Ponad miesiąc temu pisałem w sporym szoku będąc o tym że po kilku latach straciłem pracę...
Nie minął miesiąc a znalazłem nową i to w tej samej branży
W związku z powyższym chciałbym podziękować wszystkim forumowiczom za chęć niesienia pomocy i dobre słowo szczególne podziękowania kieruje do @TwojStaryJeSuchary który kontaktował się ze mną prywatnie i stwierdził rzecz oczywistą, że świat nie kończy się na pracy.
PS. Nie mogę się doczekać gdy wrócę do domu i powiem o tym żonie i dzieciakom
PS. 2. W ramach świętowania tego że przez trzy tygodnie byłem de facto (bo nie de iure) bez pracy i to przeżyłem, zamówiłem sobie nowe buty i zestaw lego XD
Nie mam siły do tych rekrutacji, dla mnie nie możliwym jest dostać się byle gdzie a mój kuzyn np 3 lata temu po prostu wysłał CV miał tydzień szkoleń i do roboty, bez żadnych testów wiedzy i śmiga w audycie. Siostra kolegi żadnych języków, kursów po prostu dostaje 5k netto w powiatowym w biurze i jest młodsza 2 lata ode mnie, dla mnie taka kwota nigdy nie będzie osiągalna. Z mojego wydziału studenci od 2 roku pracowali w zawodzie czy szeroko pojętym biznesie tylko mnie nigdzie nie chcą.
Odechciewa mi się uczyć bo nikt nie zwraca uwagi i żadnych pytań technicznych, życie potoczyło mi się tak, że rosyjskiego się uczę to też nic nie da zawodowo.
Z moimi zaburzeniami nie mogę pracować z ludźmi i fizycznie. Moja morda budzi obrzydzenie wyglądam jak typowy kacap z FSB, na operacje twarzy mnie nie stać.
Jeszcze mnie ku⁎⁎⁎ca bierze bo zawsze z moim CV jest źle i mam to usunąć, inaczej napisać, freelancing(mimo braku działalności ale tego pracodawcy nie mogą podejrzeć za to świadczenia pracy na zleceniu tak), projekty na github, własne analizy do portfolio, codziennie szkolenia, konferencje żeby się dostać byle gdzie. Jednocześnie nikt nigdy nie zwrócił uwagi na certyfikaty. Nie rozumiem tego jak inni piszą CV, że raz wysyłają i chcą ich do pracy. Na targach pracy dowiaduję się, że nigdzie nie ma zapotrzebowania, ale inni tam zdobywają pracę i kontakty.
Klasyki mojego CV:"Musisz przestać się starać być przez wszystkich lubiany i doceniany - nikt niczego nie doceni jeśli Ty sam tego nie docenisz, a musisz zacząć doceniać siebie", "widać desperację i brak pewności siebie", "nie robisz dla siebie"
Nie mam zdjęcia: "A zdjęcie dałeś?, zdjęcie trzeba", wrzucam zdjęcie: "Nie i nie polecam dodawać Zajmuje niepotrzebnie miejsce i daje szansę na bycie odsianym przez wygląd".
Gdy jeden powie, że mam iść osobiście zapytać i zanieść CV to potem na hejto mnie jadą:"nikt tak nie robi, RODO, jesteś desperat, że tak robisz", jak nie zanoszę to potem "Jak chcesz jakąś pracę to nie odpuszczaj. Bierz papiery i idź jeszcze raz - osobiście.", na uczelni wpajają jaki LinkedIn jest ważny ja mam zero odzewu potem "LinkedIn przez wysyp ludzi z zagranicy ma bardzo dołujące statystyki".
Zawsze gdy aplikuję to zły okres na rynku od lat przez cały rok nikt nie zatrudnia.
Nawet mają dostęp do moich świadectw pracy mimo, że pracowałem na zleceniu.
K⁎⁎wa co ja nie zrobię zawsze jest źle a wszyscy mi dobrze doradzają, chcą pomóc tylko mi od urodzenia się nic nie chce.
#pracbaza #praca
Coraz lepsze te korpo się do mnie odzywają na LinkedInie z rekrutacji, tyle że teraz mam fajną pracę i się rozwijam. Ale w sumie już mocni gracze w Europie a nawet na świecie z korpo do mnie piszą żebym się rekrutował na stanowiska menadżerskie. No i to nie spam, bo sobie piszę z tymi rekruterami i odpowiadają mi na pytania w wiadomościach, pytają o dostępność na calla. 100 % ofert odpowiada idealnie mojemu profilowi zawodowemu. Najciekawsze jest to, że jak sam szukałem to tego nie widziałem. W sumie jeszcze 29 letni ze mnie szczyl, zaraz 30 letni
Od lata zarabiam prawie 2x tyle co w poprzedniej firmie, coś tam się rozwijam. Zapierdalałem pół młodości za psie siano. Kumple na zakładach jako jacyś technicy/specjaliści często patrzyli spod byka, że IT/E-Commerce jakieś tam gry i zabawy, albo sprzedaż b2b to jakieś wciskanie kitu pewnie. No i wyszło, że nie.
Nowy projekt w kotraktowni IT sprawił, że muszę odświeżyć CV i uciekać xD
Szukali testera automatyzującego z minimum dwoma językami na poziomie seniora. Podczas wdrożenia okazuje się, że 95% roboty to testy manualne legacy systemów. Na pytanie o nieścisłości w ogłoszeniu usłyszałem wprost, że jak piszą prawdę to nikt się nie zgłasza xD
Na pierwszej rozmowie ustaliłem, że ja pracuję maks do 15:00. Koniec kropka. Jak będzie jakieś mega ważne spotkanie to raz na pół roku mogę zostać chwilę dłużej. Zaakceptowali bez problemu. W pierwszym tygodniu trzy spotkania o 17 xD (oczywiście nie poszedłem, informując wcześniej, że wykracza to poza zakres mojego kontraktu)
Miały być nowoczesne technologie i "AI-native" frameworki. Jest Jenkis, Java 8 i całkowity zakaz używania AI w całej firmie xD
Ogólnie to 100% rzeczy które mi powiedzieli na pierwszej rozmowie rekrutacyjnej to kłamstwa.
I teraz pytanie. Powiedzieć im, że coś im się pojebało i uciekam z tego syfu już teraz? Czy może dopiero po zakończonym onboarding żeby za te kłamstwa narazić firmę na większe straty? xD
Niektórzy ludzie zmieniają pracę kilka razy w roku, albo poprostu coś im nie pasuje to rzucają papierami. A ja prawie 10 lat w kołchozie fizycznym, skończone w międzyczasie studia zaoczne i boję się coś zmienić, nawet nie mam nadzieji na zmianę na lepsze.
Zalezy, nie ma as tak wielu sytuacji gdzie trzeba kogos od zaraz, a dla samego pracownika taka kompulsywna zmiana mode nie wyjsc na dobre, no i to dziala w 2 strony masz 3 miesiace na planowanie zanim cie wyjebia za ruchanie anetki z HR na magazynie
@Solar Potwierdzam, doswiadczone empirycznie na wlasnej skorze. Kiedy podawalem 3 miesieczny okres wypowiedzenia odzew byl bardzo lichy. Kiedy zaczalem skladac oferty podajac 1 miesieczny okres wypowiedzenia oferty zaczely sie sypac i w ciagu jednego miesiaca zdolalem przyjac nowa oferte
W trakcie rekrutacji poinformowalem ze moj okres wypowiedzenia technicznie wynosi 3 miesiace ale uwzgledniajac zalegly urlop mysle ze nie bedzie problemu ze skroceniem. Ostatecznie, nowy pracodawca zgodzil sie poczekac na mnie 2 miesiace.
Po czasie stwierdzam ze warto bylo zaczac klamac i podawac 1 miesiac. Oczywiscie w moim wypadku nie bylo to klamstwo kompletnie wyssane z palca bo mam w ciul dni urlopowych i zalozylem ze skrocenie urlopu do 1 miesiaca niewiele zmieni aktualnemu pracodawcy. Ostatecznie jednak czlowiek okazuje sie niezastapiony nie w momencie prosby o podwyzke, tylko w momencie kiedy zlozy wypowiedzenie. Dlatego nowy pracodawca wolal mi wyplacic ekwiwalent i ostatecznie stanelo na dwoch miesiacach. Dobrze ze nowy pracodawaca zgodzil sie poczekac. Mimo wszystko, nie wiem czy w ogole doszloby do rozmowy rekrutacyjnej gdybym podal na poczatku te 3 miesiace.
Od października ilość spotkań daily ulega podwojeniu, problem maker pod którym pracuje oczekuje raportowania na początek i koniec dnia pracy co zostało zrobione albo czemu nie, bo projekt wchodzi w fazę realizacji.
Myślę że jest to wspaniała decyzja i na pewno przyspieszy pracę oraz podniesie morale zespołu
@hejtoanonim Wszystko zależy co też rozumie przez daily, ile osób tam ma być i ile czasu ono średnio zajmuje. Sam wolę spotkanie w pierwszej połowie dnia, powiedzieć co robiłem ostatnio, co będę robił dzisiaj i dowiedzieć się tego od innych. Z reguły trwa kilka minut, a jakbym miał daily na koniec pracy to musiałbym powtarzać to o czym już mówiłem. Dla mnie pomysł bez sensu i porozmawiałbym jak z człowiekiem jaka jest funkcja celu.
@hejtoanonim głosowe dyktowanie, czyszczenie transkryptu ajajem, redakcja podsumowania ajajem z Komendą raportu w pełni opisowego, bez punktów, z dodatkową skrobią.
Rano 2 strony a4, popołudniu 4 strony a4 i się po dwóch dniach odechce.
Od kiedy piszę maile na 2 strony a4 to nikt ich jie czyta, jest w nich wszystko co chcę przekazać i mało kto wchodzi w dyskusje ze czegoś ode mnie nie usłyszał;) bo jak czytał to usłyszał, a jak nie to wie że tam było w c⁎⁎j dużo i szansa że wyjdzie na durnia jest spora
Pijcie ze mną kompot, były zleceniodawca zapłacił mi dziś zaległy rachunek z odsetkami i kosztami sądowymi :D
Nie wiem, co się odjaniepawliło u nich. Zawsze się spóźniali o tydzień-dwa z zapłatą, a w kwietniu zapłacili mi 3 z 4 wystawionych w styczniu rachunków i głucha cisza, tematu nie ma. Maile bez odpowiedzi, wezwania do zapłaty bez odpowiedzi. Jak złożyłem pozew, to dopiero jedna pani zadzwoniła, ale powiedziałem, że kontakt tylko mailowy lub listowny i znów głucha cisza.
Niby żadna wielka kwota, ale cieszy człowieka, że nie dał się zrobić w bambuko :3
Jestem matematykiem, pracuję na uniwersytecie i od zawsze uwielbiałem to co robię. Uwielbiam swój zespół, uwielbiam swojego przełożonego, uwielbiam swoich studentów - a nade wszystko uwielbiam swoją pracę. Nic nie sprawiało mi nigdy większej radości. Potrafię godzinami wpatrywać się w tablicę, bazgrać sobie po całym biurze jakieś układy dynamiczne, nie móc zasnąć bo jakichś ciekawy problem siedzi mi w głowie.
Codziennie wstaje koło 8:00 - biorę zawczasu przygotowaną w lodówce owsiankę, idę pieszo na uniwersytet, kupuje kawę w lokalnym bistro i siedzę w biurze rozwiązując co tam akurat mam do rozwiązania. Siedzę tak czasami do 20:00, czasem nawet później.
Nic nie sprawia mi tyle szczęścia co moja praca. Oczywiście są ważniejsze sprawy - mam rodzinę, dziewczynę którą kocham całym sercem, wspaniałego przyjaciela - ale nie wyobrażam sobie życia bez pracy.
Ósmego września przeczytałem, że model Open AI rozwiązał problem milenijny (jeden z bardzo trudnych problemów w matematyce) w 88h, nad którym ludzie bezskutecznie myśleli 90 lat. Wiem, że wokół całego tematu jest mnóstwo kontrowersji - na ile to była samodzielna praca modelu, na ile pracował na danych ukradzionych od innych matematyków, to że wygenerowania rozwiązania kosztowało kilkadziesiąt milionów dolarów itd. Nie zmienia to faktu, że pierwszy raz w życiu poczułem, że to co robię jest całkowicie bez sensu.
Od kilku dni myślę o przyszłości. O tym, że widzę tak naprawdę tylko dwie drogi: te „optymistyczną” - w której dostęp do AI jest równy. Po pewnym czasie modele staną się coraz tańsze. To, że rozwiązanie problemu milenijnego kosztowało teraz kilkadziesiąt milionów dolarów nie znaczy że będzie kosztowało tyle za 2 lata. Patrząc na to jak skaluję się ta technologia, to o ile nie dojdziemy do jakiejś ściany - całość powinna wtedy kosztować kilkaset dolarów. A problemy, którymi ja się zajmuję są wielokrotnie mniej skomplikowane. Pewnie będzie się dało je rozwiązać modelem dostępnym w „standardowym” abonamencie za 20$.
Jeśli tak będzie to moja praca traci całą kreatywność - bo nie będę już musiał myśleć nad jakimikolwiek rozwiązaniami - wszystkie wygeneruje za mnie model. Matematyka jest też na tyle specyficzną dziedziną, że jeśli AI dostarczy mi kod w formacie LEAN to nawet nie będę musiał sprawdzać czy rozwiązanie jest poprawne. Po prostu pytam czy twierdzenie X zachodzi i dostaje „TAK/NIE”. Cała moja rola sprowadza się do bycia pasterzem AI. O ile AI takiego pasterza będzie potrzebować.
I to jest ta wersja optymistyczna. Bo jeśli koszta AI nie będą się skalować a sama technologia będzie się rozwijać - to za niedługo praca naukowa w nie wiodących ośrodkach straci sens. Za 2 lata Harvard może mieć dostęp do AI które rozwiązało obecnie problem milenijny - ale europejski uniwersytet na którym pracuje - raczej nie. Nie będę miał wtedy żadnych szans, żeby konkurować z Harvardem. Matematycy tam będą mogli generować artykuły i twierdzenia codziennie - a ja wciąż będę potrzebować na to miesięcy lub lat.
Nie widzę przyszłości w której zachodzą pozytywne zmiany. I to wszystko - wciąż przy założeniu, że AI pozostanie narzędziem a nie stanie się świadoma (cokolwiek to znaczy) lub nie stanie się cybernetyczną bronią.
Nie wiem czemu tak mało się o tym mówi w społeczeństwie - bylem ostatnio na weselu, gdzie ludzie bawili się i tańczyli, a ja siedziałem przy stole, obserwowałem to i czulem się jak jakiś pieprzony Wyspiański. Najlepsze jest to, że gdybym napisał opowiadanie na podstawie tego wesela i rozmów toczonych przy bardziej akademickim stoliku - to cztery lata temu miałbym fenomenalne opowiadanie sci-fi. Jeśli zrobiłbym to dziś - byłby to już tylko gorzki zbiór myśli kilku akademików o przyszłości.
Zmierzamy do zagłady i nikt z tym nic nie robi. Nawet ja nie wiem co miałbym zrobić - mogę wam podrzucić jakąś petycję do podpisania (https://superintelligence-statement.org ) - o zastopowanie rozwoju AI na obecnym poziomie, ale czy rządy się tym przejmą? Nie mam pojęcia. Ja podpisałem żeby mieć poczucie, że robię cokolwiek. Próbuję też organizować doktorantów na swojej uczelni. Problemów, które widzę jest dużo, dużo więcej - choćby to w jak wielu miejscach bezrefleksyjnie oddaliśmy pole sztucznej inteligencji delegując do niej myślenie. Jak fatalnie wpływa to na myślenie nowych studentów (moje także!). Mógłbym i z 10 postów o tym popełnić, ale pewnie nikomu nie będzie się chciało tego czytać.
Wybaczcie chaotyczność i zapewne kulejącą interpunkcję, potrzebowałem to jakoś z siebie wyrzucić. Dzięki jeśli dotrwaliście do końca.
@KryptoHuman rozumiem. Z drugiej strony bez tych naukowcow nie bylo by tego rozwiązania ani sformułowania problemów milenijnych. Umiejętności matematyczne i to co robisz jest ważne samo w sobie. Jeden ładunek EMP i te wszystkie datacenter wracają do epoki kamienia łupanego nie wiedząc co ze sobą począć. Zawsze gdzieś był ktoś lub coś co było lepsze od nas jako jednostek. To się nie zmieniło. Paradoksalnie to co się stało z AI i wykorzystaniem inputu naukowców (nawet jeśli zgodnie z licencja) będzie raczej wpływało na izolowanie się od wielkich modeli wielkich korporacji. Otwarte modele je doganiają i tu jest przyszłość. I tak, będzie to kosztowne i bedzie pewnie dawać przewagi ośrodkom z większym budzetem... ale... Czy nie zawsze tak było? AI nie zabierze Ci przyjemności z owsianki i zastanawianiu się nad problemem. Dziwne czasy nastaly.