Zaloguj się aby komentować

Witam wszystkich.

Ostatnio myślałem o lekkiej zmianie w #kacikmelomana

Pytanie do was. Pewnie macie ochotę na więcej gatunków muzycznych. Poniżej proszę o wrzucanie swoich propozycji. Miejcie na uwadze, że gatunek powinnien być w miarę "obszerny" żeby były osoby chętne do wzięcia udziału. Ostateczną decyzje czy dany gatunek zostanie dodany podejmuje ja

Można tu też wrzucać swoje propozycje na usprawnienie/rozruszanie tagu.

#kacikmelomana

Luźne pomysły:


  • co jakiś czas dodanie innej kategorii wyboru propozycji. Np. z danej dekady, albo danego kraju.

  • Może też coś w stylu debiut albo ostatnia płyta.

  • Motyw przewodni, coś typu: na imprezę, do auta, na spacer

#kacikmelomana #muzyka

Cześć, jeżeli mogę się wtrącić, dopiero co założyłem konto na Hejto (ktoś mi polecił ten portal na Wykopie) i powoli przenoszę tutaj swoje, na razie mini archiwum muzyczne pod tag #muzykazyxx. Samodzielnie wyszukuję muzykę od początku lat 90. (z przerwą na około 10 lat, bo niestety tak się życie potoczyło). Kiedyś zaczynałem od rocka i metalu, ale z czasem stwierdziłem, że życie jest za krótkie żeby ograniczać się tylko do kilku gatunków. Dobrej i ciekawej muzyki na świecie jest tak dużo, że teraz odnajduję się już właściwie wszędzie. Chętnie dorzucę tutaj coś od siebie, jeżeli nie macie nic przeciwko, i przy okazji zasilę tutejszy tag. Z tym że u mnie to może być nie wiadomo jaki gatunek muzyczny w jaki dzień 😉 Pozdrawiam

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

15 maja:


  • Dzień Dojazdu Rowerem do Pracy

  • Patronalne Święto Rolników

  • Międzynarodowy Dzień Kangurowania

  • Międzynarodowy Dzień Rodzin

  • Święto Polskiej Muzyki i Plastyki

  • Międzynarodowy Dzień Pończoch Nylonowych

  • Dzień Niezapominajki


#nietypoweswieta #kalendarz #ciekawostki #rolnictwo #rower #rodzina #ponczochy #polskamuzyka

f0f4cdfa-ed4a-4e03-8719-cecada339560

Zaloguj się aby komentować

Czołem koledzy, #conaklaciewariacie


Dziś mokro i deszczowo, więc zarzuciłem jeden z moich ulubionych zapachów na taką pogodę - Jovoy Incident Diplomatique


#perfumy #sotd

@minaret Hej!


Lao Oud od Bortnikoffa. Fajnie, że w pracy nikt mi nie pi⁎⁎⁎⁎li, że coś śmierdzi. Już się nosy przekonwertowały. Są to dla nich ciekawe i w większości ładne rzeczy.


Jeden z kolegów przytargał Erosa EDT, żeby się psikać na wyjście z pracy. Oczywiście się pochwalił. Nie denerwuje, normalny zapach, trochę słodkawy, drzewny. Do d⁎⁎y, ale nawet fajny dla takiego chłopaka.

@minaret Henry Jacques Et Pourtant - jest bardzo drogo, choć jakościowo to nie jest top tier, ale ostatnio coś mnie ciągnie do tej marki, a mianowicie świetne, klasyczne kompozycje.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

4 grudnia 1995 roku. Robert Metcalfe usiadł, by napisać swoją cotygodniową kolumnę dla magazynu InfoWorld. Metcalfe nie był przypadkowym ekspertem technologicznym rzucającym gorącymi opiniami. Był człowiekiem, który współtworzył Ethernet w Xerox PARC w 1973 roku – technologię, która umożliwiła łączenie komputerów w sieć. Założył 3Com, firmę wartą miliardy dolarów. Gdy Bob Metcalfe mówił o sieciach, ludzie słuchali.

A to, co miał do powiedzenia tamtego grudnia, było niepokojące.

„Prawie wszystkie z wielu przewidywań dotyczących 1996 roku opierają się na ciągłym wykładniczym wzroście internetu” – napisał. „Ale przewiduję, że internet wkrótce spektakularnie wybuchnie jak supernowa i w 1996 roku katastrofalnie się załamie”.

Nie zwolni. Nie będzie miał trudności. Katastrofalnie się załamie.

Pomyślcie o kontekście. W 1995 roku internet był ledwie dekadę obecny w świadomości publicznej. Większość ludzi wciąż używała modemów wybierających numer, które piszczały jak umierające roboty. Załadowanie pojedynczej strony internetowej mogło zająć minuty. Określenie „World Wide Wait” nie było żartem – było rzeczywistością.

Metcalfe spojrzał na infrastrukturę – routery, serwery, przepustowość, protokoły – i zobaczył system uginający się pod niemożliwym ciężarem. Zbyt wielu użytkowników napływających zbyt szybko. Za mało kabli. Za mało przepustowości. Internet, argumentował, został zbudowany dla naukowców i naukowców, a nie dla milionów zwykłych ludzi próbujących jednocześnie sprawdzić pocztę e-mail i przeglądać strony internetowe.

Załamanie wydawało się nieuniknione.

A Metcalfe był tak pewny swojej analizy, że złożył obietnicę: jeśli internet NIE załamie się w 1996 roku zgodnie z przewidywaniami, dosłownie zje swoje słowa.

Napisał to w druku. Publicznie. Bez żadnego pola manewru.

Dla ludzi budujących firmy internetowe w 1995 roku ta przepowiednia była przerażająca. Metcalfe był ich bohaterem. Dał im Ethernet – sam fundament ich sieci. To było tak, jakby bracia Wright ogłosili w połowie lotu, że samoloty są skazane na zagładę.

Sky Dayton, który w tym czasie budował EarthLink, pisał później o wstrząsie: „Bob Metcalfe wynalazł Ethernet w Xerox PARC w 1973 roku i był eponimem prawa Metcalfe’a. Był naszym idolem, inżynieryjnym bóstwem, któremu wszystko zawdzięczaliśmy. Więc kiedy wystąpił i ogłosił, że ta sieć, którą pomógł stworzyć, nie przetrwa, przeszły przez społeczność dreszcze”.

Klienci dzwonili z pytaniem, czy wali się niebo. Inwestorzy stali się nerwowi. Przewidywania Metcalfe’a były nie tylko błędne – były niebezpieczne.

W ciągu 1996 roku Metcalfe wypatrywał oznak apokalipsy. Udokumentował każdą awarię sieci. Każdą awarię America Online. Każdy problem Netcomu. Każdą awarię serwera. Wskazywał na nie jako dowód: „Widzicie? Zaczyna się. Załamanie nadchodzi”.

Ale działo się coś innego.

Zamiast się załamać, internet się dostosowywał. Inżynierowie ulepszali infrastrukturę. Firmy kładły nowe kable. Wdrażano lepsze routery. Strategie dystrybucji treści ewoluowały. Społeczność open-source wprowadzała innowacje. Prywatny przemysł inwestował miliardy.

Internet ciągle rósł.

Rok 1996 nadszedł i minął.

Żadnego katastrofalnego załamania. Żadnej supernowej. Żadnego stopienia. Tylko... więcej internetu. Więcej użytkowników. Więcej stron internetowych. Więcej ruchu.

A Robert Metcalfe miał obietnicę do dotrzymania.

10 kwietnia 1997 roku. Szósta Międzynarodowa Konferencja World Wide Web. Centrum Kongresowe Santa Clara w Kalifornii.

Metcalfe miał wygłosić przemówienie programowe. Wszyscy w świecie technologicznym wiedzieli, co się zbliża. Wieść się rozniosła. Człowiek, który przepowiedział śmierć internetu, będzie teraz musiał zjeść swoją przepowiednię.

Metcalfe wszedł na scenę. Stanął przed publicznością inżynierów sieciowych, przedsiębiorców i programistów – ludźmi, którzy udowodnili mu, że się myli, budując silniejszy internet, niż uważał za możliwy.

Próbował sprytnie wybrnąć.

Wyciągnął ogromne ciasto. Było udekorowane, by wyglądać dokładnie jak jego drukowana kolumna, z lukrem imitującym tekst jego katastroficznej przepowiedni. „A co powiecie na to?” – zasugerował z uśmiechem.

Tłum wygwizdał go. Głośno.

„Mówicie, że zjedzenie tylko kawałka ciasta nie wystarczy, by was zadowolić?” – powiedział Metcalfe z udawanym zdziwieniem. „Podejrzewałem, że zrobi się nieprzyjemnie”.

Żadnego ciasta. Chcieli prawdziwego.

Metcalfe sięgnął za podium i wyciągnął coś, co tam ukrył: blender.

Publiczność wiwatowała.

Chwycił poprzednie wydanie InfoWorld – z 4 grudnia 1995 roku – i otworzył na swojej kolumnie. Tej z przepowiednią. Tej, która wywołała miesiące niepokoju w kręgach technologicznych. Wyrwał stronę z magazynu. Podarł ją na kawałki. Wrzucił pocięty papier do blendera. Dodał przezroczysty płyn. Wcisnął przycisk.

Blender zaszumiał. Papier i atrament i woda zmieszały się w mętną, papkowatą breję – ten paskudny szlam, który powstaje, gdy niszczysz drukowane słowa i redukujesz je do płynnej zawiesiny.

Metcalfe przelał miksturę do miski. Wziął łyżkę. Zrobił pauzę dla efektu dramatycznego. A potem, przed setkami ludzi, którzy zbudowali internet, który uznał za skazany na zagładę, Robert Metcalfe zjadł swoje słowa.

Wychłeptał całą miskę.

Tłum oszalał. Brawa. Aplauz. Świętując nie tylko jego odpowiedzialność, ale to, co reprezentowała jego błędna przepowiednia: internet przetrwał swojego najbardziej sceptycznego twórcę.

Oto, co sprawia, że ten moment jest tak potężny: Metcalfe nie musiał tego robić. Mógł to zbagatelizować. „Mówiłem metaforycznie!”. Mógł twierdzić, że został wyrwany z kontekstu. Mógł po cichu usunąć kolumnę z archiwów i udawać, że nigdy nie istniała. Mógł kłócić się o szczegóły techniczne – „Cóż, były awarie, więc częściowo miałem rację”. W 2024 roku tak robi większość osób publicznych. Zła przepowiednia? Obwiniaj algorytm. Obwiniaj swoich pracowników. Obwiniaj za złe zinterpretowanie. Wydaj niejasne nie-przeprosiny. Idź dalej.

Metcalfe przyznał się do tego całkowicie. Postawił śmiałą prognozę. Postawił na szali swoją wiarygodność. Obiecał konsekwencje. A gdy się mylił – spektakularnie, publicznie, niezaprzeczalnie – dotrzymał obietnicy w najbardziej dosłowny, absurdalny, niezapomniany sposób.

Robert Metcalfe otrzymał Nagrodę Turinga w 2023 roku – najwyższe wyróżnienie w informatyce. Cytat chwalił jego wynalezienie Ethernetu i wkład w sieci. Nie wspomniał o przepowiedni. Nie musiał. Ponieważ historia, którą wszyscy pamiętają, nie jest taka, że Metcalfe pomylił się w jednej prognozie. Ale że dotrzymał obietnicy, gdy się pomylił.

W erze, w której odpowiedzialność wydaje się wymarła – gdzie osoby publiczne unikają, wymigują się i zaprzeczają – moment Metcalfe’a wyróżnia się. Nie dlatego, że miał rację. Ale dlatego, że gdy się mylił, przyznał się do tego w najbardziej namacalny, niezaprzeczalny, niezapomniany sposób.


#ciekawostki #komputery #internet #historia #technologia

źródło: fb .com/photo/?fbid=122168150234983163&set=a.122105348390983163

081e8a05-7ede-431e-9962-cf56f3ec9e4b

Nobel prize-winning economist Paul Krugman is famously quoted as writing in 1998 that "By 2005 or so, it will become clear that the internet's impact on the economy has been no greater than the fax machine's."

nie ucza sie na cudzych bledach

Zaloguj się aby komentować

#muzykawolfika #muzyka #500wolfika #rap #hiphop #polskirap #polskamuzyka


500 najczęściej słuchanych przeze mnie płyt, według serwisu last.fm - od 2007 rok

Mała przerwa w nadawaniu, wracam w poniedziałek lub wtorek, spadam imprezować na festiwal.

Dla zainteresowanych, w komentarzu playlista wykonawców, których zobaczę


miejsce 75 (ilość scrobli - 140):

Proceente - "Joy Division"

rok wydania: 08.03.2019

producent: Mayor, Siódmy, Metro


https://open.spotify.com/album/4Fh4YYir7oGq4b5so2x4Up?si=PUFpQEJ6Rai6FPpwNKVXbQ

@tomwolf niezły pomysł na tytuł płyty. Polecam następne: The Clash, Sex Pistols... albo nawet coś bardziej popularnego. Metallica i Iron Maiden też są do wzięcia.

@dradrian_zwierachs nie rozumiem takich manewrów po prostu. Później taka płyta wyskakuje komuś, kto chce Joy Division, albo pokazuje się w jakichś wynikach wyszukiwań i zwyczajnie zaśmieca. Nie odbieram temu albumowi niczego, bo go nie słuchałem po prostu. Niezależnie od tego, kto by tak płytę zatytułował byłby przeze mnie jechany za pomysł.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#nostalgia #hejto40plus #hejto30plus #internet #staryinternet

Siedzę w robocie i przeglądając materiały do raportu jak zwykle moje myśli ADHD-owca krążą w kosmosie. Dzięki temu jak zawsze pojawiają się w głowie niepotrzebne nikomu bzdury. Tym razem przypomniało mi się o myspace.

Myspace zdechło i chyba żadne próby reanimacji już tego trupa nie wskrzeszą. Nie ma to zresztą żadnego sensu w czasach, gdy Grażynki 50+ opanowały Facebooka, Instagram zalewa fala nikomu niepotrzebnych rolek a małolaty mają idoli z TikToka. Jednak w czasach w których jeszcze były czasy a w internecie szukało się filmików ze śmiesznymi kotami rządził myspace. Ja dowiedziałem się o tym serwisie dość wcześnie. Wystartował w 2003 i chyba wtedy założyłem tam konto. Co ciekawe powiedział mi o myspace koleś z punkowego forum Dość szybko nałapałem tam znajomych, bo sporo osób klepało tam po prostu opcję "zaproś" dość przypadkowo. Miało to swoje plusy, bo tak np. zacząłem pisać wiadomości z dziewczyną z USA, która podesłała mi sporo fajnej muzyki. Zresztą muzyka była siłą myspace. Od cholery zespołów promowało się przez swoje profile. Bywało, że spędzałem sporo czasu przeklikując się od jednego muzycznego profilu do drugiego. Niestety myspace dawał też możliwość ingerowania w kolor profilu, czcionkę a nawet pozwalał na wstawianie muzyki tak, by grała w tle. Użytkownicy a szczególnie damska część polubili te opcje. Powodowało to "zamulanie" takiego profilu i wkurwienie użytkownika, która akurat chciał np. do danej osoby napisać. Myspace zaczął zdychać po kilku latach, ale czasami za nim tęsknię. Na prawdę pisałem wtedy z masą ludzi głównie z USA i fajnie było dostawać linki do muzyki, zdjęcia z miast w których pewnie nigdy nie będę itp.

19b1e157-dfb4-4be1-ae59-1506303aa81d

@WatluszPierwszy Nigdy nie rozumiałem formy tego serwisu. Nie wspominając już, że w erze bardzo wolnego internetu ten serwis był bardzo ciężki.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować