Zdjęcie w tle
Historia

Społeczność

Historia

61
ArroyoZawodowiec

#Historiazarroyo - Niemiecki konny zwiadowca patrolujący teren. Region Sommy, 1914 r.

Podstawową rolą kawalerii z czasów I wojny światowej był zwiad. Dochodziło też do starć kawalerii, lecz było to wówczas dość rzadkie - przynamniej na froncie zachodnim. W 1914 roku we Francji było kilka starć między kawalerzystami np. pod Le Montcel 7 września czy pod Cerizy-Moy 28 sierpnia. Na innych frontach Wielkiej Wojny takie starcia, gdzie uczestniczyła kawaleria, były częstsze. Można tu wymienić choćby szarżę polskich kawalerzystów walczących po stronie Najjaśniejszego Pana pod Rokitną 13 sierpnia 1915 roku czy szarża kawalerii pod Beer Shewą w 1917 roku na pozycje osmańskie.

Przedstawiony na zdjęciu jeździec wykonuje zwiad w okolicy Sommy. Rola kawalerii niemieckiej polegała głównie na patrolach oficerskich, kiedy to dokonywali zwiadu w zwarciu. Wydaje się jednak, że oficerowie nie byli przeszkoleni do takich zadań, a ich efekty rozpoznania nie były zbyt dobrze oceniane przez wyższe dowództwo Cesarstwa Niemieckiego, więc znacznie bardziej prawdopodobne jest, że zwykli konni przeszkoleni w tym zakresie nadawali się lepiej do zwiadu niż oficerowie.

Opracowania:
"British cavalryman vs German cavalryman 1914" aut. Alan Steele
Odnośnie Beer Shewy:
"Beer Shewa 1917" aut. Jarosław Wojtczak
Odnośnie bitwy nad Marną:
"Marna 1914" aut. Jarosław Centek

abd66213-ea75-41e5-8f85-0faa6718a589

Zaloguj się aby komentować

Jak już pisaliśmy o naszych nadziejach związanych z nadciągającym Ostatecznym Zwycięstwem, to żal nie wrzucić tej przepięknej mapy Moskwy - Stolicy Całej Rusi Białej, z herbem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Mam nadzieję, że już niedługo będziemy mogli spodziewać się wersji uwspółcześnionej. Czego sobie i Wam życzę

93d4f198-841e-4117-a729-3541613bfcfa

Zaloguj się aby komentować

Sztos
ArroyoZawodowiec

historiazarroyo
O PTSD i weteranach wojennych (zdjęcie z teledysku "Wrong Side of Heaven" zespołu Five Fingers Death Punch)
W trakcie działań wojennych często dochodziło do zjawiska wyniszczenia psychicznego. W I wojnie światowej można powiedzieć, że dość medialne stały się przypadki PTSD (Post-traumatic stress disorder) - zespołu stresu pourazowego. Ludzie bali się powrotu na wojnę, co można było zauważyć choćby na filmach z okresu Wielkiej Wojny. Sam widok czapki wojskowej wprawiał pacjenta w strach.
W trakcie walk na Sycylii doszło do incydentu, w którym gen. George Patton dwukrotnie spoliczkował dwóch żołnierzy - jeden miał gorączkę, drugi nerwicę. Gdy jeden z dziennikarzy ujawnił szczegóły tego incydentu, odwołano Pattona - wrócił dopiero w trakcie inwazji na Normandię. Poniekąd niektórzy kwalifikują ten przypadek jako błędne zachowanie wobec ludzi cierpiących na PTSD.
W trakcie wojny w Wietnamie wielu mężczyzn, którzy poszli do wojska, cierpieli potem na PTSD. Przykładem może być kuzyn seryjnego mordercy Richarda Ramireza - Mike. Walczył w Wietnamie, dopuszczał się tam zbrodni takich jak gwałty czy mordowanie cywili. Wrócił wyniszczony psychicznie. W końcu na oczach niepełnoletniego kuzyna zastrzelił swoją żonę.
Innym przykładem związanym z Wietnamem może być już popkulturowy przykład - Rambo. Pierwsza część zwraca uwagę na kwestię weteranów wojennych wracających z konfliktów zbrojnych. Niejednokrotnie dochodziło do tego, że nie potrafili się odnaleźć w starym środowisku, przyzwyczajeni do wojny. Ludzie też reagowali na takich dość krzywo.
Współcześnie problemy weteranów wracających m.in. z Afganistanu są dość spore. Część z nich wróciła z zespołem stresu pourazowego, innym rozpadały się rodziny, a jeszcze inni lądowali na bruku.
Kwestię problemów weteranów wojennych porusza zespół V Fingers Death Punch grający muzykę heavy metalową i hard rock. Skupili się w utworze "Wrong Side of Heaven" na kwestiach żołnierzy wracających z wojny i rosnącymi z tym problemami - bezdomność, bezrobocie, PTSD, rozwody. W każdym kraju, którego żołnierze biorą czynny udział w konfliktach zbrojnych, z czasem pojawiają się problemy tego typu. Nie zdziwię się, jak i w wojnie na Ukrainie wracający do domów żołnierze mogą wrócić wyniszczeni obrazami na polach bitewnych.
Żeby nie było - PTSD to też problem choćby wśród funkcjonariuszy, gdy dochodzi do jakiegoś szczególnie brutalnego morderstwa, na którego widok nie byli przygotowani. Jednym z nich jest przypadek z Australii związany z Katherine Knight - pozwolę sobie jednak uciąć tu temat, gdyż była to zbyt okrutna sprawa. Wystarczy powiedzieć, że detektywi zaangażowani w sprawę do dziś zmagają się z PTSD.
Link do utworu zostawiam z kolei w komentarzu - jest godny uwagi.

f6f5b963-af3d-4359-8662-e108364eb191
Arroyo22 dni temu

Zaznaczam, że post w dużej mierze związany jest z USA. W bloku wschodnim takie przypadki zdarzały się niekiedy nawet wskutek tzw. Fali w wojsku - w ZSRR i dzis. Rosji zwana Diedowszczyną. W latach 80.tych jeden z Litwinów, którego bardzo okrutnie potraktowali w armii, zemścił się na swoich "towarzyszach broni", zabijając kilku z nich. W 2019 roku w Zabajkalskim Okręgu Ramil Szamsutdinow, szeregowy armii FR w ramach samoobrony przed próbą gwałtu ze strony innych, dłużej będących w wojsku żołnierzy rosyjskich, zabił 6 z nich i dwóch podoficerów. Link do artykułu związanego z przypadkiem z 2019 r.:
https://defence24.pl/sily-zbrojne/seryjne-zabojstwo-po-probie-gwaltu-w-rosyjskiej-armii-powrot-fali?fbclid=IwAR0XopeaWcGHRyQC2Pmrzn7yvkE6Upvr6BNb-dD4YReoAIA6C-4shNU71h0

0
B3loza20 dni temu

@Arroyo niedawno oglądałem ten film na YT i pomyślałem sobie że ci co tak sie palą do wojenki to chyba nie mają świadomości o konsekwencjach i z pozycji kanapy to wygląda kolorowo ale gówno wiedzą o realiach wojny i konsekwencjach siedzenia na pierwszej lini lub w okopach

Arroyo19 dni temu

@B3loza Zależy, niekiedy ludzie idą na wojnę w szczytnym celu jak obrona ojczyzny. Gorzej, gdy się okłamuje własny naród samemu będąc agresorem. W przypadku I WŚ to w Niemczech dość mocna była propaganda wojenna, choć z czasem, gdy front się "spolaryzował", to zaczęły się próby ucieczki, wysyłanie listów z tym, jak naprawdę jest na froncie itd. Z Francji znamy kilka przypadków, gdy (za czasów ofensywy Nivelle'a) cenzura w korespondencji szalała, a niekiedy nawet dochodziło do skazywania na śmierć zwykłych szeregowych za "agitację antywojenną".

0

Zaloguj się aby komentować

Informacja o możliwej śmierci dezertera Emila Czeczki przypomniała mi historię z Półwyspu Koreańskiego z lat 60. XX wieku. To właśnie tam w tych latach doszło do zdarzenia dość podobnego - aczkolwiek jako, że mowa tu o Korei Północnej, to sprawa jest jeszcze bardziej niezwykła.

Jej bohaterem był starszy szeregowy Joseph Dresnok - żołnierz 1 Dywizji Kawalerii, który stacjonował na granicy strefy zdemilitaryzowanej pomiędzy Koreą Północną i Południową. Wydawało się, że będzie tylko kolejnym z tysięcy amerykańskich i południowokoreańskich żołnierzy którzy "odbębnili" tam swoją służbę. Tak się jednak nie stało.

Dresnok wywodził się z biednej rodziny i od samego początku życia świat wokół niego obracał się głównie wokół nie tylko biedy samej w sobie, ale również odrzucenia i braku wzorców. Rodzice Dresnoka rozwiedli się, gdy ten miał 10 lat, wcześniej Dresnok wielokrotnie wraz z matką stawali się ofiarami przemocy fizycznej ojca alkoholika. Ostatecznie Dresnok wyrokiem sądu został odebrany matce i przekazany ponownie ojcu. Ten jednak nie miał zamiaru się nim zajmować, więc pewnego dnia po prostu porzucił go na krawężniku ulicy, prze którą akurat przejeżdżał. Dresnok resztę lat młodzieńczych spędził w domu dziecka, a słabe wyniki w nauce sprawiły, że nie ukończył nawet liceum. Jak wielu innych mężczyzn w jego sytuacji, zaciągnął się do wojska, gdzie swój pierwszy dwuletni kontrakt odsłużył w Niemczech Zachodnich. W trakcie tego pierwszego okresu poznał również swoją pierwszą żonę - jednak gdy wrócił z Niemiec odkrył, że zdradziła go z innym. Zaraz po tym podjął decyzję o ponownej służbie, gdzie właśnie wysłany został do Korei.

W samej Korei problemy Dresnoka się nie skończyły - niedługo po dotarciu na miejsce wpadł w tarapaty, gdy odkryto, że skorzystał z przepustki na której podrobił podpis przełożonego. Za to przewinienie uznany został za dezertera i miał stanąć przed sądem wojskowym. 15 sierpnia 1962 roku podjął decyzję - nie chcąc stanąć przed sądem. Gdy większość jego oddziału jadła obiad, Dresnok nagle wyrwał się do sprintu, przebiegł przez linie demarkacyjną omijając przy tym podłożone tam miny i oddał się w ręce północnokoreańskich żołnierzy.

Po drugiej stronie Dresnok został natychmiast zabrany z granicy i przeniesiony do strzeżonego ośrodka w Pjongjangu. Tak okazało się, że nie był jedyny w swoim rodzaju - poza nim w ośrodku znajdowało się trzech innych amerykańskich dezerterów. Byli to sierżant Charles Jenkins, kapral Jerry Parish i szeregowy Larry Abisher. Cała grupa została odizolowana od świata zewnętrznego i była od razu wykorzystywana w celach propagandowych - regularnie pojawiali się na okładkach pism propagandowych i czasem nawet byli zabierani z powrotem na granicę, gdzie namawiali innych żołnierzy do dezercji przez szczekaczki. W roku 1966, jednak, Amerykanie uznali, że mieli dosyć i próbowali poprosić o azyl w ambasadzie ZSRR w Pjongjangu. Sowieci natychmiast "zwrócili" zgubę swoim towarzyszom, którzy ukarali Amerykanów ponowną izolacją i biciem.

Poza tym incydentem Dresnok pozostał później wierny reżimowi Kim Ir-Sena. Wkrótce znalazł się w nowej roli - aktora. Razem z resztą dezerterów kilkukrotnie występował w roli "tego złego" w północnokoreańskich filmach propagandowych dotyczących wojny. Poza karierą aktorską wkrótce został zatrudniony w Instytucie Studiów Zagranicznych w Pjongjangu jako nauczyciel angielskiego i tłumacz dzieł Kim Ir-Sena na ten właśnie język. Państwo odwdzięczyło się mu za tą pracę... aranżując mu małżeństwo. Działający w Europie agenci reżimu porwali we Włoszech w roku 1978 rumuńską studentkę Donię Bumbeę, którą następnie przetransportowali do Pjongjangu i "sprezentowali" Dresnokowi. Co ciekawe, małżeństwo przetrwało aż do śmierci kobiety w w roku 1997 - z tego związku urodziła się dwójka chłopców - Theodore i James. Po śmierci drugiej żony Dresnok ożenił się ponownie z córką tongijskiego dyplomaty - z tego związku w roku 2001 urodził się trzeci syn Ted.

Sam Dresnok zmarł najprawdopodobniej w roku 2016 na wylew krwi do mózgu. Informację o jego śmierci północnokoreańskie media podały dopiero w roku 2017, nadając oświadczenie jego synów. Poza potwierdzeniem faktu śmierci ojca, cała trójka z nich złożyła również przysięgę wierności Kim Dzong-Unowi i gotowości do walki z USA. Historię Dresnoka po raz pierwszy szerszy świat poznał w filmie dokumentalnym "Przekroczyć Granicę" z roku 2006, gdzie brytyjski dziennikarz Daniel Gordon zdołał przeprowadzić wywiad-rzekę z Dresnokiem i jego synem Jamesem - w owym czasie kapitanem północnokoreańskiej armii i studentem na tym samym uniwersytecie, gdzie wykładał jego ojciec.

79125ba2-24b7-4da4-b395-fc4c80b0e33d

Zaloguj się aby komentować

Wielkie ucieczki przedstawia Morgan Freeman S01E01 Alcatraz | PL

Morgan Freeman prezentuje kulisy największych i najsłynniejszych ucieczek z najbardziej znanych więzień na świecie.

https://tubeload.co/f/sybwg7xsssrq/Wielkie-ucieczki-przedstawia-Morgan-Freeman-S01E01-Alcatraz-PL.mp4

Zapraszam na kanał Telegram: https://t.me/zobaczto

29cff983-c35e-4ff2-8c23-eb981d194634

Zaloguj się aby komentować

Sztos

CZĘŚĆ 2

Wśród milionów fragmentów MD-11 śledczy natrafili w końcu na możliwy punkt zapalny. W trakcie badań dziesiątek kilometrów okablowania wkrótce natrafiono na fragmenty przewodów noszące wyraźne ślady zdarcia izolacji i działania łuku elektrycznego. Bazując na dokumentacji dostarczonej przez Boeinga i SwissAir śledczy odkryli, iż kable te zostały zainstalowane długo po tym, jak maszyna opuściła fabrykę. Modyfikacji dokonała mieszcząca się w Kaliforni firma Santa Barbara Aerospace na zlecenie SwissAir, gdy linia poszukiwała sposobów na przyciągnięcie nowej klienteli. Jednym z nich miała być instalacja indywidualnego systemu rozrywki dla pasażerów pierwszej klasy i klasy biznes. Ten dzisiejszy standard we wszystkich klasach przewozowych przewoźników na dalekich dystansach w owych czasach był czymś iście rewolucyjnym. Śledczy zaczęli jednak odkrywać, iż modyfikacja ta nie była tak banalna. Nowy system pobierał duże ilości prądu i często bardzo szybko nagrzewał się do niebezpiecznych wartości. Do tego, cały obwód był zupełnie odizolowany od głównego obwodu elektrycznego maszyny, co w praktyce uniemożliwiało odłączenie go od źródła zasilania. Wiedząc, co doprowadziło do zapłonu na pokładzie lotu 111, śledczy zaczęli dokładniej przyglądać się temu, co otaczało kable w podsufitce maszyny. Okazało się, że wnętrze kanału wyłożone było arkuszami izolacji termicznej wykonanej z metalizowanego tworzywa sztucznego znanego jako Mylar bądź MPET. Przeglądając dokumentację dotyczącą tego materiału śledczy natknęli się na niepokojące raporty. Pierwotnie, materiały wykorzystywane w lotnictwie dopuszczano do użytku na podstawie dwóch warunków - wytrzymania działania otwartego ognia bez zapłonu przez 12 sekund bądź umiejętności samodzielnego wygaszenia się w wypadku zapłonu. Okładzina termiczna z Mylaru przeszła test i została dopuszczona do użytku w samolotach. W latach 1994 i 1995 w Chinach doszło jednak do kilku pożarów na pokładach różnych maszyn. Badając owe przypadki chińscy śledczy odkryli, iż o ile Mylar był w stanie wytrzymać działanie ognia przez pewien czas, w wypadku zapłonu nie był on w stanie wygasić się samodzielnie. Podobne testy wykonane przez producenta maszyn typu MD-11 - firmę McDonnell Douglas - potwierdziły obserwacje z Chin. W roku 1997 do operatorów maszyny trafił specjalny biuletyn serwisowy zalecający usunięcie owej okładziny z pokładów samolotów. Biuletyn ten pełnił jednak funkcję w dużej mierze informacyjną i nie nakładał jakichkolwiek ograniczeń czasowych na jego wypełnienie. W wypadku lotu 111 sekwencja zdarzeń zdawała się być jasna. Pożar na pokładzie maszyny rozpoczął się od uszkodzonych kabli elektrycznych, zaś za paliwo posłużyły mu plastiki, pianki i okładzina termiczna zgromadzone w podsufitce. Ze względu na swoje położenie z dala od czujników dymu i ognia pozostawał on niewykryty, zaś pojawienie się dymu w okolicach wylotu klimatyzacji sprawiło, iż załoga początkowo nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji. Pożar zaś przez cały czas narastał w sile, powstrzymywany jedynie przez system wentylacyjny maszyny. Gdy załoga zdecydowała się o odłączeniu zasilania kabiny pasażerskiej, również ta ostatnia bariera upadła. Niedługo po tym pożar przedostał się do komputerów pokładowych a płomienie przedarły się do kokpitu zza panelu z bezpiecznikami.

Spokojna i zachowawcza postawa załogi wkrótce przyczyniła się do powstania teorii o tym, iż maszyna mogłaby wylądować w Halifaxie, gdyby Zimmerman i Löw zdecydowali się na natychmiastowe lądowanie. Taki scenariusz wzięli również pod lupę śledczy z TSB, przeprowadzając szereg symulacji podejścia do lotniska w Halifaxie i porównując go z tym, co zdarzyło się na pokładzie lotu 111. Wkrótce stało się jasne, iż nawet szybka reakcja przy pierwszym zauważeniu dymu nie miałaby żadnego znaczenia. W najlepszym wypadku rozpatrywanym przez śledczych samolot byłby w stanie znaleźć się na ziemi o godzinie 22:27. Według danych z rejestratora parametrów lotu, samo podejście do lądowania byłoby niezwykle trudne - w owym momencie pożar pozbawił już załogi podstawowej instrumentacji, asysty autopilota oraz komputerów pokładowych, uniemożliwiając podejście z pomocą systemu ILS. Podejście należałoby wykonać w warunkach wizualnych w ciemnościach, z szalejącymi w kokpicie płomieniami i ograniczającym widoczność gęstym dymie. Nawet, gdyby załodze udało się znaleźć pas i przyziemić, zrobiliby to z stanowczo przeciążonym samolotem i do tego pozbawieni asysty systemu przeciwpoślizgowego kół, hamulców aerodynamicznych i slotów. Przerażająca prawda była taka, iż w momencie zapłonu los wszystkich 229 osób na pokładzie maszyny został przypieczętowany.

Oficjalny raport dotyczący katastrofy lotu 111 opublikowano 27 marca 2003 roku. Po prawie 6 latach śledztwa i wydaniu 57 milionów dolarów kanadyjskich śledczy w końcu mogli stwierdzić, co było przyczyną tragedii - pożar na pokładzie wynikający z użycia materiałów łatwopalnych w konstrukcji samolotu. Już w trakcie trwania śledztwa - w roku 2000 - amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa nakazała usunięcie materiałów izolacyjnych wykonanych z Mylaru i podobnych materiałów z pokładów wszystkich samolotów certyfikowanych w Stanach Zjednoczonych z terminem do roku 2005. Wraz z tym krokiem wprowadzono również nowe kryteria testów przeciwpożarowych dla materiałów używanych w budowie samolotów. Na podstawie zaleceń kanadyjskiego śledztwa dokonano znacznie dalej idących zmian - zwłaszcza w listach kontrolnych na wypadek zauważenia dymu w kabinie, aby położyć większy nacisk na jak najszybsze sprowadzenie samolotu na ziemię i zmniejszyć liczbę koniecznych do wykonania procedur. Kolejnym krokiem było znaczące zaostrzenie inspekcji okablowania samolotów, połączone z instalacją czujników dymu i ognia w obszarach, gdzie znajduje się awionika. Same linie lotnicze SwissAir nie dotrwały do końca śledztwa - katastrofa lotu 111, następujące po niej batalie sądowe o odszkodowania dla rodzin ofiar i spadek liczby pasażerów po atakach z 11 września 2001 roku doprowadziły do bankructwa firmy w roku 2002. Majątek SwissAir został przejęty przez przewoźnika Crossair, który następnie zmienił nazwę na Swiss International Airlines. Linie te, wraz z spółką-córką Edelweiss, są obecnie częścią grupy Lufthansa i kontynuują działalność. Samoloty MD-11 są obecnie zaś używane w dużej mierze jako samoloty towarowe dla przewoźników takich jak UPS czy FedEx. O tragedii lotu 111 do dziś przypomina odsłonięty na brzegu Peggy’s Cove pomnik, na którym wyryto następująca inskrypcję:

“Ku pamięci 229 mężczyzn, kobiet i dzieci z pokładu lotu SwissAir 111, którzy zginęli w tych wodach 2 września 1998 roku.

Stali się jednym z niebem i wodą.

Niech Spoczywają w pokoju.”

94ef8405-e82c-4ba0-ba7c-b6de9b0fb41f
c22853d5-f3e8-45f5-b64b-f68d851ac88f
085e366c-ba5f-4516-90bf-698f17d3256a
43892bc4-7d5a-417d-98a5-0cc8c0cab5dc

Zaloguj się aby komentować

12