9 868,80 + 13,09 + 1,02 + 5,01 + 1,36 + 1,37 + 3,09 + 21,10 + 4,01 = 9 918,85


Parę kolejnych dni za nami. Bez szaleństw ale i nie jakoś fatalnie


Na początek piątuniowe 13 km w tempie 4:53.


Potem sobotnia wstrzemięźliwość - czyli tylko dotuptanie kilometra do parku, strzelenie parkruna w tempie 4:28/km i powrót do domu.

Ten nasz parkrun jest dość wymagający - mocne podbiegi, dużo ostrych zakrętów, jedna nawrotka - więc czas 22:24 jak dla mnie jest OK. W sumie nawet wyszło że konsekwentny jestem - od czasu odpalenia tego parkrunu w 2022 roku moje najlepsze czasy tam w kolejnych latach to: 22:38, 22:52, 22:26, 22:20, 22:24


No i dzisiaj oczywiście Półmaraton Marzanny


Długo nie mogłem się zdecydować, czy chcę pobiec w tym roku Marzannę, czy jednak Półmaraton wokół Jeziora Żywieckiego. Tak się wahałem i wahałem, aż zamknęli zapisy do Marzanny xD Już miałem kupować pakiet na Żywiecki (kusi mnie ten bieg od paru lat), gdy nagle ponownie otworzyli zapisy na Marzannę. No i tu już wygrało moje lenistwo - po co się zrywać i jechać szmat drogi, jeśli można pospać i dojechać w 20 minut? Cóż... ale Żywiecki pozostaje w moim sercu i kiedyś tam pobiegnę!

Zgarnąłem z osiedla kumpla zającującego na 159, po drodze jeszcze jednego pacemakera. Dojechaliśmy do tajnej miejscówy z darmowym parkowaniem na godzinę przed biegiem - było już ciasno, ale miejsce się znalazło. Przy okazji namierzyliśmy zamszowe laczki do wzięcia xD fotkę gdzieś dołączę jak nie zapomnę...


Do biura ledwo kilometr, tam spotkałem resztę ferajny w tym Becię, która pace'owała na 159 - lubię z nią biegać, ale jednak preferuję krótsze czasy na połówce Spotkałem jeszcze trochę znajomych, którzy postanowili pokibicować. Do startu było w diabły czasu, więc się jeszcze przetruchtałem do auta i z powrotem, dobijając 3 km. Może głupie, ale co tam

Na linię startu doleciałem na tyle późno, że już nie mogłem sobie pozwolić na wizytę w toitoiu - brawo ja i moje planowanie! Nic to, jakichś wielkich potrzeb nie miałem, ale zawsze...


Znalazłem znajomych na 159, ustawiłem się z nimi - mimo że po wczorajszym parkrunie wiedziałem że nie mam szans dotrzymać tempa - włączyłem zegarek... i lekko zwątpiłem. Zapomniałem o ładowaniu xD i było 17% baterii ᶘᵒᴥᵒᶅ Przy nowym zegarku byłby to luzik, ale mój staruszek to tak zużywa z 10% na godzinę biegu. Przez myśl mi się przewinęło by równocześnie w ramach backupu odpalić runkeepera na telefonie - ale uznałem, że mi się nie chce i co ma być to będzie

Ruszyła pierwsza fala, druga... i my z trzecią. No i biegło się super! Mój poprzedni wpis się okazał proroczy - przez kilometr trzymałem fason, ale potem już zacząłem odpadać. Nie jakoś dramatycznie, ale tempo było bliższe 4:30 niż wymaganym 4:15/km. Nie przejąłem się tym zbytnio, bo generalnie ostatnio jakoś szybko nie biegam i po prostu postanowiłem się dobrze bawić


A bawiłem się świetnie! Cudna pogoda, nogi w sumie dobrze niosły, nie męczyłem się zbytnio (choć puls cały czas równiutki, powyżej 160bpm), fajnie się zagadywało do tymczasowych towarzyszy. Ale nic nie przebije radochy a dopingu kibiców! Raz nawet byłem wezwany jako enron No i nic nie daje takiej radości, jak małe dzieciaczki dopingujące biegaczy i wystawiające ręce do przybicia piątki - nie odpuściłem ani jednej okazji! Gdzieś na 7. kilometrze po lewej stała cała gromada maluchów drąca się "DACIE RADĘĘĘĘĘ" i chyba nic w całym biegu nie dało mi takiej dawki serotoniny


Trasa była fajna, choć inna niż w zeszłych latach - była część ul. Konopnickiej (nb. IMHO niepotrzebnie zamkniętej dla ruchu, biegaczom wystarczyłby jeden pas), potem bulwary, Most Kotlarski i bulwary w drugą stronę, a na finiszu Planty, Brama Floriańska, Rynek i sruu plantami pod Wawel. Było dość ciepło - przy starcie 10°C, a potem Słońce dawało równo. Na Bulwarach radował delikatny wmordewind, niestety po nawrotce już go brakowało. Ale kilometry leciały, a organizm wciąż dawał radę Podbieg pod Wawel jak zwykle wymagający, a potem już śmignięcie Plantami, triumfalny przelot przez Rynek i plantami aż do mety. Ku mojemu zaskoczeniu czas nie był tak fatalny - niecałe 1h39m


Medal prześliczny - w sumie to chyba on mnie ostatecznie przekonał do wybrania Marzanny Postarali się, chwała im za to! Na mecie tylko drożdżówka i woda, obok depozytu było też przepyszne brownie od Body Chief - ale tradycyjnego spaghetti zabrakło. Nie szkodzi, było mi dobrze i nie czułem potrzeby pałaszowania czegoś na szybko.

Trasa była zabawna, bo meta ustawiona daleko od startu. Z kumplem potruchtaliśmy do auta, zeszło równe 4 km. Oczywiście usłyszałem, że się trochę nudził zającując i wolałby trochę szybciej pobiec. Kurde, gość jest przedzik - w tygodniu przed Marzanną widziałem jak robił połówki w tempie ~4:11/km


No i w zasadzie tyle mam do powiedzenia. Było super, bawiłem sie przednio. Stopy mi trochę obtarło, taki urok tych moich bostonków ale się przyzwyczaiłem. Aha, zegarek wytrzymał. Zostało mu 4% baterii


Trza iść spać, rano bułki i mleko kupić


Miłej nocy!


#sztafeta #bieganie

d713d849-47f4-4792-b24a-153b348ddd82

Komentarze (6)

@Romanzholandii 

@enron ja pitulę, ale tempo

Bez przesady, tempo dość spokojne - tu jest cała masa ludzi którzy w tym tempie robią maraton (w sumie sam zrobiłem w podobnym tempie rok temu), a połówkę cykną w 125h Niemniej się cieszę, że choć tak jestem w stanie pobiec bez większego przygotowania - może jakoś zepnę poślady i na Cracovia Półmaratonie już coś autentycznie powalczę

Zaloguj się aby komentować