#psychologia

30
1255

Zaloguj się aby komentować

Kompleks Elektry – termin psychoanalityczny wprowadzony przez Carla Gustava Junga w 1912 roku, jako zjawisko łączące się z kompleksem Edypa Freuda z tą różnicą, że kompleks Elektry dotyczył tylko płci żeńskiej; powszechnie występująca u dziewczynek (3–6 lat) podświadoma i stłumiona skłonność płciowa do ojca i strach przed odwetem matki, jako rywalki seksualnej, budzącej nieuświadomioną wrogość dziecka.


https://streamable.com/o4d47a

#ciekawostki #psychologia

Zaloguj się aby komentować

Coś, co wydawało takie dźwięki, miało zazwyczaj dość siły, szybkości, zębów, pazurów, rogów, kolców albo tego wszystkiego naraz, żeby z człowieka zrobić bardzo nieporządny gulasz.

Zaloguj się aby komentować

Wywiad "Jak swiadomie towarzyszyć osobie umierającej - o dobrej śmierci i świadomym przezywaniu żałoby."


"To, co pomaga nam żyć, pomaga nam umierać, a to, co pomaga nam umierać, pomaga nam żyć"


"Gdy nie mamy kontaktu ze swoją śmiertelnością, to nie mamy kontaktu z dobrym życiem. Świadomość śmierci motywuje nas do dobrego życia"


"Śmierć, trauma i stres jest częścią natury.

To, co się dzieje w naturze, to jest naturalne. Może być częstsze lub rzadsze. Sztucznym jest wymaganie, żeby zawsze działo się tak, jak ja bym chciał."


https://simonton.pl/dokonca/

Broszura, której autorem jest Mariusz Wirga i Marta Banout - broszura opisuje emocjonalne, psychiczne i duchowe aspekty umierania.


#smierc #zaloba #umieranie #psychologia #filozofia


https://youtu.be/-XSvVd20lWA?si=k-khfloJPZyCiaQA

Bardzo ważny temat i świetnie napisana broszura. Każdy powinien ją przeczytać, bo każdy prędzej czy później ze śmiercią się zetknie, warto wtedy wiedzieć co może się dziać i co robić. Wywiad zapisany i odsłucham sobie w wolnej chwili.

A te 2 ostatnie cytaty są na maksa stoickie.

Zaloguj się aby komentować

Pisałem już kilka lat temu na wykopie, ze kapitalizm produkuje psychopatów. Wczoraj znalazłem dość ciekawy artykuł na Krytyce Politycznej w tym temacie.


Osobowość naszych czasów i pandemia funkcjonalnej psychopatii


Osobowość naszych czasów jest elastyczna i jednocześnie pokawałkowana. Dokładnie taka, jakiej wymaga neoliberalny świat: indywidualistyczna do granic możliwości, nastawiona na konsumpcję i zbieranie wrażeń, bez stałego miejsca, tworząca liczne, ale powierzchowne relacje i kruche więzi.


Autor artykuły przytacza tutaj coraz bardziej powszechne zjawisko dysocjacji i rozszczepienia osobowości.


Dysocjacja jest unikiem, pozwalającym szybko i bez problemów zdystansować się, oddzielić od konfliktu, wyjść z relacji i nie odczuwać niepokoju z powodu sprzeczności we własnych działaniach i postawach. Mówiąc krótko: przystosować się do wszystkiego, a przede wszystkim do rynku. Osobowość naszych czasów jest elastyczna i jednocześnie pokawałkowana. Dokładnie taka, jakiej wymaga neoliberalny świat: indywidualistyczna do granic możliwości, nastawiona na konsumpcję i zbieranie wrażeń, bez stałego miejsca, tworząca liczne, ale powierzchowne relacje i kruche więzi.


López Mondéjar, mówiąc o „kręgosłupie”, ma na myśli zasadę integrującą ja, wyobrażenie o sobie idealnym, które może stać w sprzeczności z tym, co rzeczywiście robimy, i ze światem, w którym żyjemy. Pozwala porównywać aspiracje i pragnienia z oferowanymi przez społeczeństwo możliwościami ich realizacji. Prowadzi to do konfliktów, co nie jest wygodne, ale pozostaje warunkiem kontaktu z rzeczywistością. Inaczej fragmenty ja współistnieją obok siebie, nie sprawiając problemów i nie wywołując poczucia winy.


W pewnym sensie to zjawisko opisał już Jung w swoich książkach gdzie jego zdaniem psychika współczesnego człowieka jest poddawana ciągłej fragmentaryzacji. Człowiek współczesny szufladkuje różne aspekty jego jaźni oddzielając je od siebie. Zdaniem Junga jednak tego typu rozczłonkowanie jest typowe dla schizofreników.


Problem polega na tym, że tego rodzaju unik nie prowadzi do rozwiązania problemów. Więcej: uniemożliwia skonfrontowanie się z nimi. Wydaje się, że nie dosięgnie nas żadne niebezpieczeństwo, ale żeby w ogóle móc coś realnie zmienić, trzeba najpierw poczuć zagrożenie. Tymczasem osobowość naszych czasów skuteczne przed tym chroni. López Mondéjar jest zdania, że mechanizm ten jest generowany przez system społeczno-ekonomiczny i jednocześnie go wzmacnia. Fantazjujemy, że oto staliśmy się niezwyciężonym Achillesem, którego nie można zranić.


Człowiek alienuje się od rzeczywistości w imię własnych fantazji na temat sprawczości. Problemy jednak przez to nie znikają tylko się pogarszają. Autor przytacza problem otyłości i tego jak współczesne społeczeństwa sobie z tym "radzą",


Kiedy otyłość zaczyna być traktowana tylko jako przejaw różnorodności, realny problem znika, a mówienie o nim okazuje się cezurą i przejawem dyskryminacji. López Mondéjar widzi w krytyce fatfobii także (choć nie tylko) gest odmowy uznawania granic stawianych przez rzeczywistość. Otyłość jest niezdrowa i to nie wszystko jedno, jak wyglądamy. Nie ze względów estetycznych, ale z powodu problemów, które się za nią kryją i z którymi należałoby się skonfrontować.


Końcowo unikanie myślenia o własnych wadach, skrajny indywidualizm, narcystyczne przekonanie o własnej wyjątkowości i rywalizacja promowana przez kapitalizm sprawiają, że obecny system dziś produkuje samych psychopatów.


Wartości współczesnego kapitalizmu i mechanizmy związane z wytwarzanym przez nie typem osobowości popychają w stronę agresji. W akcie przemocy sprawca odzyskuje zachwiane poczucie panowania nad innymi i nad sytuacją. Gwałtowne działanie sprawia, że czuje się potężny, a nie bezbronny, zależny i podatny na zranienie. Oddala w ten sposób poczucie bezsiły i w zarodku dusi budzącą się w nim frustrację. Bardzo łatwo zaprzeczyć jej istnieniu, bo naprawa obrazu ja jest natychmiastowa. Trudne emocje nie przedostają się do świadomości, za to przyjemność związana z rozładowaniem jest bardzo silna.


Towarzyszy temu zjawisko, które López Mondéjar określa pandemią funkcjonalnej psychopatii. W apokaliptycznym kapitalizmie psychopata czuje się jak ryba w wodzie, a szefowie go tylko chwalą. Twarda skóra, brak wrażliwości na ból własny i innych, instrumentalne traktowanie ludzi i relacji oraz wyobcowanie pozwalają nie przejmować się żadnymi granicami.


Ja bym powiedział, że oprócz psychopatów kapitalizm produkuje też autystów których nagły wzrost był mocno zauważalny w ostatnich latach, ludzi z depresją, paranoików i nawiązując też do francuskiego filozofa, Deleuzego, schizofreników.


#antykapitalizm #revoltagainstmodernworld #socjologia #psychologia #filozofia

@Al-3_x Artykuł bardzo ciekawy, jednak chyba autor nie do końca rozumie czym jest psychopatia. W społeczeństwie rodzi się 1-2% psychopatów, tyle jest "korzystne ewolucyjnie", wiecej nie. Psychopaci maja fizycznie inne mózgi niż przeciętny człowiek, i nie, mózg nie zmienia się w ten sposób, bo ktoś coś zdysocjował. Twierdzenie, że tak jest, jest nadużyciem. Tak samo jak popularne jest teraz diagnozowanie u wszystkich narcyzmu, a to przecież jest poważne zaburzenie osobowości, i nie występuje u co drugiej osoby.

A moim zdaniem ludzie byli zawsze tacy sami- lasi na awanse,pieniadze,atencje,lekki styl zycia,podli i zlosliwi.


Teraz po prostu jest wiecej mozliwosci przekazu- dzieki social mediom i internetowi wszystko trafia na caly swiat w czasie rzeczywistym,a jeszcze 15-20 lat temu tyle tego nie bylo: internet nie byl taki powszechny,ale juz sie rodzily te problemy,ktore sa tutaj opisywane. Ile ludzi wrzuca w internet falszywy obraz swojego zycia- bardzo duzo,nie tylko w wieku maturalno-studenckim,ale glownie ludzie 40+lat!


A dlaczego rodzi sie mniej dzieci? Bo im bogatsze spoleczenstwa tym mniej sie dzieci rodzi- to nie dzieje sie od wczoraj. Ktos powie,ze w Niemczech czy Francji rodzi sie wiecej dzieci niz w kraju- tylko jak sie czlowiek zaglebi to wyjdzie na to,ze najwiecej rodzin wielodzietnych jest wsrod rodzin islamskich,a ich w Polsce jest ekstremalnie malo.


W Polsce duzo problemow rodzi sie od patologii szkolnictwa na kazdym poziomie- szkola ma placone od ilosci dzieci,a jako ze jest niz to nie ma nadmiaru chetnych! Wiec trzeba pielegnowac rozne patologie,przepuszczac z klasy do klasy roznych gamoni,wmawiac rodzicom( glownie im sie wpaja rozne pierdy odnosnie dzieci,bo rywalizacja miedzy rodzicami jest ogromna) o wyjatkowosci dzieci,bo jeszcze przepisze do innej szkoly...

Gdzies na hejto smigal artykul,ze rektor uczelni narzekal,ze niewiele ponad polowa maturzystow chce isc na studia- tak,powszechnosc edukacji wyzszej obnizyla poziom,wiec dyplom jest coraz mniej warty.A co jest dla uczelni najwiekszym problemem- spadek prestiżu czy spadek studentow( pieniedzy?).

Niestety zawala sie system i wszystko idzie w dol- nikt nie ma pomyslu co zrobic,zeby bylo lepiej!

Tylko czy nadmiar magistrow niczego cokolwiek pozytywnego wnosi do spoleczenstwa...

Co do chorob psychicznych- psychiatria sie rozwija,wiec sila rzeczy aktualnie za patologie uwaza sie rowniez zachowania,ktore kiedys byly mniej lub bardziej akceptowane.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Od 2/3 miesięcy jestem w nowym środowisku i ostatnio zaczyna mi się faza maniakalna. Od 1.5 tygodnia ludzie mnie nie poznają bo zazwyczaj prawie się nie odzywam, nic nie robię a teraz jestem dużo bardziej aktywny, wygadany. Ktoś mówi "ty to chyba borderline masz" ja z uśmiechem na ustach mówię "tak, i kilka innych rzeczy". Tylko chyba nie biorą moich odpowiedzi na poważnie, a ja wstydzę się wprost wymienić listę zaburzeń, które mam, i że teraz mam epizod maniakalny

Powinienem mówić wprost jakie mam zaburzenia?

#psychologia #psychiatria #pytanie

Zaloguj się aby komentować

Chcę Wam opowiedzieć o swoich wrażeniach z leczenia traumy metodą brainspottingu. Nie będę wrzucać nudnych definicji i wyjaśnień - przedstawię, jak to wygląda z mojej perspektywy. W razie czego w Internecie można doczytać, o co chodzi. Jeśli macie problemy psychiczne i tradycyjne terapie, leki itp. słabo działają, rozważcie przeczytanie tego postu i spróbowanie innego rodzaju leczenia. Ja póki co nie żałuję.


Wyszła kobyła i muszę podzielić to na dwie części - sesja nr 2 będzie w osobnym poście. Z góry dziękuję tym, którzy dotrwają do końca.


Jak najkrócej o mnie (można pominąć te akapity, jeśli nuda): 30+, problemy natury mentalnej przez całe życie, około 10-letnia historia leczenia - dwa krótkie pobyty w szpitalu, wiele wizyt u psychiatrów, różne leki, trzy terapie. Efekt? Jakiś tam, ale za mały, żeby normalnie żyć. Szpitale pomogły na chwilę, leki trudno powiedzieć, a co do terapii:


Pierwsza - za szybko rozkopane traumy, raptem kilka miesięcy, a ledwo uszłam z tego z życiem. Skończyło się szpitalem i gwałtownym zakończeniem współpracy. Myślałam za to, że przynajmniej wywaliłam wszystko, co mnie bolało, niestety myliłam się - po początkowym szoku wspomnienia zostały zakopane jeszcze głębiej. Siedziały w tej ciemnej otchłani przez kolejne lata, podstępnie pociągając za sznurki z ukrycia i sprowadzając na mnie przede wszystkim mnóstwo objawów somatycznych. Niejeden emeryt ma teczkę z dokumentami medycznymi cieńszą od mojej, i to znacznie. 


Druga - nauczyła mnie rozpoznawać i nazywać odczuwane emocje, przez co stała się fundamentem dla aktualnego leczenia brainspottingiem i znacznie przyśpieszyła efekty.


Trzecia - nadal trwa. Udało się dużo przepracować, ale kiedy braliśmy się stricte za traumy, natrafialiśmy na ścianę. Na przełomie poprzedniego i obecnego roku podnieśliśmy moją samoocenę nie tyle z kolan, co pomogliśmy jej przestać szorować mordą po podłodze. Na początku czułam się dobrze, nawet bardzo. Jak nigdy wcześniej. Ale wkrótce jakby otwarły się wrota piekielne.


Wspomnienia. Najpierw przypomniało mi się wszystko, co najgorsze z jednego i drugiego związku, oba zakończone wiele lat temu. Ale, o dziwo, z pomocą terapeuty szybko i sprawnie sobie z tym poradziłam. Najwidoczniej te konkretne bóle i żale nie zakotwiczyły się we mnie tak mocno, jak myślałam.


A potem jak mnie trzasło. Wizje dawno zapomnianych sytuacji z dzieciństwa - najpierw dotyczące ojca, potem matki, bo każde zgrzeszyło w inny sposób. Kompletnie nie mogłam sobie z tym poradzić. Zachowywałam się jak zastraszone zwierzę, jakbym żyła w strefie wojny i w każdym momencie mogły mi spaść na łeb bomby. Najbardziej obrywało się oczywiście partnerowi (niestety już byłemu), bo z jakiegoś powodu widziałam go jako wroga. Cały czas obawiałam się ataku z jego strony, ataku o różnej naturze. Objawów somatycznych tylko przybyło, bolało mnie absolutnie wszystko i chodziłam od lekarza do lekarza, a oni załamywali ręce. Nie potrafili mi pomóc.


Wyjaśnienia są dwa, być może oba poprawne. Jedno - organizm uznał, że stałam się na tyle silna psychicznie, by poradzić z tym, przed czym tyle lat mnie chronił. Kiedyś w końcu musimy to zrobić, nie możemy trzymać tego w sobie na wieki. Zajedziemy się, przecież już ledwo ciągniemy. Drugie - dzięki temu, że samoocena podskoczyła, przestałam widzieć siebie jako winną i mogłam ujrzeć sprawy takie, jakimi były. W pewnym momencie natrafiłam na swoje zdjęcie z dzieciństwa, z okresu, kiedy w domu było bardzo źle, i zobaczyłam na nim najsmutniejsze dziecko świata. Możecie sobie wyobrazić bladą jak ściana dziewczynkę, która ma kamienny wyraz twarzy i spojrzenie tysiąca jardów. To mi uzmysłowiło, że byłam tylko przerażonym dzieckiem i rodzina nie może tłumaczyć swoich występków tym, że źle się zachowywałam i nie dało się ze mną wytrzymać (usłyszałam to niegdyś wprost).


DO BRZEGU - BRAINSPOTTING:


Przeczytałam na reddicie CPTSD (to moje zaburzenie), że ludziom pomogła terapia metodą EMDR i postanowiłam spróbować. Terapeuta powiedział jednak, że najpierw zaczyna od brainspottingu i tak też zrobiliśmy w moim wypadku.


Najpierw porozmawialiśmy. Czułam potężne blokady na swoich wspomnieniach i emocjach. To typowe z traumą, przynajmniej u mnie. Trochę się uleje, ale gdy próbuję się z tym zmierzyć to BUM, odmowa dostępu. Masz tu ból brzucha, kołatania serca i atak astmy, żebyś nie zapomniała, że czujemy się skrzywdzeni. Nie licz jednak, że powiem ci, co dokładnie się wydarzyło - możesz tego nie przeżyć.


Pełna więc wątpliwości założyłam słuchawki, które mi wręczono, a potem obserwowałam, jak terapeuta rozwijał kija, który wyglądał jak wskaźnik do tablicy. Czekaj, co.


Gość wziął tego plastikowego patyka i zaczął przesuwać nim z wolna na boki, skosy, w górę i w dół i kazał obserwować oraz pozwolić myślom swobodnie płynąć. Myślę sobie no nie, Jerzy Zięba psychologii xDD Właśnie wystrzeliłaś niemałą kasę w kosmos, zaraz Ci weźmie i na bębnach zacznie grać xDD


W jaki sposób jakieś patrzenie na kij ma mi pomóc, o co chodzi? Nagle terapeuta zatrzymał ten wskaźnik i mówi "o, tu coś widzę". Coś tam poczułam, ale dalej zdziwiona myślę sobie "ale co widzisz", a on włączył muzykę i jakby mnie jakiś emocjonalny piorun walnął.


W słuchawkach leciały dźwięki o różnym natężeniu, szum morza, coś tam, nieistotne. Znałam tego człowieka 20 minut i rozpłakałam się przy nim jak dzieciak, co jest znamienne, bo w dzieciństwie krzykiem i ciężką ręką wytresowano mnie, żeby przy innych się nie rozklejać. Nawet oglądając filmy z kimś bliskim, zawsze chowam się, kiedy się wzruszę i powstrzymuję do ostatniego momentu. Czuję instynktowny lęk przed tego typu odsłonięciem się. A tu zero samokontroli, te uczucia były po prostu zbyt silne, nie do powstrzymania. To było jakby wziął tego kija i dostał się nim poprzez oczy do mózgu, do sedna problemu. Nie wiedziałam nawet, że to było podstawą całego mojego złego samopoczucia, trzonem tych wszystkich zaburzeń.


Zobaczyłam... nie. Znalazłam się w tym wspomnieniu, dosłownie jakby przeniosło mnie w czasie. Ten pokój, to blade światło i te same odczucia z ciała, które czuję na co dzień i których źródła lekarze nie potrafią odnaleźć, bo badania wychodzą dobre. Ból, zawroty głowy, spięte mięśnie, nudności. A potem strach. Paniczny wręcz. Uczucie znalezienia się w pułapce, bez wyjścia.


Strach to moja podstawowa emocja, towarzyszy mi cały czas, przez całe życie. Dzień w dzień muszę się z nim mierzyć. Nagle dotarło do mnie, skąd tak naprawdę się wziął, gdzie miał swój początek.


Po długiej chwili mierzonej w minutach strach przeszedł płynnie w gniew, a razem z nim przyszła chęć walki. Tyle że w tym wspomnieniu nie mogłam się w żaden sposób obronić, więc siedziałam na fotelu u terapeuty, zaciskając pięści bezsilnie. Uświadomiłam sobie, że gniew, który kierowałam na partnera, tak naprawdę nigdy nie był przeznaczony jemu. Nie on go, jak sądziłam, wywoływał. Byłam wściekła na tego, kto faktycznie zawinił, ale o tym nie wiedziałam, a to, co na co dzień czułam, te emocje, ten silny strach i idący za nimi gniew, były flashbackami z sytuacji dawno minionej (to wiem z książki "Strach ucieleśniony", autor Bessel van der Kolk, którą serdecznie polecam).


Nie powiedziałam terapeucie o tym, co widziałam, bo wcale nie musiałam - na tym ta metoda polega, że nie trzeba się otwierać, żeby działała. Skupialiśmy się za to na odczuciach płynących z ciała, bo ważnym było, żebym w końcu odzyskała z nim kontakt. Więc jedyne, co mówiłam, to np. "czuję spięte mięśnie w karku". Oczy miałam zamknięte, nie musiałam już patrzeć na wskaźnik. Mogłam też np. chodzić po pokoju czy nawet schować się pod kurtką, cokolwiek bym sobie zażyczyła.


Terapeuta wyjaśnił mi, że czas po sesji jest kluczowy dla leczenia i zalecił spisywanie wszystkiego - przemyśleń, emocji, odczuć z ciała, a nawet snów. Miałam ich kilka bardzo nieprzyjemnych i podobno to normalne. 


Po około dwóch-trzech tygodniach od sesji opowiadałam przyjacielowi o tych najgorszych swoich wspomnieniach. I nic, zero histerii, zero mocnych uczuć, ale też nie czułam istnienia tej blokady (trudno to wyjaśnić, ale fizycznie czuję, kiedy mózg odmawia mi dostępu do jakichś danych). A na kolejnej sesji (po miesiącu) moje myśli nie chwyciły się tego tematu, znalazły inny, wciąż nieprzepracowany. Ten pierwszy jakby przygasł, jego moc jakby się wyczerpała.


Nie wiem, jak to będzie wyglądać długoterminowo, ale po drugiej sesji (o której opowiem w innym poście, o ile się nie rozmyślę) jestem pełna nadziei i żałuję, że dowiedziałam się o tej metodzie tak późno. Nawet jeśli odczucia związane z tą konkretną traumą powrócą, to nadal zachowam wiedzę na jej temat. Może gdybym wiedziała wcześniej, skąd pochodził mój strach i gniew, mój związek by się nie rozpadł, kto wie.


Dzięki za przeczytanie, jeśli dotrwałeś/aś do tego zdania. Napisałam to, bo może ktoś tak jak ja odbija się od lekarza do lekarza i nie może poukładać życia i/lub umysłu. Jeśli masz podobne do mnie problemy, to życzę Ci powodzenia i żebyś próbował/a wszystkiego, co może Ci pomóc, nie poddawał/a się, jeśli wciąż istnieje choć cień nadziei.


#psychologia

Dzięki za ten wpis - mi też proponowano tę metodę, ale po 5 sesjach przygotowawczych miałem prywatnie tak dużo stresu na głowie, że zawiesiłem temat. Troche irytował mnie "długi" czas trwania przygotowania do samego spottingu(do którego jeszcze nie doszło), ale teraz widzę, że 5 wizyt to chyba jest jeszcze nic.


Sam nie wiem, jaka jest szansa, że mi to pomoże. Problem, z którym wysłano mnie na spotting, opisałem już kiedyś na hejto:


https://www.hejto.pl/wpis/zaczne-od-konkretu-od-kilku-lat-a-konkretniej-od-czasu-upowszechnienia-sie-ledow

@MuojemuKotu 5 sesji przygotowawczych? Czy możesz podzielić się, co się na nich działo (bez prywatnych szczegółów)? U mnie przygotowanie trwało 20 minut, a na drugiej sesji to może z pięć.

@WhiteBelle Hm, działo się głównie gadanie o niczym szczególnym. Prowadząca twierdziła, że trzeba zrobić grunt pod "wyciągnięcie traumy" poprzez brainspotting, bo bez tego może mi to pogiąć psychikę . Wydawało mi sie to trochę naciągane, bo za wizyty płaciłem prywatnie.


Ale jak któregoś razu namówiła mnie na pewne "ćwiczenie" przed właściwym brainspottingiem, to skończyliśmy wizytę w tym samym momencie, w którym je na dobre zacząłem - niespodziewana panika wgniotła mnie w fotel, i jej zdaniem, nie można robić spottingu do momentu, kiedy nie nauczę się, jak sobie z nią świadomie radzić.


To całe przygotowanie uważałbym w 100% za wyciąganie hajsu, gdyby nie fakt, że 15 lat temu, jeszcze mając naście lat, też byłem na psychoterapii, i miałem to samo uczucie marnowania czasu / kasy rodziców. A jednak po ~10 sesjach poprawa była rewolucyjna. A źródło problemów jest prawodpodobnie nadal to samo, choć problemy zupełnie innej kategorii.

Bardzo ciekawy wpis. Znałam samo pojęcie, ale nigdy się nie zagłębiałam. Tym bardziej chętnie poczytam 2. część - nie rezygnuj z niej i miałabym prośbę, aby mnie zawołać Życzę powodzenia w dalszej terapii.

Hejoszki, właśnie usiadłam do Twojego posta i jak czytałam Twój wstęp poczułam się jakbym czytała o sobie. Gdy dotarlam do momentu opowiadania o fotografii jak piorun uderzyło mnie wspomnienie, gdy sama znalazłam zdjęcie na którym zobaczyłam 6 letnie dziecko bez grama nadzieji w oczach. Zabolało mnie to, jak również to że Ty również tak cierpisz. Przytuliłabym Cię ciepło, bo nikt ale to nikt nie zasługuje na taki ból.

Co do terapii jestem zadziwniona tą abstrakcyjnoscią. Gdyby nie zaufanie do Ciebie, to bym pomyślała że ktoś mi tutaj kity wciska. Jak nabiorę gotowości, bo ta jest kluczowa porozglądam się, oczywiście po tym jak zbiorę milion monet.

Mi psychiatrzy polecali terapię CBT na cPTSD, ale jak mi się cholera nie chce wchodzić teraz w żadne terapię. 😄

Czekam na drugi wpis. Zawołaj jak możesz. Wszystkiego dobrego w nowym roku. Aby procesy samoleczenia były jeszcze bardziej efektywne.

Zaloguj się aby komentować

Choć uważam, że Freud miał racje i istnieje konflikt miedzy Id (pierwotne, podświadome, wyparte popędy) i superego (narzucane społecznie normy) to ten konflikt nie obejmuje wyłącznie kwestii ludzkiej seksualności. Freud też to końcowo przyznał i uznał istnienie popędu śmierci (Tanatos) któremu przeciwstawiał popęd życia (Eros) tożsamy u niego z libido. Ja jednak podobnie jak Jung nie utożsamiałbym libido jedynie z popędem seksualnym. Nietzsche utożsamiał instynkt życia z wolą mocy, która może być realizowana w sposób pozytywny (chęć twórczego artyzmu, lub przygodności o której pisał From) jak i negatywny (dosłownie faszyzm). W ramach intersubiektywnych norm tworzy się możliwość racjonalnego dyskursu co jest podstawą nowoczesnego społeczeństwa. Pojawianie się jednostek pokroju Trumpa zaburza ten dyskurs ponieważ Trump odrzuca jakąkolwiek normy społecznej debaty polaryzując ostro społeczeństwo.


W tym więc przypadku istnienie wspólnego systemu normatywnego ogranicza ludzkie, solipsystyczne pragnienie realizacji własnej woli dominacji (która ma w tym przypadku charakter pragnienia zwiększenia własnej sprawczości, a nie seksualny) nad innymi. Istnieje jednak jeszcze jeden wymiar naszych ukrytych lęków. Uważam, że każda jednostka ma skłonność do popadnięcia w paranoje. Człowiek ma możliwość popadnięcia w największe szaleństwo i bać się nawet własnego cienia, ale społeczny logos pozwala mu racjonalizować otaczający go świat co zwiększa jego poczucie bezpieczeństwa gdy kiedyś radził sobie z trwogą dzięki religii.


#revoltagainstmodernworld #filozofia #psychologia #socjologia #polityka

f7fac121-c2d9-4add-a37e-7ef698e45cfd

Pojawianie się jednostek pokroju Trumpa zaburza ten dyskurs ponieważ Trump odrzuca jakąkolwiek normy społecznej debaty polaryzując ostro społeczeństwo.

Rozwiniesz?

Zaloguj się aby komentować

Napisałem już list do Mikołaja i czuję, że przyniesie mi coś, co "kupuje" już od dobrych 10 lat. Zacieram rączki. Mam ten egzemplarz po angielsku, choć nie lubię czytać tego typu treści w tym języku, więc nie psułem sobie zabawy.


Zwlekałem z zakupem, bo dla mnie to książka-symbol i chciałem być wystarczająco dojrzały, otwierając ją po raz pierwszy. Rzecz jasna nie jestem, ale przeczytać muszę.


#jung #ksiazki #psychologia #filozofia

db365b96-6358-4e75-94f2-2c60fe81b715

Zaloguj się aby komentować