"Ha tfu" - Jak oceniasz używanie tego zwrotu w internecie?
Ha tfu - czyli splunięcie, wyraz pogardy i obrzydzenia używane w internecie.
Ciekawy jestem jak wy podchodzicie do tego wyrażenia i jakie macie o nim zdanie.
Wyrażenie "Ha tfu" najczęściej jest używane jako część kontrowersyjnego postu, na końcu lub na początku komentarza jak również samodzielnie jako wyraz dezaprobaty dla danej osoby i jej zachowania.
Przykład: „Znowu kłamią w mediach. Ha tfu na nich!”
#ankieta #spoleczenstwo #hejtoankieta
"Ha tfu" - Jak oceniasz używanie tego zwrotu w internecie
Jestem ciekaw czy kiedy graliście coś w stylu rodzinnego quizu, gdzie ktoś osoba zadaje sobie pytanie z kartonika i na nie odpowiada. Pytania są różne życiowe, mocno drążą i bardzo ciekawe jest stawienie czoła w gronie rodzinnym. Oczywiście można pominąć pytanie i przejść do następnego, ale jak już odpowiadamy to musi być szczerze.
Wytworzył się nowy podział społeczny. Na arystokrację, która podjeżdża pod elegancki wielki paczkomat Inpostu i plebs, co czeka w kolejce do miniaturowego AllegroBoxa.
Z racji zawodowych muszę być dość mocno "interdyscyplinarny", a do tego umieć w small talki. Z różnymi ludźmi na różne tematy, przy czym lubię nabywać wiedzę specjalistyczną. Ostatnio kumpel mi robi wrzuty o fakapach systemu kaucyjnego (firma ma duży segment retail).
I tak sobie dzisiaj rozmawiam z koleżanką z działu co tam ciekawego na świecie i w kraju i mówię, że te kaucje to straszny bajzel.
Koleżanka wielkie oczy, drugi kolega co się przysłuchiwał też - jakie kaucje?
No system kaucyjny od października jest. Automaty, płacisz ekstra od opakowania, itp.
My nic nie wiedzieliśmy...
A to nie ciemne chłopki ze wsi, tylko ludzie wykształceni, pracujący w dużym "korpo".
To oczywiście przykład anegdotyczny, ale przypuszczam, że większość społeczeństwa tak działa. Prąd idzie "z gniazdka", a 800+ daje "państwo".
31 października 1926 roku Charles Millar wywołał dwa wstrząsy
jeden przypadkowy, a drugi genialnie zaplanowany.
Najpierw to, czego nikt się nie spodziewał:
73-letni prawnik, szczupły, energiczny i znany z tego, że nigdy nie chorował, nagle upadł na podłogę w swoim biurze w Toronto i zmarł. Jego sekretarka była w szoku.
Drugi wstrząs nastąpił, gdy otwarto jego testament.
Wtedy miasto odkryło, że Millar, wybitny prawnik korporacyjny i słynny żartowniś, przygotował to, co prasa nazwała później „żartem stulecia”.
Kim był Charles Vance Millar?
Urodził się w 1853 roku w ubogiej rodzinie farmerskiej, a mimo to został jednym z najbłyskotliwszych prawników w Ontario.
Uniwersytet w Toronto: średnia 98%.
Osgoode Hall: znakomity absolwent.
Udany inwestor, właściciel koni wyścigowych, współwłaściciel browaru i sprytny przedsiębiorca.
Nigdy się nie ożenił, nie miał dzieci — za to uwielbiał przewrotne żarty, zwłaszcza te obnażające ludzką chciwość.
A po śmierci przygotował swoją największą sztuczkę.
Testament jak żaden inny
Millar jasno napisał, że nie mając spadkobierców, nie ma żadnych „obowiązków” dotyczących podziału majątku — dzięki czemu mógł puścić wodze fantazji.
Jego zapisy były… kreatywne:
• Udziały w klubie wyścigów konnych dla księży otwarcie potępiających hazard
• Akcje browaru dla protestanckich pastorów walczących z alkoholem
• Luksusowy dom na Jamajce dla trzech prawników, którzy się nie znosili
• Cenne udziały w klubie dżokejów dla dwóch przeciwników hazardu — pod warunkiem, że w ciągu trzech lat zapiszą się do klubu (i obaj to zrobili)
Ale prawdziwą bombą była Klauzula 9.
Wielki Wyścig Bocianów
Millar zapisał resztę swojego majątku — ponad 500 000 dolarów (dziś to kilka milionów) — tej kobiecie z Toronto, która w ciągu dziesięciu lat po jego śmierci urodzi najwięcej legalnych dzieci.
Toronto oszalało.
Gazety publikowały codzienne aktualizacje pod tytułem „The Great Stork Derby”.
Matki bliźniąt i trojaczków stawały się celebrytkami.
Kościoły potępiały konkurs jako niemoralny.
Politycy próbowali unieważnić testament.
Nawet Sąd Najwyższy Kanady musiał go rozpatrywać.
Ale Millar był zbyt dobrym prawnikiem —
jego testament był nie do podważenia.
Zwyciężczynie
31 października 1936 roku — dokładnie dziesięć lat później — sąd Ontario ogłosił wyniki.
Cztery kobiety urodziły po dziewięcioro dzieci:
Anna-Kathryn Smith
Kathleen Ellen Nagle
Lucy Alice Timleck
Isabel Mary MacLean
Każda otrzymała 125 000 dolarów — dziś około 1,5 miliona.
Dwie inne uczestniczki dostały nagrody pocieszenia.
W czasie Wielkiego Kryzysu te pieniądze odmieniły życie ich rodzin.
Historię uwieczniono później w filmie telewizyjnym The Great Stork Derby.
Ostatnie wielkie dzieło Millara
Niektórzy twierdzili, że Millar chciał ośmieszyć polityków i duchownych, którzy głosili moralność, ignorując ubóstwo.
Inni żartowali, że bezdzietny kawaler „adoptował” w ten sposób 36 dzieci.
Jedno jest pewne:
Charles Vance Millar stworzył spektakl, który ujawnił, jak daleko ludzie są gotowi się posunąć dla pieniędzy — a jego testament stał się największym prawnym osiągnięciem jego życia.
Może warto zapodać tern pomysł #rzad w sprawie #demografia
Taki inny #lotto , trochę nawiązujący do czasów pandemicznych i konkursu na zaszczepienie w którym to bodaj hulajnogi można było wygrać. Tylko tym razem proponowałbym jednak pieniądze.
Brałem ostanio hajs z bankomatu. Cały trawnik dookoła upierdolony potwierdzeniami wypłaty.
Trzeba być jakimś masakrycznym debilem, żeby drukować potwierdzenie, po to żeby je od razu wyrzucić, szczególnie, że potwierdzenie drukuje się na samym końcu PO wydaniu kasy i to jeszcze trzeba świadomie wybrać, że się chce (euronet).
Ogólnie wszędzie jest coraz więcej śmieci. Kiedyś wywalony na ulicę McDonald to była rzadkość, teraz praktycznie codziennie widzę.
Paczkomat na osiedlu regularnie obszczany i to przez człowieka, nie przez psa, bo te leją nisko.
Skutki postępującego zbydlęcenia i "róbta co chceta" - kwiat młodzieży wychowywanej bezstresowo dorósł? Czy też wpływ ubogacenia kulturowego braćmi ze wschodu i spod równika?
@starszy_mechanik o tak, też często widzę wypierdolone kartony. Ludzie nie biorą tego do domu, tylko zabierają zawartość, a opakowanie wyrzucają na miejscu.
@twardy_kal_owiec Najwięcej śmiecą patusiarscy troglodyci, pokroju kiboli i wszelkiego rodzaju biednych intelektualnie ulungów. Narodowość tu nie ma znaczenia. Patologia nie ma narodowości ani rasy. Ma natomiast uwarunkowania kulturowe.
Tak się ostatnio zastanawiam nad "blichtrem wielkich miast", a konkretniej jaką niewyobrażalną ściemę uskuteczniają te wszystkie biedne ziutki, co wyemigrowały do tej ziemi obiecanej.
A mianowicie chodzi o czas dojazdów do pracy. Najczęściej słyszę, że hurr durr w wielkim mieście metrem 5 minut i już w pracy jesteś, bro, to jest (r)zycie!
Tylko ile osób ma te 5 minut albo stać je na przenoszenie się z mieszkaniem za pracą (biorąc pod uwagę, że większość ma krechy na kurniki na peryferiach)?
Nawet u mnie na zadupiewie dojazd na drugi koniec miasta, to jest w idealnych warunkach poza szczytem 20 minut. W szczycie bywa i godzina, a to zwykła powiatówka jest.
Także te "hurr durr wielkie miasto to jest życie", to zwykłe perdolenie jest.
@twardy_kal_owiec ale o co chodzi? Bo nie rozumiem jaki masz problem xD
Skoro już przywołujesz metro to tak, jest w Warszawie kilka miejsc gdzie masz do pracy 15-20minut od drzwi do drzwi. Ale to raczej jest rzadkość. Częściej mówimy tu o okolicy 30-45. Imo wszystko poniżej 30 to dobry wynik w default city.
ale o co chodzi? Bo nie rozumiem jaki masz problem xD
@rith Chodzi mu o to, że narracja promowana w mediach przez grupy "lewicowych aktywistów" (może teraz się inaczej na nich mówi?) mówi o zaletach życia w dużych miastach, ekologiczności i wygodzie jaką dają małe odległości od punktów docelowych. @twardy_kal_owiec polemizuje z tezą której nikt tu na Hejto nie podnosi, ale która funkcjonuje w jakiejś tam polskiej przestrzeni medialnej.
W rzeczywistości miasta mają dużo zalet, ale przez kiepską urbanistykę lub zarządzanie mają problemy komunikacyjne, które nie powstają na terenach o mniejszej gęstości zaludniania o ile mieszkańcy godzą się na używanie samochodu. Niewielu miastom udaje się ogarnąć korki, ale np. taka aglomeracja śląska (pozdrawiam @paulusll) jest znacznie przyjemniejsza niż gęściej zabudowywany Kraków.
@twardy_kal_owiec nie wiem co musialoby mi spasc na glowe zeby przeprowadzic sie do wielkiego miasta xD od wyjscia z mojego domu na wsi do wejscia do mojego biura w miescie mam 20 min. Smiac mi sie chce jak czytam jakies pierdolenie o "pipidowach" od warszawiaczkow jadacych do roboty godzine samochodem, smierdzacym zbiorkomem albo rowerem w zime i jeszcze cos przebakuja o wyzszosci wielkiego miasta xD
@Pirazy no właśnie twój punkt widzenia jest niepopularny wśród wielkomiejskiego aktywu. Tylko big city, krecha na 30 lat u pana dewelopera i sojowe po 10h w korpo - to jest życie!
@twardy_kal_owiec i nie zapominaj, ze tak prozaiczna rzecz dla ludzi spoza miasta jak grill czy ognisko wymaga od nich scislego zaplanowania calej wyprawy poza miasto. Ja nawet na ryby moge sobie pojsc z buta. W promieniu 15 min piechota mam rzeke, jeziorko i staw komercyjny. Do kina, teatru czy na koncerty mam troche dluzej - 25 min samochodem xD co oni tam jeszcze reklamuja? Muzea? Barberow? Bary, kawiarnie, restauracje? Jedna z najlepszych restauracji w moim regionie mam wlasnie na mojej wsi xD komunikacja? Do miasta mam autobusy, pociagi, wlasny samochod albo sciezki rowerowe