Wczoraj jak debile, poszliśmy z różową czarnym szlakiem na Śnieżkę. Pierwsze cyfry w peselu jednak zweryfikowały nasze zamiary i jakoś 500 metrów w linii prostej od szczytu, daliśmy spokój.
Za to dzisiaj wsiedliśmy na wyciąg na Kopę, która jest tam kawałek od Śnieżki oddalona. No i mimo dość strome go podejścia i masy ludzi, udało się wejść. Widoki wspaniałe, w sumie większość ludzi na szlaku miła, otwarta, uśmiechnięta. Jakbym kurde w jakimś innym kraju był. Znacząco się to różni, od wiochy jaką można zobaczyć nad morzem. Takie moje spostrzeżenie. Całkowicie subiektywne.
Wiecie co mnie irytuje? No dobra, stary jestem, więc dużo rzeczy, ale dziś o ludziach typu "I love science!".
To bardziej opowieści matki, ale pamiętam jak dekady temu na wsiach na podkarpaciu popularne było zjawisko, że mogłeś coś chłopu mówić, albo tłumaczyć, a on to zbywał krótkim "...ale proboszcz powiedział inaczej". I nie przegadasz. No dobra, ale wtedy to był kiep bo 7 latach podstawówki, a ksiunc miał te wykształcenia i pewne oczytanie.
W obecnych czasach za to mamy patologię w postaci "trust the experts" i "sooource?". Na pierwszy rzut oka wygląda to sensownie, gdzie jest problem? Problem jest nie w planie, a w jego implementacji i spójności. Ludzie nie potrafią samemu myśleć, więc oceniają nie wiadomość, a posłańca wiadomości. A po czym ocenić? Po "fajności" jego wykształceń i prestiżu kręgu, z którego się wywodzi. W ten oto sposób, jak to w kawałach, np amerykańscy naukowcy są fajni, radzieccy uczeni już mniej.
I znajdą dziennikarze takiego eksperta, który gada o swoim modelu rzeczywistości. Ty widzisz, że ten model się nie klei, możesz tłumaczyć, znowu nie dociera, nie przegadasz. W odpowiedzi możesz dostać jakieś lamenty i przytyki o braku naukowości w obecnych czasach i wierzeniu w bzdury.
W co się powinno wierzyć? W publikacje naukowe, oczywiście. Jak wszyscy wiedzą, publikacja naukowa == fakt. Powstał nawet "fact-checking", który polega na porównaniu informacji z oficjalnymi źródłami, albo z ręcznie wybranymi artykułami naukowymi. Zgadza się z nimi? Prawda. Nie zgadza? Fałsz. Sprawdzone ( ͡° ͜ʖ ͡°) szury zaorane. Ty tak nie rób https://www.forbes.com/sites/startswithabang/2020/07/30/you-must-not-do-your-own-research-when-it-comes-to-science/ ale jakiś studenciak zatrudniony za grosze dla agencji fact-checkingowej już może i on weryfikuje prawdziwość rzeczywistości. Polski demagog ogólnie ma profesjonalne podejście i dobry track-record, ale za granicą to się cuda działy, SZCZEGÓLNIE w tematach społeczno-politycznych.
I wyrosło pokolenie "soOo0urce???", ludzi takich jak Destiny czy np polski Nazwex, dla których teoria poznania zaczyna i kończy się na znajdowaniu i przytaczaniu źródeł.... ale tylko dla twoich twierdzeń, oni nie muszą. Możesz mówić, że twoje obserwacje nie zgadzają się z modelem, zostanie to odrzucone z automatu jako "dowody anegdotyczne" (ci ludzie nie rozumieją nawet, w czym jest tu problem), bo nie można ekstrapolować uogólnień z małej próbki danych, po czym sami ekstrapolują twoją 1) wiedzę 2) wykształcenie 3) pojmowanie świata 4) stan psychiczny i często wiele więcej z 1-2 postów. Oni już nie muszą peer-reviewed study, wtedy to już jest ok i działa poprawnie.
Ślepota przejawia się nie tylko tutaj, zapominają, jak można kłamać statystyką, że można znaleźć np. publikacje na temat nadprzewodnictwa w "temperaturze pokojowej", które oczywiście nie działa, no ale publikacja jest, a fizyka to jedno z najbardziej hard science jakie istnieją. W naukach społecznych jest istny cyrk, gdzie by mówić o jakiś zjawiskach zaprasza się "ekspertów" i cytuje ich pitolenie, zamiast osoby z danych kręgów, manosphera bardzo często tym obrywa. Nie ma "replication crisis", był raczej kryzys naiwności, że takie coś może w ogóle dobrze działać.
A krytyka tego, szczególnie po cyrku covidowym, spotyka się z kont-krytyką, że mamy epidemie szuryzmu, antynauki i innych bzdetów i że wszyscy są głupi, tylko nie cytowacz oficjalnych źródeł.
@TRPEnjoyer Dawid Myśliwiec ostatnio coś publikował na temat wiarygodności publikacji naukowych. Całkiem interesujący materiał o problemach z weryfikacją badań.
A śmiali się z gości z sexdollami za $2000, a tu rośnie popularność kobiet używających LLMów jako protezy związku. Pamiętam jak dodawano chatboty do koikatsu, później był VRChat, a teraz mamy chatboty, które akurat w tej roli sprawdzają się bardzo, bardzo dobrze. Poza tym poprzednie rozwiązania to było więcej widocznej technologii, inny próg wejścia, więc dużo mniej bab się w to pchało.
ChatGPT jako terapeuta jest już podobno mainstreamem, co IMO ma sens - dużo taniej, dużo wygodniej, a większość z nich wcale nie jest lepsza.
@TRPEnjoyer Przyczyna sprowadza się w zasadzie do jednego. Każdy człowiek - czy to w relacji partnerskiej, czy to w relacji przyjacielskiej, czy to w relacji pacjent-terapeuta - chce mieć poczucie, że zostanie wysłuchany bez osądzania, potraktowany z życzliwością i zaopiekowany w przypadku problemów (przynajmniej w wymiarze emocjonalnym).
Problem w tym, że chociaż każdy oczekuje tego od innych, to tak naprawdę niewiele osób chce, potrafi lub zwyczajnie może sobie pozwolić na to, żeby zaoferować to samo ze swojej strony. Przed erą chatbotów ludzie zapełniali sobie tę lukę na różne inne sposoby - teraz chatboty stały się po prostu atrakcyjnym, łatwo dostępnym wypełniaczem, którego każdy ma praktycznie na wyciągnięcie ręki. To było do przewidzenia, że takie historie będą coraz częstsze.
Tym razem nietypowy (w kontekście moich wpisów) materiał.
Traktuje o polskiej szkole w Cazale na Haiti. Nie kieruje mną patriotyzm, ale zwyczajnie nie mogę znać i rozumieć wszystkich kontekstów, a polski rozumiem z urodzenia i wychowania. Ponadto, to co się dzieje na Haiti to koszmar. Nawracający.
Więc daję dla zasięgów, może to coś pomoże tym, którzy chcą budować, a nie niszczyć.
Druga część filmu jest bardziej drastyczna (od 17:30).
@ataxbras - Republika Haiti dzieli tą samą wyspę o nazwie Haiti z Republiką Dominikańską. Piękna wyspa ale poza kurortami bieda aż piszczy. W Republice Haiti nie byłem - a tam jest jeszcze gorzej.
@Deykun - wyjaśnienie po polsku czym jest "Conscientiousness":
Sumienność to jedna z pięciu głównych cech osobowości w modelu Wielkiej Piątki (Big Five). Charakteryzuje się ona dbałością o szczegóły, odpowiedzialnością, samodyscypliną oraz organizacją. Osoby sumienne są zazwyczaj zorganizowane, skrupulatne i skłonne do planowania, co pozwala im skutecznie osiągać cele. Wysoki poziom sumienności często wiąże się z lepszymi wynikami w pracy, wyższym poziomem edukacji oraz zdrowszym stylem życia.
W Polsce bezwzględnie powinno się wprowadzić Social Score. Dla tej całej yebanej patusiarni, wszystkich Januszy i Sebków przekonanych o swojej zajebistości, dla oskarków, Majtczaków i fajnotatusiów, zapierdalaczy i pierdzirur.
I to w takiej wersji hard, żeby husaria za każde pierdnięcie kwiczała. Bo jak się husarii nie zacznie kijem po piętach napierdalać, to zaraz tu będzie druga kacapia.
Jako dowód anegdotyczny. Wracam po nocy, stoi samochód przed przejściem. Przejście puste. Ale nie, nie puste. Jeż zapierdala przez przejście. No to też się zatrzymuję, awaryjne i czekamy.
Dojeżdża jakaś k⁎⁎wa z tyłu. Najpierw długie, potem trąbi. Potem rusza, wyprzedza, rozjeżdża jeża na przejściu i spierdala w siną dal. Suv BMW WH coś tam. Ręce k⁎⁎wa na to bydło opadają.
Mam taką znajomą, w zasadzie daleką kuzynkę. Dziewczyna 31 lat, pochodzi z niewielkiego podwarszawskiego miasteczka. Zawsze znałem ją jako taką miłą, trochę prowincjonalną dziewczynę, taki dobry "materiał" na żonę. Z normalnego domu, żadne patologie, czy zjebanie religijne.
Wszystko było fajnie do momentu jak stwierdziła, że przeniesie się do Stolicy "robić karierę" jako dwudziestoparolatka. Kariera wyglądała tak, że pracowała w jakiejś agencji reklamowej i wymieniała facetów literalnie co miesiąc. Ile razy u nich nie byłem, to słyszałem opowieści z kim to Zuza aktualnie nie jest. Gdy stukneła 30-ka Zuzie chyba znudziła się kariera, bo znalazła sobie jakąś mało wymagającą pracę w rodzinnej miejscowości, zamieszkała z powrotem w rodzinnym domu, kupiła psa i zaczęła pasjonować się ezoteryką i zdrowym trybem życia.
Jak z nią ostatnio rozmawiałem, to wyznała że szuka idealnego faceta na tinderze i znaleźć nie może. Dzieci? Niee, jest pies przecież. Gotowanie? Niee, mama robi obiady. A licznik rośnie.
Zaznaczam, że dziewczyna ładna, nie jakiś kaszalot.
I tak to pewnie w wielu przypadkach wygląda - kobiety nakręcone przez "lajfstajl" gonią króliczka i zapewne nigdy go nie dogonią.
@bojowonastawionaowca te niemce to głupie są... a tak na serio to wjechali gdzie nie powinni i mają karmę, kabel ułożą, zasypią i będzie można wyjechać autkiem.