Powiem wam że brakuje mi filmów w stylu western. Ostatnio obejrzałem sobie Dobry, Zły i Brzydki i dostalem refleksji, że to jest coś zupełnie innego niż dzisiejsze produkcje. To jest film do czillowania. Akcja dzieje się powoli, kadr nie skacze co pół sekundy, zupełna odwrotność dzisiejszych filmów. Akcja dzieje się głównie w naszej głowie, przez powolne sceny mamy czas obejrzeć dokładnie twarz postaci, mimikę, odczytać emocje, wyciągać pewne wnioski. Absolutnie żaden współczesny film tego nie ma, może z wyjątkiem Drive. Podejrzewam że westerny wydają się nudne, ponieważ ludzie nie interpretują tych filmów, tylko tępo przyjmują obraz. Chociaż nawet pod tym kątem Dobry Zły i Brzydki to jest dobry film.
Obsada: Lee Marvin, John Cassavetes, Ronald Reagan - tak ten Regan
Czas trwania: 1h 33min
Ocena: 8/10
Dwóch zabójców realizuje zlecenie zlikwidowania byłego kierowcy rajdowego. Zaskoczeni, że ich ofiara nie próbowała uciekać, próbują dowiedzieć się, kto ich zatrudnił.
Zabawmy się trochę w sezonie oscarowym. Nawet jeśli nie widzieliśmy wszystkich filmów - na podstawie wyłącznie tego, co każdy z Was oglądał - komu byście dali Oscara?
Zasady: wpisujemy czego nie widzieliśmy (przynajmniej w kategorii Najlepszy Film), nie muszą być wszystkie kategorie wymienione, tylko te które Wam pasują. Wystarczy sam tytuł czy imię i nazwisko, ale mile widziane także powody w dwóch krótkich zdaniach.
Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy. Więc ja zacznę:
Najlepszy film (nie widziałam: Tajny Agent, Bugonia oraz Wartość Sentymentalna)
Jedna bitwa po drugiej
Najlepszy aktor pierwszoplanowy
Ethan Hawke (Blue Moon) - sam film średnio mi się podobał, ale E. Hawke tam odwala taki peak aktorski, że trudno mi o inny wybór.
Grzesznicy czyli mocno średni filmik jakich wiele z szesnastoma (!!!) nominacjami do tej obecnie gównonagrody, pora umierać. Jedna bitwa po drugiej z trzynastoma? Film jest co najwyżej poprawny bo na siłę próbował być czymś czym nigdy nie będzie. Znak czasów.
Widziałem Hamnet, Marty Supreme, Bugonia, One Battle After Another, Frankenstein, Sinners. Wszystkie ocenilem na 5 lub 6/10, żadnemu bym nie dał nagrody. Sentimental Value i Train Dreams czekają na obejrzenie.
@cyberpunkowy_neuromantyk UPS edytować już nie mogę . Nie jest to jednostkowy przypadek bo teraz chciałem testowo dodać i widzę że licznik nadal popsuty
Już w pierwszym odcinku zakochałem się w głównych bohaterach. I w początkowo małomównym Connellu, i w zadziornej Marianne, choć to tylko pozory, które z każdą kolejną minutą pękają.
Zgadzam się z opinią, że ten serial może działać terapeutycznie dla wszystkich, którzy czują, że nie pasują do grupy. W obojgu zobaczyłem siebie, przez co poczułem się lepiej z moją przeszłością, która wiązała się głównie z poczuciem braku przynależności i zrozumienia przez innych.
Jednocześnie to serial, który wielokrotnie wzbudzał mnie poczucie niepokoju. Łapałem się na tym, że czułem niechęć do włączenia kolejnego odcinka z obawy, że coś przykrego wydarzy się pomiędzy bohaterami albo ogółem w ich życiach. Równie często miałem rację.
Sama ich relacja była trudna. Connell przez długi czas był emocjonalnie niedostępny, z czasem jednak się otworzył. Z kolei Marianne po wielu przykrościach i niedopowiedzeniach coraz bardziej zamykała się w niskim poczuciu własnej wartości, a potem nienawiści do samej siebie, wiążąc się przez to z nieodpowiednimi osobami.
Normalnie ponarzekałbym także na przesyt scenami erotycznymi... ale tutaj zostały nakręcone wyjątkowo ze smakiem, że ani trochę mi nie przeszkadzały.
Dlaczego więc nie wystawiłem najwyższej oceny, mimo że tak bardzo spodobał mi się ten serial? Przez finałową scenę, która jest jedną wielką kliszą. W momencie, gdy w końcu oboje zrozumieli, ile dają sobie nawzajem szczęścia, oczywiście musiało wydarzyć się coś, z czego jedno z nich nie było w stanie zrezygnować. I znowu zamiast być szczęśliwi, to muszą się rozstać i nie wiadomo, czy kiedykolwiek wrócą do siebie. Być może kolejnego razu już nie będzie.
I tak, jestem trochę zły, że historia nie zakończyła się szczęśliwym zakończeniem, chociaż z tym też można się kłócić, bo gdyby popatrzeć na nich z osobna, to każde z nich miało swój „happy end”. Szkoda tylko, że nie wspólny.
@suseu kurde z automatu chciałem Ci dać pioruna ale uważam że śmianie się z alkoholizmu jest jak opowiadanie kawałów na pogrzbie. To pokazuje poważny problem społeczny w nieco zabawnym kontekście przez co go bagatelizuje. Innym razem kolego dostaniesz piorunka ale nie za to
Seans po latach - odświeżam sobie trochę serię, bo ostatnia część pojawiła się na streamingu.
Muszę przyznać, że był to nader udany rewatch, znaczy niewiele moje reakcje różniły się wiele od tych po pierwszym seansie. To dalej dobry straszak, który brutalnie wyciąga ludzkie przywary na wierzch.
Fabuła znana - Jim budzi się w opustoszałym szpitalu (ten sam motyw z głównym bohaterem pojawia się w komiksie i serialu na jego podstawie "The Walking Dead"), przemierza puste ulice by w końcu odkryć, że wyspa została ogarnięta przez wirus, który zamienia ludzi w bezmyślne, agresywne maszyny. Z czasem zdobywa kompanów, z którymi próbuje się odnaleźć w tej postapokaliptycznej atmosferze. Ale spotkanie z bandą żołnierzy uświadomi mu, że to dalej najbardziej niebezpieczni są ludzie, a nie zarażone osobniki.
Świetnie zrealizowany jak na niski budżet, niekomercyjny horror. Praktycznie już klasyka.
@Mahjong kultowa scena z przechadzki po pustym Londynie
Jako gówniarz oglądałem ten film na pirackich streamingach i się denerwowałem czemu wszystkie mają go w tak tragicznej jakości. Po latach dopiero przeczytałem, że to celowy zabieg.
Trzecia część przygód psychopaty w pasiastym sweterku, który zamęcza nastolatków koszmarami.
Grupa nastolatków, podejrzana o próby samobójcze, przebywa w szpitalu pod pieczą doktora Gordona. Do szpitala zostaje oddelegowana absolwentka - jest nią Nancy, jedyna ocalała z rzezi nastolatków z pierwszej części. Podejrzewa już co tak naprawdę nęka nastolatków i zamierza im pomóc. Odkrywa, że nastoletni pacjenci szpitala mają we śnie specjalne zdolności. Czy dzięki temu uda się pokonać Freddiego Kruegera?
W aktorskiej obsadzie debiutująca Patricia Arquette oraz młody Laurence Fishburne (który później przecież zagra Morfeusza w Matrixie).
Konwencja fantasy jak zwykle i w tym przypadku pozwoliła mi milej przysposobić ten seans. Z ciekawszych rzeczy to w filmie poznajemy historię Kruegera - to, jak się narodził. Sama historia jest równie straszna co nasz psychopatyczny męczyciel snów.
Sam film trzyma się reguł serii - czyli zdecydowana większość nastolatków to mięso armatnie, uśmiechnięty Krueger z przyjemnością bodyhorroruje swoje ofiary, mamy powrót do pierwszej części i znanych bohaterów oraz nowe motywy (specjalnie zdolności w świecie snów, stąd też tytuł Wojownicy Snów).
@TyGrySSek to są filmy z ostatnich trzech dni A co ja mam robić wieczorami kolego? Nie mam dzieci, psów czy innych rzeczy a oglądanie filmów to moja wielka pasja.
Gdy znajdę w końcu jakąś stałą robotę na etat + będzie wiosna = rower, to pewnie ta liczba się zmniejszy oglądanych rzeczy, przynajmniej do pierwszego festiwalu
Ciekawy zabieg by okupację nazistowską umieścić we współczesnych czasach. Ale to tylko tło do szerszej opowieści - o poszukiwaniu tożsamości, celu oraz kwestii wysiedlenia, zostania bezkrajowcem.
Georg ucieka do Marsylii. Stamtąd odpływają statki, które mogą zabrać go z daleka od nazistowskiej okupacji, która opanowuje Francję. Po drodze traci towarzysza, który umiera w trakcie ucieczki. Sam Georg ma w swoim arsenale dokumenty na tranzyt i wizę do Meksyku zmarłego pisarza. Georg postanawia to wykorzystać by uciec z Marsylii. Sprawy trochę się komplikują gdy odwiedza rodzinę zmarłego towarzysza i nasz bohater zawiązuje szczególną więź z synem zmarłego kolegi.
Ale prawdziwa burza rozegra się gdy Georg pozna Marie - żonę pisarza, którego przejął dokumenty. Ta, wiedząc dzięki kontaktom w ambasadzie, że jej mąż jest w Marsylii próbuje go odnaleźć, nie wiedząc, że on nie żyje. Kobieta z łatwością nawiązuje najpierw romans z Richardem, lekarzem, który ma tranzyt na statek z Marsylii, który zabierze go w bezpieczniejsze rejony, ale też wchodzi idealnie w romans z samym Georgem.
Rozbudzony wielorakimi uczuciami mężczyzna nie wie w które strony chce się kierować. Z jednej strony zakochany w Marie, mógłby z nią uciec do Meksyku, ale ona ciągle badając ślady pobytu męża w Marsylii (nie wie, że tak naprawdę ślady te zostawia sam Georg), jest pewna, że w końcu spotka go na statku.
W tle okupacja, przepełnione konsulaty, ale także toczące się dalej normalne życie, pomimo nadchodzącej wielkimi krokami okupacji. W samym środku Georg, rozdarty, wcześniej mający tylko jeden cel - by uciec. Teraz jednak nic nie jest proste - nie wie czy zostać, czy iść z synem kolegi i jego żoną, czy też wypłynąć z Marie.
Ciężko mi ocenić ten film, bo nie jest on podany na tacy. Ogólnie nie widzę sensu przeobrażenia okupacji na motyw współczesności, chyba że dla oszczędności na oddaniu epoki w filmie. W sumie ta całą sprawa jest tylko bazą do przedstawienia rozterek głównego bohatera, który będąc na granicy, której przekroczenie może być nową przyszłością, zastanawia się czy tak naprawdę musi uciekać, czy nie może po prostu zostać, zastygnąć tu, niczym duch.
Wcześniej tego reżysera widziałam film "Feniks", tam też podobny motyw został wzięty na warsztat - o zmianie tożsamości i co z tego wynika. Ogólnie nie są to zwyczajne filmy, bardzo duży nacisk jest położony na perspektywę bohaterów i odczytywanie z tego zmian w ludzkich relacjach. Nie wiem jak to inaczej, a jednak jakąś mądrze opisać.
Trzeba chyba to po prostu przeżyć, ale uważam, że to nie są filmy dla każdego - nieco oniryczne, bohaterowie są smutni i filozoficzne robią lica, patrząc przeciągle w ujęciach w równoczesnym poszukiwaniu przeszłości jak i przyszłości.
Zaczyna się względnie normalnie. Trochę scen, których wyjaśnienie widz spodziewa się otrzymać później. Zapowiada się jak typowy kryminał. Ale wyjaśnienie nie przychodzi, za to robi się coraz dziwniej.
Film typu "nie zadawaj zbędnych pytań". Sceny zwykle nie mają sensu. Gagi są wstawione na siłę. Postaci są nieznośnie przerysowane. Wszystkie dziwactwa zebrane do kupy tworzą ciekawy obraz. Wygląda trochę jak produkcja ZF Skurcz, tylko z większym budżetem.
Jeden dzień z życia nowojorskich slumsów, kontrastując skrajną biedę z luksusem na przykładzie architektury. Opowiada o walce o przetrwanie, gangstera wracającego do domu i i młodego architekta.
Wydawało mi się że gdzieś to widziałem - bardzo podobny do Aniołowie o brudnych twarzach. - 5 aktorów z tego filmu pojawia się w tym co oglądałem
Mnie najbardziej cieszy, że dzięki tej serii odrodziła się moda na klasyczny kryminał, a nie te skandynawskie ciężkie powieści, od których można dostać depresji.