11 919,09 + 12,37 + 9,00 = 11 940,46


No masz, gapa ze mnie xD


Miał być standardowy papatonik, dzień w miarę luźny - więc się specjalnie nie spinałem, wstałem spokojnie przed 6. Miałem spokojnie sobie pobiec - a tymczasem obudził się najmłodszy syn, a po chwili drugi... i zgłosił problem z bólem barku (ostatnio go sobie popsuł), więc trzeba było kombinować jak go ratować. Szczęśliwie kąpiel i okład z żywokostu naprawiły sytuację, a już się zastanawiałem czy na sygnale z nim nie jechać na jakiś SOR...


Wyruszyłem w końcu o 7:22 - i biegło się przyjemnie, choć powoli. Doleciałem do piekarni po 7 kilometrach, kupiłem chleb zamówiony przez żonę... a tu telefon. Już się bałem, że coś poważnego - ale okazało się, że lista zakupów rozszerzyła się o piersi z kurczaka - i to w trybie CITO xD Jedyne dwa sklepy w których kupuję mięso w Krakowie to mój osiedlowy i drugi, koło którego właśnie byłem - a że nie chciałem ryzykować że ten osiedlowy jest zamknięty (albo pusty), to kupiłem od razu te filety i z bólem serca ruszyłem najkrótszą drogą do domu. Dotarłem, dobijając do minipapatoniku czeskiego - tak na wszelki wypadek, gdybym nie dostał pozwolenia na dalszy start


I co zrobiłem? A raczej co miałem zrobić? Stop, klik klik, wznów później, gotowe.


A co zrobił zegarek, czyli co zrobiłem ja? Bzzt aktywność zapisana xD

No nic, widać tak było pisane 

Ale ponieważ jeszcze nie wszystkie zakupy załatwiłem, to przekazałem żonie wszystkie rzeczy, wziąłem drugi plecaczek i śmignąłem dalej. Akurat dochodziła 9 rano, punkt 9 doleciałem do startu naszego parkruna - nawet zdążyłem zapozować do wspólnej fotki, po czym wystartowaliśmy.


Jak zwykle niespecjalnie się starałem, a im później tym bardziej zaczynałem cisnąć. Kurde niereformowalny głupek xD nigdy się nie nauczę dać se na luz… Niedługo po starcie byłem szesnasty, ale że nasz parkrun jest dość specyficzny z licznymi podbiegami i ostrymi zakrętami/nawrotkami, to na koniec awansowałem do 10. pozycji, którą mi kolega ukradł niedaleko przed metą - sam dotarłem równo w 23 minuty, więc nie tak źle jak na staruszka po 13 kilometrach biegu 

Chwilę pogadałem, życzyłem wszystkim wesołych świąt i poleciałem dokończyć zakupy. Nie mogło oczywiście zabraknąć arbuza w biedrze - kocham naszą biedrę, panie zawsze dla mnie kroją arbuza a czasami nawet z własnej inicjatywy robią połówki i ćwiartki. Potem jeszcze dwa sklepy - i koniec końców do domu dowiozłem równe 21,37 kilometra choć w dwóch ratach.


A potem znajomy wysłał fotkę - akurat postanowił sobie strzelić parkrun na Błoniach, który zawsze jest obstawiony przez najszybsze dziki. Fotka z jego tokenem po ukończeniu... tokenem numer 1 Jezu co za gość!


A żeby już nie zanudzać - to życzę Wam wszystkim Wesołych, Radosnych, Pogodnych, Błogich, a jeśli ktoś chce to i


ROZBIEGANYCH Świąt, kochani! Trzymajcie się!


#sztafeta #bieganie #2137

44307a30-9e27-45c1-be1f-b9e3869e6d51

Komentarze (3)

Tak, to ja to liczyłem. Tak, wyszło, że zdobywasz osiągnięcie

  • W sumie... (80 km)



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

ee34779a-d52b-4bbb-a9ca-f14269954e0d

Zaloguj się aby komentować