Pytanie do osób pracujących w mniejszych firmach - jak u was wygląda sprawa zamykania budynku, i uzbrajania alarmu? Odnoszę wrażenie, że u mnie jest to jakaś patologia.
Sytuacja jest taka: Budynek firmy całkiem spory, dwa segmenty biurowe + produkcja z magazynem. Ci ostatni mają sztywne godziny pracy, 15:30 i idą do domu. Ale zostaje około 30 osób z biur - wszelakich inżynierów, managerów, etc. Oni, w tym ja, mają elastyczne godziny pracy, mogą siedzieć w robocie do 19. Zamknięcie budynku, i uzbrojenie alarmu przypada ostatniemu pracownikowi, który wychodzi z budynku. I tu zaczyna sie sajgon.
Teoretycznie wystarczy rzut oka na liste obecności w intranecie. Ale np. managerowie nie mają obowiązku odbijania karty. Do tego, część osób notorycznie zapomina się wbić/odbić -> ta lista jest w praktyce bezużyteczna. Kończy się to tym, że ktoś, kto domniema, że jest ostatni, chodzi po przepastnym budynku w ciemnościach, i drze pysk "zamyyykaaam, czy ktoś jeszcze tu jest, haaaalo". To samo w sobie jest głupie, i jednocześnie zawodne. Niektóre miejsca są głośne przez maszyny pracujące 24h, a zakamarków jest zbyt dużo, by wszędzie fizycznie sprawdzić, czy ktoś tam jest.
Fałszywe alarmy są non-stop, bo ktoś kogoś "zamknął" w budynku, a sam system wydaje się być debilny. Jak sie to robi dobrze?
#pracbaza #pytanie












