Moje gnojki prawie 9 lat temu. Nic się nie zmieniło, Mati jak zwykle na czele i wyjebaniu a Arti stlamszony od spodu, ale ważne że jest saszeta 😄 #dzienkota


Czytam 📚 jeżdżę rowerem 🚲 i jem pizzę 🍕
Moje gnojki prawie 9 lat temu. Nic się nie zmieniło, Mati jak zwykle na czele i wyjebaniu a Arti stlamszony od spodu, ale ważne że jest saszeta 😄 #dzienkota

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Historia pewnych schodów
#wspomnienia #nostalgia i trochę #historiapewnegozdjecia
Mój dziadek pracował jako spawacz w Centrum Szkolenia Wojsk Inzynieryjnych w #wroclaw przy ulicy Obornickiej. Jako pracownik otrzymał mieszkanie w barakach na przeciwko jednostki.
Moja rodzina mieszkała tam od około 1960 do 2004 kiedy została przeniesiona do nowych bloków czynszowych, a baraki z czasem, kolejno burzono.
Osobiście mieszkałam tam przez pierwszy rok swojego życia. Natomiast przez resztę mojego dzieciństwa mieszkała tam moja kuzynka z rodzicami oraz babcia. My z rodzicami i bratem wyprowadziliśmy się do bloku w centrum, ale przyjeżdżałam do babci w każde wakacje i ferie, to był dla mnie inny świat.
Warunki nie były najlepsze. Barak był drewniany, nie ocieplony, z dachem pokrytym papą. Grzało się węglem w piecach, a woda w kranie ogrzewana była z boilera, przynajmniej u nas, biedniejsze rodziny radziły sobie na własne sposoby.
Początkowo baraków było 5. W każdym 5 mieszkań podzielonych zwykle na 2 rodziny, choć moja rodzina miała całe mieszkanie dla siebie, oraz po bokach po jednym mieszkaniu wielkości średniego pokoju, nigdy w żadnym z tych skrajnych nie byłam, pomieszkiwala tam zazwyczaj największa patologia.
Mieszkanie dwurodzinne zawierało 3 pokoje oraz wspólną łazienkę i kuchnię. Nie wszystkie rodziny żyły ze sobą w zgodzie, co przy współdzieleniu kluczowych pomieszczeń sprawiało, że wielu żyło się tam źle, ale zwykle nie mieli oni możliwości wyprowadzki 'na swoje'.
Wśród młodych dorosłych zawiązywały się bandy, które sprawiały różnorodne problemy z braku perspektyw na ambitniejsze spędzanie czasu. Niektórzy trafiali do więzień, inny bez konsekwencji wykorzystywał swoją młodszą siostrę. Za dzieciaka nie wywoływało to we mnie tylu emocji co teraz.
Ale nie tylko patologia tam pomieszkiwała, moja rodzina miała szczęście, ponieważ najbliźsi sąsiedzi byli ludźmi porządnymi. Jak i my, chociaż ja długo uważana byłam za czarną owcę w rodzinie.
Miałam tam też własną bandę, składającą się głównie z dzieciaków młodszych ode mnie, mojego brata, kuzynkę i parę innych, choć miewaliśmy w swoich szeregach częste roszady. Jako najstarsza i najkreatywniejsza w głupich zabawach, zwykle stałam na czele grupy i od rana do wieczora walczyliśmy z wrogami na patyki z gównem.
Zwykle mi się za to obrywało, bo dzieciaki za mną lazły, znikaliśmy na całe dnie, po czym wracaliśmy poobijani i brudni.
Mimo że miejsce znajdywało się w granicach Wrocławia, była to dla mnie wieś. Do najbliższego sklepu daleko, a wokół pola, działki i jednostka wojskowa. Zaraz obok baraków był mały park. Ten park kręcił mnie jak cholera, ponieważ wcześniej w jego miejscu znajdował się cmentarz żydowski. Ciocia mi mówiła że jak była mała, to ze zniszczonego grobu wystawała noga nieboszczyka, ale ja tam jej nie wierzę. Wierzyłam za to w jedno: w parku w wykopany był dół, niezbyt głęboki ale rozmiarami wydawał się być przeznaczony na pochówek do którego nigdy nie doszło. Jak można nie skorzystać z takiej okazji i nie bawić się w pogrzeby? Zwykle to ja grałam nieboszczyka, choć nieco mnie ten dół schizował.
Poza tym w parku było sporo cmentarnych pozostałości, jakieś słupki, resztki nagrobków oraz klimat. Niepowtarzalny klimat, wysokie szumiące drzewa, ścieżki wysypane białym żwirem, stare ławki na których obmyslaliśmy plany oblężenia wrogiej grupy, która miała swoją siedzibę przy garażach. Wokół parku szła asfaltowa ścieżka, którą potrafiłam objeżdżać rowerem setki razy kiedy wiało nudą.
Moja babcia miała w pobliżu 3 działki oraz zajmowała się ogródkiem z przodu i z tyłu domu. Była w tym niezła, mieliśmy niezliczone ilości owoców i warzyw, które częściowo sprzedawaliśmy a reszta szła na bieżące potrzeby oraz w słoiki na zimę. Uwierzcie mi, odchowana jestem na najzdrowszych dobrach, uprawianych bez pestycydów. A najsmaczniejsze były owoce jedzone z drzewa na które trzeba się było wspiąć. Na szczęście nigdy nic nie złamałam a co pojadłam jabłek i czereśni to moje.
Wydaje mi się że te ogródki w dużej mierze nauczyły mnie ciężkiej pracy. Mimo że kręciłam nosem i wolałam się bawić to wiedziałam że trzeba przekopać grządki, oblecieć wszystkie ogródki z wodą w konewce bo pomoc babci to rzecz święta. W zimie też nie było lekko, węgiel przechowywaliśmy w szopie po drugiej stronie baraków, trzeba go było przynieść do domu, co nawet z sankami nie było łatwą sprawą.
Ale odbiegłam od tematu schodów.
W cieplejszym sezonie było to najfajniejsze miejsce w domu. Mój dziadek zbudował nad schodami zadaszenie i ławkę. Wykładałam ją poduszkami i w leniwe popołudnia czytałam na niej książki. Obok pięły się piękne różnokolorowe róże, o które moja babcia bardzo dbała.
Mieszkania nie były zbyt duże, dlatego siedząc na własnych schodach można było rozmawiać z sąsiadami obok bez podnoszenia głosu.
Grill. Wiadomo, to co Polacy lubią najbardziej. Na niezbyt szerokim pasie zieleni przed domem, stawiało się grilla, plastikowy stół i krzesła jeśli zjechało się nas więcej.
Basen. Miałam własny, dmuchany. Dzieciaki z okolicy zazdrościły, ale z przykazu babci, oprócz mnie mógł korzystać tylko mój brat i kuzynka.
Barak na przeciwko. Jak daleko sięgam pamięcią, to pamiętam tam tylko jedną starszą babkę, którą uważaliśmy za wiedźmę. Prawdopodobne zmarła, a cały barak pozostał nie zamieszkamy, powoli staczając się w ruinę. A to było to co najbardziej mnie pociągało. Szybko przedni ogród zarósł, zaczęliśmy nazywać to miejsce wysoką trawą, a rodzice nie pozwalali nam tam chodzić. Czy może być większa zachęta? Tam po raz pierwszy spotkałam się z pornografą, chociaż potrzebowałam paru lat aby zrozumieć, co widziałam w tej porzuconej gazetce, którą przypadkowo znaleźliśmy na wysokiej trawie.
Najwięcej emocji dawał mi sam opuszczony budynek. Zawsze miałam świra na punkcie historii, w dzieciństwie chciałam zostać archeologiem a ten budynek był moim małym guilty pleasure, kiedy odkrywałam w nim różne pozostałości cywilizacji sprzed kilku lat. Ale najlepszy był wieczorem po zmroku, kiedy siedząc na ławce przy moich schodach, czarne okna jak otchłań dotykały mojej dziecięcej duszy. A czytywałam wtedy dużo horrorów i interesowałam się zjawiskami paranormalnymi, więc dla mnie to było przeżycie, którego smak pamiętam do dziś.
Wkrótce barak zburzono, co otwarło nam kolejne drzwi do poszukiwań zaginionych skarbów.
Ehh, dużo mogłabym opowiadać a i tak się rozpisałam za bardzo.
Po decyzji o zburzeniu przybytku i przeniesieniu mieszkańców miałam straszną chandrę. Mimo że miałam już z 17 lat i przestałam jeździć do babci na wakacje, to strasznie kochałam to miejsce.
Moją rodzinę, oraz tych bardziej zaradnych szybko wysiedlono, została tylko garstka bezrobotnych, którzy żyli ze zbierania puszek, widocznie był problem z rozwiązaniem ich sytuacji. Zakładam że w końcu pomarli, bo baraki kilka lat temu całkowicie zniszczono.
Z niektórych rzeczy nigdy nie wyrosłam. Do opuszczonych ale wciąż stojących baraków zaciągałam po nocach różnych znajomych, oprowadzalam ich po pustych salonach opowiadając historie z dzieciństwa, które wspominam z wielką nostalgią.
To miejsce to dla mnie to symbol mojego dzieciństwa, pomnik historii mojej rodziny.
Obecnie zarośnięty krzakami i zdziczałymi drzewkami owocowymi mojej babci.
Na zdjęciach:
1. Moja mama, ok 1970 r.
2. 1988 mój tata i ja
3. Ja, tata, mama, babcia trzymająca mojego brata i wujek ok 1991 r.
4. 2014 r. Moje odwiedziny opuszczonego baraku
5. 2025 r. z Google maps bo coś nie mogę znaleźć własnego zdjęcia
Pozwoliłam sobie nie cenzurować twarzy bo osoby ze zdjęć nie żyją lub wyglądają zupełnie inaczej





Zaloguj się aby komentować
Classica 3 sery, czerwona cebulka, chilli i orzechy włoskie Niestety już tylko we wspomnianach #pizza #gotujzhejto #jedzenie

Zaloguj się aby komentować
@Shivaa not hehe
Właśnie mój mózg zaczął mi to robić
To po prostu próba autoterapii mózgu polegająca na nieświadomym przetrawianiu wspomnień. Niestety jest to mało wydajna metoda. Można taką sytuację uznać za moment kiedy powinniśmy zacząć własną świadomą terapię nad tymi wspomnieniami bo inaczej będą nas one męczyć.
Kiedyś przeczytałem w jakimś poście o stoicyzmie, żeby traktować tamto wydarzenie jak coś co pozwoliło nie powtórzyć tego błędu. Od tamtej pory śpię lepiej
Zaloguj się aby komentować
298 + 1 = 299
Tytuł: Bałkańskie upiory. Podróż przez historię
Autor: Robert D. Kaplan
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Format: książka papierowa
Liczba stron: 455
Ocena: 7/10
Reportaż z roku 1990, opowiada historię regionu bałkańskiego, wynikając głęboko w jego geopolitykę i kulturę.
Kaplan podróżuje i rozmawia z ludźmi, starając się zrozumieć ich rozterki oraz co pokierowało ich drogą. Rozważania nie ograniczają się do ostatnich stuleci, ale snują się po całej długiej i bardzo burzliwej historii krajów istniejących i tych po których zostały już tylko wpływy widoczne w strukturze społecznej oraz kulturze.
#bookmeter

@Shivaa bardzo fajna pozycja. Z 3 razy na przestrzeni 15 lat ją czytałem
@Shivaa no to teraz polecam na dokladke to tomiszcze: https://books.google.dk/books/about/The_Balkans_Nationalism_War_and_the_Grea.html?id=LJqYbknmxjYC&redir_esc=y
Z biblio czy Twoja? Chętnie bym "przerobił".
Zaloguj się aby komentować
Hejto pijcie ze mno herbatkę ☕
@onpanopticon przesłał mi zagubione w boju fanty z #ogolnopolskiehejtopiwo i nie tylko 😍 dziękuję!! ❤️ Przede wszystkim mam już W PEŁNI PRAWILNY kubeczek do popijania herbatki, więc wypiję dziś za Wasze zdrowie 😁
#chwalesie #hejto


Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Hej wrocławskie dinozaury, pamiętacie Goliata na Placu Grunwaldzkim? Mieliśmy tam stosunkowo blisko, więc byliśmy stałyśmy bywalcami. Moi rodzicie mieli dobrze obcykaną ścieżkę, która omijała stoiska z zabawkami, dzięki czemu łatwiej było przejść tamtędy ze mną i moim bratem xD Że to miejsce nazywało się Goliat, dowiedziałam się dopiero w dorosłości bo my zawsze nazywaliśmy je po prostu Namiot. Miałam stamtąd całą kolekcję dinozaurów, głównie średniej wielkości gumowe figurki, ale miałam też większego t-rexa, który powtarzał co się mu powiedziało, a wypowiedź kończył potężnym rykiem xD Książkę o dinozaurach też miałam stamtąd. Młodsi nie zrozumieją tej gadziej fascynacji z tamtych lat xD
Dla osób które nie znają miejscówki: Goliat to był ogromny namiot położony w pobliżu centrum Wrocławia, oprócz zabawek można było w nim kupić spożywkę, owoce, warzywa, ubrania, drobną elektronikę i chemię. Działała od 1991 do 2000 roku, kiedy nakazano ją zlikwidować pod zarzutem samowoli budowlanej. Na jej miejscu dziś znajduje się centrum handlowe Pasaż Grunwaldzki.
#wroclaw #nostalgia




Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Tym razem z cheddarem, pieczarkami, czerwoną cebulko i szpinakiem #pizza #gotujzhejto #jedzenie
No i #niedzielawieczur 😭

Zaloguj się aby komentować
275 + 1 = 276
Tytuł: Król szczurów
Autor: James Clavell
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Książka i Wiedza
Format: książka papierowa
Liczba stron: 424
Ocena: 10/10
Wow! Cóż to była za czytelnicza uczta!
Dawno nie trafiłam na książkę, którą czytałam z taką pasją i zachłannością.
Miejscem akcji jest obóz jeniecki Changi koło Singapuru. Kontrolę nad obozem, Japończycy powierzyli jencom, oficerom. Utworzyły się naturalne struktury władzy i kontroli. Aby przetrwać na niewielkich dawkach pożywienia i leków, należało główkować, bratać się z co bardziej wpływowymi i ryzykować życie przekrętami.
W takim miejscu każde ziarnko ryżu, papieros czy kawa były rarytasem. Posiadanie radia to wyrok śmierci. Tutaj dochodziły do głosu najbardziej prymitywne instynkty. A jednak zawiązały się przyjaźnie, a baraki często wypełniał donośny śmiech jakby jutra miało nie być.
Mimo trudnej tematyki, książka dostarczyła dużo pozytywnych emocji oraz wiary w bohaterów, którzy nie dali się nie lubić.
Ponadto trafiło mi się wydanie z 1985 roku, z pożółkłymi stronami i charakterystycznym zapachem starej książki. Uwielbiam 😍
#bookmeter

@Shivaa Polecam wszystkie książki z tej serii, a szczególnie Shogun i Gai-Jin. Tai-pan też jest spoko. Shogun to moje top 1 ze wszystkiego co czytałem, a trochę się już po tej ziemi kręcę i czytam od dziecka.
@Shivaa Czytałem, czytałem oczywiście. Mam wrażenie, że ktoś to niedawno opisywał na Hejto, bo komentowałem skąd lekarz miał źródło białka dla chorych (spoiler: zbierał robaki z latryny i je gotował).
Nie będę już spoilerował skąd tytuł "Król szczurów".
@Shivaa Ponadto trafiło mi się wydanie z 1985 roku, z pożółkłymi stronami i charakterystycznym zapachem starej książki. Uwielbiam
Siostra tak sobie sprowadziła pluskwy do mieszkania, które zwalczała prawie rok. Od tamtej pory kupuję tylko nowe książki. xD
Zaloguj się aby komentować
Dzisiejsza picka Pieczarki, kukurydza, orzechy laskowe i oliwa czosnkowa Proszę się częstować #pizza #gotujzhejto #jedzenie

Zaloguj się aby komentować
Niektórzy pytają co się stanie z #hejtozeszyt kiedy będzie już pełny. Otóż śpieszę z odpowiedzią.
Zorganizuję licytację, wygrany będzie musiał wpłacić zadeklarowaną kwotę na wybrany przez społeczność hejto cel dobroczynny, jak na przykład schronisko dla zwierząt czy też dziecięce hospicjum. W nagrodę otrzyma zeszyt wraz ze wszystkimi fantami, które zdąży nagromadzić podczas swych podróży. Będzie warto, zapewniam! 😁 Ale nie martwcie się, w zeszycie jest jeszcze dużo miejsca, każdy ma szansę na wylosowanie 😊
A co dalej? Pojawi się kolejna edycja w odświeżonej formule 😉 ale do tego jeszcze trochę czasu 😛

Zaloguj się aby komentować
Piątek piąteczek piatunio Miłego dzionka i smacznej kawusi życzę ❤️ #piatepiateczekpiatunio

Zaloguj się aby komentować
260 + 1 = 261
Tytuł: Jestem komunistyczną babą!
Autor: Dan Lungu
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Czarne
Format: książka papierowa
Liczba stron: 184
Ocena: 6/10
Dla odmiany, książka napisana w humorystycznym tonie. Narratorka, której młodość przypadła na czas rumuńskiego komunizmu, miała szczęście być jedną z nielicznych, którzy w owym ustroju zbijali dobrą kasę i żyli jak pączki w maśle. W obliczu zmieniającego się świata staje się zagubiona, idealizuje lata młodości i nie mieści jej się w głowie kiedy słyszy od innych, że kiedyś (za komuny) to jednak nie było czasów.
Nie tylko w nastrojach politycznych się gubi. Dorosła córka wychodzi za mąż za obcokrajowca i przeprowadza się do Kanady. Pozytywnym zaskoczeniem było, że wybranek nie jest czarny, i okazało się że Kanada to jednak nie w Afryce. Poza tym młodym się w dupach poprzewracało, że na 'proszenie o rękę córki' (którego nie było), zaprosili szanownych rodziców do restauracji, a mamusia zupki nagotowała przecie xd
Ogółem krótka, niezobowiązująca historyjka do podusi i pośmiania się.
#bookmeter

Zaloguj się aby komentować
258 + 1 = 259
Tytuł: Mury Hebronu
Autor: Andrzej Stasiuk
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Czarne
Format: książka papierowa
Liczba stron: 164
Ocena: 8/10
Na prawdę mocna i dosadna powieść o człowieku, który trafił do więzienia i na swój sposób stara się poradzić sobie z nadmiarem czasu.
Największą część książki zajmuje monolog współosadzonego, opowiadający o jego odsiadkach, kradzieżach oraz o wielu rzeczach, które są mocno ciężko strawne.
Niemiłe było odkrycie, że autor pisał książkę bazując na własnych doświadczeniach z więzienia.
Lektura do bólu autentyczna, brutalna i cholernie smutna.
#bookmeter

@Shivaa Ależ pamiętam tę książkę! I pamiętam, że znalazłem w niej definicję słowa "zły", i że tak bardzo mi przedstawiony w niej sposób myślenia przypominał takiego jednego chłopaka z mojej klasy!
@WujekAlien Kiedy ty miałeś fazę na pana Stasiuka? Wydaje mi się, że o tego autora na portalu na W to kiedyś żeśmy się spierali.
Zaloguj się aby komentować
Czasem opłaca się być zapominalskim xD zapomniane pióro z #ogolnopolskiehejtopiwo zaowocowało paczką od @Rozpierpapierduchacz z nie jednym ale 3 piórami i kompletem tuszy, pięknych zresztą 😍 do tego parę zabawnych fantów i środa od razu mniej przygnębiająca 😁 Tenkju 😃


Zaloguj się aby komentować
254 + 1 = 255
Tytuł: Ratownik
Autor: Tomasz Mitra
Kategoria: HujWi
Wydawnictwo: Akurat
Format: książka papierowa
Liczba stron: 384
Ocena: 5/10
Książka trafiła do mnie w paczce z reportażami i za reportaż ją początkowo uważałam. Nawet na lubimyczytac jest w w powyższej kategorii.
Ale z każdą kolejną stroną czułam, że to jeden wielki bullshit. Faktycznie napisana jest w stylu reportażowym, wulgarny język i wkurwienie na pacjentów nie są dla mnie nowością, bo książek w medycznych klimatach trochę ostatnio przeczytałam. Natomiast opis swoich niesmacznych seksualnych przygód, celowe ryzykowanie życia pacjentów oraz kolesiostwo z narkotykowymi dilerami to nie jest coś do czego warto się otwarcie przyznawać pisząc o tym książkę. Szczególnie, że opisane sytuacje i osoby łatwo można by rozpoznać. Nawet użycie pseudonimu do podpisania tej książki nie czyni z niej reportażu. Chyba że pisanego przez idiotę.
Ale na plusik, sporo się uśmiałam i nie czytało się aż tak źle.
#bookmeter

Zaloguj się aby komentować
248 + 1 = 249
Tytuł: Jak nie umrzeć. Radzi patolog sądowy
Autor: Jan Garavaglia
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Znak
Format: książka papierowa
Liczba stron: 320
Ocena: 3/10
Straszna to była książka, nie zapomnę jej nigdy.
Zdecydowanie odradzam osobom sklonnym do paranoi lub hipochondrii.
Część książki była całkiem ciekawa, opisywane były różne ciekawe przypadki śmierci i dochodzenie przyczyn na stole sekcyjnym.
Niestety ta większa część była niczym poradnik dla niezbyt rozgarniętych. Nie bierz narkotyków bo umrzesz, nie pal bo umrzesz, nie przekraczaj prędkości bo umrzesz, przechodź tylko na zielonym bo umrzesz, itepe itede. Ponadto przestrogi przez dywanami (bo można się potknąć i umrzeć), leżącymi przedłużaczami z tego samego powodu, schodami wiadomo dlaczego.
Jakby atrakcji było mało to cała masa potencjalnie śmiercionośnych objawów jak chrapanie, ból głowy, zgaga...
No wymęczyłam się.
#bookmeter

Zaloguj się aby komentować