Obejrzałem ten serial zaciekawiony nim z powodu licznych opinii, często skrajnych, które do mnie docierały. I muszę przyznać że pozytywnie jestem zaskoczony.
Na początku powiedzmy sobie czym ten serial na pewno nie jest: adaptacją "Lalki" Bolesława Prusa. Z oryginału twórcy, oprócz tytułu, wzięli zarys fabuły i nazwiska bohaterów. I to w zasadzie wszystko. Przynajmniej w tym przypadku Netflix miał tyle przyzwoitości, żeby w ogóle nie wspominać o słynnej książce, a nie daj Boże pisać o "oparciu na książce".
Plusem serialu jest bardzo ciekawa wariacja (bo już nie interpretacja) na bazie oryginału. Wiele elementów jest zupełnie nowych, przez co całość jest na dosyć zaskakująca i wciągająca. Nie chcę się mocniej rozpisywać by nie zdradzać za dużo. Do tego fantastyczne kostiumy i ciekawe scenografie.
To co mnie w serialu mocno mierziło - klnięcie. Dosyć częste i bardzo prymitywne, nie pasujące do "wyższych sfer" w kręgu których toczy się akcja. Poza tym postać głównej bohaterki jest poprowadzona nieumiejętnie - raz jest próżną dziewczyną, za chwilę intrygantką, po tym emancypantką czy furiatką - trudno tutaj stwierdzić jaki jest jej rzeczywisty charakter, gdyż za dużo tutaj sprzeczności. Dobór aktorów też mnie nie przekonał - mimo bardzo dobrej gry, zarówno Drzymalska jak i Schuchardt nie pasują mi swą fizjonomią do postaci. No i w moim odczuciu Drzymalska momentami lekko przeszarżowywała.
W treści spojlerów brak za to scena dobrana wręcz przeciwnie - to była kulminacja mi się zdaje a nie jakaś jedna z wielu scen gdzie tak rzucali mięsem.
No chyba że Wokulski z Rzeckim jak się zeszli 🙃
Początkowe odcinki wprawiały mnie w śmiech, bawiłam się całkiem dobrze, ale czasem bywało zbyt akcyjnie lub zbyt poważnie. Serio, szkliste oczka Anieli za Maciejem jakoś nie pasowały do rubasznego klimatu tego serialu.
Ale i tak tyle co się wybawiłam przy żartach to moje. Już zaczęłam 3 sezon - mi tam odpowiada schemat tego serialu i te żarciki. For fun watch only!
@Mahjong ten serial przeszedł ten sam cykl co Simpsonowie, tylko w ciągu 3 sezonów. Postacie są karykaturami samych siebie, żarty same się piszą. Mimo że traci to na uroku dość szybko, myślę że może się to podobać jeżeli się z kimś ogląda
Agentka FBI, była policjantka, poluje na niebezpieczną morderczynię, wydaje się, że typową seryjniaczkę. Ale w czasie śledztwa okaże się, że nasza morderczyni ma swój konkretny motyw. Co ciekawe, obie kobiety wiążą podobne doświadczenia z przeszłości (Epstein style).
Były odcinki, że oglądało się naprawdę wybornie, ale i były odcinki po prostu do odhaczenia. Myślałam, że to jakiś mniej znany, ale porządny serial kryminalny, jednak poza solidnością nie ma tam nic wyjątkowego.
Ba! jestem skłonna stwierdzić, że pewnie pierwszy lepszy polski serial kryminalny przykrywa ten tytuł czapką.
Najciekawszą postacią "Obsesji" nie okazała się dla mnie ani agentka, ani morderczyni, lecz doświadczona pani agentka FBI Nora Washington. Po tej pani widać doświadczenie, wypalenie, ale i nowe siły w nią wstępuję, gdy widzi sprawczość.
Ogólnie serial jest oglądalny, akcja się dzieje, aktorstwo jakie jest takie jest, ale jest. Ale czy zerknę na drugi sezon, to jeszcze nie wiem, bo jakoś nie poczułam się zachęcona.
Okazuje się, że nie wszystko jest takie proste jak się na pierwszy rzut oka wydaje, a prawdziwe życie czasem nie daje się wcisnąć w sztywne, biurokratyczne ramy.
Tyle osób w necie już się rozpisało, że mi się nie chce. Ale dobra, coś sklecić warto.
Więc trochę o mnie - film Hasa znam i kocham (10/10), ale książki nie ruszałam aż do poprzedniego roku i też wpadłam po uszy (10/10).
Byłam świadoma, że serial będzie inny, będzie wariacją na temat prusowej "Lalki" albo bardzo luźną adaptacją. I tak jest. Ale w to mi graj. Bawiłam się znakomicie - aż tyle i tylko tyle.
Rozkmin większych nie mam oprócz jednego - IMO serialowa "Lalka" to wyłożenie przeróżnych skrajności postaci lalkowych oraz akcji lalkowej i połączenie tego w całość. Na przykład w książce Rzecki płacze Stachowi, że wykup kamienicy to będzie katastrofa, co zresztą powtarza serialowy Ignaś, wysyłając paniczny telegram przyjacielowi. Wątek kamienicy jest drastycznie zmieniony i przebiega inaczej niż w książce, ale kontekst zostaje, chociaż w książce Rzecki przestrzegał, a w serialu katastrofa jest już faktyczna.
Największa zmiana to chyba podmiana głównych bohaterów - Izabela na początku wydaje się idealnie książkowa, naiwna, rozpieszczona, głupkowata, ale z czasem przechodzi metamorfozę. Wokulski otumania się swoim zdobytym bogactwem bo jest pewien, że tak zdobędzie swoją idealną żonę, by ostatecznie po prostu pomóc kobiecie, którą kocha.
Co do aktorstwa to dla mnie TOP 3 to: Sandra Drzymalska, Schuchardt i Braciak.
Oczywiście Drzymalska to 10/10 - to już widać po jej karierze, niebanalnej urodzie i potężnym talencie, że to narodziny największej aktorki polskiej ostatnich lat.
Tomasz Schuchardt to profesjonalista, i to czuć prawie w każdym filmie w jakim grał z ostatnich lat. Zbliżenia na twarz Wokulskiego wyjaśniają praktycznie wszystko, mimika aktora opanowana do perfekcji.
Jacek Braciak w roli Tomasza Łęckiego to festiwal po prostu - wsiadamy do pociągu, który pędzi na zbicie karku i Braciak wspaniale pruje w przepaść, uwydatniając wszelkie książkowe przywary ojca Beli na maxa.
Moja ocena ogólna to tak 8+/10. I ok, na pewno zaraz się odezwą głosy, że za wysoko czy coś - ale proszę pamiętać, że to moja ocena i mam do niej prawo. Prawo zabawy. Pan Maślona zabawił się konwencją "Lalki" a ja bawiłam się serialem. Po prostu, łatwiej się nie da tego wytłumaczyć - ale w każdym razie był to bardzo dobrze spędzony czas.
@Mahjong dla mnie to Lalka z mocno przejaskrawionymi odchyleniami bohaterów, co oczywiście dało szansę aktorom na zagranie tego po mistrzowsku. Nie jestem fanem kunsztu aktorskiego Schuchardta, ale tu faktycznie zagrał idealną ciapę, jakiej oczekiwałem i mam wrażenie, że Dorocińskiemu nie uda się go przebić, choć chciałbym się mylić.
Bardzo rzadko oglądam zwykłe seriale, poza anime i k-dramami to takie produkcje w ostatnich 10 latach mogę policzyć na palcach jednej ręki. Na ten trafiłem całkiem przez przypadek. Ktoś kiedyś podlinkował na Wykopie całkiem ciekawy artykuł o lekarzu którzy odkrył mycie rąk. No i pod tym znaleziskiem był wrzucony w powiązanych ten właśnie serial i po paru miesiącach sobie o nim przypomniałem.
Ogólnie bardzo fajna produkcja pokazującą realia medycyny na przełomie XIX i XX wieku. Scenariusz skupia się wokół tytułowego szpitala Knickerbocker w Nowym Jorku i jego pracowników. Każdy z nich mierzy się z jakimiś problemami i serial tak w zasadzie jest gdzieś w 1/4 o medycynie tamtych czasów i pracy szpitala a w 3/4 o rozwiązywaniu tych problemów i pojawianiu się nowych xd. Niesamowicie mi się podobał klimat i sposób w jaki pokazano Nowy Jork i jego mieszkańców. Przestawione są historie różnych klas społecznych, od biednych imigrantów po bogate elity.
Jest sporo scen grzebania w bebechach na stole operacyjnym, masa różnych ciekawostek medycznych z tamtych czasów. Całość jest dość wierna historycznie ponieważ konsultowano wszystko z historykami. Dwójka głównych bohaterów jest luźno inspirowana faktycznymi postaciami historycznymi oraz większość przestawionych odkryć medycznych faktycznie miała miejsce w podobnym czasie. Oczywiście całość jest lekko podkoloryzowana na potrzeby serialu.
Podsumować to mogę tak, cieszmy się z dzisiejszego rozwoju medycyny ponieważ większość dramatycznych sytuacji przestawionych w tym serialu dzisiaj nie stanowi żadnego problemu dla typowego konowała z naszego polskiego szpitala.
Całkiem o nim zapomniałem, a właśnie ciekawy był i bardzo mi się podobał. Od początku rozpisany na 2 sezony.
Pamiętam jak robili sobie zdjęcia rentgenowskie godzinami i leczyli kokainą. Właśnie super było to pokazane, jak wtedy medycyna wyglądała i jak próbowali różnych metod i nowych sprzętów. I cieszę się, że nie żyjemy w tamtych czasach.
A potem się ogląda The Pitt, i że mamy obecnie roboty Lucas 3 do masażu serca przy reanimacji. Jak ta medycyna się zmieniła jak się właśnie zobaczy i The Knick i The Pitt.
Dopiero pierwszy odcinek za mną (i kilkanaście minut drugiego). Ja się bawię znakomicie, mimo że "Lalka" Prusa to jedna z najlepszych książek ever dla mnie, ale nigdy nie byłam fanką precyzyjnych adaptacji.
W sumie to bardziej wariacja na temat "Lalki" albo raczej baaaaaardzo luźna adaptacja. Nawet dość często się śmiałam, bawi mnie tam kilka wątków.
Ale jedno jest pewne - licealiści, którzy oleją książkę, bryki lub poprzednie adaptacje, a swoją wiedzą postanowią podreperować owym serialem - mają przejebane na maturze XD
Po niezłym 1 sezonie przyszła kolej na drugi, już dużo lepszy. Więcej walki o wladzę i kasę. Tommy zostaje prezesem po śmierci Monty'ego, a Cami zarządza firmą z tylnego siedzenia, próbując ratować firmę męża i jego "dobre" imię.
Sporo napięć, związkowych rozterek, prób lojalności i szczęsliwych zakończeń na domknięcie sezonu.
Serial świetnie zagrany aktorsko: Billy Bob Thornton, Sam Elliott, Ali Lanter, Demi Moore, Andy Garcia i Kayla Wallace. A i pozostali aktorzy trzymali poziom.
Na pierwszy sezon trafiłem lecąc we wrześniu ubiegłego roku do Fort Worth/Dallas, które są miejscami akcji serialu, ale drugi sezon już musiał prawie rok poczekać na swoją kolej.
Podobno ma być 3 sezon, choć nie do końca widzę jego sens po tym, jak zakończył się drugi.
Jeśli szukacie serialu z problemami rodzinnymi, próbie przetrwania kolejnego dnia pracy, w którym bohaterowie wpadają z deszczu pod rynnę na każdym kroku, a na deser jest kilka fajnych lasek, to dobrze trafiliście, polecam
Chyba każdy, kto w latach 2008-2012 był dzieckiem albo nastolatkiem, kojarzy Przygody Merlina. Ostatnio jedna z pomniejszych stacji telewizyjnych zdecydowała się przypomnieć serial i skusiłam się na seans. Po odświeżeniu sobie Merlina powiem tylko, że do niektórych dzieł, którymi jarało się za kidosa, nie warto wracać w dorosłości.
Zacząć muszę od dwóch rzeczy. Primo, ten serial z legendami arturiańskimi ma wspólne jedynie nazwy własne i pojedyncze motywy, dlatego ocenianie Merlina pod względem odwzorowania materiału źródłowego i realiów historycznych średniowiecza nie ma najmniejszego sensu. To typowa dla dawnej TV fantastyczna przygodówka w stylu klasycznych Xeny, Herkulesa i nieco nowszego Miecza prawdy. Dlatego nie zamierzam pastwić się nad woke i Murzynami w średniowiecznej Anglii. Secundo, pod koniec serialu klimat tak mocno się zmienia, że Merlin S01-S04 i Merlin S05 można by właściwie uznać za odrębne dzieła.
S01-S03 były najlepsze. Twórcy wiedzieli, w jakiej konwencji chcą się poruszać i umiejętnie balansowali odcinki z poważniejszym klimatem z tymi czysto humorystycznymi. Postaci w różnym stopniu zaliczały progres osobisty, a ich losy śledziło się z ciekawością. Między bohaterami czuć było przyjacielską chemię, jak w idealnie zgranej paczce dobrych ziomków i wydaje się, że to nie tyle świetne aktorstwo, ale wpływ przyjaznych relacji między aktorami na planie. Jedyną wadą pierwszych sezonów jest powtarzanie pewnych schematów fabularnych zastosowanych w S01, stałym punktem programu do S04 musiał być odcinek, w którym:
- Artur kręci z jakąś ładną blondyną, która albo sama zna magię i ma wobec księcia nieczyste zamiary, albo jest sterowana przez istotę magiczną;
- Artur i ekipa wyruszają na poszukiwanie pradawnego artefaktu;
- w Camelocie odbywa się turniej i Merlin odkrywa, że któryś z uczestników planuje zamach na króla/księcia.
W S04 czuć już nieco mroczniejszy klimat (przede wszystkim w sferze wizualnej), chociaż dalej zdarzały się odcinki czysto humorystyczne (Sługa dwóch panów) i przygodowe (Aithusa). W tym sezonie knowania Morgany zaczynały już przynudzać (ile można oglądać to samo), tak samo zaczynała już wnerwiać słabość Merlina w obliczu kolejnych zagrożeń z jej strony, typ miał być najpotężniejszym czarodziejem wszechczasów, a regularnie wychodził na słabeusza.
S05 to zgliszcza tego, czym ten serial był wcześniej. Najgorsze zakończenie serialu w XXI wieku, z którym nie równa się nawet końcówka GoT. Jak w poprzednich sezonach Merlin i widzowie byli teasowani „zobaczysz mordo, jak Artur obejmie władzę, to dopiero będzie za⁎⁎⁎⁎ście, średnia hawajska i 1000+ dla każdego!”, tak w S05 już na wstępie mamy zmianę śpiewki na „ten Artur to jednak lamus jest, niech zdycha” i fatum rodem z greckiej tragedii zawisa nad bohaterami. Przez resztę odcinków panuje atmosfera, jakby stary powiesił się w kiblu, a utarczki słowne Artur-Merlin zamiast śmieszyć, żenują jak nietrafiony żart pijanego wujasa na stypie. Gdyby serial był na podstawie prozy np. Sapkowskiego albo Abercrombiego, gorzki finał można by odczytać jako od początku zamierzony, ale nie podejrzewam scenarzystów Merlina o taką finezję twórczą, by wywracać klasyczne schematy. Moja teoria jest taka, że czując konkurencję w postaci GoT, postanowili przerobić serial na mroczniejszy i dojrzalszy, co im się całkowicie nie udało, bo nie da się nagle z family friendly przygodówki z morałem zrobić grimdarka. Ów nagły pivot najlepiej podsumowuje ten cytat z Reddita:
Y'know what's really messed up about the tone of Merlin? The happiest, brightest times of the show take place when Camelot is being rules by a cruel tyrant. And the darkest (emotionally and tonally) times take place when Camelot is supposedly in its Golden Age. And the writers wonder why people thought the Golden Age never happened?
Wracając jeszcze na moment do ogólnego omówienia serialu, trzeba zaadresować słonia w pokoju, jakim były niesamowita bucera Artura i okropne traktowanie przez niego Merlina, przedstawiane i o dziwo odbierane przez fandom jako super cute, bo nastoletnie fanki nie umiały odróżnić przyjacielskiego przekomarzania się od chamówy. Generalnie te stare seriale miały pewien problem z przedstawianiem przemocy psychicznej jako hihi humorku, innym przykładem jest regularny mobbing wobec Jerry’ego w Parks and Recreation. Jeśli zawdzięczamy coś współczesnej lewicowej wrażliwości, to zaprzestanie sprzedawania widzom upokarzania słabszych jako świetnego poczucia humoru i sposobu na okazanie sympatii.
Od premiery ostatniego sezonu Merlina minie niedługo 14 lat. Gdy serial był nadawany, sporo fanów spekulowało, że młodych odtwórców głównych ról (Colin Morgan, Bradley James, Angel Coulby i Katie McGrath) czeka wspaniała kariera. Jak to wygląda po latach? Niestety średnio. Praktycznie cała czwórka ma na swoim koncie jedynie kino klasy B i główne role w niszowych serialach i pozostaje z dala od mainstreamu. Szkoda, bo z takim talentem mogliby zrobić znacznie większą karierę. I o ile Colin Morgan i Bradley James mogą, wzorem Anthony’ego Hopkinsa i Jareda Harrisa, zagrać role życia i w późnym średnim wieku, tak dla pań jest już niestety za późno na wielkie role.
Reżyseria: Mike Judge, John Altschuler, Dave Krinsky
Ocena: 9/10
Ponownie obejrzałem dolinę. Lubiem.
Lubię ideę gdzie nerdzi są cały czas nerdami. Nie ma ckliwych dodatkowych romasów, przeobrażenia się bohatera w super hero czy tego typu innych zabiegów. Raczej mozolne męczenie się głównego bohatera. Richard ma cały czas za cel postawienie swojego Pied Pipera i tyle. Czasami człowiek myśli że zachodzi przemiana... otóż nie! To dalej ten sam człowiek, tylko próbuje osiągnąć drogę do celu.
Praktycznie wszystkie postacie poboczne są fajnie zrobione od całej ekipy, właściciela domu po prawnika.
Najbardziej podoba mi się domknięcie całości. W teorii jest miejsce na jakiś spinoff ale główny wątek jest zakończony.
Miniserial produkcji Netflixa opowiadający historię śledztwa przeprowadzonego po zamachu na lot 103 linii Pan Am nad szkockim miasteczkiem Lockerbie 21 grudnia 1988 roku.
Serial dosyć ciekawy, chociaż mocno kameralny, zapewne z powodu budżetu. Oglądało się dobrze, chociaż druga część sezonu robi się przegada, przez co finalna ocena została obnizona o 1 punkt.
Na koniec z przekąsem zauważę, że da się zrobić serial bez wielkich przekłamań, a plansza informacyjna na początku odcinka o zmianach i różnicach w stosunku do rzeczywistości, nie boli.
Mam wrażenie że zaczynają dopiero wszyscy aktorzy łapać konwencję, brnąć w absurd i dobrze się bawić, nawet Aniela już jakby mniej drewniana.
W sumie to każde komediowe seriale, jak zaczynasz oglądać to jest na początku trochę wtf - jak co ludzie powiedzą, czarna żmija czy chłopaki z baraków, ale potem łapiesz klimat i zaczyna cię to śmieszyć.