Zaloguj się aby komentować
291 049 + 53 = 291 102
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
775 + 1 = 776
Tytuł: James
Autor: Percival Everett
Tłumaczenie: Kaja Gucio
Kategoria: Literatura piękna
Ocena: 7/10
#bookmeter
***
– Ja to widze tak. Jak kto bez specjalnych reguł nie umi sam odróżnić, co dobre, a co nie, jak mu trza takie rzeczy tłumaczyć, to nie może być dobry. Jak ci jakiś Bóg musi mówić, co dobre, a co złe, to nigdy sie tego nie dowiesz.
Na samym początku chciałem podziękować koledze @JapyczStasiek za podrzucenie mi tego tytułu. Zaburzył mi tym, oczywiście, zaplanowaną kolejność czytania, ale chciałem zapoznać się z Jamesem w miarę na świeżo po lekturze Przygód Hucka Finna. Niczego nie żałuję, a co za tym idzie nie mam do kolegi żadnych w związku z tym roszczeń ani pretensji.
Pan Everett zrobił w Jamesie kilka rzeczy kapitalnych. Po pierwsze sam pomysł na to żeby przedstawić tę samą, dobrze znaną historię z perspektywy innego bohatera już zasługuje na uwagę, jeśli nie na szacunek. Na szacunek natomiast na pewno zasługuje to, że panu Everettowi udało się ten zamysł zrealizować – sam w końcu miewałem podobne pomysły, ale u mnie na pomysłach się kończyło. Drugą sprawą jest wykreowanie świata, który w żadnym momencie nie jest sprzeczny z tym, który opisał pan Mark Twain. To poprzednie zdanie zasługuje na szczególną uwagę, bo pan Everett nie zrobił czegoś, co zrobić mógłby i co byłoby ze wszech miar słuszne, uzasadnione i całkowicie poprawne (choć książka wiele by na tym straciła, a nawet byłaby książką całkowicie inną niż jest), nie osadził mianowicie swojej opowieści po prostu w świecie stworzonym przez pana Twaina. Pan Everett zrobił coś więcej, pan Everett wykreował świat znajdujący się jakby obok świata z książki pana Twaina. I nie chodzi tutaj wcale o jakieś paranormalne byty, o których Jim w Przygodach Hucka Finna opowiada Huckowi, koncept pana Everetta jest o wiele bardziej interesujący. Nie będę jednak zdradzał tutaj o co chodzi – wydaje mi się, że to powinno rozjaśnić się każdemu, kto na lekturę Jamesa by się zdecydował.
Opowieść przedstawiona w tej książce początkowo biegnie całkowicie zgodnie z tym, co opowiedział pan Mark Twain w roku 1884, a później się rozjeżdża. Oczywiście, pan Everett, decydując się na uczynienie narratorem Jima, musiał uzupełnić te luki, które pan Twain zostawił w swojej historii rozdzielając w niej na jakiś czas Jima i Hucka. Tyle że – tak mi się wydaje – opowieść (albo sam Jim) wymknął się w pewnym momencie autorowi spod kontroli (to podobno często zdarza się w czasie pisania i przynosi zaskakująco dobre efekty względem tego, co napisać się zaplanowało, o ile w ogóle nie umożliwia czasami opowiedzenia historii do końca, bo ta złośliwa małpa jakoś nie chce poddawać się wymyślonemu i skrupulatnie dopracowanemu planowi) i James od pewnego momentu podąża swoją drogą, całkowicie inną niż u pana Twaina. Tutaj powstaje u mnie pytanie, podobne do tego jakie powstało kiedy śledziłem różnice w Królu pana Twardocha w jego w jego wersji książkowej i serialowej: czy jest to jedna historia w dwóch wersjach, czy może jednak są to dwie różne historie? (Nawet zadałem kiedyś to pytanie panu Twardochowi – odpowiedział mi na nie, co słusznie przewidział kolega @CzosnkowySmok, „Nie wiem”; może spróbuję się z tym problemem zwrócić do pana Everetta? – ma ktoś może jego maila albo numer telefonu?)
I tak, James bardzo mi się podobał. Podobał mi się tak w kwestii na tę książkę pomysłu, tak w kwestii tej historii opowiedzenia (literacko i narracyjnie), jak w końcu w kwestii problemów, które poruszał (o, ile znalazłem analogii do tego, co dzisiaj obserwuję na co dzień!). Problemem okazała się dla mnie tylko tej książki końcówka. Po pierwsze od pewnego momentu (od kiedy autor rozstaje się z wersją – przyjmijmy roboczo ten wariant – pana Twaina) opowieść przyspiesza i miałem wrażenie, że, względem tego, co było wcześniej, jest napisana trochę po łebkach. Druga rzecz to to, że rozochocony wspaniałym, płynącym początkiem, gdzie sam sobie wyciągałem sądy na podstawie tego, co przeczytałem, byłem dość zdegustowany końcówką, która – w mojej ocenie – bardzo bezpośrednio i wprost narzuca (i tak zresztą oczywistą i jednoznaczną, ale to samo w sobie jeszcze nie jest wadą) interpretację całej historii.
James jest dla mnie bardzo ciekawą książką również z tego względu, że rzuca całkowicie inne światło na postaci, które znalem czy to z Przygód Tomka Sawyera czy też z Przygód Hucka Finna. Przykładem takiej postaci niech będzie sędzia Thatcher. Czy był on postacią, którą polubiłem – w utworach pana Twaina być może tak, a przynajmniej nie pojawiała się u mnie myśl, że może on być postacią złą. Po lekturze Jamesa mam już w tej sprawie wątpliwości – sędziego Thatchera już niekoniecznie lubię (to też ciekawa rzecz jak inne spojrzenie na to samo może odmienić sąd), jednak miałbym też wątpliwości czy można wprost nazywać go złym. To czasy, przynajmniej z przedstawionego w książce punktu widzenia były złe, sędzia Thatcher był po prostu tych czasów przedstawicielem. Z drugiej jednak strony, to przecież ludzie stworzyli tamte czasy i tamtą rzeczywistość. Zastanawiając się więc nad tym, czy sędzia Thatcher był postacią złą odpowiem, cytując pana Twardocha – „Nie wiem”. Ale ta niewiedza to dla mnie tylko dodatkowa wartość wynikająca z zestawienia tych trzech pozycji.
Jeszcze tylko słowo w kwestii tłumaczenia. Wydawca opisuje je jako „brawurowe” z czym absolutnie się nie zgadzam, a nawet co mnie drażni – nie lubię nadużywania wielkich słów, choć i mnie samemu w przypływie emocji się zdarza. Jestem akurat w czasie lektury książki Ocalone w tłumaczeniu pana Stanisława Barańczaka (ależ jej czytanie jest przyjemne, ale jest również mozolne! – idzie mi to bardzo powoli, bo czacha dymi) i stałem się (przynajmniej tymczasowo) dość uważny na kwestie związane z przekładem. To właśnie z tego powodu, chcąc zweryfikować to, co napisał wydawca, sięgnąłem do fragmentów oryginału. Jeśli możemy (a uważam, że możemy) mówić o brawurze, to taką językową brawurą wykazał się raczej pan Everett. Pani Gucio wykonała natomiast, moim zdaniem, kawał ogromnie solidnej (i pewnie równie trudnej) pracy translatorskiej. Jej przekład jest i piękny i wierny (przynajmniej w tych fragmentach, które sobie porównałem) ale brawury w nim jakoś znaleźć nie potrafię. Chyba że, co byłby uzasadnione, za brawurę, zgodnie z tego słowa definicją , uznać już sam fakt porwania się na tłumaczenie tej książki – wówczas zgoda, ale brawurową w tym przypadku byłaby sama pani Gucio, a nie jej tłumaczenie.
Skoro i tak jest już długo, to nie zaszkodzi jeszcze trochę tego wpisu przedłużyć informacją zupełnie bezużyteczną, choć dla mnie ważną. Otóż do lektury bardzo pozytywnie nastawiło mnie również i to, że książkę otwiera kilka tekstów piosenek folkowych z opisywanego okresu (dziś nazywanych niekiedy "standardami"), a pierwszym z nich jest tak lubiany przeze mnie Old Dan Tucker (tutaj w świetnym wykonaniu pana Bruce’a Springsteena, tutaj w wykonaniu naszego Kraków Street Band, a tutaj – co mnie zdziwiło, że w takie coś w ogóle istnieje – cała playlista z różnymi wykonaniami tego utworu, choć nie jest ta playlista kompleta, sam znam jeszcze kilka innych

@JapyczStasiek a słyszałeś już o romantasy retellingu Drakuli z perspektywy Lucy Westenra?
Zaloguj się aby komentować
549 + 1 = 550
Tytuł: Sicario 2: Soldado
Rok produkcji: 2018
Kategoria: Akcja / Dramat / Kryminał
Reżyseria: Stefano Sollima
Czas trwania: 2h 2m
Ocena: 6/10
Film ma bardzo dobrą muzykę, przez co robi klimat, taki szorstki, gęsty nie wiem jak to nazwać jeszcze mógłbym, bardzo wciąga i trzyma w napięciu. Jest jednak jeden minus - po obejrzeniu nie wiedziałem właściwie o czym ten film był i do czego dążył. Fajnie się ogląda, 2 godziny minęły jak z bicza strzelił, ale bardzo czuć tutaj zmarnowany potencjał fabularnie. Widać, że reżyser umie w budowanie klimatu, ale chyba przy tym wszystkim zapomniał o fabule.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #ogladajzhejto


Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
#sztuka #art #malarstwo #obrazy autor: Boris Vasilievich Bessonov (Russian, 1862–1934) | Spring | oil on canvas | 65 x 81 cm

Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Zaloguj się aby komentować
15 612,87 + 13,00 = 15 625,87
Dystans odrobinę skrócony, bo zapomniałem pićku.
#sztafeta #bieganie
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin



Zaloguj się aby komentować
Jako ze sie obrazilem na applowy zegarek - pytanie do sportowych państwa co biegaja i pedałują.
Jaki model Garmina bez super bajerów brać ino żeby go nie ładować codziennie?
#sport #sprzetsportowy #garmin #zegarki
@ostrynacienkim ja mam Polar vantage m3 od kilku miesięcy i sobie chwalę. https://www.polar.com/pl/vantage/m3 ta sama platforma co flagowe polara V3 i Grit X2 (różnią się tylko wielkością/bateria/materialami). Zegarek ogarnia spanie + regeneracje, sensor jest spoko jak na moje spacerki (bieganie/siłownia zawsze robię z dodatkowym H10), ładowanie co +/- 6 dni.
Zaloguj się aby komentować
A nad tym #jezioro flauta, za to pełno karpiarzy. Ciekawe czy brejd siedzi na rybach #cybulionjestinny


Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
#konstruktorelektrykamator #fizyka #optyka #ciekawostki #diy
Wczoraj przypadkowo słońce zaświeciło mi do garażu w taki sposób że razem z @Zielonywewszystkim mogliśmy zrobić fotografię Schlirena. Światło przechodzące przez ośrodki o różnej gęstości ma różne kąty załamania. Co daje efekt cienia odpowiadającego granicom ośrodka.
Wykorzystuje się to np do rejestracji przepływu płynów, np przy samolotach czy nawet przepływu wody w rurach.
https://www.youtube.com/watch?v=veNbWhsiLO0
Zaloguj się aby komentować
15 591,50 + 21,37 = 15 612,87
To nieprawda, że nie można dzień po dwupapatonie pobiec papatonu. Można, tylko trzeba wcześnie wstać.
Na tym polega odpowiedzialność.
Miłego świętowania! ❤️
#sztafeta #bieganie #2137

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
W razie niebezpieczeństwa na drodze, policja w #korea zatrzymuje radiowóz przed przeszkodą i niczym inspektor Gadżet, rozkłada sygnały, aby były lepiej widoczne oraz aby świeciły strzałki sugerujące omijanie. Go go gadżet sygnały!


Zaloguj się aby komentować
290 949 + 100 = 291 049
Pierwsza setka w tym sezonie (oby nie ostatnia). W planach miałam max 80 km, ale po przerwie na małego lecha free i żarełko poczułam, że mam zapas i zaatakuję setkę już teraz.
Miałam lekkie dwie zawiechy w drodze powrotnej, ale wystarczyła przerwa na 2 minuty i można było dalej zapindalać.
Pierwsze 30 km praktycznie bez ludzi, droga gładka asfaltowa, mało aut, dopiero za jedną wiochą stan drogi dramatycznie się rozjechał i nagle nie wiadomo skąd wiele samochodów, ale to tylko 4 km, więc bez tragedii - chociaż od razu mi przed oczami stanął pewien lubiany poseł...
Przez resztę trasy wzdłuż wybrzeża już masa rowerzystów, no ale 2 maja, nic dziwnego. do tego to R10.
Warto było budować formę, chociaż organizm tak godzinę później pokazał jak jest wycieńczony :D ale dziś czuję się normalnie, nie będę jednak szaleć - tradycyjna traska po lesie na dobicie majówki mnie czeka i tyle :)
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin



Zaloguj się aby komentować
Nowa roślinka już na balkonie, zobaczymy jak jej pójdzie w stosunku do poprzednich lokatorów, których zabiła zima dekady :( #ogrodnictwo #balkonowyogrodek #rododendron

Zaloguj się aby komentować
All I’ve wanted, all I’ve needed is here in m arms
#podrozujzhejto #majowka


Zaloguj się aby komentować












