Siedem lnianych ciuchów kupionych na vinted (dwie sukienki, żakiet i cztery bluzki), łącznie wydałam koło 350 pln, na dodatek z kasy, którą zarobiłam za naszyjniki, wiec de facto moj wkład prawdziwej kasy był jeszcze mniejszy.
W sklepie wydałabym minimum z 200 pln za każdy ciuch. Teraz mogę się stroić w len nawet do roboty w ogrodzie.
Oto konstrukcja wzniesiona przez moją pięciolatkę. Przytargała tutaj ten silikat, który wg specyfikacji wazy jakies 14-16 kg. Na pewno go nie podniosla, więc musiała wpaść na to, żeby go toczyć. Wkopała w ziemię kawałek stempla, obłożyła kawałkami gruzu. Te dwa kawałki są połączone kawałkiem śruby, którą też musiała gdzieś znaleźć i wkręcić palcami (drewno już spróchniało, to miękko weszło)
Tak sobie dumam, że na pytania dlaczego i jak zbudowano Stonehenge czy Goebelkli Tepe, odpowiedź zapewne brzmi - bo mogli, wpadli se na taki pomysł i jakoś wymyślili, jak sobie poradzić.
Hegseth na nabożeństwie odmówił "modlitwę" z Pulp Fiction. Jakie to są tłuki i pozerzy, wielcy katolicy którzy kompletnie nie zrozumieli wiary, ale uważają się za bardziej w niej obeznanych od papieża, uważają, że pasuje im to do stylówy i chcieliby się pobawić w krzyżowców XD
Komiksowa wersja chrześcijaństwa, mająca z nim tyle wspólnego co Kill Bill z samurajami albo komiksy Marvela z wierzeniami wikingów.
Dzisiejszy wypał. A raczej niewypał. Umiejscowiłam koraliki luzem w ognisku i to był błąd. Raz, że ciężko teraz je odszukać. Dwa, ze uniemożliwiało to ich lokalizację i akumulację temperatury w dokładnie ich miejscu, kontrolowanie czy się dobrze wyżarzają. Okazało się, że potoczyły się w inny obszar ogniska, gdzie byla nizsza temperatura więc wypaliło się na czarno (czyli slabo). Dużo (większość) popękało, dosłownie eksplodowały jak popcorn.
Te, ktore znalazłam całe, tym razem nawlekę na drut i wypalę jeszcze raz.
Kiedys dostalen album seksi zdjec od swojej bylej (popierdolonej fest). Spalilismy go z kumplami na palenisko w rodzinnym domu. Byla zima, wiec wpadlismy na swietny pomysl, zeby polac benzyna snieg w oczywisty ksztalt i podpalic
@GazelkaFarelka Doskonale Cię rozumiem. Też mam zeszyt, w którym zapisywałem notatki w najgorszych chwilach swojego życia (czasy liceum). Same toksyny, samo gęste. Mam ten radioaktywny zeszyt w pudle na szafie i gdybym w domu miał piec, to już bym dawno go spalił. Takie ognisko to dobry pomysł, w tym roku go zrealizuję.
Kiedyś pisałam o tym, że powszechnie uważa się mięso zwierząt roślinożernych za dobre źródło witaminy B12 - co jest często używane jako argument przeciwko diecie wegetariańskiej. Jednak witamina B12 w mięsie krowy nie istnieje tam dlatego, że jest przez organizm krowy wytwarzana. Witaminę B12 wytwarzają mikroorganizmy żyjące w jej układzie pokarmowym, fermentujące zjedzoną przez nią paszę. W przypadku przemysłowej hodowli i karmienia gotową paszą, witamina B12 jest dodawana jako suplement. Mięso krowy jest zatem de facto tylko nośnikiem tej witaminy. Jeśli chodzi o zapotrzebowanie na B12, z powodzeniem można pominąć część z hodowaniem i zabijaniem krowy i tak samo jak krowy hodowlane, po prostu brać suplement.
Identycznie ma się sprawa z kwasami Omega-3 (EPA/DHA). Powszechnie uważa się ryby za doskonałe źródło tych składników odżywczych. Jednak, podobnie jak organizm krowy nie wytwarza witaminy B12, tak samo organizmy ryb nie wytwarzają kwasów Omega-3. Znów - ryba jest tutaj tylko nośnikiem. W organizmie ryby kumulują się EPA i DHA, wytworzone przez morskie mikroalgi i fitoplankton, którymi żywią się te ryby (a także w organizmach ryb drapieżnych, żywiących się rybami i innymi organizmami żywiącymi się algami i planktonem).
EPA i DHA stanowią między innymi podstawowy budulec naszego mózgu, co oznacza, że część zawartości twojej i mojej czaszki została kiedyś zsyntezowana przez małe organizmy żyjące w morzu.
Fakt, że pierwotnym źródłem EPA/DHA na świecie są organizmy morskie pokazuje, że mimo tego, że wyszliśmy na ląd setki milionów lat temu, nadal niezbędną do naszego istnienia część łańcucha pokarmowego stanowi morze. Źródła Omega-3 z roślin lądowych dostarczają jedynie ALA, który musi zostać skonwertowany do EPA/DHA przez nasz organizm i którego konwersja jest bardzo niska (1-10%).
@GazelkaFarelka jako zdecydowany mięsożerca, twierdzę, że jem mięso bo mi smakuję i jako dodatek do diety jest ok. Ale wiem, też, że potrafi szkodzić. I to w sumie też jest ciekawe, że jako ludzie mieliśmy jako tako w ustawieniach fabrycznych, że np częste jedzenie ziemniaków przez Europejczyków nie wpływa źle na organizm, chociaż warzywo znamy stosunkowo krótko a już mięsa, są szkodliwe, chociaż u nas jadło się je od dawna (wiadomo w mniejszej ilości). A każdemu kto twierdzi, że mięso jest mega zdrowe, polecam podagrę na pół dnia xD
Dorzuciłam jeszcze farbowanie na niebiesko - jajka przepiórcze ugotowane w wywarze z hibiskusa, a potem zostawione w nim na kilka godzin. Fajnie się komponują z żółtymi. (Stop ukrainizacji Polski XD)
Aż mnie kusi, żeby zrobić jeszcze czerwone z łupin cebuli.
Na zdjęciu tez jajka w oryginalnej barwie dla porównania.
Co roku testuję dla was pomysły na pisanki z social mediów. Tutaj:
Jajka obtoczone w posiekanej łusce cebuli i papieru, obwiązane gazą (u mnie bandaż z apteczki samochodowej), ugotowane w wodzie z hibiskusem. Daję approve.
Kurkuma - tym razem wsypałam całą torebkę przyprawy do garnuszka i ugotowałam tak jajka przez 15 minut
Jakieś badyle z ogrodu, obwiązane gazą i ugotowane w barwniku. Też spoko.
To różowe to mloda mi kazała położyć do zdjecia, jakiś sztuczny barwnik
@GazelkaFarelka nie jem posiłków po 21.00, a ty wstawiasz w godzinach wieczornych takie pyszności i powodujesz natrętne sprośne myśli o cieście, którego nie będzie mi dane spożyć. Ty serca nie masz ( ͡° ʖ̯ ͡°)
Gołym okiem widzisz, że to szklana imitacja - z tego powodu, że w naturalnym szlachetnym koralu nikt nie wierci otworów fi 4 mm (ani w ogóle w żadnym kamieniu naturalnym, nikt nie wierci w małym koraliku dziury wiertłem grubości jak do kołka w ścianie - zazwyczaj to maksymalnie 1 mm, a najczęściej bliżej 0,5 mm). Tak duże otwory mają tylko koraliki powstałe w formie, np. metalowe, plastikowe, akrylowe czy szklane.
(To najprostszy test na odróżnienie koralików stworzonych przez człowieka od tych stworzonych przez naturę. No kurde spróbujcie sami w koraliku fi 10 mm wywiercić otwór fi 4 mm. Poza materiałem typu drewno, to trudne technicznie i idiotyczne, bo marnujesz materiał i ryzykujesz pęknięciem.)
Piszesz do typiary plus dajesz parę tipów co jeszcze sprawdzić (np. test octu)
Typiara ci dziękuje, oferta dalej wisi jako naturalny koral za ~600 PLN XD
#niewiemjaktootagowac
P.S. AI w Google oczywiście twierdzi, że to naturalny koral, ponieważ paru asów również wrzuciło gdzieś oferty sprzedaży tego typu koralików jako naturalny koral XD
P.S.2 Nikt tego i tak nie kupi, bo w ogóle nie ma zainteresowania, naszyjnik brzydki i cena i tak z d⁎⁎y, a na dodatek po otrzymaniu produktu można zweryfikować, zwrócić i dostać zwrot kasy - tak więc ryzyko, że ktokolwiek zostanie oszukany jest praktycznie zerowe, no ale rozwala mnie podejście sprzedającej XD
Moje życie przypadło chyba na okres najbardziej rozbuchanego konsumpcjonizmu w historii człowieka. Wzrost gospodarczy napędzany był przez produkowanie masowo, dużo, tanio. Kup jedną rzecz, wyrzuć, kup nową. Nie wiem, czy to ja się tylko wychowałam w takiej bańce, czy faktycznie - rzeczy używane w latach '90, '00 były bez wartości. Nie było sensu szukania jakichkolwiek używek (może poza samochodami czy częściami samochodowymi). Za relatywnie niewiele mogłeś mieć nową rzecz. Często niskiej jakości, ale kogo to obchodziło - za chwilę mogłeś kupić ponownie.
Świat, gdzie rzeczy miały wartość nie tylko przez lata ale i pokolenia, wydawał się historią. Przekazywane z matki na córkę ubrania, garnki, pierzyny, narzuty - to było coś dziwnego. Zbieranie starych rzeczy było cechą właściwą starym ludziom - młodzi patrzyli z politowaniem i wyrzucali do kosza. Czasami nawet nowe rzeczy, całkiem dobre, tylko dlatego że przestały się podobać czy pasować. Zbierania starych rzeczy i spylania ich za jakieś kwoty można było doświadczyć jedynie w grach RPG.
Jednak w ostatnich czasach coś się zmienia. Nie wiem, czy tylko u mnie, czy u was też. Czy spowodowała to świadomość i troska o środowisko, czy chciwość koncernów, które windują ceny oferując coraz gorszej jakości szmaty, czy niepewne czasy i gorsza koniunktura, która nie sprzyja beztroskiemu wywalaniu pieniędzy, czy po prostu internet i możliwość handlu w nim - a może wszystko to na raz. Ale okazuje się, że rzeczy używane potrafią nadal mieć swoją konkretną wartość. Przy czym wartość ta zależy od jakości samej rzeczy. Lniane i bawełniane ubrania, biżuteria z naturalnych i cenionych materiałów, skórzane torebki, paski - to wszystko chodzi po zadziwiająco sporych pieniądzach.
Obserwuję to z wielkim zadowoleniem. Zarówno jako kupujący - ja już przełamałam wszystkie opory i uzupełniłam garderobę na lato w śmiesznych pieniądzach - jak i obserwator ekonomiczny tego zjawiska. Zakupy z drugiej ręki dają korzyści finansowe obu stronom, oszczędzają środowisko, kosztowną produkcję i import z innych krajów. A może też zwiększą świadomość konsumentów i wymuszą lepszą jakość produktów? Bluzki z poliestru, swetry z akrylu - choćby nowe były znanej marki i kosztowały 200 zł - a tyle teraz potrafią kosztować poliestry w sieciówkach - z dużą dozą prawdopodobieństwa nikt nie kupi, albo za jakieś symboliczne pieniądze. Len schodzi, lniane bluzki sprzedające się po 50-60 zł nie są rzadkością. (Swoją drogą len jest materiałem, który możemy uprawiać w Europie, również w Polsce, w odróżnieniu od bawełny).
U mnie w domu była tradycja: działa nie wywalać, dlatego długo mieliśmy lodówkę Mińsk i telewizor neptun (telewizor chyba jeszcze jakoś w latach 00 był juz wtedy mega przestarzały) a co do noszenia ubrań po kimś to był standard. W związku z tym dla mnie jak cos kupuje drozszego (głównie sprzęt) to używane jest pierwszym wyborem. Np chyba do dziś nie kupilem nowego laptopa- zawsze to był sprzęt używany, jak miałem nowy to był zwykle sluzbowy
@GazelkaFarelka jeśli chodzi o ciuchy, to moim zdaniem nie opłaca się ich już kupować w lumpeksie. Powód? Tam jest ten sam badziew, który jest sprzedawany w sieciówkach, wchodzisz do lumpa i widzisz same nienadające się już do noszenia szmaty. 15 lat temu było o wiele łatwiej wyhaczyć coś fajnego i dobrego, bo do lumpów trafiały ciuchy wyprodukowane w czasach, kiedy ubrania sprzedawane w sklepach miały jeszcze jakąś tam jakość.
Komuś, kto w dzisiejszych czasach chce mieć dobrej jakości ciuchy, poleciłabym prędzej zainwestowanie w kurs krawiectwa i maszynę do szycia.
+1 Ja muszę węższa kosiarkę na ten sezon kupić bo moją juz nie przejadę pomiędzy tymi chaszczami nasadzonymi ( ͠° ͟ʖ ͡°) ale starej foliaka buduje to mam nadzieję spędzi tam mase czasu zamiast rozsadzać inne drzewka