Ekranizacja internetowej pasty. Zmagający się z problemami w życiu osobistym właściciel sklepu meblowego odkrywa, że w piwnicy jego biznesu znajduje się przejście do dziwacznego labiryntu.
Przede wszystkim gratulacje dla polskiego dystrybutora za klasyczny przykład niedojebania umysłowego i dodanie do oryginalnego tytułu polskiego luźnego tłumaczenia niewiadomo po c⁎⁎j.
Pod względem wizualnym świetny, czuć było creepy vibe przestrzeni liminalnych, niestety, fabularnie kuleje. Wątki osobiste bohaterów w zasadzie nie były potrzebne, a finał w stylu ni to Davida Lyncha, ni to Z archiwum X tylko popsuł oryginalny klimat dzieła.
@GARN_ nwm, nie oglądałam Cube. Koleś, który to kręcił, wcześniej miał miniserial na YT o tym samym temacie i tytule, możesz obczaić 1 odcinek żeby się zorientować
Przegryw piwniczak* życzy sobie, aby Juleczka z pracy się w nim zakochała i ma problem, gdy okazuje się, że zamiast szarej myszki dla anonka, dostał psychopatyczną borderkę.
Nie lubię współczesnych horrorów, bo zazwyczaj robią z widzów idiotów, ale tutaj ostatecznie wszystko ładnie się spięło (chociaż było parę drobnych dziur fabularnych). Twórcy mieli pomysł i wiedzieli jak go dowieźć. No i świetnie dobrali odtwórczynię głównej roli, kreacja panny Navarrette wyszła naprawdę creepy bez popadnięcia w niezamierzoną parodię.
In plus klimatyczne zdjęcia i soundtrack z lekkim vibem Maca DeMarco.
Leci jeszcze w kinach, to akurat polecam.
*przegryw piwniczak wg standardów hollywoodzkich, czyli klasycznej urody chad, tylko ubrany w sweterki w stylu młodego Konona.
Pedro Pascal i Baby Yoda pomagają synalkowi Jabby zejść ze złej drogi.
Typowy skok na kasę fanów uniwersum/serialu Mandalorian. Sztampowa do bólu fabuła, efekty specjalne raczej standardowe, z postaci to tylko Baby Yoda zapadał w pamięć (i to za niego 4).
Jeszcze leci w kinach, ale jak dla mnie strata kasy.
Pracujący na uczelni jako woźny młody recydywista Will nieoczekiwanie wykazuje się geniuszem matematycznym. Zaczyna współpracować z profesorem kierującym wydziałem i uczęszczać na terapie do psychoterapeuty pracującego na wydziale psychologii.
Świetne role Damona i Williamsa, ale fabuła już bardziej sztampowa być nie mogła, no i sam wątek "uśpionego" geniuszu protagonisty, który po przeczytaniu paru książek z biblioteki uniwersyteckiej nagle zagina nagradzanych matematyków, naciągany jak guma od gaci.
Hindus ze slumsów startuje w Milionerach i dobrze sobie radzi, za co zostaje aresztowany przez policję, no bo jak to tak, inteligentny Hindus?! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Pamiętam jeszcze hype wokół całego filmu. Po seansie mam wrażenie, że te 10 nominacji i 8 Oscarów to poleciało za sztuczki montażowe z Obywatela Kane'a - dziadki z Akademii pewnie poszczali się ze szczęścia, jak zobaczyli te wszystkie kadry holenderskie, żabie perspektywy i retrospekcje (swoją drogą, nawiązywanie do klasyków z lat 40. w XXI w. jest już nieco passe - jakby reżyser zastosował sztuczki techniczne z kina hinduskiego, to by dopiero było epickie dzieło ( ͡° ͜ʖ ͡°) )
Imo film nierówny, pierwsza połowa pokazująca ciężkie życie w slumsach świetna, od spotkania po latach z Latiką Slumdog staje się banalnym melodramatem.
Adaptacja sztuki Terence'a Rattigana. UK, lata 50. Hester odchodzi od sporo starszego, bogatego męża do młodszego kochanka, byłego pilota RAF. Nowy związek nie przynosi jej jednak szczęścia.
Z jednej strony świetna rola Rachel Weisz oraz wysmakowana strona wizualna. Z drugiej strony, fabuła niezbyt interesująca (wtórna wobec Anny Kareniny i melodramatów z czasów Złotej Ery Hollywood), dodatkowo za bardzo rzucało się w oczy teatralne pochodzenie dzieła, jakby reżyser jedynie pobieżnie dostosował Glębokie błękitne morze do języka filmowego. Trochę wyszedł niewypał, ale myślę, że historia sprawdziłaby się w rękach Wong Kar Waia.
Ultimate Janusz wyzyskujący uchodźców wojennych zaprasza na wycieczkę po swoim kołchozie grupkę rozwydrzonych bachorów i ich pie⁎⁎⁎⁎⁎⁎ętych rodziców.
Nawet mi się spodobał ten specyficzny, groteskowy klimat z podskórnym creepy vibem, ale im bliżej końcówki, tym film mniej ciekawił, a końcówka zrobiona jakby trochę na odwal, oczekiwałam bardziej wyrazistego finału.
Ziemie Odzyskane, 1945. Andrzej Kenig, weteran powstania warszawskiego i były więzień obozu koncentracyjnego, dołącza do grupy kierowanej przez dra Mieleckiego mającej za zadanie zabezpieczyć poniemieckie miasteczko Siwowo i przygotować go na przyjazd repatriantów. Po przyjeździe na miejsce Kenig orientuje się, że grupa Mieleckiego zamierza ukraść co cenniejsze sprzęty i sprzedać je na czarnym rynku.
Dzieło interesujące, choć mam wrażenie, że obecnie nieco zapomniane. Ciekawa historia umiejętnie bawiąca się konwencjami westernu + świetne role aktorskie. Tylko momentami jest zbyt statycznie, można by z 10 minut wyciąć i film nic by nie stracił.
NY 1862 rok. Syn dawnego przywódcy niegdyś potężnej irlandzkiej bandy przybywa do miasta, by zemścić się na Billu Rzeźniku, zabójcy ojca i szarej eminencji robotniczej dzielnicy Five Points.
Podczas seansu miałam wrażenie, że Scorsese tak bardzo chciał nakręcić film o mrocznej stronie XIX-wiecznego Nowego Jorku, kontrastujący z wyrafinowanym światem wyższych sfer z Wieku niewinności (polecam btw, świetny film), że dla pokazania brudu i patologii robotniczych dzielnicy olał nieco fabułę. W pierwszej połowie film sprawia wrażenie, jakby twórcy nie wiedzieli, w którym kierunku poprowadzić historię, generalnie ma się odczucie, że to bardzo przydługi i dość banalny wstęp. Dopiero w momencie wybuchu drugiej wojny między gangami akcja nabiera tempa. Imo Gangi Nowego Jorku lepiej sprawdziłyby się w roli miniserialu.
Świat przedstawiony to największy atut tego filmu.
Trochę trudno mi ostatecznie zdecydować czy lepszy był film Polańskiego, czy serial. Jak już pisałam, film z '79 miał przepiękne zdjęcia i melancholijny klimat, ale Kinski nie dowiozła głównej roli, co ostatecznie zepsuło mi odbiór dzieła.
Serial to solidna produkcja z czasów, gdy BBC ekranizowało literaturę piękną, a nie woke agendę i właściwie tyle, reżyser nie silił się na większy artyzm. Za to Gemma Arterton o wiele lepiej poradziła sobie w głównej roli, było po niej widać skrajne emocje, jakie targały bohaterką, no i jako hoże dziewczę wizualnie lepiej pasowała do roli córki farmera zahartowanej w ciężkiej harówie na polu, niż delikatna Kinski.
Serial dostępny na CDA premium, a w TV dość często leci na Epic Drama.
Czasy wojen napoleońskich. Załoga brytyjskiego okrętu wojennego ściga francuską fregatę.
Jeden z najlepszych filmów marynistycznych ever, widać nie tylko rozmach produkcji, ale też wyjątkowy, jak na Amerykanów, research na temat życia na okrętach brytyjskiej marynarki wojennej na początku XIX wieku.
Oglądałem ostatnio, film na poziomie. Co najbardziej zapadło mi w pamięć to dowcip pana kapitana.
Podczas obiadu na stole pojawiły się dwa robaczki (ang. weevil). Kapitan zaczął dopytywać swojego przyjaciela, lekarza okrętowego, o to którego robaczka wolałby zjeść, gdyby musiał.
Gdy w końcu tamten się zdecydował na większego, to kapitan podsumował, że
Jeden z moich ulubionych filmów, może nie jest głęboki, ale działa na jakieś zwoje neuronowe w moim mózgu. No i te sceny zwykłego życia na statkach, a także batalii i pościgów, perełka po prostu
@Piechur to pokazanie codziennego życia na statku to był ogromny atut, od razu mi się przypomniał równie drobiazgowy w pokazaniu życia na okrętach Royal Navy "Terror" Simmonsa
Czasy PRL. Jadwiga Kolęda trzyma za mordę zarówno małą gminę na Ziemiach Odzyskanych, której jest naczelniczką, jak i swoją rodzinę. Kiedy dowiaduje się, że jej córka zaszła w ciążę, aby uniknąć skandalu, postanawia znaleźć dla niej męża, który za opłatą zgodzi się zarówno ożenić się, jak i później rozwieść z dziewczyną. Wkrótce do miasteczka przyjeżdża "narzeczony", były kryminalista. Przymusowi państwo młodzi nieoczekiwanie przypadają sobie do gustu...
Fajna komedia, chociaż nie jest to może poziom Barei i Machulskiego.
Wgl kisnę, bo znam podobny przypadek irl - matka szukała dla ciężarnej nastoletniej córki męża na portalach randkowych. Co ciekawe, znalazła xD Młodzi pobrali się, a po paru latach i spłodzeniu prawowitego potomka, rozwiedli.
Francuska służąca urządza wyżerę dla grupy duńskich wapniaków.
Jak widać po ocenie, nie dotarła do mnie głembia tego "arcydzieła". Wizualnie nie powala na kolana, a historia jest po prostu nieciekawa. Może w opowiadaniu Karen Blixen było to lepiej wyjaśnione, ale nie kupuję kompletnie, czemu taka mistrzyni kuchni jak Babette latami kisiła się na prowincji jako darmowa służka dwóch ubogich staruszek, zamiast po jakimś czasie ruszyć do Kopenhagi zatrudnić się w jakiejś fancy restauracji albo nawet na dworze królewskim.
W kategorii "skandynawskie dramaty obyczajowo-historyczne" nie umywa się do Pelle zwycięzcy i Bękarta.
Adaptacja powieści Aleksandra Dumasa ojca. Francja, 1572 rok. Małgorzata "Margot" Walezjuszka, królewna francuska, wychodzi za króla protestanckiej Nawarry Henryka Burbona. Chociaż ich ślub miał się przyczynić do zakończenia wojen religijnych we Francji, po królewskim weselu dochodzi do rzezi protestantów, a Margot z mężem stają się de facto królewskimi więźniami.
Gra o tron, tylko francuska i bez smoków. Ale za to jest dwóch Januszy Sarmatów.
Bardzo dobry dramat ze świetnymi rolami (imo nagrodzona Cezarem Isabelle Adjani wcale nie przyćmiła reszty obsady). Jedynie soundtrack Gorana Bregovica momentami mi nie pasował, brzmiał zbyt egzotycznie jak na miejsce i czas akcji.
USA, 1949 rok. Przeżywający kryzys wieku średniego Harry chce odejść od swojej żony Pat do sporo młodszej Kay. Sądząc, że rozwód będzie druzgocący dla Pat, planuje ją zabić "żeby nie cierpiała". W plan wtajemnicza swojego przyjaciela Richarda, który również ulega urokowi pięknej Kay.
Pierwsze pół godziny robiło wrażenie, jakby film miał być inteligentną komedią wyśmiewającą utarte tropy, lecz Życie małżeńskie szybko zmieniło się w przeciętną, przynudzającą obyczajówkę, dzieło z rodzaju "obejrzeć i zapomnieć". To mógłby być interesujący film, gdyby scenariusz albo reżyser poprowadzili historię z większym jajem.
Można się skusić na seans jedynie ze względu na Rachel McAdams w obcisłych retro sweterkach.
Ekranizacja powieści Thomasa Hardy'ego. Ubogi wieśniak Durbeyfield dowiaduje się, że pochodzi od arystokratycznego rodu D'Urberville. Wysyła swoją atrakcyjną córkę Tess do pracy u rzekomych krewnych. Tam dziewczyna pada ofiarą gwałtu ze strony "kuzyna" i zachodzi w ciążę. Kiedy jej dziecko umiera, usiłuje ułożyć sobie życie na nowo, jednak dramatyczna przeszłość dalej się za nią ciągnie.
Trzeba przyznać, że jest coś wyjątkowo ironicznego w tym, że zwyrol Polański nakręcił film o dziewczynie borykającej się przez całe życie z konsekwencjami przemocy seksualnej, której doświadczyła. To zresztą niejedyne dzieło o podobnej tematyce w jego dorobku, w latach 90. nakręcił jeszcze Śmierć i dziewczyna z Sigourney Weaver.
Zostawiając ten temat i przechodząc do samego filmu, trzeba przyznać, że pod względem wizualnym zachwyca, zdjęcia z Tess nadawałyby się na wystawę w Muzeum Narodowym.
Niestety, film jest za mocno rozwleczony, prawie 3h to za dużo na opowiedzenie tej historii.
Nie powala gra aktorska Nastassji Kinski. Uroda przywodząca momentami na myśl Ingrid Bergman to jej jedyny atut w tym filmie, bo Kinski całą rolę ciągnęła z miną i tonem sierotki Marysi i nawet w najbardziej dramatycznych momentach nie była w stanie wykrzesać z siebie więcej emocji. Nie wiem, czy był to pomysł reżysera na postać, czy może Kinski była tak skupiona na perfekcyjnym angielskim akcencie, że nie była w stanie wysilić się na bardziej dramatyczną grę aktorską. W czasie seansu przyszło mi do głowy, że znacznie lepiej w tej roli sprawdziłaby się Isabelle Adjani.
Chyba będę musiała się zaczaić na miniserial z Gemmą Arterton, kiedyś mi się rzucił w oczy przy przeglądaniu programu TV.
Pierwsza część dylogii o zemście zawodowej zabójczyni na dawnych koleżankach z teamu i byłym kochanku.
Debile z telewizji mogliby łaskawie dać napisy do kwestii po japońsku.
A sam film miodzio, zwłaszcza walka w japońskiej klubokawiarni Świetna żonglerka konwencjami i nawiązaniami (nawet do francuskiej Nowej Fali). Bardzo chętnie zobaczyłabym zekranizowaną przez Tarantino i podobną tematycznie książkę Joe Abercrombiego "Zemsta najlepiej smakuje na zimno".
Obejrzałam oba filmy trochę nielegalnie jak miałam jakieś 10-13 lat i oprócz oczywiście hehe krwi to bardzo wywarło na mnie wrażenie SILNA BABA, CHCĘ BYĆ SILNA JAK TA KILL BILLUWNA.
Miałam sentyment do tego filmu i niedawno obejrzałam w kinie jako dorosły użytkownik mózgu i niesamowite wrażenia. Oczywiście rozumiejąc więcej, ale też po prostu sentyment tego, jak wtedy to odbierałam a jak teraz.
@Telezajaczek znalazłem chwilę i obejrzałem tydzień temu na raty ale wersję "the bloody affair" (na heck yeah free media można znaleźć linka do strony gdzie jest, ew. podam na PW). Połączenie jedynki i dwójki + parę nowych scen. Nigdy wcześniej nie oglądałem Kill Billa poza urywkami. Mnie się podobał, choć miejscami typowy u Tarantino brak pomysłu na kontynuację (łączenie) fabuły dało się odczuć... teraz od paru dni męczę "dawno temu w Hollywood". Tarantino to serio jakiś st00pkowy fetyszysta jak @ErwinoRommelo
@SciBearMonky generalnie współcześni reżyserzy powinni czasem odpalić TV jak lecą jakieś filmy z lat 90-00 i podpatrzeć, jak się kiedyś robiło filmy z mniejszościami etnicznymi i rasowymi oraz silnymi postaciami kobiecymi bez wpychania widzowi na siłę nachalnej DEI propagandy.
Początek XX wieku. Po katastrofie statku dzieci Richard i Emmeline oraz okrętowy kucharz trafiają na bezludną wyspę, gdzie uczą się żyć bez zdobyczy cywilizacji. Wiele lat później, już po śmierci kucharza, dzieci dojrzewają i zaczynają eksplorować swoją seksualność.
Jeszcze 20 lat temu ten film dość regularnie leciał w TV w samo południe w niedziele i święta, a teraz ciężko go uświadczyć. Pewnie dlatego, że z dzisiejszej perspektywy film o nastolatkach odkrywających swoją cielesność, w którym w dodatku wystąpili faktyczni nastolatkowie (chociaż łapiący się już na wiek zgody w PL, no ale w US do baru by nie weszli) może wzbudzać kontrowersje i na pewno nie nadaje się do obiadowej ramówki*.
Mi się ten film wydał przede wszystkim niepotrzebnie wydłużony, można by spokojnie wywalić z 20 minut i fabuła niewiele by ucierpiała.
Nie rozumiem też końcówki, wydaje się totalnie z d⁎⁎y. Wiem, że w książce też taka jest, ale still.
Dostępny na CDA.
*Wg informacji dostępnych w necie, Brooke Shields miała dublerkę w scenach pokazujących piersi Emmeline.