#edukacja

3
466

Nowa minister edukacji:


Dwie godziny lekcji religii to jest przesada, bo mają tej religii dzieci więcej niż innych przedmiotów. Dlatego moja propozycja będzie polegała na ograniczeniu lekcji religii do jednej godziny płatnej z budżetu państwa. Jeżeli będzie decyzja samorządu, rodziców, że chcieliby tych godzin więcej, będzie to ich decyzja, w tym decyzja finansowa


Do prac domowych trzeba podejść spokojnie. Absurdalnych prac domowych, nadmiernie obciążających uczniów nie powinno być. […] Chciałabym się zastanowić ze specjalistami, dydaktykami, metodykami, na ile te prace domowe drastycznie ograniczyć. W klasach 1-3 w ogóle bym nie oceniała prac domowych i do tego modelu będę zmierzała.


#polityka #edukacja

@smierdakow pracę domowe można obciąć tak, że program się stosuje do realnej liczby godzin lekcyjnych z wyjeciem apeli, wycieczek, jaselek, wyjść do kina czy co tam jeszcze

Prace domowe nie powinny być zupełnie oceniane przez nauczyciela i to już w obecnym systemie jest ujęte.

Ocena ma mówić o tym w jaki stopniu uczeń opanowal wiedzę wymagana w programie, a nie to czy w domu odrobił pracę domową.


Jest to od dawna w doktrynie tylko mało który nauczyciel o tym wie i stosuje.

Ja byłbym za całkowitym zaprzestaniem obowiązku finansowania i realizowania religii w szkołach. Uważam jednak, że rodzice jeśli porozumieją się z dyrekcją powinni mieć możliwość organizacji takich lekcji (i płacenia za nie jeśli katecheta pobiera wynagrodzenie) na terenie szkoły. Nawet szerzej - rodzice powinni mieć możliwość organizowania dowolnych zajęć pozalekcyjnych w szkołach np. treningów szachowych albo co tam sobie rozsądnego wymyślą i sfinansują - z resztą często się tak dzieje obecnie.


Również samorządy powinny móc podejmować decyzję o prowadzeniu i finansowaniu zajęć religii. To również wpisałbym to w szerszy koncept zwiększania kompetencji samorządów. Są regiony gdzie mieszkańcy bardzo cenią obecność kościoła w ich życiu, i są takie gdzie ma to mniejsze znaczenie. Jeśli decydowałby o tym samorząd to więcej ludzi miałoby edukację jaką uznają za właściwą dla swoich dzieci. Samorządy miałby również więcej do powiedzenia w kwestii tego na co wydają pieniądze.

@matips Dlaczego rodzice mieliby finansować lekcje danego przedmiotu skoro inne przedmioty są finansowane z budżetu? To nie jest sprawiedliwe rozwiązanie.

@mrozny IMHO po prostu religia nie powinna być częścią publicznej, obowiązkowej edukacji. Czysto uznaniowo - nie mam obiektywnego powodu, tak samo z resztą jak twórcy obecnej edukacji nie mieli obiektywnych powodów by pewną wiedzę włączać albo wyłączać z publicznej edukacji.


Jednocześnie nie widzę powodu by rodzicie nie mogli korzystać z dostępnych zasobów szkoły (sale, infrastruktura) i organizować czegoś na własną rękę. Nie musi to być religia, choć o niej jest ten temat. Zaangażowanie lokalnych wspólnot jest bardzo zdrowe, buduje postawę obywatelską i pokazuje dzieciom (najlepiej - bo na przykładzie rodziców), że mogą brać czynny udział w życiu społeczności.

Również samorządy powinny mieć dużo większe możliwości finansowania zajęcia ponad obowiązkową podstawę - a rozliczaliby ich za to oczywiście wyborcy w wyborach lokalnych. (Ok, obecnie już mają, ale nie ma takiej kultury by to robiły).

Zaloguj się aby komentować

Przypomniała mi się wigilia klasowa w 7 klasie. Ludzie nawet przynieśli różne ciasta, ale żadne nie było pokrojone, więc wychowawczyni zadała pytanie:

"Czy ktoś ma nóż?"

Była konsternacja, ale w końcu ktoś poprosił, żeby się na chwilę odwróciła. Na stole pojawił się nóż sprężynowy i dwa motylki xD

#szkola #edukacja #wigilia

acc0030f-fc46-4b51-9ee3-80039dbeec67

@Nemrod Lol, gdyby u mnie w klasie facetka zrobiła identyczną akcję to na stole poza 10 nożami i scyzorami leżałby jeszcze pistolet hukowy, gazowy i kastet XD

Szkoła uczy i bawi - nigdy potem po podstawówce nie bawiłem się tymi trzema ostatnimi rekwizytami a podobno jeszcze prawdziwą klamkę jeden miał, ale mnie wtedy nie było w szkole

@plemnik_w_piwie To była całkiem porządna klasa, głównie dlatego, że zdecydowana przewaga liczebna dziewczyn.

Mam takie przebłyski z wcześniejszych lat, że kiedyś u kuzyna poszliśmy do piwnicy, bo jeden chłopak miał nabój i stwierdzili, że można go odpalić bez pistoletu. No faktycznie się dało, ale że rykoszet nikogo tam wtedy nie trafił to chyba była kwestia cudu.

Zaloguj się aby komentować

@Frog ja bym tylko chciał powiedzieć, że określenie 'gimbus' było jednym z najbardziej pejoratywnych określeń. Idealne, jak chciałeś kogoś obrazić. Znikąd się to nie wzięło

Zaloguj się aby komentować

Możecie polecić aplikację do nauki języka niemieckiego nie od zupełnych podstaw? Coś od poziomu A2 lub B1.


#jezykniemiecki #jezykiobce #edukacja

bori userbar

Zaloguj się aby komentować

@A_a tu trzeba płakać a nie śmiać się. Poznałem w życiu takie osoby. Może niekoniecznie chodziło o jajka ale kaliber podobny.

Zaloguj się aby komentować

Dziś na stronie RMF pojawił się artykuł o tym, jak spada sprawność fizyczna dzieci [link] i jak, ciekawymi zajęciami WF można by je zachęcić do ruchu. Przypomniała mi się historia z moich szkolnych czasów.


Jestem rocznikiem, który zdawał maturę w 2012 roku, w jednej z teoretycznie lepszych szkół w kraju.

WF prowadził około 50 letni nauczyciel, który był jednocześnie, po szkole, moim trenerem biegów (mieliśmy klub sportowy, który osiągał naprawdę spore sukcesy).

Był bardzo zaangażowany. Dopiero, gdy on zaczął prowadzić nam WF, robiliśmy na zajęciach coś innego niż tylko gra w siatkówkę. Realizował pełny program zajęć (gimnastyka, biegi, różne gry zespołowe), a nawet więcej (obok szkoły mieliśmy korty tenisowe i tam chodziliśmy czasem grać).

Facet, mimo że nieco sarkastyczny, jednak łagodnie podchodził do oceniania i doceniał wysiłek, motywował. Gdy ktoś miał nadwagę i nie dawał rady przy biegach, miał naciąganą ocenę (za to, że próbował) albo mógł poprawiać. Jeśli ktoś dawał sobie radę w jakimś sporcie, ale w innym był beznadziejny, wuefista skupiał się na tych dobrych osiągnięciach przy wystawianiu oceny końcowej.


Co na to uczniowie i rodzice? Rodzice poszli na skargę do pani dyrektor, bo "jak tak można dzieciom kazać ćwiczyć na WF?!". Próbowali odwołać nauczyciela WF. Całe szczęście się im to nie udało, bo dyrektorka była/jest bardzo rozsądną osobą.

Większość uczniów z czasem zaczęła przynosić na WF zwolnienia.


W pewnym momencie pojawił się pomysł chodzenia na basen w trakcie WF. Rodzice nie zgodzili się. Powód? "Dziewczyny będą się wstydzić pokazywać w strojach kąpielowych." Później, chyba na Przysposobieniu Obronnym, padł pomysł strzelnicy. "To zbyt niebezpieczne."


Podobne historie mieliśmy z wymagającymi nauczycielkami matematyki czy języka obcego - też próbowano je odwołać. Brali w tym udział rodzice. Również bezskutecznie.


*


Nie wiem nawet, jak to skomentować. Chyba tak, że jak ktoś sam nie chce poprawy swojego stanu, to nic mu w tym nie pomoże? że wzorce wpajane przez rodziców mają na dzieci największy wpływ?

Że może zamiast powielać dzieciom mity o tym, jak to w szkole nie nauczą się niczego przydatnego i, że różne przedmioty można sobie odpuszczać, warto zmotywować je do rozwijania się? Bo każdy przedmiot coś wnosi, bo każda wiedza może się przydać, bo nawet ruch na WFie coś nam daje.


Ile razy zdarzyło mi się słyszeć właśnie w temacie wspomnień z WF rechot i zadowolenie z unikania zajęć obecnie dorosłych ludzi, którzy mają teraz problem z przejściem kilku kilometrów. Albo narzekanie, że dziecko jest grube, podczas gdy sami spędzają czas po pracy na siedzeniu przed telewizorem?

Ile razy okazuje się, że ci ludzie od "hehe, do czego mi się przyda matematyka?", nie potrafią teraz policzyć w Castoramie, ile kupić płytek do łazienki.

Ile razy okazuje się, że ci, którzy uważali zajęcia z biologii za niepotrzebne, nie rozumieją podstawowych procesów zachodzących w przyrodzie, a nawet we własnym ciele.


Może właśnie od zmiany tego nastawienia warto zacząć?


#szkola #edukacja #gownowpis #zalesie

@ElGecko nawet na podobny temat rozmawiałem niedawno z żoną, miałem super wuefistę, który robił nam rozwojowe ćwiczenia, pokazywał technikę, pozwalal grać w piłkę (jednak nacisk większości klasy). Nie było jednak problemu grać w tenisa(mieliśmy przy szkole kort) czy zorganizowac zajęcia na siłowni. Ale to był tylko epizod na tle całej edukacji gdzie było macie grajcie. A żona miała zwolnienie bo ocena z wf zaniżala jej średnia, nie bo było ćwiczenia, tylko gra w siatkówkę, a potem oceny zb zaliczeń raz na semestr.

Ogólnie to może być fajna sprawa, ale najczęściej nauczyciel nie jest odpowiedni...

Nie bardzo rozumiem jeczenie, ze rodzice dzieci na wf nie posylaja.

Od podstawowki unikalem wf jak ognia do tego stopnia, ze od 4 klasy podstawowki do konca szkoly sredniej nie cwiczylem nawet na 1 zajeciach. Problemem nie bylo dla mnie uprawianie sportu bo ten uprawialem po lekcjach. Problemem bylo cwiczenie w ciagu zajec pod dyktando nauczyciela, ktory potrafil miec kretynskie pomysly jak np. bieganie dystansow w srodku grudnia. Dodatkowo, dopiero w szkole sredniej moglismy korzystac z prysznicow po wf, co jednak wiazalo sie ze spoznieniem na kolejne zajecia bo oczywiscie nikt nie przewidywal na to czasu. W efekcie, przez caly okres edukacji musialbym siedziec zmeczony, spocony i smierdzacy do konca dnia.

Moze zamiast jojczyc nalezaloby szerzyc kulture fizyczna poprzez rozwijanie zainteresowan sportowych dzieciakow i umozliwienie im zachowania higieny?

@100mph Ale ja nie piszę o takich sytuacjach. Były i w mojej poprzedniej szkole. Piszę o tym, że gdy były prysznice, mnogość sportów i indywidualne ocenianie, to i tak nie zmieniło ludzi, którzy mieli wpojone przez rodziców, że WF jest bez sensu.

@ElGecko j⁎⁎ać wfy. Sam zacząłem ćwiczyć dopiero mając 20-ileś lat i w okolicach 30 wchodziłem w swój prime ze spoko wynikami siłowymi i plażową sylwetką. Po wfach tylko kiepskie wspomnienia wynikające przede wszystkim z uwagi na gównianych nauczycieli i ciągłe męczenie sportów zespołowych.

@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta Gdyby miesnie dzialaly inaczej, mozna by sie zgodzic. Problem w tym, ze miesnie nieuzywane bezpowrotnie zmieniaja swoja strukture. A wiekszosc mlodych ludzi jest na rozne sposoby zniechecana do uprawiania jakiejkolwiek aktywnosci fizycznej.

(wybacz brak polskich znakow, klawiatura umiera)

Problem w tym, ze miesnie nieuzywane bezpowrotnie zmieniaja swoja strukture.


@ElGecko [citation needed].


A wiekszosc mlodych ludzi jest na rozne sposoby zniechecana do uprawiania jakiejkolwiek aktywnosci fizycznej.


@ElGecko [citation needed].


(wybacz brak polskich znakow, klawiatura umiera)


Spoko

Zaloguj się aby komentować

To, że nasz system edukacji jest zły, wiemy wszyscy. Wiemy także, że nie nadąża on za realiami rynkowymi, ale czy to takie trudne? Mam wrażenie, że nawet nie próbujemy. Należy zadać sobie pytanie, co dziś znaczą studia? Całe nic. Wykształcenie wyższe ma znaczenie w przypadku osób, które pracują w zawodach "regulowanych" - Fizjoterapeuta, Psycholog, Prawnik, Lekarz, Farmaceuta. Istotne są również dla inżynierów, architektów etc.


A co z ludźmi, którzy chcieliby mieć wykształcenie wyższe, natomiast ich studia nie dają im trampoliny na rynek pracy? Skoro istnieją rozmaite kierunki studiów, dlaczego nie mogą one odpowiadać realiom rynkowym. Dlaczego na uniwersytetach uczy się tyle nieistotnej teorii, bazuje się na lekturach z lat 70 i książkach napisanych przez uczących profesorów?


Na rynku jest naprawdę sporo bardzo dobrze płatnych zawodów, gdzie często brakuje dobrych specjalistów, natomiast żadna uczelnia (lub znikoma ilość uczelni) jest w stanie choćby w 30 % wyszkolić taką osobę. Dać jej odrobinę wiedzy, choćby zachęcić ją do pracy w danym sektorze i dać odpowiedź na pytanie "czy to dla mnie?".


Mamy masę bezsensownych kierunków, więc może zadbajmy chociaż o dobre specjalizacje i zatrudniajmy praktyków, którzy będą organizować ćwiczenia i warsztaty?


Problem jest taki, że mamy gro osób, które mają potencjał, ale nie mają szansy wykształcić się w danej dziedzinie. Oczywiście zgodzę się w 100 %, że najwięcej nauczysz się w pracy. Ale co jeśli nie masz możliwości znalezienia pracy, która da ci możliwość rozwoju i twoje plany skończą się na jakichś kursach, książkach i tkwieniu w tym samym?


Sam kończyłem 2 kierunki studiów. Pierwsze takie, które sobie kiedyś wymarzyłem, ale potem zacząłem myśleć portfelem i uznałem, że pewne umiejętności i taletny mogę wykorzystać lepiej. Zdecydowałem się na studia na Uniwerku bliższe dziedzinom Zarządzania/Marketingu. Opinia? Zrobiłem sobie tylko drugi papier, ale nic się nie nauczyłem. Teoretycznie mógłbym wybrać uczelnię w Warszawie zamiast tej z Trójmiasta (jestem z północy), ale za 10k/rok na ALK lub SGH, na co mnie wówczas nie było stać i teraz zresztą też mam inne wydatki.


Z perspektywy czasu bardzo żałuję, że nie studiowałem psychologii. Byłbym świadomym studentem i wiedziałbym, w jaką stronę pójść. Myślę, że dziś 70 % studentów idzie tam się zdiagnozować, albo uważa to za atrakcyjny kierunek humanistyczny, wobec (przepraszam) chujowej Polonistyki, Historii etc.


Obecnie chętnie poszukałbym jakościowych studiów z Psychologii Biznesu, Psychologii Społecznej, jakaś specjalizacja, która dużo nauczyłaby w takich tematach jak wywieranie wpływu, perswazja, analiza określonych zachowań człowieka, analiza mowy ciała. I wiecie co? Studia online - podziękuję, bo wiem, że teams+power point na odpękanie. Reszta to oklepany uniwerkowy bullshit bazujący na przepisywaniu podręczników i oglądaniu slajdów. Są jeszcze podyplomówki, gdzie w 99 % każda uczelnia ma ten sam program i ponownie są to oklepane rzeczy.


Jasne, że książki i materiały video w Internecie są super, ale bardzo zależy mi na warsztatach i ćwiczeniach. Uniwersytety powinny zacząć być praktyczne. Mamy też sporo programistów nauczonych na własną rękę, bo na Uniwerku wałkowali z nimi stos tematów, które nigdy w żadnej pracy się nie przydadzą.


W sumie wcale mnie nie dziwi, że w kraju rządzonym przez historyków, socjologów, politologów i niepraktycznych bajerantów, odeszliśmy nie tylko od nauczania podstawowych czynności technicznych (uderza to w poprawność polityczną), ale także przybraliśmy model nauczania w postaci przepisywania podręczników, uczenia się na pamięć i tak dalej.


Kluczowe pytanie brzmi. Po jaką cholerę utrzymujemy na państwowych uniwersytetach kierunki takie jak Filozofia, Kulturoznawstwo, Politologia, Turystyka, Wiedza o teatrze, Krajoznawstwo, Amerykanistyka i masę innych? Po prostu szkoda kasy z naszych podatków na coś, co jest niepraktyczne i po tych studiach pewnie 90-95 % osób będzie rozczarowanych swoim życiem zawodowym i będzie klepać denną robotę, jeśli nie ma pleców lub bogatych starych czy własnego biznesu.


Problemem już nie jest tylko sama oferta edukacyjna, to czasem wierzchołek góry lodowej. PROBLEMEM JEST TO, ŻE OD WCZESNEJ EDUKACJI SZKOŁY KOMPLETNIE NIE DBAJĄ O TO, JAKIE DZIECKO POSIADA TALENTY I DO CZEGO BY SIĘ NADAWAŁO.


Żyjemy w systemie, gdzie wzorowym uczniem nie jest ten, który ma pasję i kocha to co robi, ale ma 5 z Biologii, 5 z Chemii i 3 z innych przedmiotów. Wzorowym uczniem jest ten, który ma średnią 4,7 i ze wszystkiego jest w stanie się WYKUĆ, ale poza tym nic konkretnie go nie interesuje.


Obciążeniem psychicznym dla takiego dziecka, które rzutuje na jego wybory w przyszłości i poczucie własnej wartości są takie zachowania jak wyżej, któremu winny jest system i kadra nauczycielska. To trochę jak tresura idealnie posłusznego i niegroźnego solidniaka.


A TERAZ PYTANIE KLUCZOWE. O ilu wybitnych jednostkach w historii (a także zbrodniarzach!) słyszeliście, że "w szkole się nie wyróżniał, był cichy, nauczyciele za nim nie przepadali, skrywał swoje zainteresowania"? No bingo xD Jak do tego doszło i jak to się stało? Największy problem jest taki, że część osób po traumatycznych latach edukacji zżera chęć rewanżu, narcyzm i obsesja doskonałości, która często pcha ich w "ciemną stronę mocy". Któż by pomyślał, że taki cichy akwarelista z Wiednia, totalnie przeciętny człowiek, zbuduje wielkie imperium i rozjebie pół Europy? Zbrodniarz, lekoman i psychol, ale co by nie było, ile osób byłoby w stanie zostać zapamiętanym przez cały świat?


#przemyslenia #gownowpis #zycie #edukacja #szkola #studbaza #pracbaza #licbaza #studia #takaprawda

@Lopez_ Strasznie długie to masz, odpowiedź będzie krótsza: praktycy zwykle pracują w zawodzie i zarabiają więcej, niż by zarabiali na uczelni. Więc ten pomysł odpada. Dwa: wyższe jest często po prostu wymagane - prawdopodobnie jako dowód na to, że potrafisz się nauczyć absolutnie dowolnej głupoty. Praca w korpo? Wyższe wymagane. Pokazać dyplom, nawet się nie wgłębiali co to za studia i kierunek, ważne, że jest.

Gdzieś też trzeba kształcić ludzi od kultury, sztuki, filozofii i tej całej reszty. Świat to nie tylko technika. A możliwość znalezienia odpowiedniej pracy pewnie się przyczynia do odpowiedniego zainteresowania tym studiami - to raczej nie są lata 90., gdzie ludzie studiowali cokolwiek, byle studiować (i byle do woja nie wzięli).

Zaloguj się aby komentować