Zdjęcie w tle

enron

Gruba ryba
  • 486wpisy
  • 1578komentarzy

38 360,12 + 5,02 + 23,71 + 11,44 + 8,28 + 23,17 = 38 431,74

A uzbierało się w sumie trochę. Leń niby nadal trzyma, ale coś tam staram się powalczyć.
Jeszcze tego samego dnia co ostatni wpis poleciałem na siłkę. Niby nie miałem sił i ochoty, ale powoli się rozkręciłem i zrobiłem sobie najpierw solidną rozgrzewkę (w 500m od 10 do 15 km/h) i potem na przemian 250m 15 i 100m 12,5 km/h. Wykresy w komentarzu, bo nawet ładne wyszły

Następnego dnia wyszło zabawnie. Rano nie mogłem biegać, bo miałem wczesny wyjazd na działkę żeby dyskutować z Lasami Państwowymi, czy moja działka jest leśna czy nie więc byłem generalnie nastawiony na to, żeby polecieć sobie na osiedlowe podbiegi. Ale jak już wróciłem do domu, to napisałem do jednej koleżanki, do drugiej i tak jakoś potem wyszło, że poleciała nas nawet zdrowa gromadka Jakoś tak wyszło, że z koleżankami się odłączyłem od grupy bo lecieliśmy trochę szybciej - i tak fajnie się biegło, że zupełnie straciliśmy poczucie czasu i odległości. Gdzieś tam między jedną a drugą pauzą zapomniałem odpauzować i diabli wzięli 2 km, ale co tam Potem odprowadziłem... w sumie odbiegłem - jedną koleżankę, potem drugą i doleciałem do domu. Ze skromnego parokilometrowego wypadu zrobiło się prawie 24 km - przy okazji czeski papaton xD więc taguję z lekkim naciąganiem #2137

Potem był piątunio, jakoś mało pary miałem po poprzednim wieczorze więc skończyło się na 11 km. Jeszcze gorzej było w sobotę - zaspałem, bo młody mnie wezwał do usypiania, przez co wybiegłem tak późno że tylko poleciałem na szybkie zakupy do biedry i mięsnego, a że obok jest parkrun to postanowiłem dołączyć. Za węgłem 11. listopada, więc pożyczyłem od kolegi flagę i tenże parkrun przeleciałem sobie z flagą - fajnie było! Poleciałem na luzie, ale potem jakoś instynktownie przyspieszyłem - chyba trochę nie umiem się powstrzymać, gdy słyszę tuż za sobą pościg xD Dzięki podbiegom zwiększyłem przewagę i zakończyłem na 10. pozycji z w sumie przyzwoitym czasem 22:26 Wróciłem do domu objuczony jak wielbłąd, dobrze że chodzę na siłkę bo by mi ręce odpadły xD ale wyszło łącznie ciut ponad 8 km.

A dzisiaj musiałem sobie odbić wczorajszego króćca i poleciałem na Rynek Po drodze wpadłem do jedynej czynnej biedry na Dworcu Głównym, gdzie zrobiłem małe zakupy (dziś na wieczór mam przygotowane śledziki, więc cytrynę trza było kupić), zgarnąłem jeszcze parę obwarzanków i wróciłem spokojnie do domu. Fajnie wyszło, kolejny czeski papaton, w tempie 5:16/km więc ujdzie w tłumie.

I byłoby super, ale coś sobie słabo nogę jedną rozmasowałem i napieprza mnie jak cholera. Jak wrócę do Krakowa, to biorę się za rolowanie bo trzeba coś jutro pobiegać z rana

To na tyle, miłego popołudnia... a nie, wieczoru!

#sztafeta #bieganie

a1782dbb-2f98-4848-a48b-9879a6e76ef3

Zaloguj się aby komentować

37 965,98 + 10,38 + 13,27 + 11,01 = 38 000,64


Takie tam sobie luzackie człapanie bez większego celu, ot kupić bułeczki przeczyścić głowę i do domciu.

Wpadł jeden bieg w deszczu, jeden minipapatonik czeski a dzisiaj taka sobie spokojna jedenastka przy przepięknym Słońcu


Ostatnio mam mniejsze ciśnienie na wczesne bieganie bo żona chora to ogarnie najmłodszego - ale w sumie przydałoby się coś w końcu sprężyć i zacząć biegać o uczciwej porze


Miłego dzionka moi drodzy!


#sztafeta #bieganie

3a3a38ab-82f5-48f1-b982-657bdb8437ed

Zaloguj się aby komentować

37 799,99 + 7,12 + 21,37 = 37 828,48


No to, że tak powiem, niewiele się zmieniło. Lenia jak miałem, tak mam xD


Do tego stopnia, że jak wczoraj sobie planowałem jakąś połóweczkę strzelić, tak pierwszy raz obudziłem się o 5, ale nie ot tak sobie tylko obudzony zostałem przez nawoływanie "tatuuusiuuu, tatuuusiuuuu"... no i musiałem pójść do młodego się przytulić. I tak sobie wstałem o 7 xD


I to by nie było jakieś tragiczne - ale tu pogaduszki z żoną, tu kawka, tu cośtam, śmośtam, zrobiła się 8 rano... i po chwili już była taka pora, że stwierdziłem że jedyne na co mnie stać czasowo to lokalny parkrun na który ledwo-ledwo zdążę


Potruchtałem, zdążyłem (w końcu mam do niego ledwie kilometr z groszami), przywitałem się ze wszystkimi znajomymi i w miarę wyluzowany sobie poleciałem. Nie liczyłem na żadne rekordy - nasz parkrun to jest ciężki kawałek chleba, łącznie 80m przewyższeń, 4 pętle z nawrotkami i mnóstwem ostrych zakrętów, miejscami szuter, wszędzie liście. Ale mimo że wystartowałem dość luźno to potem jakoś nabrałem wiatru w skrzydła, w dodatku gonił mnie taki jeden któremu starałem się uciekać... i koniec końców zrobiłem swój PB na tym parkrunie - 22:20 Muszę kiedyś spróbować sił w głównym krakowskim parkrunie, może uda się jakiś fajniejszy czas urwać. Tylko to jest tak niewygodne dla mnie logistycznie, że nie wiem czy kiedykolwiek mi się będzie chciało xD


Po parkrunie było buzi-buzi z koleżankami, piąteczki z kolegami i podreptałem z powrotem do domu, żeby się w miarę pozbierać do standardowej wyprawy cmentarnej.


Postanowiłem, że w niedzielę się odkuję z dystansem - myślałem o papatonie albo i czymś dłuższym. Ale gdy przyszło co do czego, to wczoraj przekiblowałem do późnej nocy i do łóżka położyłem się o 1:30... więc rzecz jasna nic nie wyszło z mojej pobudki - ani o 5, ani o 6 xD Wstałem dopiero o 7, w zasadzie razem z całą rodzinką. Szybka kawa z żoną... i żadnego wychodzenia, jeszcze przynieść jajka i wodę z piwnicy, znieść pranie do pralni, młody się aktywował i chce śniadanie, trzeba zmienić baterię w pasku HRM, przepleść sznurówki by w końcu założyć micoacha do głównych butów - i masz, wybiegłem po 8 rano


Jedno co dobre, to nie musiałem się jakoś strasznie spieszyć z powrotem, bo wiedziałem że raczej nie ma szans na duże rodzinne śniadanie. Po drodze miałem jeszcze odwiedzić aptekę i piekarnię - ale już widziałem że będzie mi się fajnie biegło, pogoda była idealna i samopoczucie świetne. Apteka załatwiona na 4. kilometrze, piekarnia na 6. - i już plecaczek nieco ciążył. Ale nadal biegło się dobrze, miałem wyjątkowo wysoką kadencję - cały czas powyżej 190, pewnie dlatego że od dwóch dni gra mi bez przerwy w głowie nowy hicior Electric Callboy Jezusicku, jeszcze tylko 3 tygodnie do koncertu, cieszę się jak mały dzieciak


Doleciałem do wałów wiślanych, gdzie było cudnie - niewielki zefirek, promienie Słońca pieszczące twarz. Wyjątkowo pusto było tym razem - minąłem tylko 5 rowerzystów, tyluż biegaczy i jednego spacerowicza. Patrząc na dystans wiedziałem, że nie ma innej opcji jak papaton - już numer 135


Leciało mi się cały czas świetnie, jak wleciałem w Lasek Mogilski to mi ciutkę tempo spadło, ale nie jakoś znacząco. Potem były pola między Laskiem a kombinatem, aż doleciałem do tuneli pod S7 i wybiegłem tuż przy kombinacie, a przeleciawszy koło Kopca Wandy doleciałem do budowanej i częściowo uruchomionej S7. Ponieważ nadal działa na pół gwizdka (ruch w obie strony puszczony jedną nitką i pobocze odgrodzone pachołkami) to nie zastanawiając się wiele przeskoczyłem przez bariery i sobie pomknąłem w stronę domu. Po chwili musiałem przeciąć drogę - co nie było problemem ze względu na znikomy ruch - i wpadłem już na piękną dwupasmówkę, która w sumie mogłaby być otwarta ale jeszcze czeka na dokończenie węzła. Po drodze spotkałem jakiegoś samotnego geodetę, który coś tam jeszcze obmierzał - widocznie nie miał już siły siedzieć z rodziną

Doleciałem do miejsca, gdzie z S7 można bez przeskakiwania głębokich rowów wskoczyć na chodnik i już dodreptałem do osiedla i do domu. Dystans wszedł idealnie. Tempo zaskakująco dobre jak na losowy papaton - 5:02 min/km. Żeby to był efekt treningu to byłbym zadowolony, ale że nie panuję nad tempem to po prostu to zaakceptowałem


No to na chwilę spokój, papaton zaliczony i mogę sobie spokojnie dreptać krótsze dystanse.


Miłej niedzieli!


#sztafeta #bieganie #2137

6706b616-bb7f-491e-8439-8fe9bf8e7759

Parę wykresów. Najlepsza w tym wszystkim była kadencja - średnio 190spm xD Już dawno tak szybko nie przebierałem nogami, zwłaszcza przy - jak by nie patrzeć - umiarkowanym tempie. Za to w bilansie prawa/lewa totalna katastrofa, od 9. kilometra masakryczna dysproporcja. Kurczę, może to wynik tego że cały czas w prawej ręce trzymałem plecaczek, który sobie tych parę kilo ważył? Ale chyba nie, bo wtedy już od 6. kilometra by było źle, a tu zaczęło się 3 km dalej, mniej więcej od momentu wbiegnięcia na wały wiślane

89f1318e-3e91-47d3-b277-eeccc00734a2

Zaloguj się aby komentować

37 599,72 + 12,37 + 11,41 + 6,09 + 8,02 + 13,17 + 14,22 = 37 665


No i doczłapaliśmy do końca miesiąca Wyszło łącznie 451 km - nawet więcej niż się spodziewałem, myślałem że ledwo do 400 dobiję


Dość spokojnie, bo po niedzielnym GPK już sobie tylko spokojnie truchtałem po 10 (i mniej) kilometrów w tempach z okolicy 5:40 min/km. Nawet siłownia (tym razem jedna, dzisiaj miałem iść drugi raz ale przez to że jutro sklepy zamknięte to zamiast robić serie na maszynach latałem po sklepach xD) była ciut leniwsza niż zwykle, ze średnim tempem 4:30.


Swoją drogą, garmin, jeśli się biegnie na bieżni bez czujnika na nodze i bez pulsomierza z pomiarą dynamiki biegu (jednego nie chciało mi się zakładać bo trzeba zupełnie przepleść sznurówki, a drugi wziął i padł przez zdechnięcie baterii) to jest totalna porażka, ukradł kilometr dystansu


Ostatnio, mimo że wcześniej robi się jasno, już parę razy ktoś mnie próbował mnie rozjechać mimo oczojebnych ciuchów, odblaskowych szelek i stroboskopowego światła - muszę uważać jeszcze bardziej niż zwykle Czasami, jak widzę ludzi biegających albo jadących na rowerze w słuchawkach, to zastanawiam się gdzie mają głowę Ja rozumiem w jakimś parku, ale kurde w ruchu ulicznym odcięcie jednego z ważniejszych zmysłów to szaleństwo.


Nic to, widzimy się w listopadzie! To już za mniej niż kwadrans xD


#sztafeta #bieganie

66b1b156-6b33-44ea-9d42-c5d852e331ac

@enron W ogole nie biegam, to nie moj swiat, ale Twoja USMIECHNIĘTA twarz jest juz od kilku ladnych miesiecy czescia mojej internetowej banki, i to jest k⁎⁎wa wspaniale xD


wielu kilometrow, czy czego tam sie Wam, biegaczom zyczy xD

Bo w Garmin bieżnie kalibrujesz sobie po biegu. Jak przerywasz bieg to masz opcje zapisz lub trochę niżej kalibruj. I tam wpisujesz dane z bieżni i następnym razem już dobrze liczy. No chyba że korzystasz za każdym razem z innej bieżni to wtedy nie ma siły kalibracja co bieg.

Zaloguj się aby komentować

37 055,90 + 10,01 + 7,12 + 7,41 + 11,12 + 1,13 + 23,00 + 1,05 = 37 116,74


No to nadszedł dzień kolejnych zawodów


Od ostatniego wpisu tak się luźno telepałem - nie za dużo ani niezbyt intensywnie.

W czwartek rano wpadło zaledwie 10 km - może skutek intensywnego chomiczkowania w środę


W piątek w ogóle słabo się wszystko zapowiadało, bo potężnie zaspałem i wypadło poranne bieganie. Jakoś się pozbierałem na wieczór - chciałem skalibrować micoacha w butach GPKowych (trailowe salomony Wander GORE-TEX, bardziej zwykłe buty do chodzenia niż biegowe, ale lubię je) i pobiegłem na stadion lekkoatletyczny, a potem przekalibrowałem i zakręciłem jeszcze parę kółek po czym wróciłem do domu.


Sobota to też był luz - potruchtałem grzecznie po bułki i wróciłem, zaliczywszy zaledwie 11 km.


Wszystko pod kątem dzisiejszego Grand Prix Krakowa w Biegach Górskich, gdzie tradycyjnie biegnę "Hardą 23"

To bieg, który sprawił, że na nowo polubiłem bieganie po niepłaskim Dwie pętle po ok. 11,5km po Lasku Wolskim z łączną sumą przewyższeń ok. 930m


Dlaczego lubię GPK? Nie muszę wyjeżdżać daleko poza Kraków, jest fajna, rodzinna atmosfera, dużo luzu, dużo błota, dużo śmiechu Do tego bieg jest bardzo fajnie zbilansowany - co się człowiek zmęczy na podbiegach, to zaraz jest wypłaszczenie albo lot z górki, dzięki czemu niby człowiek jest zmęczony ale nie jest zmasakrowany.


Przez ostatnie dni często padał deszcz, a to zapowiadało dość błotniste Wielkie Otwarcie. Moja drużyna mocno się wykruszyła, przez co koniec końców zostałem sam jak palec - ale szczęśliwie, jako że to Kraków to parę znajomych twarzy się trafiło


Poza tym jako ekstrawertyk i tak wszystkich zagadywałem xD


Dziś rano jadę na parking... a tu leje deszcz Hue Hue Hue. Będzie wesoło.


Na miejscu skoczyłem po numerek (wpadł bonusowy kilometr), pogadałem z ludźmi i sru! poszedł start


Tradycyjnie, na starcie mnóstwo osób poleciało dużo szybciej ode mnie - z tym to ja już się oswoiłem, demonem szybkości to ja nie jestem. Potem jeszcze sporo luda mnie wyprzedziło, zwłaszcza na zbiegach - ale mieszkanie na wzgórzu zapunktowało na podbiegach, gdzie mozolnie udało mi się kilku delikwentów wyprzedzić. Ku mojemu zaskoczeniu, nie było tak tragicznie ślisko - a gęsta wyściółka z liści byłaby dość niebezpieczna, gdyby się pod nią czaiło gęstsze błoto. Na pierwszej pętli parę razy przeszedłem w marsz - starałem się robić to nieco później niż inni, ale z racji wąskich ścieżek czasami nie było wyjścia. Niemniej na obu pętlach (zwłaszcza na drugiej) miewałem chwile, gdzie lekko mnie wkurzało że mnie blokują ludzie przede mną, parę razy wyskakiwałem obok by wyprzedzić - i niby skoczenie w sobotę na rywalizacji GPS by mogło dać lepszy wynik, z drugiej strony bez całej tej oprawy, kibiców, współzawodników... byłoby nudno i nie byłoby tej fajnej adrenalinki, Tak więc nie narzekam - raczej widzę miejsce na poprawę w przyszłości.


Każdy kto biegł GPK wie co oznacza "wąwóz" i "polanka". Pierwsze to wąski wąwozik pod koniec pętli, z reguły przypominający pole orne tuż po intensywnych opadach, zaś drugie to dość długa, stromo opadająca polana, cudownie chłonąca wodę i znana z tego, że gdyby było dozwolone używanie jabłuszek to mielibyśmy nowe rekordy tras xD


No więc o ile wąwóz - tak jak zawsze dotąd - przebyłem bez przeszkód, to na polance niewiele brakowało do katastrofy. Niestety nabrałem na niej takiej prędkości, że nie załapałem się na pierwszy zakręt w stronę drugiej pętli, a na drugi - parę metrów dalej - dotarłem z takim impetem, że nogi poszły w jedną stronę a reszta ciała w drugą, po czym klasycznie wyglebiłem całą prawą stroną w błoto xD. W sekundę się zebrałem, pogoniony tekstem "tu się nie opierdala tylko biega, koniec leżenia" i poleciałem dalej. W sumie jedynym zmartwieniem było, czy dam radę rozpakować trzeci żel (pierwszy wziąłem tuż przed startem, drugi po 50 minutach biegu), ale po drodze jakoś powycierałem ręce w garderobę i szczęśliwie nie było z tym problemów


Druga pętla niby łatwiejsza od pierwszej bo już człowiek pamięta co gdzie jest i jak biec, ale wiadomo - zmęczenie robi swoje. Drobnym problemem drugiej pętli bywa też, że w pewnym momencie łączy z innymi biegami i robi się ciut tłoczno. Tym razem zrobiło się zaskakująco tłoczno, wyprzedziło mnie 20-30 świeżaków spod znaku 5,7km i zaczęło być trochę za ciasno. Jeszcze na jednym zbiegu się najnormalniej w świecie potkłem, poleciałem na pysk i zaliczyłem klasyczne salto, ubogacając swój ubiór o kolejne kilogramy błota i liści Uspokoiłem biegnących że jest obok i pozbierałem się momentalnie, by do końca już nie zaliczyć trzeciego upadku Coś tam sobie łokieć nieznacznie otarłem - w sumie lepiej się wypiedrolić w lesie niż na asfalcie, gdzie od razu wszystko starte jak od papieru ściernego


Na metę doleciałem po 2h20m - open 65 na 145 zawodników, w M40 byłem 30 na 51 - biorąc pod uwagę, że to mój ostatni rok w tej kategorii to nie jest tak źle. Co się ubawiłem to się ubawiłem, co się wymęczyłem to moje. Jak zwykle miewałem chwile zwątpienia i myśli "po grzyba ja tu się pchałem" i jak zwykle po mecie już tylko planowałem że fajnie będzie pobiec za półtora miesiąca (w tym roku trochę inaczej są rozłożone starty GPK. Może w tej serii uda mi się pobiec wszystkie 5 biegów (w poprzedniej z powodów logistycznych musiałem odpuścić ostatni bieg) - trzymajcie kciuki!

Dobra, dość tego, późno jest. Miłej nocy i dobrego nowego tygodnia!


#sztafeta #bieganie

3f54f3b9-616c-472b-b251-bf0cce3f618f

Zaloguj się aby komentować

36 538,95 + 5,07 + 13,27 + 10,22 + 10,04 = 36 577,55


No to minęło sobie parę dni od niedzielnego papatonu. Dni leniwych, dni zaspanych. Ba - bardzo leniwych, bo w poniedziałek dodatkowo odpuściłem sobie siłownię Ale co poradzić jak człowieka leń dorwie? No nic się nie da, nic a nic!

Tak więc do listy doszły dwie marne dyszeczki - o tyle fajne, że w mrozie (symbolicznym, bo tylko -1°C, ale zawsze to coś).


Odnalazłem co prawda już sprzęty zimowe, ale nie chciało mi się ich zakładać - potem trzeba to prać, jeszcze się jakieś rękawiczki zgubią itede itepe Smogu jakoś nawet nie pomyślałem by sprawdzić, ale powietrze nie śmierdziało a jak po fakcie zweryfikowałem to całkiem spoko było - CAQI w okolicach 40-45.


W środę już przyszła odmiana. Z samego rańca było już +7°C, za to lał rzęsisty deszcz. Kota, która zeszła ze mną do garażu, po otwarciu bramy ruszyła z impetem po czym zaciągnęła hamulec. Spojrzała na mnie, miauknęła czymś co można luźno przetłumaczyć na "pierd*lę to, idę srać do kuwety" i wróciła do środka xD A ja sobie radośnie pomknąłem w deszcz. Muszę przyznać, że nawet nie wiem kiedy mi się to odmieniło - kiedyś w taki deszcz za Chiny bym nie wybiegł, choć gdyby mnie złapał po drodze to bym się już pewnie nie przejął. A teraz wręcz dodawało mi to radochy - może to, że powolutku się kąpię zamiast się pocić?


Przeleciałem standardowo przez piekarnię i do pani z obwarzankami, szczęśliwie wyposażyłem się w dodatkowe torebki do zabezpieczenia pieczywa więc nie groziło mu zalanie. Standardowo usłyszałem komentarze typu "że się panu tak chce" zbywając je tradycyjnie uśmiechem


Gdy doleciałem nad Zalew Nowohucki, pojawił się fajny widoczek - mimo ulewy zaczął się przebijać róż wschodu Słońca. Chwilę później niebo dosłownie zapłonęło i szczęśliwie też udało się zrobić fotkę, co nie jest takie oczywiste przy przemoczonym telefonie i palcach. Doleciałem do domu i rozpocząłem dzień. Aha, dociągnąłem do minipapatonu czeskiego, czyli #1327 zamiast #2137


Bardzo zależało mi, by zaliczyć choć jedną siłkę - więc gdy po południu wróciłem z młodym z zajęć gimnastycznych, szybko wypiłem z żoną kawkę i poleciałem się cosik pomęczyć. Nie chciałem wracać zbyt późno, więc zaliczyłem tylko 6 maszyn (tradycyjnie plecy, klata, brzuch) - muszę w końcu wprowadzić jeden dzień z ćwiczeniami na nogi. Na deser oczywiście pozostawiłem sobie bieżnię - ale że byłem jakiś słaby i nażarty, to dzisiaj specjalnie nie poszalałem. Co prawda po 700m leciałem już 15 km/h, ale po 500m stwierdziłem że niefajnie mi się biegnie i zjechałem do 14 km/h. Potem tam sobie robiłem parę odcinków wolniejszych i szybszych, aż dobiłem do 5 km i zakończyłem trening ze średnim tempem 4:27 min/km. Lepsze to niż nic


... no i se przysnąłem usypiając młodego. Heh. Dobra, czas kończyć, iść lulu bo rano trza cokolwiek pobiec


Miłej nocy!


#sztafeta #bieganie

ade932bd-8e25-421b-9049-cbcd62109ccd

@enron Nie musisz za dużo ćwiczyć nóg jak tyle biegasz, wydaje mi się, że jedyny mięsień, który mógłby potrzebować dodatkowego bodźca to czworogłowy, ale generalnie jeden porządny trening nóg na dwa tygodnie powinien ci wystarczyć, chyba że jesteś w stanie odpuścić/ograniczyć bieganie po treningu nóg częściej niż raz na dwa tygodnie- dla poprawnej regeneracji. ja nie jestem.

Zaloguj się aby komentować

36 189,08 + 14,59 + 12,08 + 5,02 + 4,95 + 5,01 + 6,13 + 21,37 = 36 258,23


No dobra, dawno nie było więc jest. Papatonik numer 134 odklepion


Niby niewiele się działo. Spokojne tuptanka w strefach luzackich strefach, ale z paroma fajnymi akcencikami


Najpierw w czwartek skoczyłem na siłkę i standardowo sobie na koniec przeleciałem piątkę. Tym razem nie było zapieprzania na maxa, bo byłem świeżo po obiedzie i za bardzo mi się przewalało w brzuchu xD Niemniej ruszyłem żwawo, od 11 km/h i już po 750m dobiłem do 15 km/h. Żeby nie przegiąć, potem robiłem sobie zabawy z tempem, okresowo zwalniając do 13 km/h, przyspieszając do 15,5 km/h i takie tam. Trening trwał równe 21:37


W sobotę miałem zamiar uczestniczyć w Biegu na Piątkę wokół Zalewu Nowohuckiego. Ponieważ w czasie gdy były zapisy nie miałem pewności co do tego czy będę w ten weekend w Krakowie, skończyłem goły i wesoły - zapisy zamknięte, rezerwowe numery będą albo ich nie będzie Więc wiedziałem, że lecę w ciemno - jako plan B miałem pomysł, by w razie braku numeru po prostu sobie pobiec coopera na sąsiedniej bieżni.


Ta sobota to był jeden wielki festiwal awarii. Oczywiście na miejsce chciałem dobiec - mam tam ok. 4-5 km w zależności od trasy. Najpierw pulsomierz się zbiesił, zegarek go nie wykrywał. Dobra, trudno. Potem okazało się, że coś się popierdzieliło micoachowi - naliczył mi kilometr grubo z 200m przed czasem, pierwszy kilometr spokojnego truchtu se wyliczył na 3:44 min/km xD Nic to, zakończyłem trening i poleciałem wyłączywszy micoacha. Doleciałem nad Zalew, 10 minut do startu... kurczę, gdzie jest biuro zawodów? ᶘᵒᴥᵒᶅ Heh, na stadionie obok! Poleciałem, już nie truchtem - i pytam błagalnie o pakiety... jest! Ostatni pakiet rezerwowy! Dobrze, że pisałem maila do organizatora, bo mnie kojarzył i stwierdził że i tak nikt już nie zdąży się po niego zgłosić I faktycznie, doleciałem do miejsca startu na niecałą minutę przed rozpoczęciem biegu.


BUM! Poszło, a ja stwierdziłem nagle że jadę na maxa. Średni to pomysł po dobiegu i całej tej szarpaninie - i już po pierwszym kilometrze, gdy zegarek mi pokazał czas 4:06, wiedziałem że rekordów bić nie będę. Z drugiej strony staruszek fenix różnie nalicza kilometry więc kto wie... Ale kolejne kilometry z czasami jeszcze większymi jasno mi pokazały że se po prostu fajnie pobiegam i tyle. Koniec końców i tak nieźle wyszło, bo 20:42 czyli bardzo blisko życiówki. Trzeba będzie popracować nad zejściem poniżej 20 minut


No i dzisiaj papatonik Niby miałem wstać koło 5 rano, ale wstałem koło 7 xD i jeszcze tak zamarudziłem, że wybiegłem o 8:30 Ikskurłade. Nie spieszyłem się zbytnio, jeszcze leciałem przez aptekę i piekarnię, potem doleciałem do Wałów Wiślanych, by wrócić przez Zalew Nowohucki i zamknąć trasę pod domem równiutkim #2137


No i to w zasadzie tyle. Tydzień zamknięty, generalnie wszystko zgodnie z planem a ja nawet dość wyluzowany.


Miłej reszty niedzieli!


P.S. Dziwnie mi przerobiło filmik na gifa, przez jakąś dziwną stabilizację wygląda jakbym się wkleił xD


#sztafeta #bieganie

359b35aa-7f02-4147-bf75-55d63dda8803

Zaloguj się aby komentować

35 775,49 + 10,11 + 5,06 + 8,06 = 35 798,72

Od Cracovia Półmaratonu mam lenia. Ciężko się z nim walczy, wstawanie późne a przebiegi krótkie 🙄 W sumie jedyne coś wartego uwagi to wczorajsza piątka na siłowni. Rano nie udało się pobiegać i to tam była moja jedyna nadzieja na jakiś bieg - ale bardzo późno się wybrałem, jeszcze do mnie ktoś zadzwonił, na koniec okazało się że nie spakowałem spodenek xD Wróciłem po nie do domu, ale byłem bliski poddania się.

Resztką siły woli chwyciłem siebie za fraki i pojechałem z powrotem na siłkę. Czasu do zamknięcia było mało, więc zrobiłem dwa niepełne cykle plecy-klata-brzuch i poczłapałem na bieżnię. I tam się zaczęła zabawa 😃

Najpierw wystartowałem od 10 km/h, ale już po 100m podniosłem do 10,5, potem 11... i tak po połowie km leciałem 12 km/h i dwlej przyspieszałem, by po 1,75km już biec 15 km/h. Normalnie tak ciągnąłem pół minuty, ale tym razem się uparłem że ma być kilometr... w sumie może do końca drugiego kilometra... a może jeszcze jeden... ojtam, do końca xD I udało się, z maksymalnym tempem biegłem 3,25 km 😎

Ale tempo to tempo, ciekawsze rzeczy się działy - po ok. kilometrze zapieprzania zmieniłem tryb biegu i jakby się wyluzowałem, kadencja... spadła (!) a krok minimalnie się wydłużył. Zastanawiałem się co jest grane i zauważyłem, że zamiast jak zwykle lecieć od pięty, stawiam stopy od śródstopia. Bardzo dobrze to widać na wykresie czasu kontaktu z podłożem. Ale najciekawsze, że niemal zupełnie to wyeliminowało dysproporcję bilansu czasu kontaktu z podłożem - samo przyspieszenie do 4:00 dużo dało, ale pod koniec było niemal idealnie!

Muszę się temu przyjrzeć i zastanowić nad techniką - bo wygląda na to, że można sporo ugrać, biorąc pod uwagę jak lekko mi się biegło od trzeciego kilometra. No i mam w sumie drugi dowód, że 3 km w teście coopera są w moim zasięgu 😃 Teraz tylko dotrzymać formę do takowego na wiosnę i będzie dobrze 😉

Miłego wieczoru! ♥️

#sztafeta #bieganie

074dbf4a-d891-49af-89ee-655a9e5d0759
099b56de-f1d1-4862-a8db-31e68cad911d

@enron O Ty turbomegadziku, dla mnie ciągnięcie minutówek po 4:00 w środę na Decathlonowych zajęciach było ciężkie, a Ty z takim powerem na bieżni, brawo !!! :)
A leń przechodzi, muszę sobie sam zafundować lenia, bo mam zawsze w drugą stronę, chce mi się robić rzeczy

Zaloguj się aby komentować

35 324,15 + 2,10 + 21,10 + 2,01 = 35 349,36


No i już po XI Cracovia Półmaratonie


Miało być pięknie… i było pięknie! Może nie wszystko co chciałem zrealizować wypaliło, ale najważniejszy cel - zrobić życiówkę - już tak I to nie o jakieś grosze, a o ponad dwie minuty - na medalu mam wygrawerowany czas 109


Oczywiście, że był apetyt na więcej. Spokojnie pewnie mogłem złamać 1:35, ba - ustawiłem się w strefie 1:30 xD ale to było porwanie się z motyką na Słońce. Ale od tego są marzenia, żeby próbować je realizować


Ale od początku: pogoda była perfekcyjna - 10°C, lekki wietrzyk, homeopatyczna mżawka której w zasadzie nie było. Zaparkowałem jak zwykle ok. 2 km od Tauron Areny, daleko poza strefą korków i blokad, założyłem wszystkie gadżety (z różnym, hehe, skutkiem - o tym potem) i potruchtałem pod Arenę. Spotkałem trochę znajomych (nie wszystkich, spóźniłem się na wspólne zdjęcie), poszwendałem się po okolicy, ktoś mnie zaczepił „ale jaja, ma pan papieski numer!” xD Ech, trzeba się przyzwyczaić do tego że jestem „panem”


Poszedłem na linię startu - tłok jak diabli! Co by nie mówić, 16 tysięcy sprzedanych pakietów. Niemal 2 tysiące pakietów się zmarnowało - ech, żeby tak organizator wpadł kiedyś na banalny pomysł umożliwienia zwrotu (do ostatniej chwili ludzie by mogli wykupywać zwrócone pakiety)…


Znalazłem znajomego, który miał już przyczepione baloniki na czas 1:25. Oczywiście to dla mnie arcykosmos, więc tylko się przywitałem i zacząłem się cofać do swojej strefy… i ZONK. Zbyt duży tłok xD No i tym samym utknąłem między strefą 1:25 a 1:30, co gorsza baloniki na 1:30 za którymi chciałem lecieć nie były na początku swojej strefy tylko bardziej pod koniec I jak padł sygnał do startu, to chcąc nie chcąc poleciałem z tłumem, średnio kontrolując jak biegnę. Generalnie trzymałem z początku odpowiednie tempo (4:15/km), ale już mijając pierwszy kilometr zorientowałem się, że coś pochrzaniłem z kalibracją czujnika na bucie bo według zegarka było  dopiero 0,97km. Pozostało mi się orientować po znacznikach kilometrów i czasie na zegarku, który też wyświetlał niepełne dane - brakowało kadencji (na końcu okazało się, że założyłem pulsomierz do góry nogami xD). I do czwartego kilometra trzymałem fason, a potem zacząłem tracić kolejne sekundy i już wiedziałem, że mogłem się nie porywać na 1:30 - ale w końcu półmaraton to przede wszystkim święto radości z biegania, więc uśmiech ani na chwilę nie zszedł mi z twarzy Świetnie mi się biegło, delektowałem się faktem biegu przez Rynek (po raz pierwszy taka ładna trasa), leciałem dalej tak jak potrafiłem. Moje podejrzenia co do słabego tempa potwierdziły się, gdy między 7. a 8. kilometrem dogoniły mnie baloniki 1:30 - trochę się za nimi pociągnąłem, ale po paru kilometrach mi odpadli. Nic to, wiedziałem że zginę dopiero gdy dogonią mnie baloniki na 1:35 - i dalej sobie tuptałem. Koło 10. kilometra wrzuciłem drugi już żel (pierwszy był na 20 minut przed startem), przy okazji ciuteńkę łamiąc swój rekord na dychę (44:06). Potem leciałem jakoś w transie, generalnie kilometry mijały szybciej niż się tego spodziewałem. Dopiero koło 17. kilometra dopadł mnie jakiś kryzys i osłabienie - ale akurat mijałem wolontariuszy z wodą, z której - po raz pierwszy w tym biegu - skorzystałem. Pomogło, od razu odżyłem, przy okazji łyknąwszy ostatni żel.


Potem już było z górki - 19. kilometr, 20., nawrotka, 21 i wpadłem do Areny. Na zegarze było 1:35 z groszami, ale ja nie wiedziałem ile mi dokładnie wyszło. Dopiero u grawera się okazało, jak niewiele brakowało do złamania 1:35. I co? I nic, jest apetyt na więcej! Mam o co walczyć, nie mówiąc o moim świętym Graalu czyli 1:30, który zawsze będę próbował złamać. A co, marzenia trzeba mieć!


Cracovia Półmaraton zaliczyłem po raz jedenasty - i tak jak już wielokrotnie mówiłem: póki będę w stanie choćby przeczłapać go z balkonikiem w regulaminowym czasie, będę startował w tym biegu. Takich jak ja pozostała już zaledwie setka, zobaczymy jak to się będzie za rok.


Kończę już ten przydługawy wpis, dziękuję wszystkim wolontariuszom i kibicom - bez nich nic by nie było! Nic nie dodaje energii przed metą tak, jak zbicie piątki z jakimś uśmiechniętym berbeciem!


Miłego wieczoru!


#bieganie #sztafeta

a5b6087d-92be-42df-bd30-4c01bf8f51ea

Zaloguj się aby komentować

35 063,35 + 4,10 + 2,48 + 2,59 = 35 072,52

Dziś w ramach #sztafeta krótki przebieg na Memoriale Włosika, a jutro mój ukochany Cracovia Maraton 😍

Wszystko przygotowane! 😎

Miłej soboty! ♥️

#bieganie #2137

4cc7daab-a231-4560-abce-3dbef1e4ea79

Zaloguj się aby komentować

34 885,45 + 5,10 + 12,37 + 11,68 + 5,13 + 11,09 = 34 930,82


Leń lenia leniem pogania. Nie chce mi się wcześnie iść spać, nie chce mi się wcześnie wstawać, a nawet jak mi się wstanie wcześniej to zbieram się jak mucha w smole xD Skutkiem takie żałosne przebiegi ostatnio.

Nawet na siłkę mi się niespecjalnie chce chodzić, ale się zmuszam - i tam faktycznie się bawię, bo ostatnio zawsze kończę piąteczką - zaczynam od tempa 10 km/h, przyspieszam co 250/500m, trzeci kilometr już cały leci 15 km/h, potem lekki zjazd i dobicie na końcowych 250m do 15,5 km/h Leje się ze mnie jak z hydrantu, ale przynajmniej jest szybko i ciekawie

Jutro ostatni jakiś ciut dłuższy bieg, w sobotę tylko 4,2km Bieg Memoriałowy im. Bogdana Włosika (syna też zapisałem, a niech se pobiegnie), a w niedzielę Cracovia Półmaraton Będę walczył!

Miłego dnia!

#sztafeta #bieganie

e1d5381c-14b3-4ce9-aaba-d302cf6ee2ff

Zaloguj się aby komentować

45 054 490 726 + 939 887 974= 46 994 398 700

Cóż mogę rzec - kolejna wycieczka wokół Słońca za mną! To już moje ostatnie #urodziny z czwórką na czele, za rok zmieniam kategorię wiekową 😎

Pech, że tego samego dnia jedna małpa ze wschodu świętuje rocznicę swojej wycieczki - ale nie zamierzam się tym przejmować 😅

Miłego wieczoru wszystkim! ♥️

#sztafeta 😉

04eb56eb-54b4-47ca-aaf8-3cdc10faa669

Zaloguj się aby komentować

34 612,85 + 21,37 + 21,37 + 10,09 = 34 665,68


Co tam u Was? Bo u mnie business as usual Weekend był, to dla relaksu dwa papatoniki wpadły w tempie 5:06/km i luźniejszy na 5:17/km. Powoli się szykuję mentalnie na Cracovia Półmaraton - to już 11 raz i nie powiem, mam trochę ambicję złamania życiówki. Nie wiem czy cokolwiek z tego wyjdzie, ale zamierzam ostro walczyć. To będzie mój ostatni Cracovia Półmaraton w kategorii M40

Dzisiaj za to trochę zaspałem i zamarudziłem, przez co trzeba było skrócić bieg do zaledwie 10 km. W sumie chyba najkrótszy bieg od miesiąca, pomijając bieżnię elektryczną. Ale biegło się nawet przyjemnie, nie muszę jakichś strasznie dużych dystansów nabijać więc w sumie luzik

Nawet załapałem się na dość ładny wschód Słońca a to zawsze mi poprawia humor.
si
Miłego poniedziałku!

#sztafeta #bieganie #2137

55aaf012-e970-4c9d-b2f0-5107f87795ff

Zaloguj się aby komentować

34 218,80 + 16,57 = 34 235,37

No i mamy to! Pierwsze bieganko poniżej zera w tym sezonie 😁 Symbolicznie, bo ledwo zeszło do -1°C, ale liczy się fakt 🙃

Pogoda idealna, niebo czyste, wschód Słońca przepiękny i tylko żal, że się ślamazarzyłem bi gdybym wybiegł wcześniej to byłby papatonik 🥲

Jeszcze bez maski, CAQI 34 więc bardzo przyzwoicie. Ale jak wychodziłem z najmłodszym synem do przedszkola, to po otwarciu drzwi młody rzucił pytanie: "co tak pachnie? chwila, wiem... to grill". Krótko mówiąc, 6 lat po wprowadzeniu zakazu palenia czymkolwiek w Krakowie ktoś nadal pali na moim osiedlu 🙄

Tak czy siak - miłego piątunia! ♥️

#sztafeta #bieganie

cd80adf0-1591-42e3-b55e-1be9ed5ae160

Zaloguj się aby komentować

34 171,71 + 15,01 + 5,34 + 15,40 = 34 207,46


Ludzie coś narzekają że zimno, trochę nie rozumiem bo było prawie +3°C


Od poniedziałku coś ciężko mi się pozbierać z rana, nie inaczej było dzisiaj - znowu trzeba było ograniczyć do ~15 km bo się już późno robiło


Tyle dobrego, że wczoraj na siłce znowu się w BNP pobawiłem - choć tym razem delikatniej, bo jak już dobiłem do 15 km/h to po 500m zszedłem do 14 i potem już tylko schodziłem w dół, bez przyspieszeń. Ale i tak było fajnie. Nadal mam obawy że bieżnia mną pierdolnie o maszyny z tyłu xD


A dzisiaj biegło się bardzo fajnie, a jak wyszło Słońce to już w ogóle git było Takie temperatury to ja lubię!


Miłego dnia


#sztafeta #bieganie

aa3c699e-7d4e-475a-bcd4-6d3d6943a796

Zaloguj się aby komentować

34 059,88 + 14,59 + 5,14 + 12,27 = 34 091,88

No i mamy koniec miesiąca Miało być spokojnie, a tymczasem ledwo ledwo wyrobiłem 500 km xD

W poniedziałek rano sobie na luzaka pobiegłem - dość późno, więc nawet nie wyrobiłem 15 km. Ale chyba coś z tymi moimi butami jest, bo tempo było nawet nienajgorsze - po raz pierwszy od dawna przy luźnym poniedziałkowym wybieganiu zszedłem poniżej 5:00/km.

Wieczorem były #mikrokoksy - tym razem postanowiłem zmienić tryb z 4x10 na maszynie na 3x10, dzięki czemu udało mi się obskoczyć 9 maszyn (3 na plecy, 3 na klatę, 3 na brzuch) a na koniec wskoczyć na bieżnię gdzie zaliczyłem BNP na 5 km. Znowu zacząłem od 10 km/h, co 250m 0,5km/h w górę - i tak do 15 km/h, które uciągnąłem przez pół kilometra, by potem zasymulować sobie zjazd formy, a potem znowu dorżnięcie do 15 km/h na finiszu. Ja wiem, że te 4:00/km to nie jest jakiś kosmos, ale jak tak biegnę na bieżni, to cały czas mam z tyłu głowy że jeden fałszywy krok i zostanę wystrzelony jak z procy w maszyny za mną, a w najlepszym przypadku na jakiegoś przypakowanego byczka xD i po prostu się boję biec tak dłużej (szybciej też). Ale kiedyś sobie muszę zapodać jakieś mocniejsze tempo, ciekaw jestem ile dam radę. W komentarzu wykresy

A dzisiaj... no właśnie, miał być luz - ledwie 12 km brakowało by klepnąć pincet. Ale cóż... lekko zaspałem, żona zaspała, najstarszy syn zaspał, panika z robieniem śniadania, najmłodszy syn wyjątkowo postanowił wstać o 5:30, środkowy coś tam spanikował że się musi szybko uczyć... Koniec końców w połowie ubierania ciuchów biegowych stwierdziłem że to bez sensu, za dużo się dzieje i trzeba odłożyć bieganie na później. I dobrze, bo najstarszego musiałem podrzucić do tramwaju a i tak ledwo się wyrobiliśmy

Potem dzień jak dzień, pogoda już mocno pod psem - ale co tam, jakoś się pobiega koło 17-17:30 może? Ale gdzie tam, wróciłem do domu to taki rozlazły byłem, że dopiero przed 19 zacząłem się jakoś zbierać. W tym czasie pogoda ze słabej zmieniła się w paskudną - na tyle syfną, że prawie mi się odechciało biegu Ale nie, nie byłbym sobą. Zacisnąłem zęby i ignorując komentarze domowników o moim zdrowiu psychicznym poszedłem do garażu zakładać buty. Kwadrans po 19 wybiegłem i poleciałem sobie spokojnie w kierunku Zalewu Nowohuckiego - a dokładniej bieżni lekkoatletycznej obok niego, na której chciałem dokalibrować micoacha. Z początku było nawet nieźle, ledwo cokolwiek siąpiło - o tyle było to istotne, że dzisiaj nie chciało mi się zakładać szkieł i w okularach deszcz trochę przeszkadza. Zaledwie 2 km od domu dobiegałem wzdłuż jezdni do przejścia, gdy drogą przejechał jakiś TIR i mnie totalnie zbryzgał od stóp do głów xD Aż się normalnie zatrzymałem i zastanowiłem nad tym co ja w ogóle robię Ale po paru sekundach stwierdziłem że z cukru nie jestem, trzeba lecieć dalej. Dobiegłem nad Zalew, w sumie rozlało się już konkretnie ale mimo to spotkałem sporo biegaczy. Na bieżni chwilami wręcz tłoczno było! Tym razem nie robiłem żadych szaleństw, biegłem sobie spokojnie coś typu 4:40 i tylko sprawdzałem czy na okrążeniach wychodzi równe 400 metrów. Wychodziło, więc stwierdziłem że najwyższa pora wracać. Do domu było jak zwykle pod górkę, na szczęście większych kałuż nie napotkałem mimo tego że moje osiedle jest teraz tak rozkopane że nie ma jednej drogi bez brnięcia po rozkopanym błocie. Tuż przed domem cykło 12 km - uff, mission completed.

Od jutra już mogę trochę sobie zluzować

Miłej nocy!

#sztafeta #bieganie

a0a5c70c-4147-4244-8ef9-da2c1cfaef80

A tu jedno z wyzwań garmina. Jestem daleko poza pierwszą dziesiątką, ale to mało istotne... Co za CHORY SKURWIEL na pierwszym miejscu! Normalnie jak widelcem po talerzu!

eef5a705-3849-424f-b618-239219f64af8

Zaloguj się aby komentować

33 459,80 + 2,22 + 15,11 + 21,37 + 4,13 + 15,49 + 14,33 + 23,17 + 5,26 + 5,01 + 5,19 = 33 571,08


No dobra, wyszumiały się dziki z warszawskiego maratonu i gdańskiego półmaratonu, to i ja dorzucę swoje skromne poczynania

Minął niemal tydzień od ostatniej wrzutki, trochę się zapuszczam ale i na zajęcia nie narzekam. Niby dzień w dzień człowiek wstaje z jakimś konkretnym planem, ma teoretycznie dużo czasu na wszystko... i pod koniec dnia zamiast być zadowolonym z odhaczenia tasków to się zastanawia - jakim cudem cały dzień umknął?

No ale jest niedziela wieczór, młodszy syn pogania żeby mu pomóc z plakatem do szkoły to szybciutko dopisuję

Po pierwsze - w końcu udało mi się zaliczyć założony poziom #mikrokoksy czyli dwa wypady na siłkę w tygodniu. Prawie się otarło o trzy, ale jednak w piątek wieczorem leń wygrał xD Na tejże siłce po machaniu na maszynach zawsze zaliczam przebieżkę na bieżni w ramach samoumęczenia i chyba na ostatnim podejściu dotarłem już do właściwej formuły jak to powinno wyglądać: zaczynam z tempem 10 km/h, a następnie co 250m zwiększam o 0,5km/h. Dzięki temu po 2,5 km lecę już tempem 4:00/km, a następnie od trzeciego kilometra zaczynam dość intesywnie zwalniać. Bardzo fajne do zmasakrowania się, będę sukcesywnie starał się wydłużyć ten ostatni fragment z 4:00/km Muszę przyznać, że jest to zdecydowanie fajniejsze od jakiegoś długiego męczenia się na bieżni i nawet zaczynam to lubić

Jak widać, wpadł też jeden #2137 papatonik o poranku - parę razy w tym tygodniu udało mi się nawet wstać o uczciwej porze! Parę razy zamarudziłem i stąd wyniki w okolicach 14-15 km - ot brak czasu, bo trzeba było szybko nakarmić młodego i odwieźć do przedszkola

Natomiast dzisiaj było coś specjalnego, czyli Szybkie Norwidy - piąteczka wokół Zalewu Nowohuckiego. Myślałem, że to będzie taki fajny luzacki bieg towarzyski - tymczasem dobiegam do Zalewu, a tu z oddali widać zabezpieczenie policją i pogotowiem, wielką bramę startową... mammamia! Koleżanka naprawdę się postarała przy organizacji
Doleciałem na 3 minuty przed startem, szybko przypiąłem numerek i po chwili już leciałem.

Szło, nie powiem, całkiem spoko. Pierwszy kilometr łyknięty ze średnią 4:00/km, drugi 4:10/km, trzeci i czwarty 4:15/km. Po kolejnych okrążeniach widziałem, że trzeba będzie dokręcić ciutkę za metą - i finalnie linię mety minąłem z 4,93km na zegarku. No dobiłem do tej piąteczki i wróciłem na metę. Czas wyszedł fajny, 21:02


Tymczasem jak podpytywałem ludzi, to wszyscy na mecie mieli raczej dystanse rzędu 5km z groszami. No cóż, tak to jest jak się zmieni buty i nie skalibruje micoacha xD Muszę to zrobić przed półmaratonem, żeby bardziej adekwatne czasy były
W każdym razie oficjalny czas to 20:38 i jest to zdecydowanie moja życiówka, z której jestem bardzo zadowolony

Po biegu jeszcze potruchtałem kolejną piąteczkę do domu, a potem już nastąpiły standardowe obowiązki domowe.

Miłego niedzielnego wieczoru!

#sztafeta #bieganie

1de533d8-c4ff-4b5f-829e-51cc7174bf1b

@enron Gratki za siłkę, też myślałem o powrocie ale czasowo ciężko. Jak swego czasu chodziłem na silke to ludzie często patrzyli na mnie jak na masochistę bo jak tylko wchodziłem na bieżnie to bez godziny nie schodzilem. Do tego odkryłem swoją zabawę w interwały 5min rozgrzewki a potem 1,5 min na 15-14(chyba to km/h) i zejście do 8 micro trucht, i tak przez bitą godzina. Pani sprzątająca nie nadarzała wiader podstawiać tak się lało xd

@EmPfLiX ja tak kiedyś - bardzo dawno temu - na siłce biegałem, właśnie po 10 km czy coś. Ale prawdopodobnie (to było tak dawno, że tempa nie pamiętam) wolniej niż obecnie

A teraz właśnie taki BNP z totalną masakrą (no 4 min/km to dla mnie masakra jest, co poradzę) to już nawet fajna jednostka jest - i zajmuje w sumie dość mało czasu. Pewnie ludzie by na mnie patrzyli jak na nienormalnego (nie widziałem by kiedykolwiek ktokolwiek leciał więcej niż 10 km/h), ale robię to na koniec treningu, a trening kończę z 15 minut przed zamknięciem siłki

Zaloguj się aby komentować

32 685,23 + 12,37 + 21,37 + 10,77 + 3,34 + 21,37 + 15,72 + 15,52 + 6,37 + 5,31 + 1,07 + 13,83 + 5,77 + 16,25 = 32 834,29

No minęło trochę czasu. Jakiś zabiegany byłem z jednej strony, z drugiej zaś jak po grudzie mi szło bieganie - często zbyt długo spałem albo miałem ultralenia. Trafił się nawet dzień bez biegania - już drugi w tym roku, i tym razem z totalnie czystego lenistwa 🙄 Coś czuję, że może być nawet problem z dobiciem do 500 km we wrześniu. No leń na całego. Leń też się odbił na siłowni - co chciałem iść to była jakaś wymówka, normalnie dramat. Muszę coś z tym zrobić, bo kto to widzioł takim śmierdzącym leniem być!

Tak marudzę sobie, a w sumie jak podsumować to coś tam się dzieje 😉 W zeszłą niedzielę był Bieg Proszowicki, w tę Bieg Trzech Kopców, za tydzień piątka norwidowska, a dwa tygodnie później Cracovia Półmaraton 😅

Co mogę napisać? Że not bad, not terrible xD Na obu biegach czułem, że nie jest to szczyt formy i w sumie to coś mnie pobolewa - więc na wiele nie liczyłem. Bieg Proszowicki wyszedł zabawnie - pacemaker na 45 minut poleciał za zaufaną osobą, która pomyliła trasę i skutkiem tego dycha zamieniła się w niemalże jedenastkę 🤪 Nie wiem nawet, czy nasz balonik dogonił tego od 50 minut xD Nic to, biegam żeby się dobrze bawić i w sumie się nieźle uśmiałem 😄 Tempo wyszło 4:44/km, nic rewelacyjnego choć przewyższenia na tym biegu są konkretne.

Wczorajszy Bieg Trzech Kopców to już inna para kaloszy. Tym razem zamiast dżdżu był skwar lejący się z nieba 😃 i już praktycznie na starcie myśli "a w sumie to co ja tu robię, na cholerę mi to w ogóle było" xD Na szczęście po chwili już nie było czasu na głupie myśli, bo trzeba było zapiedralać xDBieg był dość ciężki - aż do Kopca Kościuszki biegło się w pełnym Słońcu, a i forma jakaś topowa nie była. O łamaniu godziny nawet nie śmiałem myśleć, na życiówkę na trasie też nie liczyłem (zresztą trasa się zmieniła, więc i tak to bez znaczenia).

Ostatnim bastionem było zmieszczenie się w deklarowanym czasie i utrzymanie biegu bez przejścia do marszu. I co? I d⁎⁎a xD Niestety w słynnym wąwoziku w Lasku Wolskim zrobiło się tłoczno, wszyscy przede mną przeszli do marszu i po prostu nie było sensu walczyć. Na upartego mógłbym wyskoczyć wyżej i z homeopatycznie większym tempem udawać że biegnę, ale już lecieli za mną wytrwalsi i nie chciałem być ujem blokerem. A koniec końców skończyłem z czasem o minutę dłuższym niż deklarowanym.

I co? I LUZ! Bo liczy się fajny bieg i radość po finiszu 😁 Cieszę się, że na podbiegach praktycznie tylko wyprzedzałem, że do marszu przeszedłem tylko raz i że - jak nigdy - na mecie dałem ogień z d⁎⁎y i wyprzedziłem jeszcze z 5 osób 😎No i open 367/3100 to nie powód do wstydu 😄

Z biegu zapamiętałemjeszcze gościa, który przed 10. kilometrem wyrywał się ratownikom krzycząc "ale już słychać metę!" podczas gdy jechał po niego quad z noszami...

Na mecie trochę zabawiłem czekając na parę osób (które, jak się okazało, już dawno dobiegły xD) i żal mi było gościa, który blokował biegaczom powrót do strefy finiszowej "bo ja nie wziąłem wody/piwa/izotonika!!!". Jezu, ile ludzie potrafili się burzyć o głupie piwo bezalkoholowe 🙄

Na koniec sobie wlazłem na Kopiec Piłsudskiego - dla widoków... i złapania zasięgu komórki xD Okazało się, że znajomi już lecą do auta, więc się pozbierałem i potruchtałem w dół. Pomyliłem azymut, ciut nadłożyłem i doszło jeszcze 5 km z hakiem 😅

A dzisiaj udało się wstać tuż przed piątą i polecieć spokojne 16 km. Takie czasy, że szelki odblaskowe z reflektorem to już konieczność - szybko przyszło... Za to jakie widoki o świcie! 😍

Aha, w komentarzach parę bonusów, w tym koleżanki 😁 Miłego wieczoru! ❤️

#sztafeta #bieganie

c4e5320a-f6a2-4a53-862d-69ea288cff5b

Zaloguj się aby komentować

31 185,44 + 13,27 + 15,08 + 13,72 + 3,18 + 21,37 = 31 252,06


Kolejnych parę kamyczków dorzuconych


Po niedzieli nadszedł zaspany poniedziałek, po nim lekko zaspany wtorek, takaż środa. Dzieci już chodzą do szkoły i przedszkola więc nie ma lekko - późno wstałeś, krótko pobiegasz


Liczyłem na to, że sobie coś odbiję (a raczej dobiję) truchtaniem na siłowni, ale tam z kolei strasznie mi się ciężko wychodzi xD więc najczęściej jak już jestem, to na samiutki koniec i jak już skończę machać na maszynach to zostaje czasu na ledwo 2 czy 3 kilometry. Wczoraj jakoś udało się zrobić 3, przy czym ostatni kilometr był w tempie 4:30 co na taśmie jest prawdziwą mordęgą. Oczywiście garmin tak se to odczytał - może gdybym miał buty z footpodem to by inaczej to wyglądało ale nie chce mi się ich czyścić na okazję wyjścia do siłowni


Ale dzisiaj za to udało się fajnie pozbierać. Wstałem o 4:30, szybko się ogarnąłem i mimo deszczu (heh, jakbym się tym przejmował) wystartowałem o 4:50 z mocnym postanowieniem strzelenia #2137 - i się udało choć w tempie 5:31/km. Było fajnie, chwilami naprawdę ostro padało ale to tylko przyjemność. Gorzej z widocznością - było z początku czarno, więc zainaugurowałem sezon moim odblaskowym szelkom z lampką. I by było bardzo dobrze, gdyby nie to, że od dwóch dni chodzę bez szkieł kontaktowych (a wadę mam potężną) i musiałem wziąć okulary. Okulary + noc + ulewa + błoto to niebezpieczne połączenie, parę razy padało hasło "urwa urwa urwa!" ale jakimś cudem ani razu nie wyglebiłem xD Tak czy siak liczę na to, że trochę mi się poprawi i niedługo wrócę do kontaktów.


Dobra, późno już, trzeba po dziecko lecieć.


Miłego popołudnia!


#sztafeta #bieganie

c347a69c-09eb-4ff6-bddc-c6a736be99ec

Zaloguj się aby komentować

30 984,26 + 3,15 + 21,37 + 27,31 = 31 036,09


Takie tam udokumentowanie kosmicznej kremówkowej porażki


Tak jakoś leniwie sobie ostatnio truchtam. W piątek w końcu się zmusiłem do pójścia na siłkę, pomęczyłem plecy, klatę i brzuch a na koniec zapodałem sobie spokojne 3 km na bieżni - najpierw 6:00/km, potem 5:00/km a trzeci kilometr 4:36/km. Jak przez cały trening niewiele się spociłem, to tu oczywiście momentalnie tętno wyskoczyło i pot się lał strumieniami xD No ale to normalne na tym dziecku kruwy i diabła


W sobotę trochę zamarudziłem i dość późno wybiegłem. Postanowiłem kupić trochę lepszego chleba, więc zmieniłem trasę by polecieć do fajnej piekarni. Potem jakoś tak sobie kluczyłem i na koniec postanowiłem dociągnąć do papatonu, więc mamy #2137


Ale ostatecznym przypieczętowaniem weekendu była dzisiejsza niedziela. Najmłodszy syn coś zagorączkował, więc była dość ciężka i szarpana noc - ale koniec końców niby się obudziłem o 6 rano... ale stwierdziłem że mi się nigdzie nie spieszy i wróciłem do łóżka. Potem młody wstał, jakoś tak zeszło na rozmówkach, kawusiach, karmieniu itepe itede - i zrobiła się 9 rano. Byłem już gotowy by wybiec, gdy stwierdziłem że to bez sensu - chcę zjeść choć jedno fajne, rodzinne śniadanie w pełnym gronie. W 30 sekund już byłem w cywilnych ciuchach i szykowałem śniadanie. Postanowiłem, że śmignę sobie w okolicach obiadowych - i w głowie urodził mi się cwany plan, że skoro dzisiaj tak rozlazły dzień to ja sobie po cichu śmignę na Błonia, tam w cukierni w Cracovii kupię przepyszne kremówki i wrócę do domu w randze bohatera niczym Prometeusz, niosąc pyszne słodkości


I tak jakoś prawie o wpół do drugiej zebrałem się i wyruszyłem w trasę. Z początku nie wiedziałem jak będzie, zwłaszcza po sobotnim zamulaniu i obolałych nogach - ale chyba wieczorna sesja z wałkowaniem była na tyle skuteczna, że mi się poprawiło i ku własnemu zaskoczeniu zobaczyłem całkiem niezłe czasy jak na moją obecną formę - zamiast tradycyjnych okolic 540 było bliżej 5:10 i szybciej. Ale skoro biegło mi się dobrze to zaakceptowałem ten stan i sobie tuptałem z przyjemnością. Kilometry mijały, a mi się wciąż biegło bardzo dobrze - po 11 km wparowałem na Rynek i muszę przyznać, że trzeba było ostro manewrować wśród tłumów żeby się o kogoś nie rozwalić xD Prawdziwe cyrki zaczęły się na remontowane ul. Piłsudskiego, gdzie musiałem na chwilę po prostu się zatrzymać, bo inaczej bym dreptał


Dolatując do cukierni już planowałem ile kremówek kupię, a gdy dobiegłem... ŁOMATULU WSZYSTKO WYŻARLI! No tak, dzisiaj był Poland Business Run, 6 tysięcy luda + osoby towarzyszące dały radę jednej małej cukierni i po prostu wymietli kremówki. Może rok temu za dobrze je reklamowałem wśród biegaczy? Ech.


Niepocieszony, stwierdziłem że pozostaje powrócić do domu. Po drodze wleciało od żony zlecenie na papryki - szybko sobie przeliczyłem, że opłaci mi się przelot przez Dworzec Główny, gdzie można elegancko kupić wszystko co trzeba w biedrze. Tak też uczyniłem - tempo nadal było fajne, aż w końcu doleciałem na parking nad dworcem. Na dół zjechałem windą, zakupy zrobiłem raz-dwa, ale na górę już mi się nie chciało czekać to poleciałem schodami. Mimo 3-4 kg obciążenia tempo znacząco nie spadło, dopiero w okolicach 20. kilometra doszło do 5:20, a potem bliżej 5:30. Oczywiście na końcowym podbiegu na moje wzgórze doszło w okolice 6:00/km, ale koniec końców zamknąłem cały bieg średnią 5:17/km, co uważam za nienajgorszy wynik.


I wszystko by było OK, gdyby nie te zeżarte kremówki Nic to, na pocieszenie kupiłem trochę obwarzanków, a po powrocie do domu szybko się wykąpałem i zeżarłem jakieś 3 kg arbuza. Zeżarłbym nawet dużo więcej, ale stwierdziłem że muszę coś na jutro rano zostawić xD


Miłego wieczoru wszystkim!


#sztafeta #bieganie

ba43dcb2-44d5-47e5-8bee-0def37a9f502

@AdelbertVonBimberstein mam taki składany plecaczek z Decathlona, ale nie lubię go mieć na plecach bo byłby momentalnie przepocony - zamiast tego niosę go jak torbę zakupową, co jakiś czas zmieniając ręce 😅

cab98298-0085-4d67-8690-7fa90e53eb62

@enron ja biegam czasami w takim i jest spoko chociaż potrafi mi "spiąć" łopatki no ale przeważnie coś tam mam spięte jak biegam przez pierwsze 5km zawsze bo treningi siłowe robią swoje.

No i ważne, że kolor jebutny ja lubię być widoczny.

64fa1c66-9c10-4dc9-b1fe-74dc4b176ef5

Zaloguj się aby komentować