście na Woodstocki?

Mnie zdarzyło się parę razy i z wielkim rozbawieniem wspominam kontrast między pierwszym a ostatnim (jeszcze lata temu).


Uwaga, długie i nudne xD


Pierwszy Woodstock


Miałam już skończone 18 lat, bo mama mnie wcześniej na żadne imprezy nie puszczała. Ale marzyłam o tym już od lat. Oczywiście nie było możliwości aby rodzice mi taki bezbożny wyjazd zafundowali, więc zaraz po maturze znalazłam robotę w jakiejś fabryce zapierdolu za zawrotne 700 zł miesięcznie.

Mimo że pracy fizycznej nigdy się nie bałam, to ta robota odebrała mi chęci do życia i cofnęła z radosnego życia licealnego do patologicznego środowiska gimnazjum.

Jak możecie się domyślić, w takiej fabryce pracują specyficzni ludzie, większość jak ja zatrudnieni przez pośrednictwo, czasem na chwilę, ale w większości dlatego, bo nie mają w życiu innych perspektyw. Ci drudzy działali na mnie najbardziej depresyjnie. W takim środowisku, ten kto zarabiał 10 groszy na godzinę więcej, był typowym dupolizem i z pogardą patrzył na zarabiających mniej biedaków.

Nie czułam się dobrze w tym środowisku, dodatkowo drenowanie nas przez technicznych zarządzających halą, którzy traktowali nas jak zarazę, szybko doprowadziło moje poczucie własnej wartości do poziomów krytycznych. Byłam przerażona, że tak wygląda dorosłość i praca, którą wkrótce będę wykonywać do usranej śmierci.

Mój introwertycznym i brak ochoty na jakiekolwiek znajomości tam, nie polepszał sprawy. A w tym miejscu rządziły układy i kto z kim plotkuje.

Wytrzymalam tam miesiąc. W nagrodę za męki dostałam swoje 7 stów i AZS z którym walczę do dziś.

No to w drogę! Za zarobione pieniądze kupiłam w końcu komórkę, bo od dawna byłam bez a to już były czasy, że pisanie smsów miało znaczenie.

Reszta kasy poszła na ciuchy, szlugi i zostało 100 zł, które miało starczyć na podróż do Kostrzyna oraz przetrwanie tam 4 dni.

Uzbrojona w pożyczony namiot, kostkę, dowód osobisty oraz 100 zł wyruszyłam na dworzec. Nie, nie miałam ze sobą nic więcej poza ciuchami na sobie, nie miałam nawet bluzy, bo przecież środek lata, lol. Spotkałam się ze znajomymi i poszliśmy na peron. Okazało się że nikt z nas nie ma doświadczenia w samodzielnej jeździe pociągami i nie mieliśmy zielonego pojęcia gdzie się kierować. Ale oto i pojawił się on, pociąg pośpieszny czy inne Intercity (w sumie nie wiem czy wtedy istniały), który na tablicy miał wpisany Kostrzyn. Znaleźliśmy nawet wolny przedział w którym można było jarać szlugi. Niestety kłopoty nadeszły szybko, bo na kolejnej stacji wsiedli ludzie, którzy twierdzili, że siedzimy na ich miejscach. Koncepcja rezerwacji miejsc w pociągach była mi wcześniej nie znana, bo za miasto zawsze jeździliśmy z rodzicami autem. Ale spoko, pociąg nie był przepełniony więc ulokowaliśmy się gdzie indziej. Nie na długo. Oto wszedł konduktor, cały na biało, i po zerknięciu na nasze bilety, stwierdził że jesteśmy w złym pociągu. Po zapoznaniu się z naszymi życiorysami (a raczej ich brakiem), stwierdził że mandatu nie dostaniemy, ale na najbliższym przystanku mamy wypierdalać. Zaczęliśmy w panice przeszukiwać kible w celu odnalezienia kolegi, który biletu nie miał w ogóle i na postoju opuściliśmy lokal. Trzeba było wcześniej ruszyć głową, że ten piękny, czysty pociąg zajmowany przez dostojnych panów z aktówkami, nie zawiezie nas do naszego celu. I właśnie po kondycji pociągu, wypełnionego drącymi mordy punkami, rozpoznaliśmy, że oto nadjechał nasz pociung.

W środku, wiecie, impreza, na⁎⁎⁎⁎ni ludzie już na podłodze, ciasno jak jasna cholera, ale już witaliśmy się z gąską.

Od tej pory zostaliśmy zwolnieni z myślenia dokąd należy się udać, na której stacji wysiąść, bo oto staliśmy się jednym tłumem, z własną świadomością.

Na miejscu wysypaliśmy się z pociągu i ruszyliśmy całą drużyną, niesieni przez ducha bliskiej zagłady.

Dotarliśmy! Nie wierzyliśmy własnemu szczęściu, bo oto co do tej pory widzieliśmy tylko w telewizji, teraz stało przed nami otworem. Zapach tojtojów wymieszany z zapachem pobliskiej fabryki zapiexów działał kojąco.

Znaleźliśmy całkiem dogodne miejsce do rozbicia się, w lasku, nieopodal głównej sceny. Znajomi rozbili spory, komfortowy namiot w którym mieli spać w trójkę, ja natomiast rozbiłam się obok, starym pożyczonym namiotem, który niebezpiecznie uginał się przy mocniejszym oddechu. O swój dobytek się nie martwiłam, miałam przecież tylko kostkę z ukrytym w doszywanej kieszonce dowodem i tym co zostało ze 100 zł po kupnie biletów.

Ruszyliśmy na szamę, nie pamiętam ile wtedy kosztowały, ale te 50cm zapiexy zdawały się warte swojej ceny. No ale nie po to przyszliśmy aby jeść, tylko aby pić! Stanie w gigantycznej kolejce do wodopoju, wynagrodziło nam chłodne tyskie, które na tamte czasy było szczytem naszych ambicji.

Ugółem było dobrze, impreza się rozkręcała, tyskacze wchodziły aż miło, poznawało się kolejnych zakręconych ziomków, wielu z nich ubranych zjawiskowo, co i mnie się wkrótce udzieliło, bo łaziłam obwinięta taśmą do kwiatów z uroczym napisem 'ostatnie pożegnanie', pic rel, bo zachowałam na pamiątkę.

Z czasem moja ekipa zaczęła się rozdzielać, dziewczyny były nieco bardziej 'rozrywkowe' i poniosły je jakieś dragi, co zupełnie nie było w moim klimacie, natomiast kolega gdzieś zabalował i nie widzieliśmy go do końca imprezy. Udało mi się spotkać różnych znajomych z Wrocławia, ale poznawałam też innych, na co pozwolił klimat miejsca i alkohol, który zdecydowanie osłabił mój introwertyzm.

Pierwszy dzień udał się znakomicie, problemy pojawiły się dopiero kiedy wróciłam do namiotu zwabiona obietnicą błogiego snu. Niestety namiot nie wytrzymał mojego nagłego wtargnięcia I zaszła potrzeba postawienia go ponownie, już w ciemnościach i innym stanie świadomości.

Ale oto i sukces, wszystko stoi, można iść w kimę. Muszę dodać że był to mój pierwszy w życiu nocleg na łonie natury i byłam absolutnie zaskoczona, że ziemia jest twarda, a wraz z odejściem słońca nastąpił chłód. A miałam na sobie tylko koszulkę z krótkim rękawem, jeansy i glany. Ciężka to była noc, nie zapomnę jej nigdy.

Nad ranem zorientowałam się, że nikt ze znajomych nie wrócił. Udałam się więc do kolegi od którego pożyczyłam namiot i poszliśmy na krysznę i rajd po sklepikach.

Nie wiem czego spodziewałam się po darmowym żarciu, ale na pewno nie tego że nie zdołam wciągnąć tego bez odruchu wymiotnego. Z całym szacunkiem. Wolę tanie zapiexy. Na krysznie spotkałam koleżanki, nie do końca ogarniające rzeczywistość, ale wychwalające to jedzenie niczym dar od bogów. Stoiska z fantami okazały się być kopalnią 'chcę to', ale mój budżet po ubiegłonocnej imprezie, pozwolił jedynie na stanie w bezpieczniej odległości. A byłam wtedy fanatyczką pieszczoch I koszulek z ulubionymi zespołami.

Myślę że od tej pory już nie pamiętam co się działo w jaki dzień i w jakiej kolejności, ale właśnie wtedy zaczął się prawdziwy melanż. Ostatnie złotówki poszły na tyskacze i zapiexy i od tego czasu uzbrojona w wymięty kubek po piwie, łaziłam po każdym kto miał choć trochę alko i żebrałam o małą dolewkę na bideną maturzystkę. Nie będę jeszcze mówić jaki miałam do tego stosunek na kolejnych woodstockach, ale wtedy jeszcze żebrałam bezwstydnie I z dużymi sukcesami xD

Ogółem wszystko było dzikie, fajne, bawiłam się jakby jutra miało nie być. Ale niestety nadeszło. W pewnym momencie zaczęłam czuć się źle, okazało się że mimo 18 lat, niezniszczalna nie jestem i dopadł mnie kac gigant jakiego nigdy w życiu nie miałam. Gdyby ktoś mi wtedy przystawił pistolet do skroni to powiedziałabym strzelaj! Mój namiot leżał na płasko, wczołgałam się więc do namiotu znajomych, gdzie wkrótce zjawiła się jedna z koleżanek i choć nie wiem co przeżywała, byłyśmy w tym cierpieniu razem.

Kolejny dzień przyniósł ulgę. Ale to nie znaczy że zwinęłam manatki I wróciłam do ciepłego, wygodnego domu. Impreza musi trwać.

Tym razem skupiłam się na koncertach i taplaniu w błocie. Przypomnę tu, że nie miałam ciuchów na zmianę, a glany miałam nieustannie na nogach od wyjścia z domu. Tylko nasrać na środku.

Ale zabawa była pryma sort. Pogo uwolniło całą wściekłość na zapierdol, który przeszłam aby mieć kasę na wyjazd. Czułam się z ludźmi niczym jedno ciało, które musi wyrzucić całą nienawiść i zwątpienia. Po raz pierwszy w życiu dostąpiłam crowd surfingu, to było niesamowite przeżycie płynąć nad tłumem, do momentu aż nie trafiłam na dziurę i nie zjebałam się prosto na glebę. Na szczęście alkohol nieco zamortyzował upadek.

Trochę bolała noga ale impreza musi trwać. Trafiłam tuż pod scenę, gdzie ludzie półlegalnie popijali browary. Bardzo fajnie spędziłam z nimi czas, ale coraz mocniej odczuwałam ból w nodze. W tłumie wypatrzyłam jakiegoś znajomego, który nie chcąc słyszeć słowa odmowy, zaniósł mnie na rękach na szpital polowy. Do dziś współczuję lekarzowi, który musiał zdjąć mi glana i opatrzyć stopę. Na szczęście nie było to nic poważnego, dostałam maść i bandaż, na który od razu włożyłam glana. Pozostał tam niesciagany do powrotu do domu.

Nie mam pewności, ale to chyba była ta noc kiedy przyszła burza. Wymęczona wróciłam do namiotu, okazało się że koleżanki kimają u siebie, więc podjęłam próbę postawienia swojego namiotu. Bez sukcesu. Sytuacja w tamtej chwili była beznadziejna. Padał deszcz, nie miałam ciepłych ciuchów, mój namiot leżał niczym ówczesna polska gospodarka. Walnęłam się na ten żałosny namiot i w zimnie i deszczu doczekałam poranka.

W dzień wyjazdu znalazł się kolega, zebraliśmy drużynę i niczym pochód zombi ruszyliśmy na stację. W pociągu te same stare mordy, jednakże nikt nie imprezował. Nocny pociąg z mięsem, tyle że w dzień. Wróciłam szczęśliwa że byłam, ale też że mam to już za sobą a własne łóżko nigdy nie było tak wygodne.


Ostatni Woodstock


Czyli parę Woodstocków później.

Jechaliśmy autem, tym razem z inną ekipą. Znaleźliśmy miejsce w fajnym punkcie, dość wysoko, z przyjemnym widokiem na kawał terenu. Rozbiłam swój ogromny, nowy, komfortowy namiot, 4 osobowy cały dla mnie. Nadmuchałam gruby, wygodny materac, ponadto miałam śpiwór i dodatkowy koc. Drugie buty na zmianę, kurtkę, bluzy, kilka par skarpetek, chusteczki nawilżane, tabletki przeciwbólowe, plastry, latarka, zapasowe baterie, telefon, power banki, ogółem byłam gotowa jak na wojnę.

Ale wojna nie nadeszła.

Tym razem bawiliśmy się raczej we własnej grupie. Wieczorem grzecznie wracałam do namiotu przebrać się do snu. Na żebrajacych o dolewkę browara patrzyłam raczej z politowaniem pijąc za własne pieniążki zarobione w komfortowej pracy biurowej.

Do błota nie wlazłam bo nie chciało mi się marnować zapasowych ciuchów, w pogo byłam, ale na spokojnie.


Jaki z tego wniosek? Nie wiem, zostawiam wam do oceny, niemniej jednak wspomnienia z pierwszego Woodstocku pozostaną we mnie żywe zawsze.

#woodstock #wspomnienczar #nostalgia

e29c9f7b-447c-432a-8ede-725d4418fe88

Zaloguj się aby komentować

472 + 1 = 473


Tytuł: Czerwony Pająk

Autor: Katarzyna Bonda

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Muza

Format: książka papierowa

Liczba stron: 814

Ocena: 7/10


Bardzo fajne zakończenie cyklu kryminalnego z Saszą Załuską. Poziom zdecydowanie wyższy od poprzedniej części. Książka napisana solidnie, z fajnymi plot twistami.

Jak dla mnie dobre domknięcie zagadek i intryg, ponadto sporo akcji i przelanej krwi.

Została mi tylko pierwsza część, bo czytanie zaczęłam od drugiej, bez świadomości że warto czytać po kolei xd


#bookmeter

b237a3c8-438c-4760-8cca-d8b0a33f24a8

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

423 + 1 = 424


Tytuł: Lampiony

Autor: Katarzyna Bonda

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Muza

Format: książka papierowa

Liczba stron: 640

Ocena: 6/10


Trochę mnie ta książka wymęczyła ilością wątków i skomplikowaniem całej historii. Mimo wszystko była ciekawa i przyjemnie napisana. Trochę gorsza od poprzedniej z tej serii.

Miejsce akcji Łódź, to genialny wybór dla tej książki.


#bookmeter

62f881ae-5681-43a0-a2fe-aea9202b9225

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

254 038 + 34 = 254 072


Cholernie mi szkoda, że ominęło mnie tyle ładnych, słonecznych dni, bo czas na rower znalazłam dopiero dziś. W połowie drogi złapał mnie deszcz i wiatr i przyjemnie nie było 😐

W każdym razie pierwszy marcowy trening zaliczony 💪 kondycja dopisała, jedynie rozbolały nadgarstki i d⁎⁎a tradycyjnie

Jeszcze tylko picka, niedziela wieczur i znowu poniedziałek, eh


#rowerowyrownik #rower


Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

396b635c-3e6b-46f5-ac37-84608cb2da4d
250bfd4a-fc8a-4d68-8169-3633d7a7d659

Zaloguj się aby komentować

Co myślicie o takim składzie? Jest to zdrowe? Nie jest? Oczywiście w ramach dodatku a nie głównego składnika i biorąc pod uwagę dietę niskocholesterolową #jedzenie #zdroweodzywianie

31986ec9-51a3-4b97-baa8-004d8c507b2b

Utwardzone tłuszcze roślinne to już tłuszcze nasycone czyli tłuszcze zwierzęce, utwardzenie niszczy ich zaletę czyli bycie nienasyconymi.


Wiec w kwestii zdrowotnej to dokladnie to samo co smalec. Ma znaczenie w zasadzie tylko jak jesteś wege.

Zaloguj się aby komentować

392 + 1 = 393


Tytuł: Dom na granicy światów

Autor: William Hope Hodgson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Czytelnik

Format: książka papierowa

Liczba stron: 160

Ocena: 8/10


Krótka, ale bardzo wciągająca opowieść o mężczyźnie, który wraz z siostrą i psem zamieszkał w starym domu.

Miejsce znajdywało się mocno na uboczu i posiadało opinię diabelskiego miejsca. Dopiero po latach tam spędzonych, główny bohater miał doświadczyć wydarzeń, które potwierdziły złą sławę domu.

Klimat książki jest niepokojący, ciężki. Wydaje się jak zły sen, który raz wydaje się do złudzenia prawdziwy, a za chwilę zmienia w niemożliwą do pojęcia abstrakcję.

Książka została po raz pierwszy wydana w 1908 roku, jak na tamte czasy wydaje się być czymś zupełnie nie ze swojej epoki.


#bookmeter

5ea218c3-7792-44ed-a189-4f0f4b4289e3

Świetna książka, pamiętam jak przeczytalem ją pierwszy raz za małolata, ściągnąwszy z półki rodziców. Pare dobrych dni miałem schizy czy to była prawda czy nie xd

c4fff473-fe91-46b1-ac90-5bc1bc5644f5

Zaloguj się aby komentować

384 + 1 = 385


Tytuł: Dewolucja

Autor: Max Brooks

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

Liczba stron: 373

Ocena: 6/10


Taka całkiem spoko historyjka w formie pamiętnika oraz wywiadów.

Do połowy mi się nużyła, ale jak pociekła pierwsza krew, zrobiło się ciekawiej.

Mieszkańcy mini wioski odizolowanej od świata gęstymi lasami, stają się jeszcze bardziej odizolowani kiedy nagle tracą dostęp do internetu i zasięg sieci komórkowej. Oznacza to dla nich brak dostaw zakupów oraz wszelkiej możliwej pomocy z zewnątrz. Jak na złość to nie jedyny ich problem. Okazuje się, że sasquatch aka Wielka Stopa to nie jedynie opowieść do straszenia dzieci, ale realna maszynka do zabijania, która zacznie po kolei mordować mieszkańców. Na szczęście nie każdy człowiek jest tu nieogarem i wkrótce dojdzie do krwawej wojny międzygatunkowej. Tak było, nie zmyślam.


#bookmeter

00ce65a7-d3f5-417b-a528-d49fe45a8c85

Zaloguj się aby komentować

#hejtozeszyt

Z małym poślizgiem, ale w końcu się udało; zebrałam zasady i aktualizacje zasad które wcześniej były trochę po różnych wpisach porozrzucane, teraz jest all-in-one, można to wrzucać do wpisów z losowaniem


NA CZYM TO POLEGA

Każdy użytkownik hejto ma możliwość wylosowania zeszytu, w którym może zostawić swój ślad.

Może być to wierszyk, wspomnienia, sprzedam opla, bądź własne refleksje na dowolny temat. Można też coś narysować - wszystko zależy od Was!

Jeśli wylosujecie zeszyt, ale nie znajdziecie w sobie kreatywności - w porządku! Możecie przeczytać i przekazać go dalej. Ważne aby zeszyt nie zaginął, a był w ciągłym ruchu, aby każdy mógł skorzystać z zabawy.

Czyli co, losujesz zeszyt, czytasz co napisali poprzednicy, zostawiasz swój ślad, losujesz kolejną osobę i wysyłasz jej zeszyt. Proste.


ZASADY OGÓLNE

- piszesz w zeszycie cokolwiek, za wyjątkiem treści obraźliwych

- nie ma limitu stron na wpis

- jeśli nie masz weny twórczej, przeczytaj i przekaż dalej

- zeszyt można losować wielokrotnie i wielokrotnie się wpisywać

- staraj się nie trzymać zeszytu dłużej niż tydzień

- nie bierz udziału w zabawie, jeśli nie jesteś w stanie wywiązać się z przekazania zeszytu dalej

- preferowana wysyłka paczkomatem na koszt wysyłającego, chyba że umówicie się inaczej


ZASADY LOSOWANIA

- kiedy tylko fizycznie otrzymasz zeszyt robisz losowanie kolejnej osoby

- aby wylosować kolejną osobę, zamieść wpis pod tagiem #hejtozeszyt (wklejając te zasady) i wylosuj z plusujących kolejną osobę

- po wylosowaniu kolejnej osoby, upewnij się, że chce wziąć udział w zabawie, aby zeszyt nie przepadł u kogoś kto nie będzie miał potem motywacji aby przekazać go dalej

- we wpisie z losowaniem wklejasz ten regulamin albo linka do tego wpisu

- sposób losowania dowolny; hejtolos, maszyna lotto, losowanie karteczek z nickami, jak wolisz

- wylosowana osoba musi być aktywnym użytkownikiem hejto, możesz w hejtolos ustawić minimalną rangę, oraz warto przed ogłoszeniem wyniku sprawdzić na profilu czy ta osoba cokolwiek postuje

- jeśli wylosowana osoba mieszka poza granicami Polski, podejmujesz decyzje czy chcesz tam wysłać zeszyt czy robisz kolejne losowanie

- jeśli zeszyt wylosuje osoba, która już go miała, może zdecydować czy chce go jeszcze raz, jeśli nie to może wskazać kolejną osobę, do której poleci zeszyt

8acbcb83-2727-4b62-b537-3a92010087fe

@Shivaa

- zeszyt można losować wielokrotnie i wielokrotnie się wpisywać

To jest, w mojej ocenie, słaby punkt tego losowania.

Zaloguj się aby komentować

@Shivaa wow! Kolejny rysunek z duzym potencjalem na 1 miejsce! Szacun!

Gratuluje @Dziwen i @Wrzoo pomyslu na konkurs i @bojowonastawionaowca za bycie 10/10 modelem xD

Zaloguj się aby komentować

369 + 1 = 370


Tytuł: Diablo. Królestwo Cienia

Autor: Richard A. Knaak

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: ISA

Format: książka papierowa

Liczba stron: 320

Ocena: 10/10


Oto moja ulubiona część z pierwszej serii Diablo!

Przeczytana dopiero trzeci raz, ale wiem że będą i kolejne.

Cenię tą książkę między innymi za postać nekromanty Zayla wraz z jego wiernym przyjacielem Humbartem, gadającą czaszką.

Wyznawca Rathmy, mimo braku sympatii ze strony społeczeństwa, jest tu postacią absolutnie protagonistyczną. Jego misją jest dbanie o równowagę świata, oraz walka z Piekielną Trójcą.

Humbart, mimo bycia zaledwie niekompletną czaszką, zdecydowanie ma gadane, dopisuje mu humor, przy okazji wykrywa czary, których nie jest w stanie zauważyć zwykły czarodziej.

Ich piekielnie dobry duet sprawił że fani po wydaniu trzeciej części tej trylogii, doprosili się dodatkowego tomu, kontynuacji przygód Zayla i Humbarta ❤️

Królestwo Cienia to zaginione przed laty miasto Ureh, które według legendy doświadczyło wstąpienia do Wysokich Niebios. Dobroć i szlachetność mieszkańców znana była na całym świecie. Nic więc dziwnego, że zostało wybrane przez samego Archanioła.

Co dwa tysiące lat, kiedy gwiazdy układają się według wzorca, miasto może się odrodzić, wraz z niesamowitymi bogactwami i wiedzą wykraczającą ponad wszystko co znane.

Vizjerei Tsin wraz najemnikiem Kentrilem i jego ludźmi, trafiają do ruin Ureh w momencie idealnym. Żądni bogactw i wiedzy, są świadkami ponownego odrodzenia miasta. Jednakże nic tutaj nie jest takie na jakie wygląda.


#bookmeter

ed45c576-02a5-4c5b-afb1-290ff1324080

Zaloguj się aby komentować

Tak wygląda perfekcja! 😍 Tym razem nie przegapiłam idealnego momentu wyrastania, brzegi wyrosły pod sam sufit Może czas rzucić to it i założyć pizzerię xD #pizza #gotujzhejto #jedzenie #pizzalover

07063f89-8785-4cd6-9121-6c464aa939f2

Zaloguj się aby komentować

Wczoraj wyszła trochę klapa, bo na zbyt długo zostawiłam ciasto do wyrastania i zdążyło oklapnąć, dodatkowo za płytko wsunęłam ją do pieca i musiałam ją brzydko dosunąć przez co wyszła trochę pokraczna 🙈 Ale. Wprowadziłam wczoraj pewną modyfikację w składnikach. Lubię jak jest dużo warzyw, ale puszczają one dużo wody i czasem na środku robi się breja. Dlatego tym razem kukurydzę wysuszyłam dobrze na ręczniku papierowym a pieczarki i cebula poszły do airfryera na 10 min na małą temperaturę aby je podsuszyć. Rezultat wyszedł bardzo zadowalający 😀 Dziś powtórka z rozrywki, ale tym razem dopilnuję ciasta 😅 #pizza #gotujzhejto

3f1a200a-0f76-4934-b74f-0c9896ce2c0e

Zaloguj się aby komentować

350 + 1 = 351


Tytuł: Shogun

Autor: James Clavell

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Vis-a-vis

Format: książka papierowa

Liczba stron: 1132

Ocena: 8/10


Po przeczytaniu Króla Szczurów, zachęcona przez @Budo postanowiłam zamówić Shoguna.

Pan Clavell ponownie mnie nie zawiódł, choć na początku martwiłam się czy ta cegła mnie zadowoli. Niepotrzebnie.

Styl pisania, kreowania postaci i wchodzenia im w głowę tworzy mocno unikalny klimat i na prawdę mocno wciąga.

Fascynująca była przemiana głównego bohatera i skomplikowane intrygi Japończyków. Mimo, że to Anglicy rozbici przy japońskich wybrzeżach nazywani byli barbarzyńcami, to jednak z mojej perspektywy to właśnie Japońcy nimi byli, tyle że czyści i pachnący xD

Końcówka książki nieco zasmuciła ale i dała zaskakująca odpowiedź na pytanie skąd wziął się tytuł, bo przez całą jej długość żadnego szoguna nie spotkałam. Ale dałam się zrobić w balona przez kłamliwych Japończyków, eh.

Polecam.


#bookmeter

88d33711-5568-4657-ba24-b03e4e6ac182

Zaloguj się aby komentować