#got #rodsmoka #hbo https://www.youtube.com/watch?v=wlJ7ju98DhM
Potężny materiał tłumaczący co tak na prawdę działo się w Rodzie Smoka i jak bardzo HBO wykastrowało twórczość GRRM. #seriale
Tak wszyscy zachwalali, że postanowiłem obejrzeć. No i cholera, zawiodłem się. Nie wiem trochę od czego zacząć. Po pierwsze o czym jest ten serial. Ano jest to "prawdziwa" historia a raczej opowieść oparta, bardzo luźno, na faktach. Historia lekarki Jolanty Wadowskiej-Król, która zauważa, że dzieci mieszkające w okolicy Huty Szopienice w Katowicach masowo zapadają na ołowicę, chorobę wywołaną zatruciem metalami ciężkimi. Tyle się zgadza a reszta zgadza się mniej więcej, albo raczej mniej niż więcej. Na początku minusy. Hutnicy, to złe chłopy, pijane matoły, z twarzami tęskniącymi za rozumem, pijący piwsko lub wódkę i myślący "ino o fusbalu". Śląsk to w tym filmie generalnie zaścianek zasiedlony jedynie nielicznie tak szlachetnymi postaciami jak pani doktor. Tu nic nie odbieram realnej pani Wadowskiej-Król, która była osobą szlachetną i poświęciła wiele pracy dla ratowania szopienickich dzieci. Generalnie faceci w tym serialu (nie ważne czy robotnicy, partyjni dygnitarze czy lekarze), to generalnie dzbany bez godności. Jedynym wyjątkiem jest wojewoda Ziętek (swoją drogą arcyciekawa postać). Baby w tym obrazku nie lepsze, tyle że nie piją. Jedyny ich plus, że dbają o dzieci na ile potrafią. Tu się nic nie trzyma faktów i jeśli ktoś przeczyta kilka książek o ołowicy w Szopienicach i pani doktor Wadowskiej-Król, to się dowie, że mówić, że ten serial jest oparty na faktach, to jest spore nadużycie. Śląska godka w tym filmie, to jest komedia sklecona pod goroli co umiom ino powiedzieć "karminadel" a i tak nie wiedzą co to. Rozumiem, że serial ma trafić do szerokiego odbiorcy, ale jeśli już ktoś "zaciąga" po śląsku, to niech to chociaż robi dobrze. Na prawdę większość aktorów mówi gwarą w sposób tak nieporadny, że miałem te słynne ciarki żenady. Polecam każdemu podcast Polskiego Radia "Ołowiane dzieci. Prawdziwa historia" z wypowiedziami pani Wadowskiej-Król, jej rodziny i współpracowników. Warto poznać historię "doktórki", która wraz z kilkoma innymi osobami z poświęceniem ratowała zdrowie i życie śląskich dzieci. Na plus akcja. Dzieje się dużo, serial trzyma w napięciu. Trzeba odrzucić fakty i skupić się na historii, wtedy można oglądać.
Wpisuje w google Ołowiane dzieci. Prawdziwa historia. Pierwszy wynik strona polskiego radia - klikam plej....
i sie nie interesuj. Wywala blad, bo mieszkam za granica... XD
Drugi wyniki - podcast polskiego radia ale juz na SPOTIFY - klikam play i dziala....
--------
@Eruanno jest nawet nastolatek mulat na basenie... w Katowicach, w latach 70. Nie mówię, że nie mogło się zdarzyć. Moja ciocia miała w klasie w liceum czarnoskórą dziewczynę, na polskiej prowincji w latach 80. No ale to był na prawdę wyjątek.
Heh, no i jak narzeczona to znalazla, to sie zainteygowala. Jak zobaczylem "serial inspirowany faktami" to juz mnie mocno zniechecilo. Pierwsze, co mi przyszlo do glowy: "inspirowana, czyli co? Ile z tego jest zgodne z historia? Czy poznam jakies wydarzenie historyczne w kompletnie skrzywiony sposob?". No ale narzeczona chciala, bo interesujacy temat. I sie obejrzalo. Nic o temacie nie wiemy, to i zostalismy z wrazeniem, ze bylo spoko xD
Allison Christin Mack (ur. 29 lipca 1982) – amerykańska aktorka telewizyjna, występowała w roli Chloe Sullivan, rezolutnej przyjaciółki Clarka Kenta – przyszłego Supermana w serialu młodzieżowym WB/CW Tajemnice Smallville (2001–2011)
...
W kwietniu 2018 została aresztowana pod zarzutem handlu ludźmi w celach seksualnych, zaplanowania procederu handlu kobietami w celu pozyskania korzyści majątkowych oraz zmuszanie do niewolnictwa. Mack działała razem z sektą grupy NXIVM, która „rekrutowała” kobiety pod pretekstem rozwoju osobistego i walki ze słabościami – Mack miała sprowadzać ofiary, które następnie wykorzystywano seksualnie i w pracy niewolniczej, czerpała z tego korzyści finansowe[3]. Początkowo Mack odpierała wszelkie zarzuty i nie przyznawała się do nich, jednak w kwietniu 2019 ogłoszono, że zdecydowała się przyznać do winy przed sądem do stręczycielstwa na rzecz sekty NXIVM, której przewodził Keith Raniere[4]. Mack miała „rekrutować” kobiety, które w ramach przystąpienia miały dostarczać swoje nagie zdjęcia, celem ich późniejszego szantażu, w sekretnym bractwie pełniły rolę seks niewolników. Mack miała być kimś w rodzaju jego zastępczyni. W pozwie było napisane, że Mack, Raniere i 13 innych osób „wywierali naciski na powodów, pozbawili ich pieniędzy i doprowadzili ich do finansowych, fizycznych i psychologicznych trudności. W niektórych przypadkach powodzi nie mogli opuścić wspólnoty, byli systematycznie tłamszeni – fizycznie i emocjonalnie”[5].
Obejrzałem #fringe drugi raz. W sumie to średnio polecam, takie 6/10.
Oczywiste porównanie to z #xfiles #zarchiwumx ale pierwszy sezon faktycznie jest jak ktoś chyba na hejto powiedział to "jestem Walter Bishop rozwiązujemy te sprawę, bo sobie przypomniałem coś co zrobiłem 20 lat temu". W sumie ta mechanika nie jest zła, ale pomysły Fringe na odcinki są słabsze niż w archiwum x (starają się być bardziej grounded w rzeczywistości), 70% spraw to "ktoś zabił dziwny sposób kogoś" i często zagadka to bardzo nieambitnie ugryzione sci-fi, znaczy proste pomysły na sci-fi spoko, ale plot odcinka będzie, "ten typ potrafi w telekinezę, [walter] tak tak, słyszałem o przypadkach hiperaktywności mózgowej - jest możliwe" i całe clue sci-fi się zamyka w 5 średnio ciekawych zdaniach i reszta to utarty schemat, kogoś zabili, Olivia będzie empatycznie pomagać najsłodszemu bohaterowi odcinka etc. Po 20 odcinkach nużące się to robi.
I w sumie to jest prawda o całej serii, ale najbardziej boli w 1 sezonie. W kolejnych 4 (jest 5) jednak dostajemy składniejsze lore niż w Archiwum X, które nie miało lore i zapominało po 30 odcinkach co Mulder ustalił. We fringe ten główny plot jest solidniejszy, nadal jest fest chaotyczny mamy Williama Bella który ginie w serii z 4 razy, ale o ironio większość wskrzeszeń ma uzasadnienie w fabulę czy to odkrycie alternatywnego świata, czy reset linii czasowej. Są też dziury, ale szczerze mówiąc to to lore bardziej mnie trzymało w serialu. Serial ma 5 sezonów, i power scaling jest spoko, mamy coraz to większych bosów i ostatni sezon to faktycznie walka o świat. Konsumuje się to znacznie fajniej niż Supernatural które co sezon miało nowego uber potwora do pokonania.
W sumie nie żałuje, lepiej mi się oglądało niż x files w którym odpadłem, ale teraz mnie trochę kusi znaleźć listę najlepszych 40 odcinków archiwum x i obejrzeć tylko najlepsze, bo to w sumie może być spoko.
Drugi sezon biograficznego serialu o Elżbiecie II obejmujący okres od 1956 do 1963 roku, ale również liczne retrospekcje z lat wcześniejszych. Główną osią sezonu zdają się być problemy w małżeństwie z księciem Filipem, ale sporo miejsca zajmują także kłopoty innych członków rodziny, przede wszystkim księżniczki Małgorzaty i jej życia uczuciowego, a w tle tego wszystkiego są losy Wielkiej Brytanii w tym okresie.
Drugi sezon trzyma poziom pierwszego i nie zawodzi, główną zasługą są tu aktorzy. Trochę tylko nie do końca trafiona jest tu obsada prezydenta Kennediego. To co rzuca się w oczy, to straszna sztuczność i teatralność monarchii brytyjskiej - nie wiadomo w zasadzie jaki cel przyświeca jej funkcjonowaniu, oprócz teatru dla ludu.
@bori Dobry to był serial chociaż niektóre sezony były słabsze. Ale to że z ostatnim trafili niemal idealnie jak Elżbieta wykorkowała to uważam za spiseg xD
Serial opowiada o życiu Elżbiety Aleksandry Marii Windsor, powszechnie znanej jako Elżbieta II, Królowa Zjednoczonego Królestwa i pozostałych Królestw Wspólnoty. Sezon 1. obejmuje swym zakresem lata 1947-1956 - ślub z Filipem, księciem Danii i Grecji, początki małżeństwa, chorobę ojca, króla Jerzego VI, objęcie władzy w 1952 roku i pierwsze lata rządów.
Sporo o tym serialu słyszałem, więc zaciekawiony postanowiłem z różową w końcu go obejrzeć. I nie powiem, robi wrażenie. Historia opowiedziana jest ciekawie i z rozmachem, a aktorzy dobrze dobrani, kreujący autentyczne postaci. Mimo kilku drobnych błędów historycznych ogląda się go dobrze i wciąga.
Zacząłem oglądać serial Reacher, i niestety raczej się poddam. Dam mu jeszcze 1 odcinek, ale nie widzę tego.
Jeśli ktoś kocha historie w stylu "Renegat", "Drużyna A" lub "Wykidajło", to na bank jest to historia dla niego. Jest tu kalka na kalce jeśli chodzi o takie banały.
Mamy wielkiego mięśniaka, który sam wymierza sprawiedliwość. Jest to oczywiście były komandos, czy jakiś tam inny specjals, więc w walce wręcz, obsłudze broni a także survivalu nie ma sobie równych. Do tego jest milczkiem i odzywa się tylko wtedy, gdy musi - a nie sorry, tylko wtedy, kiedy chce. Nie ma bagażu, podróżuje bez żadnej torby. Nie ma też domu ani rodziny, wiadomka.
Mamy też małą społeczność ze skorumpowanym, zepsutym do szpiku kości lokalnym milionerem, który dociska lud i robi co mu się podoba. Oczywiście miejscową policję ma w garści. Ale hola! Nie całą policję - jest przecież dwójka sprawiedliwych - doświadczony życiem detektyw i młoda aspiranta- żółtodziób, którzy łączą siły z Reacherem, aby wyplenić patologię z miasteczka.
Są sceny z gołą klatą, jest scena jak młoda policjantka zszywa ranę ciętą na plecach głównego bohatera i jego to wcale nie boli. Jest także scena, jak Reacher po położeniu księżyca na niebie szacuje, że kilka dni temu ten księżyc był o 26 stopni przesunięty o tej godzinie, więc światło w miejscu zbrodni padało jakoś tam inaczej, więc coś to znaczy.
Jest wreszcie stary dziadek, golibroda - mędrzec, z którym co jakiś czas Reacher rozmawia o bluesie, o życiu i sensie istnienia.
Normalnie pisząc to mam wrażenie, że robię sobie bekę, a wszystkie te rzeczy wiem po obejrzeniu zaledwie 3 odcinków.
Serial dla nostalgików tęskniących za latami 80 kinematografii, dla 13 letnich chłopaków oraz dla Twojego starego.
Piękny to byl serial, zbingewatchowalem wszystkie trzy sezony. Jak później zobaczyłem fragmenty filmu z tomem cruisem to się zaśmiałem i pomyślałem z czym do ludzi jakby parodia reachera.
chyba wszystkie książki przeczytałem A jak ktoś przeczytał... a potem obejrzał Reacher - jednym strzałem, gdzie micro Tom Cruise grał tego mięśniaka, to ten serial znacznie lepiej pokazuje książkę
Początek trzeciego sezonu „Rodu smoka” jest fenomenalny!
Jakby te dwa odcinki były jeszcze w drugim sezonie, jak teoretycznie powinno być, skoro był krótszy właśnie o dwa odcinki względem pierwszego sezonu, to drugi sezon zakończyłby się w idealnym momencie. Nie mogę się doczekać premiery kolejnego, która nastąpi jutro, a co dopiero, jakbym musiał czekać dwa lata na kontynuację.
@cyberpunkowy_neuromantyk Oglądałem je, ale trochę mi one nie "grają". Błędem była długa przerwa między sezonami, przez co straciłem zupełnie wątek, do tego w tym sezonie wszystko zdaje się dziać za szybko i za prosto.
Dla mnie wszystko pasuje, jednakże drugi sezon skończyłem oglądać... wczoraj. I te dwa odcinki, jako przedłużenie drugiego sezonu, idealnie działają.
Czy za szybko? To chyba kwestia podejścia do seriali, w których w finale sezonu zawsze dzieje się Coś Bardzo Ważnego.
Tu Bardzo Ważne Rzeczy mamy już w dwóch pierwszych odcinkach sezonu, więc rzeczywiście można uznać, że wszystko dzieje się za szybko. Jednak dla mnie to kulminacja wszystkiego, do czego przez tak długi czas prowadziła historia.
Po premierze drugiego sezonu przeczytałem wiele negatywnych opinii, na tyle dużo, że postanowiłem odpuścić jego obejrzenie. No ale że wyszedł trzeci, dziewczyna chciała go ze mną obejrzeć, to nadrobiłem drugi.
I jestem pozytywnie zaskoczony.
Może to zasługa mojej dziewczyny, która jest fanką świata stworzonego przez Martina, dzięki czemu mogłem zasypywać ją pytaniami o nurtujące mnie kwestie. Też lubię to uniwersum, ale ani nie przeczytałem książek (oprócz „Rycerza Siedmiu Królestw”), ani nie dokończyłem „Gry o tron”, więc jest wiele szczegółów, których po prostu nie znam.
Ogółem też nie przeszkadza mi wolne tempo. To znaczy, nie oczekuję, że w każdym odcinku wydarzy się COŚ WIELKIEGO, walka smoków, bitwa żołnierzy, śmierć jakiejś ważnej osoby. Cieszę się, gdy twórcy to umiejętnie dawkują, dzięki czemu poszczególne wydarzenia mają swoją wagę. I w porządku, mogę się zgodzić z tym, że niektóre odcinki były przegadane. Szkopuł w tym, że mi się to bardzo podobało. Od tego właśnie są seriale, które mają znacznie więcej przestrzeni na przedstawienie różnych wydarzeń w porównaniu do filmów. Dlatego cieszę się na przykład na serialową adaptację „Harry'ego Pottera”, w której każdy sezon będzie poświęcony jednej powieści.
Wracając jednak do „Rodu smoka” - przeszkadzał mi jedynie wątek Lannistera w ostatnim odcinku, który nastrojem ani trochę nie pasował do tego sezonu. Serial tylko by zyskał, gdyby go wyciąć.
W tej historii lubię też niejednoznaczność wydarzeń. Trudno powiedzieć, kto bardziej na tym zyskał. Na przykład moment, w którym Aemond zaatakował Rhaenys, nie patrząc na to, że smoczym ogniem oberwie także jego brat, Aegon. Zadał potężny cios Rhaenyrze, jednocześnie okaleczył króla, którego i tak chce się pozbyć, ale też stracił smoka.
Albo wysłanie zabójcy przez Daemona. W imieniu żony zemścił się za śmierć jej syna, jednakże został obwołany dzieciobójcą, co sprawiło, że część ludności odwróciła się od Rhaenyry.
Dzięki temu zostaje zachowana pewnego rodzaju równowaga i trudno wskazać, z którą stroną konfliktu sympatyzują twórcy.
Ostatnio z dziewczyną zastanawialiśmy się, jakie seriale, z tych dłuższych niż trzy sezony, utrzymały wysoki poziom do samego końca. Wszystko wskazuje na to, że „Legenda Vox Machiny” ma szansę dołączyć do tego niewielkiego grona.
Jasne, nie przepadam za rozwiązaniem pokroju „bohaterowie pokonali Wielkie Zło, więc trzeba wymyślić im jeszcze groźniejsze”, więc początkowo byłem sceptycznie nastawiony do tego, z czym mierzyli się członkowie Vox Machiny. Z czasem jednak zacząłem przymykać na to oko i po prostu cieszyłem się grą aktorską. W szczególności uwielbiam aktora odgrywającego Groga, który jest przezabawny, gdy brzmi smutno. Wręcz jak szczeniak.
Często przy opiniach o różnych dziełach wspominam o tym, by oceniać je w ich kategoriach. W przypadku akcyjniaka z głupią fabułą warto skupić się na akcji, w przypadku odwrotnym warto spróbować docenić fabułę. Dzięki takiemu podejściu staram się wyciągnąć to, co najlepsze z danego dzieła.
„Legendę Vox Machiny” mógłbym skrytykować za brak wagi wydarzeń. Z góry wiadomo, że bohaterowie wygrają, nawet jeśli wcześniej dostaną bęcki. Po poprzednich sezonach wiadomo, że jeśli im się coś stanie, to pozostali na pewno znajdą sposób, żeby im pomóc albo nawet przywrócić do życia. Dlatego ani trochę nie przejąłem się, gdy pod koniec jednego odcinka zginęła jedna z postaci. Stało się tak tylko po to, by w kolejnym została wskrzeszona. Nie wiem, czy ktokolwiek dał się na to nabrać. ; )
Czy jest to wada? Poniekąd tak. Jednocześnie naprawdę dobrze ogląda się bohaterów po raz kolejny ratujących świat i przeżywających osobiste dramaty. To jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy, seriali fantasy.
Właśnie skończyłem dzisiaj ten sezon. Jak dla mnie spoko, chociaż poziom dla mnie trochę spadł.
Na plus na pewno odcinek z bardem, plus postać złego barda, chociaż to po części dlatego, że brakowało Scanlana w tym sezonie, był zdecydowanie moją ulubioną postacią w poprzednich.