Zdjęcie w tle

enron

Gruba ryba
  • 519wpisów
  • 1672komentarzy

15 591,50 + 21,37 = 15 612,87

To nieprawda, że nie można dzień po dwupapatonie pobiec papatonu. Można, tylko trzeba wcześnie wstać.

Na tym polega odpowiedzialność.

Miłego świętowania! ❤️

#sztafeta #bieganie #2137

5154cfbb-c3e5-43c4-b974-d278e078462a

Zaloguj się aby komentować

15 462,23 + 12,73 + 42,74 = 15 517,70


No i tak mija powolutku ta majówka. Wczoraj króciutki czeski minipapatonik, bo wyjeżdżałem i nie chciałem żeby rodzina panikowała że się rozbiję ze zmęczenia... No to dzisiaj sobie ciutkę odbiłem. Podwójnym papatonem, więc uważam za uzasadnione użycie tagu #2137


I przyznam się, chodziło mi po głowie strzelić maratonik, ale decyzja zapadła tuż przed snem - o 1 rano sobie na szybko wyznaczałem trasę xD


Chyba to było głupie, ale nie można robić samych poważnych rzeczy, co?


Faajnie było, byłem gotów na jakieś kryzysy a tu w sumie nawet ładnie wyszło


Miłego dnia flagi!


#sztafeta #bieganie

9bcd59b7-03c2-426c-82ac-13f930c3ce81

Zamiast uprościć, policzyłem więcej. Zdobywasz osiągnięcie

  • Ja nie dam rady?! (42,19 km)

  • Kapitan barki (maj)

  • Dwugwiazdkowy kapitan barki (maj)



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

36853423-9e4c-4b7c-8489-9c7381578963
cec0fe2c-9dc3-4d0b-b198-207906778337
4a47ac0d-9818-47b3-bc7e-36e4bcb2ba77

Zaloguj się aby komentować

14 991,00 + 21,37 + 7,02 + 7,15 + 12,37 + 21,37 + 1,20 = 15 061,48


No i doczłapałem do końca miesiąca. Tym razem się uparłem i wbiłem na równe 500 km (no dobra, z jakimiś groszami)


Najpierw w niedzielę papatonik, w poniedziałek zaspałem i dałem radę tylko 7 km zrobić, we wtorek dużo się działo i jedynie zdołałem sobie strzelić 7 z groszami z zaliczeniem wizyty w paczkomacie. W środę niby miało być luźno a jakoś nie wyszło i ledwie minipapatonik czeski strzeliłem.


No ale dzisiaj już byłem zdeterminowany - i wstałem o 4:13, jakoś trochę niezbornie się pozbierałem, trochę się ponamyślałem czy brać opaskę na uszy i rękawiczki bo było -2°C, ale ostatecznie odpuściłem. Padła bateria w pasku HRM, więc machnąłem rękąi o 4:39 wystartowałem. Początkowo planowałem jakieś 16-18 km i dobicie reszty wieczorem, ale że dobrze mi się biegło to wycyrklowałem by strzelić papaton kończący się koło piekarni. Tam zakończyłem bieg, a potem jeszcze dobiłem kilometr z groszami do domu. Misja spełniona


Miłego czwartkopiątku!


#sztafeta #bieganie #2137

e1292324-7150-4a65-af36-0ac9e20a7286

Muszę poinformować, że zdobyłeś osiągnięcie

  • W sumie... Hardkor edyszyn! (500 km)

Wzruszenie nie występuje.



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

c0cba325-b93e-4e9e-bc4f-bfea0188eb0f

Zaloguj się aby komentować

14 316,92 + 11,10 + 10,10 + 12,37 + 10,01 + 3,50 + 27,31 = 14 391,31


Kolejnych parę dni za nami. Ciężki tydzień, mało czasu w poranki i przez to mniejszy kilometraż niż zwykle, a w szczególności brak papatonów w dni robocze... cóż poradzić - to już raczej będzie standard, cud że jeden czeski minipapatonik wszedł Wczoraj dodatkowe utrudnienia, przez co w ogóle odpadło poranne bieganie, popołudniowe też nie wyszło i tylko jakieś króciutkie 3,5 km udało się wieczorem zaliczyć


Za to dzisiaj sobie odbiłem i wyleciawszy dziś o 6:01 tak się rozochociłem na widok cudownej pogody, że ciutkę rozciągnąłem planowany wcześniej papaton, a potem jeszcze bardziej - i skończyło się na uberpapatonie w dość znośnym tempie. Ale biegło się naprawdę przewybornie, sama przyjemność! Tempo trochę spadło jak już doleciałem do osiedla i zaczęła się wspinaczka i zakupy, których tym razem było naprawdę sporo. No i w sumie wzniosu ponad 270 metrów, więc tempo usprawiedliwione


Miłej soboty Kochani!


#sztafeta #bieganie

00b5a64d-2637-40d3-b588-877c5432d4f8

Po niepotrzebnie skomplikowanej analizie, wyszło że zdobywasz osiągnięcie

  • W sumie... Hardkor edyszyn! (400 km)



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

c0cba325-b93e-4e9e-bc4f-bfea0188eb0f

Zaloguj się aby komentować

13 723,58 + 11,02 + 12,01 + 16,01 + 10,26 + 11,02 + 2,63 + 7,01 + 1,34 + 10,11 + 21,37 = 13 826,36


No i kolejny tydzień minął. Ciężko było z nowym układem dnia, trzeba było skrócić dystanse ale udało się jakoś zachować codzienne bieganie. We wtorek nie dało się rano, to poprawiłem po południu W piątek, w ramach przygotowań do sobotniej nocnej dyszki przetestowałem buty i skalibrowałem czujnik micoach, zaliczając parę okrążeń na bieżni w tempie ~4:30/km. W sobotę rano potuptałem grzeczne 7 km żeby cokolwiek zaliczyć, ale myślami byłem przy nocnej dyszce...

I OTO NADEJSZŁA

Atmosfera super! Dziki tłum biegaczy, na Rynku tłumy kibiców. Muzyka, światła, serducho biło radośnie. Początkowy plan "potuptam se spokojnie z kolegą co zającuje na 49 minut" z nagła szlag trafił, gdy się okazało że kolega jednak będzie zającował na 44 minuty xD Oczywiście nie było innej opcji jak ustawić się na 44 minuty Jak się porywać, to na coś trudnego, nie? Żeby było weselej, okazało się że kolega jednak odpuścił, bo jutro (znaczy się dziś) leci maraton i planuje sub 3h (co pewnie zrobi na luzie, wariat jeden). No ale jak już tam stałem to co robić?

Poszło ostro. Najpierw było ciężko, bo dość ciasno - nie mogłem się przebić do zajączków, bo tyle ludzi się pchało i miejscami trzeba było zwolnić. Zając zastosował tradycyjną metodę odsiewania plew - pierwsze kilometry były w tempie w okolicach 4:08/km, i z zadowoleniem stwierdziłem że nawet daję radę. Tuż po pierwszym kilometrze zaskoczenie - na Dietla przebijała się między autami karetka, ale przebiegłem na długo przed tym zanim dojechała do skrzyżowania. Moje obawy o ciemność i niepewną nawierzchnię okazały się być mocno na wyrost - było całkiem spoko, choć przed pierwszym kilometrem jakieś dziewczę zaliczyło wywrotkę

Nie sprawdziłem trasy więc leciałem przyklejony do zająca. Było dobrze, na 5. kilometrze wpadła życiówka na 5 km (20:25), choć były dziwne rozjazdy znaczników i tego co mówił mój zegarek więc mam lekkie wątpliwości co do tej życiówki. Tempo mi trochę spadło, zając zaczął się oddalać - ale cisnąłem ile sił. No i wtedy pojawił się Wawel

Spodziewałem się podbiegu, ale nie spodziewałem się że będzie dużo krótszym podejściem - zdecydowanie ostrzejszym, niż się spodziewałem. W ogóle nawet nie przypuszczałem że tam jest podbieg xD taki ze mnie kurde Krakus. Wpadłszy na Dziedziniec Arkadowy zobaczyłem, że dogoniłem zająca - oj, coś to mieszkanie na szczycie wzgórza chyba daje Pan Zając wiedział jak prowadzić, zagrzewał do walki i przyspieszenia na zbiegu - z czego skorzystałem. Potem Planty, przelot Sławkowską... Pan Zając lekko zwolnił i zagrzewał do przyspieszania, fabryka na 100%... i meta! NIE WIERZĘ! Czas poniżej 44 minut! Ja pierdzielę, życiówka Najlepsze, że na ostatnim kilometrze nie tylko doszło te 100 metrów, ale w bonusie doszło kolejne ponad 100 xD Z tego co widzę, wszyscy mieli podobne odczucia - ktoś tu trochę namieszał z mierzeniem dystansu xD

Ostatecznie wyszło 43:33 i jestem open 404 - przy niemal 7500 biegaczy uważam to za bardzo fajny wynik W wynikach widzę, że mnie zaliczyło do M50 - w tej kategorii byłem siedemnasty Tak czy siak - mega czad! Nie spodziewałem się aż tak dobrego wyniku!

Potem jeszcze poczekałem na znajomych, w tym na zajączkę z 1:04 która chciała ze mną wrócić. Jak się wszyscy zebraliśmy, podreptaliśmy ten kilometr z hakiem do auta i potem już porozwoziłem dziewczyny.

A dzisiaj? No byłem nabuzowany po wczorajszym biegu jak jasny pieron! Sam z niczego obudziłem się o 3 rano, jakimś cudem zmusiłem do ponownego zaśnięcia - ale i tak wstałem przed budzikiem, kwadrans przed 5. Niespiesznie się pozbierałem i o 5:21 wyruszyłem na mój tradycyjny dystans Biegło się bardzo fajnie, nawet zaskakująco szybko jak na poranek po rekordowym nocnym biegu - ostatecznie wyszło tempo 5:23/km. Po drodze spotkałem jednego rowerzystę i zero biegaczy - pewnie albo odpoczywali po dyszce, albo się szykowali na dzisiejszy Cracovia Maraton

Spoko to był tydzień i bardzo fajny weekend. Oby tak dalej
Arbuz zjedzony, a ja trzymam kciuki za znajomych lecących maraton


Miłej niedzieli!

#sztafeta #bieganie #2137

c8ab7a21-c127-46b4-a9e0-5d2af96ee784

Niepotrzebnie się wtrąciłem. Przez to teraz zdobywasz osiągnięcie

  • W sumie... Hardkor edyszyn! (350 km)



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

c0cba325-b93e-4e9e-bc4f-bfea0188eb0f

Zaloguj się aby komentować

12 965,05 + 21,37 + 5,01 + 1,08 + 21,37 = 13 013,88


Kolejny fajny weekendzik


Nie było ciśnienia, więc oba dni z późnym

startem - wczoraj niewiele przed 7, a dzisiaj już niemal o 7:30


W każdym razie wczoraj wjechał uczciwy papatonik w tempie 5:18/km - w sumie szybciej niż się spodziewałem, ale nogi same niosły. Było bardzo przyjemnie - na termometrze +2°C, a wiatr, choć mocny, na kluczowym odcinku (Wały Wiślane) wiał w plecy.


A że jestem wariat, to tym razem nie zakończyłem papatonu pod domem, tylko w pobliskim parku z myślą o zaliczeniu parkrunu Ponieważ doleciałem na osiedle zbyt wcześnie, to zrobiłem jeszcze zakupy w biedrze i piekarni... i nagle się kuźwa późno zrobiło xD Doleciałem na miejsce, musząc jeszcze dobić ostatnie metry papatonu, gdy towarzystwo już odliczało do startu Doleciałem do 21,37 km, zatrzymałem i zapisałem aktywność, odpaliłem nową, poczekałem na GPS... w tym czasie wszyscy wystartowali Po chwili GPS złapał i pobiegłem jako ostatni - przede mną 94 osoby, miałem więc okazję poczuć jak to jest jak się ktoś stawi w zdecydowanie niewłaściwej strefie startowej xD Byłem ciut zmęczony, ale postanowiłem spiąć poślady żeby zobaczyć na ile mnie stać No i poszło chyba całkiem nieźle, bo przebiegłem te 5 km w średnim tempie ~4:40/km (a ten parkrun to sporo przewyższeń, 4 okrążenia a na każdym nawrotka i kilka bardzo ostrych zakrętów) kończąc na 18. pozycji Potem już tylko spokojny kilometrowy trucht do domu z zakupami w mięsnym po drodze


A dzisiaj było baardzo fajnie Obudziłem się o 6, pełen energii, po chwili wstała też żona. Na zewnątrz... -3°C ale jak mi zeszło na kawce z żoną, karmieniu kota, wymianie baterii w pasku (wytrzymała tym razem 8 dni, heh) to się zrobiła prawie 7:30, a temperatura zdążyła urosnąć do +2°C. Ustaliliśmy co mam kupić z pieczywa i śmignąłem.


Po wczorajszym - jak by nie mówić, intensywnym - dniu, gdzie na koniec nawet sobie nie zrobiłem rolowania obolałych nóg, nastawiałem się na spokojny trucht. Ale po pierwszych metrach stwierdziłem "nie chce mi się" i przyspieszyłem Doszło do tego, że po drodze się zorientowałem że jak tak dalej pójdzie to będę bez sensu stał pod zamkniętą piekarnią - więc oczywiście nie zwolniłem, tylko odszedłem na dalszy krąg, żeby dotrzeć do piekarni nieco po 8. Strategia była dobra, co prawda parę minut spędziłem w kolejce ale po chwili już leciałem w kierunku Wałów Wiślanych. Tym razem wiatr obrócił się o 180 stopni i był idealny wmordewind, ale niespecjalnie się tym zraziłem - poza tym leciałem w pełnym Słońcu, więc taki wiaterek przynosił nawet trochę miłej ochłody. Potem wleciałem do Lasku Mogilskiego, dzika tym razem nie było a potem przez COMCOM, okolice Zalewu Nowohuckiego i nową drogą obok Urzędu Pracy doleciałem do osiedla i pod dom.


I co? Średnia 5:10 min/km Wiem że to nic niezwykłego, ale miło że mimo dociążenia dzień wcześniej udało mi się polecieć lepiej. Nie mam teraz żadnych planowanych startów poza nocną dychą przed Cracovia Maratonem, ale tam kolega zającuje na 50 minut więc pewnie sobie towarzysko z nim podrepczę na luzaka.


Od poniedziałku zmiany w życiu i porannym rozkładzie dnia i będzie mi ciężej biegać rano, a już na pewno strzelać papatony ale w sumie to się bardziej rozbija o samodyscyplinę i chodzenie spać o jakichś normalnych porach typu 23-24. Się zobaczy. Trochę pewnie spuszczę z tonu, ale tylko trochę.


A póki co pękło 250 km w kwietniu.


Miłej niedzieli!


#sztafeta #bieganie #2137

943ef89e-60ab-4cfc-b616-da7c09a865ec

Sprawdziłem to kilka razy. Niestety nadal wychodzi, że zdobywasz osiągnięcie

  • W sumie... Hardkor edyszyn! (250 km)

  • Dokumentalista (30 zdjęć)



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

c0cba325-b93e-4e9e-bc4f-bfea0188eb0f
6cd4047d-9ea9-4f73-8576-4ee398acd9b3

Zaloguj się aby komentować

12 442,75 + 21,37 + 21,37 + 11,39 + 21,37 = 12 518,25


No to kolejnych parę papatonów do kolekcji, a przy okazji pękło 200 km w kwietniu Wczoraj niestety obowiązki domowe i rodzicielskie nie pozwoliły na właściwy dystans, ale dobre i takie 11 z hakiem


Dzisiaj było fajnie, bo wybiegłem przed piątą rano i było -2°C W ruch poszły rękawiczki - chwilę myślałem nad opaską na uszy, ale uznałem to za mocny overkill. I dobrze, bo bym się chyba zagotował - wiatr był raczej słaby, a do tego wyszło piękne Słońce Biegło się nawet fajnie, coś tam starałem się trzymać uczciwe tempo - ale jak już zaczął się powrót pod górkę, to się rozleniwiłem i średnia mocno spadła.


Przede mną weekend, pewnie się domyślacie co wpadnie xD


Za to od poniedziałku zmienia mi się trochę harmonogram dnia - a zwłaszcza poranków - i obawiam się, że ciężko będzie strzelać codziennie papatony, średni dystans raczej zmaleje.


No i koniec końców odpuszczam Cracovia Maraton Jak najbardziej się czuję na siłach i pewnie bym na luzaka przebiegł, ale żona tak panikuje na samo brzmienie słowa "maraton" że uznałem że nie ma co się aż tak stawiać. Na spokojnie sobie za rok pobiegnę, przynajmniej będzę już w pełni w kategorii M50 Ale przynajmniej polecę sobie nocną dyszkę - nadal jest taka fajna trasa z przelotem przez Wawel więc będzie bardzo fajnie!


Miłej reszty piątunia!


#sztafeta #bieganie #2137

ed68a2e0-18ec-4c8c-8d89-6746f5202016

Tak. To ja uznałem, że to wystarczy do przyznania osiągnięcia

  • W sumie... (150 km)

  • W sumie... Hardkor edyszyn! (200 km)



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

ee34779a-d52b-4bbb-a9ca-f14269954e0d
c0cba325-b93e-4e9e-bc4f-bfea0188eb0f

Zaloguj się aby komentować

12 065,40 + 21,37 + 21,37 = 12 108,14


Jestem prosty enron, mam obowiązki enrońskie.


KRYĆ SIĘ!


I mokrych jajek


#sztafeta #bieganie #2137 #swieta

260e623d-1b9b-4178-911c-ecd514db7f25

Zaloguj się aby komentować

11 919,09 + 12,37 + 9,00 = 11 940,46


No masz, gapa ze mnie xD


Miał być standardowy papatonik, dzień w miarę luźny - więc się specjalnie nie spinałem, wstałem spokojnie przed 6. Miałem spokojnie sobie pobiec - a tymczasem obudził się najmłodszy syn, a po chwili drugi... i zgłosił problem z bólem barku (ostatnio go sobie popsuł), więc trzeba było kombinować jak go ratować. Szczęśliwie kąpiel i okład z żywokostu naprawiły sytuację, a już się zastanawiałem czy na sygnale z nim nie jechać na jakiś SOR...


Wyruszyłem w końcu o 7:22 - i biegło się przyjemnie, choć powoli. Doleciałem do piekarni po 7 kilometrach, kupiłem chleb zamówiony przez żonę... a tu telefon. Już się bałem, że coś poważnego - ale okazało się, że lista zakupów rozszerzyła się o piersi z kurczaka - i to w trybie CITO xD Jedyne dwa sklepy w których kupuję mięso w Krakowie to mój osiedlowy i drugi, koło którego właśnie byłem - a że nie chciałem ryzykować że ten osiedlowy jest zamknięty (albo pusty), to kupiłem od razu te filety i z bólem serca ruszyłem najkrótszą drogą do domu. Dotarłem, dobijając do minipapatoniku czeskiego - tak na wszelki wypadek, gdybym nie dostał pozwolenia na dalszy start


I co zrobiłem? A raczej co miałem zrobić? Stop, klik klik, wznów później, gotowe.


A co zrobił zegarek, czyli co zrobiłem ja? Bzzt aktywność zapisana xD

No nic, widać tak było pisane 

Ale ponieważ jeszcze nie wszystkie zakupy załatwiłem, to przekazałem żonie wszystkie rzeczy, wziąłem drugi plecaczek i śmignąłem dalej. Akurat dochodziła 9 rano, punkt 9 doleciałem do startu naszego parkruna - nawet zdążyłem zapozować do wspólnej fotki, po czym wystartowaliśmy.


Jak zwykle niespecjalnie się starałem, a im później tym bardziej zaczynałem cisnąć. Kurde niereformowalny głupek xD nigdy się nie nauczę dać se na luz… Niedługo po starcie byłem szesnasty, ale że nasz parkrun jest dość specyficzny z licznymi podbiegami i ostrymi zakrętami/nawrotkami, to na koniec awansowałem do 10. pozycji, którą mi kolega ukradł niedaleko przed metą - sam dotarłem równo w 23 minuty, więc nie tak źle jak na staruszka po 13 kilometrach biegu 

Chwilę pogadałem, życzyłem wszystkim wesołych świąt i poleciałem dokończyć zakupy. Nie mogło oczywiście zabraknąć arbuza w biedrze - kocham naszą biedrę, panie zawsze dla mnie kroją arbuza a czasami nawet z własnej inicjatywy robią połówki i ćwiartki. Potem jeszcze dwa sklepy - i koniec końców do domu dowiozłem równe 21,37 kilometra choć w dwóch ratach.


A potem znajomy wysłał fotkę - akurat postanowił sobie strzelić parkrun na Błoniach, który zawsze jest obstawiony przez najszybsze dziki. Fotka z jego tokenem po ukończeniu... tokenem numer 1 Jezu co za gość!


A żeby już nie zanudzać - to życzę Wam wszystkim Wesołych, Radosnych, Pogodnych, Błogich, a jeśli ktoś chce to i


ROZBIEGANYCH Świąt, kochani! Trzymajcie się!


#sztafeta #bieganie #2137

44307a30-9e27-45c1-be1f-b9e3869e6d51

Tak, to ja to liczyłem. Tak, wyszło, że zdobywasz osiągnięcie

  • W sumie... (80 km)



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

ee34779a-d52b-4bbb-a9ca-f14269954e0d

Zaloguj się aby komentować

11 667,92 + 21,37 + 21,37 = 11 710,66


I tak sobie mija dzień za dniem na tej wsi Tak, wiem, powinienem był wczoraj wrzucić wczorajszy papaton, ale że poszedłem usypiać synka to w zasadzie na tym się dzień dla mnie zakończył xD


A dzisiaj luzik - dzień niespieszny, żadnego ciśnienia, jedynie trzeba było kupić chlebek do święcenia i banany Wstałem na luzaka o 5:30, powolutku się ogarnąłem, wypiłem kawkę, pogadałem z żoną, po czym tuż przed 7 wybrałem się na tuptanko.


Wczorajszy papaton ominął okolice Wisły, takoż i dzisiejszy - ileż można biegać tą samą trasą? Pewnie jutro tam wrócę, może boćki już dotarły? Zobaczymy.


Aha, bynajmniej nie szykuję papatonowego kwietnia - tak po prostu wyszło


Miłego Piątunia!


#sztafeta #bieganie #2137

f3618a78-56a4-4695-a724-40a78142d529

To ten moment, w którym z przykrością informuję o osiągnięciu

  • Ja nie dam rady?! (21,37 km)

  • Kapitan barki (kwiecień)

  • W sumie... (60 km)

  • Nie mogę rozmawiać bo biegnę! (10 000 km)

  • Dokumentalista (20 zdjęć)



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

36853423-9e4c-4b7c-8489-9c7381578963
cec0fe2c-9dc3-4d0b-b198-207906778337
ee34779a-d52b-4bbb-a9ca-f14269954e0d

Zaloguj się aby komentować

11 534,59 + 21,37 = 11 555,96


Se wziąłem zaspałem - zamiast wstać o 4:30 wstałem po 6 No ale święta środa to święta środa, poza tym luz z dziećmi - jeden syn na 11, drugi chory, trzeci chory, więc pośpiechu nie ma. Żona też chora to się nimi zajmie jakby co


Marzec zamknięty, kwiecień wypada uczciwie otworzyć kwiecień. A nie ma lepszego otwieracza niż papaton więc mimo że już dochodziła 7 rano wyskoczyłem na standardową trasę w kierunku Wałów Wiślanych. Było... ULTRA PRZYJEMNIE bo na termometrze 3°C, wiatru sporo ale było przecudne Słońce! Cudnie się tuptało, zwłaszcza na wałach mordą w stronę Słońca


Ludziska coś nawet się ruszyły - na wałach 6 rowerzystów i jeden biegacz, a potem jeszcze dwie biegaczki w Lasku Mogilskim (za to brak dzika, po raz pierwszy od wielu przelotów tamtędy). Na drogach już dość spory ruch, ale tym razem sprytnie śmignąłem trasą omijającą wszystkie światła dla pieszych


Tempo niespieszne, za to puls adekwatny - średnia 135bpm. Tym razem pamiętałem o cycoplasterkach więc cierpień nie było xD

Coś mi się szykuje ładny cug - tyle dni wolnych a ja mam słabą wolę, zdecydowanie zbyt słabą by się powstrzymać od nałogowego papatowania No chyba że od żony dostanę wałkiem w łeb i się opamiętam.


Nad maratonem nadal myślę, wiem że mi się za to oberwie a i wąż w kieszeni swoje robi


Miłego prima!


#sztafeta #bieganie #2137

1227cada-9e6d-4893-a25a-11924fb115a6

Zaloguj się aby komentować

11 483,65 + 23,71 + 7,01 = 11 514,37


Plan był ciut inny. Po niedzieli miałem sobie strzelić dwa papatony i dobić po raz pierwszy od dawna do 500 km. Ale jakoś wczoraj mnie natchnęło, że ileż można te papatony klepać i sobie strzeliłem miniuberpapatona w spokojnym tempie 5:42/km. Biegło się fajnie, udało się wylecieć przed 5 rano, generalnie dobrze - mimo że Słońca nie było.


No a dzisiaj - cóż... się chłopu zaspało, i to konkretnie bo o godzinę - wstałem o 5:32. I nie byłoby tragedii, ale akurat wtorki dość niewdzięczne są, bo najstarszy syn ma na 7:30 do szkoły więc wychodzi ponad godzinę wcześniej na tramwaj. Żona chora i padnięta, pogoda trochę pod psem, 3°C i deszcz. Ogarnąłem młodego, po czym stwierdziłem że nie ma co świrować i odwiozłem go na przystanek, w drodze powrotnej robiąc zakupy. Generalnie już wiedziałem, że nici z porannego biegu - ale nadal byłem zdeterminowany by coś pobiegać. Ale dzień był wyjątkowo szarpany. Drugi syn sobie coś zrobił z barkiem i ma rękę na temblaku - więc do szkoły trzeba go było podwieźć, a wcześniej jeszcze pomóc przy projekcie bo oczywiście do dokończenia na dzisiaj xD Ledwo wróciłem to śniadanie, ledwo śniadanie minęło i coś na komputerze poklepałem to po młodego trzeba było jechać i tak dalej i tak dalej. W końcu wziąłem się za robotę i tak mijały godziny, a wizja biegania była coraz bledsza


Z ratunkiem przyszło allegro i ich zielony paczkomat, który mnie wezwał by mu pomóc w wypróżnieniu A że już był wieczór, to zapowiedziałem że zmykam na 30-40 minut i zrobiłem tylko krótki rekonesans po osiedlu, na samym końcu łapiąc paczkomat. Biegło się dość przyjemnie - deszcz akurat minął, trochę było wiatru ale ciepło (6°C) i generalnie mały ruch.


Marzec zamykam więc poniżej oczekiwań, na niespełna 491 km. Nie będę narzekał, bo na początku roku nie wiedziałem czy w ogóle będę w stanie cokolwiek biegać - na szczęście trafiłem na świetną dermatolog, trzymajcie kciuki by efekty się utrzymały! Poza tym było dobrze - znośny występ na Marzannie, trochę papatonów, pierwsza trzydziecha od wielu miesięcy... fajnie by było mieć więcej takich miesięcy


Trz iść w kimono, więc życzę udanego startu w kwiecień!


#sztafeta #bieganie

c9cb9aaa-18b6-44c1-bcf5-5cdae02bd612

Zaloguj się aby komentować

10 630,17 + 21,37 + 32,71 = 10 684,25


No, takie weekendy to ja lubię Mimo piątkowego papatonu w sobotę rano mnie nosiło. Trochę zaspałem, a potem dodatkowo zamarudziłem - pokawkowałem z żoną, zjadłem jakieś tam ciacho - i wyjątkowo późno, bo prawie o 7:30, poleciałem zaliczyć kolejny papaton xD


Biegło mi się wyjątkowo dobrze - już bez deszczu, lekko mokre drogi ale bez kałuż, wiatru niewiele, przyjemne +3°C. Jak raz wpadłem w tempo to już je trzymałem - i choć wspinając się na swoje wzgórze zrobiłem nieco zakupów i lekko spuściłem z tonu, to jak dotarłem do domu równiutko ze świentym dystansem, to średnia wyszła 5:08/km Po drodze jeszcze przeleciałem przez osiedlowy parkrun, ale tylko przybiłem piątki i śmignąłem dalej - obiecałem, że wcześnie dotrę


No a dzisiaj... zmiana czasu! Jak ja KOCHAM czas letni! Nic dziwnego więc, że postanowiłem go odpowiednio uczcić za pomocą uberpapatonu czeskiego xD Planowałem wystartować o 5 (oczywiście nowego czasu), ale wyszła wizyta w kibelku, a potem się okazało że pasek rozładował baterię i trza było zmienić. Nic to - wystartowałem o 5:30.

Znowu bardzo przyjemnie  +3°C i tym razem już dość solidny wiatr - ale nie jakiś specjalnie mroźny. Zresztą mi ten wiatr specjalnie nie przeszkadzał - najpierw się szwendałem  wśród gęstszej zabudowy, a jak dotarłem nad Wisłę to się okazało że mam wdupewind i nawet ciutkę pomagał! Na wałach spotkałem samotnego kolarza i tyle.


Generalnie wszędzie pustki - oczywiście w Lasku Mogilskim spotkałem tradycyjnie dzika, za to chwilę później minąłem jednego biegacza. Doleciałem do Zalewu Nowohuckiego, gdzie było już tłoczno - spotkałem parę spacerowiczów, dwójkę biegaczy i, hm, rolkarkę?


Dotarłszy na osiedle zacząłem mocno tracić tempo - zmęczenie i podbiegi dały o sobie znać, fajnie widać na wykresach jak fabryka siadła Ale nie przejąłem się tym zbytnio, w końcu to nie wyścigi.


Koniec końców wyszło dość przyzwoicie - niecałe 3h (najlepsze, że chciałem zaliczyć stravowe wyzwanie trzygodzinnej aktywności xD), tempo 5:25 - co ważne, bez jakiegokolwiek pauzowania, bo przeleciałem na paru czerwonych a inne światła ominąłem Jak do domu dotarłem... to tylko kot mnie powitał, reszta słodko kimała xD


Dawno nie było u mnie trzydziechy - gorzej, że zaczynam mieć myślenice czy jednak się nie szarpnąć na Cracovia Maraton mimo że biegnę nocną dychę Stary człowiek a głupi heh, żona mnie ukatrupi. Póki co w tym miesiącu zaliczone 460 km.


Miłej niedzieli!


#sztafeta #bieganie #2137

87c5a8e4-2502-4684-8e4a-dfd56f7e0e48

Wspomniane wykresy. Puls stabilnie, tempo zdechło na ostatnich kilometrach, ale kadencja pokazuje że im bliżej końca tym słabiej. Długość kroku z kolei dość stabilna, bilans prawa/lewa jak zwykle stabilnie wujowy xD

6ce201bb-8727-42a7-a06b-088c40e8eb52

Zaloguj się aby komentować

10 276,28 + 21,37 = 10 297,65

Wczoraj zaspałem i zamieszanie z rana było, to musiałem dzisiaj jakoś odreagować 😅

Fajnie się tuptało, cieplutko (4°C) i orzeźwiający deszczyk ☺️

Obwarzanki kupione 😎

Miłego dnia! ♥️

#sztafeta #bieganie #2137

313dc689-4f2a-4a4e-8ad0-529ca348d7c4

Zaloguj się aby komentować

10 122,78 + 10,01 + 12,12 + 21,37 = 10 166,28


Minęły kolejne trzy dni. Choć niedzielny występ w Marzannie był daleki od wybitnego, to poszło i tak lepiej niż się spodziewałem. Ewidentnie jednak coś tam walczyłem, bo mimo wieczornego intensywnego masowania, rozciągania i rolowania poniedziałkowa dyszka po bułeczki była do rytmu oj - oj - ała - auć xD No może nie aż tak, ale tempo 5:57/km mówi samo za siebie

Wtorek już był nieco lepszy - mimo bardzo późnego (po 7 rano) startu udało mi się urwać 12 km w tempie 5:23/km, więc już zahaczającym o granice przyzwoitości. Mięśnie też już odpuściły i cierpienia było zdecydowanie mniej co było zdecydowanie ważne z racji zbliżającej się środy.


Ach, środa, środeczek, środunia Dzięki rozkładowi lekcji moich dzieci to mój cheat day, w którym przy odrobinie samozaparcia mogę sobie strzelić ulubiony dystansik Nie inaczej było dzisiaj, choć lekko zaspałem i wstałem dopiero o 4:52 - nie wiem, może trzeba było iść spać wcześniej a nie o 1 nad ranem? Któż to wie?


Wyszło jeszcze parę perturbacji, przez co wybiegłem dopiero o 5:33 - nici ze wschodu Słońca nad Wisłą, ale i tak było bardzo ładnie Trochę poczekam na takie widoki, bo najbliższe kilka dni będzie lać a potem zmiana czasu i wschody uciekają na późniejsze godziny. Jakoś trza sobie będzie radzić, muszę pamiętać żeby podładować oświetlenie do biegania.


Mimo środku tygodnia wszędzie pustawo. Nad Zalewem Nowohuckim o 6 zaledwie dwoje spacerowiczów, na Wałach Wiślanych szóstka rowerzystów i jeden biegacz. W najbliższych dniach dzięki ulewom będzie pewnie jeszcze mniej ludzi - zobaczy się,

Tempo było znośne, choć pod koniec średnia mocno spadła dzięki wdrapywaniu się na moje wzgórze. Generalnie po wykresach widać, że się po prostu opiedralałem - średni puls 132bpm, średnia kadencja 176spm. Ale było bardzo przyjemnie - a przecież o to chodzi w bieganiu, nie?


No to miłego dnia wszystkim!


#sztafeta #bieganie #2137

4eb26050-4b22-4a3a-b039-ce1702e4ae59

Zaloguj się aby komentować

9 868,80 + 13,09 + 1,02 + 5,01 + 1,36 + 1,37 + 3,09 + 21,10 + 4,01 = 9 918,85


Parę kolejnych dni za nami. Bez szaleństw ale i nie jakoś fatalnie


Na początek piątuniowe 13 km w tempie 4:53.


Potem sobotnia wstrzemięźliwość - czyli tylko dotuptanie kilometra do parku, strzelenie parkruna w tempie 4:28/km i powrót do domu.

Ten nasz parkrun jest dość wymagający - mocne podbiegi, dużo ostrych zakrętów, jedna nawrotka - więc czas 22:24 jak dla mnie jest OK. W sumie nawet wyszło że konsekwentny jestem - od czasu odpalenia tego parkrunu w 2022 roku moje najlepsze czasy tam w kolejnych latach to: 22:38, 22:52, 22:26, 22:20, 22:24


No i dzisiaj oczywiście Półmaraton Marzanny


Długo nie mogłem się zdecydować, czy chcę pobiec w tym roku Marzannę, czy jednak Półmaraton wokół Jeziora Żywieckiego. Tak się wahałem i wahałem, aż zamknęli zapisy do Marzanny xD Już miałem kupować pakiet na Żywiecki (kusi mnie ten bieg od paru lat), gdy nagle ponownie otworzyli zapisy na Marzannę. No i tu już wygrało moje lenistwo - po co się zrywać i jechać szmat drogi, jeśli można pospać i dojechać w 20 minut? Cóż... ale Żywiecki pozostaje w moim sercu i kiedyś tam pobiegnę!

Zgarnąłem z osiedla kumpla zającującego na 159, po drodze jeszcze jednego pacemakera. Dojechaliśmy do tajnej miejscówy z darmowym parkowaniem na godzinę przed biegiem - było już ciasno, ale miejsce się znalazło. Przy okazji namierzyliśmy zamszowe laczki do wzięcia xD fotkę gdzieś dołączę jak nie zapomnę...


Do biura ledwo kilometr, tam spotkałem resztę ferajny w tym Becię, która pace'owała na 159 - lubię z nią biegać, ale jednak preferuję krótsze czasy na połówce Spotkałem jeszcze trochę znajomych, którzy postanowili pokibicować. Do startu było w diabły czasu, więc się jeszcze przetruchtałem do auta i z powrotem, dobijając 3 km. Może głupie, ale co tam

Na linię startu doleciałem na tyle późno, że już nie mogłem sobie pozwolić na wizytę w toitoiu - brawo ja i moje planowanie! Nic to, jakichś wielkich potrzeb nie miałem, ale zawsze...


Znalazłem znajomych na 159, ustawiłem się z nimi - mimo że po wczorajszym parkrunie wiedziałem że nie mam szans dotrzymać tempa - włączyłem zegarek... i lekko zwątpiłem. Zapomniałem o ładowaniu xD i było 17% baterii ᶘᵒᴥᵒᶅ Przy nowym zegarku byłby to luzik, ale mój staruszek to tak zużywa z 10% na godzinę biegu. Przez myśl mi się przewinęło by równocześnie w ramach backupu odpalić runkeepera na telefonie - ale uznałem, że mi się nie chce i co ma być to będzie

Ruszyła pierwsza fala, druga... i my z trzecią. No i biegło się super! Mój poprzedni wpis się okazał proroczy - przez kilometr trzymałem fason, ale potem już zacząłem odpadać. Nie jakoś dramatycznie, ale tempo było bliższe 4:30 niż wymaganym 4:15/km. Nie przejąłem się tym zbytnio, bo generalnie ostatnio jakoś szybko nie biegam i po prostu postanowiłem się dobrze bawić


A bawiłem się świetnie! Cudna pogoda, nogi w sumie dobrze niosły, nie męczyłem się zbytnio (choć puls cały czas równiutki, powyżej 160bpm), fajnie się zagadywało do tymczasowych towarzyszy. Ale nic nie przebije radochy a dopingu kibiców! Raz nawet byłem wezwany jako enron No i nic nie daje takiej radości, jak małe dzieciaczki dopingujące biegaczy i wystawiające ręce do przybicia piątki - nie odpuściłem ani jednej okazji! Gdzieś na 7. kilometrze po lewej stała cała gromada maluchów drąca się "DACIE RADĘĘĘĘĘ" i chyba nic w całym biegu nie dało mi takiej dawki serotoniny


Trasa była fajna, choć inna niż w zeszłych latach - była część ul. Konopnickiej (nb. IMHO niepotrzebnie zamkniętej dla ruchu, biegaczom wystarczyłby jeden pas), potem bulwary, Most Kotlarski i bulwary w drugą stronę, a na finiszu Planty, Brama Floriańska, Rynek i sruu plantami pod Wawel. Było dość ciepło - przy starcie 10°C, a potem Słońce dawało równo. Na Bulwarach radował delikatny wmordewind, niestety po nawrotce już go brakowało. Ale kilometry leciały, a organizm wciąż dawał radę Podbieg pod Wawel jak zwykle wymagający, a potem już śmignięcie Plantami, triumfalny przelot przez Rynek i plantami aż do mety. Ku mojemu zaskoczeniu czas nie był tak fatalny - niecałe 1h39m


Medal prześliczny - w sumie to chyba on mnie ostatecznie przekonał do wybrania Marzanny Postarali się, chwała im za to! Na mecie tylko drożdżówka i woda, obok depozytu było też przepyszne brownie od Body Chief - ale tradycyjnego spaghetti zabrakło. Nie szkodzi, było mi dobrze i nie czułem potrzeby pałaszowania czegoś na szybko.

Trasa była zabawna, bo meta ustawiona daleko od startu. Z kumplem potruchtaliśmy do auta, zeszło równe 4 km. Oczywiście usłyszałem, że się trochę nudził zającując i wolałby trochę szybciej pobiec. Kurde, gość jest przedzik - w tygodniu przed Marzanną widziałem jak robił połówki w tempie ~4:11/km


No i w zasadzie tyle mam do powiedzenia. Było super, bawiłem sie przednio. Stopy mi trochę obtarło, taki urok tych moich bostonków ale się przyzwyczaiłem. Aha, zegarek wytrzymał. Zostało mu 4% baterii


Trza iść spać, rano bułki i mleko kupić


Miłej nocy!


#sztafeta #bieganie

d713d849-47f4-4792-b24a-153b348ddd82

@Romanzholandii 

@enron ja pitulę, ale tempo

Bez przesady, tempo dość spokojne - tu jest cała masa ludzi którzy w tym tempie robią maraton (w sumie sam zrobiłem w podobnym tempie rok temu), a połówkę cykną w 125h Niemniej się cieszę, że choć tak jestem w stanie pobiec bez większego przygotowania - może jakoś zepnę poślady i na Cracovia Półmaratonie już coś autentycznie powalczę

Zaloguj się aby komentować

9 350,70 + 14,02 + 16,12 + 21,37 = 9 402,21

My tu gadu-gadu, a niedziela i Półmaraton Marzanny coraz bliżej. Oczywiście zmniejszam objętość, w szczególności wczoraj rano zaspałem i nie dałem rady w ogóle pobiegać xD

Niemniej w poniedziałek jakieś 14 wpadło, we wtorek nawet 16. A że miałem straszny niedosyt po wczorajszej absencji, to dziś się obudziłem trochę po 4, a po odbębnieniu podstawowych spraw domowych o 4:59 (no za cholerę nie umiem wcześniej xD) poleciałem w trasę.

Dziś miało być chłodno, nawet sobie przygotowałem drugi tshirt - ale jak zobaczyłem że jest ledwo 0°C to z dodatkowych rzeczy wziąłem tylko rękawiczki. Nawet to był lekki overkill, ale aż tak nie przeszkadzały. Ponieważ już powoli się mentalnie szykuję do startu, to tym razem założyłem swoje startowe Adizero Boston 11 - może to takie placebo, nie wiem, ale zawsze w nich mi się dobre czasy trafiają Nie inaczej było i tym razem - głowa odnotowała "biegniemy w bostonkach" i od razu lepiej się śmigało

Sam bieg dość standardowy, wszędzie pustki - na południowych Wałach Wiślanych spotkałem jednego biegacza i dwoje rowerzystów i to wszystko. Aha, jeszcze w Lasku Mogilskim chwilę sobie pobiegłem z dzikiem xD Po drodze trafił się ładny wschód Słońca i obłędny widok na EC Łęg z nadwiślańską mgłą na pierwszym planie Pod koniec doleciałem do piekarni, gdzie tradycyjnie nabyłem wszystkie rodzaje pieczywa i wdrapałem się na swoje wzgórze.

Dobrze jest, jakaś tam forma jest - obym poleciał w niedzielę przynajmniej tak jak dzisiaj Zobaczymy co będzie.
Jutro pewnie jakaś dyszka w porywach do 15, w sobotę najwyżej lokalny parkrun. A po Marzannie wracamy do standardu.

Miłego czwartunia!

#sztafeta #bieganie #2137

acd6e298-5f58-41b2-83f8-e80aba088c0a

@enron ja nie mogę, dopiero jak temperatura idzie 8°C w górę to zdejmuję bluzę spod wiatrówki xD

A przy temperaturach do minus 10 to: podkoszulek techniczny, termokoszulka, koszulka do biegania,bluza do biegania, wiatrówka i dwie pary rękawiczek i kominiarka.

No zimno to mój mood killer ale mimo tego trzeba biegać.

Czekam na upały xD to lubię tak w słońcu.

Zaloguj się aby komentować

8 703,07 + 21,37 = 8 724,44

Równo za tydzień Marzanna, moi znajomi zającują na czas 1:30, ja jestem pie⁎⁎⁎⁎⁎ięty więc sobie z nimi wystartuję a potem zdechnę xD więc wypada choć trochę zacząć przyspieszać 😀Może wytrzymam z nimi choć jeden kilometr, zawsze to coś 😅

Dziś miałem wstać wcześniej, ale zaspałem i znowu wystartowałem o 5:30. Dobre i to, przynajmniej jaśniej było 😎

Przed 6 nad Zalewem z daleka dostrzegłem jednego biegacza, jedną biegającą na Wałach Wiślanych - i w zasadzie tyle, plus 3 rowerzystów. Może to przez lekki chłodek? Było zauważalnie chłodniej niż wczoraj - i dobrze! 😃 Od jutra gorsza pogoda, ale i tak będzie fajnie 😊

Arbuz zjedzony do społu z młodym, teraz śniadanko i można celebrować dzień ☺️

Uroczej niedzieli! ♥️

#sztafeta #bieganie #2137

e4626b88-4ad6-4a6d-96b3-2cbe4c250956

Zaloguj się aby komentować

8 502,35 + 15,01 + 10,01 + 21,37 = 8 548,74


No to kolejnych parę dni tuptania za nami i doszedł kolejny papatonik


W czwartek wstałem dość wcześnie i choć miałem w planie jakieś 10-12, to mi się tak fajnie biegło że 15 wyszło


W piątek z kolei obudziłem się i myślałem czy nie strzelić wiadomego dystansu, ale stwierdziłem że mam lenia i lepiej się przytulić do żony, potem wspólna kawka i tak sobie na luzaka wyskoczyłem dopiero 20 minut po 6. Wyszła spokojna dycha i nie byłoby w sumie o czym pisać - gdyby nie to, że na jednym z osiedli natknąłem się na kibolskie zwierzęta, które postanowiły sobie zorganizować zabawę Strzelali do siebie z wujwieczego - pirotechniczne bo był huk wystrzału, ale jak latały pociski to brzmiały jak ASG. Tak czy siak miałem pietra czy nie oberwę rykoszetem, albo wręcz nie zostanę uznany za atrakcyjny ruchomy cel Szczęśliwie ominąłem to skupisko ludzkiego gówna bez konsekwencji, ale po chwili jeszcze idioci odpalili jakieś race i petardy hukowe. Nie ma to jak bieganie niemal jak na polu walki xD Mam nadzieję, że nie będzie mi dane zbyt często doświadczać czegoś takiego… W sumie nie wiem czy kiedyś wcześniej tak się bałem podczas biegania.


Nic to, nadejszła sobota, dzień papatonowy Poszedłem spać coś koło północy, ale planowałem nie zrywać się zbyt wcześnie bo dzisiaj w planach jazda do teściów to nie mogę być zbyt nieprzytomny. A i tak się obudziłem o 4:20, organizm się domagał xD Uznałem, że jak postanowiłem że późno biegnę to późno biegnę, więc się przytuliłem do synka który w nocy zmigrował do naszego łóżka i przekimałem jeszcze z pół godziny. Potem w miarę się pozbierałem, trzeba było jeszcze poczochrać i nakarmić kotę, a w końcu wszystko pozakładałem i wyszedłem przed dom.


Wybiegłem o 5:30 - w sumie też po prostu chciałem żeby było nieco jaśniej, coby nie trzeba było zakładać oświetlenia. Było bardzo przyjemnie - na starcie już było 5°C a temperatura szybko rosła. Czas wręcz wypadł idealnie, bo trafiłem na boski wschód Słońca na moście nad Wisłą i tam spędziłem chwilę strzelając fotki. Potem już śmignąłem na południowe Wały Wiślane - o tej porze było spokojnie, spotkałem dwoje biegaczy i jednego rowerzystę. Biegło się bardzo fajnie, bez wysiłku i jakiejkolwiek spiny Ciutkę zmodyfikowałem trasę względem środowej i nie byłem pewny czy nie wyjdzie za długa, ale gdy już dolatywałem do swojego wzgórza to wiedziałem że będzie dobrze Na pół kilometra przed metą wpadłem jeszcze do piekarni żeby uzupełnić rezerwy pieczywa, po czym doleciałem do domu. Oczywiście pod garażem już czekała z ochrzanem kota, żądająca wpuszczenia z powrotem do domu. Nawet tempo wyszło spoko jak na takie bieganie bez większego wysiłku


W przyszłą niedzielę Marzanna, będę już ciuteńkę ograniczał bieganie. Może jeszcze jutro i w środę jakiś papatonik, a tak to już grzeczny będę


Miłej soboty!


#sztafeta #bieganie #2137

7bd09169-98d4-4640-9ace-dde1d85e4c1c

Zaloguj się aby komentować

8 207,30 + 12,37 + 10,29 + 21,37 = 8 251,33


No to pielęgnuję nową świecką tradycję - papatonowe środy


Dzisiaj żona ma wolne, więc sobie pofolgowałem ze spaniem i wybiegłem dopiero kwadrans po piątej. Nadal było na tyle ciemno, że musiałem zabrać kamizelkę z lampką - i bardzo się przydała, bo śmignąłem wypróbowaną w niedzielę trasą omijającą wszelką sygnalizację świetlną, która prowadzi przez leśne ścieżki.


Bardzo lekko mi się tuptało, przyjemne uczucie - nie spieszyłem się, przynajmniej na początku Trochę aut było na drogach, ale większość trasy prowadziła z dala od zgiełku - puste ulice, parki, Wały Wiślane. W Lasku Mogilskim wystraszyłem jakiegoś dzika (ze wzajemnością xD), który na szczęście oddalił się w przeciwnym kierunku. Pierwszego biegacza spotkałem dopiero na Wałach Wiślanych - no prawie spotkałem, bo już miałem się witać a ten zrobił nawrotkę i wrzucił piąty bieg. Chwilę trzymałem tempo, potem sobie odpuściłem - trzeba coś zachować energii na resztę dnia


Potem już ponowny skok przez Wisłę, dobieg do Czyżyn, a tuż przed Stawem przy Kaczeńcowej jeszcze kupiłem bułki. Pozostało się jedynie wspiąć na moje wzgórze i zakończyć na świentym dystansie


Miłego środeczka!


#sztafeta #bieganie #2137

10d9ba6d-cd1f-4d22-ac97-6264ceadd2a4

Zaloguj się aby komentować