Nie jestem wielką fanką romcomów i irytuje mnie Meg Ryan, ale na tym filmie nawet dobrze się bawiłam. Całkiem sympatyczna, urocza i dobrze zagrana historia, która nie wkruwia zbyt mocno odrealnionymi plot twistami (może z wynikiem finałowego biegu na bal i reakcji ludzi w restauracji na udawany orgazm - ja przy takiej akcji zażenowana zmyłabym się z lokalu xD) i toksyczną logiką różowych/niebieskich pasków.
Biografia Edith Piaf, legendarnej francuskiej piosenkarki.
Świetna rola Marion Cotillard (czegóż innego można by się po niej spodziewać), ale sam film zrealizowany dość standardowo, zgodnie ze współczesnymi konwencjami biopiców.
Minus 0,5 pkt za niepotrzebne skoki czasowe (retrospekcje nie zawsze się sprawdzają, tutaj można było zostawić w spokoju chronologię) i jakże wygodne pominięcie tego, co tytułowa bohaterka robiła w latach 1940-1944.
@GARN_ to zależy, jakbyś zdefiniował kolaborację. Występowała w nocnych klubach i high class burdelach uczęszczanych przez Niemców, ponoć sypiała z niemieckimi oficerami. Ale nie współpracowała aktywnie z Niemcami np. poprzez szmalcownictwo.
Inspirowana prawdziwymi osobami historia przyjaźni i rywalizacji dwóch nurków głębinowych.
Ciekawy pomysł na historię, piękne zdjęcia pod wodą (+ słitaśne delfiny) i klimatyczny soundtrack. Jednak film niepotrzebnie rozciągnięty, materiału to tam było na 1,5-2h seansu, a nie prawie 3h. Nie wiem, po co było pokazywać, jak Enzo i Jacques po raz 2137. pojawiali się na jachcie i szykowali do nurkowania.
Wgl Rosanna Arquette wyglądała w tym filmie, jakby w kreatorze postaci zblendował Sarę Michelle Gellar z czasów Buffy i Anę de Armas.
Cobb utrzymujący się z włamywania innym ludziom do snów i wyciągania sekretów z ich podświadomości zbiera ekipę, aby na zlecenie CEO japońskiej korporacji wejść do umysłu dziedzica konkurencyjnej spółki energetycznej.
Coś mi nie po drodze z Nolanem. Bardzo mi się podobał wyjściowy koncept tego filmu, ale mam wrażenie, że w połowie reżyser sam olał jego rozwijanie i skupił się na efektach specjalnych, czyniąc z fabuły dodatek. Szkoda, był potencjał na rozbudowanie historii, a efekty specjalne w filmie mogły robić wrażenie w 2k10, ale już nie dają efektu wow w 2k26.
Niestety, do oryginalnych Matrixów się ten film nie umywa, ale chętnie przeczytałabym książki osadzone w uniwersum Incepcji.
Ekscentryczny pierdyliarder tworzy na prywatnej wyspie rezerwat zmutowanych dinozaurów, co może pójść nie tak ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Po 33 latach od premiery, efekty specjalne nadal lepsze niż w większości dzisiejszych filmów robionych w całości na greenscreenie. Ale fabuła typowo pod dzieci, jak się ogląda będąc dorosłym, to już nie to samo.
@Telezajaczek to mój comfort movie, jak nie mam pojęcia co chce obejrzeć wieczorem a mam jakieś dobre jedzonko, do odpalam po raz pierdyliardowy jurassic park
Dobrze zrobiony blockbuster, ale imo trochę przehype'owany przez fanów - to nie jest arcydzieło kina, jedyny prawdziwie genialny element tego filmu to rola śp. Heatha Ledgera.
@Fly_agaric Ledger zagrał rolę życia (szkoda, że nie żył wystarczająco długo, by zagrać w Jokerze - myślę, że mógłby sobie poradzić jeszcze lepiej od Phoenixa), ale technicznie i fabularnie ten film się zbytnio nie różni od późniejszych wersji DC Cinematic Universe.
Futurystyczny Nowy Jork. Korben Dallas, były komandos pracujący jako taksiarz, wplątuje się w kosmiczną walkę dobra ze złem gdy do jego taksówki wpada atrakcyjna kosmitka Leeloo.
Świetne efekty specjalne, scenografia i kostiumy. Ależ ten film musiał za⁎⁎⁎⁎ście wyglądać w kinie.
Złota Malina dla Milli Jovovich to pomyłka. Całkiem nieźle odegrała rolę kosmitki uczącej się żyć wśród ludzi, większość zgrzytów w jej kreacji to kwestia pędzącego scenariusza, a nie złej gry aktorskiej.
Chłop przebiera się za babę i zaczyna robić karierę w telewizji.
Świetna rola Dustina Hoffmana, ale sam film nieco gorszy od opowiadającej podobną historię Pani Doubtfire, może dlatego, że wątek ojca walczącego o kontakt z dziećmi był ciekawszy, niż wątek miłosny Michaela i niewiedzącej na czym jej d⁎⁎a jeździ Julie. Odnoszę wrażenie, że finał był poprowadzony nieco po łebkach - ciężko mi uwierzyć, że w 80s media nie komentowałyby sytuacji, w której popularna żeńska bohaterka serialowa okazuje się facetem.
Powiększony do rozmiarów człowieka krasnoludek Olo wyrusza do krainy krasnoludków Szuflandii, aby od porwanego przyjaciela wydobyć recepturę na środek powiększający Kingsajz.
Chyba jedyna udana polska produkcja fantastyczna. Byłoby 8/10, gdyby nie wjechała polska szkoła dźwięku + momentami akcja toczyła się zbyt szybko i brakowało płynnego przejścia między pewnymi wydarzeniami.
Tryhardujące popłuczyny po Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie. Z plusów to tylko ładne mieszkanko głównych bohaterów i poprawna gra aktorska ekipy.
Penelope Cruz 10 lat starsza od Olivii Wilde, a wyglądała o wiele lepiej.
Może miałabym lepsze wrażenia po seansie jakbym nie siedziała na sali z totalnym buractwem, które przy każdej wzmiance o seksie rżało ze śmiechu jakby się miało zaraz poszczać. Dlatego, jak ktoś by chciał obejrzeć ten film, polecam poczekać, aż wyjdzie na streamingu, bo przy wycieczce do kina jest za duża szansa, że na sali będzie mentalna wieś.
@Mahjong na tym seansie Oppenheimera też się śmiali jakby się mieli posikać?
Ja byłam na Zaproszeniu w takim mniejszym, a'la studyjnym kinie i była trzoda, a jak zaliczyłam niedawno weekendowy maraton w multipleksie była pełna kulturka, nawet na Backrooms, o którym naczytałam się, że przyciąga głupią młodzież. Widocznie nie ma reguły.
@Telezajaczek nie, ale gadali cały seans. Obok mnie siedziała para - cały film gadali coś w stylu "o, ten profesor", "o bomba" lub "pa tera!". Do tego gapienie się w świecący telefon, szeleszczenie czipsami, siorbanie picia. Po seansie zostawili po sobie pokaźną kupę śmieci, jak na prawdziwe bydło przystało.
Nie, nie miałam jak się przesiąść, a z resztą takich par było więcej, może "bardziej kulturalni" niż ci obok, ale niewiele bardziej tak naprawdę.
Ale zgadzam się, nie ma reguły. W moim studyjniaku też kiedyś przyszła jakaś stara porypana baba co chwilę sobie bułki wyciągała z szeleszczącej torby - przez cały jebany seans.
35-letnia Peggy Sue, będąca w trakcie rozwodu z mężem, traci przytomność podczas balu absolwentów. Kiedy ją odzyskuje, okazuje się, że przeniosła się do czasów licbazy.
Film, któremu bliżej do średniaka, a największym niewypałem jest obsada. Jakim cudem nikt nie wyperswadował Coppoli pomysłu obsadzenia w rolach licbusów ludzi w większości po 30.? Najbardziej się to rzuca w oczy w przypadku od zawsze wyglądającej i brzmiącej na 10 lat więcej Turner, w duecie z Cagem wyglądali jak matka z synem. Do tej roli o wiele lepsza byłaby jej ekranowa córka Helen Hunt - do tych dwóch scen 20 lat później spokojnie mogliby ją postarzyć .
Zmarnowany potencjał. Twórcy nie wiedzieli, o czym i o kim właściwie chcą kręcić film - o Tedzie Bundym czy o jego dziewczynie Elizabeth Kendall, o procesie seryjnego mordercy, czy o tym jak musi radzić sobie kobieta, która nagle dowiaduje się, że jej ukochany to zwyrodnialec. I tak się miotali przez cały film, tu scena z Bundym w więzieniu, za chwilę przebitka na Liz topiącą smutki w alkoholu. Położyło to całą fabułę, historia zawodzi nawet jako dobry dramat sądowy.
Niestety, również talent aktorski odtwórców głównych ról się tutaj zmarnował - ani Efron, ani Collins nie mieli większej szansy, żeby naprawdę zabłysnąć, już krótki epizod Johna Malkovicha wypadł lepiej, niż ich role.
Do tego słoika dziegciu należy dodać, że charakteryzatorzy też się zbytnio nie wysilili, Efron i Collins wyglądają tak samo i w pierwszej scenie rozgrywającej się w '68, i 20 lat później. Brak postarzającej charakteryzacji rzuca się w oczy zwłaszcza w przypadku obdarzonej dziewczęcą urodą Collins.
Film dostępny na CDA premium, ale szkoda na niego czasu, lepiej odpalić jakiś dokument o Bundym.
Filmu nie oglądałem ale może jest uzasadnienie takiej fabuły z jej punktu widzenia bo dla niej się przyznał, wcześniej był cały ruch kobiet w celu jego uwolnienia, był bardzo przekonujący
@Johnnoosh tylko, że jak pisałam we wpisie, ten film ostatecznie nie jest o niej. Jakby reżyser od początku konsekwentnie skupiał się na Kendall, a nie skakał między POV Bundy'ego i Liz, ten film byłby znacznie lepszy. Trochę mi się to skojarzyło z filmem Intruz z '46, który trochę jest o naziście ukrywającym się w Ameryce, trochę o tym, jak jego żona dowiaduje się, że ma męża zwyrola - kolejny dość nieudany film w temacie i kiepskie źródło dla ewentualnej inspiracji.
Psiapsie Thelma i Louise wyjeżdżają na weekend za miasto. Planowana spokojna wycieczka zamienia się w dramatyczną ucieczkę przed policyjnym pościgiem po tym, jak Louise zabija w afekcie faceta, który próbował zgwałcić jej przyjaciółkę.
Mam wrażenie, że jest to najbardziej mylnie zinterpretowany film ever. Komentarze dotyczące Thelmy i Louise w necie pełne są tekstów o tym, jaka to apoteoza wolności i pochwała feminizmu. Plażo proszę, jaka apoteoza wolności, kiedy wyprawa protagonistek przez Stany to ucieczka przed policją? Jaka to pochwała feminizmu, skoro dramatu obu pań nie byłoby, gdyby nie ujemne IQ Thelmy? (Film, który wrzuciłam wczoraj, czyli Erin Brockovich, ma o wiele lepsze feministyczne przesłanie)
Niedostatki fabuły rekompensuje nostalgiczny klimat "dzikiej Ameryki". I, dla pań, tyłek młodego Brada Pitta ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Film dostępny na vider, podzielony na dwie części.
@Telezajaczek Zgadzam się z głupotą Thelmy, ale prawda jest, że to proste kobiety z prostego środowiska, które mierzą się z dość dramatyczną sytuacją.
Ale @zachlapany_szczypior zauważył tam coś, co jest trochę clue tego filmu - kiedy bohaterki zyskują zenowe wyjebongo i wtedy właśnie zyskują wolność. Nagle nie są ograniczone pracą czy facetami, a mogę robić co chcą i to robią.
Film jest znakomity w mojej księdze, bo opowiada o niedoskonałych ludziach podejmujących niedoskonałe decyzje, które prowadzą do kolejnych kłopotów, a jednak w tym wszystkim zyskują coś, czego nie miałyby nigdy swoim zwykłym codziennym życiu.
Poza tym to niezła przygodówka, kto nie lubi takich filmów drogi? W tej kategorii to jedno z najbardziej wybitnych dzieł, bo tu po prostu czuć tę drogę, ma klimacik ten film.
@Mahjong tylko to jest wolność pozorna, tak naprawdę ich kolejne przestępstwa to spirala do zatracenia. Tam jest taka scena, gdzie Harvey Keitel mówi do Louise, że Thelma napadem na sklep obie je pogrążyła - bo wcześniej były poszukiwane jako świadkowie, a później nie było już wątpliwości, że czy udowodni im się zabójstwo z premedytacją czy nie, i tak trafią za kratki. I te zenowe wyjebongo, które im się wówczas włączyło, to nie było jakieś duchowe oświecenie jak u Kolesia Lebowskiego, tylko, jak w finale Tess D'Urberville, desperacja kobiet, dla których wyjściem była już tylko śmierć (chociaż jeszcze na tamtym etapie sobie tego nie uświadamiały).
A prawdziwą wolnością dla bohaterek byłoby, jakby Thelma rozwiodła się z zaniedbującym ją mężem i poszła do pracy, żeby móc wreszcie samej odpowiadać za swój los, a nie zależeć od męża i bestie, a dla Louise jakby poszła na terapię by przerobić traumy z przeszłości i móc ruszyć dalej.
Tam jest taka scena, gdzie Harvey Keitel mówi do Louise, że Thelma napadem na sklep obie je pogrążyła - bo wcześniej były poszukiwane jako świadkowie, a później nie było już wątpliwości, że czy udowodni im się zabójstwo z premedytacją czy nie, i tak trafią za kratki.
Skąd one miały to wiedzieć? Działały już po wszystkim w głębokim stresie i panice.
@Telezajaczek
desperacja kobiet, dla których wyjściem była już tylko śmierć
no tak, niestety, takie jest clue filmu - tak wygląda prawdziwa wolność z jej konsekwencjami, nikt nie mówi, że czysta wolność sama w sobie jest jakaś zarąbista, znaczy jest, ale niekoniecznie prowadzi do dobrych rzeczy
A prawdziwą wolnością dla bohaterek byłoby, jakby Thelma rozwiodła się z zaniedbującym ją mężem i poszła do pracy, żeby móc wreszcie samej odpowiadać za swój los, a nie zależeć od męża i bestie, a dla Louise jakby poszła na terapię by przerobić traumy z przeszłości i móc ruszyć dalej.
Trochę empatii, za bardzo patrzysz na nie z perspektywy "ja to bym tak zrobiła". To wsiurskie amerykańskie baby, które wpadły już w spiralę takiego życia. Doskonale przecież wiesz, że takich kobiet, które "mogłyby" jest sporo, a jednak nic nie robią by poprawić swojego losu z różnych powodów. Tutaj paradoksalnie pomaga incydent w barze i gdy są już na drodze do zatracenia. Co prawda automatycznie wyjście kończy się tragicznie, ale babeczki biorą to z uśmiechem, jak już łyknęły tej wolności to lepsza śmierć niż powrót do dawnego życia lub kolejne więzienie.
Zresztą - gdyby były takie mądre, to nie byłoby o czyn nakręcić filmu
Lekko patusiarska samotna matka zatrudniona jako sekretarka w kancelarii prawniczej usiłuje dojechać korporację trującą ludzi.
Porządny biopic, który na szczęście nie popadł w finale w patetyczne tony współczesnych amerykańskich biografii (taka np. Joy znacznie gorsza). Świetna gra Julii Roberts, myślę, że gdyby do tej roli wzięto inną aktorkę, finalny efekt mógłby być gorszy.
Po śmierci brata Charlie Stoker zamieszkuje razem z owdowiałą bratową Evelyn i bratanicą Indią. Evelyn od początku jest oczarowana przystojnym szwagrem, jednak India podejrzewa go o złe zamiary.
Klasyczny przerost formy nad treścią, piękne zdjęcia nie są w stanie przykryć beznadziejnego, pozbawionego wszelkiego realizmu i logiki scenariusza pisanego na kolanie. Miał być inteligentny thriller bawiący się z widzem, wyszła sraka.
Można obejrzeć jedynie po to, żeby popatrzeć sobie na Mię Wasikowską w retro stylizacjach, w żadnym filmie nie wyglądała piękniej.
Maksymalnie uładzona biografia króla popu. Akcja kończy się de facto na Victory Tour w 1984, czyli, jak można się domyśleć po dacie, film praktycznie nie rozlicza się z późniejszymi skandalami Jacksona i oskarżeniami wobec niego.
A tak poza tym, to standardowo zrealizowany biopic, ale nic więcej. Odtwórca głównej roli mało podobny, ale spoko zagrał i mówił jak Michael, więc ciężko wyobrazić sobie kogoś lepszego do tej roli.
Leci w kinach, again szkoda kasy na bilet, lepiej odpalić sobie jakiś dokument o Jacksonie.
@Telezajaczek aktor grający Michaela to bratanek tego Michaela. Gdzieś czytałem, że mają kręcić drugą część "od 1984" do jego śmierci, ale nie wiem ile w tym prawdy.
@boogie wiem, że to bratanek. Może dlatego ma podobny głos? Bo chyba nie podłożyli innego głosu.
Kadr pod sam koniec filmu sugerował, że ma być kontynuacja, ale jakoś w to wątpię. Jeśli film jest tworzony z błogosławieństwem i udziałem Jacksonów, raczej nie pozwolą "szargać" i tak już zszarganej reputacji krewniaka.
Powojenne Niemcy. Pisarz Thomas Mann i jego córka Erika jadą do NRD, gdzie pisarz ma odebrać nagrodę.
Klasyczny przerost formy nad treścią, piękne zdjęcia (znak rozpoznawczy Pawlikowskiego; drugi jego znak rozpoznawczy, czyli sceny w zrujnowanym kościele, też się w filmie znalazł) nieudolnie przykrywają historię o niczym, bo jeśli film miał rozliczać się z nazistowską przeszłością Niemiec albo życiem Manna, to się nie rozlicza. Typowe dzieło robione pod to, by dziadki z Cannes zwalili konia.