Koniec ferii i koniec porządków w #domowabiblioteczka


Na zdjęcia nie załapały się kryminały, kameleony, literatura faktu i dziecięca, tam bedą nowe regały, nie ma co marnować energii na sprzątanie.


#ksiazki #ksiazkikatie

a9e710a6-6a6b-4121-9c9a-8146f2266864
e8c243d8-92ef-475c-8435-6655c7312d6f
3273694b-1bd5-4f14-9254-851cc5fb5f0b
28e75e08-227f-4f97-a1d9-9bdda94627f6

Zaloguj się aby komentować

447 + 1 = 448


Tytuł: Hyperion

Autor: Dan Simmons

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: książka papierowa

Liczba stron: 518

Ocena: 10/10


W obliczu zbliżającej się galaktycznej wojny siedmiu pielgrzymów udaje się na planetę Hyperion w celu spotkania z tajemniczą istotą rzekomo panującą nad czasem. Nikt z nich nie jest pewien dlaczego został wybrany do tej misji, a po drodze każdy opowiada pozostałym swoją historię.


Przyznam, że początkowo nie było łatwo wejść w świat stworzony przez Simmonsa, gdyż wrzuca on czytelnika od razu na głęboką wodę swojej wyobraźni i niczego nie wyjaśnia. Mamy więc próg wejścia na poziomie Neuromancera, tylko jeszcze bardziej rozbudowany i w innej epoce, w której normą są m.in. drzewostatki, pola antyentropijne, wiązki tachionowe i transportale. Technologia to jednak tylko wierzchołek góry lodowej, gdyż mamy też nieznane ustroje, frakcje, planety, faunę i florę. Ma to sens, bo jakby się nad tym zastanowić, to przecież nikt z nas pisząc wspomnienia nie podawałby definicji telefonu czy psa.


Próba wyobrażenia sobie oraz zrozumienia tego wszystkiego okazała się jednak przytłaczająca, więc dość szybko doszedłem do wniosku, że lepiej będzie po prostu pozwolić ponieść się narracji, a część pojęć rozjaśni się po drodze.


Narracja zaś jest przednia. Opowieści każdego z pielgrzymów są zróżnicowane, różniące się nie tylko tematyką, ale i stylem odpowiadającym osobowości każdego z bohaterów - znalazło się więc miejsce zarówno na lovecraftowski horror jak i gorzką ironię, zaś ich wspólnym mianownikiem była planeta Hyperion oraz zjawiska i przeżycia jakich na niej doświadczyli. Simmons operuje wspaniale plastycznym językiem i starannym układem poszczególnych scen. Wykazał się przy tym niesamowitym talentem do snucia angażujących opowieści, każda jest inna, ale każda wciąga. Jako dodatkową ciekawostkę wspomnę tylko, że książka zawiera też całkiem sporo odniesień do innych dzieł literackich, nie tylko oczywistych inspiracji poezją Keatsa, czy Szekspira ale też np. Gibsona.


Znakomita lektura i wydaje mi się, że to może być książka, która czytana drugi raz pozwoli odkryć nowe detale.


Bez wahania zamówiłem pozostałe tomy.


#czytelniczebingo - książka z elementem grozy


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

78b7440f-02cb-40fe-9c5e-9f2155fd320a
e9974b5e-a3ff-4c02-9ce5-79c26f6446c2

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!


21 lutego zmarł Dan Simmons, autor wielu powieści grozy i science-fiction

#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #dansimmons

9bdaa608-c250-4b75-ade6-cb4afcd903ad

@Whoresbane jego Terror to nadksiążka, w niczym nie ustępuje klasykom literatury. Za tę tylko powieść autorowi należałyby się te wszystkie prestiżowe nagrody literackie, które zgarniają Julki alternatywki z pseudowybitnymi obyczajówkami.


R.I.P. [*]

Zaloguj się aby komentować

477 + 1 = 478


Tytuł: My, dzieci z dworca Zoo

Autor: Christiane F.

Kategoria: biografia, dramat obyczajowy

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

ISBN: 9788324411320

Liczba stron: 224

Ocena: 8/10


Książka, którą trudno czytać obojętnie i myślę, że większość czytelników ze mną się zgodzi. Dlaczego? Ponieważ historia Christiane F. nie jest literacką fikcją ani sensacyjną opowieścią o świecie narkotyków - jest ona surowym świadectwem młodej dziewczyny, która w latach 70. w Berlinie Zachodnim wpadła w spiralę uzależnienia i nierządu. Książka powstała na podstawie rozmów przeprowadzonych przez dziennikarzy Kaiego Hermanna i Horsta Riecka, dzięki czemu ma formę reportażu, który oddaje głos samej bohaterce i jej bolesnemu doświadczeniu.


Historia jest pozbawiona upiększeń. Nie ma tu romantyzowania narkotyków ani prób tłumaczenia wszystkiego tzw. "trudnym dzieciństwem". Jest za to brutalna codzienność: samotność, strach, uzależnienie i powolne wpadanie w środowisko, z którego coraz trudniej się wydostać. Berlin pokazany w tej książce - zwłaszcza okolice tytułowego dworca Zoo - staje się niemal symbolem miejsca, w którym młodzi ludzie bardzo łatwo mogą się zgubić.


Czytając tę historię ma się wrażenie obcowania z czymś bardziej dokumentalnym niż literackim. Właśnie dlatego zrobić może tak duże wrażenie - bo nie próbuje być dramatem ani moralitetem, tylko zapisem rzeczywistości widzianej oczami nastolatki. Momentami boli, momentami przeraża, ale jednocześnie bardzo mocno pokazuje, jak wygląda życie na samym dnie uzależnienia. Wysoka ocena końcowa za autentyczność i namacalną siłę świadectwa.


#bookmeter #desmodczyta 14/52

#czytelniczebingo 6/25: Książka, która została zekranizowana

b7233473-2af9-4e05-9fcd-e28322ea15ff
52dc50df-6f9f-475e-9a43-23cd67fcc0cf

@Desmod miałam taki moment za podlotka, że czytałam dużo społecznie zaangażowanych książek. Ta była pierwsza. Po niej zdecydowałam nigdy nie tykać narkotyków. Ostatnio słyszałam w wywiadzie z Maleńczukiem, że hera jest lepsza niż alkohol... Odrazu przypomniała mi się ta książka

Zaloguj się aby komentować

463 + 1 = 464


Tytuł: Dungeon Crawler Carl

Autor: Matt Dinniman

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Czarna Owca

Format: e-book

Liczba stron: 540

Ocena: 9/10


Świat kończy się nagle i w bardzo dziwny sposób. W jednej chwili niemal wszyscy ludzie znajdujący się w budynkach i pojazdach giną, zostają zmiażdżeni, gdy cała infrastruktura Ziemi zapada się pod powierzchnię na potrzeby budowy lochów. Przy życiu zostają tylko ci, którzy byli na zewnątrz. Ocaleni szybko odkrywają, że planeta zamieniła się w gigantyczny dungeon, a oni są uczestnikami brutalnej gry transmitowanej kosmicznej publiczności.


Jednym z uczestników gry jest Carl, który trafia do lochu razem z kotką swojej dziewczyny - Pączusiem. I choć brzmi to absurdalnie, właśnie od tego momentu zaczyna się jedna z najbardziej zwariowanych i wciągających przygód w gatunku litRPG.


To książka, która doskonale rozumie, czym powinien być dobry litRPG. Mechanika gry - poziomy, klasy, przedmioty i rozwój postaci - są integralną częścią świata, ale nie przytłaczają fabuły. Dungeon pełen jest dziwnych pomysłów, groteskowych potworów i absurdalnych wyzwań, a jednocześnie cały czas czuć realną stawkę, bo porażka oznacza śmierć. Nie sterujesz innym graczem w grze, sam nim jesteś.


Świetna jest ta kontrolowana absurdalność świata. Cała apokalipsa okazuje się elementem kosmicznego show, w którym sponsorzy, reklamy i komentarze publiczności są równie ważne jak sama walka o przetrwanie. Zadania potrafią być groteskowe, system nagród bywa kompletnie niepoważny, a wiele potworów czy lokacji wygląda jak pomysł wyjęty z najbardziej szalonej gry komputerowej. Do tego dochodzą momenty, w których mechanika gry zderza się z realnymi emocjami bohaterów i właśnie ten kontrast działa.


Największym atutem powieści jest jednak duet Carl i Pączuś. Kotka bardzo szybko przestaje być tylko zwierzęcym towarzyszem i staje się jedną z najzabawniejszych i najbardziej charakterystycznych postaci w książce. Ich relacja dodaje historii ogromnej dawki humoru, który świetnie kontrastuje z brutalnością świata.


Nowe osią­gnię­cie! JAK ĆMA DO OGNIA.

Zaata­ko­wa­łeś i spo­wo­do­wa­łeś obra­że­nia u moba na pozio­mie o 75 wyż­szym od two­jego. Fakt, że je­steś teraz w sta­nie prze­czy­tać tę wia­do­mość, suge­ruje, że je­steś jed­nym z naj­więk­szych jeba­nych far­cia­rzy w Lochu. Pamię­taj tylko, że szczę­ście gra na dwie stro­ny, jak twoja stara.

Na­gro­da: otrzy­mu­jesz PLA­TY­NOWĄ SKRZYN­KĘ JEBA­NEGO FARCIARZA!


Pod koniec tomu nasz duet dostaje nawet opcję wyboru pupila, a to jego opis:

Ale Pą­czuś pa­trzy­ła tylko na ostat­nią klat­kę. Znaj­do­wał się w niej kuro­po­dobny dino­zaur po­kry­ty różo­wym pu­chem. Za­czął gru­chać do kotki i ćwierk­nął. Wyglą­dał żało­śnie. Na­tych­miast zro­zu­mia­łem, co spodo­bało się Pą­czuś. Znaj­do­wał się w samym cen­trum kate­go­rii este­tycz­nej „tak brzyd­kie, że aż słod­kie”. Mógł mieć ze dwa­dzie­ścia cen­ty­me­trów wzro­stu. Stał na dwóch no­gach i prze­chy­lał do mnie głowę. Wyglą­dał jak kawa­łek suro­wego kur­czaka, w któ­rego ktoś we­tknął przy­pad­kowo zna­le­zione piór­ka w odcie­niach różu. Za­miast skrzy­deł miał dwa tycie ra­mion­ka, a do tego wę­żo­wy ogon. Skrze­czał, otwie­ra­jąc dziób, odsła­nia­jąc przy tym rzą­dek ostrych ząb­ków.


Dungeon Crawler Carl to jedna z najlepszych książek litRPG, jakie czytałem - szalona, brutalna, absurdalna i jednocześnie niesamowicie wciągająca.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

17c1aaa5-85e6-4b3d-a152-8b3f4504a938

@WujekAlien fajnie tak sobie wyobrazić, że większość wykopków, influencerów i przegrywów znika

ja też znikam bo pracuję w biurze lub domu

Zaloguj się aby komentować

473 + 1 = 474

Tytuł: Obłok Magellana

Autor: Stanisław Lem

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: książka papierowa

ISBN: 9788308086957

Liczba stron: 520

Ocena: 8/10


Kontynuując akcję sięgania po (prawie) pierwsze książki różnych autorów, na tapet wpada Lem i jego Obłok Magellana, druga powieść w dorobku rodaka.


No i od czego tu zacząć? Zanim docieramy do "zasadniczej" części książki, tj. wyprawy kosmicznej, mija dobra jej połowa. Wcześniej raczeni jesteśmy dzieciństwem bohatera, jego relacjami z członkami rodziny i innymi ważnymi dla niego osobami, szukaniem własnej drogi w życiu, okrężnymi ścieżkami edukacji i szeroko pojętego rozwoju osobistego oraz uczuciowymi doświadczeniami.


Tutaj też widocznie zaznacza swoją obecność aspekt, który szybko zniknie z późniejszych dzieł autora: ogromny optymizm co do przyszłości i wiara w nieograniczoną ludzką współpracę. W roku 3123 (i znacznie wcześniej) człowiek człowiekowi nie jest już wilkiem, z niemal dowolnego punktu na Ziemi można się dostać w praktycznie każdy inny w czasie trochę dłuższym niż okamgnienie (poziom skomplikowania porównać można do metra, nie lotu pasażerskiego choćby), nie ma parcia na konsumpcjonizm, gdyż każdy może sobie wedle potrzeb i chęci wytworzyć niemal wszystko w swoistych kreatorach, rywalizacja - tak czy siak z rodzaju tych zdrowych - obowiązuje co najwyżej w sporcie, a pewien odpowiednik władzy lub nadzoru - choć bardziej pasuje określenie duchowej opieki - stanowi grupa naukowych autorytetów. Podsumowując: nikt nie narzeka.


Tak jak pierwszą połowę książki mógłbym określić krótko "szukaniem siebie", tak drugą nazwałbym "próbami zachowania siebie". Wyprawa stawia przed załogą coraz to nowe wyzwania natury psychicznej, choć czasem i fizycznej, których po prostu nie dało się przewidzieć bez przekształcenia teorii w praktykę.


Jak przystało na stare książki z gatunku sci-fi, tak i tu nie obyło się bez ciekawych obserwacji. Lem już 70 lat temu pisał o rzeczach, których kwestia właśnie dziś zaczyna być widoczna w tak dużym stopniu; chodzi mianowicie o zlecanie automatom/botom jakiegoś zadania, które te wypełniają bezbłędnie, lecz my sami nie wiemy, jakie kroki do niego doprowadziły. W książce za przykład służy budowa wizualizatora życia gwiazdy (podtyp gyromatu, czyli tak jakby komputera), jej układu planetarnego i panujących w nim zależności między ciałami; z kolei propozycją z życia wziętą może być lubiany algorytm jutuba - karmi się go materiałami, każe analizować jedną rzecz, drugą, setną, następuję jeszcze n kroków i wreszcie, nie wiadomo jak, dociera się do rezultatu. Profesor poruszający te kwestie uważa za bezcelowe zgłębianie takich procesów, bo w rozwiniętym świecie analiza każdego pojedynczego przykładu zajęłaby cały dostępny ludzkości czas. Ktoś może do mnie powiedzieć "e tam, nie gloryfikuj tak tego przykładu, przecież to samo można powiedzieć choćby o projektowaniu np. w AutoCADzie: ty wybierasz jakieś narzędzia, coś tam przesuwasz, ale czy wiesz, jak działa to u samego źródła?". Wg mnie to zupełnie inna skala.


Jedna scenka, o gyromatach właśnie, pięknie ilustruje niewyobrażalne tempo postępu: w 1955 Lem pisał, że w 3123 ówczesne komputery, wielkości okrętu międzyukładowego, wykonywałyby 12mln operacji na sekundę. Dziś pecety robią ich miliardy.


Wspomnę jeszcze o pewnej bardzo ciekawej kwestii okołotechnologicznej, ale i w istotnym stopniu filozoficznej. W jednej scence autor, poprzez któregoś z naukowców, traktuje o badaniu i odkrywaniu najdrobniejszych prawideł stojących za stworzeniem arcydzieł m.in. malarstwa, a potem karmieniu tymi informacjami automatów i tworzeniu sztuki bez udziału człowieka. Brzmi znajomo, prawda? Rezultat jednak twórcę zamurował i zdecydował się projekt skasować. U nas też by się to przydało.


Fabuła przez większość czasu przebiega dosyć niespiesznie i bez znaczących niespodzianek (do czasu) - mają miejsce rzeczy, których można by się spodziewać po tego typu wyprawie - przez co też w pewnym momencie w lekturę samoistnie wkrada się lekkie poczucie nudy, a okrągły i potoczysty styl - nawet jeżeli coś sobą przekazuje i niekiedy ładnie wygląda - wcale w wytrwaniu nie pomaga.


Czytałem tę książkę i czytałem, i zastanawiałem się, o co tyle dymu z tą "pochwałą systemu". Koniec końców były w środku dwie sceny stawiające komunizm w poniekąd pozytywnym świetle, ale z drugiej strony niewiele liczyły sobie one stron, no i poza tym dziś mamy jeszcze odpowiedni kontekst. Z trzeciej strony, w ramach przeciwwagi, w jednym z ostatnich rozdziałów pojawiła się rzecz niewielka i niezbyt przychylna komunizmowi. Generalnie scen, w których ideologia ta jest albo wychwalana, albo gnębiona, znajdują się tu ilości homeopatyczne, a w posłowiu zaznaczono, że autor nie przepada za tą książką bardziej ze względu na wspomniany rozlazły styl i niepoprawny optymizm niż "nastrój systemowy".


W ogólnym rozrachunku, czego by nie mówić o większości książki, tak ostatnie kilka rozdziałów wgniata w fotel, a zakończenie poruszyło mnie w sposób, którego doprawdy dawno nie doświadczyłem. Czuć w nim było prawdziwe, surowe emocje, a nie ledwie wykreowane.


Dodatkowo, z cyklu "wyłapywanie błędów": przy obszernym wywodzie Goobar w złym miejscu postawił przecinek: człowiek w ciążeniu równym dwustu ziemskim ważyłby nie 1,5t, a 15t.


Czy ktoś to w ogóle czyta?


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #lem #wydawnictwoliterackie #ksiazkicerbera

ad6f0ede-a4dd-4770-9b39-df6b97becde4

Zaloguj się aby komentować

470 + 1 = 471


Tytuł: Projekt Hail Mary

Autor: Andy Wier

Kategoria: science fiction

Wydawnictwo: Muza

Format: audiobook

Liczba stron: 512 (18h)

Ocena: 8/10


Pierwszy audiobook od dawna przesłuchany.


„Projekt Hail Mary” to wysokiej jakości sci-fi o nauczycielu nauk przyrodniczych w szkole podstawowej, który budzi się samotnie na statku kosmicznym i stopniowo odkrywa, że od powodzenia jego misji może zależeć los całej ludzkości.


Książka łączy kosmiczną przygodę, zagadki naukowe i dużo napięcia, ale jednocześnie jest napisana lekko i bardzo wciągająco. To historia o przetrwaniu, pomysłowości i mierzeniu się z czymś znacznie większym od siebie.


Najbardziej przypadł mi do gustu naukowy tok myślenia głównego bohatera i jego metodyczne i algorytmiczne rozwiązywanie problemów. Sama historia nie jest też pozbawiona ładunku emocjonalnego. Moim zdaniem idealny miks surowej nauki i człowieczeństwa.


No i niedługo wchodzi ekranizacja do kin


#bookmeter #ksiazki

132c858c-d584-43f4-a3db-c346ed5e48b2

Po zobaczeniu pierwszego trailera filmu stwierdziłem że sprawdzę książkę, skończyłem ją w 2 dni dawno mnie tak literatura nie wciągnęła, świetny tytuł


PHM ma fantastyczny pomysł na fabułę, pewien kamyczek też dodaje tu kolorytu, a wyjaśnienia pewnych rozwiązań problemów są rzadkością w innych książkach. Ja miałem problem z całą resztą. Postaci nie tyle, że są płaskie, bo one po prostu są. To chodzący, dokładnie jeden stereotyp, bez osobowości (poza dwiema głównymi postaciami). Większość dialogów jest nie tyle słaba, co absolutnie tragiczna, co często jest efektem płaskich postaci i autora, który wszystko pisze na jedną modłę. Dlatego pewnie Marsjanin był dla mnie tak dobry, bo tam dialogów prawie nie ma i trudno się na tym potknąć.


Nie wspominając o tym, jak przekokszony jest Ryland. To chodzący ideał, któremu nawet jak coś się nie udaje, to nie w wyniku jego słabości. On zna się praktycznie na wszystkim i wie niemal wszystko, czego potrzebuje, a jedynym sposobem by tego nie wiedział, jest amnezja po wybudzeniu.


Nie twierdzę, że to zła książka, ale w mojej ocenie mocno przehajpowana. Pewne sceny sprawiają, że robi się ciepło na serduszku, ale to nie sprawia, że cała reszta słabości znika. Jak ktoś czytał to wystarczy sobie przypomnieć dialogi podczas treningu pewnej pary, bo to chyba krem de la krem krindżu.


Nie piszę tego, żeby jechać po ludziach co to lubią, bo każdy ma swoje gusta. Po prostu zostawiam swoje 3 grosze. U mnie jest 10/10 za naukę, ogólną fabułę i pomysł, a 1/10 za postaci, dialogi i Rylanda.

Zaloguj się aby komentować

412 + 1 = 413


Tytuł: Columbine. Masakra w amerykańskim liceum

Autor: Dave Cullen

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: e-book

ISBN: 9788367324472

Ocena: 9/10


To pierwsza książka, po którą sięgnąłem, nie czytając od dawna. Muszę powiedzieć, nie żałuję.


Jest to wielowymiarowy opis jednej z pierwszych strzelanin szkolnych w USA - tak wielowymiarowy, że poznajemy nawet opinię lokalnej społeczności, początkowo wspierającej, a później znużonej. Poznajemy jednak przede wszystkim Erica, Dylana i ich najbliższe otoczenie i to bardzo dogłębnie.


Autor stara się przedstawić swoją hipotezę na to, co się stało. Nie wiem, czy ma rację - tego niestety się nie dowie już nikt, natomiast wiem, że cała konkluzja jest logiczna i rzeczowa, zaś historia przedstawiona bardzo dobrze.


Czy to jest mistrzostwo literatury faktu? Nie wiem, dlatego wahałem się między 8 a 9. Ale czyta się z zaciekawieniem, mimo że przez konstrukcję książki każdy już wie, co się stanie na koniec. Ale ten koniec i tak porusza.


A i chciałem podziękować pięknie społeczności Hejto za zmotywowanie do powrotu do czytania. Jak to było na jednym plakacie "Czytanie jest jak Counter-Strike. Musicie tylko Państwo zacząć". Warto było i cieszę się, że się udało mi wrócić do tego wspaniałego hobby.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto

de38289d-dc0c-401f-8cac-24b9d92bab69

Zaloguj się aby komentować

411 + 1 = 412


Tytuł: Ostatni gasi światło. Przypowieści o transformacji

Autor: Marta Madejska

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: książka papierowa

Liczba stron: 312

Ocena: 6/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5209691/ostatni-gasi-swiatlo-przypowiesc-o-transformacji


Zmiana władzy, prywatyzacja, galopująca inflacja — to początek lat 90. w Polsce, czyli okres transformacji ustrojowej. Czas na tyle dziwny i przełomowy, że wciąż pisze się o nim kolejne książki. W tym i tę.

Podejść do książki o najntisach można na kilka sposobów: pisać depresyjnie o tym, co się nie udało; pisać radośnie o tym, co się udało; pisać z tęsknotą o tym, co się utraciło; pisać z rozrzewnieniem o tym, czego się doświadczyło.


Pomysł autorki na tę książkę był następujący: opowiedzieć niemal o wszystkim i zmieścić się w 300 stronach, 2/3 poświęcając na upadające zakłady przemysłowe.

I trochę czuć to, że w pewnym momencie koncepcja na tę książkę uległa zmianie: bo sama opowieść o zamykanych zakładach pracy i ludziach, którzy zostali na lodzie w miejscowościach skupionych wokół fabryk to trochę za mało. Ta część opowieści jest dość sucha. Zakłady padały jeden po drugim. Pracownicy tracili pracę. Dzieci chodziły niedożywione.

A jednak brak w pisaniu o tych tragediach jakiejś emocji. Być może wynika to z charakterystyki tonu autorki, nieco zbyt reporterskim, zbyt kancelaryjnym.


Dużo ciekawszy fragment dotyczy problemów związanych z archiwami po tych zakładach. Pewnie wynika to z dodatkowego zajęcia autorki, bowiem jak wynika z blurba, jest archiwistką społeczną i ratowanie dokumentów to jej pasja. Tu czujemy jakieś emocje, autorka wprowadza nas w świat ocalonych teczek osobowych.


Mamy obowiązkową dyskusję na temat prawa aborcyjnego, podziału miasto/wieś, architektury i urbanistyki, znikającego transportu PKS, postępującej suszy — wszystko to, co powinno się znaleźć w poważnym reportażu o transformacji. A jednak brakuje tu czegoś. Jakiejś duszy. Czegoś, co sprawi, że te lata 90. nam się w tej książce zmaterializują, że wrócą do nas na chwilę. Tylko na czas tej lektury. Tego tu nie odczułam.


Prywatny licznik: 13/52

W czytelniczym bingo jest to natomiast świeżaczek — książka wydana po 2025.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #czytelniczebingo

a0ae011b-bc2a-4f4e-934d-9f0d20b9bd74
9a163448-cde9-487b-a8a4-ca0561305637
Wrzoo userbar

@Wrzoo tak poza tematem, to takie krzesła, jak te z okładki, tylko palowane na nijako-brązowy były na początku lat 90. w sali geografii w mojej podstawówce.

@Wrzoo im więcej czytam reportaży wydawanych przez Czarne na jakieś polskie tematy ("Głośnik w głowie", Żeby umarło przede mną", "Wszyscy jesteśmy cyborgami", "Dziury w ziemi", "Urobieni", "Zapaść") mają ten sam schemat - wszystko jest złe, niedofinansowane, kiedyś było dobrze, jakoś pieniądze były, teraz każdy jest wrogi, znikąd pomocy, wojewoda się nie interesuje, biurokracja blokuje rozwiązania.

Czekam na wydanie nowej książki Szymaniaka, ale jak go śledzę w social mediach, to znów szykuje się straszenie, a nie coś obiektywnego.

Zaloguj się aby komentować

Cytat na dziś:


Synowie pustyni zerkali podejrzliwie znad swoich filiżanek wielkości naparstków i zastanawiali się, czy nie przesadzili z orakhem. Czy wszyscy widzą to samo? Czy wygłoszenie uwagi na ten temat nie okaże się głupotą? Trzeba pamiętać o takich sprawach, jeśli człowiek nie chce stracić reputacji syna pustyni o stalowym spojrzeniu. Wyciągnięcie drżącego palca i zawołanie: „Patrzcie, jakaś skrzynia weszła tu na setkach małych nóżek! To niesamowite!" dowodziłoby niewybaczalnego, potencjalnie tragicznego w skutkach braku męskiego opanowania.


Terry Pratchett, Czarodzicielstwo


#uuk

Zaloguj się aby komentować

414 + 1 = 415


Tytuł: Rozjemca

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: e-book

Liczba stron: 632

Ocena: 8/10


Miałem pewne wątpliwości ruszając z tym tytułem, bo Sanderson zawiódł mnie poprzednia książką. Niepotrzebnie się martwiłem. Bardzo przyjemnie zaprezentowana część Cosmere, pojawia się też jedna z postaci i jedna z "postaci" z innej pozycji, poznajemy więc kolejną część świata-układanki.


Fabuła bardzo przyjemnie utworzona, z nieprzewidywalnymi zwrotami akcji: nigdy nie można powiedzieć "o, to już wiem wszystko". Praktycznie do końca okazuje się, że jednak kolejnego czegoś nie wiedzieliśmy.


Admini, dajcie te spoilery, kuźwa, na co komu powiadomienia jak nie można nic o książce napisać poza ogólnikami!


#bookmeter #sciencefiction #brandonsanderson

02d6ee77-3c8f-43d2-92e2-4d3a280b019c
Statyczny_Stefek userbar

Zaloguj się aby komentować

404 + 1 = 405


Tytuł: Mówca Umarłych

Autor: Orson Scott Card

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: e-book

ISBN: 9788376483443

Liczba stron: 374

Ocena: 9/10

Prywatny licznik: 7/30


Druga część sagi Endera. Moim zdaniem lepsza, niż pierwsza. Z perspektywy czasu, pierwszej części dałabym 8/10 (oceniłam na 9/10).

Czuć, że jest to już bardziej dojrzalsza pozycja. Główny wątek jest wokół poznawania nowej rasy na innej planecie oraz tajemnicą z nimi związanych. Dochodzi kilka wątków natury psychologicznej postaci. Też mała otoczka polityczna się tworzy.

Na początku było mi trochę ciężko się rozeznać w postaciach, na start jest ich sporo do poznania.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki

8cdafb5f-c183-420f-90dd-386f18bf0fb3

Zaloguj się aby komentować

Do sprzedaży trafiła książka Michała Gulczyńskiego "Mężczyźni. O nierówności płci". 528 stron, ok. 35 zł.

---

Wcześniej zaczynają pracę, ale później przechodzą na emeryturę. Wcześniej kończą edukację. Wcześniej umierają. Częściej ulegają wypadkom i wykonują najcięższe, najmniej bezpieczne zawody. Pięciokrotnie częściej odbierają sobie życie. Częściej są bezdomni. Nie mówią o swoich problemach, bo boją się oskarżeń: o mizoginię, słabość albo „brak męskości”.

Żyjemy w czasie, gdy tradycyjne role płciowe tracą swoją jednoznaczność. Kobiecość i męskość przestają być z góry określonymi zestawami oczekiwań. To moment, w którym – obok dyskusji o emancypacji kobiet – warto zobaczyć również te nierówności, które dotyczą mężczyzn. Nierówności często tak oczywiste, że wydają się naturalne lub niewidzialne.

Dr Michał Gulczyński, współzałożyciel Stowarzyszenia na Rzecz Chłopców i Mężczyzn i autor głośnego raportu Przemilczane nierówności. O problemach mężczyzn w Polsce, pokazuje społeczeństwo z innej perspektywy. Pisze o nierównościach w edukacji, dostępie do opieki zdrowotnej i wymiarze sprawiedliwości, o alienacji rodzicielskiej i stereotypach męskości utrwalanych przez media.

To książka, która nie szuka winnych, lecz zrozumienia. I odwagi, by mówić o tym, o czym dotąd milczano.

#ksiazki #dyskryminacjamezczyzn #nowosciksiazkowe

89c79ede-f502-4087-8fcf-90d13d06772e

@JapyczStasiek

Ilość cywilizacji, religii, kultur, narodów, krajów, założonych przez mężczyzn: wszystkie

Ilość cywilizacji, religii, kultur, narodów, krajów, założonych przez kobiety: 0


4... 3... 2... 1...

6cda97a7-f982-411b-a2dd-3fa15c86d670

Zaloguj się aby komentować

380 + 1 = 381


Tytuł: Wyjarzmiona

Autor: Renata Bożek

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Marginesy

Format: książka papierowa

Liczba stron: 352

Ocena: 6/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5185077/wyjarzmiona


Chłopomania plus powieść łotrzykowska? Przecież tego nie da się popsuć. To musi być genialne. Prawda? Prawda...?


Mamy lata 30. XIX wieku. Rozalia żyje na lubelskiej wsi. W chwili, gdy ją poznajemy, jest dzieckiem, które przemierza pobliski las i obserwuje śmierć młodego panicza na bagnie. Obserwuje też wiele innych śmierci. Do części się przyczynia.

Rozalia, naturalnie, nie chce pozostać na wsi — brud, choroby, brak perspektyw skutecznie ją odstraszają. Zwłaszcza że liznęła trochę lepszego świata, gdy przez krótki czas towarzyszyła małej dziedziczce jako dziewczynka do towarzystwa. W swych dążeniach do poprawy losu kieruje się nienawiścią do wielu osób, które stanęły na jej drodze — w tym do tajemniczego hrabiego Starka, i pragnieniem zemsty.


...To tyle, jeśli chodzi o zamysł, bo książka ta ma sporo wad. Przede wszystkim nie spełnia swoich obietnic z okładki, co najbardziej mnie irytuje. Pod tytułem znajdujemy dopisek: "Czyli historia biednej dziewczyny ze wsi przez nią samą opowiedziana", co jest jawnym kłamstwem, bo przez 99,999% książki narrator jest trzecioosobowy. Blurb na tyle okładki obiecuje też formę podobną do "Hrabiego Monte Christo": że poznajemy początek losów bohaterki, po czym przeskakujemy parę lat do przodu i retrospektywnie dowiadujemy się, w jaki sposób toczyły się jej losy oraz jak znalazła się w miejscu, w którym jest — już jako bogata kobieta szukająca zemsty. A tak nie jest, bo fabuła jest niemal całkowicie liniowa.


To, co chyba irytowało mnie najbardziej, to próby stylizowania języka na gwarę lubelską. Kurczę, sporą część życia spędziłam na lubelszczyźnie, i... to nie tak ludzie tam gadają. Dużo tu mazurzenia. Ale co ja się tam znam. Ta gwara jednak utrudnia czytanie przez znaczną część książki, jako że również narrator nią mówi. Jeszcze bardziej irytujące są nieustanne "poprawki". gdy narrator w pewnym momencie zaczyna mówić coś w stylu: "ciosnek, tfu, czosnek", poprawiając się po losowych słowach. Okej, taki zabieg jest w porządku przez pierwszych kilka stron, ale towarzyszy nam niemal przez całą książkę. Do tego często musimy się domyślać, o co chodzi narratorowi i bohaterce, bo część wątków i sytuacji nie jest opowiedziana wprost.


I tak, zamiast skupić się na przyjemności czytania i losach bohaterki, mamy trochę nie wiadomo co napisane trochę nie wiadomo jak o nie wiadomo czym. I, jak to często bywa w takich przypadkach, końcówka napisana na odwal się.


Książka przyda się natomiast w ramach #czytelniczebingo, by zapełnić okienko "Nietypowy system magii lub technologia", bo mamy tu wielokrotne nietypowe czarowanie przy pomocy kołtunów i wierszyka po angielsku, którego nauczyła się główna bohaterka. Naciągane, ale skorzystam.


Prywatny licznik: 12/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto

6989d88a-bfcc-4894-90fe-e17ed2a08e6b
2929901b-4131-4b40-aab4-8a834f1df6b8
Wrzoo userbar

@Wrzoo

W swych dążeniach do poprawy losu kieruje się nienawiścią do wielu osób, które stanęły na jej drodze — w tym do tajemniczego hrabiego Starka, i pragnieniem zemsty.


Powinna przejść na służbę do Lannisterów, mają wspólnego wroga ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Zaloguj się aby komentować

496 + 1 = 497

Tytuł: Inwazja uzdrawiaczy ciał

Autor: Matthew Hongoltz-Hetling

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: e-book

ISBN: 978-83-8396-024-1

Liczba stron: 360

Ocena: 7/10


Książka opowiada o medycynie alternatywnej i kilku twórcach najbardziej odjechanych teorii.


Była żona mojego wujka po rozwodzie związała się z mężczyzną, który wierzył, że pochodzi z Andromedy i potrafi uzdrawiać używając mocy Andromedan przekazywanej mu telepatycznie, stąd też gdy czytałam tę książkę pewne rzeczy były mi jakby znajome


Autor pokazuje historie osób odrzucających medycynę konwencjonalną na rzecz terapii takich jak leczenie wybielaczem (lekarstwo wprost z kosmosu), modlitwą czy pijawkami.

Opowiadając o altmedzie, stara się dowiedzieć co doprowadziło Amerykanów do tak powszechnego odrzucenia tradycyjnej medycyny i zwrócenia się w stronę uniwersalnych remediów.


To książka napisana lekko i zabawnie, przez co kontrast z tym co opisuje wywołuje ciarki na plecach.


Polecam!


#bookmeter #ksiazki

efe25ed6-8afc-46eb-a480-029017125835

Pamiętam, jak w latach 90. był w Polsce wybuch fascynacji new age, UFO i podobnymi rzeczami. Wtedy też pojawiały się różne publikacje o leczeniu energią itd. Mój ojciec miał księgarnię i pamiętam książkę, która z tyłu okładki nadrukowaną miała dłoń. Jak się przyłożyło swoją dłoń do tej wydrukowanej, to wydzielać się miała lecznicza energia. Niezły mindfuck. Znam też dziewczynę, która wierzy, że księżyc i słońce wydzielają energię i mają realny wpływ na nasze życie. Generalnie do czasu, gdy taka osoba nie szkodzi innym i ni próbuje im wmawiać, ze to w co wierzy jest prawdą, to nie mam z tym żadnego problemu. Ot, dziwactwo, Gorzej, gdy ktoś taki np. nie podje lekarstw swoim dzieciom albo nie pozwala na chemioterapię, gdy ktoś z rodziny ma nowotwór.

Zaloguj się aby komentować

478 + 1 = 479


Tytuł: Droga królów

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy

Wydawnictwo: Wydawnictwo Mag

Format: e-book

ISBN: 978-83-66409-67-5

Liczba stron: 1136

Ocena: 8/10


Potężna objętościowo książka stworzona przez Brandona Sandersona, jest naprawdę solidnym dziełem fantasy. Świat przedstawiony jest kompletny, spójny i jakże dziwny i odmienny od spotykanych w innych książkach. Zarówno zamieszkujące go rasy ludzi, potwory, fauna, flora, jak i kultura i systemy magii - wszystko to jest dosyć specyficzne i trzeba się do tego przyzwyczaić. Autor nie ułatwia tego zadania, bo wiele rzeczy, które są używane często w książce są wytłumaczone pod jej koniec, albo wcale i można się jedynie domyślać o co w tym wszystkim chodzi.


Zarówno przez objętość książki, jak i inność świata przedstawionego, ciężko było mi się początkowo w nią wciągnąć. Zazwyczaj czytając pierwsze 100 - 150 stron oceniam książkę czy jest dla mnie i podejmuję decyzję czy czytać ją dalej. W tym przypadku po 150 stronach byłem zagubiony w tym dziwnym świecie i początkowe skakanie autora po wątkach co 20 stron, wcale nie ułatwiało sprawy. Prawdę powiedziawszy, to gdyby nie sekta Świadków Jeho... Burzowego Światła z @Dziwen na czele, to pewnie na tym etapie podjąłbym decyzję o nie przeczytaniu jej. Byłoby to błędem, bo suma sumarum, wciągnąłem się w przygody Kaladina. A stoicka postawa Dalinara Kholina trochę wynagrodziła mi trudy wciągnięcia się w ten świat.


Ogólnie jest to dobra książka, choć moim zdaniem jest za długa. Jej objętość mnie przeraziła i niestety jest w niej trochę dłużyzn i nie ma zbyt wiele akcji. Pod koniec trochę się rozkręca i końcówka jest w miarę satysfakcjonująca i ciekawa, ale było to jakieś 200 - 250 stron z 1572 na Legimi. Podobna ilość stron na początku książki była potrzebna, żebym się mniej więcej połapał o co w tym wszystkim chodzi. Jeśli, więc ktoś lubi długie książki, to polecam!


#bookmeter #dwanascieksiazek

401e2f27-080d-4a62-a498-36d773b37fe8

Zaloguj się aby komentować

409 + 1 = 410


Tytuł: Fizjologiczne podstawy wysiłku fizycznego

Autor: Jan Górski

Kategoria: inne, sport, medycyna

Wydawnictwo: PZWL Wydawnictwo Lekarskie

Format: e-book

ISBN: 8320026962

Liczba stron: 554

Ocena: 7/10


Prywatny licznik: 8/10


Trochę usystematyzowałam wiedzę w zakresie fizjologii lecz czuć że wydanie ma już dobre ponad 20 lat. Nie mniej na załapanie podstaw ok.


#bookmeter #ksiazki

b94a0f2f-b195-456b-be06-7c117c67caaf

Zaloguj się aby komentować

369 + 1 = 370


Tytuł: Diablo. Królestwo Cienia

Autor: Richard A. Knaak

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: ISA

Format: książka papierowa

Liczba stron: 320

Ocena: 10/10


Oto moja ulubiona część z pierwszej serii Diablo!

Przeczytana dopiero trzeci raz, ale wiem że będą i kolejne.

Cenię tą książkę między innymi za postać nekromanty Zayla wraz z jego wiernym przyjacielem Humbartem, gadającą czaszką.

Wyznawca Rathmy, mimo braku sympatii ze strony społeczeństwa, jest tu postacią absolutnie protagonistyczną. Jego misją jest dbanie o równowagę świata, oraz walka z Piekielną Trójcą.

Humbart, mimo bycia zaledwie niekompletną czaszką, zdecydowanie ma gadane, dopisuje mu humor, przy okazji wykrywa czary, których nie jest w stanie zauważyć zwykły czarodziej.

Ich piekielnie dobry duet sprawił że fani po wydaniu trzeciej części tej trylogii, doprosili się dodatkowego tomu, kontynuacji przygód Zayla i Humbarta ❤️

Królestwo Cienia to zaginione przed laty miasto Ureh, które według legendy doświadczyło wstąpienia do Wysokich Niebios. Dobroć i szlachetność mieszkańców znana była na całym świecie. Nic więc dziwnego, że zostało wybrane przez samego Archanioła.

Co dwa tysiące lat, kiedy gwiazdy układają się według wzorca, miasto może się odrodzić, wraz z niesamowitymi bogactwami i wiedzą wykraczającą ponad wszystko co znane.

Vizjerei Tsin wraz najemnikiem Kentrilem i jego ludźmi, trafiają do ruin Ureh w momencie idealnym. Żądni bogactw i wiedzy, są świadkami ponownego odrodzenia miasta. Jednakże nic tutaj nie jest takie na jakie wygląda.


#bookmeter

ed45c576-02a5-4c5b-afb1-290ff1324080

Zaloguj się aby komentować

373 + 1 = 374


Tytuł: Cała prawda o planecie Ksi

Autor: Janusz A. Zajdel

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: superNOWA

Format: e-book

ISBN: 9788375781755

Liczba stron: 271

Ocena: 8/10


Gdy słyszę o planach kolonizacji Marsa czy innej, bardziej przyjaznej dla człowieka planety, zastanawiam się, co to da, skoro prędzej czy później ludzkość doprowadzi do tego samego, co na Ziemi. Ludzie musieliby się diametralnie zmienić, ale czy jest to w ogóle możliwe?


Podobny problem na tapet wziął Zajdel. Wśród kolonistów znaleźli się zwolennicy utworzenia nowego porządku. Ich idee wydają się słuszne - chęć stworzenia społeczeństwa, w którym każdy jest równy. Brzmi wspaniale, prawda?


Szkoda tylko, że już na samym początku popełnili ten sam błąd, co zawsze. Zachciało im się władzy i życia w luksusach, gdy pozostałym kolonistom dali ochłapy. Tłumaczyli to tymczasowym rozwiązaniem, ale wiadomo, jak to jest. Trudno pozbyć się wrażenia, że Zajdel w ten sposób skrytykował komunizm i PRL.


Jednocześnie przeraża, z jaką łatwością udało się im zaprowadzić nowy porządek. Przedstawili fałszywą wersję historii, pozbywając się tych, którzy chcieli ją sprostować. Wystarczyły dwa pokolenia, by wnuki pierwszych kolonistów znienawidziły Ziemię, o której słyszały same okropieństwa. Brak możliwości przekonania się, jak jest naprawdę, na pewno nie pomaga.


Trochę jak z obywatelami współczesnej Rosji, którzy może i żyją w beznadziejnych warunkach, ale przynajmniej według władzy nie dzieją się u nich tak okropne rzeczy, jak na Zgniłym Zachodzie.


Rewelacyjna powieść.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #fantastyka #sciencefiction #polskafantastyka

11cb0f69-1f96-47a2-bc01-4c24a0bdee86

Dobre książki sci fi umieją w to: mianowicie że zmienia się scenografia i otoczenie ale natura ludzka i konsekwencje tego dalej te same

Zaloguj się aby komentować