665 + 1 = 666


Tytuł: Zapiski oficera Armii Czerwonej

Autor: Sergiusz Piasecki

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 9/10


#bookmeter


***


Noc była czarna jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra.


Jest w literaturze taki motyw, który nazywa się motywem pierwszego kontaktu. Zwykle występuje on w fantastyce naukowej, jest tam zresztą dość mocno eksplorowany, a dotyczy niczego innego jak właśnie pierwszego kontaktu naszej cywilizacji ziemskiej z obcą cywilizacją pozaziemską. Już na samym początku lektury Zapisków oficera Armii Czerwonej przyszła mi go głowy taka myśl, że ta obca cywilizacja wcale nie musi być pozaziemska.

Wrzesień 1939. Armia radziecka wkracza do Polski, dociera do Wilna, a, w opowieści wykreowanej przez pana Piaseckiego, wraz z nią do Wilna (czy raczej Vilniusa) wkracza lejtnant bohaterskiej Armii Czerwonej, Michaił Zubow. Pom zajęciu miasta Zubow znajduje sobie w mieście kwaterę i, razem z innymi, podobnymi sobie, w Wilnie stacjonuje. Kiedy tak się stacjonuje w okupowanym mieście, trzeba się czymś w nim zajmować. Zubow zajmuje się więc różnymi rzeczami, a każda kolejna wydaje mu się coraz bardziej niezwykła. Mnie z kolei na początku książki niezwykłe wydawało się to, jak bardzo bohater potrafił naginać to co widział, do wpojonego mu światopoglądu daleko przekraczając w tym naginaniu granice jakiegokolwiek absurdu. Jeszcze bardziej niezwykłe było dla mnie to choć ta myśl przyszła później, już po zakończeniu lektury, że ja panu Piaseckiemu w tego Zubowa całkowicie uwierzyłem.


Uśmiałem się w czasie tej lektury tak bardzo, jak dawno się przy książce nie uśmiałem. Poziom ignorancji, zatwardziałość w patrzeniu na świat i logika wyciąganych przez Zubowa wniosków razem z wszystkimi jego przywarami, jego działania podejmowane w myśl wciąż powtarzanych socjalistycznych haseł, które z socjalizmem praktycznym (proszę nie mylić z realnym) miały niewiele wspólnego doprowadziły do tylu komicznych nieporozumień, że materiału z tej krótkiej jednak książeczki wystarczyłoby na kilka naprawdę niezłych komedii.


Później, choć z opisywanych przez Zubowa sytuacji wciąż się śmiałem, śmiałem się już mniej wesoło. Ten mój spadek wesołości spowodowany był tym, że uświadomiłem sobie, że takich Zubowów spotykam w swoim życiu całkiem sporo (martwi mnie to trochę, bo wydaje mi się, że spotykam ich coraz więcej). Niekoniecznie są oni oficerami Armii Czerwonej, niekoniecznie nacjonalizują dla siebie buty, zegarki i inne dobra, chodzi mi tutaj o ten bardzo ograniczony sposób myślenia. O uczepienie się jednej wizji świata i podporządkowywanie widzenia tego świata tej właśnie wizji – a jeśli fakty tej wizji przeczą, tym gorzej dla faktów, skądś to przecież znamy. A jeszcze później, kiedy już skończyłem tę książkę, kiedy poznałem jej tragiczny moim zdaniem finał, zrobiło mi się przykro. Przykro zrobiło mi się tak z powodu losów bohaterów i tego co im Zubow w imię Związku Radzieckiego (albo może i nie Związku Radzieckiego?), jak i z powodu samego Zubowa. Bo temu Zubowowi przecież ktoś powiedział jak ten świat wygląda, ktoś go tego życia nauczył. Jego winą było to, że w to, co mu mówiono uwierzył. I, tak już podsumowując, myślę, że Zubow, choć uczynił wiele rzeczy złych i nie mam wątpliwości, że należy nazwać go okropnym człowiekiem, jest jednak postacią tragiczną. On po prostu inaczej nie umiał. Moralność jest przecież, tak uważam, wytworem cywilizacyjnym i trzeba jej uczyć.


Literacko bardzo mi się ta książka podobała. Pan Piasecki wykreował wspaniałego, bardzo wyraźnego bohatera. Język, jakim prowadzona jest opowieść jest nie tylko piękny (to może być zarzut, bo nie przystaje do takiego trepa jak Zubow, ale nic a nic mi to nie przeszkadzało), ale też bardzo konsekwentny i czuć, że zalatuje rosyjskim. Można by się jeszcze trochę przyczepić do logiki, bo oto Zubow, który się boi (a boi się często), prowadząc te swoje zapiski przyznaje się w nich do rzeczy, które mocno mogły mu zaszkodzić, gdyby ten jego notes został znaleziony. A Zubow, choć jest głupi, to akurat o siebie zadbać potrafi. Więc tak, można by się tego czepić, ale ja się czepiał nie będę. Po pierwsze dlatego, że inaczej napisać się tego nie dało, a po drugie dlatego, że po co takim czepianiem się psuć sobie przyjemność z lektury?

a455a21e-9ece-4010-8566-5e528afcf152

Komentarze (0)

Zaloguj się aby komentować