Prolog
W naszym uniwersum raczej się to nie zdarza. Ale jest wiele społeczności, w których od czasu do czasu pada pytanie typu: co psiknąć na wieczór, co na randkę, co jest świeże a co kontrowersyjne. I od czasu do czasu w jednym z komentarzy pod takim tematem pojawia się zakompleksiony człowiek, któremu przeszkadza to, że ktoś inny "musi" pachnieć. Taka osoba zazwyczaj odszczekuje, że od tego to jest codzienna kąpiel albo po prostu mydło. Najwyraźniej grupy perfumowe jawią się tego typu osobom jako społeczność stroniąca od higieny; na tyle leniwa, że próbuje kolektywnie zatamować odór niepielęgnowanego od miesięcy ciała luksusowymi pachnidłami. A sposób, w jaki okazują oburzenie, wygląda jak gdyby codzienna higiena była dla nich tych ludzi wielkim wysiłkiem, ale jednak wciąż się myją i jakoś dają radę bez luksusów. Nie tak jak my, wyperfumowane brudasy.
Nigdy nie kojarzyłem perfum z higieną.
Relatywizm
Ogólnie w nauce panuje taki konsensus, że domniemane pozaziemskie cywilizacje odwiedzające Ziemię nie mogą być rozwinięte o wiele bardziej, niż my. I że mało prawdopodobne jest, by w tle piętnastowiecznego obrazu z Maryją, Dzieciątkiem Jezus oraz św. Janem Chrzcicielem (!), latający obiekt namalowany na niebie przez nieznanego autora, był reprezentacją UFO, bo to ewolucyjnie zbyt wcześnie. Co prawda od lat nikt nie pisał nic nowego w tej sprawie, choć przez ten czas w naszym świecie naprawdę wiele się zmieniło i na przestrzeni kilku dziesięcioleci wykonaliśmy ogromny krok do przodu. Ale żeby nie było, że we wszystkim: medycyna od stuleci najlepiej sprawdza się w amputacjach, i to jak dotąd się nie zmieniło. No ale dajmy im kolejne dwa tygodnie. Być może coś się ruszy.
Jest coś w symbolice tego obrazu. Bo na pierwszym planie widzimy kanoniczny wręcz obraz narodzin Syna Bożego. W tle jednak, nie bez przyczyny, namalowany został człowiek obserwujący niezidentyfikowany obiekt lewitujący. I myślę sobie, że być może tak jawiła się w wyobraźni autora ta "gwiazda", która poprowadziła trzech króli, królów, mistyków czy magów do tego, chyba najbardziej kulminacyjnego punktu w historii religii. Dziś, z całkiem innej perspektywy, obiekt kojarzy się już zupełnie inaczej. To trochę tak, jak tutaj. Ktoś maluje flakon za 120zł/ml, a w komentarzach od czasu do czasu pojawia człowiek, który nie rozumie, że to nie jest pozaziemskie. Że na nasz stan wiedzy to jest coś normalnego. Jednak: czy my jesteśmy aż tak bardzo z przodu, czy aż tak bardzo z tyłu? Nie wiem, nie odpowiadam. W każdym razie chłop na drugim planie obserwuje nas, jakbyśmy byli UFO.
Zosia
Zosia wie, że codziennie się kąpię. Wie, że jeśli śmierdzę, to celowo. Wie też, że interesuję się bakteriami, płazami, gadami i wszystkim, co małe na tym świecie. Podoba mi się to, że pomimo bardzo dobrej sytuacji finansowej stara się w wieku 22 lat być niezależna od rodziców. Różnie to wychodzi, ale nie opierdala sie; studiuje zawzięcie, pracuje za średnie pieniądze, ubiera się na ciuchach, kocha zwierzęta i.ma szacunek do starszych osób - jakkolwiek wkurwiające by nie były. Pyta mnie dziś w pracy, czy wiem, co to Hyrax. Bo to taki uroczy ktoś. Suseł, królik, świnka morska? Gryzoń? Nie. Góralek. Mimo, że podobny do gryzoni, to systematycznie najbliżej mu do słonia oraz manata. Zaczynamy gadać o jego znaczeniu w przemyśle perfumeryjnym i przypominam sobie, że przecież mam przy sobie coś z odchodami góralka. Idziemy więc obadać, pogadać.
Nocna Poezja
Rozmowa przenosi się na inne zwierzęce nuty - bo okazuje się, że Nocturnal Poetry posiada je wszystkie. Bezskutecznie próbuję wytłumaczyć hyraceum, bo o pierwszeństwo walczy również cywet, kastoreum, kumin, jaśmin, wosk pszczeli, piżmo i oud. Psikamy więc bez opamiętania, rozkładając ten smród na czynniki pierwsze. Nie jest łatwo, bo naprawdę j⁎⁎ie mocno zwierzęco i dość fekalnie. Ale ogólnie jest przyjemnie i nawet trochę nam się udaje.
Czas do domu. Lecę na nocny autobus. Wali ode mnie niesamowicie - na testy poszło z półtora mililitra. Wskakuję w środkowe drzwi. Taki dziedziniec. Jest nadzwyczaj pusto i coś śmierdzi. To nie ja. Okazuje się, że trafiłem na dość duże skupisko bezdomnych - aż pięć osobników: jedna para oraz trzy wolne samce. Reszta pasażerów usadowiona daleko, na samym początku i na samym końcu pojazdu. Mój zapach miesza się z zapachem bezdomnych - jednak oni zdecydowanie wygrywają. Jest to na tyle ciekawa rozgrywka, że decyduję się usiąść po sąsiedzku. Tak dla obserwacji. Po paru minutach zapachy już tak bardzo ze sobą rezonują, że zaczynam dostrzegać nowe wartości. Wychodzi Champaca - i tym razem to na pewno ja - taki rodzaj azjatyckiej magnolii, której woń ma wybitną zdolność maskowania niejednoznacznych zapachów, jednocześnie będąc do nich w pewnym sensie podobną - coś, jak z jaśminem, tylko inny zapach. W ogóle przestaję już czuć te złe rzeczy. Ni stąd ni zowąd nagle otaczają nas kwiaty, jakiś imbir, wosk, troszkę dymu. Zauważam też wreszcie, że ta para bezdomnych śpi przytulona; że swoje życie mają spakowane w takie same reklamówki. A jeden z trzech samotnych osobników płacze. Ogólnie robi się trochę inaczej. Zaczynamy być na tym samym poziomie, w tym samym czasie. Mimo, że nic tak naprawdę się nie zmieniło - oprócz mojej percepcji.
"Kochać to nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem, lecz patrzeć w tym samym kierunku"
#perfumy #perfumowehistorie

