Dziś tylko 6 godzin w pracy a zapału tyle że bez kroplówki z kawy ta maszyna nie wystartuje. Wzywa mnie podusia i to bardzo głośno.
Trzymajcie się hejto w ten piątek.
#piatek #niechcemisie

Społeczność
Dziś tylko 6 godzin w pracy a zapału tyle że bez kroplówki z kawy ta maszyna nie wystartuje. Wzywa mnie podusia i to bardzo głośno.
Trzymajcie się hejto w ten piątek.
#piatek #niechcemisie
Zaloguj się aby komentować
jestem grafomanem czy nie? przez 3 lata i 9 miesięcy zrobiłem 500 wpisów na #hejto ten jest wpisem nr 500 (no jest jeszcze 2450 komentarzy
Zaloguj się aby komentować
#przemyslenia
Jakiś słaby humor dzisiaj miałem i zmęczony po pracy (a jeszcze trzeba pozapierdalać ze szkołą).
Ale poczytałem sobie trochę co tam u was i mi przeszło.
Pozdrawiam was hejto, a zwłaszcza tych nielicznych świrów, którzy czytają wszystkie wiadomości i jako jedyni przeczytają moją.
Edit: no tak, nikt nie odpisał ani nie dał pioruna, bo zapomniałem wysłać. To sprzed dwóch tygodni.
Zaloguj się aby komentować
No dobra, czas na tajemnicze #guiltypleasure
Kyrie, głupie to strasznie ale jak wesoło za kierownicą
https://www.youtube.com/watch?v=ltZ-tFy1ud0
Jakby co, to nie ja.
Zaloguj się aby komentować
Od wakacji dorabiam sobie na magazynie, jako że mieszkam na prowincji w Polsce to ofert było niewiele to wybrałem tą właśnie. Praca jest spoko, zaczynam od 8, kończę 16. Jest luźno, nie ma takiego spięcia d**y jak na stacji benzynowej, której bardzo chciałem uniknąć. Jest jednak pewna zabawna rzecz związana z owym magazynem... Czuję się w nim jak w armii austro-węgierskiej.
Ów śmieszny feeling, zawdzięczam temu, że tak samo jak w armii austro-węgierskiej, jest trochę nacji, oraz to że każdy gada po swojemu. Na początku było dosyć wyrównanie, było nas 3 Polaków (4 z kolegą z innego działu) i 3 Ukrainki. Dwie Ukrainki umiały po polsku, więc spoko. Potem zaczęły się schody - potrzebowano dodatkowych rąk to właściciel magazynu - Chinka - zatrudniła z agencji pracy. Przyszli Ukraińcy nie mówiący nic, a nic po polsku, czy chociaż angielsku, Gruzin gadający po rosyjsku i Turek gadający po angielsku. U mnie w grupie nikt, oprócz mnie, nie potrafił gadać po angielsku, dodatkowo ani ja, ani reszta nie mówiliśmy po rosyjsku - więc było ciężko się z niektórymi dogadać.
Ostatecznie Ukraińcy przeszli do Ukrainek, Gruzin gdzieś zniknął, a Turek dostał jakieś dodatkowe zadania, które robił samemu. A sytuacja się potem jeszcze zmieniła. Po jakimś czasie przyszli do nas nowi Polacy - jeden popracował 3 dni, drugi 2, a potem zostali zwolnieni. Ten drugi został zwolniony dosłownie 2 godziny po podpisaniu umowy. Argumentacja to za dużo rąk do pracy. Ostatecznie gdy przyszedłem do roboty na początku sierpnia, okazała się, że zwolniono moich kolegów, z którymi zaczynałem. Jednego zwolnili, bo niszczył towar podczas transportu paleciakiem, a drugiego to w sumie od dawna chcieli wywalić i zrobili to gdy miarka się przebrała tak na maksa. Zostałem, więc sam.
Potem dołączył do mnie kolega Turek, który skończył już robić poprzednie zadania i tak sobie egzystujemy na tym magazynie - robimy swoją robotę i co jakiś czas opowiadamy se kawały, albo wysyłamy memy. Ogólnie fascynująca jest obserwacja tego jak różne narody obok siebie żyją, ale też jak funkcjonują bez znajomości języka. Ja potrafię rozmawiać po polsku i angielsku, więc dogaduje się z innymi Polakami (koleżanka z biura i kolega z innego działu) i z kolegą Turkiem, jeszcze Ukrainkami które mówią po polsku. Nie znam jednak rosyjskiego, czy ukraińskiego, więc z kolegami z Ukrainy ciężko mi się dogadać (tym bardziej, że ci mieszają ukraiński z rosyjskim). Koleżanki z Ukrainy umieją mówić po polsku, ukraińsku i rosyjsku, ale nie potrafią mówić po angielsku, więc nie dogadają się z Turkiem. A kolega Turek tylko angielski i swój ojczysty. Chinka która tym wszystkim zarządza mówi po angielsku i polsku, chociaż muszę ją posłuchać kilka razy by zrozumieć co do mnie mówi (podobno jej polski był kiedyś lepszy). A jej mąż mimo kilku lat w Polsce, nie mówi ani po polsku, ani angielsku - do tej pory zastanawia mnie jego życie w Polsce bez języka.
Czy bez języka można żyć w obcym państwie, pewnie tak, ale co to za życie skoro nie możesz z nikim pogadać, albo możesz to zrobić tylko z ograniczoną liczbą osób. Język to ważna rzecz, uświadomiłem już sobie któryś raz. A bez niego za wiele się nie zdziała. Dobrze jest języki znać, albo mieć łącznika który to jakoś ogarnie...
#rozkminy #pracbaza #emigracja #imigracja #jezyki #gownowpis

Zaloguj się aby komentować
Proszę o udział w ankiecie tylko osoby posiadające prawo jazdy. Nie zaglądamy do przepisów, ankieta i tak jest anonimowa.
#przepisyruchudrogowego

Zaloguj się aby komentować
Cztery największe kłamstwa "wszechczasów".
1. Social media są wiarygodnym źródłem informacji
2. Portale społecznościowe walczą z fałszywymi treściami
3. Algorytmy nie wspierają fake-newsów
4. Społeczeństwo jest wystarczająco mądre by samodzielnie zidentyfikować kłamstwa i manipulacje w sieci
A jaka jest wasza czwórka?
#oswiadczenie #takaprawda #teoriespiskowe #socialmedia #spoleczenstwo

Zaloguj się aby komentować
#medycyna
Kończę dzisiaj słuchać wywiad rzekę z prof. Marianem Zembalą.
On był zdania, że trzeba wprowadzić rejestry* i to się dopiero teraz dzieje.
Poza tym chciał dać większą władzę farmaceutom.
*szeroko pojęte rejestry, świadczeń itp.
Zaloguj się aby komentować
Od jakiegoś czasu "bawię" się tinderem. Bardzo często spotykam się z tym że kobiety w opisie wpisują preferencje co do wzrostu, z tego co wiem w opcji premium mają też możliwość filtrowania męskich profili po wzroście.
W swoim opisie wpisałem że lubię sport, dbam o formę i fajnie gdybyś ważyła poniżej 65 kg.
Od tamtej pory dostaję agresywne wiadomości że jak tak można itp. Zazwyczaj odpowiadam że nie ma się wpływu na wzrost a na wagę tak że takie wymagania często padają od kobiet.
Czy wygląda to powierzchownie i płytko? Tak.
Tylko to jest straszna hipokryzja i gdy zaczyna się traktować drugą stronę tak samo to jest wielkie oburzenie.
Tak jak z wiekiem emerytalnym ostatnio gdy padła propozycja żeby bezdzietne kobiety pracowały tyle co mężczyźni. Oburzyły się że jak to, dlaczego one są gorsze. A dlaczego mężczyźni są gorsi?
Może dla niektórych wyjdę na chama ale ja tylko oczekuję równości, takich samych standardów i uważam że od jakiegoś czasu coś poszło mocno nie tak w tym świecie.
#tinder #przemyslenia
Oj tak, ja zawsze mówię, że jestem za równouprawnieniem, ale do bólu, nie za faworyzowaniem.
J⁎⁎ać obłudę i hipokryzję, gińcie od własnej broni.
Zaloguj się aby komentować
Trochę mnie tu nie było. Życie pomyślało, że lepiej jak wszystko rzucę i pójdę gasić pożary
Na początku serio myślałem, że nie ma sensu tego w ogóle ruszać. Że to tylko jedna z wielu historii z cyklu „AI zrobiło coś dziwnego, idziemy dalej”. A jednak. Im więcej szczegółów wypływa, tym bardziej widać, jak fakty cichutko ustąpiły miejsca narracji i propagandzie. I nagle mamy „hakowanie Hugging Face przez superinteligentny model OpenAI”. Brzmi poważnie, prawda? No to chodźmy po kolei.
O co właściwie chodzi w tej całej historii? OpenAI testowało GPT‑5.6 Sol oraz jeszcze jeden, niewydany, przedpremierowy model na swoim wewnętrznym benchmarku cyberbezpieczeństwa. To nie był produkt, to nie był „prod”, tylko środowisko testowe. Tyle że testy szły na luzie: celowo obniżone „cyber refusals”, wyłączone produkcyjne klasyfikatory bezpieczeństwa, krótko mówiąc – zdjęte pasy bezpieczeństwa, wyłączony ESP, żadnych hamulców. Tryb „zobaczmy, co się stanie”.
No i się stało. Model, zamiast grzecznie odgrywać swoje zadanie w kontrolowanym sandboxie, przez wewnętrzne proxy do rejestrów pakietów znalazł zero‑daya, wyszedł z tej piaskownicy, podniósł sobie uprawnienia (privilege escalation), przeszedł bokiem po infrastrukturze (lateral movement), dostał się do internetu, znalazł kolejnego zero‑daya plus skradzione poświadczenia i odpalił remote code execution na serwerach Hugging Face. To nie jest fragment thrillera, tylko opis przepływu zdarzeń.
Wejście po stronie Hugging Face? Z pozoru niepozorny, złośliwy dataset z remote code loaderem i template injection w konfiguracji. Nic z gatunku „magia nowej epoki”. Klasa podatności, którą w bezpieczeństwie znamy od lat, oswojona w literaturze, przećwiczona w CTF‑ach. Tu nie ma żadnego przełomu intelektualnego – to po prostu rozpoznawanie wzorców i sklejanie znanych klocków w niebezpieczny ciąg.
Dlatego właśnie – nie, to nie był pokaz „nadludzkiej inteligencji” modelu. Jeżeli już, to pokaz braku podstawowej izolacji i higieny bezpieczeństwa po stronie testów. Demonstracja tego, jak łatwo zrezygnowano z sanity‑checków, gdy celem było „zobaczyć, do czego model jest zdolny”, zamiast „zobaczyć, do czego jest zdolny, ale nie rozwalając przy tym cudzej produkcji”.
I tu robi się ciekawie, bo zadaniem modelu oficjalnie nie było „zhakuj Hugging Face”. Zadaniem było rozwiązywanie zadań w ExploitGym – publicznym, akademickim benchmarku do badania zdolności tworzenia exploitów (czyli złośliwego kodu), który leży na GitHubie. Nie na Hugging Face. To ważne, bo puenta praktycznie pisze się sama: ExploitGym nie przechowuje gotowych rozwiązań, flagi (czyli dowody z rozwiązanych zadań) trzeba sobie wypracować exploitem, nie zassać z jakiegoś tajnego repo, tam ich zwyczajnie nie ma.
Co więc zrobił model, kiedy już wyjrzał z piaskownicy na internet? Po prostu zaczął halucynować. OpenAI wprost napisało, że model „inferred”, czyli „wywnioskował”, że Hugging Face może hostować rozwiązania do ExploitGym. To nie była informacja, to była hipoteza z niczego – czysta fantazja modelu, która nie miała pokrycia w rzeczywistości. I na tej chybionej, niczym niepotwierdzonej przesłance przeskoczył na produkcyjną infrastrukturę firmy trzeciej i zaczął ją orać jak swoje.
To nie jest strategiczny, zaplanowany atak z jasnym celem. To jest model, który zboczył z zadania, zgubił kontekst i narobił szkód całkowicie niezwiązanych z tym, do czego został odpalony. Zamiast skupić się na ExploitGym, zaczął błądzić po omacku, opierając się na fałszywym założeniu, ale jednocześnie miał w ręku bardzo ostre narzędzia – pełen dostęp do mechanizmów pozwalających wykonywać realne szkodliwy kod, a nie tylko je symulować na sucho.
To nie jest opowieść o AI singularity. To jest opowieść o złej alokacji zasobów. Budżety, czas, energia i hype idą w trenowanie coraz większych, coraz sprytniejszych modeli, a security i governance wokół samego procesu testowania dostają to, co zostanie ze stołu – resztki.
Dopiero po tym incydencie wdrażane są „strict controls”, które z definicji powinny być na miejscu od początku, szczególnie gdy testujesz zdolności ofensywne systemu, który ma dostęp do prawdziwej infrastruktury, a nie tylko do plastikowych zabawek w labie.
I może właśnie to jest w tej historii najbardziej niepokojące. Nie to, co potrafi model w jakimś abstrakcyjnym sensie „mocy obliczeniowej”. Tylko to, jak niewiele musiał potrafić, żeby wyrządzić realne szkody. Wystarczyło kilka kroków poza scenariusz testowy, jedno złe założenie, kilka luk w procesie bezpieczeństwa – i mamy incydent, który idealnie pokazuje, że problemem nie jest tylko zdolności samej AI, ale cały ekosystem praktyk wokół niej.
Teraz pytanie do Was: ile jeszcze takich incydentów musimy przeżyć, żeby wreszcie uznać, że bezpieczeństwo to nie opcjonalny „feature” do odhaczenia w roadmapie, tylko absolutna podstawa, bez której każdy kolejny „przełom” w AI jest po prostu proszeniem się o kłopoty?
#ai #cyberbezpieczenstwo #openai #fuckup
To jest jak zerwanie się agresywnego psa ze smyczy. Właściciel powinien ponieść odpowiedzialność, a zamiast tego mówi "on się tak bawi. Zobaczcie jak kreatywnie zerwał się z tej smyczy", gdzie po prostu mocno pociągnął smycz przy słabym zacisku ręki OpenAI. Do tego wszyscy klaszczą jaki sprytny pies xD to po pierwsze
Po drugie to wielokrotnie słyszałem teksty żeby oszczędzać na bezpieczeństwie, na jakości, a bo my jesteśmy małą firemką, a może nic się nie wydarzy. No to się wydarzyło. Również mnie zastanawia kiedy firmy się zorientują, że są z ręką w nocniku pod kątem bezpieczeństwa, bo takie zerwania ze smyczy pewnie będą dziać się częściej.
Zaloguj się aby komentować
Powiedziałem żonie, że nie ma opcji, żeby spakowała się na urlop do kabinówki, podjęła challenge i od tygodnia kupuję garderobę, która jej w tym pomoże.
#zwiazki #niewiemjaktootagowac

Zaloguj się aby komentować
Przed chwilą byłem na spacerze. W drodze powrotnej na tyłach małego centrum handlowego widziałem stojącego chłopaka przy aucie, wózek inwalidzki i myślałem że kogoś wyciągnie z auta na ten wózek ale był sam.
Kwadrans później wychodzę z lidla a on siedzi na wózku i zbiera kasę do puszki.
Pomyślałem sobie że coś mi tu nie gra no ale nic nie mówię bo być może ma jakiś częściowy paraliż, w sumie nie widziałem jak chodzi tylko jak stoi przy aucie.
Wracałem tą samą drogą i zwróciłem uwagę na jego auto ale nie miało żadnego oznaczenia dla niepełnosprawnych.
Co myślicie, można gdzieś zgłosić żeby go sprawdzili czy takie coś nie jest objęte przepisami?
#hydepark

@Enzo
Przestępstwo oszustwa (art. 286 Kodeksu karnego) jest co do zasady ścigane z urzędu. Oznacza to, że po powiadomieniu policji lub prokuratury organy te prowadzą dochodzenie niezależnie od woli pokrzywdzonego, a wycofanie zgłoszenia nie przerywa automatycznie sprawy.
To nie jest porada prawna, nie jestem prawnikiem
Zaloguj się aby komentować
Cześć. Chciałem zapytać Was o opinię, bo może z boku wygląda to inaczej, a my z dziewczyną złapaliśmy niepotrzebne poczucie winy i sami już nie wiemy, jak do tego podejść.
Jesteśmy raczej domatorami. Po pracy cenimy sobie nasz wolny czas, ciszę i spokój. Prawie w ogóle nie spotykamy się z ludźmi w domu - to nasz azyl, w którym chcemy odpocząć, nacieszyć się swoim towarzystwem i nie czuć presji, że musi być idealnie posprzątane.
Problem polega na kuzynie mojej dziewczyny. Chłopak jest taksówkarzem. Sam kiedyś jeździłem na taksie, więc doskonale rozumiem specyfikę tej pracy, luki między kursami i to, że często jest się gdzieś "w okolicy". Problem w tym, że on zaczął to wykorzystywać i wbijać do nas na niezapowiedziane wizyty nawet kilka razy w tygodniu.
Schemat zawsze ten sam: daje znać dosłownie w ostatniej chwili albo dzwoni już spod drzwi. Jak dziewczyna nie odbiera, to od razu uderza z telefonem do mnie.
Ostatnio mieliśmy tego po prostu dość - nie odebraliśmy i nie otworzyliśmy. Chcieliśmy mieć po prostu święty spokój. Kiedy niedługo potem zadzwonił w innej sprawie, rzucił ironicznym tekstem, żebym się "nie martwił, bo nie chce do nas wpadać".
Z jednej strony poczuliśmy ulgę, ale z drugiej włączyło się nam poczucie winy. Prywatnie lubię gościa, ale totalnie nie tolerujemy takiego wbijania się na bezczelnego w nasz czas wolny.
Jak byście na to zareagowali? Czy jakoś to prostować, żeby nie było kwasów w rodzinie? Jak bronicie swoich granic w takich sytuacjach bez wywoływania afery? Czy po prostu jesteśmy dziwni i lepiej dla samego chłopa, żeby trzymał się na dystans?
#pytanie #rozkminy
@madhouze do nas tak jedna sąsiadka wpadała. Ogólnie spoko kobita, fajnie pogadać ale czasami człowiek chce w spokoju posiedzieć albo robi coś innego i nie chce przerywać (np. gra w gre). Raz ją zignorowaliśmy to potem złapała mnie na klatce i konfrontuje, że była dzwoniła do drzwi i na telefon ale nie otwieraliśmy a była przekonana, że jesteśmy w domu. Odpowiedziałem jej tylko "sorry, nie otworzyliśmy bo się ruchaliśmy, dawaj znać wcześniej, że chcesz przyjść bo czasem bywamy ekhmmm... zajęci". Stała tak chwilę wstrząśnięta-zmieszana, w końcu wystrugała z siebie "a to sorry" xD Teraz choć nadal wpada to rzadziej i pyta najpierw czy jesteśmy.
Zaloguj się aby komentować
Dzisiaj miałam koszmarny dzień w pracy. No po prostu kociokwik nie z tej ziemi. Szef nazatrudniał osób i w związku z tym dużo ogarniania przyszło a jeszcze trzeba było ogarnąć tych którzy już są dawno zatrudnieni. Wykonałam jakieś 100 000 telefonów.
Wróciłam do domu, i jak mozg już zaczął działać, chociaż do tej pory to zbyt dużo powiedziane, dotarło do mnie że istnieje taka socjotechnika że każ debilowi iść do przodu i nie mów że włazi na ośmiotysięcznik.
Otóż jestem tym debilem.
Bo z tego co kojarzę firma jeszcze nigdy nie była w takim piku. I w tak ważnym projekcie. Szczyt sezonu za granicą a poza tym projekt jest bardzo duży i w tym momencie na największym projekcie jest około 80 pracowników.
I tak, w sumie można powiedzieć że jest to jakiś powód do dumy że gdzieś tam wiąże koniec z końcem a jednocześnie wiem ile mnie to nerwów kosztuje.
Trzymajcie mocno kciuki żebym jutro sfinalizowała wszystkie rzeczy bo będzie trudno.
Tak się tylko zastanawiam, co mi dalej przyjdzie. A może to tylko dowód od świata że mam jednak jaja.
#przemyślenia #pracbaza #mamjaja
Zgadzam się z Erwino.
O ile nie grozi bieda itd., to trzeba to co najmniej komunikować.
Żeby nie było za jakiś czas, że to nowy standard i że przecież nic nie mówiłaś.
Nie znam całej sytuacji i nie wiem jak jest, czy nie grozi to utratą pracy, czy nie męczysz się teraz, żeby za 2 miesiące robić coś innego.
Nie jestem też psychologiem. Dlatego moje domysły traktuj z dystansem.
Ale! Takie zajeżdżanie się, nawet jeśli zarabiasz miliony, skończy się w krótkim czasie dwóch miesięcy chorobą psychiczną.
Więc przynajmniej miejcie z szefem plan na to żeby w ciągu 3 tygodni było to już rozwiązane. I żeby szef miał zakomunikowane, in no uncertain terms*, że to nie działa, ty już płacisz zdrowiem i wkrótce zapłacisz więcej.
*Bez żadnych wątpliwości.
Zaloguj się aby komentować
NIE RÓWNE TRAKTOWANIE DZIECI
Czy macie takie doświadczenia że swojego dzieciństwa, że czuliście się traktowani nie równo? Sama czegoś takiego nie odczułam, pomimo posiadania dwóch sióstr choć czasem sobie żartuje z mamy, ze swoją pierworodną kocha najbardziej, ale po prostu z nią ma najlepszy vibe i mają najwięcej wspólnych tematów. Wizualnie są do siebie też bardzo podobne, w sensie moja mama w młodości wyglądała jak moja najstarsza siostra. Nie mam o to pretensji, bo ja mam nie wiele wspólnych tematów do rozmów z moją mamą.
Jednak jako nastolatka miałam przyjaciółkę, która miała młodsza siostrę o rok. Jedna była wysportowana, szczupła z pięknymi długimi włosami no coby tu mówić chłopy za nią szalały. Moja przyjaciółka była jej przeciwieństwem, łączył ich tylko wysoki wzrost i podobne poczucie humoru. Lubiłam obie, ale to ze starszą się przyjaźniłam. Często żaliła mi się że jest nierowno traktowana przez rodzinę. Bardziej tą dalszą, bo rodzice chyba aż tak nie byli nie sprawiedliwi, choć z tego co pamiętam też zdążały się akcje gloryfikowania młodszej, nie dostrzegając zalet starszej.
Kiedyś usłyszała starsza jak ciotka ja obagduje do jej rodziców, mówiąc że no Starsza na pewno was zostawi i będzie mieć was w d⁎⁎ie jak dorośnie. Robiąc z niej zupełnie bez powodu potwora, którym na pewno nie była.
Moja teoria była taka, że ludzie łatwo ulegają ładniejszym i przypisują im pozytywne cechy - efekt aureoli. Co jest zrozumiałe w bajkach ale jak dotyczy własnych dzieci to jest to dla mnie jakaś patologia:(
A więc takie pytanie do osób z rodzeństwem. Czy rodzice nie równo was traktowali?
#rodzicielstwo #psychologia #dzieci

u mnie byl dosyc typowy schemat ja, starszy o rok-dwa, czarna owca; brat, zlote dziecko. glownie wynikalo to z rozpieszczania tego mlodszego, mimo ze de facto roznica wieku, tym bardziej w nastoletniosci byla pomijalna. nawet pojawienie sie 10 lat mlodszego trzeciego syna nie rozbilo schematu, sredni brat odreagowywal utrate roli oczka w glowie przesladowaniem najmlodszego, co jest chyba najwieksza patologia w tej rodzinie i dzieje sie do dzis, najmlodszy walczy z depresja i myslami samobojczymi
on byl piateczkowym uczniem, zaprzegajacym cala rodzine do pomocy, ja generalnie olewalem cala nauke w domu, bo ujawnienie sie z jakimis zadaniami domowymi czy sprawdzianami tylko prowokowalo surowa dyscypline, a latwiej bylo zebrac jeden opierdol po wywiadowce niz raz w tygodniu jak sie dostalo pale za brak zadania albo z jakiejs kartkowki. mam analityczny umysl, wiec przedmioty scisle, ktore wymagaja szybkiego lapania regul rozwalalem bez zadnego przygotowania, bylem najlepszy z mojego rocznika i jezdzilem na konkursy, co wywolywalo mocna zazdrosc u brata. teraz wiem, ze "spiky skillset" jest typowy dla spergow takich jak ja, a zmuszanie mnie do zakuwania reszty przedmiotow nie mialo sensu, przez moj profil autyzmu Pathological Demands Avoidance. ostatecznie wyszedlem na ludzi i mam zal do rodzicow o grozby uzywania kar cielesnych, ktore zadnego skutku nie przynosily, a tylko poglebialy poczucie wlasnej niskiej wartosci i bycia zlym dzieckiem
brat nie bal sie prosic o realizacje swoich zachcianek, ja uwazalem ze na nie nie zasluguje i jak cos chcialem, to kupowalem za kieszonkowe i urodzinowe zaskorniaki, do dzisiaj mam problem z proszeniem o pomoc
ogolnie wydaje mi sie, ze zawsze byl wredny i przesmiewczy i teraz opisalbym go jako narcyza/socjopate, znalazl sobie ulegla dziewczyne, ktorej bardzo wspolczuje, zmajstrowali sobie dziecko z wpadki, na ktorego psucie nie chcialem patrzec, wiec zerwalem kontakt tak z nim jak i z rodzicami, ktorzy do bledow w wychowaniu nie chca sie przyznac. dopiero jak oznajmilem, ze ode mnie wnuka sie nie doczekaja, to probowali cos tam przeanalizowac, ale nie bylo to szczere. siebie bym opisal jako osobowosc unikajaca/schizoidalna, dosyc typowe po takim wychowaniu
ogolnie starzy mieli wzglednie wyjebane pod plaszczykiem wychowania hands off approach, nie reagowali na wrednosc brata, dopiero jak dochodzilo do rekoczynow, w ktorych mialem przewage ze wzgledu na wiek, to w ruch szedl pasek ojca, dopiero niedawno sie dowiedzialem, ze mlody nigdy paskiem nie dostal, bo matka go bronila.
nadal uwazam, ze to wychowanie nie odbiegalo mocno od sredniej, bywaly pewnie gorsze patologie, jak i o wiele zdrowsze rodziny. thanks for coming to my TED talk
Zaloguj się aby komentować
Po przejechaniu przez polskie wsie które wypadają na głównych trasach komunikacyjnych dochodzę do wniosku że wolałbym aby w wioskach były Odcinkowe pomiary prędkości zamiast progów zwalniających co 3 dom. Jechał bym sobie spokojnie te 40/50 km/h, nikt z tyłu nie próbowałby udowodnić że on potrafi skakać przez te progi szybciej i byłoby git. A tak to od hopki do hopki. Ostatnio mam wrażenie że progi zwalniajace wyrastają jak grzyby po deszczu.
#rozkminy #motoryzacja #polska
O wiele lepszym rozwiązaniem jest:
Brak obszaru zabudowanego. Naprawdę nie przez każdą wiochę trzeba jechać 50.
Szykany. Infrastruktura w służbie wymuszania ograniczeń, szykany czyli zwężenie drogi o wiele lepiej zadziała niż progi. Przez wioski i tak nie potrzebujesz mega przepustowości więc nie powinno być z tym problemu.
Zaloguj się aby komentować
Każdy jest rasistą tylko nie każdy już o tym wie.
#hydepark
Na pohybel wszystkim...
Zaloguj się aby komentować
Byłam w ogródku, naniosłam rzodkiewki więc następne dni będą pod hasłem #twarożenie
#twarog rzodkiewką i szczypioreczkiem.
Ale przyznajcie, ale mi byki porosły!
Jakby mi ktoś rok temu powiedział że za rok będę zbierać rzodkiewkę z własnej działki, to bym się porządnie po głowie postukała.


Zaloguj się aby komentować
#pijzhejto powiem tak: nie jest warte 5,30 w cenie regularnej.
czy przypomina smak dorastania?
nie bardzo.
czy jest dobre - może być, ale wolę piwo z sokiem.
nawet małolatowi nie podeszło, więc sami zdecydujcie

Zaloguj się aby komentować
Drodzy państwo, oto #twarożek #twarog
Ale nie jakiś tam zwyczajny. To jest twarożek z naszą pierwszą wspólna rzodkiewką!
Duma!


Zaloguj się aby komentować