#praca

17
1923

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Mam 34 lata, od około 10 lat pracowałem jako technolog konstrukcji i detali stalowych do obróbki skrawaniem. Przeszedłem przez 4 firmy, różne style zarządzania i kilka mocno nieprzyjemnych doświadczeń. Piszę, bo chciałbym usłyszeć merytoryczny feedback od osób, które miały podobnie albo patrzą na to z dystansem.


Nie pracowałem w trakcie studiów, więc pierwszy pracodawca był dla mnie konkretnym zderzeniem z rzeczywistością. Był to czas dosyć dużego bezrobocia, więc już sam fakt, że miesiąc po studiach udało mi się znaleźć pracę biurową, traktowałem jako sukces. Startowałem od umowy zlecenia na 3 miesiące, a plan wdrożenia zakładał 2 miesiące na produkcji i 1 miesiąc w kontroli jakości. Na papierze brzmiało to sensownie, bo firma miała dość szeroki park technologiczny: cięcie termiczne, laser, wykrawanie, prasy krawędziowe, spawanie, prostą obróbkę skrawaniem i malowanie, głównie przy cienkich blachach, często nierdzewnych. Z perspektywy czasu uważam, że taki start mógł mieć dużą wartość, gdyby był lepiej poprowadzony.


Pierwszy miesiąc spędziłem na dziale czyszczenia ślusarskiego. Ludzie byli w porządku, trafił się nawet kolega z technikum. Brygadzista był nerwowy, ale kiedy trzeba było, pomagał i tłumaczył. Problem polegał na tym, że przez cały ten czas nie było żadnej konkretnej rozmowy z moim docelowym przełożonym o tym, jak ma wyglądać wdrożenie i czego dokładnie powinienem się uczyć. Dzisiaj sam ustaliłbym takie rzeczy od razu na starcie: ile czasu na którym dziale, jakie cele, jaki zakres wiedzy do opanowania. Wtedy byłem świeżo po studiach, bez doświadczenia i bez większej asertywności.


W rozmowie z jednym z pracowników, chyba z kontroli jakości, dowiedziałem się, że powinienem przejść przez różne działy firmy, żeby zrozumieć proces. Poszedłem więc do głównego technologa, czyli mojego docelowego przełożonego, i razem z nim do kierownika produkcji, żeby ustalić, gdzie mam trafić dalej. Padło na dział montażowo-klejarski. Tam również trafiłem na ludzi, którzy byli pomocni i normalni w kontakcie. Praca była już bardziej przekrojowa: wiercenie, nitowanie, kalibrowanie gwintów, malowanie, czasami klejenie. W części operacji potrzebny był nadzór pracowników z odpowiednimi uprawnieniami, więc można było też zobaczyć, jak wygląda odpowiedzialność przy bardziej wrażliwych etapach. Drugi miesiąc dał mi sporo kontaktu z realnym wykonaniem detali i montażem, ale znów bez większego udziału głównego technologa. Pojawił się może raz, przy okazji jakiegoś zlecenia, i tylko zapytał, czy wszystko dobrze.


Trzeci miesiąc spędziłem w kontroli jakości. Tu zaczęło się coś, co faktycznie mogło budować podstawy pod późniejszą pracę technologa. Uczyłem się korzystania z podstawowych narzędzi pomiarowych: zwykłej suwmiarki, sprawdzianów przechodnich i nieprzechodnich do gwintów, kątomierza, mikrometru, średnicówki, do tego wypełniania raportów pomiarowych. Szkoda, że zabrakło czasu na ramię pomiarowe, bo to byłby już bardzo konkretny plus na start. Znowu jednak największą wartością byli ludzie z działu, bo zawsze było do kogo podejść i dopytać, jak prawidłowo wykonać pomiar albo jak interpretować wynik.


W tym momencie, któregoś dnia, bez wcześniejszych zapowiedzi zostałem poproszony do biura technologicznego na rozmowę z głównym. Okazało się, że było to odpytywanie z całego parku maszynowego i jego możliwości (firma typu cięcie termiczne laserem/wykrawanie/prasy krawędziowe/spawanie/ewentualnie prosta obróbka skrawaniem/malowanie raczej na cienkich blachach często nierdzewnych). Biuro w którym byłem odpytywany to był typ open space, z ok. 15 pracownikami (większość w biurze). Na moment rozmowy nie wiedziałem, że powinienem się orientować w parku maszynowym tak dokładnie, chociaż teraz wiem że na pewno by to przyspieszyło wdrożenie na technologa i jeśli sam, jako kierownik działu, stworzyłbym takie wdrażanie, to wymagałbym przyswojenia takiej wiedzy ale uprzedzając o tym jasno. Z mojej strony było głównie "nie wiem" jako odpowiedź. Główny technolog opierdzielił mnie od góry do dołu na oczach wszystkich, ton między podniesionym głosem a krzykiem i jedna czy 2 bluzgi nawet. Po tym jak w domu przerobiłem sobie wszystko po swojemu co się stało, doszedłem do wniosku że trzeba się ogarnąć i faktycznie nauczyć parku maszynowego, mimo że jakiejś obecności czy prowadzenia nauki nie było ze strony głównego co już w tamtym momencie zaświeciło się jak czerwona kontrolka. Kolejnej rozmowy na temat parku maszynowego nie było już, przynajmniej nie pamiętam żeby taka była.


Po upłynięciu trzech miesięcy dostałem umowę o pracę na czas określony. W dziale miałem zajmować się wykonywaniem instrukcji montażowych i planów kontroli, choć w praktyce najczęściej kończyło się na instrukcjach montażowych. I szczerze mówiąc, to była dla mnie naprawdę ciekawa część pracy. Uczyłem się wtedy korzystać z CAD 2D i 3D — głównie Inventora oraz DraftSighta do 2D, choć nie zawsze były licencje dla wszystkich. Robiłem zdjęcia na produkcji, jeśli akurat dany wyrób był montowany, zbierałem materiał i przekładałem to na dokumentację dla montażu. Potem wszystko trafiało do weryfikacji głównego technologa.


Weryfikacja w biurze technologów, na stojąco przy biurku głównego. Opierdziel przy wszystkich stawał się normą, raz większy raz gorszy i nie zawsze zasłużony gdyż starałem się pracować sam (po jednym czy 2 pytaniach dowiadywałem się, w nerwach, że powinienem to wszystko wiedzieć ze studiów). Po wykonaniu 2 instrukcji, dowiedziałem się że jeszcze będę pomagał przy wycenach pod technologię i wtedy już zaczęło się piętrzyć. Z jednej strony główny czepiający się o instrukcje czemu jeszcze nie zrobione a z drugiej prezes firmy (nadzorował wycenianie) czepiający się dlaczego wyceny nie zrobione (wyceny były dosyć dokładne, gdyż stanowiły bazę pod przewodniki płacowe; cały BOM, marszruta technologiczna z czasami założona w systemie ERP na każdy detal z zapytania). Teraz wiem, że wyceniający jest to osobne stanowisko w takich firmach ale wtedy walczyłem z tym i chciałem podołać, ale nerwy wychodziły w tym czy innym momencie, w ten czy inny sposób (w pracy czy poza pracą).


Tak minęło około 5 miesięcy i wtedy przeszedł moment, w którym poprosił mnie na rozmowę główny na salkę konferencyjną. Wręczył mi wtedy wypowiedzenie, usprawiedliwiając je koniecznością redukcji mojego etatu. Miałem totalnego zonka i nie wiedziałem o co chodzi, więc głupio zapytałem czy coś było moją winą w tym wszystkim i główny powiedział, że nie ma totalnie związku z tym jak wykonywałem swoją pracę. Jeśli chodzi o moją, jeszcze świeżą po studiach, psychikę, to był kosztowny dzień ale poszedłem wtedy do brygadzisty na montażu, z którym naprawdę spoko rozmawiało i poszedłem po radę co robić. W ten sposób, w tej samej firmie, znalazłem z powrotem pracę na montażu do czasu, aż znajdę kolejną biurową.


Z perspektywy czasu patrzę na tę pierwszą pracę dwojako. Z jednej strony była to szkoła życia i pierwsze realne zetknięcie z produkcją, kontrolą jakości, dokumentacją technologiczną, podstawami pracy w CAD i wyceną opartą o BOM-y, marszruty i ERP. Z drugiej strony było to wejście w zawód w środowisku, w którym wymagania były momentami sensowne, ale sposób ich egzekwowania i samo wdrożenie były mocno chaotyczne. I chyba właśnie to doświadczenie najmocniej zostało mi w głowie — nie dlatego, że ktoś „coś powiedział”, tylko dlatego, że od początku połączono brak jasnego prowadzenia z publiczną presją i oceną.


Po jakimś miesiącu znalazłem pracę na stanowisku technologa w oddalonym o ok. 50 km mieście wojewódzkim. Połączenie spoko, praktycznie z pociągu 5 minut do pracy z buta. Bardzo w porządku ludzie (małe wyjątki, ale gdzie ich nie ma). Tutaj najpierw wyceniałem, a następnie pisałem technologię — czasem robiłem jedno, czasem drugie, a czasem przeplatałem oba zadania. Czasami było pracy pod korek ale nie było źle. Największy szok dla mnie to był mój nowy kierownik działu. Co bym nie potrzebował się dowiedzieć to "pytaj, nie kombinuj sam". Nauczyłem się w tej pracy porządnie CAD 2D (AutoCAD LT), kolejny system ERP do przyuczenia, ale w tej pracy sam z siebie poznałem go już dosyć dobrze (na tyle ile wymagało to stanowisko; niektórzy programiści CNC z obróbki wymagali wiedzy jaką mieli oni sami ale na to zwyczajnie brakło czasu). Nauczyłem się też porządnie rysunku technicznego chociaż z rysunkiem zawsze sobie dobrze radziłem sam z siebie (mam na myśli czytanie i rozumienie rzutów, wymiarowania itd.). W tej pracy zleciało mi ok. 3 lata. Po czasie zaczął doskwierać dojazd pociągiem (czas tracony na spóźnieniach, awariach pociągów i dworcach itd.; plusem było że lubię czytać książki i czytałem wtedy dosyć dużo w pociągach). Do rozstania z tą pracą przyłożył się również brak podwyżek po 2 czy 3 rozmowach, trzecia była już po złożeniu przeze mnie wypowiedzenia.

Ta praca dała mi pierwszy wyraźny sygnał, że problemem nie zawsze jestem ja, tylko często po prostu środowisko i sposób prowadzenia ludzi.


Kolejna praca była w moim rodzinnym mieście, ok. 15 minut jazdy autem albo 15 minut autobusem i około 10 minut pieszo. Również stanowisko technologa. To właśnie tam najmocniej rozwinąłem się w CAD 3D. Miałem też bardzo w porządku kierownika, chyba najlepszego z dotychczasowych, i głównie dzięki niemu nauczyłem się tyle w tym obszarze. Jedną z nowości było dla mnie także programowanie wypalarki plazmowej — nie było o tym mowy na rozmowie o pracę, ale wdrażałem się w to pod okiem pracownika odchodzącego na emeryturę, którego miałem zastąpić.


W tej firmie spędziłem blisko 6 lat. Bywał zapierdziel, bywały też spięcia z ludźmi z innych działów. Z czasem nauczyłem się, że każdy — w tym ja — ma tendencję do myślenia, że to właśnie on ma najwięcej na głowie, a prawda zwykle leży gdzieś pośrodku. Jednocześnie dość szybko da się wyczuć, kto naprawdę pracuje, a kto po prostu wali w ch..a. Dlatego przestałem z góry zakładać, że to ja mam najgorzej, i starałem się grać zespołowo, ale z poprawką na to, że jeśli ktoś od początku robił mi pod górę, to trudno było później oczekiwać z mojej strony pełnego zaangażowania w pomoc. Mimo tych zgrzytów większość ludzi wspominam dobrze.


Po czasie pojawił się też drugi temat, mniej spektakularny, ale ważny z perspektywy tego, gdzie jestem dziś. Po kilku latach ta praca zrobiła się momentami bardzo powtarzalna. Nadal dawała mi stabilność i nadal miałem tam ludzi, od których można było się czegoś nauczyć, ale coraz częściej łapałem się na myśli, że zawodowo zaczynam się trochę zasiedzieć i kręcić wokół podobnych problemów. To był jeszcze etap luźnych przemyśleń, a nie konkretnego planu, ale właśnie wtedy pierwszy raz zaczęło mi kiełkować z tyłu głowy, że może kiedyś przyjdzie pora coś zmienić.


Było jednak jedno wydarzenie, które mogło zaważyć na tym, jak byłem później postrzegany w tej firmie. Raz w tygodniu odbywała się narada, na której technolodzy prezentowali koszty ze zleceń i omawiali problemy. Uczestniczył w tym prezes, kadra dyrektorska oraz biurowi. Zwykle było raczej merytorycznie, bez większych fajerwerków. Na jednym z tych spotkań padło na moje zlecenie, gdzie było przekroczenie godzinowe wynikające z dużo dłuższej obróbki ślusarskiej — trzeba było wyprowadzić chropowatość, do tego pojawiły się wady materiałowe — oraz droższej kooperacji, niż zakładała wycena. Część ślusarską potrafiłem wyjaśnić, ale prezes zapytał mnie, a dyrektor produkcji to podchwycił, dlaczego tak często koszty rozjeżdżają się między wyceną a wykonaniem.


Przygotowałem się do tej narady i wcześniej sprawdziłem najbardziej aktualne wyceny. Wyszło mi, że były one po prostu dosyć nieaktualne względem kosztów rejestrowanych w systemie. Powiedziałem więc to wprost i dodałem, że ceny powinny zostać odświeżone. Na spotkaniu zostało to przyjęte bez większych komentarzy, ale około godziny po powrocie do biurka przyszedł do mnie wyceniający od detali tego klienta i praktycznie zaczął na mnie krzyczeć o to, co powiedziałem. Starałem się zachować spokój i kulturę, tym bardziej że był to człowiek ode mnie starszy o jakieś 30 lat. Wyjaśniłem mu swoje stanowisko, ale nic to nie dało — wyszedł w nerwach i trzasnął drzwiami.


Od tego momentu zacząłem zauważać, że część osób z dłuższym stażem w firmie — głównie ze sprzedaży, wycen, zaopatrzenia i magazynu — zwyczajnie mi nie ufa. Zachowanie wobec mnie zrobiło się co najmniej chłodne. Starałem się później normalnie rozmawiać z ludźmi, ale chyba dla części z nich zostałem kimś w rodzaju konfidenta albo sygnalisty. Nawet wyjścia na piwo w większym gronie zrobiły się przez to męczące, więc bywałem na nich raczej od czasu do czasu. Co ważne, przed tamtym spotkaniem pytałem swojego kierownika, czy mam to powiedzieć, bo czułem, że padnie pytanie o przekroczenie kosztów. Usłyszałem, że mam mówić dokładnie to, co ustaliłem, więc w tej konkretnej sytuacji nie mam sobie wiele do zarzucenia. Myślę jednak, że koszt tej jednej sytuacji ciągnął się za mną do końca pracy w tym miejscu.


Niektórzy z czasem się przekonali, ale finalnie i tak doszedłem do momentu, w którym coraz mniej obchodziło mnie, kto i jak mnie odbiera. To właśnie tam nauczyłem się, żeby nie przejmować się aż tak mocno opinią innych, bo wcześniej wpływało to u mnie mocno i na samoocenę, i na psychikę.


Ta praca skończyła się dla mnie zwolnieniem. W firmie od kilku miesięcy trwała fala redukcji etatów — raz kierownik działu, raz księgowa, raz ktoś z biura. Z tyłu głowy czułem, że może paść również na mnie, bo dało się zauważyć pewien wzorzec. Dodatkowo po około 2–3 latach poszedłem po podwyżkę, bo kończyła mi się umowa na czas określony, a kolejna miała już być na czas nieokreślony. W międzyczasie firma dawała podwyżki wynikające głównie ze wzrostu minimalnej krajowej — po ok. 300 zł netto i, z tego co było słychać, wszystkim, od produkcji po biura.

Na rozmowie o przedłużenie umowy siedział ze mną dyrektor produkcji i mój przełożony. Dyrektor od razu rzucił, że pewnie chodzi mi o to, czy przedłużą mi umowę na czas nieokreślony, i że to jest oczywiste. Odpowiedziałem, że tak, ale liczyłem też przy tej okazji na podwyżkę. Już wtedy było widać, że nie jest mu to w smak. Zacząłem więc argumentować konkretnie: dokładnością pracy, bardzo małą liczbą błędów generujących koszty oraz aktywnym udziałem w upraszczaniu pracy w nowo wdrażanym systemie ERP. W praktyce byłem jedną z osób, które najlepiej go ogarniały, i często pomagałem innym w dziale.


W odpowiedzi usłyszałem klasyczne: „czy wie pan, jaki koszt jako pracodawca ponosimy, zatrudniając pana?”. Byłem świadom kosztów zatrudnienia, ale z drugiej strony nie przychodziłem tam siedzieć i nic nie robić. Odpowiedziałem więc, że to rozumiem, ale zapytałem, czy mam w takim razie zrezygnować z oczekiwań finansowych przy rosnących kosztach życia. Dyrektor zaproponował wtedy 200 zł brutto. Liczyłem na więcej, więc próbowałem jeszcze rozmawiać. Tylko że od tego momentu rozmowa przestała być merytoryczna. Dyrektor zaczął mnie przegadywać (zaczął podnosić również głos) i nie przyjmował moich argumentów do wiadomości, więc uznałem, że nie ma sensu tego dalej ciągnąć. Mój kierownik do pewnego momentu mnie popierał, ale gdy rozmowa zaczęła się sypać, zamilkł. Nie mam do niego o to żalu, ale myślę, że cała ta sytuacja mogła później zaważyć na moim zwolnieniu.


Po sześciu latach człowiek mimo wszystko przyzwyczaja się do miejsca pracy, więc to też swoje kosztowało. A powody z wypowiedzenia były, moim zdaniem, lekko naciągane. Pierwszy to „częste L4”. W trakcie tego zatrudnienia miałem 8 zwolnień lekarskich: jedno trzytygodniowe, dwa dwutygodniowe i resztę krótszych, kilkudniowych. Część wynikała z rzeczy losowych, część z gorszego momentu psychicznego po dłuższym czasie napięcia. Drugi powód to błąd przy przepisywaniu danych z atestu materiałowego do wykonania graweru na detalu — przy czym takich danych przepisywałem w ciągu roku setki razy, a błędy zdarzały się bardzo rzadko.


Zwolnienie przypadło na koniec listopada 2024, więc miałem jeszcze 3 miesiące wypowiedzenia. Przez kilka dni po wypowiedzeniu jeszcze chodziłem do pracy, chyba bardziej z rozpędu niż z czegokolwiek innego. Później byłem już na zwolnieniu i skupiłem się na szukaniu kolejnej pracy.


I teraz zaczyna się cyrk zwany rekrutacjami w roku, dla mnie, 2024 przez 2025 i dalej trwający w 2026. Przy rekrutacjach zawsze starałem się iść w jakość, a nie w ilość. W CV zawsze opisywałem obowiązki takimi, jakie były. Schludnie, krótko acz treściwie. Ale w trakcie tych 3 miesięcy miałem 3 rekrutacje, więc traktowałem temat w miarę luźno. Dwie z trzech nie wypaliły, oczywiście bez choćby słowa, i gdybym nie zadzwonił, to pewnie dalej nikt by się nie odezwał. Trzecia wypaliła i zaczynałem pracę w marcu, równo z końcem czasu wypowiedzenia.


Praca niestety okazała się mocno przestrzelona. Park maszynowy w nowej firmie różnił się od poprzedniego (m. in. były frezarki obwiedniowe, dla mnie nowość). W drugi dzień pracy, poprzedniego dnia było głównie szkolenie BHP, dowiedziałem się, że będę prowadził grupę 20 chłopa z zawki, którzy mają praktyki zawodowe w zakładzie. Nikt się nie zająknął nawet słowem na ten temat na rozmowie o pracę. Wiedziałem, że będę musiał się mocno podszkolić z opisywania prac na maszynach obróbczych (dokładnego rozpisywania procesów toczenia/frezowania, z rozbiciem na opisanie zamocowania, dobór narzędzi itd.). Jestem świadom tych braków i miałem plan je nadrobić w toku pracy. Ciężko jednak nabierać takiego doświadczenia, gdy już na samym starcie ma się do prowadzenia praktyki 20 chłopaków. Bez kursu pedagogicznego (informowałem, że go nie mam, ale usłyszałem, żeby się tym nie przejmować), bez doświadczenia i bez znajomości samej firmy, w której pracuję. Ostatecznie, po rozmowie najpierw z przełożonym („nic nie da się zrobić bo ktoś musi praktyki prowadzić”), a następnie z prezesem ustaliłem, że nie jestem w stanie wykonywać tego obowiązku należycie i zostało to przekazane innej osobie w dziale. Dodatkowo, od poprzedniego szkoleniowca, który jeszcze był kilka dni w firmie po decyzji o rezygnacji z jego usług (gość na emeryturze, nauczyciel ze szkoły mechanicznej dorabiał sobie prowadząc praktyki), że ta decyzja zapadła około 2 dni przed moim przyjściem do pracy, a dobry tydzień po dogadaniu mojego zatrudnienia.

Przy tym jeszcze na początek wyceniałem głównie detale obróbcze, również bardzo dokładnie zakładając wstępną marszrutę w systemie ERP (stworzenie BOM, założenie operacji i czasów obróbczych). Taka wycena to proces czasochłonny, tym bardziej że większa część pracy szła w powietrze i nie przynosiła zamówień (czasy były mocno przegadywane i w miarę możliwości dopasowywane, żeby był wilk syty i owca cała, ale kto tak pracował, ten wie, że nie da się tak zawsze). Do tego dochodzi kierownik działu. Facet już dawno na emeryturze. Nie było dnia w ciągu tych 3 miesięcy, żeby z kimś się nie pokłócił, a zwykła dyskusja, zależnie od humoru tego przełożonego, zamieniała się w kłótnię. Facet bardzo wybuchowy, dał sobie wklepać funkcję głównego technologa i kierownika produkcji naraz. Na pewno szła za tym gratyfikacja finansowa — nie wierzę, że nie. Czasami po jego przejściu po produkcji jedna lub dwie osoby po prostu szły do domu i brały tego samego dnia L4 albo urlop na żądanie jeśli mieli. Ze mną tak od razu sobie nie pozwalał, ale już po 2 miesiącach mieliśmy jedno czy dwa ścięcia. Dodam tylko, że przynajmniej na tyle, na ile mogłem ocenić, facet miał wiedzę i czasami nawet pomagał, mnie i innym, jak miał lepszy humor. Ale była jedna sytuacja, gdy wrócił z jakiejś narady (pewnie premiowej; rozpisanie premii na działy na podstawie sprzedaży; zasady dla działu technologicznego, jak mi kolega z działu pokazał, były zaprojektowane tak, żeby dać jak najmniej premii) i pojechał po nas wszystkich, praktycznie krzyczał na nas, że nic nie robimy. Kolega, który zaczynał tam wcześniej jako operator, a później przez długi czas był programistą CNC (gość zdolny i często pytany o radę przez wszystkich), dostał tak, że przez kilka dobrych minut był w szoku, zanim odpowiedział. Ogólnie była to połajanka o tym, jacy to wszyscy jesteśmy źli. Nie podeszliśmy do tego agresywnie tylko chcieliśmy to jakoś zagasić ale kierownik sam skończył w końcu tyradę i poszedł do swojego biurka. Dwa dni później dowiedzieliśmy się, że dodatkowo kierownik poskarżył się prezesowi, że pracownicy, w tym nasz dział, go gnębią. W ciągu tych 3 miesięcy zdarzyły się również dwie sytuacje, w których podczas kłótni z innym pracownikiem prawie doszło z jego strony do rękoczynów.


Ludzie, przez takie „zarządzanie”, tam ostro pracowali, nie było „kawusi” i pierdzenia w stołek. Widziałem, że naprawdę mógłbym się dużo nauczyć zarówno na tym stanowisku, jak i od chłopaków, ale oprócz prowadzenia praktyk miałem też zastąpić osobę odpowiedzialną za kwestie czysto systemowe (nadzorowanie kosztów, rejestrowanie zleceń, kart braków; obowiązki czysto dla jednej osoby i czysto bez dodatkowych obowiązków). Ale ostatecznie, na decyzję o odejściu z tego miejsca pracy, z końcem okresu próbnego złożyło się głównie zachowanie kierownika w stosunku do wszystkich. Wrażliwość na krytykę już mi przeminęła, ale wiedziałem, że środowisko pracy, które ten pan tam tworzył, odbiłoby się na mnie długofalowo. Albo ja bym musiał swoje życie i dumę do kieszeni schować całkowicie i się dawać tak traktować albo wyjście, które wybrałem. Wiem, że nie byłaby to osoba, z którą można normalnie pracować. Lubię nowości, lubię się uczyć, ale pewne rzeczy, moim zdaniem, trzeba dawkować i zadbać trochę o własny interes.


No i a propos dbania o własny interes. Mamy drugą połowę marca 2026. Z ostatnią firmą rozstałem się z końcem maja 2025. Po mniej więcej dwóch miesiącach odetchnięcia usiadłem do nauki programowania w Pythonie, początkowo bez bardzo konkretnego kierunku. Zacząłem od kursu z Udemy, później coraz częściej korzystałem z AI do tworzenia ćwiczeń i to właśnie taka forma nauki zaczęła przynosić pierwsze wymierne efekty. Dopiero wtedy zacząłem czuć, że nie tylko „klepię” składnię, ale faktycznie zaczynam rozumieć logikę pisania kodu.

Z czasem pojawiło się pytanie, w jaką stronę w ogóle chcę z tym iść zawodowo. Obok Pythona zacząłem więc uczyć się SQL w PostgreSQL. Nie wiem, czy wybrałem idealnie, ale chciałem po prostu od czegoś ruszyć i zobaczyć, czy da się z tego zbudować realny kierunek — może pod helpdesk w systemach ERP, może później pod bardziej zaawansowaną pracę z bazami danych, jeśli wiedza i doświadczenie będą szły w dobrą stronę. Gdzieś z tyłu głowy przyświeca mi też myśl o pracy zdalnej, a nie o żadnych legendarnych kokosach z internetu. Po prostu o pracy, która dawałaby trochę więcej spokoju i normalności.


Ta myśl o zmianie nie wynika tylko z samej ciekawości. W dużej mierze wynika z tego, że zwyczajnie potrzebuję zmiany środowiska. Jestem świadom, że nie ma branży wolnej od trudnych ludzi i słabych przełożonych. Sam też na pewno nie jestem bez wad. Ale po tych wszystkich doświadczeniach wiem jedno: bardzo dużo daje środowisko, w którym można normalnie zapytać, normalnie dostać merytoryczną odpowiedź i normalnie robić swoją robotę bez zbędnych gierek, upokarzania czy ciągłego napięcia. Ćwiczę fizycznie, staram się dobrze jeść, staram się trzymać głowę w ryzach. Widzę postępy na treningach, widzę, jak znika tkanka tłuszczowa, którego od dziecka chciałem się pozbyć, i to naprawdę pomaga mi się nie rozsypać w takim czasie jak ten.


W międzyczasie wysyłałem pojedyncze aplikacje, raczej stawiając na jakość niż ilość. Zdarzało się też, że to rekruterzy sami się odzywali. I chyba właśnie tutaj mam dziś największy problem. Samo usłyszenie „nie” nie jest najgorsze. Najgorszy jest ghosting, szczególnie wtedy, gdy człowiek przejdzie już kawałek procesu, poświęci czas, przygotuje się, czasem nawet zrobi zadanie albo przejdzie dwa etapy rozmów, a potem zapada cisza. I nie chodzi nawet wyłącznie o urażoną dumę. Bardziej o to zawieszenie, w którym człowiek zaczyna rozkładać wszystko na czynniki pierwsze i zastanawiać się, co zrobił źle, nawet jeśli obiektywnie nie ma z czego wyciągnąć żadnego wniosku.

Miałem też rekrutacje, na których zależało mi bardziej niż na innych. Jedna z ostatnich kosztowała mnie tyle, że przez dwa tygodnie praktycznie zaniedbałem naukę nowych umiejętności, bo tak bardzo siedziałem głową w tym, czy się uda. Finalnie się nie udało, ale przynajmniej po kilku telefonach dowiedziałem się, dlaczego. I chyba właśnie to pokazuje najlepiej, w czym rzecz — zdecydowanie wolę usłyszeć „nie”, nawet twarde, niż tkwić w zawieszeniu i dopowiadać sobie resztę.


Najgorsza myśl w tym wszystkim jest chyba taka, że z czasem człowiek zaczyna podejrzewać, że to z nim jest coś nie tak. Że może cały czas robi coś źle. Że może za dużo oczekuje. Że może sam fakt, że chciałbym pracować w środowisku, gdzie da się dostać merytoryczną pomoc od przełożonego i oddać to zaangażowaniem, to już jest oczekiwanie z kosmosu. I to jest chyba ten moment, w którym najbardziej trzeba sobie pilnować głowy, bo łatwo zacząć mylić zmęczenie, rozczarowanie i gorszy okres z tym, kim się naprawdę jest i jaką ma się wartość.

Podsumowując: nie szukam współczucia, nie próbuję nikomu wmówić, że zawsze problem był po drugiej stronie i że ja wszystko robiłem idealnie. Na pewno nie. Ale po tych wszystkich doświadczeniach, kilku pracach, różnych przełożonych, kilku naprawdę niepotrzebnych zderzeniach i obecnym etapie szukania pracy mam po prostu coraz częściej w głowie jedno pytanie: czy ze mną faktycznie jest coś nie tak, czy po prostu miałem pecha do środowisk i ludzi, a teraz próbuję się po tym wszystkim na nowo poukładać?


Podsumowując jeszcze prościej: chcę „tylko” i „aż” pracować.


Na koniec, krótkie 3 pytania do społeczności — jak Wy to widzicie:

1. Po czym u siebie rozpoznawaliście, że problemem było konkretne środowisko pracy, a nie po prostu Wasza zbyt duża wrażliwość albo zmęczenie?

2. Jak radzicie sobie z ghostingiem po rekrutacjach, żeby później nie mielić tego w głowie?

3. Przy takim tle zawodowym cisnęlibyście dalej w przebranżowienie, czy raczej szukali pracy w tym, co już umiem i znam?




#pracbaza #praca #rekrutacja

Zaloguj się aby komentować

Czekałem, czekałem i się doczekałem! Mam nową #praca !


Jestem mega szczęśliwy, zdecydowali się wybrać mnie i zaproponowali większe wynagrodzenie niż sam chciałem - względem obecnego wynagrodzenia będę zarabiał o 1/3 więcej.


ŻEGNAJ BIEDO, PIĘKNA KUSICIELKO!


Dziękuję wszystkim którzy trzymali za mnie kciuki i wspierali przez cały czas - oczywiście pozwoliłem sobie zawołać wszystkich piorunujących po raz ostatni


Za tydzień planuje złożyć wypowiedzenie w obecnej pracy, na pewno się jeszcze pochwalę bo sama myśl o tym też mnie stresuje.


#pracbaza #chwalesie #dildomajsterkuje

bdbd6f09-72c4-433e-99dd-feaef93bf6d6
dildo-vaggins userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dziś w firmie rekrutacja, zaproszonych 6 osób przyszły 2.

Kto się stawił?

37 i 42 latek z doswiadczeniem.


Kto się nie pojawił?

Laska 23 wiosny

Chlopak 25 wiosen

Chlopak 21 wiosen

Laska 30 wiosen


Praca normalna biurowa jak asysnet w dziale ksiegowym za 5k netto do łapy z opcją awansu po roku na stanowisko księgowe 7.6k na łapę.


Ostatnio rekruracje to jakiś dla mnie 42 latka inny wymiar. Robią inni w firmie zakłady ile osób przyjdzie z zaproszonych.


Firma normalna żaden kolchoz albo januszex.


Duży problem mam z mlodym pokoleniem które oczekuje po wysłaniu CV natychmiastowej decyzji. Wszystko musi być instant jak w ich nowoczesnym życiu...


Już nie mogę się doczekać kolejnego poniedziałku bo jeszcze rekrutacja na agenta celnego wystartowała.


Zastanawiam się czy tylko ja mam takie doświadczenia?

Najgorsze że zawsze w piątki potwierdzam poniedziałkowe rozmowy i wszyscy zapowiadali obecność. A dzis? Kamien w wodę, nie odpisują nie odbieraja...


Laska 30 wiosen umówiona na 8.30 napisała o 13.20 "Jestem chora" chyba na odwal.


Tyle dobrze że jeden z dziś obecnych fajny chłop i widać że zatrybi

#praca

b71fe088-a68b-444a-96ce-34c43516818e

Ja to myślałem że jest na odwrót. Że to właśnie firmy olewają kandydata. W większości przypadków wysyłania CV nie ma żadnych odpowiedzi. A jak już są to większość od botów.

Czasem tylko jakaś firma zadzwoni, zaprosi na rozmowę i niby jest spoko.

Po pół roku szukania pracy, dopiero miesiąc temu udało mi się jakaś znaleźć

Zaloguj się aby komentować

Mam dobre wieści. Chyba coś dygnęło na rynku #praca bo zaczęli dzwonić i zapraszać na rozmowy kwalifikacyjne - gdzie przez ostatnie kilka miesięcy była totalna, głucha cisza.


Z minusów - nikt nie chce słuchać o zdalnej czy hybrydowej.


Jutro jadę do dużej lokalnej firmy. Trzymajcie kciuki.

Zaloguj się aby komentować

5 miesięcy obijania. Zleciało ani się nie obejrzałem. Szkoda, że cały ten czas to polska zima czyli gówno #zimowypierdalaj


Dziś pierwszy dzień w nowej #pracbaza #praca , dostałem laptopa z #windows czyli gówno, nie da się zalogować, potem wymusił aktualizację, podczas której się scrashował (BSOD), zrobił więcej aktualizacji i dalej nie da się zalogować xD


#it here, 3 miesiące dobrowolnego obijania + 2 miesiące szukania pracy (choć ostatnie 2 tygodnie to była w zasadzie formalność i papierologie), z ofertami słabo, ale udało się coś znaleźć nawet za lepszy hajs niż ostatnio, wiec nie tragicznie, ale nie gówno. Ale będzie gówno na pewno.


No nic, byle do lata #latonapierdalaj

d56639dc-84a9-487d-a758-8597cf20b7fc

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Ktoś się skusi na taką ofertę? Wymagane 10 lat doświadczenia, ukończone studia wyższe, biegłość w 2 językach obcych, a to wszystko na stanowisko asystenta xddd


#praca

c67ff3d3-cac1-473a-8cee-2594f706985e

@maximilianan Albo już kogoś mają i dają tę ogłoszenie tak tylko dla picu, albo bezczelnie w c⁎⁎ja lecą. Obie opcje są równie prawdopodobne.

Różnie bywa: U mnie w firmie, asystenci produkcji wchuj musza ogarniać i dużo zarabiają

Ogarniają audyty, weryfikują obłożenie personelu , dbają o Papierologie oraz prowadzą „schwerpunktprojekty” ( nie wiem jak to przetłumaczyć) - dbają by wskaźniki produkcji były ok, jeśli coś jest nie ok- tworzą grupy uderzeniowe

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Jestem po kolejnym spotkaniu w sprawie #praca

Ogólnie nie dostałem jeszcze ostatecznej decyzji, ale ton rozmowy i mówienie o mnie w tonie bezpośrednim (na początku mówili „osoba na tym stanowisku byłaby odpowiedzialna za to i to” a teraz mówili „byłbyś odpowiedzialny za to i to”) sugeruje że wszystko idzie w dobrym kierunku.

Dzisiejsze spotkanie bardzo mi się podobało, przełożona rozmawiała ze mną o zadaniu które robiłem tydzień temu na spotkaniu, dostałem duży feedback, mówiła że bardzo dobrze poradziłem sobie z poprawieniem tekstu, że widać u mnie analityczne myślenie, z excela też była zadowolona, zobaczyła formułkę która napisałem i powiedziała że zaszalałem (zrobiłem formułkę z jeżeli i lub xd), ale że z zadaniem poradziłem sobie dobrze.

Od siebie to w weekend przygotowałem sobie pytania odnośnie stanowiska, żeby uzyskać pełniejszy obraz obowiązków. Powiedziałem że chciałbym się uczyć, rozwijać i że po dzisiejszej rozmowie czuje że to stanowisko właśnie dla mnie.

Wydaje mi się że jest okej, jest pakiet medyczny i multisport, okazało się że menagerka biega tak samo jak ja więc wydaje mi się że złapaliśmy dobry kontakt.

Do końca tygodnia dostanę już ostateczny telefon z decyzją.

Będę wołał dopiero jak dostanę ostateczną odpowiedź.

#dildomajsterkuje #pracbaza

a1dfdf7e-77e2-4e7d-a8b4-723e335229b9
dildo-vaggins userbar

@dildo-vaggins Trzymam kciuki, żebyś przypadkiem na finiszu się nie wyłożył jak ci z nienacka podstawią minę pod tytułem "jakim owocem chciałbyś być za 10 lat sprzedając mi długopis?"

Zaloguj się aby komentować

Nie robiłem tego nigdy wcześniej ale....

Żona szuka pracy, znalazła bardzo fajną ofertę "perełkę" i wysłała cv. Dajcie trochę plusów i trzymajcie kciuki żeby się udało, mentalnie by się mocno odbudowała.


#praca

@Hasti powodzenia, mam nadzieję, że będzie git. Moja żona szukała prawie pół roku, zero odzewu, większość CV nawet nie otwartych, mimo że wpisywała się idealnie w wymagania i widełki płacowe. Więc wiem jak to siada na banie i człowiek przestaje wierzyć w siebie. Niby bezrobocie niskie ale jak przychodzi co do czego to jakoś z tą pracą ciężko.

Zaloguj się aby komentować

Jako, że jest tu sporo takich osób jak ja, które szukają pracy (ja dodatkowej), to pomyślałem, że może każdy szukający przekopiuje z CV swoje umiejętności i wcześniej zajmowane stanowiska (bez podawania nazw firm). Potem damy to do AI i poprosimy, żeby zaproponował nam wspólną działalność, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Taka Cyfrowa Spółdzielnia Pracy


Nie szukajmy Januszexów! Sami bądźmy Januszami. Co Wy na to?


#praca

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

KOCHANIIIIIII!!!!!


MAMY TO! Moje marzenia się spełniły! Dołączam do grona osób zatrudnionych na umowę o pracę w normalnej firmie!!!!


Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna za trzymanie kciuków


#praca #zatrudnienie #szampan

79da9600-2314-4dd9-a3e6-8b65f8d9e996

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dziś nie wołam nikogo bo oddzwonili do mnie ze chcą się spotkać na Teamsie w poniedziałek i jeszcze coś obgadać, albo mają dwóch trzech kandydatów i nie mogą się zdecydować albo już chcą dogadać szczegóły tylko ze mną.

Tak czy inaczej nic więcej nie wiem, dowiem się w poniedziałek.

#dildomajsterkuje #praca #pracbaza

dildo-vaggins userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Z doświadczenia widzę że był tam typ który nie ogarnia co to jest 5S i każe robić takie głupoty jak opisywanie wszytskiego. Ale może to być wysryw mojego umysłu spaczonego korpo i pseudo leanowcami.

Zaloguj się aby komentować