Zdjęcie w tle
dziadekmarian

dziadekmarian

Tytan
  • 82wpisy
  • 954komentarzy
351 świadomie (?) przewąchanych zapachów to niewiele. Jednak, przy chęci poznawania nowych obszarów, ta liczba może dać już jakieś ogólne pojęcie w zakresie rodzajów zapachów, ich jakości czy oryginalności. I tak, mniej więcej pół roku temu zaczęły mnie interesować raczej niewielkie ilości różnego rodzaju perfum – przyświeca mi tu bardziej idea zapoznawania się z różnorodnością tego uniwersum, a chęć poszukiwania ukochanych zapachów zeszła na drugi plan. Bo tych znalazłem naprawdę niewiele i nie liczę na to, że na przykład znajdę kiedyś w końcu ten jeden. Czy trzy. Czy dwadzieścia. Wydaje mi się, że po tysiącu testów będzie mi o wiele łatwiej zrozumieć, czego szukam.

I tak to potrafi zebrać się w kolejce dziesięć albo więcej zapachów. które mam pod ręką od kilku miesięcy, a wciąż nie miałem okazji ich przetestować. Podczas świąt udało mi się kupić resztki trzech tanich zapachów od Taif al Emarat z hejtowej rozbiórki. Przetestowałem je pobieżnie. Dwa z nich średnio mnie zainteresowały a tylko jeden lekko zaintrygował. I ten trzeci dziś postaram się Wam opisać – jako że właśnie postanowiłem do niego wrócić.

Hawamir

Otwarcie głównie miodowe, choć nie pozbawione (zapewne niepokojącego dla części europejskich nosów) arabskiego „czegoś”. Miodowo-owocowe w zasadzie. Taki lekko kwaskowaty miód bez skojarzeń z gaciami, jakie mamy na przykład w Sadonaso. Ten miód jest jak najbardziej miodowy. Lekko podszyty różą, którą mój nos często pomija jako oczywisty składnik większości moich ulubionych zapachów. Jeśli się już jednak na niej skupić, to jest ona z rodzaju tych cięższych i bardziej zalegających, jak na przykład w Jazeel Ghala, lecz zdecydowanie nie jest jej aż tak wiele i pięknie współgra ze wspomnianym, lekko kwaskowatym miodem. Kremowy sandałowiec wraz z dość przyjemną namiastką piżma dołącza po kilku chwilach i z czasem się wzmacnia. I trwa to tak przez dość długi czas, całkiem fajnie projektując. I jeszcze taki troszkę świdrujący akord gdzieś w tle – kojarzy mi się z jedną z nut ASQ Amber Vintage – i jeśli jest to ambra, to po raz drugi się z nią spotykam. Jest to zaledwie muśnięcie i trudno byłoby przypuszczać, że w zapachu za 3 zł/ml użyto prawdziwego składnika. Kiedy tak patrzę na nuty i zagłębiam się w zapach Hawamira, zaczynam postrzegać go jako dzieło. I jako coś, co nie tylko lubię, ale też chcę nosić. Z czasem kwaskowaty miód skrywa się za drzewną słodyczą całości. I tak już pozostaje – bardzo przyjemnie, elegancko, z pazurkiem nieoczywistości i orientalnie. W ciemno zgadywałbym, że to coś z drogiej półki i pewnie dałbym się oszukać, że może to być coś od Hind al Oud.

Tym z Was, którym udało się go wtedy kupić, polecam dać mu szansę na globala. Test jednego psika w moim przypadku okazał się dość krzywdzący dla Hawamira. Dopiero dziś go rozumiem. I jest to zdecydowanie top zapachów do 5zł/ml, jakie kiedykolwiek wąchałem.

8/10

#perfumy #recenzjeperfum
b03bd81d-62f8-4f46-9c63-6eb8e07b0675
Asjopek

@dziadekmarian Pozwolę się nie zgodzić, że ~350 świadomie przewąchanych zapachów to niewiele.

Zaloguj się aby komentować

Hej!

Dziś, po dość długim czasie, użyłem obficie Jazeel - The Palace. Sięgam rzadko, bo jakoś zapominam; jednak za każdym razem nosi mi się świetnie. I teraz, gdy już znam Diaghileva , muszę przyznać, że jest dość duże podobieństwo. Co tam u Was, Damy i Dżentelmeni?

#conaklaciewariacie #perfumy
7b35b2d9-1cc1-4c59-a708-7ede20658715
pomidorowazupa

Ahom world ambre oud ze 30 psikow bo dobrego napchnidla sie nie zaluje. Pieknie gra ten zapach jak kazdy inny od zaka - ambra, oud i sandalowiec to trzy glowne skladniki gdzie kazdy z nich jest najwyzszej jakosci. Do tego jakies kwiatki i zywice graja jedynie w asyscie. Btw na butelce jest napis "edp" ale tlusty slad zostaje przed dluzszy czas.

Mywave

@dziadekmarian global clive christian ecstatic,a po tyrce agar aura pursat 4k na lapie.

fantasmagorian

Męczę namiętnie Study No. 23 Miller et Bertaux, ah jakże piękna jest to kompozycja:)

Zaloguj się aby komentować

Zostań Patronem Hejto i odblokuj dodatkowe korzyści tylko dla Patronów

  • Włączona możliwość zarabiania na swoich treściach
  • Całkowity brak reklam na każdym urządzeniu
  • Oznaczenie w postaci rogala , który świadczy o Twoim wsparciu
  • Wcześniejszy dostęp, do wybranych funkcji na Hejto
Zostań Patronem
Fenomen LV Imagination

Lubię herbatę. Głównie czarną. Półfermentowane nie za bardzo mnie interesują. Zielone i białe czasami. Sencha ma w moim sercu jakieś miejsce. Z czarnymi zaś przygoda nie ma końca. Plantacje, daty zbiorów, zacne dodatki. To trochę jak z winem - rocznik wraz ze swoją temperaturą i wilgotnością ma ogromne znaczenie. Jednak przede wszystkim region. Dawniej bywało, że na jakiś zbiór trzeba było czekać pół roku od czasu zbioru, żeby kupić sobie 50g i dozować przez następne paręnaście miesięcy, żeby wystarczyło. Oczywiście - jak z perfumami - było więcej plantacji niż ta jedna jedyna, więc raz to, raz tamto... i człowiek jakoś zamykał sezon, a i jeszcze troszkę mu zostało w zapasie.

Dziś już mniej o tym myślę. Herbaty w domu zawsze powyżej 2kg - choć coraz rzadziej poluję na unikaty. Zadowalam się wariacjami komercyjnych marek, jak np. Sir Adalberts, Twinnings, Mlesna, serią "Watte" od Dilmah. Z tych ostatnich fajnie robi się własne blendy dodając zdobyte gdzieś składniki, jak np. dobrą wanilię, cynamon, kardamon czy co tam człowiekowi wpadnie do głowy. Albo przy pomocy pistoletu wędzarniczego odymić sobie jakąś ciekawą herbatę, dodać wiórki z beczki po Burbonie czy Rumie (to za friko od piwowarów domowych).

Dlatego już na samym początku zaznaczam: herbata w perfumach kompletnie nic mi nie robi. A nawet nie za bardzo ją czuję. Na co dzień jestem przeherbacony i przebergamotkowany. I piję tego gówna naprawdę dużo - od pięciu do kilkunastu dziennie.

Stąd Louis Vuitton - Imagination nie porwał mnie idealnym odwzorowaniem herbaty z cytr(usem)yną. Ja tej prawdziwej herbaty nie odnajduję w niczym innym, niż prawdziwa herbata. Tak, dziś wiem i czuję - ona tam jest ewidentna. I tak, jak bardzo spodobały mi się te perfumy na samym początku, tak ni chuchu nie wyczułem w nich wtedy herbaty. To był jeden z tych, przy których mówi się: "nie myśl. wąchaj."

Dziś - czyli ze dwa lata później, bo tyle tak naprawdę trwa ta moja przygoda - to już nie jest takie proste, by oddać się temu pierwszemu wrażeniu bez rozbierania na czynniki pierwsze. Z drugiej strony, po przewąchanych 350 zapachach (ja wiem, że to wciąż bardzo mało) człowiek już nie tak mocno skupia się na samych nutach - bo te już mniej więcej zna i rozpoznaje - co na jakości tego, co wącha. I czy to jest krowia dupa, żelazko, krew, dyszel czy dział produkcji węglików spiekanych w Fabryce Łożysk Tocznych, to ważne jest, by było to odwzorowane wiernie i w miarę naturalnie.

I tutaj - niestety - w LV czuję głównie chemię. Nie jest to dla mnie problem. Zapach rzeczywiście działa w gorące dni. Jednak dziś czuję już, że to głównie jego cena robi wrażenie... a wypowiedzenie nazwy marki przy dziewczętach mocno podbija poziom zainteresowania nami w towarzystwie. Wciąż nie chcę powiedzieć, że to źle pachnie... Ale czy w tej kasie aż tak dobrze?

No bo zaraz. Ktoś powiedział wyraźnie, że istnieje klon LV za grosze. Robiąc obfity oprysk Sunset on the Red Dand Dunes czujesz w zasadzie to samo, co w Imagination. Czy to jest bardziej, czy mniej chemia? Nie wiadomo. Jednak wygląda na to, że nie jest to aż tak trudny do podrobienia pomysł. No... chyba że Zara płaci kasę za dobre recepty i stąd wie, jak to zrobić. Bo sam przewodni akord wciąż jest dość oryginalny. I w zasadzie należący do LV.
I tutaj mam trzeciego zawodnika. Nie żebym szukał klonów Imagination jakoś zawzięcie.

Athena Zeno

Znając oryginał od razu wiesz, że to ten zapach: Imagination. I - w odróżnieniu od oryginału - mnie osobiście od razu wkurwia nuta nazwana "citron". Reaguję na nią trochę podobnie, jak na markę "Citroen" reagują miłośnicy samochodowych youngtimerów: "tylko nie Citroen". Jednak reszta nut w Athenie zgrywa się nad wyraz zgrabnie. Po kilku minutach to już bardzo ciekawy, nieofensywny swieżaczek. Poza tym ma naprawdę imponującą projekcję. I mimo, że z każdą minutą oddala się coraz bardziej od oryginału, to w moim mniemaniu staje się ciekawszy. Uzyskuje jakiś większy wymiar, wciąż pozostając w tym klimacie.

Projekcja oraz trwałość LV to legenda. Trzy dni na ubraniach itd. W przypadku Atheny jest to kilka godzin projekcji powyżej 1 metra, a potem to już do rana, ale troszkę bliżej skóry. I Athena jest przede wszystkim bardziej naturalna, bliższa żywej istocie. LV w porównaniu pachnie jak świeżo rozpakowana chińska zabawka. Athena Zeno to prawdziwe perfumy.

I w tym momencie nie sposób mi nie wspomnieć o Taif al Emarat - T12 - bo w tę właśnie stronę ucieka Athena Zeno. A Taif to znowu troszkę w stronę Aventusa oraz bardziej iglastych klimatów. I tak się ganiamy z kąta w kąt w tym swieżaczkowym światku.
T12 niestety dość krótko trzyma i niezbyt dobrze projektuje. Stąd, w kategorii "jak najdalej od Imagination", the winner is: Athena Zeno.

...i wciąż nie czuję prawdziwej herbaty. Za to Dunhill - Matcha Meditation jest dla mnie jak picie prawdziwego naparu - tyle, że zielonego. Za 3zł/ml. I bądź tu mądry.

#perfumy #recenzjeperfum
saradonin_redux

Kolego, polecam Vi et Armis XD

Nie no serio, wyraźny lapsang souchong.

Zaloguj się aby komentować

Szanowne Pachnące Towarzystwo!

Myślę, że od ostatniego #conaklaciewariacie już każdy z Was "wzbogacił się" o minimum trzy flakony lub co najmniej dziesięć odlewek. Proszę się chwalić

Ja proszę Państwa mam dziś niewątpliwie przyjemne spotkanie z Ormonde Jayne - a jest to Nawab of Oudh Intensivo. Otwiera się naprawdę soczyście - tak właśnie, jak na załączonym obrazku. Róża dołącza do zapachu po kilku chwilach i przez kolejną godzinę kroczek po kroczku stara się zdominować całość, jednak jej się to nie udaje. Zapach zmienia się przechodząc trzy ciekawe, przyjemne fazy. Oudh to może niekoniecznie tam czuć. Jednak polecam sprawdzić tym, którzy lubią gęste i nie przesłodzone uniseksy.

Miłego wieczoru/ra!

#perfumy
c6031f04-e26b-4eb7-9b2f-a33d2e7520c5
pedro_migo

@dziadekmarian Khaltat HOB Sultan - pudrowy irys skontrowany soczystą, dżemową różą z dodatkiem drzewnego i lekko technicznego oudu. Chyba najlepszy zapach ze stajni Khaltat, choć przyznam, że brakuje mi w nim tego czegoś.

testowy_test

@dziadekmarian Tom Ford Ombre Leather, co prawda dziś odbieram go inaczej niż jak go poznałem kilka lat temu ale to nadal świetny zapach

Zaloguj się aby komentować

Panie Marku, zalecam Panu regularne badanie piersi.

Prawdopodobnie wynika to z mojej percepcji kobiecości, ale odnoszę wrażenie, że perfumy uniseksowe to w większości bardziej męskie zapachy, od bidy nadające się dla kobiet - i to tylko dla niektórych. Z drugiej strony zdarzyło mi się usłyszeć że to, co noszę (np. przy Junoon Leather, Yas Al Gharam, HAO Devotion) jest bardziej damskie, niż męskie. Mnie się wcale tak nie wydaje i możliwe, że mam trochę bardziej damski nos, niż powinien mieć prawdziwy pożeracz golonki i moja percepcja zapachów pozwala mi na akceptowanie bardziej damskich rzeczy na facetach (włącznie ze mną samym). I przyznam: już nie wyobrażam sobie mężczyzny spsikanego BR540, choć w tamtym roku sam to robiłem... jednak spotykam wielu mężczyzn, dla których pachnę jak baba.

Kupiłem ostatnio od Kolegi z tagu trzy zapachy ze stajni (bynajmniej, tak mi się tylko powiedziało) Argos. Tak na spróbowanie, a co tam. Wszystkie trzy zapachy to uniseksy. No i właśnie...

Argos – Pallas Athene

Kolega zauważył ten zapach i nie znając nazwy perfum powiedział mi, że ładnie pachnę, jak grecki all inclusive.

Zapach zaczyna się kwiatowo i dość słodko. Tendencja do wrzucania posłodzonych cytrusów w nuty głowy jest w zasadzie charakterystyczna dla firmy. Znajdujemy tu, proszę Państwa, aż pięć kwiatków: Róża, Piwonia, Hiacynt, Fiołek oraz Irys. Irysa nie wyczuwam. Jest to taki wielokwiatowy zapach, kojarzący mi się ze sklepem z pachnącymi artykułami do szaf. Nie no, przecież nie ma takiego sklepu. Ale gdyby był, to wtedy...

Oprócz Irysa nie czuję również Różowego Pieprzu ani Wetywerii – choć na papierze te nuty widnieją. Kwiaty pozostają w otoczeniu miękkiego Sandałowca oraz wszechobecnej od samego początku Wanilii. Zdecydowanie zapach dla Pań. I to tak bardzo. Trwałość – może siedem godzin, z dość dobrą dwugodzinną projekcją. potem tylko zalatuje od czasu do czasu, jak mu się zachce.

5,5/10. Na Pani dałbym 7.

Argos – Triumph of Bacchus

Pierwsze kilkanaście sekund kojarzy mi się z oldschoolowymi gumami Donald. Po chwili przenosi nas do bogato obsadzonej kwiatami cukierni (już się ta spożywcza wanilia wpier...). Wyraźnie czuć owocowe ciasta: Zielone Jabłko podobne trochę do tego w YSL Y i dość nieźle rozpoznawalna Brzoskwinia. Wszystko to w lekko kwiatowej (Jaśminu nie wyczuwam, choć w Karcie Poljaka stoit jako jedyny cwiet bljat) otoczce z dodatkiem... Rumu! Tak, w tej cukierni zdecydowanie można kirzyć wysokie ankohole. Nuta rumu jest trochę jakby plastikowa, sztuczna... nie potrafię nazwać tego wrażenia – czasami świeżo rozpakowane urządzenia różnej maści pachną taką plastikową nowością. I wreszcie, po mocnym kwadransie wyłania się spod tej słodyczy (i tu znowu Wanilia plus Sałdany) jakaś nieśmiała nuta tytoniu. Tak naprawdę to chyba ten Rum wcześniej ją przysłaniał. Teraz pachną sobie ręka w rękę i jest to całkiem przyjemny zapach. Troszeczkę przypomina mi Nilafar du Nil – Trajan. Taki dość słodki, nawet z nutką wiśniową, blendzik alkoholowo-tytoniowo-drewniany. Herodowców prawdopodobnie również mógłby urzec. Chwilami ten finalny blend ma taki cynamonowy, ciepły chrakter. I zgadywałbym właśnie Cynamon, Rum, Wiśnię oraz Wanilię. Wiśni i Cynamonu jednak w tych perfumach nie ma.

Projekcja taka sobie. Najmniej trwały zapach z tej trójcy. Pół godzinki parowania na pół metra od człeka. Potem już tylko w bliskiej okolicy, podczas ruchu. Po trzech godzinach raczej nie ma już o czym gadać. I chce się to wąchać – jednak znowu: nie na sobie. Znowu przydałaby się jakaś – być może tutaj bardziej z jajami – ale jednak Pani.

6,5/10. Trochę syntetyk. DNA nieco w stylu PdM.

Argos - Adonis Awakens

Słodkie cytrusy: Cytryna, Bergamotka. Zaraz wyłazi słodka Róża. I jeb w łeb toną spożywczej Wanilii zmieszanej znowu, a jakże, z Sandałowcem. Jest Jaśmin! Niestety, ja go nie czuję. Być może to taka wersja in koguto. Zdecydowanie z nut, których również nie czuję, na czoło wybija się Różowy Pieprz. Argos to mistrzowie ukrytego Jaśminu i Pieprzu. Wiadomo – najlepszy śledź jest wtedy, kiedy nie czuć ryby, więc nie będę się przypierpapier.

Jednak, moi drodzy... Tutaj to nawet Paniom chciałoby się powiedzieć: Kochanie, musisz przystopować z tymi słodkościami. Zdecydowanie najsłodszy zawodnik w tej grupie. I jednocześnie najtrwalszy. Bardzo kobiecy, trochę nudny. I redukuje się do... chyba to jest Drzewo Kaszmirowe. Mi trochę przypomina miks Paczuli ze Skórą, za którym nie przepadam. trwałość – spokojnie 7 godzin przy dwugodzinnej, porządnej projekcji.

5,5/10

No cóż, spróbowałem. Myślę, że jakieś koleżanki wypsikają i być może nawet będą bardzo zadowolone. Marka jest w miarę specyficzna. Jakość zapachów akceptowalna. Jednak przy cenach rzędu 9zł/ml totalnie nie warte kupna, bo nie aż tak jakościowe i oryginalne.

Zdecydowanie polecam Paniom. No, chyba że mamy na tagu jakiegoś transpłciowego pływaka, który chciałby załapać się na mistrzostwa jako kobieta i zgarnąć babom wszystkie medale. Wtedy jak najbardziej Argos.

EDIT: nie wiem, co mnie wzięło na pisanie nazw nut z wielkiej litery. Ktoś mnie w końcu zjebie i przestanę.

#perfumy
#recenzjeperfum
c286db57-eea7-4ecf-a3d6-9244a0365fac
Qtafonix

@dziadekmarian też tak żem czuł że to ładnie opakowane chemolki wzorowane na innych znanych produktach. W ciągu ostatnich 3-4 lat widzę wysyp takich firm które zupełnie nic nie wnoszą do świata perfum i opierają się na sprawdzonych rozwiązaniach.

Zaloguj się aby komentować

Od jakiegoś czasu przyglądam się różnym cudom na jednej grupce w Messengerze. Są to rzeczy totalnie nie na moją kieszeń - jednak być może kogoś zainteresują. Niezbyt często cokolwiek tam wpada, ale jak już wpadnie, to naprawdę ciekawe rzeczy.

https://m.me/ch/AbaGDi0C4oWrvdkY/?send_source=cm%3Acopy_invite_link

#perfumy
b0d2b49f-dff2-4578-bb53-b5aed915e9df
842fd242-408a-4890-9ea9-ad9f9b97fcae
fc61d8bc-5866-4853-ba2e-601bbd4666eb
f25077bf-7a54-4ccd-9d39-e98194e972a3
Cris80

@dziadekmarian to już wyższy stopień wtajemniczenia, nie przyspieszaj naturalnej ewolucji perfumowej mamy jeszcze ze dwa lata.

A poważnie, to z tego co widzę to już dla pasjonatów warzenia zapachów.

Pirat200

@Cris80 @dziadekmarian następny stopień wtajemniczenia... no dobra, gdzie kupię sadzonki paczuli i Aquilaria agallocha?

Edit o kurde, jest jakaś jawajska paczula na allegro

nigerian_prince

@dziadekmarian o kurła co to jest? O_o

f59c4a29-a4f8-49d6-a68e-992ba51a0fb9
dziadekmarian

@nigerian_prince to są gruczoły zapachowe tegoż właśnie Piżmowca Syberyjskiego.

Zaloguj się aby komentować

L'appel du vide

No powiedzmy, że na etapie zdobywania świata udało ci się odhaczyć te 20% marzeń. Całe szczęście, że nie więcej. Bo przecież dorastasz, poszerzasz horyzonty. I nawet głupio byłoby kurczowo trzymać się celów wyznaczonych dziesięć lat temu pod wpływem impulsu. Wraz z kolejno odkrywanymi kartami życia pojawiają się perspektywy, których dotychczas nie znałeś. Ludzie, którzy – jeśli w młodości nauczono cię słuchać – mają do opowiedzenia historie, których ty byś nie wymyślił. Jednakże opowiadają je w sposób, który powoduje, że jesteś w stanie zrozumieć je niczym swoje własne. Niektóre z tych historii przyjmujesz tak, jakbyś sam je przeżył i wtedy podejmujesz próby eksplorowania tych nowych dla ciebie wszechświatów. Etap pogoni za różnorodnością. I całe szczęście, bo prawdopodobnie udusiłbyś się w końcu od tych przeterminowanych marzeń, które sam sobie kiedyś wrzuciłeś na garb. Zatem tworzysz nowe; w pewnej chwili czujesz, że możesz pójść w każdą stronę. Ale w końcu najczęściej i tak przyczepiasz się do tej łódki, która twoim zdaniem płynie najszybciej, najbardziej stabilnie. I – co najważniejsze – mniej więcej w kierunku, który gdzieś tam kiedyś ty sam sobie obrałeś.

Jeśli jednak łudziłeś się, że miałeś idealny pomysł na swoje życie, to los i tak prędzej czy później przyniesie ci coś, czego w twoim planie nie mogłeś uwzględnić. Coś, o czym z początku będziesz myślał, że pojawiło się w albo złym momencie, albo zbyt późno, lub zbyt nieoczekiwanie. I dla takich rzeczy możliwe, że w końcu rozpierdolisz swoje dotychczasowe, ułożone według planu życie i postanowisz budować je od nowa. Być może tak, być może nie. Jednak bez jakiejś wewnętrznej walki raczej się nie obejdzie.

Bywa jednak, że już wiesz, co lubisz i czego nie lubisz. Skąd przyszedłeś i dokąd idziesz. Sprawdziłeś już te wszystkie sztampowe schematy; masz je w małym palcu. Jesteś szczęśliwy z tym, co masz. I jedziesz pewnego dnia do północnej Szwecji. Stajesz nad brzegiem ogromnej katarakty: Storforsen. I jakbyś dostał cegłówką w łeb. Wydawało ci się, że mniej więcej już wszystko miałeś poukładane. A teraz stoisz nad tą zapierającą dech w piersiach manifestacją potęgi natury i znowu zdajesz sobie sprawę, że niczego wielkiego w życiu nie doświadczyłeś. I jeśli gdzieś wśród tych ogromnych myśli pojawi ci się w głowie taka jedna, mała: a może by tak pierdolnąć w tę kipiel i zobaczyć, co się stanie – to nie przejmuj się. To tylko nasz odwieczny zew pustki. Pragnienie, by zmienić wszystko – nawet, jeśli wszystko jest już tak, jak zaplanowaliśmy.

Ucieczka od arabów cz.1

Dość szybki rozwój zmysłów. Świeżaki – jakieś dwa miesiące. Słodziaki – następne dwa. Szybkie spojrzenie na dziwną niszę... no dobra, kiedyś można wrócić. Co by tu jeszcze... o, dużo mówią o Amouage. Trzeba kupić coś i zobaczyć, czy rzeczywiście to coś warte. Wow! No faktycznie. Ale z lekka po kieszeni gniecie. No to co, sprawdźmy tańsze, arabskie podróbki tych najlepszych. Ale żeby nie było: nie oficjalnie, tylko tak bardziej in koguto., żeby się nie dowiedzieli. Noo, fajne fajne_._ Ale jednak tamten Amłaż miał coś tak niby lepiej, niby mocniej... (i tu zdaję sobie sprawę, że robię to wyłącznie dla siebie. A na siebie łatwiej wydawać kasę, niż na aprobatę nieznanych mi osób, dzięki której miałbym hipotetycznie co jakiś czas dobudowywać kolejny pokoik w swoim kruchym domku z klocków Ego) Nie no, trzeba zwiększyć budżet.

Koledzy na tagu oczywiście bardziej ogarnięci. Ja wącham dopiero trzeciego Amłaża, a oni już ASQ, ALD HAO, TAE, FBI, NBA. Co to kurwa jest? Jak to dogonić? Poczekajcie, dajcie się nacieszyć. Dopiero wydałem 280 zł na cztery dekanty, a Wy już mi mówicie, że to tylko zabawki dla małych dziewczynek, bo otóż gdzieś tam na wschodzie jakiś sułtan, arabski Fellini, w pięciolitrowym garnku odtwarza właśnie „La Stradę”... tylko że w płynnej formie.

No oczywiście, że chcę to mieć.

Zatem już tydzień później arab goni araba. Wszystko fajne. Sprawdzanie, wrażenia, uniesienia. Jestem tam, gdzie chciałem. Mijają kolejne miesiące... już to znam, wiem, nie mylili się. Chyba w tym zostanę.

No ale zaraz. Jeśli nie da się już iść do przodu, to co wtedy? Czy to już wszystko? I tutaj pewnie duża część osób powie: Tak, dokładnie. Czego możesz jeszcze chcieć, skoro pokonałeś jakąś drogę i wreszcie dostałeś to, za czym goniłeś?

Ano właśnie. Niby nie da się tęsknić do czegoś, czego się nie miało. A jednak czasami wiemy, że coś nas ominęło. I to wcale nie muszą być rzeczy, które miałyby nam się podobać bardziej niż to, co już wiemy, znamy i mamy. Ale być może, być może gdzieś jest jakieś inne Storforsen, do którego dochodzi się całkiem inną drogą.

Giardinodiercole/Giardino di Ercole

To tylko jeden z kilku przykładów zapachów, które mogły mnie ominąć, gdybym został tam, gdzie już jest mi idealnie. Zdecydowałem się jednak powrócić do Europy i pogrzebać jeszcze w starych marzeniach, jednocześnie goniąc krowią dupę w tym drugim uniwersum. Nie jest to skok w katarakty, ale zwyczajny powrót w świat, przez który za szybko przemknąłem.

Otwarcie przyjemne. Kiedyś powiedziałbym, że świeże. Dziś jednak jest to dla mnie taki jasny kadzidlak z dużą dozą cytrusa (powiedziałbym, że to limonka, jednak nuty podają, że bergamotka, którą znam jedynie z mojego ulubionego napoju – herbaty; i przez tę herbatę nie potrafię się perfumowej bergamotki nauczyć). Przez minutę jest świeżo; powoli uwydatnia się jałowiec, który dla mnie gra idealnie z cytrusami. Na tym etapie zapach ma wiele wspólnego z Golden Prince od Orlov – jednak udział jasnego kadzidła jest tutaj o wiele większy. Jest bardzo przyjemnie: świeżo, iglaście, ale nie tak wcale lekko. Dość szybko do tych leśno-ziołowo-cytrusowych wrażeń dołączają nuty drewna oraz cięższych, słodszych balsamów. Zapach przestaje krzyczeć, ale kosztem projekcji wyokrągla się i ociepla. I w tej jego kadzidlano-iglastej srebrzystości coraz bardziej wyczuwam przebijające się brunatne, cięższe odcienie – do tego stopnia, że europejski „świeżak” (to wciąż nie jest to słowo) zaczyna mi się kojarzyć z arabskim Yas Gold – dość ciężkim, bogatym zapachem, który nie posiada właściwie żadnej rześkiej nuty. Bo w tej chwili gramy już Sandałowcem, Cedrem oraz Szafranem. I ch... wie jeszcze czym tak naprawdę. Jakość tych składników jest raczej z dość dobrej półki. To nie jest Cedrat Boise – w ogóle nie w tę stronę. Tutaj czuję się tak dobrze w każdej fazie trwania zapachu (a tych faz jest parę), że ten skok w otchłań - kojarzony wcześniej z groźnym, egzystencjalnym "L’appel du vide" - teraz jest już li tylko powrotem do obszarów bezmyślnie przeze mnie pominiętych w pogoni za tym jedynym króliczkiem, którego w pewnym momencie perfumowej pasji sobie wymyśliłem. To dobry znak, kiedy możemy cofnąć się do dowolnego rozdroża i zamiast lewej, tym razem wybrać prawą ścieżkę. Lub odwrotnie.

8,5/10. Trwałość i projekcja nie do końca mają tu dla mnie znaczenie – choć nie jest źle.

#perfumy #recenzjeperfum
ed635fff-371c-430b-9ea6-971d844ced7a
wonsz

zdaję sobie sprawę, że robię to wyłącznie dla siebie (...) i projekcja nie do końca mają tu dla mnie znaczenie

dziadek już tyle lat żyje że świadom swojej wartości nie musi szukać poklasku i komplementów żeby się dobrze czuć ze sobą, tak trzeba żyć

Cris80

@dziadekmarian nasz tagowym wieszcz jak zwykle stanął na wysokości zadania, świetna lektura.

saradonin_redux

Wyślij chłopu dekanta. Czytaj z rana rozprawę filozoficzną. Profit.

Zaloguj się aby komentować

Przepraszam, gdzieś to musiałem uwiecznić.

Jakby trój wymiarowy, logo jakby się zgadza (lub też zgadza się "jakby logo"). W sensie wszystko jakby mega spoko... Tylko ten słodycz na końcu. Ale widocznie taki był kolej rzeczy.

#perfumy
4c222b31-d6d3-4625-a496-1688c5aca770
Cris80

@dziadekmarian poprawiłeś humor z rana napisałem naj cieńcza czcionkon, dla mnie to podoba się mnie

Lodnip

@dziadekmarian Reasumując, Kamil kupił podjebę, jakkolwiek do tematu by nie podejść

Grzesinek

@dziadekmarian Wypsikał się cytrusami z tytoniem a po trzech godzinach na rowerze czuł od siebie słony karmel.

Widocznie nie jest taki naj cieńczy na tym rowerze

Zaloguj się aby komentować

Qtafonix

@dziadekmarian Ja ostatnio testowałem go w Missali. Tuberoza z kokosem na papierku pachniała całkiem ładnie, ale po prysnięciu na damską skórę wyszło brudnawe piżmo i nie było za dobrze. Ogólnie takie 7/10 i do tego całkowicie babskie. W tej cenie lepiej sięgnąć po Tilie

Zaloguj się aby komentować

Hej! To moja pora. Przeczytacie rano Dobra oferta dla adeptów europejskiego mainstreamu - skarb w gąszczu bylejakości.

W dobrej cenie (ja z grup kupiłem drożej i ni chuchu nie odlałbym w tej cenie, bo chcę go mieć w domu)

Jeden z moich "game changerów" - Musc Noble - w naprawdę dobrej cenie. To on w zasadzie (być może z pomocą Encens Mythique) wyleczył mnie z niebieskich zapachów. Polecam. Jeśli nie zużyjesz, to Twoja dziewczyna go pokocha i Ci ukradnie. A na pewno chciałbym poznać kobietę, która kocha ten zapach (moja ostatnia przyszła była kocha 1888 i jest to jedna z jej wazniejszych zalet). Dla fanów nadprojekcji: atomowe gówno.

W tej cenie łapiesz się na darmową wysyłkę

https://www.perfumeria.pl/products/guerlain-musc-noble-woda-perfumowana-tester

#perfumy
tango

wszystko w normie - butikowa linia Guerlain inspirowana orientem mogła zostać nazwana europejskim mainstreamem tylko na hejto! xD

testowy_test

@tango no już bez przesady, że większość wypustów z tej linii bardzo odbiega od tego co jest w przeciętnej drogerii. Wszystko oczywiście zależy od definicji mainstreamu, ale jeżeli TF jest w mainstreamie to ma wiele bardziej niszowych wypustów niż cokolwiek co jest w tej linii

Zaloguj się aby komentować

Hind Al Oud – Emarati Musk

Pierwsze daktyle w moim życiu to mógł być rok 1984. Wujek geodeta jeździł do Iraku. Tak, jeździł – nową Ładą 2107. Pewnie dostał ją od komuchów, bo drugi wujek (fizyk jądrowy/pijak/wynalazca) tak właśnie go nazywał. W tamtym czasie smaki i zapachy dzieliły się na polskie i zagraniczne. Daktyle zdecydowanie należały do tych zagranicznych. Starsza część mojej rodziny, wyćwiczona na ziemniakach, cebuli oraz słoninie jednogłośnie orzekła, że do dupy z takim jedzeniem i że lepiej sobie chleba z cukrem zjeść a nie jakaś tam kurwa andaluzyjska donkiszoteria; jeszcze się od tego gówna Allah w obejściu rozpanoszy i kury się nieść przestaną. Zatem cała niemal rozkosz spożywania przypadła właśnie mnie. Dozowałem sobie tę przyjemność przez kilka dni, aż w końcu przysiadłem nad tym jak należy i dokończyłem to tak, jak Pan Bóg przykazał, czyli w jednej sesji. Po jakimś czasie wujek przywiózł następne daktyle, i jeszcze jakieś arabskie cukierki, które okazały się być krówkami eksportowanymi do Iraku z Polski, tylko w arabskich papierkach. W każdym razie daktyle do dziś są jednymi z moich ulubionych owoców.

Potem, gdzieś tak od połowy lat osiemdziesiątych na dobre zaczęły rozkwitać pod naszymi strzechami smaki oraz zapachy zachodu. Pomarańcze, banany, ananasy, wszelkiej maści batony, proszę Państwa masła orzechowe, śmierdzące sery i ch... wie co tam jeszcze. Ba, nigdy nie zapomnę zapachu wydobywającego się z pudełka kaset magnetofonowych firmy Sony. Taka trochę marchewka, ale z zagranicy. Powoli przyzwyczailiśmy się do tego wszystkiego na tyle, że niepostrzeżenie przestało być dla nas egzotyczne. No i chyba szkoda.

Hind Al Oud wciąż ma dla mojego nosa taki właśnie egzotyczny, nowy i niezgłębiony jeszcze wydźwięk. I aż dusza jęczy na myśl, że któregoś dnia przywyknę do zapachów z tego zacnego domu.

Zakup dekantu Emarati Musk potraktowałem jako kompromis, bo tak naprawdę chciałem dorwać chwalony powszechnie Emarati Oud (którego nie znam), ale nie było skąd. Naczytałem się (całe trzy recenzje) i nasłuchałem (u tego pana z Youtube, co tak średnio gada, ale za to nos ma nie z tej ziemi) dobrych słów o wersji Musk (z zaznaczeniem, że wybrzmiewa ona bardziej kobieco – co mi akurat specjalnie nie przeszkadza w przypadku dobrej jakości zapachów)

Już z korka można rozpoznać, kto ten zapach stworzył. Ma wspólne DNA z kilkoma, które z tego domu już poznałem. Po dość skąpym oprysku (5 strzałów) w powietrzu roznosi się woń, którą nazwałbym miękką, bardzo okrągłą i... zagraniczną. Jest to gra zapachów kwiatowych, połączonych ze sobą wręcz perfekcyjnie – na tyle, że nawet nie chce się człowiekowi zastanawiać nad tym, co czuje. Kwiaty te od samego początku podane są na waniliowo-piżmowej bazie. I ktoś pewnie powiedziałby, że słodkiej – jednak dla mnie ze słodyczą mającej niewiele wspólnego. To trochę tak, jak z tymi daktylami, które wielu osobom kojarzą się po prostu z cukrem i niczym więcej. Nie ma tu karmelu, nie ma tonki, nie ma pralin, czekolady... nie ma nawet śladu słodkich podchodów osoby, która chciałaby pożyczyć trochę pieniędzy. Zapach jest ciepły, miękki i zgodzę się z tym, że słodki. Jednak nie na cukrowy sposób. To, co czuję na pewno, to właśnie daktyl, na pewno fiołek i wanilia. Wyczuwam w nim również delikatną oudową nutę. Dosłownie muśnięcie oudu, w żadnym wypadku nie animalnego. Być może to właśnie to wspólne DNA Hind al Oud (choć czasami myślę, że to być może jakaś autorska recepta na zastępczą, etyczną wersję akordu piżmowego).

A więc dziś od godziny 14:00 jestem za granicą. Dopsikałem co prawda jeden strzał na potrzeby napisania tej recenzji – i trochę to zmieniło, aczkolwiek niewiele poza intensywnością zapachu. Nie jest on bardzo zmienny, co w jego przypadku uważam za zaletę. Ostrożnie oceniam Emarati Musk na 8/10, co w mojej skali nie dorównuje Al Oud czy Devotion – jednak to dopiero pierwszy odcinek przygody z tym zapachem i już wiem, że chętnie sięgnę po niego ponownie. Wtedy ocena zapewne podskoczy do góry. W obrębie domu Hind Al Oud z pewnością jest to reprezentatywny przykład ścieżki, którą podążają. Jednak te „niuanse” istniejące pomiędzy poszczególnymi produktami HAO zaskakują mnie i cieszą. I oby jak najdłużej tak pozostało.

#perfumy #recenzjeperfum
1ad6b971-6d66-46ed-b7e5-10294aac329e
nigerian_prince

@dziadekmarian Genialna recenzja. Czujesz podobieństwo do Yas Al Gharam? Taka duszna i lepko waniliowa kwiecistość była dla mnie pierwszym skojarzeniem w jednym i drugim. Natomiast przez ich moc może nie potrafię wyłowić niuansow.

pedro_migo

@nigerian_prince dla mnie ewidentnie podobne, ale jednak Emarati Musk ma przewagę jakości i stawiam go wyżej, w dodatku Al Gharam miał na tyle potężne parametry, że mnie dosłownie głowa bolała podczas noszenia xD przy HAO tego nie było jest wyrafinowany, choć parametry też bardzo mocne.

dziadekmarian

@nigerian_prince @pedro_migo Tak, faktycznie są podobne. I właśnie Al Gharam ma już tę oczywistą slodycz, której brak w HAO. Trochę inaczej pachną w nim kwiatki - może bardziej owocowo, świeżo. Kurczę, teraz wącham Al Gharam i też się jaram xD

testowy_test

@dziadekmarian Super wpis, więcej!

pedro_migo

@dziadekmarian świetna recenzja! Z niecierpliwością czekam na kolejne.

Zaloguj się aby komentować

Od świątecznego zrywu na sklep Taif al Emarat już trochę wody upłynęło. Wciąż jestem na etapie szybkiej ewolucji nosa i sam już nie wiem: czy to pogoda, czy horyzont poszerzający się wraz z postępującym rozwojem zmysłu węchu. Hind al Oud czy Yas wystarczyło raz powąchać i byłem kupiony. Z Taif al Emarat nie było aż tak prosto. Wydawało mi się, że te zapachy są zbyt mdłe, nie do końca w moim klimacie. Wraz z ciepłymi dniami wyciągnąłem z pudełka Oman i działa on na mnie całkiem inaczej, niż działał zimą. Z T04 oraz T10 było trochę lepiej, jednak uznałem, że poczekam do wiosny. I naprawdę było warto. Próbuję systematycznie wracać do europejskiej niszy i niektóre zapachy naprawdę cieszą. Lecz mawet te tanie sztuki od TaE jak Oud Mentawai czy Hawamir są czymś, po co chce mi się sięgać. Nie chciałbym pominąć Bahrain, GCC, Year of Toleerance czy Happy UAE Day - to w moim mniemaniu sztosy od pierwszego niucha.

Dziś w #conaklaciewariacie u mnie właśnie Taif al Emarat T04. Miodowo-oudowy, delikatny, nie krzyczący acz mocno się odznaczajacy, bardzo wiosenno- letni zapach. Na Parfumo zacząłem z nim od oceny 6,5. Dziś prawdopodobnie wykona kolejny podskok - tym razem z 8,5 na 9. I chyba tam już zostanie - jako że jestem bardzo powściągliwy w dawaniu wyższych ocen, a większość oerfum i tak pojawia się tam dla mnie tylko efemerycznie.

A co dziś gości u szanownych Państwa?

edit: A Wasze ulubione Taify?

#perfumy
1384eba6-86ea-447e-a685-63b9d9c707ce
Grzesinek

@dziadekmarian Dzisiaj Triad od Bortnikoffa. Uwielbiam go w tak ciepłe dni.


Z taifow mialem tylko T12 i nic mi nie urwał przez co moja przygoda z ta marką się skończyła. Wiem ze to niesprawiedliwa ocena dlatego obiecałem sobie, że przy wizycie w butiku przetestuje te najbardziej wymagające pozycje.

dziadekmarian

@Grzesinek O, proszę Pana!

pomidorowazupa

Fm the night - poczatek daje po garze... obora i ser na potege. A po jakisms czasie piekny oudzik.

ucho_igielne

@dziadekmarian dzisiaj był grany Kouros Cologne Sport - w tamtym roku byłem nim oczarowany i ostatnio chciałem kupić jak najwięcej flakonow, ale sam już nie wiem, obecnie nie układa się tak ładnie i na chwilę obecną wystarczy mi tylko jeden flakon, choć może się to zmieni

Zaloguj się aby komentować

Hej Ziomeczki i Ziomalki! Co tam u Was dziś na klacie?

Nie no, żartuję. Ktoś odlewa na OLX Emarati Musk. Chciałbym zapytać, czy ktoś z Was kojarzy tę osobę. Wygląda mi na bezpieczny zakup, ale tak chciałem zapytać, i trochę też poinformować ewentualnych chętnych

#perfumy
Qtafonix

@dziadekmarian u mnie dość wierny klon Oud Satin Mood od Niny Ricci Rose Extase Absolu w travel sprayu którego kupiłem na Brastach sto lat temu. Biorę go czasem na wakacje i sprawuje się bardzo fajnie

Zaloguj się aby komentować

Ekhm...

Jeden z moich ulubionych zapachów sprzed roku: YSL Opium Pour Homme. Wstępnie 8 strzałów - taką mam rutynę. Po godzinie, zaraz przed wyjściem z domku uznałem, że już go nie czuję. Dopsik około 6x. W ciopągu ok. Nieofensywnie, choć ta mała sfera się wytworzyła. Bardzo miło.

W tej pracy akurat się przebieram. Zostawiam ciuchy, a na nowe na...kładam Al Oud. Po sześciu godzinach z powrotem zakładam te ubrania, w których przyjechałem, i... niewiele czuję. Jest smutno, bo to jeden z zaledwie kilku mainstreamowych zapachów, które przetrwały kanonadę o wiele nowszych i bardziej modnych (przynajmniej na tym najbardziej progresywnym w polskim internecie, hejtowym tagu), jakże wartościowych smrodków. Dziś, po kilku miesiącach rozstania z YSL Opium okaxuje się, że zapach wciąż kocham; jednak jego trwałość... Tutaj sprostuję: nie ma sensu dopsikiwać w celu zebrania nadmiernej ilości tanich nut bazy wokół siebie. To nie działa.. Żeby nie było - nie chodzi mi też o atomową projekcję; wystarczyłoby czuć zapach przy sobie przez kilka godzin. Jednak nawet tego nie można po Opium oczekiwać. I jestem delikatnie wkurwiony, bo to w moim mniemaniu genialny zapach.

Być może macie podobne doświadczenia z Opium. I możliwe, że po tejj stracie znaleźliście ukojenie w jakimś innym zapachu. Jeśli tak - proszę, dajcie jakieś wskazówki.

Tymczasem ze złości kupiłem 3 Yasy (ostatnio z żalu po innym specyfiku zakupiłem dwa). Takie to smutne pożegnanie z bardzo dobrym zapachem...

#perfumy
c32b0794-8990-4595-a707-a77ab66a17cd
pomidorowazupa

Szczerze musze sie przyznac ze Opium jakos pamietam jak przez mgle ibco do niego sie nie wypowiem. Ale ponoc Fate Woman z Amouage podobnie gra i tu potwierdzam przyzwoitw parametry. Drugi gagatek jest od Frederic Malle Noir Epices, nie znam go ale mam go na oku.

nigerian_prince

@dziadekmarian Nie znam remedium, ale podejrzewam chroniczne zmęczenie olofaktoryczne. Arabskie gęste siekiery koślawią percepcję jak z używkami, trzeba coraz silniejszych bodźców.

dziadekmarian

@nigerian_prince Postaram się tak na to spojrzeć i coś z tym zrobić

Jurek_Kiler

@dziadekmarian Nie robiłem dokładnych testów, ale na pierwszy niuch nosa EIGHT & BOB Egypt wydaje mi się dosyć podobny. Oczywiście zdania ekspertów są podzielone a parametry Egypta można uznać za niemrawe.

Chavez

@Jurek_Kiler mam Opium i Egypt i nigdy bym ich nie nazwał podobnymi. Parametry Egypt ma na mnie dobre - spokojnie wyczuwam je Ok 6-8 godzin przy wstrzemięźliwej aplikacji

Jurek_Kiler

@Chavez Nie są identyczne, ale wyczuwam podobieństwo, a parametry na mnie były takie sobie. Napisałem, że zdania są podzielone, tak że wszystko się zgadza:)

Zaloguj się aby komentować

wonsz

Dobre podjeby też wpadły...aż się tego megatrona chce sprawdzić czy lepszy od Khadjal Stellar Oud

a841a570-a813-4ca1-aec7-7e5228674228
204d2df2-404e-4c8b-bf86-6cf4c1daed61
Mywave

@wonsz xddd,ciekawy asortyment tam ma.

Pablo_Pablito_Santo_Subito

@wonsz w tym miesiącu będę testował Maison Alhambra Megara, podobno niezły i mocny klon Megamare

Zaloguj się aby komentować

Następna