Przeglądasz wpisy z tego tagu:

#geopolityka

3
0

Na pewno każdy słyszal o udaremnieniu "zamachu stanu w Niemczech". Jaki jest przepis na sukces?

 

-Znajdź grupę odrealnionych ekstremistów

-Otocz ich agentami, którzy przygotują z nimi (lub za nich) próbę zamachu stanu

-Aresztuj ich i ogłoś wielkie zwycięstwo

 

I pyk. Cała plama w postaci proputinowskiego rządu SDP zostaje zmyta. Winę za cale zło ponosi rzecz jasna fanatyczna prawica, której nie ma u władzy, no ale wiecie, hehe. Mozna kręcic lody dalej, ale po cichu.

libertarianin

gdyby tylko polityka była dwubiegunowa i taka prosta...

Rudolf

@tankowiec_lotus faktycznie brzmi jak falseflag, przecież już podobno poradzili sobie z radykałami w BW i KSK. zamach stanu to nie jest robota kółka szachowego albo jakiegoś zdenerwowanego profesora, zamach stanu to też nie jest butelka z moczem pod radiowozem ani szybkowar z gwoździami w autobusie. pewnie chodzi o powód do społecznej akceptacji większego poziomu oficjalnej inwigilacji obywateli w celu "zwiększenia bezpieczeństwa mnie i ciebie"

Lopez_

@FoxtrotLima Może poczytaj sobie o sprawie Brunona Kwietnia, oraz jak służby tłumią w zarodku wszelkie chęci o siłowego obalania władzy, to nie będziesz postować takich grafik i kręcić sobie beki.

Zaloguj się aby komentować

Czy Iran rozwiązuje policję obyczajową?

 

Dzisiaj różne zachodnie media podały informację, że Iran – po blisko 3 miesiącach protestów – rozwiązuje policję obyczajową. Jednak czy, aby na pewno? Sprawdźmy.

 

Źródłem, na które powołują się zachodnie media jest konferencja prasowa prokuratora generalnego Iranu, Mohammada Montazeriego. Mianowicie, podczas konferencji, jeden z dziennikarzy zadał Montazeriemu pytanie: Dlaczego na ulicach nie widać patroli policji obyczajowej? (tutaj ważny jest kontekst – w związku z protestami od września policja obyczajowa nie prowadzi patroli).

 

Montazeri odpowiedział, że policja obyczajowa nie ma nic wspólnego z sądownictwem i że decyzja o zaprzestaniu patroli została podjęta przez tę samą instytucję, która założyła policję obyczajową. Montazeriemu chodziło więc zwyczajnie o to, że policja obyczajowa podlega nie pod sądownictwo, lecz ministerstwo spraw wewnętrznych i to tam powinny być kierowane pytania dotyczące braku patroli

 

Na podstawie tych kilku zdań Montazeriego zachodnie media zaczęły publikować artykuły o zniesieniu policji obyczajowej w Iranie. Mimo, że prokurator generalny nic takiego nie powiedział, a jego słowa zostały wyrwane z kontekstu.

 

Artykułów o zniesieniu policji obyczajowej zrobiło się tak dużo, że nawet irańskie media podjęły interwencję i zaczęły dementować „zachodnie artykuły”.

 

Także ostateczny werdykt jest taki. Zachodnia prasa, po raz kolejny w przeciągu kilku tygodni, podała dalej fejka – kilka tygodni temu był fejk o 15 tysiącach wyroków śmierci dla protestujących. Bywa, ale wypadałoby to teraz sprostować i bardziej uważać następnym razem.

 

Mimo, że słowa Montazeriego zostały wypaczone, to warto zwrócić jednak uwagę, że władze Iranu zastanawiają się co zrobić ze sprawą hidżabu. Od września na ulicach nie ma patroli policji obyczajowej, a w ostatnich tygodniach władze pozwalałby kobietom brać udział w państwowych uroczystościach bez odpowiedniego zakrycia włosów.

 

Kilka dni temu wspomniany Montazeri zapowiedział że parlament i sądownictwo zastanawia się nad ewentualną zmianą przepisów dotyczących hidżabu. Prezydent Raisi stwierdził jednak, że przepisy dotyczące hidżabu mają oparcie w konstytucji. Raisi dodał razu, że „są sposoby na bardziej elastyczne interpretowanie konstytucji”, co może być zapowiedzią nie tyle zmiany przepisów co po prostu luźniejszego ich interpretowania. Taka luźna interpretacja istniała chociażby w czasach prezydentury Hassana Rowhaniego (2013-2021), który krytykował działalność policji moralności (gdy szło o egzekwowanie hidżabu) stwierdzając: „nie można zmusić ludzi, grożąc im biczem, żeby poszli do nieba”.

 

W skrócie. Patroli policji obyczajowej nie ma od września. Władze zastanawiają się jednak nad zmianą przepisów albo zmianą sposobu ich interpretowania – imho raczej będzie to ta druga opcja. A już za kilka dni na kanale Rafała Otoki-Frąckiewicza nasza długa rozmowa o Iranie, zapraszam.

6c0a9959-d147-4ed6-b7e3-a867a569f69c
Rebe-Szewach

@janlaguna Z ciekawości sprawdziłem, co o tym napisał Szewko - nie myliłem się...xD

Opornik

@janlaguna O, u Rafała będziesz? Super.

 

Dobrze że news z tymi wyrokami śmierci okazał się fejkiem. kolejny dowód na to że mainstreamowe media to gówno. Co do policji obyczajowej - widziałem masę filmików na których młodzi irańczycy napadają starszych facetów ubranych w tradycyjne stroje. Może ci z policji obyczajowej zwyczajnie się boją wychodzić na ulicę.

dupinka5000

@janlaguna jestem 400. obserwującym. Gratuluję

Zaloguj się aby komentować

Katar podpisuje z Chinami umowę na dostawy LNG na najbliższe 27 lat

 

Mimo Mundialu, Katarczycy nie próżnują. Kilka dni temu podpisali umowę z Chińczykami na dostawy skroplonego gazu ziemnego (LNG) do Chin na najbliższe 27 lat (tak, aż na 27 lat) To spory problem dla Berlina, który liczył że katarskie LNG popłynie do Niemiec.

 

QatarEnergy poinformowało o podpisaniu kontraktu z chińskim Sinopec. Zgodnie z umową, przez najbliższe 27 lat, Katar będzie dostarczał co roku Sinopec 4 mln ton LNG. Łącznie daje to zatem 108 mln ton. To jeden z największych kontaktów na dostawy LNG w historii. Warty aż 60 mld $.

 

Katar jest największym na świecie eksporterem LNG. Około 78% katarskiego LNG trafia na rynki azjatyckie. Jednocześnie Katar stale zwiększa swoje możliwości produkcyjne. Obecnie w ciągu roku Katar produkuje 77 mln ton LNG, ale do 2027 r. ma to być już 126 mln ton!

 

Szukając alternatywy dla rosyjskiego gazu, także Niemcy zainteresowali się współpracą z Katarem. Rozmowy na linii Doha-Berlin okazały się jednak bardzo trudne. Katarczykom zależało na podpisaniu długoterminowej umowy (tak jak z Chińczykami). Jednak Niemcy byli sceptyczni.

 

Według niemieckiego dziennika gospodarczego Handelsblatt, Berlin proponował Katarczykom tylko umowę na 5 lat. Dlaczego na taki krótki okres? Bo Niemcy planują odejście od paliw kopalnych.

 

W efekcie, mimo wizyty w Katarze Roberta Habecka (minister gospodarki), a nawet samego kanclerza Scholza, ostatecznie rozmowy między Dohą a Berlinem nie wyszły poza przyjacielskie deklaracje współpracy. Podpisana właśnie umowa z Chińczykami, utrudnia rozmowy Niemców z Katarem.

 

Negocjacje utrudniają też komentarze niemieckich polityków dotyczące mundialu. W październiku szefowa MSW, Nancy Faeser, skrytykowała Katar za łamanie praw człowieka. Katarczycy wezwali niemieckiego ambasadora, a sama Faeser broniła się, że błędnie zinterpretowano jej słowa.

 

_______________

 

Info wrzucam na:

- stronę Facebook Puls Lewantu

- Twittera

- stronę internetową

- #lagunacontent

 

_______________

 

Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem. Przypominam też, że mam też Patronite - dla Patronów przygotowuję cotygodniowe przeglądy prasy, sesje Q&A, wczesny dostęp do artykułów i inne fajne rzeczy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

c53d9b45-c32e-4ce9-9106-409051994628
SCC
0

@Nemrod Niemcy planują na 5 lat zwiększyć moc elektrowni węglowych, żeby potem je zamknąć, zamiast być powiązani kontraktami gazowymi na dekady. Czy im się uda, zobaczymy. Dla kontekstu, Polska ma dwudziestoletni kontrakt na gaz z Katarem. Od 2014 dostajemy milion ton LNG rocznie.

Nemrod

@SCC No to się dalej nie spina: czyli za 5 lat będą w dupie, bo ani węgla, ani atomu. Z czego będą produkowali prąd? Będą siedzieli przy świeczkach w bezwietrzne wieczory?

janlaguna

@Nemrod liczą na możliwość importu z Rosji za te 5 lat, ale nikt otwarcie tego nie powie

Zaloguj się aby komentować

Ciekawa poboczna dyskusja o starych ruskich homosovieticusach, którzy nie chcieli zostać Estończykami i nie chcieli wrócić do Rosji, licząc że Rosja odzyska Estonię i nagrodzi ich za wierność. Teraz są w dupie, bo nie mają żadnego obywatelstwa.

 

>What they chose was to do nothing instead, thinking that Russia would reconquer Estonia and they would now have a high position as loyal Russians who already were in place to help with the takeover, but that didn’t happen and now they are Stateless, because their old papers expired and Russia doesn’t want them back

 

Przypomniało mi się po tym jak Aryo wrzucił filmik z parą starych kacapów, którzy wołali że Ukraińców trzeba wymordować.

Ci zeżarci przez zawiść i nienawiść starzy ludzie, którym za młodu komuna wyprała mózgi, są niereformowalni.

U nas też tacy są. Widziałem wiele razy na marszach KODu tych starych zomowców, stare baby z ZMSu, plujące tak że aż im ślina na pyski wychodziła.

Bardzo ci ludzie tęsknią za komunizmem, kiedy byli młodzi, i uważali się za awangardę postępu, bo tak im Partia powiedziała.

 

Na marginesie warto przypomnieć, chociaż wam akurat pewnie nie trzeba, że stawanie w "obronie" "prześladowanej" mniejszości Rosyjskiej to stara, zgrana śpiewka kacapów uprawiana od bardzo dawna.

W sumie zresztą nie tylko przez nich.

 

https://en.wikipedia.org/wiki/Tibla

bb3d8579-de78-43fa-8781-82157ad03973

Zaloguj się aby komentować

Katar i gra o dominację na Bliskim Wschodzie

Katar jest jednym z najmniejszych, a jednocześnie najbogatszych państw na świecie. Dzięki ogromnemu bogactwu, Al Jazeerze i sprawnej dyplomacji, Katar jest jednym z najważniejszych graczy na Bliskim Wschodzie i liderem gdy idzie o wykorzystanie soft power. Katar to regionalny unikat utrzymujący dobre relacje nie tylko z USA, ale także Iranem. Asertywna polityka zagraniczna Kataru jest jednak stałym źródłem napięć z potężnymi sąsiadami – Arabią Saudyjską i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi.

Już w niedzielę na katarskich stadionach rozpoczną się piłkarskie Mistrzostwa Świata. Dzisiaj zapraszam na małe tournée po katarskiej polityce zagranicznej i roli Kataru w bliskowschodniej układance.

Tekst tradycyjnie dostępy także na Blogu.

Gazowy potentat

W przeciwieństwie do reszty swoich sąsiadów, Katar nie opiera swojej potęgi na eksporcie ropy naftowej, lecz na eksporcie gazu. Katar dysponuje trzecimi największymi na świecie zasobami gazu ziemnego oraz jest największym na świecie eksporterem skroplonego gazu ziemnego (LNG).

Pierwsze złoża gazu w Katarze odkryto w 1971 r. – w tym samym roku kraj uzyskał niepodległość od Wielkiej Brytanii. Jednak dopiero w połowie lat 80. podjęto decyzję o rozpoczęciu wydobycia gazu. „Ojcem” katarskiego sektora gazowego został ówczesny następca tronu, książę Hamad.

Książę Hamad miał bardzo postępowe poglądy i postulował przeprowadzenie gruntownych reform w kraju. Na drodze stał mu jednak jego ojciec, a jednocześnie władca Kataru – emir Chalifa.

Gdy w lipcu 1995 r. jego ojciec wyjechał do Szwajcarii, Hamad postanowił działać. W bezkrwawym puczu Hamad pozbawił ojca władzy i ogłosił się nowymi emirem Kataru. W ten sposób rozpoczynała się nowa epoka w historii Kataru, epoka polityczno-gospodarczej rewolucji.

Hamad postawił na intensyfikację wydobycia gazu i produkcję LNG. To był strzał w „10”. PKB Kataru wzrosło z 8 mld dolarów w 1995 r. do 115 mld dolarów w 2008 r. i do 175 mld dolarów w 2019 r. Uzyskane w ten sposób pieniądze emir przeznaczył na szybką modernizację kraju.

Czas na reformy

Hamad, nazywany czasami „Młodym Turkiem” (ze względu na swoje postępowe poglądy), wzmocnił Katar na wielu płaszczyznach. Dokonał liberalizacji życia społecznego i politycznego. W 1999 r., Katar, jako druga (po Omanie) arabska monarchia z Zatoki Perskiej, przyznał prawa wyborcze kobietom.

W tym samym roku, odbyły się pierwsze w historii wolne wybory – do rady miejskiej w Dosze (stolica). W 2004 r. – w drodze referendum – przyjęto zaś pierwszą w historii kraju konstytucję, która – jak na arabskie standardy – gwarantuje szereg praw i wolności obywatelskich.

Przeprowadzono także szeroką reformę edukacyjną, zwiększając liczbę szkół i ułatwiając dostęp – w szczególności kobietom – do wyższego wykształcenia. Twarzą reformy edukacji została żona emira Hamada, Moza bint Naser.

W ten sposób współczynnik aktywności zawodowej wśród kobiet w Katarze wzrósł do 57%, co stanowi najlepszy wynik w całym świecie arabskim.

Reformy Hamada były tym łatwiejsze w realizacji, że Katarczycy o ile – tak jak Saudyjczycy – są wahhabitami, to jednak ich światopogląd jest bardziej liberalny. Nie bez powodu o katarskim wahhabizmie mówi się „wahhabizm morza”, a o saudyjskim – „wahhabizm pustyni”.

Mimo wielu reform, rządy Hamada nie przyniosły jednak całkowitej liberalizacji życia politycznego, a władza emira nadal jest niemal nieograniczona. Cześć reform była fasadowa i miała na celu nie rzeczywistą „demokratyzację kraju”, lecz tylko wywołanie takiego złudzenia.

„Demokratyczne” reformy de facto obdzierały plemiona z resztek dawnej autonomii i zwiększały władzę emira. Pozbawiając plemiona starych przywilejów, w zamian tworzono, teoretycznie, demokratyczne instytucje, którym jednak powierzono mniejszą władzę niż dotychczasowym instytucjom plemiennym.

Autorytarne rządy emira są jednak akceptowane ze względu na powszechny dobrobyt. Tylko ok. 11% mieszkańców Kataru posiada katarskie obywatelstwo (ok. 330 tys.). Osoby te opływają w luksusie, otrzymując ogromne wsparcie finansowe od państwa.

Soft power to przyszłość

Katar jest zbyt słabym militarnie krajem, aby wpływać na sytuację w regionie przy pomocy środków militarnych. Karabiny to jednak przeżytek. Teraz światem można sterować przy pomocy mass mediów. W 1996 r. Hamad założył Al Jazeerę, która stała się perła katarskiego „soft power”.

Al Jazeera jest obecnie jedną z największych stacji telewizyjnych w świecie arabskim, a dzięki internetowi i nadawaniu w kilku językach, dociera do ludzi we wszystkich zakątkach świata. To silny oręż w polityce zagranicznej Kataru, co widać było zwłaszcza podczas arabskiej wiosny (2010/2011), gdy relacje Al Jazeery z Egiptu odegrały duża rolę w upadku władzy prezydenta Hosniego Mubaraka.

Kolejnym ważnym narzędziem katarskiego soft power jest bardzo sprawna dyplomacja, która specjalizuje się w regionalnych mediacjach. To właśnie Katar odegrał kluczową rolę przy uniknięciu wybuchu wojny domowej w Libanie w 2008 r. czy przy negocjacjach USA-Talibowie, które zakończyły się oficjalnie wycofaniem USA z Afganistanu.

Katar jest także przystanią, w której mogą schronić się rożni uchodźcy polityczni z krajów arabskich – np. Jusuf al-Kardawi (1926-2022), Egipcjanin, który jest uważany za jednego z ideologów Bractwa Muzułmańskiego, nie tylko otrzymał schronienie w Katarze, ale także przez wiele lat prowadził na antenie Al Jazeery własny program telewizyjny.

Między Saudami a Iranem, czyli relacje Kataru z sąsiadami

Po objęciu władzy w 1995 r. przez Hamada, Katar zaczął prowadzić bardzo asertywną i multipolarną politykę zagraniczną. Katar jest regionalnym unikatem, który posiada dobre relacje zarówno z Iranem, jak i z USA.

W 2009 r. CENTCOM (dowództwo armii USA na Bliskim Wschodzie) przekształciło bazę lotniczą Al Udeid w Katarze w swoją kwaterę polową. Obecnie jest to największa baza wojskowa USA w regionie, a na jej terenie stacjonuje ok. 10.000 żołnierzy.

Nie przeszkadza to Katarczykom utrzymywać dobrych relacji także z Iranem. Katar i Iran są współwłaścicielami największego pola gazowego na świecie (North Dome/South Pars). Katar stroni od krytykowania polityki zagranicznej Teheranu, emir Kataru regularnie odwiedza Katar, a katarscy dyplomaci wielokrotnie wykonywali przyjazne gesty w kierunku Iranu np. szef katarskiego MSZ-u złożył kondolencje Irańczykom po zabiciu gen. Solejmaniego przez Amerykanów w 2020 r.

Ważnym partnerem Kataru jest także Turcja, która za czasów prezydenta Erdogan ponownie zainteresowała się Zatoką Perską. Katar i Turcja to główni sponsorzy Bractwa Muzułmańskiego. W Katarze znajduje się także turecka baza wojskowa, na której terenie docelowo ma stacjonować ok. 3.000 żołnierzy.

Rosnąca rola Kataru fatalnie wpłynęła jednak na relacje małego emiratu z Arabią Saudyjską i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, które mają pretensję do Kataru o wspieranie Bractwa Muzułmańskiego (AS i ZEA uważają Bractwo za organizację terrorystyczną). Saudom i Emiratom bardzo nie podoba się także wpływ Al Jazeery na nastroje wśród mieszkańców regionu – tym bardziej że Al Jazeera nie stroni od krytyki Saudów i Emiratów.

Zmiana warty

W 2013 r. Hamad abdykował na rzecz swojego syna Tamima, który został nowym emirem. Dokładne powody takiego ruchu nie są znane. Wydaje się jednak, że na tę decyzję wpłynęło kilka czynników – głównie pogarszający się stan zdrowia Hamada oraz bardzo napięte relacje z sąsiadami.

Po protestach arabskiej wiosny relacje między Katarem a Arabią Saudyjską były bardzo złe. Szczególnie problematyczna była sprawa Egiptu. Katar poparł protestujących, Bractwo Muzułmańskie i nowego prezydenta Morsiego (powiązanego z bractwem). Saudowie stali natomiast po drugiej stronie barykady. Najpierw w 2011 r. poparli prezydenta Hosniego Mubaraka, a w 2013 r. sponsorowali pucz wojskowy, który odsunął Morskiego od władzy.

Objęcie tronu przez Tamima miało stanowić okazję do resetu relacji z Saudami. Historia potoczyła się jednak w zupełnie innym kierunku.

Kryzys katarski

W 2017 r. Arabia Saudyjska, Bahrajn, ZEA oraz Egipt rozpoczęły blokadę lądową Kataru, domagając się m.in. zamknięcia Al Jazeery, wydalenia tureckich żołnierzy, zakończenia wsparcia Kataru dla Bractwa Muzułmańskiego i ograniczenia kontaktów Kataru z Iranem.

Początkowo blokadę poparł nawet prezydent Trump, jednak wkrótce – prawdopodobnie po rozmowach ze swoimi doradcami – zmienił zdanie i wezwał do pokojowego rozwiązania konfliktu. Obecność amerykańskich wojsk na terenie bazy Al Udejd zablokowała ewentualną saudyjsko-emiracką inwazję na Katar.

Od razu po stronie Kataru opowiedziały się także Turcja i Iran. Turecki parlament zatwierdził wysłanie wysłanie żołnierzy do Kataru, a Iran zaoferował Katarowi dostęp do swoich portów handlowych – po rozpoczęciu blokady Katar miał problem z importem części towarów, które wcześniej przechodziły przez porty AS i ZEA.

Ostatecznie blokada zakończyła się spektakularną klęską Saudów i Emiratów, pchając Katar prosto w ramiona Turcji i Iranu. Po porażce wyborczej Trumpa, w styczniu 2021 r. w saudyjskim Al Ula podpisano porozumienie, które położyło kres blokadzie. Oznaczało to ogromne zwycięstwo emira Tamima, który nie został zmuszony do żadnych ustępstw na rzecz Saudów.

Małe mocarstwo

Hamad wprowadził Katar w XXI w. Tamim kontynuuje jego dzieło. W ciągu zaledwie 30 lat, Katar przeszedł ogromne zmiany, przeobrażając się z nieistotnego gracza w małe, regionalne mocarstwo. Uzbrojony w torby wypchane dolarami, Al Jazeerę i sprawną dyplomację, Katar jest w stanie nie tylko rywalizować z Arabią Saudyjską czy Emiratami, ale także wygrywać tę rywalizację – co najlepiej pokazuje przykład kryzysu katarskiego.

Organizacja piłkarskich Mistrzostw Świata, mimo że na świecie budzi ogromne kontrowersje, to dla samego Kataru jest zwieńczeniem pewnego procesu zwiększania roli Kataru na arenie międzynarodowej, rozpoczętego w latach 90. przez Hamada.

To pierwszy wpis poświęcony Katarowi. Tym razem o Katarze i wielkiej polityce, ale za kilka dni pojawią się kolejne „odcinki” katarskiej serii. Bliżej przyjrzę się w nich m.in. powiązaniom Kataru z Bractwem Muzułmańskim oraz warunkom życia i pracy robotników, którzy wybudowali katarskie stadiony, na których za kilka dni rozegrane zostaną piłkarskie Mistrzostwa Świata.

_______________

Info wrzucam na:

- stronę Facebook Puls Lewantu

- Twittera

- stronę internetową

- #lagunacontent

_______________

Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem. Przypominam też, że mam też Patronite - dla Patronów przygotowuję cotygodniowe przeglądy prasy, sesje Q&A, wczesny dostęp do artykułów i inne fajne rzeczy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#bliskiwschod #pilkanozna #katar #geopolityka #lagunacontent

e8545368-8edc-4465-a416-07bd63d6ed4f
janlaguna

@rabsztok fakt, pomyłeczka, oczywiście chodziło o wizyty w Iranie

janlaguna

@GigaJanusz Miałem zamiar nieco szerzej to przybliżyć, zwłaszcza że blokada Kataru miała i ma duże znaczenie na kształtowanie się świadomości narodowej Katarczyków, ale ostatecznie odpuściłem, bo już i tak wyszedł długi tekst. Jednak, tak jak pisałem, seria o Katarze będzie kontynuowana, więc może w jednym z kolejnych odcinków.

N331

@janlaguna może zrobisz post o relacjach Ukrainy z! Polską i innymi krajami zachodu? Wciąż nie milknie dyskusja czy Ukraina powinna nas przeprosić i jak to wpłynie na nasze relacje.

Zaloguj się aby komentować

Ambitna strategia Bidena dla globalnej potęgi USA, ale czy realna?

Ambitna strategia Bidena dla globalnej potęgi USA, ale czy realna?

Administracja Joe Bidena opublikowała dokument, który pierwotnie miał zostać przedstawiony opinii publicznej już w lutym – to Narodowa Strategia Bezpieczeństwa, która stanowi prezentację wizji i priorytetów Białego Domu. Eksperci podkreślają, że Biały Dom przyjął niezwykle ambitne założenia, ale ich realizacja – biorąc ograniczenia finansowe – nie będzie możliwa.
Jeden z najważniejszych oficjalnych dokumentów, a więc Narodowa Strategia Bezpieczeństwa (NSS, National Security Strategy), wydawany jest za zgodą Kongresu przez Biały Dom. To właśnie w nim prezydent przedstawia założenia swojej polityki bezpieczeństwa (bowiem prezydent ją prowadzi, podczas gdy działania finansuje Kongres). Obecna ekipa prezydencka wydała NSS nie na początku swojej obecności w Białym Domu, ale bliżej półmetka (kadencja Bidena w 2025 roku).
Jako powód opóźnienia wskazuje się wybuch otwartej wojny na Ukrainie, co wymusiło poważne zmiany w gotowym wówczas do wydania NSS, który nie odnosił się do Rosji w tak dużym stopniu, w jakim czyni to obecnie. Odbierać można to jako zasadnicze fiasko ekipy Bidena, która nie potrafiła przewidzieć zagrożenia ze strony Kremla i całkowicie błędnie analizowała jej cele. Eksperci zwracają też uwagę na drugi zasadniczy problem – zwyczajowo po upublicznieniu NSS powstaje Narodowa Strategia Obronna (NDS, National Defense Strategy), która na jej wnioskach przedstawia aspekty wojskowe. W tym jednak przypadku... najpierw powstał NDS (pozostaje niejawny), a dopiero teraz opublikowano NSS (NDS przekazano Kongresowi w marcu tego roku, podczas gdy skróconą wersję jawną przedstawiono kilka dni temu).
O ile poprzedni taki dokument, a więc z 2017 roku, uznawał Chiny i Rosję za zagrożenia do siebie podobne – które można porównywać – to obecny dokument wyraźnie podkreśla, że są one inne. „Zmiana w postrzeganiu Chin i Rosji jest subtelna, ale ważna" – uważa Ryan Hass z Centrum Studiów na Polityką Azji Wschodniej – „Stany Zjednoczone opowiedziały się przeciwko przyjmowaniu fatalistycznych wniosków, że nic nie można zrobić, aby wpłynąć na stosunki chińsko-rosyjskie i że Stany Zjednoczone muszą po prostu przygotować się na konfrontację z ideologicznie motywowanym blokiem. Administracja Bidena postąpiła mądrze, odrzucając tak uproszczoną analizę. Rosja jest bardziej podpalaczem istniejącego ładu międzynarodowego, podczas gdy Chiny starają się być architektem zrewidowanego porządku. Chiny i Rosja mają różne spojrzenia na Azję Środkową i Arktykę. Ponieważ Chiny wciąż rosną, podczas gdy Rosja nie, Pekin ma więcej do stracenia niż Moskwa. Rozpoznanie takich rozróżnień jest krytycznym krokiem w kierunku wypracowania metod działania".

Wiele wątpliwości
Nie brak głosów, że dokument – w którym Amerykanie jednoznacznie deklarują wolę bycia liderem „wolnego świata" – w rzeczywistości jest zbyt ambitny, co w obliczu niewystarczającego budżetu wojskowego rodzi pytania o możliwość osiągnięcia zakładanych celów, w tym jednoczesnej obecności tak w Europie jak i Azji. Tym bardziej, że Amerykanie deklarują także „aktywne kształtowanie międzynarodowego porządku". „Porażka wskazania jasnych priorytetów, a także połączenie ich z dostępnymi środkami zapewne będzie prześladować NSS Bidena – tak jak było to w przypadku jego poprzedników" – wieszczy Christopher Preble ze Stimson.
„Nie żyjemy ani w 1918 roku, ani w 1945, ani nawet w 2001" – w podobnym tonie wypowiada się Andrew L. Peek – ekspert Atlantic Council – „amerykańska potęga w najlepszym wypadku jest w fazie stagnacji. Zasoby nie są nieograniczone. Inflacja jest najwyższa od czterdziestu lat, a z perspektywy historycznej amerykańska gospodarka jest w recesji. Tragiczne wycofanie się z Afganistan przeraziło sojuszników. Żadne inne wydarzenie od czasów upadku Sajgonu równie mocno nie ukazało amerykańskiej słabości. To największy zarzut do tego dokumentu: mówi on nie o przyszłości, ale o przeszłości"
William F. Weschler – dyrektor Centrum im. Rafika Haririego przy Atlantic Council zwraca uwagę na niejasność ciągle ważnego z punktu widzenia interesów Stanów Zjednoczonych obszaru, jakim jest Bliski Wschód. Także i jemu poświęcono w NSS 2022 nieco miejsca. Stwierdzono między innymi, że Stany Zjednoczone będzie wspierać i rozwijać współpracę z tymi państwami, które „popierają oparty na regułach porządek międzynarodowy" i będą sprzeciwiać się „zbrojeniom militarnym". „Czy ta pierwsza deklaracja obejmuje państwa OPEC, które niedawno stanęły po stronie Rosji i zwiększyły cenę ropy naftowej, co pozwala Putinowi kontynuować jego wojnę napastniczą?" – pyta Weschler – „czy ta druga deklaracja oznacza z kolei, że Stany Zjednoczone wstrzymają sprzedaż uzbrojenia do swych sojuszników, którzy zbroją się w obliczu zagrożenia ze strony Iranu?"
Christopher S. Chivvis – dyrektor American Statecraft Program w Carnegie Endowment zwraca uwagę na istotną zmianę, jaką jest odejście od wyraźnego podkreślania trwającej manichejskiej walki dobra ze złem. Innymi słowy, do niedawna Biały Dom dzielił świat na obóz demokratyczny – pod wodzą Stanów Zjednoczonych – oraz autokratyczne reżimy, z którymi należy walczyć. Wpisywało się to mocno w zachodnią narrację o tak zwanym europejskim populizmie, który w odczuciu zwolenników takiego podejścia reprezentuje Polska pod rządami Prawa i Sprawiedliwości i przede wszystkim Węgry kierowane przez Victora Orbana, który urósł do miana głównego arcyzłego europejskiej rodziny państw.
"Takie ideologiczne przedstawienie świata stworzyło problemy" – analizuje Chivvis – "po pierwsze to zwykłe uproszczenie obrazu i zignorowanie skomplikowanej natury świata, w którym są różne systemy polityczne. Taki podział przywołuje na myśl skojarzenia z niefortunnym tonem George'a W. Busha i jego narracją dobrych i złych z NSS 2001". Autor dodaje, że w wymiarze międzynarodowym doprowadziło to do alienacji i ochłodzenia relacji z państwami niedemokratycznymi. Te mogą być mniej skore do wsparcia Stanów Zjednoczonych, których dyskusje "o problemach z demokracją powinny zostawić wewnątrz kraju – tam, gdzie ich miejsce". Nowy dokument co prawda utrzymuje podział na demokracje i autorytaryzmy, ale nie zakłada walki o przekształcanie tych drugich w te pierwsze i podkreśla, że Stany Zjednoczone będą współpracować z każdym, także z tymi, którzy „nie mają demokratycznych instytucji".

NSS a sprawa polska
W NSS 2022 nie ma zmiany w tym sensie, że Amerykanie nadal podkreślają strategiczne zagrożenie płynące z polityki Chin, które – jak stwierdził prezydencki doradca ds. bezpieczeństwa Jake Sullivan – „chcą zmienić kształt międzynarodowego porządku". Również stwierdzenie, że Stany Zjednoczone będą zwiększać swoją potęgę modernizując swoje siły zbrojne, inwestując w rodzimy potencjał gospodarczy oraz blisko współpracując z sojusznikami, nie jest niczym nowym – tak wygląda amerykańska strategia bezpieczeństwa od dawna.
Oczywiście z punktu widzenia bezpieczeństwa i interesów Polski obszar Azji-Pacyfiku jest drugorzędny, ale fakt, iż stanowi on narastający priorytet Waszyngtonu jest powszechnie znany i jego podkreślenie w NSS 2022 nie powinno dziwić. Należy spodziewać się, że w nadchodzących latach Amerykanie będą jeszcze większą uwagę przykładać właśnie do Chin i problemów amerykańskich sojuszników na tym właśnie obszarze. Fakt, iż w pierwotnej wersji NSS 2022 koncentrowało się jedynie na Chinach, a Rosję zignorowano, dobrze ilustruje percepcję wyzwań i zagrożeń, jaka pojawiła się w Białym Domu.
Niemniej jednak zwraca się uwagę, że NSS 2022 tworzy potencjalne zagrożenie dla NATO – kieruje uwagę Sojuszu na obszar Indo-Pacyfiku (to stanowi jeszcze jedno potwierdzenie faktycznego priorytetu Amerykanów), a więc poza obszar traktatowy, co może utrudnić realizację zadań związanych z kolektywną obroną. W praktyce bowiem to Rosja jest i będzie głównym wyzwaniem NATO jako organizacji, a nie Chiny.
Z perspektywy Polski ważne jest, że w NSS 2022 znalazło się wyraźne podkreślenie zagrożenia, jakie stwarza Rosja. Jak zostało stwierdzone wcześniej, pierwsza wersja – sprzed wojny – praktycznie ignorowała zagrożenie ze strony Kremla. Teraz zauważa się, że Rosja faktycznie stanowi poważne wyzwanie i należy przygotować się na negatywne scenariusze.
„W moim odczuciu obecny dokument poszedł zbyt daleko w drugą stronę" – diagnozuje na łamach „Foreign Policy" Emma Ashford – ekspert Stimson Center – „w efekcie mamy błędną strategię. Z jednej strony NSS uznaje Chiny za główne wyzwanie strategiczne Stanów Zjednoczonych, ale z drugiej cały czas mówi o Rosji. Biały Dom próbował objąć wszystkie tematy, przez co nie udało się stworzyć spójnej, nakierowanej strategii"
Z punktu widzenia tak Polski jak i szerzej – Europy – ważne są jeszcze trzy elementy. Po pierwsze, Biały Dom podkreśla konieczność utrzymania i wzmacniania sieci sojuszy. Co ważne, mowa nie tylko o już istniejących porozumieniach, ale także wykorzystywaniu porozumień ad hoc. Otwiera to przez partnerami, w tym Polską, nowe możliwości – chociażby w kontekście tak zwanego Trójmorza, które jest wszak tego rodzaju regionalną inicjatywą, wzmacniającą podmiotowość, ale także i bezpieczeństwo konkretnego obszaru (a przynajmniej takie jest założenie). Jeśli dodamy do tego fakt, iż Amerykanie w NSS 2022 zakładają inwestycje w gospodarkę i nowe technologie, a także wzmacnianie bezpieczeństwa tak Stanów Zjednoczonych jak i innych państw na drodze współpracy technologicznej, być może otwiera to dla nas dodatkowe pole do interakcji.
Drugi ważny dla nas element to fakt, iż chociaż NSS stwierdza, że Stany Zjednoczone mogą rywalizować z Chinami, to jednocześnie są gotowe pozostać mocno zaangażowane w Europie. To oczywiście ważna dla nas deklaracja, ale amerykańscy komentatorzy zwracają, że NSS 2022 nie odniosło się do konieczności wzięcia przez Europejczyków na siebie większej odpowiedzialności finansowej. Innymi słowy, tak ambitna wizja roli Stanów Zjednoczonych – w tym obecność zarówno w Europie jak i Azji – wymusza, by tak europejscy jak i azjatyccy partnerzy Ameryki więcej wydawali na swoje własne bezpieczeństwo. NSS 2022 nie wskazuje jednak tego wyraźnie. Nie podaje też pomysłów, w jaki sposób partnerzy Ameryki mogliby to zrobić.
Po trzecie, NSS 2022 podkreśla znaczenie tak zwanego odstraszania zintegrowanego (Integrated Deterrence), co rozumie się jako połączenie różnych dostępnych sił i środków – nie tylko militarnych – do odstraszenia nieprzyjaciela. Oznacza to, że Amerykanie oficjalnie dostrzegają, iż siły zbrojne – zarówno konwencjonalne jak i nuklearne – nie zawsze są najlepszym środkiem reakcji, a wrogie działania mogą być realizowane poniżej progu wojny i ograniczać się do operacji w wymiarze informacyjnym, teleinformatycznym, czy te gospodarczym. W kontekście rosyjskiego wykorzystywania wrogich instrumentów poniżej progu wojny taka ewolucja amerykańskiego podejścia stanowi jest dla naszej części Europy potencjalnie bardzo korzystna.
https://defence24.pl/geopolityka/ambitna-strategia-bidena-dla-globalnej-potegi-usa-ale-czy-realna-analiza

Kanał Polityczny na yt dodał wykład Jacka Bartosiaka: "Miałem rację!" Lekcje z wojny na Ukrainie dla Polski!

 

Bardzo fajnie się słucha. Polecam bardzo!

 

https://www.youtube.com/watch?v=FHdkjXMffLU&ab_channel=Kana%C5%82Polityczny

Wolvi666

Chuja miał... jebany szarlatan

Utylizejszyn

@Wolvi666 Nie szkaluj pana Jacka

aceventura

@Utylizejszyn wypowiedzi pana Jacka i cała jego narracja na przestrzeni lat ma podobny urok jak najlepsze teorie spiskowe. Nie da się ich obalić bo tak są wiele razy reinterpretowane, ponaciągane, wyjaśniane, że aktualnie ten sam fakt, który je obala przez wyznawców traktowany jest jako argument potwierdzający.

Zaloguj się aby komentować

Chiny: Przywódca Wietnamu z pierwszą wizytą po XX Kongresie — powrót Chin na arenę międzynarodową

 

Kongres KPCh się zakończył, a wraz z nim wyjaśniła się przyszłość Chin na najbliższe przynajmniej 5 lat (a ja uważam, że nawet na więcej niż 10), pora więc przejść do normalnej codziennej polityki. Po tym, jak Xi w ostatnich tygodniach w końcu zauważył, jak dużo kosztuje Chiny polityka izolacji dyplomatycznej (przez ponad 2,5 roku Xi ani nie ruszał się z kraju, ani nie przyjmował żadnego przywódcę w Chinach z powodu obaw o koronawirusa — wyjątkiem była bardzo dokładnie przetestowana reprezentacja przywódców podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pekinie), opierająca się wyłącznie na telefonach i telekonferencjach, nadeszła pora na wznowienie regularnych spotkań twarzą w twarz. Tym bardziej że przez te ostatnie 2,5 roku, chińska pozycja na arenie międzynarodowej zauważalnie osłabła — czy to poprzez obwinianie Chin o rozpoczęcie pandemii, czy to poprzez coraz bardziej asertywną postawę USA i pozostałych państw zachodu, czy to poprzez wojnę w Ukrainie i międzynarodowy ostracyzm wobec chińskiego "sojusznika", czyli Rosji, aż po nawet katastrofę w stosunkach z państwami Europy środkowo-wschodniej (o czym na pewno niedługo więcej).

 

Ognisk zapalnych jest wiele, chińska dyplomacja zaczyna więc z wysokiego C. W najbliższym dniach w Chinach pojawią się delegacje z Wietnamu, Pakistanu, Niemiec oraz Tanzanii, a w połowie listopada odbędą się dwa ważne szczyty: G20 w Indonezji oraz APEC (Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku) w Malezji. Już mogę zapowiedzieć, że na pewno warta omówienia będzie wizyta kanclerza Niemiec, może jeszcze coś ciekawego dla Azji wykluje się podczas szczytu APEC, o czym będzie warto napisać — czas pokaże.

 

Na ten moment jednak skupienie pada na pierwszą delegację, która udała się do Chin po XX Kongresie KPCh. Z 4-dniową wizytą przyjeżdża Nguyen Phu Trong, który co prawda nie zajmuje już od ponad roku stanowiska prezydenta Wietnamu, ale wciąż dzierży stanowisko Sekretarza Generalnego w Komunistycznej Partii Wietnamu (czyli dzierży największą władzę w państwie). Stosunku Wietnamu z Chinami, które teoretycznie powinny być bardzo dobre z uwagi na wspólnotę komunistycznej ideologii, w rzeczywistości są naznaczone przez trudną przeszłość. Wietnam za czasów zimnej wojny stał u boku ZSRR, które miało być przeciwwagą dla chińskiego zagrożenia z północy. Finalnie w roku 1979 doszło nawet do krótkotrwałej wojny chińsko-wietnamskiej, w której efekcie obie strony poniosły spore straty, ale ogłosiły swoje zwycięstwa. Od tego czasu stosunki uległy poprawie, choć poczucie zagrożenia w Wietnamie nie mija, czego symbolem może być stopniowe zwracanie się ku USA wobec słabnącej pozycji Rosji. Pomimo ustanowienia w Wietnamie polityki "czterech nie" (nie dla sojuszy wojskowych, nie dla obcych wojsk stacjonujących na wietnamskiej ziemi, nie dla sprzymierzania się z obcymi siłami w walce z inną siłą oraz nie dla używania siły w stosunkach międzynarodowych), od pewnego czasu widać na przykład tymczasowe stacjonowanie amerykańskich okrętów wojskowych w wietnamskich portach, politycy wietnamscy i amerykańscy zaś mówią o sobie w coraz cieplejszych słowach. Do tego dochodzi coraz intensywniejsza rywalizacja chińsko-wietnamska o inwestycje zagraniczne, jako że część fabryk w ostatnich latach zaczęła się przenosić z Państwa Środka do Wietnamu w poszukiwaniu miejsca na stabilniejszy rozwój i tańszą siłą roboczą. Nie można również zapominać o cyklicznych napięciach na Morzu Południowochińskim (bądź, jak uważa Wietnam, Morzu Wschodnim), gdzie wzajemne pretensje dotyczące terytorium się na siebie nakładają.

 

Czego można oczekiwać po tej wizycie? Z całą pewnością masę pięknych słów i gestów formalnych, które przy takiej wizycie muszą nastąpić. Obie strony w komunikatach czy mediach (kontrolowanych przez władzę) rozpływają się na temat specjalnego znaczenia tych relacji oraz przeniesienia ich nawet na wyższy poziom. Nguyen Phu Trong otrzymał już Medal Przyjaźni Chińskiej Republiki Ludowej. Tego typu słowa nie mogą jednak przesłonić rzeczywistości — relacje między oboma państwami są bardzo skomplikowane i ta wizyta niczego nie rozwiąże. Być może będzie ona przyczynkiem do pracy nad problemami i ich rozwiązaniami, jako że w wietnamskiej delegacji obecnych jest sporo osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo publiczne oraz sprawy partyjne. Taka wizyta w takim wypadku mogłaby posłużyć do nawiązania bliższych relacji pomiędzy czy to obecnymi, czy przyszłymi osobami odpowiedzialnymi za poszczególne obszary, co przysłużyłoby się rozwiązaniu sporów w przyszłości.

 

Gdyby ktoś był zainteresowany bliżej tematem ( hehe, tak, jasne ;D ), to niestety niemalże żadne zachodnie media nie skupiają się na tej wizycie, z wyjątkiem The Diplomat. Poza tym pozostaje śledzić lokalne wieści i (jak w przypadku mediów chińskich czy wietnamskich) próbować coś wyczytać między wierszami, by przekopać się przez obustronną propagandę.

549ccdaa-1ddd-4bad-bdf4-43236db87c7e
bojowonastawionaowca

@Alalai O Niemcach będzie na pewno więcej już niedługo, spokojnie Ale już mogę napisać, że strategia Niemiec w ostatnich miesiącach zdecydowanie nie jest jednolita, widać w kwestii Chin tarcia w koalicji rządzącej. Więcej w nadchodzących dniach

serwer

Niemiaszki jadące podpisać kolejny pakt Ribbentrop-Molotov

6cb1add1-1256-4497-a91f-50d492f97a1d
bajerfull

@serwer Tylko po co? Wystarczy jakaś fajna unia jak ZSRR, Układ Warszawski, Nato czy inna UE.

Zaloguj się aby komentować

Wybory w Izraelu. Piąty odcinek politycznej karuzeli

Jutro wybory parlamentarne w Izraelu. Piąte wybory w ciągu ostatnich trzech i pół roku. Sondaże sugerują, że prawicowy blok, skupiony wokół Binjamina Netanjahu, ma przewagę. Jednak nawet jeśli Netanjahu wygra, to nie może być pewien czy uda mu się utworzyć rząd.

Tekst tradycyjnie dostępy także na Blogu.

Izraelski kryzys polityczny rozpoczął się w 2018 r., gdy Avigdor Lieberman (koalicjant Netanjahu i ówczesny minister obrony) podał się do dymisji. Był to gest sprzeciwu wobec decyzji Netanjahu o zawieszeniu broni z Hamasem. Lieberman był za kontynuowaniem walki.

Tak Izrael wpadł w niekończącą się karuzelę wyborczą. W latach 2019-2021 przeprowadzono aż cztery rundy wyborów parlamentarnych. Wszystkie z nich zakończyły się zwycięstwem Netanjahu, ale za każdym razem popularny „Bibi” miał ogromny problem z utworzeniem rządu większościowego.

Ostatnie wybory, przeprowadzone w marcu 2021 r., także zakończyły się zwycięstwem Bibiego, jednak to nie on utworzył rząd. Szeroka koalicja anty-Netanjahu skupiona wokół Naftaliego Bennetta i Jaira Lapida przejęła władzę. Koalicja ta była mocno egzotyczna. W jej skład weszli zarówno nacjonaliści, centrowcy, lewicowcy, a nawet arabscy posłowie (po raz pierwszy w historii Izraela).

Przez wewnętrzne konflikty w rządzie i intrygi Netanjahu, ta egzotyczna koalicja rozpadła się jednak w czerwcu 2022 r. Bennett ogłosił wycofanie się z polityki, a nowym premierem został Jair Lapid.

Nadchodzące wybory w dużej mierze będą „referendum” w sprawie zaufania wyborców do Binjamina Netanajahu, który przez ostatnie lata dominował izraelską politykę. Bibi jest najdłużej urzędującym premierem w historii Izraela. Rządził bez przerwy przez 15 lat, w latach 2009-2021. Netanjahu budzi w Izraelu skrajne emocje. Nic dziwnego, były premier ma w swoim życiorysie wiele wstydliwych kart. W 2019 r. został oskarżony o korupcję i naruszenie zaufania publicznego. Proces rozpoczął się w 2020 r., jednak do tej pory nie zapadł wyrok.

Dla Netanjahu, przyszłe wybory będą nie tylko walką o fotel premiera, ale walką o jego karierę polityczną jako taką – jego przeciwnicy uważają, że jeśli ponownie obejmie stanowisko premiera, to będzie blokował proces w swojej sprawie.

Ostatnie sondaże dają przewagę prawicowemu blokowi skupionemu wokół Netanjahu. Przewaga jest jednak marginalna – blok Netanjahu może liczyć na 61 mandatów ze 120. W praktyce może to oznaczać, że mimo wygranej – po raz kolejny – Netanjahu nie uda się utworzyć rządu.

Jeśli nawet Netanjahu udałoby się utworzyć rząd, to najprawdopodobniej Bibi zostałby „politycznym zakładnikiem” ultranacjonalistów, takich jak np. Itamar Ben-Gvir (foto). Bez takich ludzi jak Ben-Gvir, Netanjahu nie ma bowiem szans na zdobycie 61 miejsc w Knesecie.

Dużo będzie zależało od frekwentacji wyborczej. Dobrze obrazuje to sytuacja kilku sojuszników obecnego premiera, Jaira Lapida: partie Merec, HaAvoda, Ra’am i Hadash-Ta’al powinny łącznie zdobyć 18 mandatów, ale wg sondaży wszystkie balansują na granicy progu wyborczego (3,25%).

Podsumowując, ciężko stwierdzić czy nadchodzące wybory przesądzą o czymkolwiek. Równie dobrze żadna strona może nie być w stanie zyskać jednoznacznej przewagi, a kryzys polityczny w Izraelu może trwać dalej.

Moim zdaniem rozstrzygnięcie tego politycznego kryzysu może wyklarować się dopiero po zakończeniu procesu sądowego Netanjahu, bo – tak jak wspomniałem – nadchodzące wybory to bardziej „referendum” w sprawie zaufania do Netanjahu niż „wybory parlamentarne”.

Przy czym trzeba podkreślić, że Izrael – mimo że przechodzi przez kryzys wewnętrzny – to nadal jest sprawnym graczem na arenie międzynarodowej. Porozumienia Abrahama podpisano jesienią 2020 r., gdy Netanjahu był jeszcze u władzy, ale kryzys w kraju już trwał. Po odsunięciu Netanjahu od władzy (2021), rząd Bennett-Lapid wywierał skutecznie wpływ na administrację Bidena w sprawie JCPOA (porozumienie nuklearne z Iranem). W minionym tygodniu rząd Lapida podpisał natomiast umowę z Libanem w sprawie wyznaczenia spornej granicy morskiej.

Oczywiście izraelska polityka zagraniczna nie jest tak skuteczna jak mogłaby być w sytuacji posiadania stabilnego rządu. Jednak warto podkreślić, że Izrael – mimo wszystko – działa sprawnie na arenie międzynarodowej.

_______________

Info wrzucam na:

- stronę Facebook Puls Lewantu

- Twittera

- stronę internetową

- #lagunacontent

_______________

Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby postawić mi wirtualną kawę, to może to zrobić pod tym linkiem. Przypominam też, że mam też Patronite - dla Patronów przygotowuję cotygodniowe przeglądy prasy, sesje Q&A, wczesny dostęp do artykułów i inne fajne rzeczy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

a0afa5c3-8e05-4d94-910f-ad07398577e7
janlaguna

@tptak Pomyłka, zauważyłem dopiero później, na stronie poprawiłem, ale tutaj zostało. Łączne rządził przez 15 lat, bo jeszcze w latach 90., ale bez przerwy to faktycznie było 12 lat.

Zaloguj się aby komentować

0

I tak rosja będzie w chińskim obozie. Niemcy dobrze zrobiły, że brały tani gaz najdłużej jak się dało. Przy następnej wojnie rosja dostanie chińskie lend-lease. Żeby tym razem wygrali bez niszczenia połowy ukrainy. Puchatek własnie stał się następnym wielkim dyktatorem. Albo zniszczy chiny swoimi pomysłami albo zrobi w azji jesień średniowiecza.

USA powie polsce, że teraz musimy radzić sobie sami. Będziemy musieli stawić czoła rosji silniejszej która będzie chciała odzyskać status światowego mocarstwa. Polscy włodarze nakupią dużo zagranicznego uzbrojenia ale zapomną o amunicji i logistyce bo to nie jest medialne. Ludzie w wieku produkcyjnym zostaną zabrani z miejsc pracy do wojska. Rosja będzie werbować ukrainców jako swoich agentów w polsce. Akty sabotażu w fabryka są bardzo prawdopodobne. Tak samo tworzenie i finansowanie piątek kolumny. Politycy, artyści, osoby znane, eksperci, organzacje ekologiczne, polityczne typu ordo luris będą destabilizować polske od środka. Trzeba pamiętać o bardzo silnej więziłączącej rosjan z ukraincami. Po wojni to się odnowi. Nawet Arestowicz jest prorosyjski.

01d97c60-58f1-463f-b9c3-921993cb0dbe
Utylizejszyn

@serwer co ja przeczytałem...

marcin-roger

Ale pierdolenie. Rosja będzie kurwą Chin co najwyżej

Zaloguj się aby komentować