Futurystyczny Nowy Jork. Korben Dallas, były komandos pracujący jako taksiarz, wplątuje się w kosmiczną walkę dobra ze złem gdy do jego taksówki wpada atrakcyjna kosmitka Leeloo.
Świetne efekty specjalne, scenografia i kostiumy. Ależ ten film musiał za⁎⁎⁎⁎ście wyglądać w kinie.
Złota Malina dla Milli Jovovich to pomyłka. Całkiem nieźle odegrała rolę kosmitki uczącej się żyć wśród ludzi, większość zgrzytów w jej kreacji to kwestia pędzącego scenariusza, a nie złej gry aktorskiej.
Obejrzałam 46 filmów. Robiłam notatki, niestety żadnego sztosu (czyli 10/10) nie uraczyłam. Za to sporo kanowskich rzeczy jak nowego Farhadiego, Dhonta czy Almdodovara.
Z polskich filmów tylko jeden. I akurat nie ten Smoczyńskiej.
Odkryłam Ulrike Ottinger (co prawda widziałam tylko 2 filmy, ale za to jakie!), znaczy odkryłam - widziałam program i miałam zapisane jej filmy. Przy jej filmografii to Jodorovsky to king od spójnej fabuły! Będę kontynuować w przyszłości przygody z filmami tej pani.
Widziałam "Historie równoległe" czy "Josephine".
Widziałam jeden za⁎⁎⁎⁎sty horror z przekazem i masę ujowych horrorów. Widziałam meksykański pierwowzór "Kła" Lanhimosa.
To ten moment, że jeszcze nie chce mi się spisywać osobno na każdy film notatek, ale też ten moment, że z chęcią coś opowiem, jeśli ktoś zainteresowany - jeśli nie, to od jutra postaram się wrzucać te obejrzane filmy na filmmetera
Film doskonale pokazuje, jak obsesja i niezdrowa ambicja, niszczy tożsamość oraz zdrowy rozsądek. Dla chwili sławy obydwaj bohaterowie są w stanie poświecic rodzine, milosc i czlowieczenstwo.
Powinnam iść po kolei, ale aż tuptam pazurami i macham skrzydłami by napisać już Wam teraz o Kurze.
Możliwe, że spoilery dalej.
Życie kury od jej urodzenia na fermie kur. Udaje jej się uciec i obserwujemy jej perypetie. Najpierw ma tracić do gara jako główny składnik zupy, ale ucieka przed feralnym losem. Jednak na wolności problemy tylko się piętrzą - zdesperowany lis nie cofnie się przed drzwiami sklepu, byle pochwycić swoją ofiarę, niedoczekane twoje, lisie!
Nasza kurza odyseja trwa więc dalej.
W końcu trafia do pewnego domu i kurnika. Tam rozpoczyna się cykl: kura, kogut, jajko. Ale nauczona ucieczki znów co chwilę ucieka, a jednak wciąż tam wraca.
Z kurzej perspektywy dane nam będzie zaopatrzyć się w obserwację ludzkiego świata, jakże niedoskonałego, ale Kura jako prawie niewidzialny świadek jest idealny (cudna jest scena, gdy Kura przypadkiem wlezie do domu i zobaczy jak dzieci oglądają dokument o tyranozaurach). Ale ostatecznie najważniejsze dla Kury jest jej kurze życie, ruchanko z kogutem, wyciskanie jajek i systematyczne ucieczki z kurnika, ma we we krwi już odysejowatość, ten tytułowy drób.
Możemy się domyślać, że marzy jej się kurze macierzyństwo i kiedy w końcu ludzie opuszczą to miejsce, kurka spełni się w swoim marzeniu. Koniec.
Ten film sprawił to, że miałam ochotę tuptać jak ta kura i robić tak dźwiękowo "kooo kookokokokokokokokooooo kokokokokokokooooooo".
To taki film, po którym sama stajesz się trochę kurą.
Sam reżyser wspominał, że miał pomysł na ten film już od jakiegoś czasu, ale kolo z Polski nakręcił film o osiołku (IO).
IO jest dziwaczny i czasem bywa smutny, albo jest smutny, natomiast Kura wprowadza sporo humoru - jej obawa o przetrwanie oblecze w empatię niejednego widza.
Jedno jest pewne - na zgliszczach ludzkości rodzą się wolne kurczaki.
Ko-ko-ko!
PS. Ciekawostka: tytułowa Kura była grana przez osiem prawdziwych węgierskich kur o imionach Eszti, Szandi, Feri, Enci, Eti, Enikő, Nóra i Anett.
Niepopularna opinia ale mi się osobiście nie podobał aż tak bardzo. Ale ja ogólnie nie jestem jakimś dużym fanem filmów Hayao Miyazakiego. Głównie dlatego, że raczej nie lubię tego typu animowanych bajek dla dzieci i np. za filmami Disneya też nigdy nie przepadałem poza paroma wyjątkami xD.
Jest i pierwsza "dziewiątka" tego festiwalu i chyba mój najlepszy seans - przynajmniej tak go uznaję na teraz.
Opowieść o kobiecie, która przez prawie całe życie udaje mężczyznę. Mamy początek XVII wiek. Róża wraca z wojaczki i obejmuje ziemię. Na początku jest traktowana z niechęcią i podejrzeniem, ale zyskuje akceptację społeczności, gdy ratuje ludzi i zabija niedźwiedzia. Bierze też córkę sąsiada za żonę i ona rodzi mu dziecko, oczywiście nie swoje (to nie czary-mary, tylko dramat historyczny).
Jego/jej żona ostatecznie odkrywa prawdę, ale postanawiają wytrwać w tym razem. Niestety jest jeszcze jeden świadek, który pogrąża obie kobiety, mające pomysł na spokojne życie.
To wspaniała opowieść o byciu obcym - ale też o dostosowaniu się i akceptacji społeczeństwa. Praca u Róży daje dobre warunki i dobrą kasę, bo Róża świetnie i szybko sobie radzi z jałowym gospodarstwem, które pod jej ręką rozkwita.
Jej przeobrażenie w mężczyznę jest wręcz perfekcyjnie - była żołnierzem (o czym świadczy paskudna blizna na jej twarzy i kula, która rozorała jej lico), zabija na pewniaka niedźwiedzia, który poturbował wielu mężczyzn, płodzi dzieciaka, zajmuje się swoją ziemią dobrze jak mało, jest idealnym, choć czasem surowym gospodarzem.
A jednak gdy sprawa wyjdzie na jaw - społeczność zrywa z ustalonym porządkiem - sam fakt oszustwa może boleć - ale nie łudzimy się, że gdyby nie to, że Róża całe dorosłe życie udaje faceta to nie udało by się jej osiągnąć tylu rzeczy.
Jedyną sojuszniczką w tym życiu, z którą Róża pozwala sobie na bliskość i szczerość jest właśnie jej żona, która jako pierwsza dowiaduje się prawdy. Ale obie dochodzą do porozumienia - oto mogą sobie żyć wolne od facetów i robić co chcą, bo w czasie choroby żona Róży zajmowała się gospodarstwem równie dobrze, w końcu przypatrywała się często "mężowi" w jego poczynaniach.
Rola Sandry Hüller to yebane mistrzostwo świata! Dla mnie to na razie najlepsza aktorka na ten moment. I jest na fali, jak widać. Choćby dla jej aktorskiego sztosiwa warto zobaczyć ten film.
Ekscentryczny pierdyliarder tworzy na prywatnej wyspie rezerwat zmutowanych dinozaurów, co może pójść nie tak ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Po 33 latach od premiery, efekty specjalne nadal lepsze niż w większości dzisiejszych filmów robionych w całości na greenscreenie. Ale fabuła typowo pod dzieci, jak się ogląda będąc dorosłym, to już nie to samo.
@Telezajaczek to mój comfort movie, jak nie mam pojęcia co chce obejrzeć wieczorem a mam jakieś dobre jedzonko, do odpalam po raz pierdyliardowy jurassic park
Film tak męski, że aż dziw, że go dwóch chłopów nie robiło. Zapraszam na #piechuroglada
---------
Tytuł: 300
Rok produkcji: 2006
Reżyseria: Zack Snyder
Kategoria: #akcja #fantasy
Czas trwania: 117 min
Moja ocena: 8/10
Król Leonidas gromadzi zastęp 300 najlepszych wojowników Sparty, aby odeprzeć nadciągający atak perskiej armii dowodzonej przez Kserksesa.
Film, do którego człowiek nadmiernie wrażliwy mógłby się przyczepić na wielu płaszczyznach: gloryfikacja przemocy, przerysowane przedstawienie ludów bliskiego wschodu, propaganda doskonałych (męskich) sylwetek w kontraście do karykaturalnie wyglądających ciał postaci fizycznie upośledzonych, a także homeopatyczna liczba ról kobiecych (w sumie są tylko dwie, z czego jedna podejmuje jakieś decyzje). Można wybierać garściami i oburzać się w imieniu różnych grup. I wiecie co? Mam to w d⁎⁎ie. Świetne widowisko, fantastyczna zabawa, wiele niesamowicie ciekawych ujęć i scen, które zapadają w pamięć, i z których kilka na stałe zagościło w popkulturze. Snyder dobrze się spisuje, gdy pracuje nad mocno wizualnym materiałem źródłowym, którym w tym przypadku był komiks, z którego różne kadry zostały przeniesione na ekran praktycznie jeden do jednego. Jesteśmy świadkami niesamowitej opowieści mającej zagrzać do walki wojowników przed decydującą bitwą z wrogą armią, i jest to opowieść fantastyczna. Film jest długi, bo Snyder uwielbia spowolnione tempo, ale moim zdaniem pasowało ono tutaj jak ulał i nie sprawiło, żeby seans się dłużył. Polecam do obejrzenia tym, którzy lubią mocno wizualne, stylizowane produkcje w stylu Sin City lub Mad Max: Fury Road.
P.S. Hot take: Fassbender był w tym filmie do bani i sceny z nim psuły mi odbiór.
Bardzo mi się podoba to, że widać że film to adaptacja komiksu, bardzo mi się podobał też ten efekt w jednym z moich ulubionych filmów czyli V jak Vendetta
Krótka recenzja: fajny film przygodowo-dramatyczny, przeciętna adaptacja oryginału.
Odyseja to epicka powieść, pełna fantastycznych mitycznych stworów: giganci, cyklop, syreny czy morskie potwory.
Nolan słynie z „uczłowieczania” i „urealistyczniania” swoich adaptacji, stąd Bane w „Mroczny Rycerz Powraca” bardziej przypominał człowieka niż nasterydowany mutant z komiksów.
Stąd zapewne spora oszczędność jeśli chodzi o przedstawienie Syren, Harybdy (a w zasadzie jej braku) czy Gigantów (scena i kreacja samych Gigantów moim zdaniem były najsłabsze w całym filmie) i skupienie się na ludzkim dramacie, niż kinie fantastycznym.
Natomiast dwa przemyślenia:
1. Nolan to cwaniak i mistrz marketingu. Czarna Helena wywołała masowy trzask pękających dup w światowym Internecie. Przysporzyło to filmowi sporo rozgłosu i popularności na długo przed premierą. „Wyciekły” nawet zdjęcia z planu, gdzie jakieś zabiedzone czarne szkaradztwo siedzi nad rzeką w jasnej sukience.
Nie wiem skąd był ten fotos, ale na pewno nie z Odysei. Helena w tej adaptacji występuje łącznie na ekranie kilkadziesiąt sekund i mówi 2-3 zdania. To nie jest film o niej. Jej postać jest zupełnie nieistotna, nie nadająca nawet najmniejszego toku całej opowieści. Jest tam jedynie przez kurtuazję, jako zupełnie nieistotne tło niezbyt istotnej rozmowy z Menelaosem.
A sama kreacja i kostium Heleny przez te kilkadziesiąt sekund były całkiem fajne. I aktorka w tej kreacji nie najbrzydsza.
2. Nolan to cwaniak i mistrz marketingu part 2 ;) Film promowany gwiazdorską obsadą. Rzeczywiście, sporo znanych twarzy się tam pojawiło. Duża część z nich powiedziała 3 zdania i 2 razy pokiwała głową ;)
Zendaya w roli Ateny swoje sceny nakręciła prawdopodobnie między poranną kawą a brunchem.
Jej udział w promocji filmu podczas wielu konferencji prasowych na całym świecie to świetnych chwyt marketingowy, ale oszustwo większe niż zwiastuny filmowe :)
Czy film mi się podobał? Tak, ale nie jest to adaptacja sensu stricte. To raczej historia o dramacie człowieka osadzony na tle powieści. Czyli coś, czego można się było po filmie Nolana niejako spodziewać.
Czy obejrzę go jeszcze raz? Zapewne nie.
Czy jest w moim top 3 Nolana? Nie
Czy warto? Warto, choć nie jestem pewien czy to dzieło na miarę IMAXa
Książę Adam musi uciekać z mieczem mocy z Eternii. Wraca tam po wielu latach, jako już dorosły człowiek (który ostatnie 15 lat spędził na Ziemi). Z chuderlaka zrobił się mężczyzna, ale taki trochę oklapły - zwykły biurowiec i lekki nieudacznik. Z tym, że tęsknota za ojczystą planetą jest duża - Adam w końcu odnajduje miecz i wraca do swojej krainy.
A tam zmiany, zmiany, zmiany!
Szkieletor rządzi całą krainą i szuka miecza mocy, który jest w posiadaniu Adama.
Ludzie pisali, że jest dużo humoru, no jest. Ale mi to nie przeszkadzało - to typowy hamburgerowy akcyjniak. Tu przynajmniej wszystko jest z polotem. Ogląda się szybko, mimo że film trwa ponad 2h, jest sporo akcji. Wszystko się kręci. Dla mnie udany seans, na moc posępnego czerepu!
PS. A teraz wybywam na festiwal, więc z kolejną porcją filmową wrócę za 1,5 tygodnia. Wasz Szkieletor.
Widziałem, bo recenzenci się zachwycali. Ale imho to jest gniot - poza fajnymi kostiumami i nienajgorszym CGI, to scenariusz i bohaterowie są tragiczni. Lubię głupie, hollywoodzkie produkcje i nastawiłem się na lekki popcorniak, a mega się wymęczyłem, strasznie rozwleczony i wykastrowany film. Chwilę wcześniej obejrzałem MK2, który przy nim jest arcydziełem :)
Wisconsin, lata 80. XIX wieku, czyli Dziki Zachód.
Szeryf i pastor równocześnie zanosi z innymi znalezione ciało żołnierza do miasteczka (Jacob też kiedyś był żołnierzem). Ale doktor mówi, że to choroba zakaźna i że trzeba działać bardzo ostrożnie.
Na razie nie chcą wzniecać paniki, ale zaczyna chorować coraz więcej osób. Do tego zbliża się prawdopodobnie wielki pożar do ich miasteczka.
Śmierć zbiera swoje żniwo. Horror, groza, piekło.
Bardzo mocny film, w pewnym momencie czułam, że wchodzę do piekła i bam! nagle tam jestem ze wszystkimi bohaterami. Jeszcze na początku czy w środku filmu można trochę brechnąć śmiechem, ale im dalej tym groza zabiera fun i wkraczamy na depresyjne klimaty gdzie śmierć jest codziennością.
Cobb utrzymujący się z włamywania innym ludziom do snów i wyciągania sekretów z ich podświadomości zbiera ekipę, aby na zlecenie CEO japońskiej korporacji wejść do umysłu dziedzica konkurencyjnej spółki energetycznej.
Coś mi nie po drodze z Nolanem. Bardzo mi się podobał wyjściowy koncept tego filmu, ale mam wrażenie, że w połowie reżyser sam olał jego rozwijanie i skupił się na efektach specjalnych, czyniąc z fabuły dodatek. Szkoda, był potencjał na rozbudowanie historii, a efekty specjalne w filmie mogły robić wrażenie w 2k10, ale już nie dają efektu wow w 2k26.
Niestety, do oryginalnych Matrixów się ten film nie umywa, ale chętnie przeczytałabym książki osadzone w uniwersum Incepcji.
Dobrze zrobiony blockbuster, ale imo trochę przehype'owany przez fanów - to nie jest arcydzieło kina, jedyny prawdziwie genialny element tego filmu to rola śp. Heatha Ledgera.
@Fly_agaric Ledger zagrał rolę życia (szkoda, że nie żył wystarczająco długo, by zagrać w Jokerze - myślę, że mógłby sobie poradzić jeszcze lepiej od Phoenixa), ale technicznie i fabularnie ten film się zbytnio nie różni od późniejszych wersji DC Cinematic Universe.