Dzisiaj pierwszy raz próbowałem vibecodować w copilocie, jakbym miał z czymś to porównać, to porównałbym z piciem tyskiego, niby na etykiecie pisze że piwo, w sumie trochę jak piwo smakuje, ale taki jakiś niesmak dziwny pozostał.
Ja pi⁎⁎⁎⁎lę, wiem że święta i świąteczny nastrój ale to jest za grube żeby mogło przejść bez echa.
#afera #microsoft #linkedin
Afera BrowserGate: LinkedIn potajemnie skanuje, co masz w przeglądarce
Każdy, kto odwiedza stronę LinkedIn, jest potajemnie sprawdzany przez ukryty kod JavaScript. Skrypt działa w tle i bez naszej wiedzy skanuje przeglądarkę, szukając zainstalowanych dodatków.
Skanowanie wszystkiego, od pracy po religię
Mechanizm stworzony przez LinkedIn szuka rozszerzeń w przeglądarkach opartych na silniku Chromium, takich jak Chrome, Microsoft Edge, Opera, Brave czy Vivaldi. Jest bardzo natrętny i celowo obchodzi zabezpieczenia twórców wtyczek. Jak ocenia Fairlinked, z prawnego punktu widzenia takie omijanie blokad może być traktowane jako nieuprawniony dostęp do danych.
Jak masz Firefoxa to teoretycznie powinieneś być bezpieczny.
Skrypt wyszukuje nie tylko rozszerzenia ułatwiające szukanie nowej pracy, ale idzie znacznie dalej. Wykrywa dodatki zapewniające prywatność, narzędzia VPN, a nawet wtyczki zdradzające poglądy polityczne, wyznanie religijne czy problemy zdrowotne użytkowników.
!!!
Według Fairlinked, ponieważ LinkedIn doskonale wie, gdzie są zatrudnieni jego użytkownicy, wszystkie te informacje służą do sprawdzania, z jakich programów korzystają całe firmy. Zamiast prowadzić skomplikowane analizy rynku, LinkedIn na podstawie zainstalowanych wtyczek w przeglądarkach może wywnioskować, co instalują zwykli pracownicy na swoich komputerach. Jeśli kilka osób w danym biurze używa konkretnego programu sprzedażowego konkurencji, na przykład Apollo, Lusha czy ZoomInfo, wraz z wtyczką do przeglądarki, serwis od razu wie, jakich narzędzi używa cała firma czy instytucja.
Skala tego zjawiska rośnie w przerażającym tempie. Jeszcze kilka lat temu LinkedIn sprawdzał zaledwie kilkadziesiąt dodatków, a dziś ta liczba przekracza sześć tysięcy. Co ciekawe, ten gwałtowny wzrost nastąpił pod koniec 2023 roku, gdy Unia Europejska nakazała platformie otwarcie się na współpracę z konkurencją. Zamiast tego serwis zaczął masowo śledzić użytkowników.
Fairlinked podkreśla, że najbardziej kontrowersyjny w całej sprawie jest całkowity brak przejrzystości. Regulamin platformy oraz jej polityka prywatności nawet słowem nie wspominają o skanowaniu przeglądarek. Użytkownicy nie mają możliwości wyłączenia tej opcji, bo oficjalnie ona w ogóle nie istnieje. Według autorów raportu jest to jawne złamanie europejskich przepisów, w tym popularnego RODO.
----------------------------
Dodatkowo linkedin dzieli się tymi danymi z "zaufanymi" firmami third-party. Polecam bezpośrednio https://browsergate.eu/ jest tam więcej szczegółów dokładnie co się dzieje z tymi danymi.
Nic mnie w Windowsie chyba bardziej nie wkurwiało, niż fakt, że przyciski multimedialne to po prostu predefiniowane skróty klawiszowe. U mnie znów przyciski vol+ i vol- coś z jakąś apką działającą w tle psociły, ale już dokładnie nie pamiętam, bo lata już moje obcowanie z microshitem ograniczają się do reinstalacji systemu na urządzeniach rodziny.
Ktoś w Microsofcie pomyślał: „a co jeśli Notatnik mógłby wykonywać polecenia?” — i wypuścił to włączone domyślnie. Atakujący mogą teraz podsunąć użytkownikom złośliwy plik .md, ty otwierasz go, klikasz link i BUM — kod uruchamia się z pełnymi uprawnieniami użytkownika. Pełne przejęcie systemu. To aż tak poważne.
~
Sama podatność jest dość prosta. Obsługa Markdown w Notatniku nie sprawdza, co znajduje się w tych linkach, zanim je wykona. Specjalnie przygotowany plik z odpowiednim prefiksem protokołu robi resztę.
~
Wystarczy phishing i kliknięcie użytkownika zamienia się w pełne przejęcie systemu.
@30ohm mów co chcesz- ja tam z Teamsów jestem zadowolony. Skype for Business, którego korpo używało wcześniej to było nieużywalne chujstwo, które może i ci nie pozwoliło ci wkleić nawet durnego statycznego obrazka, może i rozjebało każdą skopiowaną tabelę więc byłeś zmuszony przesyłać to osobno mailem, ale za to każda rozmowa zaczynała się od darcia się nawzajem do siebie "SŁYCHAĆ MNIE?!!!" i kurwienia na ustawienia tego wynalazku szatana przez następne 5 minut x ilość osób na callu, bo dźwięk to tam był koncept oparty o czarną magię. A potem modlenia się, żeby w trakcie tele ci nie wyjebało całej aplikacji, bo czemu nie.
A Teamsy? No sorry, wiem, że sranie na MS, ale.. Teamsy są faktycznie dobrym komunikatorem. Dobrze działają, aplikacja jest responsywna, nie j⁎⁎ie się co 5 minut, ma możliwość integracji z gigantyczną ilością aplikacji out of the box do tego stopnia, że połowę swojej pracy możesz robić z 1 okna, w tym personalnym Onedrivem, więc jeśli przesyłasz coś, co nie jest obrazkiem, gifem czy jakąś tabelką, ale plikiem, albo nie mieści się w standardowym buforze to automatycznie przesyła to na drive'a i udostępnia tak samo automatycznie drugiej osobie. W tle. Bez potrzeby ani jednego kliknięcia. Nawet telekonferencje są bezproblemowe. Mało- jak jesteś w stalce, gdzie jest urządzenie zgodne z Microsoft Teams Rooms, to już w ogóle dołączanie do spotkania, czy prezentowanie czegoś to w ogóle jest 1 guzik i nawet nie trzeba się martwić o wyciszanie niczego, nieważne czy spotkanie jest lokalne, zdalne, czy hybrydowe. Teamsy to autentycznie jeden z najlepszych produktów MS ostatnich lat.