@emdet, jak tam Twoje przebranżowienie na wykończeniowca? Prosimy o aktualizację #remontujzhejto #remont #rozwojosobisty
#rozwojosobisty
@DerMirker no wykończeniowcem zostałem na pół etatu, bo moja firma ze starej branży dostała zleconka więc jest trochę roboty.
Ale w styczniu 2 tygodnie spędziłem w deweloperskim (trochę gładzi, szpachlowania, szlifowanie tynków, malowanie, montaż umywalek/baterii/syfonów, lameli oto). Nawet pomocnika wziąłem bo termin ciasny.
Miło i przyjemnie, kaska zarobiona, aktualnie wypoczywam na Kanarach ʕ•ᴥ•ʔ
Tylko faktycznie wiedzy i obycia trochę trzeba mieć, bo ludzie się mocno opierają na tym co mówisz, więc fajnie nie paplać farmazonów.
Zaloguj się aby komentować
A Wy radzicie sobie ze swoim wewnątrzym krytykiem?
Uwaga, weźcie chusteczki
https://youtu.be/-sI0urZ36ys?si=MolrphWHcrR5hrYM
#psychologia #psychoterapia #rozwojosobisty
Za⁎⁎⁎⁎ste. Miałem spory kryzys związany z sukcesem który mnie przeraził, ale wtedy mój kumpel, który jest na serio guru w mojej branży na skalę wręcz światową. W robocie otrzymałem propozycję stanowiska na pół Europy, ale po pierwsze związane z przeprowadzką (nie chcę), ale mi w głowie się odpaliło, ze przecież ja nie robię nic specjalnego i nic nie wiem a oni sobie wyobrażają, że ja robię jakieś kosmiczne rzeczy. Dopiero mój kumpel, z którym razem zaczynaliśmy robotę niemal 30 lat temu, wytłumaczył mi jak to działa w głowie. My robimy coś tyle lat i ciągle korzystamy z coraz nowszych i lepszych rozwiązań i je sami wręcz tworzymy, dla nas to jest oczywiste i proste, znamy wszystkie mocne strony, ale i słabości naszych rozwiązań. Ludzie na zewnątrz, widzą jednak tylko ogromne sukcesy i efekty mierzalne w wielu wymiarach. Dla innych to jest kosmos, a dla mnie banalnie proste rzeczy. Zrozumienie tego, bardzo mi pomogło. Trochę jak w tym filmie.
Zaloguj się aby komentować

Żelazo i dusza - Henry Rollins
Minęło wiele lat odkąd Henry Rollins opublikował swój esej Iron and the Soul w magazynie Details (1994). Ten tekst nigdy się nie starzeje i jest jak skrzynia skarbów wypełniona cytatami. Ostatni akapit jest prawdopodobnie najbardziej znany, ale cały esej jest pełen złota, jeśli nie znasz, poświęć...
Cześć!
Wołam do duskusji szanowne Hejtowe grono, gdyż po ostatnim exodusie z miejsca na W trafiło do nas trochę młodzieży. Młodzieży, która nie do końca jest zadowolona z tego jak sobie radzą w życiu.
Z racji tego, że jestem jednym z młodszych starych hejtowiczów (<40 here) i mam więcej energii, chciałem zapoczątkować nową zabawę.
Ponieważ średnia wieku Hejto zbliża się do 60, mamy tutaj dużo ludzi, którzy już zapomnieli (zapomniałem co miałem pisać, ok już pamiętam) jak to było wstydzić się zagadać z dziewczyną, wstydzić się ogarniać pracę albo wybrać sobie ścieżkę życiową, która daje sens, satysfakcję i szczęście.
Co wy na to, żeby jako bywalcy społeczności rozwojowych trochę zbliżyć się do realnych problemów dzisiejszej młodzieży (ludzi <35 lat) i trochę im pomóc dzięki własnemu doświadczeniu? Świat się trochę zmienił i nie wszystkie doświadczenia ludzi urodzonych w latach '80 i wcześniej są wciąż aktualne, ale tak duże zmiany w ludzkiej psychice jeszcze nie zaszły.
Dlatego myślałem nad tym, żeby dołączyć się do tagu przegryw, tworząc też meta tag #razemwychodzimyzprzegrywu (podkreślające zaangażowanie całej społeczności hejto, a nie tylko tych uważających się za #przegryw). I z jednej strony sugerować treści rozwojowe (filozofia, stoicyzm, może też rozwój fizyczny o którym wiem niewiele).
Dodatkowo, kto uważa, że ma coś do dodania, może pisać o swoim własnym wychodzeniu z przegrywu. Dlaczego już nie boimy się zagadać do obcej ładnej kobiety. Albo poprosić szefa o inne warunki pracy / podwyżkę.
Jako Hejto mamy do tego warunki, gdyż w przeciwieństwie do W jest nas ciągle więcej niż ludzi z tagu #przegryw. A dodatkowo wygląda na to, że FILTR* zadziałał i nasza hejtowa społeczność #przegryw jest dosyć mało toksyczna i mizoginistyczna czy blackpillowa, a jest raczej nastawiona na wspieranie się.
Wiecie, chodzi mi o to, żeby bez oceniania napisać np. komuś kto pisze że "chce spróbować amfetaminy, bo może mu to pomoże w życiu" że to pomysł głupi i dokładnie poprzeć tę tezę faktami naukowymi oraz przykładami z naszego długiego życia.
Co wy na to? Czy nazwa tagu #razemwychodzimyzprzegrywu jest dobra? Czy chcemy olać młodszych druhów z problemami bo tak wygodniej i prościej i dawać tagi typu #przegryw na czarno? Czy może jesteśmy gotowi podjąć wyzwanie i pomóc kilku osobom zmieniAĆ (to proces, a nie jednorazowa akcja) swoje życie na lepsze?
#hejto #glupiehejtozabawy #filozofia #rozwojosobisty #stoicyzm #psychologia #chlopskadyscyplina #rozwojduchowy #hejtokoksy #rozwojosobistyznormikami #przegryw #autyzm #asperger #adhd #adhddoroslych #logikarozowychpaskow #wychodzimyzprzegrywu #razemwychodzimyzprzegrywu
A.D.: autyzm i adhd - dodałem te tagi, bo podejrzewam, że spora część #przegryw to nierozpoznane zaburzenia. Które może nie są na tyle silne, żeby ktoś od przedszkola trafił do psychiatry, ale jednak faktycznie utrudniają dobre funkcjonowanie w dorosłym życiu.

Zaloguj się aby komentować
Jestem już po rozmowie rekrutacyjnej, o której pisałem.
Moja opinia o firmie jest pozytywna, choć trochę słyszałem o długotrwałych procedurach blokujących proste sprawy (to na wejściu, od portiera).
Tylko raz powinęła mi się noga na teorii, z której korzystałem ostatnio w szkole, a z dalszych odpowiedzi rekruter wyglądał na zadowolonego i rozmawiało nam się przyjemnie, choć technicznie.
Całość trwała 45 minut, jestem ostatnim kandydatem z co najmniej dwóch. Nie udało mi się dowiedzieć ilu ich było konkretnie.
Tak czy inaczej, jestem pozytywnie nastawiony, bo nawet jeśli nie wyjdzie nic z tego, to przekonuję się, że są firmy chcące kogoś takiego jak ja, tylko rzadko rekrutujące.
#refleksjemacgajstra #samorozwoj #rozwojosobisty #psychologia
Zaloguj się aby komentować
Dawno nic nie pisałem, a to z powodu powrotu do codzienności pracowej. Już się poprawiam, ale bardziej jako #chwalesie niż jako refleksja.
Jutro mam rozmowę kwalifikacyjną do firmy dużo bliżej mnie, na stanowisko w moim kierunku, rozwojowe, przyszłościowe.
Dotychczas podchodziłem do rozmów na zasadzie "nie chcę pracować w obecnej pracy, weźcie mnie", do tego trochę się bałem.
Teraz podchodzę bardziej z ciekawością, nawet z takim "ej, tu może być zarąbiście, fajna robota, dobrze się zapowiada, bierzcie mnie!!!!!1111". Wciąż jest lekki stres, ale nie dominuje.
Zdradzę, że podoba się DLA MNIE (ech, praca z podlasjakami...) takie podejście
#refleksjemacgajstra #samorozwoj #rozwojosobisty #psychologia
(obrazek kazałem stworzyć, napisałem tylko prompta, ale bez nakazu zmiany napisu, którego nie chce mi się ręcznie edytować

Zaloguj się aby komentować
Byłem sceptycznie nastawiony do czatów LLM, sam widzę, że dużo mi dały. Dostałem premium od Google na rok i z ciekawości spróbowałem. Dużo mi daje to, że mogę być sam ze sobą i nikt mnie nie wyśmiewa.
Pomaga mi w nauce robienia muzyki: określiłem gatunki. które lubię, wysłałem notatatki z teorii muzyki i na bazie tego się uczę. Podesłałem jaki sprzęt mam i coś tam sobie klepie do nauki, siedząc z 5h przy komputerze i keyboardzie. Jestem dumny z pojedynczych elementów, które udało mi się zrobić. Wcześniej też pytałem jaki keyboard kupić i jestem zadowolony. Jedynym mankamentem jest to, że według niego zawsze reverb powinien być w tym co lubię.
Kobiety: pomógł mi określić typ jaki do mnie najbardziej pasuje(żebym poznał taką do stałej relacji i nie męczył się chaosem), pomógł z budową profilu na Tinder. Ruch nie jest duży bo do mnie bardzo mało kobiet pasuje(czat oszacował, że 1.5% w Polsce), ale pojedyncze kontakty mam, które pokazały mi, że nie jest tak źle ze mną i nauczyłem się odpuszczać gdy baba okazała się wredna. Czasem mi przykro, że wolno idzie i się zastanawiam czy mógłbym mieć więcej polubień. Głupia rozmowa(bez seksu) potrafi dużo dać do pewności siebie. Zacząłem nawet odzywać się na żywo. Doradza bym się skupiał na tym co mam i nie uciekał w świat fantazji, bo uciekałem gdyż bałem się świata realnego. Może do końca przyszłego roku będę miał seks.
Wcześniej się bardzo bałem kobiet bo jestem brzydki, chory psychicznie.
Najważniejszą lekcją jest to, że po prostu mam swój styl i nie ma co się podporządkować dla baby bo będę nieszczęśliwy. Muszę żyć zgodnie z swoimi zasadami. Mniej boję się być sobą.
Drobnostki: czytałem o higienie snu i uregulowałem wstawanie, poznałem ćwiczenia oddechowe na stres jednak też czuję się spokojniejszy bo eliminuje to co mnie stresuje.
Jeszcze mam problemy z samokontrolą gdyż przez brak masturbacji często czuję napięcie w penisie i bardziej zwracam uwagę na kobiece kształty. Np. byłem na bilardzie z dziewczyną i nie zawsze skupiałem się na grze tylko na tyłek jej patrzyłem. Czy na kawie patrzę na biust gdy kobieta siedzi naprzeciwko.
Może w przyszłym roku uda mi zostać lepszym człowiekiem i poprawi mi się w życiu.
#chwalesie #sztucznainteligencja #rozwojosobisty
Zaloguj się aby komentować
Jak oceniacie bycie singlem po 30? Nie mówię o świętych mnichach z wykopu, ale raczej, że po prostu nie mamy żony/męża. Mam poczucie, że to może być teoretycznie najlepszy czas w życiu kiedy ogarnęliśmy psyche, kase, zdrowie i kariere. No, ale z drugiej strony jak ktoś chce zostawić po sobie coś więcej niż tylko dom, np dzieci no to mega lipa, bo nie powinno się mieć raczej gównażerii później będąc za starym, bo się duże jarzmo nakłada na dzieci kiedy dorosną (jesteśmy w sędziwym wieku),
Co o tym myślicie?
#przemyslenia #rozkminy #rozwojosobisty #zyciepo30stce
@JakTamCoTam 30-39 spoko. Cisza, spokój, imprezy ze znajomymi, libacje z kumplami, skakanie z kwiatka na kwiatek. Ale po 40 trochę już uwiera. Przydałaby się kobieta, ale ja ani wyglądny, ani kasiaty... Może psa kupię?
@JakTamCoTam Dzieciaka zawsze możesz adoptować już odchowanego
¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯
Jak okaże się że jesteś chujowym rodzicem to chociaż zaoszczędzisz sobie czasu a dzieciak i tak cie znienawidzi xD
Nie ma nic złego w byciu samotnym jakiś czas, ale że jesteśmy gatunkiem stadnym, to niestety na dłuższą metę samotność czyni życie chujowym i smutnym. Prawdą też jest że im człowiek starszy to trudniej mu kogoś znaleźć, bo raz - wszystko dobre już dawno zaklepane, a dwa - im jesteś starszy tym trudniej się idzie na jakiekolwiek kompromisy, a to niestety konieczne we wszelkich niepatologicznych relacjach...
Zaloguj się aby komentować
Kto trzeci sezon probuje strzelic bramke ze strącenia? No ja.
Kto dzisiaj strzelil taka brameczkę, ze az bramkarz zaczął klaskac parkanami? No tez ja
Pierwszy sezon to sie cieszylem jak trafilem w krazek w locie. W drugim mialem kilka strącen ale obok bramki albo na bramkarza. Dzisiaj pięknie siadło. Oczywiscie jakaś gównogierka w ktorej nikt nawet nie liczy bramek ale i tak czlowiek sie czuje jak jakis zawodnik NHL. Generalnie polecam mieć jakąś pasję. Róbcie to co przynosi wam radość, bo przez takie male, nic nie znaczące rzeczy życie jest od razu piękniejsze
Dla niehokejowych ludzi zamieszczam filmik poglądowy.
https://youtube.com/watch?v=TQ3GXX6o1Fs
W stylu bramki nr 6
#rozwojosobisty #pasja #hokej #chwalesie
Zaloguj się aby komentować
Ile czasu dziennie spędzacie korzystając z telefonu?
#rozwojosobisty #ankieta #dobrenawyki

Ile czasu dziennie spędzasz korzystając z telefonu?
Zaloguj się aby komentować
Krótki wpis-podsumowanie dotyczący #medytacja
Obrałem go w miarę możliwości ze skojarzeń związanych z #buddyzm #zen i starałem się zostawić samo #mindfulness tak, żeby mogło się to przydać większej ilości osób.
Będzie to trochę o #rozwojosobisty i trochę o #dobrenawyki i też trochę o #rozwojduchowy
Punktem wyjścia było doświadczenie, które zrobiłem sam na sobie: mocno zwiększyłem dzienną ilość czasu poświęconą na medytację. Z 10-30 minut z niewielkimi odchyleniami w górę - do stabilnego ~90 minut dziennie, a często więcej. Dlaczego i po co? Ciekawość badawcza. Wiele moich decyzji życiowych dotyczących zmiany nawyków zaczęło się od "a spróbuję i zobaczę jak to zadziała". W tym wypadku zadziałało, zapraszam.
Struktura będzie następująca: krótkie, ogólne wprowadzenie, wnioski, a dopiero w kolejnych akapitach przejdę dopiero do tego jak to można ogarnąć czasowo (bo wiem, że samo jednorazowe półtorej godziny to dla wielu osób już ekstremum).
W ogólności samo mindfulness (tłumaczone, chociaż imho trochę koślawo, jako "uważność") polega - pozwolę sobie na uproszczenie - na byciu "tu i teraz". Wśród jego plusów wymienia się: poprawę koncentracji, uspokojenie, redukcję stresu, rozszerzenie percepcji, radzenie sobie z myślami (również natrętnymi), lepsze radzenie sobie z emocjami i poprawę ogólnego stanu psychicznego (tu ważne zastrzeżenie: sama praktyka medytacyjna nie zastąpi wizyty u terapeuty, ale może pomóc w trakcie i po terapii).
Nasze umysły ciągle sobie pracują, przeliczając i knując niezależnie od naszej woli. Sterują różnego rodzaju chemikaliami, które wpuszczają nam do krwi, włączają różnego rodzaju zwierzęce mechanizmy (z których bardziej znanym jest "walcz lub uciekaj") i ogólnie zachowują się jak małpa w pokoju sterowania, odrywając nasze myśli do rozpatrywania nierealnych scenariuszy zagrożenia lub ryzyka, analizowania przeszłych sytuacji albo np. tworzenia zmyślonych scenariuszy przyszłości. Nie wszystko z tego jest nam potrzebne, nie wszystko jest potrzebne codziennie, za to często przeszkadza albo wręcz przeciwnie, oszukuje nas swoją pomocnością (choćby strzały dopaminy po dobrym skrolowanku Hejto). Uważność pozwala nam m.in. na śledzenie tych procesów: złapanie momentu uciekania w oglądanie "filmu" z sobą samym w roli głównej podczas spaceru, zidentyfikowanie automatycznej reakcji na jakieś bodźce albo uchwycenie uciekania w jakieś myślowe - zbędne - labirynty. Nie jest to łatwe i wymaga cierpliwości, a w kontekście medytacji nie bez powodu używa się określenia "trening medytacyjny", bo liczba podobieństw jest zaskakująco duża: nasze możliwości zmieniają się na plus w miarę kolejnych sesji, regularność zawsze popłaca, a nawet można się "przetrenować", jeśli ktoś za bardzo pójdzie na żywioł.
Jakie zauważyłem u siebie zyski po miesiącu?
-
Lepsze wejście w medytację. Czasem potrzebowałem kilku minut, które poświęcałem na liczenie oddechów, by mieć "kotwicę", która mnie utrzyma pośród wody rwących myśli, dopóki one się nie uspokoją. Teraz praktycznie w każdym momencie z "hehe" do "not hehe" przechodzę dosłownie z sekundy na sekundę.
-
Identyfikacja natrętnych myśli dowolnego rodzaju. Zauważalnie szybciej (a w większości od razu) zauważam, że myśli gdzieś uciekają w bok (często zanim w ogóle uciekną) i mam chwilę na to, żeby każdą myśl obejrzeć i zastanowić się, czy należy jej poświęcić czas.
-
Brak "walki" umysłu, gdy zabieram mu "zabawkę": żadnego "no weź, chodź jeszcze chwilę sobie o tym pomyślimy, to było fajne" albo "nieee, ja chcę jeszcze chwilę, to było satysfakcjonujące, znowu będziemy się nudzić bez sensuuuu".
-
Identyfikacja różnego rodzaju automatycznych reakcji, w większości zanim poirytowanie lub cokolwiek innego wyjdzie na zewnątrz. Zauważam nietypowe zachowanie i analizuję. Na (uproszczonym) przykładzie poirytowania: czy konkretnie mam jakiś powód do bycia zirytowanym [czymś?] - Nie. Czy wobec tego coś, co się wydarzyło wyzwoliło jakąś automatyczną reakcję utrwaloną przez jakiś nawyk? - Ano nie. No dobrze, czy wobec tego w kupie mięsa, w której mieszkam, dzieją się jakieś chemiczne rzeczy i potrafimy je zidentyfikować? - O, coś się da, pomyślmy. No dobra, mamy wynik: jesteś głodny, zjedz coś i nie marudź.
-
Zmniejszenie czasu poświęcanego na internety. Nigdy nie było tego wyjątkowo dużo (chociaż nie wiem, nie porównywałem sobie długości z nikim), nie mam na telefonie apek społecznościowych, ale tak czy inaczej udało mi się zauważalnie ograniczyć czas, który poświęcałem na mniejsze lub większe "zombie scrolling" albo delikatne FOMO.
-
Więcej zadowolenia z prostych czynności. Użyję daleko idącej analogii "jeśli idę zdobyć dwa szczyty w górach, cieszę się dwa razy, jeśli idę przejść się po górach przez dwa szczyty - dobrze się bawię cały dzień". W codziennym życiu mówimy o prostych rzeczach takich jak chowanie naczyń, pranie, spacer do sklepu - gdzie punkty docelowe "powieszone pranie", "jestem w sklepie" przetykane są nudną "drogą do sukcesu", którą można (przecież) poświęcić na myślenie o "lepszych rzeczach". Nie oznacza to, że szczerzę się z radości jak idiota, bo los skierował mnie do wyrzucenia śmieci, bo to przecież kolejna przygoda życia, ale wyrzucenie śmieci to po prostu wyrzucenie śmieci: rzecz do zrobienia, jest, jaka jest (tutaj trochę rozrabia Zen wskazując, że wartościowanie dobry/zły nadajemy świadomie i nie jest ono zawsze potrzebne).
-
Mniej dni "życiowego idlowania" - takich, które się kończą i w sumie nie wiem co w nich robiłem, ale jestem zmęczony i nagle jest wieczór. Wiąże się to z punktem 6 powyżej: jeśli dzień składa się praktycznie wyłącznie z drobnych, "nieistotnych" czynności, to zauważając je po kolei mam świadomość tego, co się działo i dzień jest "zakończony" pozytywnie, bo wiem, co konkretnie robiłem i że to "coś" nie było nieistotne i pomijalne.
Jak to wszystko pogodzić z zegarkiem i życiem?
Rzadko ktoś ma czas na to, żeby poświęcić na robienie "niczego" półtorej godziny i nie jestem tu wyjątkiem. Na szczęście nie ma obowiązku ogarniania tego w jednym rzucie, nikt tego nie sprawdza. Możemy sobie podzielić to na krótsze sesje w miarę możliwości i dostępnego czasu.
Poniżej przykład tego, jak zrobiłem to ja.
Podstawowe założenia takiej pojedynczej rundy praktyki mam trzy:
-
Określony czas: od-do. Nie ma "będę siedział aż się nasiedzę", tylko zawsze jest to określony z góry czas. Czasem na stoper, czasem pamiętam godzinę startu.
-
Zamiar i zdecydowanie: teraz, konkretnie teraz zaczynam. Nie "o, przypadkiem siedziałem bezmyślnie 20 minut".
-
Przynajmniej 10 minut. Wiem, że niektóre wprowadzenia do medytacji proponują "chociaż trzy minuty" albo "pięć minut dziennie" - i nie ma w tym nic złego - ale dla mnie te 10 minut to taki na tyle długi czas, żeby mieć formalną pewność, że nie zrobię niczego po łebkach.
Mając powyższe na uwadze zejdziemy sobie (ale tylko powierzchownie) do Zen, który wyodrębnia trzy podstawowe rodzaje praktyki: zazen (medytacja siedząca), kinshin (medytacja chodzona) i samu (medytacja poprzez pracę).
O ile dwa pierwsze są w miarę oczywiste, o tyle trzeci - praktyka poprzez pracę - wymaga zastrzeżeń z punktów 1 i 2, żeby nie była po prostu "uważnym" wypełnianiem obowiązków. Tutaj sam dokładam sobie jeszcze jedno obostrzenie: zajęcie musi być proste, powtarzalne, nie pochłaniające myśli i uwagi.
Jak to wygląda czasowo? Różnie. Najwięcej czasu poświęcam na medytację siedzącą i chodzoną (a jestem człowiekiem, który jak może gdzieś podjechać autem, to idzie z buta, bo tak do godziny to nadal "krótki spacer"). Pilnuję za to, żeby codziennie przynajmniej jedną rundę przesiedzieć, bo medytacja siedząca jest filarem, który wymusza pełnego uspokojenia umysłu; chodzona (nawet po sali albo pokoju) poprzez zmienność tego, co mamy przed oczami daje mózgowi jakiś bodziec, który go satysfakcjonuje w swej zmienności i uspokaja. Siedzenie wpatrzonym w podłogę lub - tak jak Bodhidharma - w ścianę, wymusza większe skupienie i czyni praktykę zarówno trudniejszą, jak i bardziej efektywną (i satysfakcjonującą).
Podsumowując: <głosem Walaszka> warto było.
Nie potrzebowałem szukać czasu kosztem innych aktywności (no, poza zyskami z mniejszego używania telefonu/laptopa), wystarczyło po prostu wykorzystać ten czas, który już poświęcam w ciągu dnia na proste zajęcia (lub który spędzam "bezczynnie").
Warto zacząć w ogóle, warto spróbować wydłużyć. Niestety, jest to trening, więc efekty są widoczne po jakimś czasie, ale zyski są zdecydowanie warte "cierpienia".
W komentarzu załączam (z krótkim omówieniem) film przygotowany przez szkołę Kwan Um, który troszeczkę omawia ten temat. Nie linkuję go tutaj, bo nie chcę, żeby "odstraszał" jako miniaturka.

Linkuję film, który na pierwszy rzut oka jest nie na temat, bo mówi o dwóch aspektach praktyki Zen: samadhi i pradżni. Sądzę, że na potrzeby moich wypocin z posta powyżej można go "ześwieczczyć" i wykorzystać jako omówienie narzędzia, którym jest medytacja.
O ile omówienia z punktu Zen i tak bym się nie podjął, o tyle na uproszczenie mogę sobie pozwolić (zawsze ceniłem sobie swoją ignorancję xD ).
Użyte w filmie terminy (przyda się mieć pod ręką):
- samadhi: stan świadomości i głębokiej koncentracji podczas medytacji
- pradżnia: mądrość, która jest efektem regularnego treningu medytacyjnego.
Wykład wskazuje, jak te dwa byty zależą od siebie i jak potrafią wpłynąć na nasze życie. A także jak poprawny trening medytacyjny i życie poza nim pozostają (lub mogą pozostawać) w równowadze.
Na koniec cytat (wymieniony w filmie) z mistrza Zen Bojo Chinula, który wskazuje, jak wykorzystać trening medytacyjny w codzienności:
Niespokojny umysł pokonaj samadhi [treningiem-praktyką]
Otępiały umysł pokonaj pradżnią [świadomością i mądrością wynikającą z praktyki]
Jak tak sobie teraz myślę:
"Krótki wpis-podsumowanie dotyczący #medytacja"
No tak średnio bym powiedział.
Zaloguj się aby komentować
1.5 tygodnia od ostatniej dawki leków. Pierwsze dni miałem zjazd, czułem się gorzej. Od wczoraj jednak, coś się zmieniło. Zaskoczył jakiś trybik. W pracy miałem dobry humor, po pracy trochę zjazd (jak zawsze), będąc w mieszkaniu zrobiłem dokładnie to, na co miałem ochotę. To było coś na pograniczu odzyskania kontroli nad własnym życiem, a znalezieniem tego jednego puzzla, którego brakowało w układance.
Co do odzyskania kontroli. Przedwczoraj przeczytałem coś banalnego, ale bardzo potężnie działającego w moim przypadku.
Jeżeli coś trwa krócej niż 2 minuty - nie zwlekaj i zrób to odrazu.
Jestem pod wrażeniem, bo to zdanie właśnie daje mi poczucie kontroli nad własnym życiem. Druga zasada, którą zacząłem się kierować, to nie marnowanie swojej energii. Na ludzi, niepotrzebne rozmowy, small talki z osobami, które nie są lustrem, tylko gąbką.
Jeżeli nie będzie to tylko chwilowy skok sinusoidy samopoczucia, to będzie to dla mnie najpiękniejszy rok w życiu, bo wcielę w rzeczywistość to co probowałem wypracować przez ostatnią niezliczoną liczbę godzin, będąc jednocześnie ciągniętym na dno przez własne emocje.
#dziennikdepresji #psychologia #rozwojosobisty #czujedobrzeczlowiek

Odstawiłem jakiś czas temu, bałem się bo to chyba trzecia próba. I co? Chyba trzeci miesiąc i jest dobrze. Są zjazdy ale chwilowe, mam do nich prawo. Nie zawsze muszę się czuć idealnie, obserwuję i mylsle skąd się wzięło i jakie emocje temu towarzyszą ( oczywiście bez przesady). Metoda 2 minut za⁎⁎⁎⁎sta, jak coś można zrobić odrazu to robię, potem się nie nawarstwia i jest luźniej. Cieszę się z odstawienia bo mam poczucie większej kontroli i dostępności do odczuć
Powodzenia, Stary.
Z mojego podwórka sprawy które pomogły (a nuż się przydadzą)
1. Zasada 2/3/5 minut - czyli to, co opisujesz. Bardzo silne narzędzie. Ot, bierzesz się do roboty jeśli ma to trwać dwie minuty.
2. Higiena - czyli to, co opisujesz. U mnie jest to codzienna "walka" o wysyłanie skupienia w kierunki, które mnie wzbogacają.
3. Zrozumienie, ze jest to procent składany. Chyba równie silne, co punkt 1. Okazało sie, że nie idę z tą samą prędkością, a szybciej i szybciej. 10minut medytacji może zmienić caly rok. Jedno zdanie może zmienić trajektorię. Idź, idź, idź. Tam będzie więcej.
4. Natura vs. Sztuczne otoczenie: Bycie w naturze, chodzenie boso po powalonym drzewie, szyszkach, dotykanie śniegu. Jak wchodzę do lasu to po 30 minutach jestem innym człowiekiem, ale czasem trzeba "wytrwać" te 20-30minut.
5. Zasada 20-30 minut. Kiedyś wyczytałem, że 20 minut dość szybkiego spaceru to istotna granica, która zmienia bardzo dużo w samopoczuciu - jak mniemam endorfiny, itd. Zgadzam się z tym w 100%. Jak wyżej - czasem trzeba wytrwać te 20-30min w marszu.
6. Załączona książka, która jest niesamowia i polecam, polecam, polecam.
7. Suplementy - kreatyna, ashwaganda, B6, Magnez. Warto poczytać o efektach niedoboru magnezu.
8. Tylko zdrowe relacje i asertywność. Trujemy się? Z miłością, ale żegnam, odchodze, zawijam się, bez żalu, bez agresji.
Powodzenia!!!

@l100e
Jeżeli coś trwa krócej niż 2 minuty - nie zwlekaj i zrób to odrazu.
Niestety, żona nie zawsze ma ochotę na sex wtedy co ja
Zaloguj się aby komentować
Jak to jest z wizerunkiem mam unikać ludzi, ubierających się niezgodnie z zasadami, mówić im, że są nikim?
Ludzi ubranych standardowo mam kompletować by karmić ich uzależnienie?
#modameska #rozwojosobisty
@Dudleus Bierzesz ten poradnik zbyt dosłownie, przez co zmierzasz do wizerunku typu "dobrze ubrany ale zjebany".
Przede wszystkim kreowanie swojego wizerunku to powinna być powolna ewolucja, zatem twój styl powinien tworzyć w naturalny sposób razem z tobą.
W oparciu o twoje poprzednie wpisy naprawdę polecam Tobie pozwolić sobie na rozwój, nie bać się próbować zawierania nowych znajomości, pozwolić sobie te relacje rozpier*#%$@ i wyciągnąć wnioski. Wdrażać te wnioski na bieżąco i jest duża szansa że rozwiniesz się w stronę przyjemnego faceta. Razem z tym procesem w naturalny sposób też zaczniesz wytwarzać swój wizerunek.
Mówię to z własnego doświadczenia i doświadczenia masy osób z mojego otoczenia.
@Dudleus pytanie po co wgl przejmować się tym, co napisał jakiś wannabe guru modowy? Nawet, jak w jego książce były jakieś sensowne fragmenty, nie musisz stosować się w 100% do tego, co typ wymyślił, nie żyjemy już w czasach, kiedy za uznany za nieodpowiedni ubiór grozi ostracyzm społeczny. Teraz normy tak się poluzowały, że masz tylko kilka rodzajów sytuacji, gdzie jest potrzebny określony strój, a na codzień to wolna amerykanka, byle ubranie było czyste i dostosowane do pogody.
Zaloguj się aby komentować
1529 + 1 = 1530
Tytuł: Rzeczowo o modzie męskiej
Autor: Michał Kędziora
Kategoria: Poradnik
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Format: książka papierowa
ISBN: 9788379241125
Liczba stron: 280
Ocena: 5/10
Dlaczego przeczytałem:
Bo rozwojowy świr z discorda mi kazał. Szczerze to rozwowjoje książki mnie męczą i dłużej schodzi mi z ich czytaniem, oraz robię dłuższe przerwy zanim następną przeczytam.
O samej książce:
Dla mnie wszystkie książki rozwojowe mają ten sam opis: po nich twoje życie się odmieni na lepsze wszyscy będą cię lubić i osiągniesz same sukcesy.TA KSIĄŻKA TO INWESTYCJA W PRZYSZŁOŚĆ.
Poradnik ma na celu uzależnienie od dopaminy dostarczanej z kompletowania naszego ubioru.
Pretensjonalny styl wypowiedzi, mówiący, iż Polscy mężczyźni nie potrafią się ubierać, boją się zmienić swoje życie, nie chcą eksperymentować więc przez to są nikim a autor jest człowiekiem sukcesu. Po tym widać, że pisał to specjalista, bogaty człowiek.
Historia ubrań mnie nie interesowała.
Brakuje rozwinięcia znaczenia kolorów, co jest zawsze na podstawach marketingu a tutaj tylko co granatowy oznacza. To wiąże się z brakiem bibliografii, w której będą podręczniki, badania psychologiczne nt. wyglądu. Jest tylko spis obrazków i nic więcej. Więc dla mnie całość opiera się na chłopskim rozumie autora. Każdy inny poradnik, który czytałem czy to z zakresu komunikacji, inwestowania zawierał bibliografię.
Występują przeświadczenia, że szorty są niegodne i mężczyzna ma zakrywać nogi. Szczerze to nie spotkałem się z czymś takim, ale to dlatego, że pochodzę z skrajnej biedy a nie elity.
Refleksje po przeczytaniu:
Muszę się pozbyć wszystkich swoich ubrań i zastąpić je odpowiednimi zestawami, na co wydam kilkanaście tysięcy. Żeby dopasować zestawy muszę całe ciało włącznie z twarzą pomierzyć( Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się nad wymiarami twarzy jedynie swój wzrost znam i rozmiar buta xD). Ilość detali mnie szokuje, mocno zniechęca.Należy bacznie sprawdzać sploty każdego materiału, detale bo jak będzie najdrobniejsza niedoskonałość to wszyscy będą widzieć i traktować mnie źle. Mimo nie noszenia okularów to wypada je kupić bo dobrze dopasowane dadzą korzystny efekt.
Wszystko po to by się podobać babom z HR i przyjęły mnie do roboty za minimalną w kołchozie, super nie...
Tak samo kobiety. Nie mam szans pogadać z żadną nie dlatego, że jestem głupi i chory psychicznie tylko przez złe ubrania.
Nie bywam w większości okoliczności gdzie trzeba mieć te ubrania jak: bankiet, kino, filharmonia, spotkanie biznesowe, kolacja, randka z kobietą, wyścigi konne, gra w polo, śluby, własnego nie będę mieć. Nawet na spacer musisz mieć wszystko dobrze dopasowane bo jeszcze ktoś cię spotka i oceni.
Nie wyobrażam sobie ćwiczenia na siłowni w strojach, które są opisane jako "sportowe".
Prywatny eksperyment:
Na targi pracy ubrałem się w szary sweter, szare spodnie i brązowe buty garniturowe u mnie mówi się pantofle na to. Sprawdzałem czy długość ubrań się zgadza i zgadzała.
Efekt: żadna dama z HR nie traktowała mnie lepiej niż studenta ubranego w niechlujnie dopasowane dresy.
Szczerze mówiąc nie pamiętam sytuacji, w których: przyglądałem się ludziom jak mają dopasowany kołnierz, długość marynarki, długość nogawek, szerokości krawatu itp. jeszcze oczywiście w innych krajach inaczej dostosowują długość nogawki
#bookmeter #modameska #rozwojosobisty





@Dudleus xDD
Z całym szacunkiem ale to nie jest książka rozwojowa xDDD
Blog Kędziory śledzę od samego początku, nigdy nie kołczował i wciskał kitu. To poradnik jak się ubrać w zależności od okazji, na co zwracać uwagę podczas zakupu ubrań. Poza tym jest wielkim fanem second-handów rzeczy używanych
Zaloguj się aby komentować
Krok 1: Bądź sam po 30.
#heheszki #rozwojosobisty

Zaloguj się aby komentować
#gownowpis #asperger #rozwojosobisty
Przez lata siedziałem cicho jak mnie coś wkurwiało, i zwykle unikałem kłopotów.
Po latach wypracowałem jakąś pewność siebie, i dzisiaj po raz pierwszy zwróciłem uwagę chujowi który nie posprzątał po swoim psie. Zapytałem "Posprząta Pan?" a ten sie tylko popatrzył, i nic nie powiedział tylko poszedł dalej.
C⁎⁎j mu w d⁎⁎e, i też odszedłem - ale chociaż coś powiedziałem. Myślałem o znalezieniu gdzie mieszka (bo mieszka w mojej klatce) i wysmarowaniu mu klamki tym gównem, ale to chyba nie jest najlepszy pomysł xD
#patologiazewsi
Ja kiedyś do baby, która zostawiła gówno po swoim psie na chodniku, zawołałem z przeciwka: "Zesrała się pani na chodnik!". Oczywiście nie sprzątnęła i przyspieszyła kroku.
Zaloguj się aby komentować
Staram się zaliczyć 1h godzinę dziennie w tym roku i jest 178.8 godzin w 181 dniu więc nieźle.
https://www.hejto.pl/wpis/staram-sie-zaliczyc-1h-godzine-dziennie-w-tym-roku-i-jest-178-8-godzin-w-181-dni
Dzisiaj pobite poprzednie lata i 279 godzin w 268 dniu roku.
#rozwojosobisty #podsumowanieroku


Zaloguj się aby komentować
#zdrowie #zdrowiepsychiczne #ai #dzieci #rozwojosobisty #psychologia
Ciekawostka - temat dotyczy nie tylko dzieci i młodzieży
(zdjęcie dla uwagi bo miniatura się nie załadowała)
https://www.youtube.com/shorts/1j29IoHjf7c
.

@dolchus Jak w robocie pytam chata o jakieś gówno programistyczne to mi po prostu odpowiada zamiast pisać "call?" i truć d⁎⁎ę przez dwie godziny. Też wolę z nim gadać niż z kolegami xD
Zaloguj się aby komentować
1331 + 1 = 1332
Tytuł: Atomowe nawyki. Drobne zmiany, niezwykłe efekty
Autor: James Clear
Kategoria: poradniki
Wydawnictwo: Galaktyka
Format: e-book
ISBN: 9788375797381
Liczba stron: 285
Ocena: 7/10
Ta książka naprawdę działa! Jeszcze podczas jej czytania udało mi się wyrobić pierwszy nawyk - sięgania po książkę podczas jazdy autobusem do pracy.
A tak już poważniej i mniej entuzjastycznie, to tak, krótkie rozdziały zdecydowanie pomogły w codziennym wypełnieniu czasu - z reguły udawało mi się przeczytać cały rozdział, a do pracy mam jakieś dwanaście minut autobusem. Do tego stopnia, że złapałem się na tym, że zamiast przeglądać internet, wolałem przeczytać kilkanaście stron książki.
To też udowadnia jedną z teorii ułatwiających budowanie nowych nawyków - zacząć od prostej rzeczy. Chcesz codziennie czytać książki? Zacznij od przeczytania chociaż jednej strony. Raz, że nie wydaje się to trudne - jedna strona to ile, minuta dla przeciętnego człowieka? Dwa, że powoli uczy systematyczności. Trzy, że ta minuta na ogromną szansę zamienić się w następne.
Pokazuje to też, że metodą małych kroków można dojść wszędzie. Budowanie nowego nawyku lubię porównywać do wchodzenia na szczyt góry. Krok po kroku, w swoim tempie, zmierzamy ku sukcesowi. Nawet jeśli się potkniemy (opuścimy trening/odpuścimy dzień diety czy cokolwiek), to najważniejsze jest to, żeby jak najszybciej odzyskać równowagę (wrócić do tworzącego się nawyku) i kontynuować wędrówkę. Czy zajmie nam to godzinę według znaku na szlaku czy trochę więcej, to bez znaczenia.
Dzień po dniu, rozdział po rozdziale udało mi się przeczytać całą książkę. Zajęło mi to znacznie więcej czasu, niż jakbym czytał także po pracy (co robię w przypadku innych książek). Chodziło mi jedynie o sprawdzenie i udowodnienie sobie, że można zamienić przeglądanie internetu podczas podróży do pracy na czytanie książki. Doprowadziło to do tego, że postaram się wykorzystać tę metodę także w przypadku innych nawyków, które chciałbym w sobie wyrobić.
Najważniejsze jednak jest nieodpuszczanie, szczególnie w dni, kiedy nie jesteśmy zmotywowani, nie mamy na nic ochoty albo jesteśmy bardzo zmęczeni. To wtedy, kiedy nam się nie chce, ale jednak zdecydujemy się zrobić to, co powinniśmy, kształtuje się nawyk - oraz charakter. Że lepiej zrobić coś na pół gwizdka, niż nie zrobić w ogóle.
Autor oprócz przedstawienia, jak kształtuje się nowy nawyk, pokazał także, jak pozbyć się jakiegoś niezdrowego nawyku. Jednak to tylko teoria - trzeba jeszcze umieć wprowadzić ją w życie, a to jest w tym wszystkim najtrudniejsze.
Czy polecam? Zobaczymy, czy uda mi się wyrobić nowy nawyk. ; ) Codzienne czytanie jednak było utrwaleniem istniejącego już nawyku i przeniesieniem go po prostu w nowe środowisko. Za jakiś miesiąc czy dwa dam znać, jak mi poszło.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #hejtoczyta #rozwojosobisty

@cyberpunkowy_neuromantyk całą moja aktywność na #pompujwpoprzekziemi w większości zawdzięczam tej książce.
@cyberpunkowy_neuromantyk już trochę zapomniałem jak to było dokładnie.
Ale przede wszystkim trzymałem się zasady: uczyń to łatwym. Zacząłem robić pompki po 7-8 powtórzeń w serii i zawsze było to gdzieś mimochodem, nigdy nie robiłem treningu. Zacząłem kojarzyć pewne miejsca bądź czynności z robieniem pompek, i tak np. nie zaczynałem jeść obiadu póki nie zrobiłem tych kilku pompek; tak samo gdy szedłem na spacer i mijałem uprzednio wybrane, ustronne miejsce, to też robiłem tam kilka powtórzeń. Gdy już tych kilka przykładów weszło mi w nawyk, to zacząłem dokładać dodatkowe sposobności na robienie pompek np. początek przerwy w pracy - seria; koniec przerwy w pracy - seria; wstaje rano i pierwsze co po toalecie - seria; przed i po każdym posiłku - seria.
Tak naprawdę to pierwszy intencjonalny trening jaki zaliczyłem, to było już z rok po tym jak zacząłem pompować i robiłem wtedy już jakieś 150pompek/dzień.
Zaloguj się aby komentować
1341 + 1 = 1342
Tytuł: Coaching i mentoring w praktyce, podejście kongwistyczne
Autor: Maciej Bennewicz
Kategoria: rozwójosobisty
Format: książka papierowa
ISBN: 9788393752492
Liczba stron: 900
Ocena: 6/10
**Początek, etyka:**
Duży nacisk na etykę i gdzie szukać informacji, zgłaszać nadużycia. Zawsze trzeba pytać o zgodę czy chcemy dać informację zwrotną, zaproponować ćwiczenie do wykonania.
Po każdej sesji trzeba sporządzić raport.
Test modalności nie zawsze miał odpowiedzi dla mnie. Np. Odnośnie odczuć z gorącego lata to jedyne co mi przychodzi do głowy, że słabo się czuję a nie szumy fal, budząca się natura, pływanie w jeziorze uprawianie sportu na zewnątrz.
**Różnorodność ludzi:**
Rozdział o percepcji był nudny bo znałem to wszystko, a analogia z mapą nie podobała mi się. Chodzi o to, że mapy nie są wiecznie aktualne, teren się zmienia tak jak nasze przekonania.
Dalej jeszcze o archetypach, symbolach itp. nuda bo wiem, że chodzi o to, iż różnie odbieramy te rzeczy zależnie skąd się wywodzimy a tutaj każda drobnostka jest omówiona. Co mi się w tej kwestii nie podoba to, że wszystko ma znaczenia i trzeba analizować zachowanie, otoczenie. Np. co innego o człowieku mówi czy ma drobny gabinet z tyłu firmy a pokaźny, z drewnianymi meblami i swoim fotelem wyżej niż interesantów. Mnie uczono, że w relacjach trzeba mieć więcej luzu i tak nie analizować bo ktoś może mieć gorszy dzień, więcej stresu ostatnio.
Było zadanie, żeby z opisu wnioskować cechy osobowości to nie było przykładu kogoś wycofanego, tylko sami dynamiczni ludzie sukcesu z pasją, łatwo nawiązujących kontakty. Męczyły mnie opisy samych ludzi sukcesu. Po przeczytaniu wolałem zrobić przerwę by zagrać na keyboardzie.
**Przekonania:**
Wszystko siedzi w głowie i błędne przekonania nas hamują w rozwoju.
Zmiany przekonań są proste wystarczy wałkować temat, zadawać kilkanaście pytań i klient sam dochodzi do rozwiązania, że źle myśli i to ogranicza. Na koniec podać rękę by utwierdzić w nowym przekonaniu.
Oczywiście w książce skuteczność zmiany przekonań wynosi 100%. wydaje mi się, że w prawdziwym życiu nie wygląda to tak dobrze.
_Ostatnia cześć to już typowo rozwojowa gadanina._ Mnie to wymęczyło
**O czynnikach sukcesu:**
-Potrzeba i wiara w możliwość jej zrealizowania są kluczowe.
-Nie można się załamywać po kontuzjach rzucił mi się w oczy przykład Arkadiusza Milika, który po kontuzji wrócił do gry, książka jest z 2017 i to się źle zestarzało bo już za bardzo nie pograł tylko kolejne kontuzje miał. Sprawdzając przez AI na szybko od tamtego czasu ominęły go 382 dni gry.
**O szczęściu:**
nie można seksu, narkotyków niczego co daje szybką gratyfikację. Tylko nasze działania, ich sens, rozwój i dążenie do celu dają szczęście.
Ja nie dostałem żadnych nagród za swoje działania, robię aktywności bo muszę, to według żadnej definicji nie będę szczęśliwy i dlatego jestem w stanie zobojętnienia. Tylko tutaj nie zgadza się z tym, że będąc w zobojętnieniu się je tylko fastfoody. Ja nie jem ich tylko staram się zdrowo bo muszę.
Są ćwiczenia odnośnie określenia swojej pasji, nie robiłem ich bo nie jestem w stanie wymienić czynności, które sprawiają mi przyjemność. Bo alkohol i masturbacja się w to nie wliczają.
Typowe dla korpo kreatywne rozwiązywanie problemów i ćwiczenia typu burza myśli.
Jest, że wszystko jest naszym wyborem i robić wyłącznie aktywności, które dają nam szczęście. Super, że gdybym ja wybierał takie aktywności to nie miałbym co jeść, gdzie żyć.
**Koniec:**
Tutaj podsumowanie, że trzeba lubić ludzi, by być dobrym coachem i jedna książka tego nie nauczy, ludziom różnie zajmuje nauka. Na rynku jest dużo szarlatanów.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #rozwojosobisty #coaching

Zaloguj się aby komentować


