standardowe tuptanka i wypełnianie kwadracikowych dziur. Nie wiem, jak sprytnie wrzucać przyrosty w squadratinhos i yardinho (szczególnie że wchodzą przy tuptankach i rowerze), więc wrzucam tyle, ile jest aktualnie na liczniku
11270 #squadratinhos
368 #yardinho
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
pracodomy i jedna żenująca dyszka z żoną po galeriach handlowych. Miało być pięknie - cztery dni wolne, a nie udało się nigdzie pojechać z powodu braku czasu, słabej pogody i innych durnych powodów
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Od dłuższego czasu chodziło mi po głowie zrobienie większego modelu Jeepa M715 - kiedyś taki stworzyłem, ale uznałem że czemu by nie większego bydlaka śmierdziela ; ) jak wyjdzie, zobaczymy XD
Co do systemu otwierania zamków: fajne jest to, że trudne zamki rzeczywiście są trudne. Albo trzeba mieć 200 IQ, albo polepszyć umiejętność otwierania - i upgrade skills znacznie ułatwia otwarcie.
Nie jestem pewien tylko czy te na 200 IQ są w ogóle możliwe do otwarcia na zbyt niskim poziomie, bo mam wrażenie że się zapętlam z nimi. No chyba że trzeba zrobić jakiś szachowy gambit królowej żeby to rozwiązać xd
@ZohanTSW Rączka nauczył podstawowego otwierania. Pierwszy to była zagwozdka, ale każdy kolejny całkiem spoko, fajny balans pomiędzy kombinowaniem a ilością potrzebnego czasu.
Sprawdzałem to i żaden zamek nie jest odporny na gracza, nawet bez wbijania poziomu u Rączki, ale stopień skomplikowania kombinacji bywa brutalny i bez IQ 200 faktycznie prawie nie ma szans na otworzenie trudnych zamków bez wydania punktów nauki. Co ciekawe o ich trudności nie decyduje to ile elementów mamy w minigrze (4-7) tylko to, jak mocno są ze sobą powiązane. Fajna sprawa, że nie da się określić trudności zamka bez dłubania i chwili namysłu.
Na 1 poziomie otwierania zamków najdłuższa kombinacja, jaką widziałem to około 32 ruchy chyba. Kilka razy bylem ciekawy, czy to ja coś nie ogarniam, czy może faktycznie zamek jest zablokowany dla mojego poziomu TYM narzędziem.
Swoją drogą nadal mam zablokowany zamek w drzwiach nad domem Fiska, właśnie dlatego, że brakuje mi IQ dla tej kombinacji. Ta wieża obok chaty Cavalorna też mnie pokonała. Wrócę jak wbiję mistrza. XD
@Dziwen tak, chodzi o ilość powiązanych ze sobą ruchomych elementów jest kluczowa. I może jeszcze w którą stronę się ruszają, i punkt startowy (zdarza się że są na krawędzi i ruszenie jakiegokolwiek bloczka powoduje przesunięcie ich w złą stronę i szybko łamiemy wytrych). Spędziłem wczoraj 2h żeby otworzyć magazyn Cavalorna i mi się nie udało xd potem poszedłem do Rączki, nauczyłem się podstawowego otwierania zamków, wróciłem do Cavalorna i poszło od strzała. Potem spędziłem kilka minut przy drzwiach do wieży obok chaty Cavalorna i jest jeszcze gorszy xD
Ship Sket oraz seychelles to niezależni producenci działający na styku eksperymentalnej muzyki klubowej, łączący breakcore, footwork i współczesne formy muzyki basowej.
Label: Unguarded
Album: Diode Lockpick
Wykonawca: Ship Sket & seychelles
Utwór: 2000mg
Kraj wydania (label): Niemcy
Kraj pochodzenia: Wielka Brytania / Niemcy
Wydany: 20.09.2024
Gatunek: Electronic
Styl: Club, Breakcore, Drill, Footwork
Na oba. Bo tu wjechała domyślna diagnoza ADHD. Ale ludzie są różni i diagnozy w realnym świecie nie wydaje się po dwóch zdaniach.
Przede wszystkim na głowę pełną myśli, a dodatkowym efektem może być spokój wewnętrzny, brak napięcia i możliwość zaśnięcia. Ludzie są różni, różnie reagują na te same leki.
@fisti ejjj, ja nic nie diagnozuje. 😂 Tak sobie rzuciłam luźno nazwę lęku w odniesieniu do przybliżonych potrzeb wyłącznie dla żartu. Jak widzisz, niczego nie tłumaczę, o nic nie pytam.
@TyGrySSek taka radosna grafomiania. Grałem zaraz potem w Dragon Quest XI, który raczej też jest przetłumaczony z japońskiego, i moje oczy odetchnęły z ulgą.
@Gilgamesh A jak go podlewasz? Ja swojego podlewam jak lekko opadają mu liście - czyli średnio co 3-4 dni. Warto powycinać mu te najbardziej żółte liście, to wypuści nowe.
Po pięciu tomach trudno już traktować Blackwater jak zwykłą serię książek. To bardziej wielopokoleniowa kronika rodziny Caskeyów, która przy okazji okazuje się jedną z najbardziej nietypowych mieszanek sagi rodzinnej, southern gothic i horroru, jakie miałem okazję przeczytać. "Deszcz" jest finałem tej historii i w moim odczuciu bardzo dobrze pokazuje, czym tak naprawdę Blackwater było od samego początku.
Przede wszystkim nie jest to horror w klasycznym rozumieniu. Wiele osób sięga po tę serię z takim nastawieniem i może poczuć się rozczarowanych. Sam miałem podobne odczucia przy pierwszych tomach. Najwięcej grozy dostałem w "Domu", gdzie nadprzyrodzona warstwa wreszcie wysunęła się na pierwszy plan. Później seria ponownie skupiła się bardziej na rodzinie niż "potworach". "Deszcz" kontynuuje ten kierunek, ale robi to już ze świadomością, że wszystkie najważniejsze pytania zostały zadane i trzeba zacząć na nie odpowiadać.
Najbardziej podobało mi się to, że McDowell nie próbuje na siłę zaskakiwać czytelnika. Nie dostajemy nagłego zwrotu akcji wywracającego cały świat do góry nogami ani finału, który miałby szokować. Zamiast tego autor konsekwentnie domyka wątki, które budował przez ponad dwa tysiące stron. Wiele tajemnic związanych z Elinor, jej naturą i wpływem na rodzinę znajduje swoje wyjaśnienie. Nie wszystkie odpowiedzi są podane wprost, ale po raz pierwszy od początku serii miałem poczucie, że puzzle zaczynają pokazywać pełny obraz.
Bardzo dobrze wypada też sam motyw przemijania. W poprzednich tomach obserwowaliśmy kolejne pokolenia Caskeyów walczące o władzę, majątek i wpływy. W "Deszczu" coraz mocniej czuć, że czas jest przeciwnikiem, którego nie da się pokonać. Bohaterowie starzeją się, umierają, a rodzinne konflikty, które kiedyś wydawały się najważniejsze na świecie, zaczynają tracić znaczenie. To chyba najbardziej melancholijny tom całej serii. Właśnie dlatego tak dobrze działa finał. Nie dlatego, że jest spektakularny, ale dlatego, że wydaje się nieunikniony. Od pierwszego tomu miałem wrażenie, że rzeka Blackwater i związane z nią tajemnice są czymś większym od wszystkich bohaterów. W ostatnim tomie autor wreszcie pozwala temu motywowi wybrzmieć do końca. Jest w tym coś bardzo eleganckiego i jednocześnie smutnego.
Co ciekawe, po lekturze całego cyklu mam wrażenie, że Blackwater jest odwrotnością wielu współczesnych serii. Zwykle autorzy zaczynają od mocnego pomysłu i stopniowo tracą kontrolę nad historią. McDowell zrobił coś odwrotnego. Pierwsze tomy były dla mnie bardziej obyczajowe niż horrorowe i momentami zastanawiałem się, dokąd to wszystko zmierza. Dopiero końcówka pokazuje, że autor od początku wiedział, jaką historię chce opowiedzieć. To też jest ogromnym plusem serii, czuć, że tu nie ma przypadków i niezrozumiałych decyzji.
Jeśli miałbym wskazać najlepszy tom, nadal byłby to dla mnie "Dom". Jeśli miałbym wskazać najważniejszy, byłby to właśnie "Deszcz". To książka, która sprawia, że cała saga nabiera właściwego sensu. Nie jest najbardziej widowiskowa, nie jest najbardziej przerażająca, ale jest dokładnie takim zakończeniem, jakiego ta historia potrzebowała.
Blackwater zaczęło się od powodzi i kobiety wychodzącej z zalanego hotelu. Kończy się deszczem i poczuciem, że przez sześć tomów obserwowaliśmy nie tylko losy rodziny, ale również nieuchronny cykl życia, śmierci i przemijania. Bardzo satysfakcjonujące zakończenie jednej z najbardziej nietypowych sag rodzinnych, jakie czytałem.
Wiele osób sięga po tę serię z takim nastawieniem i może poczuć się rozczarowanych.
Trochę trudno inaczej patrzeć na tę sagę, skoro Albatros reklamuje ją jako arcydzieło horroru, nawet ostatnio na LC wrzucili artykuł sponsorowany który był jedną wielką masturbacją do tego, jakim ta książka nie jest świetnym horrorem. Gdyby opisywali to uczciwie jak Ty, jako obyczajówkę z nurtu realizmu magicznego, może średnia ocen całej serii byłaby wyższa, bo grupa docelowa czytelników byłaby inna, bo wykruszona o czytelników szukających klasycznych horrorów.
@Telezajaczek ja dostałem bana za pisanie uczciwie na Lubimy czytać i miałem sporą spinę z jedną z autorek na portalu, dlatego nie traktuje już ich poważnie ;) kradnę im tylko okładki xD
Ja sięgałem po serię po recenzji na TikToku, która mówiła, że to świetnie domknięta saga rodzinna, a ja tego właśnie potrzebowałem. Dodatkowym plusem jest długość tomów, bo można je wciągnąć w 1-2 wieczory.
@WujekAlien oo, to co się odjebało? Chyba coś więcej, niż zwykła niepochlebna recenzja (jakby za to banowali, mnie już dawno by wywalili xD). Wiesz, ja mam w znajomych typa, który swoje recenzje lubi zaczynać od "autor, Żyd i komunista", bajki recenzuje w stylu "wolne od LEWACKICH zboczeń" i mu nie zdejmują recek, a konto działa bez zakłóceń, to musiała być naprawdę potężna inba, że bana masz.
No i taki opis tej serii jest zgodny z prawdą, a marketingowcy Albatrosa robią z całej sagi współczesnego Lovecrafta, no to taki typowy bait i w sumie nie wiadomo po co, zastosowany, bo fani horrorów czy to w stylu klasycznym, czy Kinga, odbiją się od Blackwater.