Godzinę temu na kolację zjadłem pierogi i wypiłem piwo. Od od ok. godziny nie mogę przestać pierdzieć. Nie boli mnie brzuch, ani nie mam biegunki, tylko średnio co 5 minut wypuszczam gazy. I tak od około godziny. Wiem, że głupie, ale mam się martwic? Ktoś miał tak kiedyś?
@bucz baba pi⁎⁎⁎⁎li jak potłuczona, a Rymanowski klaszcze uszami, bo nie był przygotowany merytorycznie. Tfu na takie dziennikarstwo. Bardzo szkodliwy podcast, który zrobi zasięgi znacznie więcej niż materiały weryfikujące twierdzenia Cichosz
Takie generalizowanie zero-jedynkowe jest bez sensu. Część produktów za PRL była lepszych a część gorszych niż to co dziś jemy. Poza tym ciężko zestawić własnoręcznie robione produkty z tym co oferowały wtedy sklepy.
Nie mniej jednak sporo dzisiejszej żywności to shit na czele z napompowanym wodą do granic możliwości mięsem.
@eloyard Ogolem, to stopnie naukowe zawsze wiążą się z dziedziną, w której osoba jest ekspertem. I nawet jeśli nadawane były by “ze stanowiskiem”, od własnego ego zależy czy się przedstawi “profesor X”, czy “Dr X, profesor medycyny”. To drugie jest raczej mało spotykane.
BTW, ta pani jest profesorem technologii żywności, ale przemysłu mleczarskiego (info od Dawida Podsiadło). Więc to chyba od dziennikarza wymaga sie odpowiednio zaprezentować gościa, a nie podawać tyle informacji, żeby pod teorie pasowało
Wywiad z Prof. dr hab. inż. Grażyna Cichosz, technologiem żywności i specjalistą bezpieczeństwa zdrowotnego żywności i żywienia oraz wieloletnim wykładowcą na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Autorką wielu publikacji i opracowań naukowych.
Jej zdaniem obecne zalecenia żywieniowe nie mają nic wspólnego z profilaktyką zdrowia. Przy niedoborach białka, witamin, związków mineralnych, zwłaszcza przy nadmiarze składników o działaniu prozapalnym, zachowanie zdrowia jest mało prawdopodobne”.
Nanoterapia usuwa płytki Alzheimera u myszy w godzinę — odwrócona utrata pamięci
Sprzed chwili: zespół z Barcelony (IBEC) i Chengdu (West China Hospital, Sichuan University), z partnerami z Londynu, pokazał, że trzy zastrzyki bioaktywnych nanocząstek potrafią szybko oczyścić mózg myszy z toksycznego amyloidu beta.
Już po godzinie od podania stężenie amyloidu spadło o ok. 50–60%, a po serii trzech dawek odwrócono kluczowe objawy choroby — zwłaszcza deficyty pamięci przestrzennej — utrzymując poprawę przez miesiące.
Mechanizm: nanocząstki działają jak „supramolekularny lek”, który naprawia barierę krew–mózg i uruchamia naturalne szlaki usuwania toksyn (m.in . z udziałem receptora LRP1), zamiast tylko dostarczać lek do neuronów.
To przełom na modelu zwierzęcym — nie terapia gotowa dla ludzi. Struktura ludzkiego mózgu i bezpieczeństwo długoterminowe wymagają odrębnych badań klinicznych.
Jeśli wyniki się potwierdzą u ludzi, może to dać nową klasę leków: odbudowa naczyń i „sprzątanie” mózgu zamiast bezpośredniego atakowania płytek.
---
Źródła:
UCL — Nanoparticles reverse Alzheimer’s pathology in mice
czemu, skoro są pochodzące z roślin lub śluzu żab neurotoksyny umożliwiające zabicie dowolnego organizmu w jakichś absolutnie wariacko krótkich minutach, ludzie nie wierzą, że może być roślinny odpowiednik takiej currary czy jadu kiełbasianego, które nas uzdrowią skutecznie zamiast farmaceutyków?
czemu nie propaguje się już ziołoznawstwa i nie traktuje na równi z farmakologią?
Czemu na każdym kroku neguje się i wręcz zabrania sprzedawania skutecznych i udowodnionych już wcześniej preparatów roślinnych (przynajmniej w UE) np ashwagandha czy lukrecji nie wspominając o psylocybach?
Ja rozumiem że ludzie nie powinni sami na sobie testować wywarów z muchomora (co i tak robią i nawet dowożę takiemu znajomemy muchomory :)) lecz całkowite praktycznie sprowadzenie ziołolecznictwa do szamaństwa jakoś mi nie pasuje
Co za bzdury op zapodaje pod swoją tezę do głowa mała. Widać , że nie zagłębił tematu. Kupę leków ma pochodzenie pierwotne wprost od roślin. Tyle, że nauczyliśmy się wynajdować w roślinach substancję czynną i często uzyskujemy ją w laboratorium. Salicylany, atropina, chinina, palma sabałowa, ostropest, szereg ziół do zaparzania - nadal się stosuje leki, które mają w składzie wprost wyciąg z roślin i świetnie działają, ale to nie pasuje do historyjek OPa. Jest kupę leków, gdzie substancja czynna pierwotnie była uzyskiwana z roślin. Dziś już nie masz potrzeby robić naparu z kory brzozy, bo to samo, a nawet lepsze i w większym stężeniu otrzymać można w laboratorium.
Ginko biloba, kozłek lekarski, imbir, czarna porzeczka, porost islandzki - wymieniać można długo. No, ale jak ktoś myśli, że gdzieś tam jest jakieś cudowne panaceum w postaci kwiatka, to nie ma z kim dyskutować.