Ciężko coś o tym napisać. Program zbiera kilka znanych, mniej lub bardziej, postaci ze świata show biznesu (w tej wersji UK) i mają kilka godzin na wspólne wygłupy, aby się nawzajem rozśmieszać. Kto się zaśmieje najpierw dostaje żółtą kartkę, później czerwoną i wypad z programu. Ostatni wygrywa.
W wersji Halloween, poza śmiechem, nie wolno było krzyczeć (jak się czegoś przestraszyłeś).
To tylko 4 odcinki, w sumie mniej niż 2h... Można oglądnąć jak się komuś nudzi. Można się trochę pośmiać. Ale humor jest bardzo hermetyczny bo brytyjski
Jednym z gości jest rewelacyjny Reece Shearsmith. Koleś jest mega utalentowany i wszystko co robi i mówi jest inteligentne i bardzo przemyślane.
Tytuł: Mushoku Tensei: Jobless Reincarnation - sezon 1
Rok produkcji: 2021
Kategoria: Dramat / Anime / Fantasy
Reżyseria: Manabu Okamoto
Czas trwania: 23 odcinki po 20 minut
Ocena: 7/10
Trzydziestoczteroletni japoński neet umiera i odradza się w fikcyjnym świecie fantasy z magią, elfami, krasnoludami, demonami i im podobnymi.
Pomysł nie jest jakiś super oryginalny - w końcu to isekai, a ten gatunek, z tego co wyczytałem, polega właśnie na przeniesieniu do innej rzeczywistości.
Pierwszy sezon oglądało mi się bardzo dobrze, stąd taka wysoka ocena. Trzeba trochę przymknąć oko na to, że główny bohater okazuje się być potężnym magikiem, któremu pomaga bóg. Dodatkowo łatwo zyskuje przyjaźń innych, praktycznie wszystko mu się udaje et cetera.
Na pewno mogę przyczepić się do nierównej kreacji głównego bohatera. W poprzednim życiu po tym, jak został ośmieszony przez dręczących go uczniów, na kilkanaście lat zamknął się w swoim pokoju. Przez ten czas grał w gierki, masturbował się i... w sumie chyba tyle. Bał się wyjść na zewnątrz z powodu traumy, którą przeżył.
Po reinkarnacji... jego problemy przestały istnieć. Jasne, była jedna scena, w której bał się pójść dalej niż okolice swojego domu, co przypomniało mu o wydarzeniach z poprzedniego życia, ale bardzo łatwo je przełamał z pomocą nauczycielki. Nagle stał się mądry życiowo i społecznie, w co nie do końca chce mi się uwierzyć po kilkunastu latach, które spędził w odosobnieniu. W wspomnieniach wszystko wskazywało na to, że był życiowym przegrywem, a tu nagle w nowym życiu jest kimś wielkim. Niby nowe otoczenie powinno mieć wpływ na zmiany w jego zachowaniu, ale dotychczasowe doświadczenia powinny zostawić po sobie piętno.
No i dochodzi kontrowersja, do której mam ambiwalentny stosunek. Anime zainteresowałem się po wrzuceniu przez znajomego recenzji mangi, w której zarzucono, że to pedofilskie fantazje. Jest w tym trochę racji - trzydziestoczteroletni mężczyzna odrodził się w niemowlęciu i wraz z rozwojem nowego ciała jego wewnętrzne ja też się w sumie starzało. No i ten kilkuletni dzieciak zaczyna dość szybko przejawiać zainteresowanie kobietami. Próbuje je podglądać, kradnie bieliznę swojej nauczycielki, która wygląda na nastolatkę, próbuje obmacywać jedenastolatkę i tak dalej. Niby to element humorystyczny, w którym główny bohater wychodzi na zwyrola i zboczeńca (co w sumie nie powinno zaskakiwać, skoro chociażby w „Dragon Ball” czy „Naruto” pojawiały się podobne sceny), ale z tyłu głowy wciąż jest świadomość, że za poczynaniami dzieciaka stoi dorosły chłop, zachwycający się nastoletnimi dziewczynami. Jasne, jego zainteresowanie dotyczy także dorosłych, ale rozumiem, że może kogoś oburzyć. Mnie to bardziej bawi.
Lekko powiedziane, ostatnie 10 lat wydawanych anime to jest spam isekaiami. A mangozjeby i tak to wszystko oglądają. Ja też xd.
Ale tego konkretnego akurat jeszcze nie widziałem xD. Miałem obejrzeć razem z nowym sezonem co wyszedł teraz ale trochę życie mnie zweryfikowało i nie mam czasu przez pracę i inne obowiązki.
Pisałem już wcześniej, dlaczego bardzo nie lubię Mushoku Sensei, więc odpuszczę wykładów. Skupie się na dwóch elementach:
Seksualnosc głównego bohatera. Dojrzewa bardzo wcześnie w typowy dla japońskich produkcji sposob, ale cały czas podkreśla, że za sterami bardzo młodego nastolatka siedzi odrzucony przez spoleczenstwo wycofany i pełen zahamowań człowiek. Sorry, ale jego zachowania mają silne znamiona pedofilii.
Fabuła piętrzy szereg bardzo nieprawdopodobnych zwrotów akcji. Kevin w Nowym Yorku się nie umywa (w jednym filmie w wielkim mieście spotyka Trumpa, bandytów i matkę). Mamy więc regularne zakłócanie świata przedstawionego, bo tak.
Główny bohater jest na przemian kompetentny i glupi, i tak bez końca. Często podejmuje też decyzję, które świadczą, że coś jest z nim nie halo. Zmienne IQ? Potrafi zreprodukowac broń palna i ładunek kumulacyjny, ale... Pozostali są nie lepsi.
Mógłbym wymienić jeszcze parę rzeczy, ale ta seria obraza zarówno moje poczucie przyzwoitości jak i inteligencję.
Można się pośmiać, ale trzeba wyjąć patyka z d⁎⁎y bo to jest raczej głupkowaty serial Jeżeli pamiętacie Stuarta z Teorii Wielkiego Podrywu to ten serial jest dokładnie taki jak on, bo to serial o nim
Koleś podróżuje z jakiegoś powodu pomiędzy wymiarami, próbując uratować świat.
Serial ma nadspodziewanie duży budżet (tak mi się wydaje) bo jest technicznie fajnie nakręcony. Trochę przypomina Sliders, tylko w wersji komediowej.
Mam nadzieję, że powstanie kilka sezonów bo oglądało się bardzo fajnie.
Kategoria: Anime / drama / Romans / Sci-Fi / slice of life
Czas trwania: 10h 50min
Ocena: 8/10
Początek był nieco wolny, ale z czasem poznajesz bohaterów w typowy dla anime stylu: każdy dostaje swój odciek pokazujący ich własne perypetie i robi się coraz ciekawiej.
Jest to trochę nietypowe anime bo pomimo, że jest to rok 2075 czy jakoś tak to nie ma kosmitów, ani asteroidów, ani robotów. Serial jest niemal "realistyczny". Skupia się na ekipie ludzi sprzątających orbitę Ziemi ze śmieci z rozwalonych satelitów.
Bardzo mi się spodobało sposób w jaki zostało wszystko narysowane. Pomimo, że to produkcja ma ponad 20 lat, to wygląda bardzo nowocześnie: bardzo wielu bohaterów 2go i 3cio planowych, wiele lokacji.
Wszystko dzieje się w kosmosie, nie ma grawitacji lub jest mniejsza i serial dba, aby było widać różnice. Taki szczegół, który bardzo mi się spodobał.
A najfajniejsze to fakt łączenia wydarzeń i ciągłość historii. Coś się dzieje w pierwszym odcinku i to zdarzenie jest jakoś wspominane w innych odcinkach. Ktoś coś zrobi głupiego to w kilku odcinkach jest do tego wracane. Storyline żyje od początku do końca i było to w pewnym stopniu bardzo odświeżające.
Pamiętam że miał z parę momentów, ale każdy odcinek (poza końcówką) to osobny epizod który musiał się zamknąć w tych 23 minutach co wychodziło średnio. Miał też kilka naiwnych momentów, a pod koniec zamieniał się w jeszcze bardziej naiwny film akcji. Szkoda.
Ledwo zmęczyłem pierwszy sezon. Nie rozumiem popularności tego serialu. Stallone, jak zawsze, pokazuje, jaki jest wspaniały: nigdy się nie myli, wszystkich przechytrza, wyśmienicie się bije, zna się na wszystkim, kobiety do niego lgną, prawie wszyscy go lubią (ci dobrzy).
W polskim świecie serialowym ale i filmowym jest według mnie coraz więcej produkcji wartych uwagi. Też różnorodność się powoli zwiększa, już nie mamy praktycznie tylko komedii romantycznych i kryminalów. Pojawiają się rzeczy młodzieżowe, na podstawie realnych historii, jest serial humorystyczny, seriale akcji itd. Przynajmniej ja tak na to patrzę.
Zdecydowałem się więc na ankietę z pytaniem jaki jest według Ciebie najlepszy polski serial ostatniej dekady. Z listy seriali które znalazły się w ankiecie wszystkie oprócz 1670 i Kruka mogę zdecydowanie polecić. 1670 to nie jest serial dla mnie, a wiem że pewnie wygra tą ankietę, wiec nie mógł się tutaj nie znaleźć bo i tak ludzie by go wybierali w "Inny", a Kruka po prostu nie oglądałem.
Osobiście zagłosowałem na Slepnąc od Świateł. Postacie sp.Jana Frycza i Roberta Więckiewicza to według mnie jedne z najlepszych ról w polskim kinie. Nie tylko oni oczywiście bo sam reżyser i jego rola Pioruna czy np Cezary Pazura ma tam bardzo fajna rolę pod siebie.
*w ankiecie i ogólnie w wyborze najlepszego serialu ostatniej dekady brane są pod uwagę seriale które miały premierę od 2016 roku.
Ciężka sprawa. Prawdopodobnie żaden polski serial ostatnich ~10 lat nie był najlepszy, bo żaden nie był naprawdę dobry pod każdym względem.
Są seriale dobrze napisane, są seriale dobrze nakręcone, są takie z dobrą grą aktorską i są dobre klimatycznie, ale chyba nie ma żadnego, który łączy wszystkie te cechy.
Poza tym w liście brakuje kilku naprawdę głośnych seriali (The Office PL, Matki Pingwinów, Wataha, Belfer)
Serial stanowi dowód, że to co jest w TOP10 Netflixa i występują znani aktorzy nie zawsze jest dobre. Dziwny to jest serial. Powinna być tajemnica i dreszczyk, a w ogóle nie wciąga. Pomysł może i ciekawy (choć odgrzewany), ale realizacja słaba. A im dalej, tym dziwniej. Jedynym jasnym punktem jest rola Charliego Heatona ("Stranger Things"), któremu postać opóźnionego syna głównego bohatera wyszła całkiem zgrabnie.
Za misiac na HBO wychodzi serial o najbardziej powalonej polskiej zbrodni z naciskiem na polskiej o jakies slyszalam. Im bardziej sie czlowiek wczytuje w tą historie tym bardziej jest ona niedorzeczna i abstrakcyjna wlasnie w kontekście typowo polskich przywar i kultry, ktora jest mechanizem napedowym calej tej chorej akcji jaka miala miejsce i w ktorej zgineli niewinni ludzie w imie "obrazy" majestatu. Jestem bardzo ciekawa jak ten watek zostanie pokazany przez HBO
Oglądam sobie ostatnio serial Dark Matter, i kolejny, nieuchronny napływ tomków i tomkiń z chlewu obsranego gównem skojarzył mi się ze sceną z 7 odcinka 2 sezonu. :P
Odpaliłem sobie wczoraj "Breaking Bad" z zamiarem odświeżenia. Dziś jak siadłem to 4 odcinki jeden po drugim poszły.
Po latach wchodzi równie dobrze jak niebieski kryształ (▀̿Ĺ̯▀̿ ̿) Przez lata już sporo zapomniałem i mimo że wiem z grubsza co i jak to ekscytacja i napięcie jest jak za pierwszym razem.
#seriale
Po takim se "Życiu Chucka" i takich se serialach jak Zagłada domu Usherów" czy "Klub Północny" (nie byy to złe rzeczy, ale dla mnie poniżej poziomu poprzednich seriali tegoż pana) przyszła kolej na "Carrie".
/mogą być lekkie spoilery/
"Carrie" to klasyk, adaptowana masowo debiutancka książka Stephena Kinga (dziękujemy ci Tabitha, że wyjęłaś tę książkę z kosza). Problem zawsze polegał na tym, że pierwsza adaptacja wyjęła całe mięso z książki i uczyniła historię jeszcze żywszą niż słowo pisane. Więc każda kolejna adaptacja wygląda gorzej, ale też nie dlatego, że były nagrane potem, tylko dlatego, że samą historię starano się dostosować do pewnych ram.
Flanagan postanowił wyjąć mięso i nadać mu trochę inny kształt i dzięki temu ten serial zyskuje całkiem nowy charakter. Niby wszystko jest takie samo, ale dołączone nowe wątki (których nie było w książce) dodają smaczku.
Jednak niczym jest ten smaczek wobec rozbudowanej psychologii postaci, w czym Flanagan wykorzystał formułę serialu idealnie, by przedstawić nam bohaterów bardzo dokładnie. Tylko Tommy Ross nadal pozostaje ciepłymi kuchami - idealnym boyfriendem z liceum, ale możliwe, że i to było specjalnie - w opozycji do naprawdę zdeprawowanej pary antagonistów.
Sama Carrie na początku wyglądała niczym dziecko zamknięte w ciele szarej myszki, ale z czasem zyskuje coraz więcej charakteru, który mimo wszystko nadal próbuje utrzymać w sobie jak najwięcej niewinności i dobra. Co okazuje się bardzo ciężkie w świecie, do którego wkroczyła dziewczyna.
Całkiem nieźle przedstawiono też Chris - typowej przedstawicielki ostrego bullingu. Widać, że dziewczyna ma własne problemy, ale jej największym problem okazuje się to, na kim się wzoruje i jak się okazuje wybrała ten wzór już bardzo dawno temu, więc chociaż ma sporo szans na odbudowanie się - nie korzysta z nich.
Dla mnie jednak najjaśniejszą gwiazdą serialu została Samantha Sloyan w roli Margaret White, czyli matki Carrie.
Jest sporo odniesień do książkowej wersji, a jednak na jakiś pokrętny sposób serialowa Margaret zyskuje kilka więcej warstw - na tyle sporo, by czasem nawet ją lubić. Łapałam się na tym, że często jej kibicowałam, bo szczerze wierzyłam, że zrozumie wszystko i zwykła rodzicielska miłość zwycięży.
Cały serial ma tylko jeden minus - Flanagan przyzwyczaił nas do zamkniętych serii, a tu zapowiada się, że będzie kontynuacja (nie szukałam potwierdzeń tego, ale końcówka to sugeruje nieco). Z drugiej strony już przy "Klubie Północnym" coś tam jęczał pan twórca, że chce się sprawdzić na bardziej długodystansowej pozycji.
Nie wiem czy bez podbicia fabularnego to się uda, ale mam nadzieję na dobry pomysł i kolejne rozbudowywanie postaci i jedziemy z tym. Szczególnie też dlatego, że tak naprawdę "Carrie" mogła by się nazywać "Narodziny Boga"
Aktorka Lacey Turner grała przez ponad 20 lat w serialu Eastenders, jednej z najdłużej emitowanych brytyjskich oper mydlanych. Pierwsze zdjęcie pochodzi z 2006, gdy miała 18 lat, a drugie z 2022, gdy miała 34 lata. Czy tylko mi się wydaje, że kariera aktorska wyjątkowo szybko ją sponiewierała, czy czepiam się zupełnie normalnego upływu czasu?
To nie jest serial dla każdego, jest ciężki, zagmatwany, inni niż książki, ale ciągle do niego wracam (choć sezon 3 oglądałem niemal rok xD).
Jako Sci-Fi to świetne kino, ciężko się przyczepić do czegoś konkretnego. Jako thriller polityczny też bardzo fajne: mamy intrygi, zdrady, wiele niewiadomych i trochę walki.
Jako adaptacja książek: no cóż tutaj już gorzej, ale mi nie przeszkadza. Nie ma tragedii, choć to zależy jak zdefiniować "tragedię"
Na pewno warto spróbować, choć można się odbić bo to nie jest typowy kosmiczny akcyjniak. Często "wieje nudą" i nie bardzo wiadomo co się dzieje, nawet znajomość powieści niewiele zmienia
Bardzo się cieszę, że Apple podjęło się realizacji tego "świata" i mam wrażenie, że stają się tym czym kiedyś było HBO. Pewnym symbolem jakości.
Przez pierwsze 9 odcinków bawiłem się świetnie. Było śmiesznie, z ogromnymi ilościami pozytywnej energii, wręcz naiwny, ale w taki fajny i nie irytujący sposób.
To już 4 sezon, jednakże po chyba 3 latach wrócili do nagrywania i przerwa dobrze im zrobiła. Nie wiesz o czym jest Ted Lasso, zdecydowanie powinieneś spróbować. Oglądałeś sezon 1-3? To sezon 4 też będzie Ci się podobać.