Ale się narobiło Tomki i Kasie. Dziś zapuściłem się w prawie zapomniane zakątki mojej dawnej kariery w grze Tibia. Byłem założycielem Last Vampires na świecie który dziś nie istnieje - Solera. I teraz zrobi się grubo - wg X-a do mojej gildii przynależał szMatecki - tak, ten sam.... Idę się wykąpać z 3 razy
Nie nabiorę się na to PRowe pierdolenie. Próbowałem kilka razy żeby mi zwrócili za grę która przeszła na Epic Game Store (wymóg posiadania tam konta) to mi odmawiali za każdym razem. Jak była ta afera z Helldivers 2 (gdzie poszło o to samo tylko wymóg konta na PSN a nie na Epicu) to spróbowałem ponownie pokazując przykład Helldiversów właśnie i również mi odmówili.
Gabe najlepszy no chyba że znowu panoszą mu się malware w modach do gier to wtedy tak miało być xd
Steam jest spoko ze swoim podejściem ale też mają swoje za uszami. Zwłaszcza jak jest problem i zamiast coś zrobić do biorą go na przeczekanie xd akurat grubas nauczył mnie że jeśli chodzi o korpo to nie ma co wierzyć w święte krowy juz dawno temu i za tę lekcję jestem mu wdzięczny
Jako, że na Hejto jest sporo starych ludzi to może kogoś zainteresuje. Za niecałą godzinę startuje LoL Classic. Na ostatniej fali popularności wszelkich "klasycznych" wersji różnych popularnych gier Riot postanowił zrobić nowy gamemode który ma symulować experience starego Lolka.
Jak starego? Teoretycznie są to okolice sezonu 3 ale w praktyce jest to bardziej taki remix różnych elementów które gracze zapamiętali najbardziej. Tak więc będzie wiele skilli i itemów których nie było już w grze w tym momencie. Ja się osobiście jaram bo to własnie w sezonie 3 zacząłem grać w tę grę i gram w nią nieprzerwanie do teraz. Btw cały event miał się zacząć o 17:00 ale jako, że to jest Riot to klasycznie im coś nie działa i przesunięto premierę na 20:00 xDD.
Wróciłem po 12 latach, pogram trochę ulubionymi championami. Neurony sprzed lat się aktywowały i nie czuje się już takim warzywem jak na normalnym lolu
W serii #maxpayne najbardziej lubię to, że nie masz prostego i oczywistego "czy na pewno chcesz wyjść z gry: tak nie" tylko pasujące do klimatu noir teksty o walce z bólem i stratą ^^
Tytuł: Titan Quest Anniversary Edition Developer: Iron Lore Entertainment Wydawca: THQ Rok wydania: 2016 Gatunek: hack and slash Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 63,8H Ocena: 6/10
Po latach zamknąłem (w sumie to tak naprawdę to nie, ale o tym pod koniec recenzji) projekt, który rozpocząłem będąc jeszcze w gimnazjum. Titan Quest był dołączony wtedy do któregoś z numerów CD Action, a ja szukając zastępstwa dla Diablo wpadłem na Półwysep Peloponeski pełen nadziei, że to będzie to. Wtedy doszedłem do połowy Egiptu i zrezygnowałem, po latach zastanawiałem się dlaczego. I teraz już wiem. Ale po kolei.
Pisałem o tym przy recenzji Hadesa, ale przypomnę - ja bardzo lubię mitologię grecką i to od najmłodszych lat (ten Herkules na Polsacie zrobił swoje). Także teoretycznie Titan Quest był skrojony pode mnie. Szkoda tylko, że rozgrywka nie dorównuje tłu fabulernemu.
A trzeba przyznać, że jak na hack'n'slasha (a przynajmniej takiego, w jakie ja grałem) to tutaj jest nietypowa konstrukcja fabularna, bo nie mamy jednego centralnego huba na akt, gdzie mamy stałych kupców i npców. Tutaj cały czas przemy do przodu, najpierw przez starożytną Grecję, później trafiamy statkiem do Egiptu, a następnie lądujemy portalem w Babilonie, gdzie zaczynamy naszą podróż Jedwabnym Szlakiem by dotrzeć aż do Chin goniąc za kultem Tytanów, by skończyć podróż na Olimpie (mówimy tutaj tylko o podstawce). Ma to swoje zalety - gra jest nieszablonowa, a każda lokacja jest projektowana ręcznie, dzięki czemu są ciekawsze niż takie z generatora. Jednakże ma to też swoje wady - nie w każdej lokacji mamy dostęp do skrytki czy innych potrzebnych usług.
No ale nie dla fabuły gra się w hack'n'slashe i tutaj jedna z największych wad TQ - po jakimś czasie zabijanie potworków staje się nudne. Fajnie, że są potwory mitologiczne dopasowane do regionów i dotyczy to również bossów, których znam z kart Parandowskiego. Jednakże dość szybko się wypaliłem przy zabijaniu kolejnych niemilców. Może to dlatego, że grałem łucznikiem (bo tym dwumetrowym płaskownikiem to se możesz co najwyżej kurde ten), ale z drugiej strony Diablo 2 zawsze Amazonką, w PoE też szedłem pod łuczniczkę i był z tego fajny feeling. Tutaj tego zabrakło.
Podobnie jak zabrakło też ciekawych dropów. Sam system itemizacji jest wyjątkowy - przeciwnicy upuszczają całe uzbrojenie w jakim są, także jeżeli wróg walczy mieczem to upuści miecz, jak jest odziany w zbroję to ta też z niego spadnie, kwestia tylko jakiej to będzie jakości. I nie ma tutaj klasycznego podziału na przedmioty magiczne-niebieskie, rzadkie-żółte, legendarne-pomarańczowe. Tutaj żółte to proste magiczne, zielone są mocniejsze, jasnozielone mają unikalne affixy, błękitne to uniqi, ale też i sety. Nie wiem czy potrafię po tylu godzinach dokładnie skategoryzować rodzaje przedmiotów. A co najgorsze to jakoś wiele fajnych mi przez całą grę nie wypadło. Zbroje zmieniałem chyba z 7 razy tylko, łuki przez całą grę miałem 4, 1 pierścień przeszedł ze mną grę od 2 aktu do końca. Bo po prostu nic fajniejszego nie dropiło. Więc w sumie tylko fabuła napędzała do parcia do przodu.
Są też esencje potworów oraz bogów, z których możemy tworzyć talizmany i amulety. Problem polega na tym, że kolekcjonujemy je w obrębie danej nazwy i jak zbierzemy całość to odblokujemy bonus, ale dalej tego nie upgradujemy. Także brakuje tutaj progresu jaki oferowała kostka horradrimów i zmiana stanu kamieni szlachetnych czy run na wyższe. Możemy też mieć farta i dropnie nam przepis na artefakt, który wykorzystuje daną esencje, ale tutaj też jest bez szału.
Nim przejdę do największej moim zdaniem wady, to jeszcze zahaczę o kwestie audiowizualne oraz stan techniczny. Jeżeli chodzi o dźwięki to są. Kropka. Nic wybitnego. Muzyka tak nijaka, że puszczałem sobie spotify w tle. Może z 3 utwory lepsze, ale tak to przeciętność. Wizualnie jest ok. Troszeczkę miejscami przeszkadzał mi układ mapy i góry/drzewa/naturalne ograniczniki zasłaniały mi wrogów. Do przeżycia, ale uważam, że nie powinno tak być. No i jak na grę z oryginalnie 2006 roku (wersja Anniversary, w którą grałem to 2016) to była źle zoptymalizowana. Nie mam wybitnego sprzętu, ale Wiedźmina 3 ciągnął na najwyższych, Cyberpunka odpalił na wysokich, a tutaj TQ potrafił chrupać i łapać "lagi" przy czym to grałem w singla bez łączenia z internetem. No i jeszcze kwestia polonizacji. W komentarzu dorzucę co się zaczęło pojawiać od 4 aktu ^^
No i przejdę do czegoś co mnie nie uderzyło teraz, ale mogło w przeszłości - sposób wydawania tej gry. W 2006 dostaliśmy podstawkę - 4 akty, historia kończy się na Olimpie. W 2007 dostaliśmy dodatek Immortal Thrones, gdzie dostajemy 5ty akt i udajemy się aż do Hadesu. I to byłoby w porządku, ale to nie jest koniec historii. Bo okazuje się, że w 2017 roku dostajemy Ragnarok, który kontynuuje historię bohatera, a w 2019 Atlantis, która jest już z kolei historia poboczną i to powiedzmy, że jest ok. Wszystkie te dodatki możemy zrobić na najniższym poziomie trudności, więc to jeszcze jest w miarę ok. Największym problemem jest dla mnie Eternal Embers z 2021, które wymaga by grę przejść na poziomie legendarnym (czyli 3 razy) by dopiero się odblokować. Teoretycznie możemy stworzyć postać zupełnie od zera na 70 poziomie by poznać historię, ale biorąc pod uwagę, że to jest gra oparta na historii, a nie end game'ie to to mi się strasznie nie podoba. Osobiście tego nie przeszedłem i zastanawiam się czy to robić. Na chwilę obecną jestem wypalony, więc odpuszczam.
Pewnie nikt nie dotarł do końca, bo nawet mi się nie chce tego czytać by zrobić korektę, ale lubię sobie od czasu do czasu popisać ^^
@Loginus07 Ciekawe bo ja miałem podobnie, grałem w to zaraz jak wyszło, ale komp się ostro dławił więc stwierdziłem że nie ma sensu, no i kilka lat ograłem w końcu wersję Anniversary, ale chyba nie z wszystkimi dodatkami. Pamiętam że jak cała gra była w miarę easy tak ostatni boss był przegięty w opór i musiałem aż wrócić i się podexpić. No ale też bym dał 6/10 - wiało że tak powiem sandałem od tej gry
@Loginus07 Jeżeli chodzi o mistrzostwo łucznika warto dorzucić mistrzostwo snów tworząc haruspika. Ma dość wygodne pasywne Buffy.
A co do itemek to warto na steamie pobrać loot+ gęściej sypie lepszymi itemkami, wydaje mi się że tak powinno być od początku.
W pierwszej lokacji zaraz za teleportem znajduje się świątynia w której wybiera się debuffy od ilości ich zależy ilość zdobywanej takiej trochę innej waluty, tą po zbiorze około 100k możemy wymienić na kule z przedmiotami takie jak wypadają z bossów ale przypisane do każdego kraju Grecja, Hades, Egipt itd.
Córka dostała od jakiegoś ziomka z przedszkola na urodziny. Jakość i wykonanie pozostawiają nieco do życzenia i od razu widać, że mamy do czynienia z chińczykiem, ale przy rozgrywce nie ma to większego znaczenia.
Jak już się wytrenuje wszystkie zależności i konsekwencje kolejnych ruchów to w dwie osoby staje się nieco monotonna i polega na wymianie punktów, ale w więcej osób robi się wesoło.
Ogólnie mimo wszystko bardzo spoko, nie znałem jej wcześniej, ale szczerze mogę polecić - tym bardziej, że można ją znaleźć za jakieś 20pln
@zuchtomek Fajne. Jak już tak polecamy, to mój młodszy syn dostał kilka lat temu w przedszkolu "Uratuj pszczołę". Na allegro za 40 zł, ale u pana Chińczyka można złapać pewnie za połowę ceny. Polecam dla dzieci w wieku przedszkolnym. Trzeba czasami pomyśleć, który element ruszyć, trochę trzymać nerwy na wodzy, żeby ręka nie drżała. My w to sporo graliśmy swego czasu a i dziś mu się czasami przypomni i wyciągniemy z szafy.
Poznajcie rodzinę Bergsonów, która od wieków strzeże górę Morta.
Rodzinę taką trochę patologiczną - babcia warzy jakieś dziwne płyny, ojciec chodzi wszędzie z młotem, dzieci rzucają nożami, sieją z łuku jak elfy, albo poruszają się jak ninja.
Poznajcie ich losy - czasami wesołe, ale zazwyczaj smutne, wręcz tragiczne.
I posłuchajcie opowieści narratora do samego końca.
Po odpaleniu gry, pomyślałem sobie "jakiś rogalik - to nie dla mnie". Ale po pierwszej sesji, była druga, potem kolejna, kolejna, aż do finału gry.
Gra mnie wciągnęła. Może przez fabułę, która naprawdę nie jest zła. Narrator bardzo fajnie opowiada całą historię, przerywniki są dobrze zrobione, tłumaczenie jest bardzo, bardzo dobre.
Niby typowy rogalik - łazimy po jakichś lokalizacjach, nawalamy co się rusza, giniemy i od nowa.
Ale tutaj mamy w sumie 7 postaci, które mają własny styl, każdą z nich możemy dopompować w specjalne zdolności. I to się czuje.
Na szczęście nie ma tutaj pierdyliarda przedmiotów, z którymi nie wiadomo, co zrobić. Nie ma ich wcale Masz tylko rozwój postaci, która ma cały czas taki sam sprzęt do dyspozycji. I może to mnie też przekonało, bo sprawdzanie, czy "tajemniczy, sierpowaty nóż pożogi" jest lepszy niż "okrutny, wygięty sztylet nocy", to za dużo kombinowania.
Tutaj idziesz i tłuczesz te potwory, zbierasz jedynie "kasę" za którą kupujesz ulepszenia dla całej rodzinki.
Oczywiście dochodzą jakieś jednorazowe runy, błogosławieństwa itd., ale wszystko jest łatwe do ogarnięcia.
Sama gra jest wymagająca, przynajmniej dla mnie Ale dałem radę pokonać ostatniego bossa za trzecim razem.
Grafika.... Nazwałem ją "pixelart HD", bo przy zbliżeniach masz pikselozę, ale jak się kamera oddala, to masz całkiem ładną grafikę. Animacje postaci zasługują na pochwałę, są dopracowane.
Muzyka - klimatyczna, nie przeszkadza w grze.
Ukończnenie zajęło mi w sumie kilkanaście godzin, więc nie jest źle. Do tego po ukończeniu odblokowuje się dodatkowy poziom trudności dla chętnych.
Na uwagę zasługuje też tryb co-op gdzie w dwie osoby penetrujemy lochy i inne miejsca
Mnie się podobała. Zakończenie też jest satysfakcjonujące.
Tytuł: Dead Island 2 Developer: Deep Silver Dambuster Studios Wydawca: Deep Silver Vienna Rok wydania: 2023 Gatunek: RPG akcji, akcja Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 89% - 35 godzin Ocena: 8.5/10
#cierpliwygaming pełną gębą. Pierwszy trailer „Dead Island 2”, trzeba zaznaczyć, że świetny, został opublikowany w 2014 roku. Premiera gry nastąpiła w 2023 roku, a ja zagrałem w nią dwanaście lat po zapowiedzi. Czy warto było tyle czekać?
Jak najbardziej tak i to z wielu powodów.
Przede wszystkim zombie pokonuje się bardzo przyjemnie. Można im odcinać bądź łamać nogi i ręce, dekapitacja także się zdarzy, podobnie jak wybita szczęka. Mimo że dość szybko przeszedłem nad tym do porządku dziennego, to na początku obserwowanie, jak zombie stają się coraz bardziej pokiereszowani, dawało sporą satysfakcję. Arsenał jest całkiem urozmaicony, bo można zombie bić grabiami czy kijem bilardowym albo dwuręcznymi młotami, maczetami i tym podobnymi. Z czasem bohater lub bohaterka, bo można wybrać jedną z kilku gotowych postaci, otrzymuje broń palną – pistolety, rewolwery, strzelby, karabiny wyborowe czy automatyczne.
Zombie także są urozmaicone, bo oprócz powłóczących nogami szwendaczy za bohaterem gonią biegacze, siłacze i inne dziwy. Bardzo spodobała mi się ta różnorodność wyglądu niemilców. Nie zabrakło chociażby grubasów (w końcu to USA), siłaczy, którym połączenie wirusa i sterydów dało ogromne mięśnie, strażaków, policjantów, żołnierzy, starszych pań w dresach i wielu, wielu innych.
Skoro już o wyglądzie wspominam, to odwiedzane lokacje są kolejnym ogromnym plusem „Dead Island 2”. Osadzenie historii w Los Angeles może nie było oczywistym wyborem po tropikalnej wyspie z jedynki, ale okazało się strzałem w dziesiątkę. Odwiedzamy najbardziej charakterystyczne dzielnice i miejscówki tego miasta. Moją ulubioną lokacją jest Monarch Studios z planami filmowymi różnych gatunków. I plaża z zasiekami, i plan typowego sitcomu, i azteckie klimaty, i miasto wyjęte rodem z jakiegoś filmu noir. Szczególnie tym ostatnim byłem zachwycony. Przez tę różnorodność gra nie nudzi się, ponieważ co jakiś czas trafiamy do zupełnie nowego otoczenia.
Co do fabuły… zdaję sobie sprawę, że mogę wzbudzać wrażenie, jakby fabuła nie interesowała mnie w grach, jednakże to nieprawda. Po prostu są gatunki, w których opowiadana historia ma mniejsze znaczenie niż w innych. I tak też jest w przypadku „Dead Island 2”, w którym opowieść do pewnego momentu jest dosyć sztampowa. Ot, bohater został ugryziony, okazuje się, że jest odporny na wirusa i nie przemienia się w zombie, wierzy, że musi dotrzeć do przedstawicieli rządu, żeby pomóc w wynalezieniu szczepionki. Potem następuje twist fabularny, który akurat nie przypadł mi do gustu, jednakże historia była na tyle znośna, że nie przeszkadzała mi w cieszeniu się z rozwalania głów zombiaków.
To samo tyczy się zadań pobocznych, spośród których trudno wymienić mi jakieś szczególnie zapadające w pamięć. Nasuwają mi się zadania dla streamerki, która chce nabić wyświetlenia na epidemii i pokazać światu, jak zombie giną w efektywny sposób. Na przykład podpalając je i zrzucając z dachu. Oczywiście zrobić to musi gracz, ale nie sprawia to, że ta misja jest niewiadomo jak fajna. Większość zadań pobocznych sprowadza się do znalezienia lub pokonania czegoś.
W trakcie ich wykonywania bohater natrafia na masę specyficznych postaci, często przerysowanych, jak wspomniana streamera czy podstarzała gwiazda rocka, która cały czas czeka na dostawę pizzy. Albo weteran, który ukrywa się w bunkrze zbudowanym w kanałach. Czasem absurd goni absurd i nie będę ukrywał, że nie do końca trafia to w mój gust, ale hej, pasuje to do klimatu. Kto w końcu zachowywałby się normalnie w obliczu apokalipsy zombie? A co dopiero w przypadku mniej lub bardziej odklejonych celebrytów różnego sortu?
Dlaczego więc wykonywałem te zadania, skoro były takie nieciekawe? Oczywiście dla korzyści majątkowych, czyli mniej lub bardziej wypasionych broni, które najczęściej są nagrodami za poświęcenie swojego cennego czasu. Miałem z tym osobisty problem, ponieważ narzędzia destrukcji mają swoje poziomy i zdarzało się tak, że mniej rzadki przedmiot wyższego poziomu był lepszy od bardziej rzadkiego niższego poziomu. A że początkowo z gotówką, wykorzystywaną do podnoszenia poziomów, bywa krucho, to często wymieniałem sprzęt na lepszy. Co śmieszniejsze, mimo że miałem potężniejsze zabawki, to najczęściej i tak biegałem z najgorszą bronią, ponieważ… było mi szkoda tych lepszych. A potem stawały się zbyt słabe. xD
Bronie można ulepszać aspektami i modyfikatorami, przez co przykładowy miecz może razić prądem albo podpalać przeciwników, młot ma większą siłę obalającą et cetera. Warto zadbać o różnorodność, ponieważ niektóre zombie potrafią być odporne na dany aspekt. Na przykład nie da się podpalić zombie w stroju strażaka. Co fajne, płonącego zombie można ugasić, rzucając w niego „wodną bombą” albo po prostu oblewając wodą z kanistra. Podobnie można też rozlać paliwo, a potem je podpalić, albo rzucić elektrycznym shurikenem w wodę, żeby porazić wszystkich zombie. Dużo z tym zabawy.
Ponarzekam też na rozwój postaci. W trakcie rozgrywki zdobywa się karty z umiejętnościami, spośród których można aktywować określoną liczbę. Ciekawy system, którego wadą jest to, że niektóre karty można znaleźć, więc nie obędzie się bez dokładnego przeczesywania lokacji. I mimo że uwielbiam eksplorację w grach, to zawsze zdarzy mi się coś pominąć. xD
Gra nie tylko wynagradza rozglądanie się różnymi fantami, ale także notatkami, smartfonami z smsami i podobnymi. Twórcy potrafią w narrację środowiskową i często uśmiechałem się albo doceniałem pomysłowość. Na przykład jedna notatka została zapisana przez przypadkowo uruchomioną transkrypcję głosową, przez co przypomniał mi się mem o wysłaniu smsa podczas uczenia starszego pana głosowej obsługi smartfona. xD Albo grupka sporządziła listę charakterystycznych zombie, na którą polowała w ramach rozrywki.
Wracając jeszcze do rozwoju postaci: główną fabułę zakończyłem na 29 poziomie z 30 możliwych do wbicia. Po finale na gracza czeka jeszcze trochę zadań pobocznych oraz dwa dodatki i przyznam szczerze, że robiłem je bardzo na odpierdziel. Ani nie czułem potrzeby zdobywania kolejnych legendarnych, unikatowych broni, ani nie chciało mi się już walczyć z zombie, ponieważ po wbiciu maksymalnego poziomu nie otrzymywałem już punktów doświadczenia. Poza tym gra nie jest na tyle trudna, żeby nie wiadomo jak dopracowywać swój build. Bardziej to kwestia czerpania przyjemności z rozgrywki, a dosyć szybko udało mi się odkryć, co lubię i dążyłem do tego.
DLC kontynuują historię z kampanii i na tym momencie była już dla mnie na tyle odjechana, że ukończyłem je z czystego poczucia obowiązku. W ich trakcie również otrzymuje się nowe karty i zabawki, jednakże, jak wspomniałem, na tym etapie już i tak ich nie potrzebowałem. Tym bardziej, że nie planowałem przejścia drugi raz gry w trybie New Game +.
Mimo to ponownie warto pochwalić twórców za świetne lokacje w obu dodatkach. W szczególności spodobał mi się festiwal muzyczny, choć może zbyt duży.
Gra oferuje także dedykowany tryb kooperacyjny oraz możliwość przejścia kampanii z innymi ludźmi, ale nie wypróbowałem tych możliwości z braku kolegów. xD
Podsumowując, bardzo polecam „Dead Island 2”, jeśli macie ochotę na coś w klimacie radosnego rozwalania zombie. Tym bardziej, że na promocji można ją kupić za około trzydzieści złotych. No i gra jest też bardzo dobrze zoptymalizowana.
@cyberpunkowy_neuromantyk kurde, nie wiem jakoś się odbiłam od tego tytułu, a BARDZO lubie gry tego typu - miałam dwa podejścia - pierwsze zaraz po premierze i pograłam niecałe 2h i zwrot, drugie kilka miesięcy temu - siadło około 12h i deinstalacja ¯\_(ツ)_/¯
ciężko mi nawet się jakoś wytłumaczyć - DL The Beast wciągnęłam jedną dziurką w listopadzie 2025, ponad 70h siadło jak złoto, a tutaj nie potrafiłam się przemóc... nie wiem, może ten kolorowy klimat, momentami krindżowy humor, jakaś taka miałka fabuła - choć wiem, że w tej grze właśnie tak to miało wyglądać ale zombiaki ciepa się miodnie - to muszę przyznać ( ͡° ͜ʖ ͡°)
czasem też tak mam, że zainstaluje grę, pogram kilka godzin - nie podejdzie, ale wrócę za kilka, kilkanaście miesięcy i wtedy nagle oczy jak 5 zł i gram do odcięcia i nagle 70-80h na liczniku xD
Nie sądziłem, że to się kiedyś stanie, ale będziemy mieć POE po polsku . Sam niespecjalnie tego potrzebuję, ale mimo wszystko fajnie, że polska społeczność przestaje być ignorowana.
Z tego co piszą zarówno poe1 i poe2, ciekawe jak to wyjdzie. Ja to zarówno w diablo jak i last epochu wolałem po angielsku, bo określenia były bardziej zrozumiałe.
Nie mogę się doczekać walki z kształtownikiem i zbudzicielem.
Ciekawe, ale co to zmieni. Akurat w tej grze język nie ma większego znaczenia. Swoją drogą w POE do poziomi 90+ dociągnąłem pewnie z kilkadziesiąt postaci a dalej za bardzo nie wiem jaka jest fabuła tej gry oprócz tego, że trzeba zabić bossa na końcu każdego aktu
Na pewno jest to krok w stronę zyskania nowych graczy, których do tej pory zniechęcała bariera językowa. Będą mogli się oswoić z grą, chociaż samo tłumaczenie może utrudnić granie, skoro zdecydowana większość buildów i podobnych jest po angielsku.