Pięć miesięcy przed mundialem do Santiago przyjechali na losowanie grup włoscy dziennikarze Antonio Ghirelli i Corrado Pizzinelli. Tekst, który napisali, był nie tylko krytyczny pod względem infrastrukturalnym, ale wręcz rasistowski: Pizzinelli opisał stolicę Chile jako symbol kraju rozwijającego się, dotkniętego niedożywieniem, prostytucją, analfabetyzmem i nędzą. Gdy chilijski ambasador w Italii przesłał te artykuły do lokalnej gazety „El Mercurio", wywołało to falę oburzenia. Skutki ujawniły się pięć miesięcy później, podczas meczu Chile–Włochy.
Przed sześćdziesięciopięciotysięczną widownią Włosi wyszli na boisko z białymi kwiatami na znak pokoju – kibice odrzucili je z powrotem. Mecz zamienił się w serię bójek: obrońca Mario David sfaulował Leonela Sáncheza, gdy gracze otoczyli angielskiego sędziego Kena Astona, pomocnik Humberto Maschio uderzył pięścią Sáncheza, a po dziesięciu minutach od czerwonej kartki dla Giorgia Ferriniego ten odmówił zejścia z boiska, eskortowany w końcu przez policję. Sánchez, syn boksera, zrewanżował się Maschiowi i Davidowi serią uderzeń, a David przed przerwą posłał kopniaka w głowę Sáncheza i sam dostał czerwoną kartkę. Aston świadomie zagwizdał koniec meczu punktualnie po dziewięćdziesięciu minutach i pobiegł do tunelu, zanim za jego plecami wybuchły kolejne bójki. Chile wygrało 2:0. Brytyjski komentator David Coleman nazwał to spotkanie „najgłupszym, najbardziej obrzydliwym i haniebnym widowiskiem w historii futbolu".
Bitwa nie wydarzyła się w izolacji – w 1954 roku padało średnio 5,38 gola na mecz, w 1962 roku już tylko 2,78. Piłka stała się bardziej defensywna, cyniczna i brutalna, co Coleman uznał za egzystencjalną groźbę dla przyszłości mundiali.
Wybór Chile jako gospodarza nie był oczywisty – kraj rywalizował z faworyzowaną Argentyną. Szef chilijskiej delegacji Carlos Dittborn odpowiedział na przytyk prezydenta argentyńskiej federacji, że Argentyna „ma wszystko", słowami: „Właśnie dlatego, że my nie mamy nic, chcemy zrobić wszystko." Chile wygrało głosowanie FIFA 32 do 10, wykorzystując zręczną dyplomację między blokiem wschodnim i zachodnim. W maju 1960 roku kraj uderzyło najsilniejsze trzęsienie ziemi w historii pomiarów, zabijające tysiące osób. Dittborn proponował prezydentowi zrzeczenie się organizacji turnieju na rzecz pomocy ofiarom, ale ten odmówił, twierdząc, że ludzie potrzebują radości mundialu. Liczbę miast-gospodarzy zmniejszono z ośmiu do czterech. Sam Dittborn nigdy nie zobaczył turnieju – zmarł na zawał miesiąc przed jego rozpoczęciem, w wieku trzydziestu ośmiu lat. Reprezentacja Chile nosiła na koszulkach czarną opaskę na jego pamiątkę.
Brazylia przygotowywała się drobiazgowo jak w 1958 roku, choć tym razem bez Pelégo, który doznał urazu pachwiny w meczu towarzyskim i ostatecznie zagrał tylko jeden mecz fazy grupowej. Jego miejsce zajął inny bohater z 1958 roku: Garrincha. Manuel dos Santos – jego prawdziwe imię – urodził się z deformacją obu nóg, dzięki czemu obrońcy nie potrafili odgadnąć, w którą stronę zamierza ruszyć. Żył chaotycznie: miał co najmniej czternaścioro dzieci z pięcioma kobietami, pił, nie interesowały go pieniądze ani sława. Krótko przed wyjazdem do Chile na przyjęciu w Rio zafascynował się ptakiem gwarkiem, który umiał szczekać jak pies, gwizdać i wypowiadać zdania. Gubernator Rio Carlos Lacerda obiecał mu ptaka, jeśli wróci z pucharem.
W Chile, podbudowany przyjazdem swojej kochanki, piosenkarki Elzy Soares, Garrincha rozegrał serię występów uznawanych za jedne z najlepszych indywidualnych popisów w historii mundiali do czasów Maradony. Strzelił dwa gole w ćwierćfinale z Anglią – w tym samym meczu, gdy na boisko wbiegł bezpański pies, którego złapał, czołgając się i ujadając, Jimmy Greaves (pies się na niego wysikał). Rywalem Brazylii w półfinale było Chile, które wcześniej w ćwierćfinale pokonało ZSRR 2:1 dzięki dwóm strzałom z dystansu. Po powrocie do Moskwy radziecki bramkarz Lew Jaszyn został kozłem ofiarnym tej porażki – kibice wybijali szyby w jego mieszkaniu, a na jego samochodzie pisano obelgi. Jego żona wspominała, że bez telewizji Rosjanie znali ten mecz jedynie z relacji korespondenta agencji państwowej, znającego się bardziej na polityce niż na futbolu, co skłoniło opinię publiczną do obwinienia Jaszyna o utratę mistrzostwa.
W półfinale z Chile Garrincha strzelił dwa kolejne gole, ale za kopnięcie kolanem rywala otrzymał czerwoną kartkę – swoją czwartą w karierze, choć szef delegacji Brazylii utrzymywał przed komisją dyscyplinarną, że to pierwsza, a zdarzenie było tylko żartem. Dzięki naciskom dyplomatycznym – łącznie z biletem do Montevideo przez Paryż dla peruwiańskiego sędziego liniowego, który przezornie po meczu zdążył ulotnić się do Peru – karę umorzono i Garrincha zagrał w finale.
Czechosłowacja, niedoceniana finalistka, dotarła do finału dzięki ogromnemu szczęściu, jak sam zauważał w swoim dzienniku dwudziestodwuletni Jozef Štibrányi, autor zwycięskiego gola z Hiszpanią: „Nasz styl gry nie jest piękny, ale fortuna jest zawsze po naszej stronie." Reprezentacja przyjechała bez masażysty, ale z dwoma agentami służb bezpieczeństwa pilnującymi zawodników. W finale Josef Masopust dał Czechosłowacji prowadzenie, lecz Brazylia odpowiedziała golami Amarilda, Zita i Vavá (pierwszego zawodnika w historii ze strzelonym golem w dwóch różnych finałach), wygrywając 3:1.
Po powrocie do domu Štibrányi odkrył, że ojciec wydał już premię mundialową na parkiet do domu. Spółdzielnia w Trnawie podarowała mu i koledze Adamcowi żywe prosięta z czerwoną kotylionową kokardą na szyi – co wywołało gniew lokalnych komunistycznych urzędników, niezadowolonych, że spółdzielnia rozdaje świnie piłkarzom, choć nie wypełniła planu produkcyjnego. Policja musiała ścigać uciekające z chlewika prosię po ogrodzie.
Po finale gubernator Lacerda wysłał Garrinsze telegram: ptak gwarek czeka na odbiór. Elza Soares wmaszerowała do szatni mistrzów świata, mimo protestów nagich zawodników, i pocałowała Garrinchę. Zgodzili się wziąć ślub.
Turniej zapamiętano jednak przede wszystkim jako moment przełomowy dla taktyki futbolu – rekordowe sześć czerwonych kartek, fala kontuzji odnotowywanych przez chilijską prasę i spadek liczby goli świadczyły o nadchodzącej erze systematyzacji i defensywnego cynizmu, symbolizowanej przez triumf catenaccio kilka lat później. Anglik Bobby Charlton nazwał bezbarwny remis swojej drużyny z Bułgarią „żałosną zdradą wszystkiego, co powinien reprezentować angielski futbol" – nie wiedząc, że właśnie w Anglii rodził się system, który cztery lata później odbierze Brazylii tytuł.
Tekst został skompilowany przy użyciu AI oraz książki "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata" Jonathana Wilsona. Zdjęcia zaczerpnięte ztejstrony.
@bojowonastawionaowca o ja nie mogę. Dziękuję za tak ważne wyróżnienie po pierwszym dniu z fachowcami od mebli nie mam psychicznie sił żeby coś napisać sensownego, więc tym bardziej miło było zostać wyróżnionym. Pozdrawiam żonę i przyjaciół, dziękuję.
W lipcu 1950 roku, gdy Brazylia przegrywała w finale na Maracanã, dziewięcioletni chłopiec z biednej rodziny w stanie São Paulo bawił się w piłkę na ulicy, biegając do domu, by sprawdzić wynik. Gdy Urugwaj odebrał Brazylii mistrzostwo, zobaczył ojca i jego przyjaciół w absolutnej ciszy. „To był pierwszy raz, gdy widziałem płaczącego ojca," wspominał później. Chłopiec uklęknął przed obrazem Chrystusa i obiecał, że sam wywalczy ojcu mistrzostwo świata. Nazywał się Edson Arantes do Nascimento, choć cały świat zna go jako Pelé.
Szwecja została gospodarzem 1958 roku jako jedyny kandydat – podobnie jak Szwajcaria cztery lata wcześniej, skorzystała z wojennej neutralności, dającej jej infrastrukturę, jakiej żaden z europejskich uczestników wojny wciąż nie posiadał.
Klęski 1950 i 1954 roku stały się dla Brazylii państwowym projektem do naprawienia. Prezydent Juscelino Kubitschek, budujący nową stolicę Brasília według projektu Oscara Niemeyera, obwarował przygotowania kadry grantem rządowym. João Havelange, przyszły wszechwładny prezydent FIFA, a wówczas szef delegacji CBD, powiedział selekcjonerowi Vicente Feoli: „Potrzebuję drużyny, która sprawi, że ludzie zapomną o latach pięćdziesiątych." Feola, niedawny asystent węgierskiego trenera Béli Guttmanna, wprowadził formację 4-2-4 – pierwszy raz w pełni rozwinięty system tego typu zaprezentowany na globalnej scenie. Lewy obrońca Nílton Santos uznawany jest za pierwszego nowoczesnego atakującego bocznego defensora w historii.
Przygotowania były drobiazgowe aż do przesady: dentysta usunął zawodnikom 470 zębów, większość kadry leczono z pasożytów jelitowych, jednego gracza zdiagnozowano z syfilisem, a psycholog dr João Carvalhaes prosił piłkarzy o rysowanie postaci ludzkiej, by ocenić ich inteligencję. Garrincha narysował tylko okrąg z linią, twierdząc, że to rowerzysta w wielkim kapeluszu widziany z góry – Carvalhaes uznał go za niewystarczająco rozwiniętego umysłowo dla mundialu, a w teście IQ Garrincha nie osiągnął minimum wymaganego dla kierowcy autobusu w Rio. Pelégo ocenił jako „infantylnego, bez ducha walki". Z jedenastki, która zagrała w ćwierćfinale, dziewięciu zawodników psycholog odrzucił jako niezdatnych. Feola po prostu ignorował te raporty. Delegacja medyczna przeszukała dwadzieścia pięć obiektów w Szwecji, by znaleźć idealną bazę treningową, a gdy ją znalazła, wymieniła cały kobiecy personel hotelu na mężczyzn, by ograniczyć zawodnikom rozpraszanie uwagi.
Brazylia rozpoczęła zwycięstwem 3:0 z Austrią, zremisowała 0:0 z Anglią – pierwszy bezbramkowy remis w historii mundiali – po czym w meczu z ZSRR po raz pierwszy wystawiła razem Pelégo i Garrinchę. Obaj trafili w słupek w pierwszych trzech minutach, a Vavá strzelił dwa gole.
Argentyna przyjechała do Szwecji przekonana o własnej wyższości, po triumfie w mistrzostwach kontynentu w 1957 roku, gdzie pokonała Brazylię 3:0 dzięki słynnej linii ataku zwanej caras sucias – „brudnymi twarzami". Po zwycięstwie obrońca Federico Vairo, ze łzami w oczach, podsumował go przed mikrofonem jako dzieło tych pięciu „bezczelnych urwisów". Po turnieju trójka z jej gwiazd, Maschio, Angelillo i Sívori, przeniosła się do Serie A, a Argentyna odmawiała powoływania piłkarzy grających za granicą. Styl la nuestra – uliczna technika i beztroska radość gry – okazał się niewystarczający przeciwko europejskiej szybkości i precyzji. Po klęsce 1:6 z Czechosłowacją drużynę obrzucono monetami i owocami na lotnisku, a selekcjonera Guillerma Stábile zwolniono. Obrońca José Ramos Delgado podsumował: „Byliśmy przyzwyczajeni grać bardzo wolno, a oni byli szybcy… zostaliśmy w tyle." Argentyński futbol miał się odtąd stawać twardszy, szybszy i bardziej cyniczny.
Francja, grająca w piątym mundialu, awansowała wreszcie do półfinału, między innymi dzięki trzynastu golom Justa Fontaine'a – rekordowi turnieju niepokonanemu do dziś. Raymond Kopa, syn polskich imigrantów, po latach obelg ze strony kibiców stał się symbolem „dobrego imigranta" i wartości ciężkiej pracy.
ZSRR przyjechał osłabiony skandalem: ich najbardziej utalentowany napastnik, dwudziestoletni Eduard Streltsov, w przeddzień turnieju został aresztowany po nocy spędzonej z kobietą, która obwiniła go o gwałt. Skazano go na jedenaście lat łagru, z czego odsiedział sześć. Sprawa pozostaje do dziś przedmiotem kontrowersji – fotografie z archiwów KGB pokazują zadrapania na twarzy Streltsova i podbite oczy kobiety, lecz dowody nie są jednoznaczne. Reprezentacja, pozbawiona swojej największej gwiazdy, odpadła w ćwierćfinale ze Szwecją.
Walia, prowadzona przez gwiazdę Juventusu Johna Charlesa, dotarła do ćwierćfinału mimo organizacyjnego chaosu – federacja zabrała na turniej tylko osiemnastu zawodników, ale szesnastu działaczy. Dzień przed barażem z Węgrami stracono węgierskiego premiera reformatora Imre Nagya, co mogło wpłynąć na rozkojarzoną grę Węgrów w przegranym meczu. Z Brazylią, pozbawiona kontuzjowanego Charlesa, Walia trzymała się do siedemnastej minuty przed końcem, gdy Pelé strzelił swój pierwszy gol mundialowy – z obrotu i woleja w dolny róg. Była to pierwsza z dwunastu bramek, jakie strzelił na mistrzostwach świata w karierze, i koniec udziału Walii w finałach mundiali na sześćdziesiąt cztery lata.
W półfinale z Francją Brazylia wygrała 5:2, z hat trickiem Pelégo. W finale ze Szwecją Brazylia – ku własnej wściekłości – nie mogła zagrać w słynnych żółtych koszulkach, bo gospodarze nie chcieli oddać im praw do barw bez losowania, które Brazylia zbojkotowała, a potem przegrała. Zagrali w niebieskich koszulkach kupionych w sztokholmskim sklepie sportowym.
Szwecja prowadziła już po czterech minutach, lecz Brazylia – inna niż w 1950 i 1954 roku – nie załamała się. Pelé mówił o „dziwnym spokoju, dziwnym poczuciu niezwyciężoności". Vavá wyrównał, a potem dał Brazylii prowadzenie przed przerwą. Dziesięć minut po zmianie stron siedemnastoletni Pelé przyjął piłkę klatką, podniósł ją nad głową obrońcy i trafił wolejem – gol, który uczynił go gwiazdą światowego formatu z dnia na dzień; francuski „Paris Match" ochrzcił go „Królem Pelé". Mário Zagallo dodał czwartego gola, a Pelé zwieńczył wygraną 5:2 efektowną główką. Po końcowym gwizdku, ze łzami w oczach, spełnił obietnicę daną ojcu osiem lat wcześniej.
Dzień po finale zakończono pierwszy etap budowy Brasílii – symboliczna zbieżność dla narodu odkrywającego nową, postkolonialną tożsamość. Dla pisarza Nelsona Rodriguesa zwycięstwo było zrzuceniem „kompleksu kundla" – poczucia niższości Brazylijczyków wobec świata wynikającego z ich rasowego pomieszania. Skład mistrzów świata liczył trzech czarnoskórych i dwóch mulatów – wyraźny kontrast wobec rasistowskiego polowania na kozłów ofiarnych po klęsce z 1950 roku.
Tekst został skompilowany przy użyciu AI oraz książki "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata" Jonathana Wilsona. Zdjęcia zaczerpnięte ztejstrony.
"Strielcow, przewożony z oficjalnych przyjęć na kolejne oficjalne przyjęcia, by świętować olimpijskie zwycięstwo, zaczął pić coraz więcej, a jego zachowanie stawało się coraz bardziej nieprzewidywalne. Podczas oficjalnego bankietu na Kremlu mógł powiedzieć coś niemądrego minister kultury Jekaterinie Furcewej, której nastoletnia córka najwyraźniej była nim zafascynowana. Zaczął spotykać się z oficjalną krytyką: termin jego ślubu miał zakłócić przygotowania do sezonu, a kiedy został wyrzucony z boiska w meczu ze Spartakiem Mińsk, „Sowiecki Sport” nazwał go „chuliganem” i opublikował listy rzekomo od opinii publicznej potępiające go jako przykład „zła zachodniego imperializmu”.
Sytuacja stała się jednak znacznie poważniejsza w listopadzie, przed barażem kwalifikacyjnym z Polską. Drużyna miała wykupiony nocny pociąg z Moskwy do Berlina, ale Iwanow i Strielcow, obaj przynajmniej lekko pijani, spóźnili się na dworzec. Zostali wsadzeni do taksówki i dogonili pociąg, który zatrzymał się dla nich nieplanowanym postojem w Możajsku. Strelcow opuścił kilka meczów ligowych z powodu kontuzji nogi i pogłębił problem już na początku meczu. Zdając sobie jednak sprawę, że jedynym sposobem na uniknięcie dalszej krytyki jest świetny występ, przekonał trenera do opatrzenia go, aby mógł kontynuować grę. Jak to miał w zwyczaju w tamtych czasach, Strelcow włączył się do akcji, gdy było trzeba, strzelając gola i asystując przy wygranej 2:0.
To nie wystarczyło. Radziecka machina obróciła się przeciwko niemu. Po wykluczeniu ze Spartakiem Mińsk, Strelcow został zawieszony na trzy mecze, co było niezwykle surową karą. W lutym 1958 roku „Prawda” opublikowała obszerną krytykę napisaną przez niesławnego felietonistę Siemiona Nariganiego, w której atakowano każdy aspekt jego charakteru: Strelcow został przedstawiony jako egoista, alkoholik, arogant i idiota, ofiara tego, co w nagłówku określono mianem „choroby gwiazd”.
Co więcej, forma Strelcowa osiągnęła nowy poziom w pierwszej połowie 1958 roku. Nadal pił, uwodził kobiety, wpadał w tarapaty i strzelał gole. Nie można go było pominąć w kadrze na Mistrzostwa Świata. A potem, ostatniego dnia obozu treningowego w Tarasovskiej, niedaleko Moskwy, po tym, jak zawodnicy przymierzyli stroje turniejowe, Strelcow wybrał się na piknik z dwoma innymi zawodnikami, oficerem lotnictwa, który niedawno wrócił ze wschodu, Eduardem Karachonowem, i kilkoma młodymi kobietami. Wypili dużo alkoholu i ostatecznie spędzili noc w daczy Karachonowa. Następnego ranka jedna z kobiet, Marina Lebiediewa, oskarżyła Strelcowa o gwałt. Został aresztowany, skazany i skazany na jedenaście lat łagru, z czego odsiedział sześć.
Jego wina od tamtej pory jest przedmiotem intensywnych spekulacji. Osoby stojące za kampanią mającą na celu oczyszczenie jego imienia są przekonane, że Strelcow wziął na siebie winę za Karachonowa lub że cała sprawa była ustawką mającą na celu jego upadek, czy to dlatego, że uważano go za zbyt indywidualistę, czy dlatego, że uważano go za ryzyko dezercji, czy też dlatego, że Furcewa miała na niego ochotę. Jednak zdjęcia w archiwum KGB pokazują Strelcowa z zadrapaniami na policzku, a Lebiediewą z podbitymi oczami, podczas gdy dowody kryminalistyczne dowodzą, że tej nocy uprawiała seks z kimś o grupie krwi Strelcowa. „To tajemnicza sprawa” – powiedział Simonian. „Napisał do matki, że bierze na siebie winę za kogoś innego. Nie wiem na pewno, czy dopuścił się gwałtu, ale spędził noc z dziewczyną razem”."