597 + 1 = 598
Tytuł: Żużel
Rok produkcji: 2020
Kategoria: Dramat / Sportowy
Reżyseria: Dorota Kędzierzawska
Czas trwania: 1h44m
Ocena: 1/10
Lubię dawać drugą szansę filmom i książkom. Może widziałem je/czytałem w złym momencie, może byłem za głupi żeby zrozumieć? Ale tym razem to nie pomogło.
Z perspektywy fabularnej: W tym filmie wątki nie mają ani początku, ani końca, mimo że był potencjał w kilku z nich na naprawdę niezłe historie. W efekcie nie wiemy, o czym film jest i jaką historię nam opowiada. Bohaterowie nie mają celu, który realizują, historia donikąd nie zmierza. Nie wiemy nic o głównych bohaterach, nie ma żadnego tła historii, wstępu, nie wiemy nic o miejscowej drużynie, o ambicjach, celach. Nawet wątek romantyczny został jakoś popierdzielony. Niby jest główny bohater, jakaś dziewczyna, która się kręci, ale czy mają się ku sobie, czy może trafiają po prostu na siebie? W jednej scenie on ją chyba gw*łci, ale w sumie niewiadomo. W ostatniej on patrzy, jak ona się wyprowadza i widać żal w ich oczach. Są jakieś sceny z dzieckiem podpatrującym głównego bohatera przez okno, ale kim jest to dziecko? Co ono robi? No i tak właśnie wyglądają wszystkie wątki i postacie w filmie. W tym filmie rzeczy się po prostu zdarzają, ale nie ma to wpływu na nic. Do tego motyw znany z cut scenek w grach czy tureckich seriali - kadr z dystansu na miejsce, w którym dzieje się akcja, kilka scen wewnątrz, powrót do kadru na miejsce, w którym działa się akcja. Kiepskie efekty specjalne, poziomem porównywalne do ostatniej produkcji Techlandu z 2015. Bardzo zła muzyka (to film o żużlu, a nie impreza w hobbitonie!). Ten film powstawał przeokropnie długo i miał problem z dystrybucją i myślę , że każdy, kto go obejrzy, zrozumie, dlaczego.
Sportowo: Nic się tu nie zgadza. Począwszy od wyniku 15:17 na tablicy w jednym momencie, przez logikę, bo główny bohater jest przedstawiany jako wybitny żużlowiec, a z drugiej strony nie ma kasy na silniki i próbuje ją pożyczać od "gorszych" kolegów. Koledzy z drużyny w zawodach drużynowych rywalizują między sobą na smierć i życie, przez co nie do końca wiadomo, czy w sumie oglądamy zawody drużynowe, czy indywidualne, właściwie o co jadą i z kim. Realia są jakieś zamazane, bo stadion, kombinezony, otoczka zawodów sugerują lata 2010-obecnie, tymczasem styl życia zawodników - mieszkanie po suterenach, dojeżdżanie na zawody rowerem, dostawanie punktówki do kieszeni po zawodach, posiadanie garażu gdzieś w jakiejś spelunie, chodzenie na piwo po zawodach i unikanie oklepu od kibiców za słaby wynik, to takie w sumie lata 70. Da się tu odnaleźć odniesienia do rzeczywistych zdarzeń. Kibice mogą rozpoznać wątek śmierci Lee Richardssona i wydarzeń z meczu Gorzów-Zielona Góra z 2012 roku, ale oczekiwałbym nieco więcej, biorąc pod uwagę produkcję, przy której pracowali żużlowcy, a ekipa regularnie odwiedzała różne stadiony.
W sumie, biorąc pod uwagę, że przy produkcji dużo do powiedzenia miał Jacek Hugo-Bader, autor najbardziej nierzetelnego reportażu-artykułu o żużlu, który w 2006 opisał całą dyscyplinę jako tę, gdzie dzieci z rodzin z marginesu społecznego, degenerackich domów próbują wyrwać się z nędzy ryzykując życie na torach, i albo giną na torze ku uciesze gawiedzi, albo popełniają samobójstwa, to można zrozumieć, czemu ona wygląda jak wygląda.
Trzy rzeczy podciągają ocenę z 0 do 1: Gra Ziętka – według mnie to jeden z lepszych polskich aktorów, robił, co mógł (trochę jak Linda w "Powidokach"), gra Tadeusza Kostro – jak na amatora, to według mnie on ratował ten film w scenach, w których był, oraz zdjęcia – Artur Reinhart zrobił z Przemyśla Florencję.
Żużlowy laik nie wyniesie z tego filmu nic, żużlowy kibic wyniesie zawód i poczucie zmarnowanego czasu.
#filmmeter #filmy #film #zuzel