835 + 1 = 836
Tytuł: Krew wampira
Autor: Florence Marryat
Kategoria: horror
Wydawnictwo: Wydawnictwo IX
Format: książka papierowa
Liczba stron: 380
Ocena: 7/10
Harriet Brandt, atrakcyjna i bogata panna, osierocona we wczesnym dzieciństwie i wychowana w surowej szkole klasztornej, przybywa z Jamajki do Europy, pragnąc rozpocząć nowe życie. W popularnym wśród brytyjskich wyższych sfer belgijskim kurorcie zaprzyjaźnia się z Margaret Pullen, żoną stacjonującego w Indiach oficera, oraz nieokrzesaną, nowobogacką baronową Gobelli, przyciąga również zainteresowanie przystojnego szwagra Margaret, Ralpha, któremu w uganianiu się za piękną dziedziczką bynajmniej nie przeszkadza, iż jest już zaręczony z inną kobietą. Kiedy niespodziewanie umiera dziecko Margaret, którym Harriet wcześniej regularnie się zajmowała, a znajomość dziewczyny z Ralphem Pullenem zaczyna się pogłębiać, na jaw wychodzi mieszane pochodzenie młodej dziedziczki i niechlubna przeszłość jej rodziców, a Kreolka zostaje oskarżona o bycie wampirem energetycznym i przyczynianie się do śmierci znajomych, którą to cechę miała odziedziczyć po babce – kapłance voodoo. Czy niespodziewane zgony w otoczeniu Harriet to rzeczywiście „klątwa krwi”, czy wyraz uprzedzeń wiktoriańskiego społeczeństwa wobec osób jej pochodzenia?
Nie ma sensu porównywać tej powieści z Draculą albo Carmillą, ponieważ, jak widać po opisie wyżej, nie mamy tu do czynienia z klasycznym wampiryzmem. Gdyby jednak poszukać wśród horrorów najbardziej zbliżonych do Krwi wampira dzieł, najwięcej podobieństw do książki Florence Marryat będą miały wyprodukowane w latach 40. przez Vala Lewtona dla studia RKO filmy, będące bardziej klimatycznymi dramatami, niż klasycznym kinem grozy, zwłaszcza zaś jego sztandarowa produkcja nakręcona przez Jacquesa Tourneura, Ludzie-koty. Podobnie jak bohaterka filmu Tourneura, Irena Dubrovna, Harriet Brandt ma wszystko, co niezbędne do szczęścia – urodę i pieniądze, jednak dręczące ją poczucie niewysłowionej samotności płynące z bycia „obcym w obcym kraju” i ciążącego fatum mającego sprawiać, iż mimowolnie zniszczy najbliższych, nieuchronnie musi doprowadzić do tragedii. Tutaj nie sposób nie zauważyć, że podobnie jak Ludzie-koty, tak Krew wampira, choć podejmuje tematykę podświadomego rasizmu i lęku przed obcym – w tym wypadku przed zagranicznymi femmes fatales, które zabierają pruderyjnym anglosaskim dziewczętom mężczyzn, by następnie ich zniszczyć – nie do końca się z ową podskórną ksenofobią rozlicza, koniec końców morałem płynącym z obu dzieł jest, że cudzoziemki naprawdę są niebezpieczne.
Cóż, może błędem z mojej strony było oczekiwanie, że powieść napisana w epoce wiktoriańskiej rozliczy się z brytyjskim rasizmem w taki sposób, jak najwybitniejsza angielska powieść postkolonialna, czyli Szerokie Morze Sargassowe. Niemniej, dalej jest to interesująca pozycja, którą powinni się zainteresować zwłaszcza studenci anglistyki piszący prace na temat literackich obrazów stosunków między mieszkańcami metropolii i kolonii. Muszę jednak przyznać, że jako casual read, Krew wampira bywa nieco męcząca, a to z uwagi na nadmierne przerysowanie bohaterów – postacie nie muszą być chodzącymi karykaturami, żeby przekaz autora zachował siłę.
Swoją drogą, niezmiernie dziwi mnie praktycznie nieistniejąca kampania reklamowa tej książki. Gdyby nie tag ksiazkiwhoresbane, nigdy bym się o niej nie dowiedziała, bo nie dość, że nie ma jej reklam na socialach, to próżno jej szukać w Empikach! Wydawnictwo IX powinno chyba otworzyć rekrutację do działu marketingu, bo z tak genialnymi marketingowcami, jakich mają obecnie, niedługo ogłoszą bankructwo.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter




















