#chwalesie #pszczoly trochę też #dzieci i #rodzicielstwo
Stało się. Radość w domu. Mój młodszy syn wymyślił sobie, że będziemy mieć na balkonie pszczoły. Kupiliśmy kokony jakoś w marcu. Ociepliło się, więc wystawaliśmy na balkon. Trzy tygodnie czekania i są. Zdjęcia niewyraźne bo zza szyby. Najpierw była jedna, później już trzy, cztery i poszło. Mamy murarki. Niech sobie żyją
Ile ja juz domkow dla roznych dzikich zapylaczy/lataczy zrobilem.
Co do murarek to natknalem sie na info, ze co jakis czas nalezy zmienic im lokale, zeby pasozyty (m.in. roztocza) ograniczyc.
Ja sie do tego nie potrafilem zastosowac, bo niby kiedy mialbym zrobic - albo juz zajete, albo jeszcze zajete maja lokale - a nie chce im w zimie robic trzesienia domku - co moze byc smiertelne dla larw, ktore zostana odsuniete od zgromadzonych zapasow.
Domki z trzciny
Domki z nawiercanych (jak na obrazku powyzej) pni
Domki z gliny
nawet z polamanych plastikowych rurek (od namiotu? nie pamietam)
Wszystkie znalazly swoich mieszkancow.
Jedyne co boli to czasem jak rolnik na polu w poblizu zrobi oprysk w srodku dnia i... nie ma zywej istoty - kwartal, pol roku mija i zycie wraca.
#lata90 #hejto40plus #hejto30plus #dzieci raczej nie #nostalgia kontynuujemy #preczzmitologizacjalat90
Dzieci jakieś takie szczęśliwsze były bez smartfonów i się sobą umiały zająć, nie to, co teraz... i szacunek do rodziców jakiś był. A od jednego lania pasem, to nic się nikomu nie stało.
Stary z pasem, matka darła mordę... tak wyglądała rzeczywistość lat 90. w wielu polskich domach. Z mojej perspektwy powiem, że miałem farta w loterii i trafili mi się rodzice nie stosujący przemocy. Natomiast z domów moich kolegów pamiętam nieobecnych ojców, którzy uruchamiali się tylko, gdy trzeba było opierdolić i marudzące matki ewentualnie matki-wartiatki. Mój kolega Adam potrafił od swojej rodzicielki dostawać regularny wpier...l łącznie z waleniem jego głową w ścianę za to, że np. zapomniał kupić chleba albo śmietany. Ale przynajmniej szacunek do rodzica był, prawda dziady? Nóż mi się w kieszeni otwiera jak słyszę o cudownych właściwościach pasa, albo klasycznego lania w dupsko. Dane z lat 90. nie napawają optymizmem. W tamtym czasie oprócz klasyki w postaci kontrolnego klapsa, dochodziło niemal jak w XIX w. do przypadków tzw. zaniedbań takich jak braki żywieniowe i brak dbania o podstawową opiekę zdrowotną dziecka. Poza tym obecna była przemoc seksualna włącznie z, jak to określają eksperci, przemocą seksualną komercyjną czyli dla finansowego zysku. Badanie kwartalnika "Medycyna Środowiskowa" opisuje przemoc wobec dzieci w tamtym czasie jako "zjawisko o dużej skali". Jednocześnie skala wzrostu związana była z pojawiającą się już świadomością społeczną i pierwszymi reakcjami na przypadki stosowania przemocy wobec dzieci. W 1997 ustanowiono nowy organ państwowy, którym był Rzecznik Praw Dziecka. Jednak działać zaczął on dopiero w 2000 roku. W 1995 roku powstało Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie czyli "Niebieska Linia". Tak fajnie się żyło.
@WatluszPierwszy u mnie rocznik 88 pas jeszcze przez pewien czas był w użyciu, do czasu aż zacząłem się śmiać gdy mama wymierzała mi karę. Z kolei moja młodsza siostra rocznik 92 już nigdy pasa nie doświadczyła, także zmiana postępowała.
Natomiast pamiętam jaki to był strach, gdy się coś nabroiło i groziło lanie pasem. Winiłbym tu matkę, która groziła "wróci ojciec i dostaniesz pasem".
Wszystkie traumy wojenne skumulowały się na pokoleniu naszych rodziców. Mój Ojciec wychowywał się w domu, w którym umiarkowaną agresją było ganianie babci z pistoletem przez jego tatę, oficera WP. Ani nie nauczył się szacunku do własnej matki, ani do mojej. Jako dziecko, byłem otoczony miłością obojga rodziców i w tej roli spełnili się dobrze. Niemniej... Uważam, że mamy sporo powodów, by wybaczyć temu pokoleniu.
Nauka poprzez doświadczenie, czyli najlepsza wymówka, żeby iść na piknik
Zabrałam dzieciaki z kółka japońskiego na hanami , czyli podziwianie kwitnących drzew - Japończycy zwykle wybierają kwiaty wiśni, nam się trafiła śliwa, ale też było super
#gownowpis trochę #hejto40plus i #rodzicielstwo #dzieci oraz #sport
Moje dzieciaki są usportowione. Ostatnio nawet usłyszałem od fizjoterapeuty do którego syn chodzi na zajęcia, że oni to wynieśli z domu. Miło mi się zrobiło. Lubią się dzieciaki ruszać. Nie muszę ich zachęcać ani wypychać. Młodszy łapie wszystko, piłkę, basen, gimnastykę. Starszy mimo problemów lubi pograć w nogę a w siatkówkę trenuje jako jedyny 11-latek z reprezentantami szkoły z klas 7-8. Teraz zaczął chodzić na skatepark i śmigać na hulajnodze wyczynowej. Spoko, no to się pochwaliłem Tosiom i Tomkom. Teraz do sedna. Chodzę tam z nim, żeby go wspierać, przypilnować i... ja pierdzielę, jak widzę tych ludzi na BMX-ach, to samemu mi się zachciało. Na nic nigdy nie jest się za starym. Sporo zajawek odkryłem w sobie dopiero teraz. Dobrze mi jest ze sobą chyba pierwszy raz w życiu od 20 lat - wiadomo #depresja jest grana, ale walczę. I tak sobie myślę o tym BMX-ie. Nie chcę latać na rampie, jak małolaty. Chciałbym się nauczyć po prostu jeździć i coś tam sobie kombinować dla dobrej zabawy. Biegam, ćwiczę ale brak mi jeszcze kolejnej zajawki. Ot takie #przemyslenia starego chłopa, co mu się znowu coś uwidziało.
Zawsze chciałem BMX, w końcu sobie kupiłem w wieku 2x lat. Potrafiłem podskoczyć czy jechać na jednym kole bo to umiałem wcześniej. Niestety, za duży był już opór psychiczny przed trickami typu puść kierownicę. Ostatecznie rower sprzedałem drożej niż kupiłem. Jak czujesz, że tego chcesz to sugeruję po prostu spróbować :-)
System: co sobie stary wymyśli najważniejsza jest przygoda.
Udało się wyruszyć z wioski (zaczął się sezon na legalne zdobywanie skarbów, król pobiera tylko 20 procent znaleźnego), wybrać w miarę zgodnie drogę na rozstaju i rozbić obóz w Błyszczącym Lesie.
Napadli na buszującego w krzakach Malinołaka (mistrz gry ma zdolności plastyczne), jedno z bohaterów uciekło, drugie nie trafiło szurikenem, a trzecie poszło spać do namiotu i w drugiej turze obudziło się wkurzone (+2 do wszystkich rzutów) i firebolem podpaliło Malinołaka, który uciekając do lasu zgubił magiczne maliny.
Okazało się, że kręcił się wokół porośniętego wejścia do jaskini zamkniętego kratą i z zagadką otwierającą kratę.
Skład drużyny:
Skrzat typu krasnal ogrodowy
Duszek typu uśmiechnięty
Jabłko typu chodzącego
#sesjarpg #dzieci #adelbertmistrzuje
Kontynuujemy jutro jak wymyślę zagadki.
Karty postaci i potworów dostarczył Gemini, ze wskazówkami typu: stary wymaga.
Szanuje - ja sobie odpuściłem w zeszłym roku. Widziałem ze nikt nie potrafi zrozumieć o co w ogóle chodzi. A ja lubię jak gracze podejmują decyzje.
Dzieciaki nie potrafiły podjąć decyzji w pezypadku:
Idziecie kanałami, przed wami skrzyżowanie. Widzicie przejście po drugiej stronie skrzyżowania. Kanał cuchnie kupa - co robicie?
15 min nie wiedzieli co zrobić
Syn jak wpadł do kloaki to się obraził i rzucił ołówkiem xD
@Bjordhallen no na rozdrożu musiałem ich pokierować ale generalnie nie mają problemu z wymyślaniem akcji, nawet mój autystyczny 5 latek wybrał, że w czasie walki "idzie spać do namiotu" i udał mu się rzut na sen. Trzeba po prostu czasami mówić im co mają robić.