4 479,69 + 12,03 + 5,58 + 11,01 + 12,73 + 21,37 + 9,01 + 12,37 = 4 563,79
Dobra, jestem jestem
No to minął calutki tydzień. Niewiele się działo, poza tym że mrozy lekko zelżały w końcu. Po drodze było chwilami w porywach -12°C (odczuwalna jakieś -19°C, wiało konkretnie), ale potem zaczęło się robić fajnie. W niedzielę w końcu zaliczyłem utęskniony papaton - solidnie wiało, było +1°C więc nawet rękawiczek nie wziąłem, tak się uradowałem tym że jest ciepło xD
Poza tym dwa minipapatoniki wpadły, bo jak już jest koło 12 km to nie wypada nie dociągnąć.
Dzisiaj miało być piekielnie ślisko - jakieś -5°C, wiatr i marznąca mżawka - ale wyszło coś dziwnego, bo co prawda padało (trochę wkurzało, bo miałem tylko przepaskę na uszy i mi lądowały na głowie wielkie, na wpół zamarznięte krople), ale na ulicach zamiast lodowiska zrobił się z tego jakiś taki chropowaty firn i dzięki temu przyczepność była rewelacyjna
Wygląda na to, że z zimą się już żegnamy - parę dni jeszcze będzie na minusie, jakieś -8°C nawet gdzieś widzę w prognozach ale nie wierzę by to doszło do skutku. Tak czy siak - pofejrzewam, że maski już nie użyję do następnej zimy, a długich ciuchów tym bardziej
Miłego dnia!
#sztafeta #bieganie #2137

