To jest połączenie dla Polonii z Galicji, a także dla Żydów jeżdżących do Łańcuta na pielgrzymkę na grób cadyka Elimenecha. Poza tym LOT w tym roku wymienia kabiny dreamlinerów na nowoczesne, więc niech się nie zesra (づ•﹏•)づ

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Pierwszy spływ Wisłą


Wczoraj udało mi się spełnić moje małe marzenie – popłynąłem supem wzdłuż Grudziądza. W sumie odkąd tylko tu mieszkam, w mojej głowie krążył pomysł, żeby mieć jakiś sprzęt, żeby móc sobie popływać po Wiśle. Zawsze docelowo miała to być wielka wyprawa i spływ aż do morza, ale chciałem też mieć możliwość, żeby popływać tu „wokół komina” i móc chociażby dopłynąć sobie na wyspę na Wiśle. Zakup supa w zeszłym roku był pierwszym krokiem do realizacji tych planów, a wczorajszy spływ stał się kamieniem milowym.


Bałem się, był stres, miałem wątpliwości. Pojawiały się myśli, żeby poczekać na spokojniejszy nurt – choć wcale nie był specjalnie mocny – bądź takie, żeby poczekać, aż będę miał wsparcie z brzegu w postaci żony lub kumpla. Byłoby to dla mnie dużo bardziej komfortowe, żeby choć ten pierwszy raz zaliczyć właśnie w taki sposób. Jednak poszukiwanie komfortu i idealnych okoliczności do działania jest błędem, bo te mogą nigdy nie nadejść. Druga rzecz jest taka, że im więcej wątpliwości musiałem przełamać i zadziałać wbrew nim, tym większą satysfakcję odczuwam, że to zrobiłem i mogę potraktować to jako zaliczenie pewnego wyzwania.


Podjechałem samochodem na żwirownię i napompowałem supa w pobliskim zagajniku. Niepotrzebny sprzęt – pompka, trzonek od wiosła itd. – zostawiłem w aucie, do którego wracałem się kilkukrotnie, bo ciągle zapominałem o jakichś drobiazgach, takich jak zmiana okularów albo wzięcie siedziska do supa. xd


Gdy już miałem wszystko, poszedłem z supem pod pachą wzdłuż dzikiej plaży nad Wisłą, w okolice miejscówki, na której nieraz robimy ogniska. Wyszło około półtorej kilometra. Na miejscu spakowałem telefon i kluczyki od auta do kieszeni bojki asekuracyjnej, którą przymocowałem z przodu deski, a torbę od supa zamocowałem z tyłu. Supa położyłem na wodzie, rozłożyłem siedzisko, wskoczyłem na niego i zacząłem nieśmiało wiosłować.


Pierwszy spływ odbyłem na siedząco, w trybie kajaka, z podwójnym wiosłem, żeby zminimalizować ryzyko wpadnięcia do wody praktycznie do zera. Pływania na stojąco jeszcze się uczę i przy mocniejszym wietrze albo fali mam problemy ze sterownością i utrzymaniem równowagi na desce.


Pływanie po Wiśle okazało się łatwe i przyjemne. Nie odbiegało wiele od tego na jeziorze. Jedyną różnicą był nurt, który występował praktycznie tylko przy brzegach, a będąc na środku Wisły, udało mi się bez większych problemów płynąć pod prąd. Do pewnego czasu, gdyż nurt potrafił się nagle pojawić i zmienić mój kurs na jedyny słuszny – czyli w stronę morza.


Spłynąłem wzdłuż Grudziądza jakieś 5 kilometrów w linii prostej. W tym czasie dwukrotnie płynąłem kawałek pod prąd i dwukrotnie zaliczałem przeciwległe brzegi, więc myślę, że mogłem zrobić łącznie 6–7 km. Zrobiłem sobie krótką przerwę na brzegu naprzeciw grudziądzkich spichrzy i porobiłem parę fotek.


Cały spływ zakończyłem na pierwszym cypelku, tuż za błoniami nadwiślańskimi. Tam podsuszyłem i zawinąłem sprzęt, spakowałem go do torby i poszedłem z buta, z 15-kilogramowym plecakiem, wzdłuż Wisły do samochodu zostawionego za żwirownią. Wyszło niecałe 4 kilometry. Cała „wyprawa” zajęła mi niecałe 3,5 godziny.


Rozdziewiczyłem się z pływaniem po Wiśle i czuję się zachęcony do próbowania sił na dłuższych trasach. Sama trudność spływu – co też podejrzewałem – była znikoma, jednak miał on wymiar symboliczny, jako pewnego odczarowania Wisły w mojej głowie.


W Grudziądzu nikt po Wiśle nie pływa. Tu Wisłą się straszy i nikt z niej nie korzysta, nie licząc picia piwa nad jej brzegiem. Kiedy płynąłem supem, byłem tego dnia prawdopodobnie jedyną jednostką pływającą na wysokości Grudziądza. A tak to dwa razy w tygodniu przepłynie jakaś łódź wędkarska, raz w roku organizowany jest spływ kajakowy i tyle.


#sup #wisla #mikrowyprawy #oczynieniupostepow

61a17d5d-bc8d-4bdb-a4d6-85499364188e

@Opornik w grę wchodziło tylko coś dmuchanego, bo nie mam miejsca, żeby przechowywać. Dobry dmuchany kajak to koszt 1500zł +, a supa kupiłem za 700. ¯\_(ツ)_/¯

@splash545 kupiłem używany kajak dmuchany za 400. Testowałem i chyba jest ok. Zamierzam się nim wybrać na Odrę i Olawe. Swoją drogą szkoda, że się rzeką u was starszy. We Wrocławiu kajaków masa. Co ja mówię, jaka masa. RZESZA. Łódek różnego rodzaju też. Czasem strach byłoby kajakiem wypłynąć w centrum, bo tyle statków. Trza korzystać.

@splash545 pomyśl o dmuchanym kajaku. Dużo! Więcej frajdy niż z supa. Więcej możesz też zabrać ze sobą. I trochę bardziej sucha dup@ :)

@Astro taki był pierwotny plan. No zobaczymy jak się sup zużyje, to może i w kajak pójdę. Chyba, że się wkręcę w supowanie.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Tragiczna pielgrzymka w sukni ślubnej

8 marca 2008 roku, dokładnie w Dzień Kobiet, z Mediolanu wyruszyła młoda włoska artystka performance’u, Giuseppina Pasqualino di Marineo, znana jako Pippa Bacca. Ubrana w białą suknię ślubną, autostopem zmierzała do Jerozolimy w ramach projektu „Brides on Tour” (Panny Młode w podróży). Wspólnie z Silvią Moro chciały wcielić w życie odważną ideę: symboliczne „małżeństwo między narodami i ludźmi”.

Podróżując przez Bałkany i Turcję, ziemie naznaczone niedawnymi konfliktami, artystki pragnęły udowodnić, że człowiek jest z natury dobry i godny zaufania. Autostop stanowił tu akt wiary: oddanie się życzliwości obcych miało pokazać, iż możliwe jest prawdziwe pojednanie i pokój. Nie był tu zatem tylko środkiem transportu, lecz filozoficznym gestem. Jak same mówiły: „Autostop to wybór wiary w drugiego człowieka, a człowiek, niczym mały bóg, nagradza tych, którzy w niego wierzą”. Białe suknie ślubne, które miały nosić przez całą trasę, symbolizowały nowe początki, czystość intencji i połączenie tego, co podzielone.

31 marca Bacca zaginęła w okolicach Gebze niedaleko Stambułu. Jej ciało, nagie i uduszone, odnaleziono 11 kwietnia 2008 roku w stanie rozkładu. Padła ofiarą g__tu i morderstwa. Sprawca został szybko ujęty. DNA wskazało jednak na obecność nasienia co najmniej dwóch mężczyzn. Nigdy nie ujawniono tożsamości drugiego napastnika. Sąd uznał go za oderwanego od ludzkich wartości, pozbawionego skruchy. Został podobno skazany na dożywocie.


źródło: facebook .com /photo?fbid=1283220880640014&set=a.405262068435904

#zbrodnia #kryminalne #historia #comoglopojscnietak

23057224-9b3f-41fc-99a0-362653283645

@radek-piotr-krasny nie pierwsza odklejona od rzeczywistości biała kobieta która tak skończyła.


Wychowane pod kloszem w bezpiecznej cywilizacji zachodniej, z jej wszystkimi wartościami, dają sobie napchać so głowy głupot, lecą w świat, i giną, naiwnie myśląc że wszędzie na ziemi ludzie wyznają takie same wartości.

@radek-piotr-krasny 

artystki pragnęły udowodnić, że człowiek jest z natury dobry i godny zaufania

At this moment Jenny should know, she fucked up.

@jonas człowiek z natury jest dobry... tylko zapomniało jej się, że przecież przez całe życie środowisko też go kształtuje i już z dziecka można zrobić potwora bez empatii

@Roark Człowiek nie jest z natury ani dobry, ani zły. Do tej pory nie wiadomo w jakich proporcjach środowisko/geny decydują o ostatecznym kształcie i moralności jednostki, czy to 20/80, czy może 80/20 albo jeszcze inaczej.


A ta nieszczęsna naiwna pani wybrała się samotnie do krajów, w których samotna kobieta bez męskiego "opiekuna" ma status łownej zwierzyny, w dodatku niepodlegającej żadnym prawom ani okresom ochronnym. Zapłaciła za to najwyższą cenę i niestety wniosków już nie wyciągnie.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@fonfi jestem na redukcji i jak nie pójde na rower albo siłownię to danego dnia chodze głodny bo z 2300kcal to się chłop nie naje xD

Zaloguj się aby komentować